Pani Sayers to postać bardzo szacowna, jedna z czołowych
przedstawicielek "złotego wieku" kryminału angielskiego. Również
założycielka Stowarzyszenia Sherlocka Holmesa. Twórczyni detektywa
Petera Wimseya, lorda zresztą (po raz pierwszy pojawił się w książce
Whose body w 1923). Wimsey jako bohater literacki jest tak
wszechstronnie uzdolniony, że jest to aż irytujące. Kolekcjonuje
dzieła sztuki, zna się na muzyce, ukończył Eton, wytworny
arystokrata itp. itd. Kiedyś bardzo go nie lubiłam, natomiast teraz
sięgnęłam po niego ponownie i patrzę już znacznie łaskawszym okiem.
I na jego twórczynię też, chociaż jej innych chrześcijańskich prac
przetrawić już nie zdołałam. Natomiast jej powieści to kryminały w
swej najbardziej konwencjonalnej postaci, a takie ostatnio
najbardziej lubię. W swojej osiedlowej bibliotece znalazłam
nastepujące tytuły:
1. Kat poszedł na urlop
2. Lord Peter ogląda zwłoki
3. Zbrodnia wymaga reklamy
4. Gwałtowna trucizna
5. Nieprzyjemności w klubie Bellona
6. Z dowodem w zębach
Ostatnio wysyp powieści Sayers nastąpił na allegro, więc jak ktoś
jest zainteresowany, to może sobie zakupić

.