szwager_z_laband
06.07.10, 13:06
jak mocie cos o tym to dowejcie sam
"Chaotyczny terror zwycięzców
Z Bogusławem Traczem z Biura Edukacji Publicznej IPN rozmawia Agata
Pustułka
Na Śląsku wciąż nie ma zgody jak interpretować wydarzenia związane z
wejściem Armii Czerwonej.
Do 1939 roku Górny Śląsk był obszarem podzielonym między dwa
organizmy państwowe: Polskę i Niemcy. Trochę inaczej wejście Armii
Czerwonej odbierali zapewne Górnoślązacy utożsamiający się przed
wojną z państwem polskim, a inaczej ci, dla których Niemcy
były "ojczyzną dalszą".
Jako historycy mamy podejrzenia, że oddziały sowieckie wkraczające
na tereny przedwojennej Rzeczpospolitej np. do Katowic były bardziej
trzymane w ryzach. Oczywiście też zdarzały się gwałty i zabójstwa,
ale wiele wskazuje na to, że czerwonoarmiści byli zapewne
dyscyplinowani przez dowódców, byli bardziej "grzeczni". Po
przekroczeniu granic dawnej Rzeszy, w Gliwicach czy Bytomiu,
kolokwialnie mówiąc, poluzowano im śrubę, choć z drugiej strony nie
znamy żadnego rozkazu, który wskazywałby, że przełożeni oficjalnie
zezwalali na represje i wybryki.
Pan prześledził historię wkraczania wojsk sowieckich do Gliwic,
które mogą być symbolem zachowania czerwonoarmistów. Jak wyglądało
wejście wojsk do miasta?
Tych wejść było kilka. Najpierw wchodziły jednostki uderzeniowe,
frontowe, tzw. szpica. One przechodziły bardzo szybko. Kolejne grupy
zajmowały się dokładniejszym penetrowaniem miasta, poszukiwaniem
ewentualnych punktów oporu. Gdzieś jeszcze kryły się bowiem
niedobitki złożone z volksturmistów, straży pożarnej, uzbrojonej
młodzieży.
Do jakich ekscesów doszło podczas zdobywania Gliwic?
Przede wszystkim do mordów na ludności cywilnej. Jak każdy cios
wymierzony w cywilów, tak i ten nie miał żadnego uzasadnienia
militarnego. Ani w Gliwicach, ani w Zabrzu czy Bytomiu nie było
praktycznie większych punktów oporu. To nie były miasta - twierdze.
Zresztą mężczyźni zdolni do walki już wcześniej zostali wcieleni do
Wehrmachtu i znajdowali się daleko od Śląska. Zostały kobiety,
dzieci i starcy. Przed wejściem Armii Czerwonej ludzie ci chowali
się najczęściej w piwnicach. Wystarczyło, że któryś z mężczyzn
ubrany był np. w mundur listonosza, strażaka, kolejarza natychmiast
stawał się celem ataku. Często z nieuzasadnionych przyczyn w
piwnicach dochodziło do rozstrzeliwania ukrywających się tam
cywilów. Działano bardzo chaotyczne. Żołnierze strzelali na oślep.
Tylko część z ukrywających się ginęła, innym udawało się wydostać
spod ciał zabitych.
Czy ginęły też kobiety i dzieci?
Tak. Z jednej spisanych przeze mnie relacji wynika, że serią w
brzuch zabito kobietę na oczach jej dziecka. Były też przypadki
rozstrzeliwania grup mężczyzn, całkowicie wymykające się
racjonalnemu wytłumaczeniu. Wyciągano ich z kamienic. Nikt ich nie
liczył, nie ustawiał ich pod ścianą, tylko po prostu nagle z kilku
stron odzywały się serie z automatów. To wszystko sugeruje, że
zachowania żołnierzy mogły być brutalnymi aktami zemsty za wojnę
skierowanymi przeciwko tym, którzy ich zdaniem ją wywołali.
Czy wiadomo ile osób poniosło wtedy w Gliwicach śmierć?
Szacunki są różne. Kierownik archiwum Kurii Diecezjalnej w Gliwicach
Józef Bonczol określił ilość zabitych na podstawie zapisów w
księgach parafialnych. Kościół był bowiem wtedy jedyną instytucją
cały czas funkcjonującą na terenie miasta i księża zapisywali
informacje o zgonach, a często również i o pochówkach. Z danych
Bonczola wynika, że w pierwszych dniach stycznia 1945 roku na
terenie Gliwic zginęło ponad 800 osób. Przy czym na pewno nie są to
dane pełne. Źródła niemieckie, autorstwa historyków-amatorów,
dawnych gliwiczan, mówią o śmierci 1500 osób.
Czy wiadomo, ilu przed wojną mieszkało w Gliwicach Ślązaków?
Nie wiadomo. Strony polska i niemiecka naciągały statystyki na swoją
korzyść. Jedno jest pewne, przed II wojną światową w Gliwicach
mieszkało ok. 115 tysięcy osób, a pod jej koniec było to w zasadzie
miasto wymarłe.
Czy na terenie Gliwic dochodziło do gwałtów?
Tak, chociaż jest to sfera bardzo wstydliwa, można by rzec
zepchnięta do podświadomości ofiar. Bardzo trudno wydobyć relacje
dotyczące tych wydarzeń. O skali zjawiska świadczy liczba aborcji,
jaka miała miejsce w 1945 roku na Górnym Śląsku. Można nawet mówić o
fali usuwania ciąży, które w pewnym zakresie znalazły odbicie w
dokumentach Polskiego Czerwonego Krzyża. W materiałach, które udało
mi się znaleźć, wstrząsa wiek gwałconych: od dziewczynek w wieku
sześciu lat, do kobiet ponad 80-letnich. Gwałty te również
przybierały charakter zemsty. Niektóre z nich to były gwałty
zbiorowe. Udało mi się dotrzeć do kilku anonimowych relacji
dotyczących tych dramatów, np. świadka, małej 7-8 letniej
dziewczynki, która z okna strychu widziała jak żołnierze gwałcą
córkę sąsiadów. Trzeba jasno powiedzieć - gwałty były zjawiskiem
masowym i nie są wytworem antysowieckiej propagandy.
Dziennik Zachodni
Agata Pustułka"