Dodaj do ulubionych

O zdradzie

31.10.05, 00:14
Wiem, że temat już był wielokrotnie poruszany. Ale jakoś nie mogę sobie
odmówić, by tu też go jeszcze raz wcisnąć i analizować.
Gdzie leży granica, której nie wolno nam przekraczać, gdy chcemy być lojalni
wobec swego partnera? Może łatwiej byłoby zobaczyć problem, gdybyśmy sami
pomyśleli, do jakiego stopnia akceptowalibyśmy i tolerowalibyśmy my sami
poczynania wirtualne naszego partnera? Czy nam samym nie przeszkadzałyby
nocne rozmowy, wymiana fotografii, tajemnicze sms-y, czy zahasłowane wejście
do komunikatora i jego archiwów, przez bliską nam osobę? Być może byłoby to
całkiem niewinne, ale zastanówmy się, jak byśmy to sami postrzegali, gdyby
nasz partner robił coś takiego.

proces
Obserwuj wątek
    • sprawa7 Re: O zdradzie 04.11.05, 00:17
      Proces, jeżeli sam będziesz odpowiadał na swoje zagajenie, to co mają ludzie pisać?
      • proces7 Re: O zdradzie7 04.11.05, 11:17
        Sprawo, a jednak miałaś coś do dodania… Przecież napisałaś. Fajnie, że tu ze
        mną piszesz. A sama nie masz żadnych pytań, nic Cię nie nurtuje? Zachęcam Cię
        do otwierania nowych wątków, bo znowu zarzuci się mi spamerstwo;-).
        Osobiście uważam, że samo otwarcie privu i niewinny nawet flirt jest już
        niejako zalążkiem zdrady. Jakby wyrażeniem gotowości do niej, podświadomą
        chęcią akcesu niejako.
        • sprawa7 Re: O zdradzie7 05.11.05, 01:23
          Wystarczy nawet nadzieja na flirt, wyobrażam tu sobie mojego partnera, jak klika
          i ma nadzieję...świnia ;).
          • proces7 Re: O zdradzie7 05.11.05, 07:44
            To raczej kwestia intencji, a nie nadziei. Sprawo.

            proces
            • woow2306 Re: O zdradzie7 07.11.05, 22:19
              i przerwę Wam ten uroczy priv.. kochani moi:) jestem podla...a co:> to w dobrej
              intencji... żeby Wam zakłócić to słodkie tet a'tet i od myśli o zdradzie
              odciągnąć... a swoją drogą... zdrada to słowo duże i bardzo poważne... a czym
              jest dla kogo? to sprawa(sic!) bardzo indywidualna... czasem nie jest
              zamierzona... a robi się z niej coś bardzo poważnego..trwałego... destrukcyjnie
              wpływającego na dotychczasowy związek.... czasem... to tylko oczko figlarnie
              puszczone komuś na czacie... a czasem romans gorący... czasem to tylko
              marzenia... fantazje w łóżku... wieczorem... podczas intymnych chwil... więc
              trudno chyba roztrząsać... co gorsze? i jak na kogo wpływa czy oddziaływuje....
              postrzegamy świat w-g siebie... w-g tego co robimy ... więc jeśli ja mam czyste
              intencje..to mniemam, że mój partner też niczego złego nie robi... i niech
              sobie hasłem zabezpiecza e'maile... widocznie ma taką potrzebę... ale fon przy
              poopie noszony? dzwonki wyciszone? sms-y ukradkiem pisane.... ?:> niedoczekanie
              jego:D łeb ukręcę;) na wszelki wypadek;) od razu:>
    • jagus71 Re: O zdradzie 08.11.05, 08:36
      Procku,
      Moim zdaniem granicę wyznacza - zaufanie. Dopóki zaufania partnera się nie
      nadużyje (nawet w zahasłowanym komunikatorze) - wszystko jest w porzadku.
      A na język wirtualności przekłada się to dla mnie w ten sposób: cenię swoja i
      cudzą prywatność i uważam, że każde z partnerów ma prawo do tylko swoich
      obszarów (znajomości, rozmów, może nawet figlarnych mrugnięć okiem;) Tyle, że
      to, co w tym tylko moim prywatnym światku robię nie może mieć takiego
      charakteru, by zraniło mojego partnera.
      Po co komplikować? Wystarczy jedna zasada; "Kochaj partnera/partnerkę i rób co
      chcesz" ;)

      Pozdrawiam
      • proces7 Re: O zdradzie 08.11.05, 09:24
        Jaguś, mnie chodzi o to, jak to wygląda z naszego punktu widzenia. Z naszego,
        czyli czatujących. Nie chodzi mi o zaufanie i postrzeganie tego przez naszego
        partnera. Chodzi mi o nasze wewnętrzne granice. Do jakiego punktu możemy dojść,
        po którym należy powiedzieć "stop". Zaufanie tu nie ma nic do rzeczy.

        proc
        • jagus71 Re: O zdradzie 08.11.05, 09:46
          Toć Ci właśnie mówię, procku drogi;), że z mojego punktu widzenia granicą jest
          zaufanie partnera, które zobowiązuje mnie do tego, by zaniechać zachowań, które
          mogłyby go zranić. To jest moja granica.
          • skorpion_2005 Re: O zdradzie 29.11.05, 23:09
            >z mojego punktu widzenia granicą jest
            >zaufanie partnera, które zobowiązuje
            >mnie do tego, by zaniechać zachowań,
            >które mogłyby go zranić. To jest moja granica.

            Piękne, jasne ... całkowicie niepraktyczne podejście.
            Zdrada nie jest wynikiem binarnej decyzji. Nie będzie żołtego światła. Nie
            będzie podwójnej ciągłej.
            Wiedziona ciekawością mrówka zaczyna krążyć wokół jamy mrówkolwa. Coś w głebi
            połyskuje, przyciąga wzrok. Zatacza coraz cisniejsze kręgi, żeby lepiej
            widzieć. I nawet nie zauważa kiedy piasek zaczyna ją nieść w głab jamy. Ciągle
            łudzi się, że panuje nad sytuacją ...
            • proces7 Re: O zdradzie 30.11.05, 08:16
              skorpion_2005 napisał:

              Nie będzie żołtego światła. Nie
              > będzie podwójnej ciągłej.

              No właśnie, dlatego preferuję samochody z automatyczną skrzynią biegów. Jedna
              noga pozostaje zawsze wolna, a i ręka też może być wolna...
        • nadziejkaa Re: O zdradzie 13.04.06, 17:44
          proces7 napisał:

          > (...) Nie chodzi mi o zaufanie i postrzeganie tego przez naszego
          partnera. Chodzi mi o nasze wewnętrzne granice. Do jakiego punktu możemy dojść,
          po którym należy powiedzieć "stop". Zaufanie tu nie ma nic do rzeczy.

          Według mnie, zdradza jest wtedy, kiedy jest zaangażowanie emocjonalne. Wolę
          usłyszeć od partnera, że przespał się z inną kobietą, ale nic do niej nie
          czuje, że był to zwykły, czysty seks, niż, że zaangażował się w związek z drugą
          kobietą. Wtedy, odbieram to już jako zdradę.
          Tak samo sprawa wygląda na czacie. Jeśli czujesz, że zaczynasz się angażować,
          że górę biorą już emocje, uczucia, należy powiedzieć "STOP", żeby nie zdradzić.
          • tercybiades Re: O zdradzie 13.04.06, 19:15
            nadziejka napisała;

            "Według mnie, zdradza jest wtedy, kiedy jest zaangażowanie emocjonalne. Wolę
            usłyszeć od partnera, że przespał się z inną kobietą, ale nic do niej nie
            czuje, że był to zwykły, czysty seks, niż, że zaangażował się w związek z drugą
            kobietą. Wtedy, odbieram to już jako zdradę".


            Nadziejko preferujesz model włoski? Dla mnie takie pojmowanie miłości
            zaangażowania, to obłuda, bo jeżeli jakiś facet, kobieta, zdradza w
            ten "cielesny" sposób to znaczy, że nie jest już zaagażowany/a w aktualny, że
            nie wystarcza mu to co ma, że nie kocha, tak aby być wiernym! Ile jest wart
            taki związek, że o "miłości" zmilczę? Zdrada nie jest stanem umysłu, dopiero
            przypieczętowanie jej, w sposób o jaskim piszesz, legitymuje ją do tego miana.
            Z każdej drogi można zawrócić pod warunkiem, że nie palisz mostów za sobą
            przechodząc przez rzekę, że nie skrywasz tajemnic, o których nigdy nikomu nie
            powiesz.
          • ruda_strzyga Re: O zdradzie 18.04.06, 10:29
            Nadziejko, jeśli poczujesz, że emocje biorą górę, to znak, że już po kwiatach.
            Już jesteś zaangażowana. Zdrada jest podstępna i działa czasem przez
            zaskoczenie;) Jak wiadomo uczucia nie dają się sterować rozumem, rozsądkiem...
            I tu tkwi pułapka:)
            Oczywiście można starać się minimalizować "straty", unikać kontaktów itd., ale
            fakt pozostaje faktem.
            Znam realnie osoby, które nie związują się z nikim na dłużej, bo nie potrafią
            kochać. Wg mnie to jest dopiero nieszczęście. Takie osoby wytrzymują rok,
            czasem dwa ze stałym partnerem, a i tak w międzyczasie latają na boki, ale
            trudno to nazwać zdradą. W gruncie rzeczy są bardzo samotne i tę samotność
            pokrywają na przykład nadmierną aktywnością seksualną.
            Zdrady podzieliłabym nie na fizyczne i uczuciowe a raczej na popełnione z
            premedytacją lub nie. Dla mnie bardzo ważne są intencje i wola, które
            wyznaczają określone zachowania. To oznacza, że jestem w stanie wybaczyć drobne
            niezamierzone zdrady i tego samego oczekuję od partnera:)
    • annaustka Re: O zdradzie 21.11.05, 15:51
      Myslę,że już sam sobie odpowiedziałeś i doskonale znasz tę granice.Ja dodam ,że
      nigdy nie robiłabym niczego co wiem ,że sama by mnie to bolało.Takie mam
      kryteria......ale miłe jest to,że mężczyźni (kierowcy)wciąż ustępuja mi
      pierszeństwa z drogi podoprzadkowanej:).
      • justysbytomianka Re: O zdradzie 14.04.06, 17:46
        Nie ma granic i zawsze powinno sie byc lojalnym wobec partnera pod
        warunkiem ,że jest to partner ;)
        • sprawa7 Re: O zdradzie 15.04.06, 02:48
          justysiu,a więc lojalnie można wszystko, bo nie ma barier żadnych, ale lojalnie
          wobec partnera, bo tak poza tym, to można z barierami, nielojalnie z
          niepartnerem tylko<zakałapućkana>:(.
          • justysbytomianka Re: O zdradzie 18.04.06, 07:05
            może ujmę to tak:) nie należy zdradzać , wiadomo zdrada to mało fajna rzecz ,
            ale trzymać sie jakiegoś chorego układu i na siłę wypełniać zobowiązania jest
            tylko stratą i marnotrawieniem czasu , które radzę zagospodarować ;)
            • justysbytomianka Re: O zdradzie 18.04.06, 07:06
              errata który :)
            • sprawa7 Re: O zdradzie 19.04.06, 00:06
              justysiu, jak ty to ładnie i dyplomatycznie ujmujesz;D. Skąd wiesz, że zdrada to
              "mało fajna rzecz"?;)))
              • justysbytomianka Re: O zdradzie 19.04.06, 07:37
                Melu z autopsji to wiem , niestety ;)
    • tercybiades Re: O zdradzie 18.04.06, 09:36
      A kto to jest partner? Nikt tu nie pisze o mężu - żonie, a o partnerze -
      partnerce. Na czym polega ta "magiczna" różnica między tymi pojęciami?
      Zakładam, że jesteście w związkach partnerskich, bo przecież nie wstydzicie się
      tego, że macie męża czy żonę, albo samo określenie związku jest tak staromodne
      i nie na czacie, przepraszam czasie...
      • ruda_strzyga Re: O zdradzie 18.04.06, 11:15
        Tercy, ja piszę ogólnie o partnerze, bo jak wiadomo związki bywają różne, nie
        tylko małżeńskie. A tak na marginesie - uważam, że najlepsze małżeństwo to
        związek partnerski, niezależnie od tego czy zostało usankcjonowane przez
        Kościół czy prawo.
        • justysbytomianka Re: O zdradzie 18.04.06, 11:25
          Przewrotnie zdefiniuje słowo partner ;) To ktoś kogo nie zdradzisz , bo nie
          masz takiej potrzeby .
        • tercybiades Re: O zdradzie 18.04.06, 11:50
          A ja Katju miałem na myśli to, że jednak piszemy tu o sobie(przynajmiej w
          pewnej mierze) i myślę, że jednak jest pewna rożnica. Taki usankcjonowany,
          prawnie czy kościelnie związek jest jednak czymś innym niż
          związek "partnerski". Dla mnie to słowo jest "wynalazkiem" naszych czasów(nie
          będę wredny i nie popwiem, że feministek). Zawiera w sobie pewną dozę luzu i
          dowolności.
          Co do małżeństwa partnerskiego oczywiście masz rację. Zastanawiałem się tylko
          czy "małżeństwo", drogą ewolucji nie zmieniło się w "partnerstwo", a jeżeli
          tak, to co to znaczy dla samego pojęcia "zdrada"?
          Czy mi się wydaje, czy faktycznie dzielę włos na czworo?
          • ruda_strzyga Re: O zdradzie 18.04.06, 12:37
            Wydaje mi się, że mocno zakręcasz Tercy, zupełnie niepotrzebnie. Małżeństwo
            funkcjonuje w ramach jakie sobie małżonkowie założą wspólnie (abstrachuję od
            zwyrodnień typu "rządy silnej ręki"). Może "partnerstwo" to wynalazek, ale nie
            wyobrażam sobie innego scenariusza dla wspólnego życia. Oczywiście piszę o
            sobie. Widziałam rózne układy w rodzinie i ich konsekwencje. Sama wywodzę się z
            domu, gdzie niepodzielnie rzadził mężczyzna, może gdyby robił to z większym
            wdziekiem przejęłabym ten model.
            Oboje z mężem postanowiliśmy, że nie będziemy sobie robić z życia wspólnego
            więzienia i dajemy sobie tyle wolności, ile to możliwe. Na tyle dużo swobody,
            żeby nas nic nie uwierało. Nie znaczy to jednak, że walimy się po rogach
            systematycznie i bezstresowo zdradzamy na lewo i prawo:)
            To tak jak w gospodarce wolnorynkowej, granice same się z czasem kształtują...
            • tercybiades Re: O zdradzie 18.04.06, 13:12
              Zakręcam to fakt. Małżeństwo tak jak i partnerstwo, w jego ramach, istnialo od
              zawsze. Fakt,że rozumiano, pojmowano je inaczej i nie nazywano partnerstwem a
              ot po prostu małżeństwem. Dopiero kiedy słowo "partnerstwo" zaczęło robić
              karierę, stopniowo wypełniało się nową treścią mówiącą o wolności, tolerancji
              itp. itd. Jakoś nie zauważono, że małżeństwo zawiera w sobie to wszystko,
              trzeba było nowego słowa na określenie związku dwojga ludzi, chyba także dla
              usprawiedliwienia przeżywającej renesans wolności seksualnej, bo przecież
              małżeństwo, to taka skostniała i przestarzała forma(ironiczny uśmiech).
              Ja się z tobą zgadzam, pytam się tylko po jaką anielcię, komplikować sobie
              życie, nie zdradami, one były zawsze tak jak małżeństwo, ale ubieraniem w słowa
              tego, co już nazwane zostało? Stąd pytanie; jaka jest różnica między jednym a
              drugim i co ta róznica z sobą niesie (patrz jak w tytule)? Jeżeli będę
              się "wydawać", to brać ślub czy partnerstwo? (przekornie:)
              • ruda_strzyga Re: O zdradzie 18.04.06, 15:59
                Tercy, widzę, że bardzo Cię interesuje to zagadnienie, przypomina mi trochę
                pytanie: co było pierwsze - kura czy jajo?:D
                Najwyraźniej małżeństwo nie jest (czy nie było dawniej) równoznaczne z
                partnerstwem. Może popularyzacja takich pojęć jak "partnerstwo" trąci nieco
                feminizmem, ale widocznie okazało się potrzebne. Choćby dla edukacji tej części
                społeczeństwa, która małżeństwo traktowała bardziej jak niewolnictwo.
                • tercybiades Re: O zdradzie 18.04.06, 17:01
                  Katju mnie interesuje wszystko co związane z człowiekiem, a tylko naiwność
                  połączona z dociekliwością gwarantują, że powiedzą szczerze i od siebie, jak to
                  zwykle do naiwniaka:)
      • proces7 Re: O zdradzie 18.04.06, 12:52
        tercy, one tak szpanują. Bo jak jasno sie zadeklarują, ze są "ortodoksyjnymi"
        mężatkami, to gówno będą mieć a nie adorowanie na privach przez palantów
        czatowych. Stąd to tajemnicze "partnerstwo". Siedzą miedzy garami a czatem, w
        wypapranych fartuchach, jak mąż z pracy wraca, to wyłączają kompa z gniazdka,
        żeby opieprzu nie dostać, a tu są wielkie "partnerki". Koń by się uśmiał.
        • justysbytomianka Re: O zdradzie 18.04.06, 15:14
          Ty , Ty , Ty Procu prawdziwy psychologu;))
    • sprawa7 Re: O zdradzie 03.06.06, 16:25
      Wywlekam ten wątek, bo wczoraj miałam interesującą rozmowę.
      Pewna kobieta twierdzi, że nie można uważać za zdradę pieszczot, igraszek czy
      nawet seksu z innym partnerem czy partnerką wówczas, gdy prowokatorem a nawet
      świadkiem tego jest mąż. Ona brała udział w takich orgietkach(za każdym razem z
      mężem), na przykład KKM,MMK, ale zapytana czy zdradziła męża, odpowiada:NIE.
      • wanda_rybka Re: O zdradzie 04.06.06, 21:41
        Wszystko zależy od tego co uważamy za zdradę. Bo właściwie, czy można nazwać
        zdradą uczestnictwo w takich igraszkach, skoro mąż jest inspiratorem i
        uczestnikiem takowych? Skoro odbywały się za jego zgodą i przyzwoleniem? To
        raczej kwestia własnego sumienia. Dlaczego zdradą nazywamy fizyczny kontakt z
        innym partnerem? A może wystarczy ,że przestajemy myśleć i dbać o tą drugą
        osobę?
        • alinka64 Re: O zdradzie 04.06.06, 22:25
          to sie nazywa inwencja.... i fantazja .... tylko dlaczego meszczyżni lubią
          trójkąciki tylko z kobietami 1m+2k, a nie 2m+1k co ?
          • wanda_rybka Re: O zdradzie 04.06.06, 23:32
            alinko z tego co pisze sprawa, to układy były we wszystkich możliwych
            wersjach.Wynika z tego,że towarzystwo było raczej elastyczne, jeżeli chodzi o
            dobór uczestników.;)
    • alinka64 Re: O zdradzie 10.06.06, 23:45
      Zdradzać można na wiele sposobów. Myślę, że w tej dziedzinie jesteś znawcą, a
      twoje znawstwo nie wynika z oczytania. : ]

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka