metron1
01.05.07, 23:30
Wczoraj (30.04.2007) jechałem 20720(Skierniewice-Tłuszcz) odj.z Grodzisk 6.54.
Jechali w nim pasażerowie z 8 pociągów normalnie kursujących w dni robocze.
W Grodzisku był opóżniony już 10 min a pasażerowie czekający na niego
szczelnie wypełniali peron na długości 3 jednostek. Gdy wreszcie przyjechał
nie było miejsca nawet na pomostach, więc ludzie siłą się wpychali. 10%
pasażerów zrezygnowało. Pani z wózkiem i niemowlakiem bezskutecznie próbowała
się wbić do jakichkolwiek drzwi. Przebiegła cały pociąg i błagała o litość
kierownika. Kierownik najpierw zapakował srela do służbówki, potem złożył z
panią wózek i umiescił go razem z panią w służbówce, ale nie mógł już sam się
dostać do pociągu :) Odjazd po ponad 4 minutach stania.
Milanówek - ryk potencjalnych pasażerów na peronie gdy zobaczyli ludzi
wypadających z pociagu przez dzrzwi, o które stali oparci. Pasażerowie w
pociągu albo się śmieją albo krzyczą, że już nie ma miejsca. Nie widziałem ile
osob zostało na peronie w Milanówku, bo byłem wbity w kaloryfer i drzwi po
przeciwnej stronie a nad głową trzymałem swój plecak. Telefon do współpasażera
- "Zawieź Kasie samochodem do Warszawy, bo w pociągu może jej stać się krzywda!"
Brwinów - prawie nikt nie wysiada a cały peron chce wsiąść. Praktycznie nikomu
się nie udaje. W końcu krzyki z peronu: "Ludzie! Wchodzcie między siedzenia,
wchodzcie do toalety!" Pasażerowie kłocą się między sobą. 20 minut opóźnienia
Kierownik pociągu na każdej stacji dostawał kluzgi, epitety i złośliwe uwagi
pod swoim adresem i adresem KM od pasażerów, którzy wysiedli i poczuli
wreszcie, że nie są bydłem. Mimo to spokojnie wykonywał swoją prace i
grzecznie odpowiadał, że przekaże kierownictwu uwagi pasażerów oraz wyjaśniał,
że nie on jest winny zaistniałej sytuacji. Podziwiam jego cierpliwość, bo ja
bym nie zdzierżył.