zewszad_i_znikad
16.11.20, 04:32
Nie posiadam żadnych czytników e-książek, natomiast mam zainstalowany program Kindle for PC. Używam systemu Windows 7 (64 bit), zresztą z wyboru w chwili, gdy był już dostępny Windows 10 ("konserwatyzm technologiczny"). Jakiś czas temu program nagle przestał działać. Nie było żadnego zawieszenia ani wyłączenia programu, po prostu otwierał się, a któregoś dnia przestał. Sprawdzenie menedżera zadań pokazuje, że proces jest aktywny, ale okno programu się nie otwiera. Obecnie czytam e-książki w formacie PDF zwyczajnie przez Adobe Acrobat Reader; nie wiem nawet, jak miałabym otworzyć e-książkę w formacie MOBI... jedyna pociecha jest taka, że nie czytam obecnie żadnej e-książki w formacie MOBI.
Próba zainstalowania programu od nowa nie pomogła, ale też - robiłam to bez uprzedniej dezinstalacji, bo nie wiedziałam, jak. Jest w panelu sterowania Windows 7 narzędzie do usuwania programów, ale nie mogę znaleźć na liście Kindle for PC. Nie mogłam też znaleźć go w katalogach "Program Files" i "Program Files (x86)", choć nie wykluczam, że mogłam po prostu nie zauważyć. Gdzie on powinien być, jak go zdezinstalować, tudzież - bo może da się - jak zmusić program do działania bez dezinstalacji i reinstalacji?
Przy okazji. Teraz to i tak o tyle nie ma znaczenia, że powoduje uruchomienie procesu, ale nie uruchomienie programu w zwykłym znaczeniu (dostępne okno). Mianowicie Kindle for PC ma sobie skrócik klawiszowy ctrl-alt-K, który wyłączyłam we właściwościach programu. Nie jestem pewna czy, co gorsza, samo alt-K też nie działa. W każdym razie mimo niby wyłączenia, skrót nadal działa (a przynajmniej działa, dopóki program działał). No i sami rozumiecie: bardzo łatwo to nacisnąć przez pomyłkę wpisując "ł" (a jeżeli samo alt-K jednak nie działa, to bardzo łatwo próbując wpisać "Ł" zjechać jednym palcem z shift na ctrl, a drugim z L na K)... Wiele razy program mi się otwierał przez takie niezamierzone naciśnięcie skrótu. Jak definitywnie wyłączyć ten skrót klawiszowy?
P.S. - uwaga językowa. Skoro "book" to po polsku "książka", jedynym możliwym odpowiednikiem "e-books" są "e-książki". Nie uznaję "e-booków" i mam je za barbarzyństwo językowe. Podobnie nie uznaję "foodtrucków", tylko "jadłowozy", sprzedawców w Lidlach i Biedronkach poprawiam, tłumacząc im, że wykonanie z tektury nie czyni pewnego rodzaju stojaka nagle "standem", nie robię "skrinszotów", tylko "zrzuty ekranu", a po ukraińsku "widbytky ekranu" (określenie wymyślone samodzielnie), a nawet niekiedy mówię "deszczochron" zamiast "parasol" i "dymgła" zamiast "smog"... Bo mogę; każde z nas ma prawo do twórczego podejścia do języka, ja sama w życiu stworzyłam niejeden neologizm - niektóre tylko na użytek pamiętnikowy, ale jeden zespół słów mojego autorstwa się przyjął: "skoczniołaz / skoczniołazica / skoczniołazostwo / skoczniołazować" (oczywiście, "skoczniołaz/-ica" to ktoś, kto zwiedza skocznie narciarskie). Jestem więc umiarkowaną purystką językową, ale przede wszystkim - nie znoszę lenistwa i niechlujstwa językowego. Z góry dziękuję za rozważenie naturalności tłumaczenia "e-books" jako "e-książek".