unsatisfied6
07.11.03, 08:29
w kontekście ekonomicznego argumentu zagęszczania szkół i dołowania uczniów ,
w tym dylektyków , warto się zastanowić czemu słuzy szkoła z perspektywy
gospodarki .
szkoła zajmuje sie największym potencjałem gospodarki -człowiekiem .
nie można mówić , że coś jest dobre lub złe bez kryterium porównawczego .
człowiek tworzy gospodarkę i ma taki sam potencjał czy się rodzi w stanach ,
w Niemczech czy w Polsce . Potencjały tych ludzi na rzecz gospodarki są
jednak różne . Niebagatelnym czynnikiem nieekonomicznego kształcenia
jest zatłoczona szkoła jak i program , który w przypadku dyslektyka
jest wybitnym dowodem na to , że nie służy niczemu innemu jak dołowaniu
dziecka ,a w przypadku innych uczniów , nie kszałci optymalnie .
Optymalnie nie znaczy dużo i byle jak . Np. gramatyka kilka języków obcych
w szkole to w rezultacie praktycznie żaden język po 12 latach ciężkiej
pracy . Optymalnie to nie znaczy wszystkich tak samo czy tego chcą
czy nie chcą . Optymalnie to np. dobra znajomość języka obcego w zakresie
roboczym po 2-3 latach nauki .
Optymalnie to znaczy dobrze w porównaniu z szkołami w innych krajach ,
które kształcą efektywnie na potrzeby swojej gospodarki.
Optymalnie , to znaczy mniej pieniędzy na edukację ze strony rodzica .
Rodzic płaci w podatku i korepetycjach , które w naszym kraju są
plagą i swiadczą dobitnie o elitaryźmie kształcenia , w którym
szkoła testuje wykształcenie rodzica i jego kieszeń .
Mało zarabiający nauczyciel , to jest bodziec do pracy korepetytora .
Praca nauczyciela poza szkołą wymuszona złą sytuacją finansową to może być
patologia wymuszania na uczniu zajęć na byle jakich kursach prowadzonych
przez szkołę . To może być wysoka i nieadekwatna do skuteczności nauczania
cena korepetycji - wystarczy postawić dużo luf w klasie i znajdzie się
kilku wystraszonych rodziców , co wybulą 50 zł za korki .
najwiękży -test na wrażliwość humanisty .