hela6
22.11.06, 08:34
Mam problem z Panią od WF.
Ma ona zwyczaj lekceważenia zwolnień pisanych przez rodziców. Zdarza się wżyciu wiele sytuacji, kiedy ćwiczyć się nie da, a do lekarza nie potrzeba. Choćby katar po same pachy, obite do fioletu kolano po wycieczce w góry i takie tam różności.
Kobitka prowadząca zajęcia z moim dzieckiem nie mówi głośno, że zwolnienie od rodziców nie przysługuje, ale wyraźnie jekceważy, nie czyta ich wogóle i komentuje "no jak chcecie, jak chcecie.....". Koledzy ze starszych klas twierdzą że to "jak chcecie" dotyczy obniżania ocen osobom ze zwolnieniem "od rodziców".
Nie wiem co zrobić, ale cos muszę, bo to jawne podważanie mojego autorytetu. Przychodzą mi dwa rozwiązania do głowy, ale w obydwu ucierpi dziecko.
Jedno to pójśc do szkoły i przyłożyć z bekhenda a drugie to chodzenie do lekarza po zwolnienie każdorazowo, i pisanie do wychowawcy usprawiedliwień, że nie pojechało do szkoły, bo poszło do lekarza po zwolnienie z WF. Ciekawe kiedy lekarz dostanie białej gorączki :(.
Poradźcie coś ludzie, bo mnie już nosi.