Dodaj do ulubionych

jak mam walczyć?

21.01.06, 00:01
jestem na kloejnym etapie wojny z rodzicami o ślub.Oni oczywiście uważają,że w
końcu,że najwyższy czas,że co ludzie powiedzą,że jestem odpowiedzialna i mądra
i powinnam chcieć ślubu,że ludzie będą mnie palcami wytykać,itd.Jakich ja mam
używać arggumentów!
Obserwuj wątek
    • deczi Re: jak mam walczyć? 21.01.06, 09:18
      1. Ludzie zawsze "powiedzą", niezależnie od Twojego postępowania.
      2. Zapytaj rodziców, czy zależy im na Twoim szczęściu, czy na rozlatanych
      ludzkich jezorach.
      3. Jesteś dorosła, przemyślałaś sobie sprawę wielokrotnie i naprawdę wiesz, co
      dla Ciebie dobre. Mas zpo prostu taki pomysł na życie.
      • arieletka4 Re: jak mam walczyć? 21.01.06, 16:09
        Oj, jak ja nie lubie, jak ktos mi się wtrąca w moje życie, oczywiście
        nieproszony, grrr:/ Wiem, rodzice to rodzice, ale przecież jesteś dorosła i nie
        mieszkasz z nimi, tylko z połówkiem, i to wy decydujecie, jak bedziecie żyć,
        nie??
        Ja daawno temu też nmiałam lekkie przeboje z moimi rodzicami, ale po prostu
        powiedziałam im, że ślub będzie, jak nam wyjdzie coś z naszego związku.
        Przełknęli, choć przyznam, ojciec z trudem. A teraz bierzemy ślub, bo tego
        chcemy, a nie dlatego, że ktos inny będzie z tego zadowolony. Żadnego przymusu,
        bo z tego mogą być tylko problemy. Pozdrawiam :))
    • myszmagda Re: jak mam walczyć? 23.01.06, 10:12
      Nie ulegaj presji. Życiowych decyzji nie można podejmować wbrew sobie, tylko
      dlatego, żeby sprawić komuś przyjemność. Przecież potem to Ty będziesz ponosić
      wszelkie konsekwencje takiego wyboru, a nie Twoi rodzice.Jesteś szczęśliwa z
      połówkiem, dobrze się Wam układa i to powinno cieszyć rodziców. Mam nadzieję,
      że w końcu zrozumieją, że w związku liczy się przede wszystkim miłość i zgoda,
      a nie papier.
    • moboj Re: jak mam walczyć? 24.01.06, 20:24
      czepialskim rodzicom połówka, którzy używali identycznych argumentów, daliśmy
      do zrozumienia bardzo stanowczo, że to nasze życie i nasza sprawa, w jaki
      sposób je sobie ułożymy, a zdanie obcych ludzi nas nie interesuje.
      • lisek78 Re: jak mam walczyć? 03.02.06, 14:13
        Jestem winna wyjaśnienia.Nie pamiętam czy o tym już pisałam.Mój połówek jest po
        rozwodzie (dostał go w czerwcu).Tak naprawdę to chyba sama nie jestem przekonana
        co do tego,że nie chcę ślubu.Ale o tym mogę powiedzieć tylko tutaj.Czasem
        myślę,że przecież z TAMTĄ wziął ślub,to dlaczego nie ze mną?Poza tym coraz
        częściej gubię się sama w tym wszystkim.Mój niemąż ciągle twierdzi,że nie będzie
        ślubu,bo już raz się poparzył.Zresztą tak serio to dawno temu,jak się poznaliśmy
        to on twierdził,że teraz już w jego życiu będzie wszystko
        poukładane:rozwód,ślub,dzieci - w takiej kolejności.I kiedy rozwód w końcu już
        jest na następny "etap" nie ma ochoty,czasu,itd.Jakoś tak trochę czuję się
        oszukana...Co mam myśleć?
        • deczi Re: jak mam walczyć? 04.02.06, 12:37
          Chyba jeszcze któraś z nas ma podobną sytuację.
          Nie naciskaj na niego - faktycznie może czuć się teraz zmaltretowany rozwodem i
          wspomnieniami poprzedniego związku. Ciesz się wspólnym szczęściem, co ma
          dojrzeć, dojrzeje.
    • myszmagda Re: jak mam walczyć? 05.02.06, 16:50
      Myślę, że najważniejsze, żebyś sama uświadomiła sobie,czego na prawdę
      pragniesz. Nie powinnaś dążyć do ślubu sugerując się zdaniem rodziców czy
      kompleksem wynikającym z faktu, że poprzednia partnerka Twojego połówka
      była "aż żoną", a Ty jesteś "tylko konkubiną". To Ciebie wybrał, Ciebie kocha i
      to powinno się liczyć najbardziej. Jeśli jednak na prawdę chcesz ślubu, to
      powiedz o tym połówkowi. Nie naciskaj, nie wymagaj, żeby stało się to od razu,
      bo teraz rzeczywiście może potrzebuje on czasu na ochłonięcie po rozwodzie, ale
      zachęć go do rozmów na ten temat, oswój go z myślą, że kiedyś ten moment
      powinien nastąpić. Skoro sam planował wcześniej ślub z Tobą, a teraz się
      wycofuje, to pewnie po prostu trochę się tej decyzji obawia, ale wcześniej czy
      później poczuje się gotowy. Ważne, żebyście oboje wiedzieli, na czym wam na
      wzajem zależy i rozumieli swoje pragnienia.
      • lisek78 Re: jak mam walczyć? 06.02.06, 14:09
        No i zdaje się,że doszłyśmy do tzw.sedna sprawy.Chyba nie do końca jestem
        przekonana o jego miłości,w to,że kocha mnie nad życie,że tylko ze mną chce
        sobie układać świat...itd.Coraz częściej mnie to zastanawia.Skąd mam takie
        wątpliwości,dlaczego zaczęła się nad tym zastanawiać po trzech latach?Brakuje mi
        z jego strony wielu gestów,słów itd.Nic już nie wiem na pewno.
    • arieletka4 Re: jak mam walczyć? 06.02.06, 19:20
      Jeżeli to cię pocieszy, to my mieliśmy (oboje, nie tylko ja) takie wątpliwości
      nie raz i nie dwa. Ostatnio jakieś sześć lat temu- wtedy o mało się nie
      rozstaliśmy, ale i wcześniej parę razy poważnie zastanawialismy, czy ten
      związek naprawdę to, czego chcemy od życia. Połówek przed związaniem się ze mną
      był szaleńczo zakochany w pewnej dziewczynie, koleżance z akademika, i
      właściwie z początku miałam wrażenie, że mam być tylko lekarstwem na tamtą
      miłość. Zresztą ja też wczesniej byłam dość długo z facetem ze studiów,
      planowaliśmy nawet ślub, ale nie wyszło. Wiem, że to może nie bardzo na temat,
      takie wynurzenia, bo twój połówek był już żonaty i ty to inaczej traktujesz.
      Ale dlaczego? Czy to nie jest temat zastępczy?? Może źródło Waszych problemów
      jest całkiem gdzie indziej?? A moze to tylko kryzys, przez który trzeba
      przejść?? Co do gestów, słów,, całej oprawy i w ogole okazywania uczuć, to mój
      połowek absolutnie nie jest mistrzem w tej dziedzinie, ale ja chyba się już do
      tego przyzwyczaiłam, choć fakt, z początku trudno było ;) Pozdrawiam Was
      serdecznie :)
      • lisek78 Re: jak mam walczyć? 07.02.06, 14:36
        Już się zmartwiłam,że jestem jakaś "inna" i ciągle mam jakieś wątpliwości.Sama
        nie wiem czy to "tylko" kryzys,czy może (nie daj Boże) początek końca.Może
        faktycznie gdzieś jest drugie dno tego,o co tak na prawdę nam chodzi,tego,co nie
        gra.Nie wiem.Na razie jestem na etapie cichutkiego,systematycznego analizowania
        tego czasu z moim Połówkiem.Może gdzieś wcześniej coś się stało,ale ja tego nie
        widziałam?A tak w ogóle to jestem zmęczona,przybita,brak mi energii i chęci do
        życia w ostatnich dniach (tygodniach?).A co do braku gestów,okazywania czułości
        to nie wiem czy potafię się tak szybko przyzwyczaić.Mnie to po prostu jest
        potrzebne i koniec.Wiem,wiem,dramatyzuję,to wszystko przez ten humor.
        Acha,mówisz,że wydawało Ci się,że jesteś lekiem na tamtą miłość - otóż,właśnie
        dokładnie to samo przyszło mi do głowy.Może faktycznie jestem "lekiem"?Tylko
        dlaczego w takim razie ta "kuracja" trwa tak długo???
        Dzięki za ciepłe słowo.Pozdrawiam.
    • myszmagda Re: jak mam walczyć? 08.02.06, 10:23
      Szczerze Ci powiem, że i mnie często dręczą wątpliwości. Wydaje mi się, że ja i
      połówek jesteśmy z dwóch odmiennych światów, mamy inne zainteresowania, inne
      przyzwyczajenia, inne poglądy. Z tego powodu nieraz dochodzi do nieporozumień,
      bo mój połówek jest wybuchowy i potrafi być wredny. Ale oczywiście, sporo jest
      rzeczy, które nas łączą i na tym staram się skupiać.
      Temat ślubu także był jednym z powodów moich rozterek. Połówek oświadczył mi
      się zanim jeszcze zamieszkaliśmy razem, po przeprowadzce często wspominał, że
      chciałby się ze mną pobrać, ale ja zbywałam go żartem, bo nie byłam pewna czy
      tego chcę. Kiedy dojrzałam do decyzji o ślubie, zachowanie połówka zmieniło się
      o 180 stopni. Teraz to on z tego żartuje, wymiguje się brakiem pieniędzy,
      czasem twierdzi, że chciałby, a innym razem znowu, że właściwy moment nadejdzie
      dopiero za kilka lat, gdy poukłada się inne sprawy (finansowe). Wiem, że na
      prawdę ślub jest na razie poza naszymi możliwościami finansowymi, ale wydaje mi
      się, że dla połówka jest to też pewnego rodzaju pretekst. Jego lista
      inwestycji, które trzeba sfinalizować, zanim zacznie się myśleć o ślubie stale
      się bowiem wydłuża. Teraz to i mnie powoli przestaje zależeć na rychłym
      ożenku :)
      Co do Twojego problemu to wydaje mi się, że ślub podśwaidomie traktujesz jako
      potwierdzenie Waszej miłości. Nie jesteś pewna uczuć połówka, więc chciałabyś,
      by jasno i publicznie je sformułował. Gdyby zdecydował się na ślub, miałabyś
      gwarancję, że traktuje Cię serio. Nie wiem, czy to jest dobry pomysł. Pamiętaj,
      że papierek nie zbliży Was do siebie, a skoro już teraz coś nie gra, to ślub
      tego nie naprawi. Myśle, że lepszą terapią są dla Was długie rozmowy. Powiedz
      połówkowi, że brakuje Ci z jego strony czułości, że chciałabyć, by okazywał Ci
      więcej uczucia. Może zrozumie. Nie wiem, co Ci mogę jeszcze poradzić...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka