Dodaj do ulubionych

Niedziela...okiem socjologa

13.02.06, 18:25
Chcę zająć sie tematem różnych form spędzania i postrzegania niedzieli we
współczesnym społeczeństwie. Chcę zbadać, czy nadal jest ona dniem
świątecznym, dniem odpoczynku? Czy może granica między codziennością i
świątecznością została już zatarta..? Jeśli bylibyście tak dobrzy i
wypowiedzieli sie krótko: JAK WYGLĄDA WASZA NIEDZIELA? Jak ją spędzacie? Czy
dostrzegacie jakieś zmiany...w końcu socjologowie to najlepsi obserwatorzy
życia społecznego :) Jest bowiem mnóstwo opracowań na temat spędzania wolnego
czasu w ogóle, a ja chcę zbadać ten jego specyficzny fragment, jakim jest
właśnie niedziela! (jeśli ktoś zgodziłby sie na szczegółowe przepytanie w tej
kwestii to proszę o kontakt na adres: martusias@gazeta.pl)
Obserwuj wątek
    • gabrielle Re: Niedziela...okiem socjologa 14.02.06, 13:29
      Gdy byłam w podstawówce, nie wyobrażałam sobie niedzieli, bez wizyty w
      kościele. Chodziliśmy całą rodziną, był to stały punkt dnia. Zmieniała się
      tylko pora. Po przeprowadzce, a w związku z tym, zmianie szkoły, musiałam
      nadrabiać zaległości i niedziele spędzałam głównie na zakuwaniu. Powoli
      rezygnowałam z kościoła, ale z innych powodów niż zakuwanie, aż w końcu
      przestałam chodzić.

      Kiedyś mama nie wyobrażała sobie zrobić prania w niedzielę. Nie chciała
      przeszkadzać sąsiadom, bo nie mamy najcichszej pralki, a zresztą, to "pamiętaj,
      by dzień święty święcić". Aż w końcu od niedzieli do niedzieli, od prania do
      prania wyszło tak, że to największe pranie robione jest właśnie w niedzielę.
      Albo skarpetki, albo wypoczynek. Widzę, że z tym praniem nie jest odosobniona,
      bo w blokach wokół, własnie w niedzielę na balkonach pojawia się suszące się
      pranie.

      Wydaje mi się, że niedziela przestała być dniem tylko odpoczynku. To czas wolny
      na nadrobienie zaległości. Jakiś dywan to wytrzepania, pokój to gruntownego
      posprzątania, odgruzowanie piwnicy. Ostatnio sąsiad spędził ją na grzebaniu w
      samochodzie. Jednak nadal zza okna o tych samych porach widzę tych samych ludzi
      idących do kościoła, tylko że jakby mniej ich jest.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka