Dodaj do ulubionych

Rusy i Poloki w Glywicach

06.07.10, 13:06
jak mocie cos o tym to dowejcie sam



"Chaotyczny terror zwycięzców

Z Bogusławem Traczem z Biura Edukacji Publicznej IPN rozmawia Agata
Pustułka

Na Śląsku wciąż nie ma zgody jak interpretować wydarzenia związane z
wejściem Armii Czerwonej.
Do 1939 roku Górny Śląsk był obszarem podzielonym między dwa
organizmy państwowe: Polskę i Niemcy. Trochę inaczej wejście Armii
Czerwonej odbierali zapewne Górnoślązacy utożsamiający się przed
wojną z państwem polskim, a inaczej ci, dla których Niemcy
były "ojczyzną dalszą".
Jako historycy mamy podejrzenia, że oddziały sowieckie wkraczające
na tereny przedwojennej Rzeczpospolitej np. do Katowic były bardziej
trzymane w ryzach. Oczywiście też zdarzały się gwałty i zabójstwa,
ale wiele wskazuje na to, że czerwonoarmiści byli zapewne
dyscyplinowani przez dowódców, byli bardziej "grzeczni". Po
przekroczeniu granic dawnej Rzeszy, w Gliwicach czy Bytomiu,
kolokwialnie mówiąc, poluzowano im śrubę, choć z drugiej strony nie
znamy żadnego rozkazu, który wskazywałby, że przełożeni oficjalnie
zezwalali na represje i wybryki.

Pan prześledził historię wkraczania wojsk sowieckich do Gliwic,
które mogą być symbolem zachowania czerwonoarmistów. Jak wyglądało
wejście wojsk do miasta?
Tych wejść było kilka. Najpierw wchodziły jednostki uderzeniowe,
frontowe, tzw. szpica. One przechodziły bardzo szybko. Kolejne grupy
zajmowały się dokładniejszym penetrowaniem miasta, poszukiwaniem
ewentualnych punktów oporu. Gdzieś jeszcze kryły się bowiem
niedobitki złożone z volksturmistów, straży pożarnej, uzbrojonej
młodzieży.

Do jakich ekscesów doszło podczas zdobywania Gliwic?
Przede wszystkim do mordów na ludności cywilnej. Jak każdy cios
wymierzony w cywilów, tak i ten nie miał żadnego uzasadnienia
militarnego. Ani w Gliwicach, ani w Zabrzu czy Bytomiu nie było
praktycznie większych punktów oporu. To nie były miasta - twierdze.
Zresztą mężczyźni zdolni do walki już wcześniej zostali wcieleni do
Wehrmachtu i znajdowali się daleko od Śląska. Zostały kobiety,
dzieci i starcy. Przed wejściem Armii Czerwonej ludzie ci chowali
się najczęściej w piwnicach. Wystarczyło, że któryś z mężczyzn
ubrany był np. w mundur listonosza, strażaka, kolejarza natychmiast
stawał się celem ataku. Często z nieuzasadnionych przyczyn w
piwnicach dochodziło do rozstrzeliwania ukrywających się tam
cywilów. Działano bardzo chaotyczne. Żołnierze strzelali na oślep.
Tylko część z ukrywających się ginęła, innym udawało się wydostać
spod ciał zabitych.

Czy ginęły też kobiety i dzieci?
Tak. Z jednej spisanych przeze mnie relacji wynika, że serią w
brzuch zabito kobietę na oczach jej dziecka. Były też przypadki
rozstrzeliwania grup mężczyzn, całkowicie wymykające się
racjonalnemu wytłumaczeniu. Wyciągano ich z kamienic. Nikt ich nie
liczył, nie ustawiał ich pod ścianą, tylko po prostu nagle z kilku
stron odzywały się serie z automatów. To wszystko sugeruje, że
zachowania żołnierzy mogły być brutalnymi aktami zemsty za wojnę
skierowanymi przeciwko tym, którzy ich zdaniem ją wywołali.

Czy wiadomo ile osób poniosło wtedy w Gliwicach śmierć?
Szacunki są różne. Kierownik archiwum Kurii Diecezjalnej w Gliwicach
Józef Bonczol określił ilość zabitych na podstawie zapisów w
księgach parafialnych. Kościół był bowiem wtedy jedyną instytucją
cały czas funkcjonującą na terenie miasta i księża zapisywali
informacje o zgonach, a często również i o pochówkach. Z danych
Bonczola wynika, że w pierwszych dniach stycznia 1945 roku na
terenie Gliwic zginęło ponad 800 osób. Przy czym na pewno nie są to
dane pełne. Źródła niemieckie, autorstwa historyków-amatorów,
dawnych gliwiczan, mówią o śmierci 1500 osób.

Czy wiadomo, ilu przed wojną mieszkało w Gliwicach Ślązaków?
Nie wiadomo. Strony polska i niemiecka naciągały statystyki na swoją
korzyść. Jedno jest pewne, przed II wojną światową w Gliwicach
mieszkało ok. 115 tysięcy osób, a pod jej koniec było to w zasadzie
miasto wymarłe.

Czy na terenie Gliwic dochodziło do gwałtów?
Tak, chociaż jest to sfera bardzo wstydliwa, można by rzec
zepchnięta do podświadomości ofiar. Bardzo trudno wydobyć relacje
dotyczące tych wydarzeń. O skali zjawiska świadczy liczba aborcji,
jaka miała miejsce w 1945 roku na Górnym Śląsku. Można nawet mówić o
fali usuwania ciąży, które w pewnym zakresie znalazły odbicie w
dokumentach Polskiego Czerwonego Krzyża. W materiałach, które udało
mi się znaleźć, wstrząsa wiek gwałconych: od dziewczynek w wieku
sześciu lat, do kobiet ponad 80-letnich. Gwałty te również
przybierały charakter zemsty. Niektóre z nich to były gwałty
zbiorowe. Udało mi się dotrzeć do kilku anonimowych relacji
dotyczących tych dramatów, np. świadka, małej 7-8 letniej
dziewczynki, która z okna strychu widziała jak żołnierze gwałcą
córkę sąsiadów. Trzeba jasno powiedzieć - gwałty były zjawiskiem
masowym i nie są wytworem antysowieckiej propagandy.

Dziennik Zachodni
Agata Pustułka"
Obserwuj wątek
    • szwager_z_laband Re: Rusy i Poloki w Glywicach 06.07.10, 13:36
      "Zu den Aufgaben des Aussiedlungsstabes (in Hindenburg begann er
      seine Tätigkeit im August 1945) gehörte das Erstellen von Listen mit
      zur Aussiedlung vorgesehenen Personen. Dann begab sich eine
      Ausführungsgruppe in deren Wohnungen. Die Aussiedler durften nur
      persönliche Sachen mitnehmen (Lebensmittel, eine Garnitur
      Unterwäsche und Bettwäsche). In Gleiwitz gab man für die Sammlung
      dieser Sachen 20 Minuten Zeit. Das übrige bewegliche Habe wie auch
      die Wohnungen unterlagen der Konfiskation und gingen in die
      Verfügung der einstweiligen (polnischen) Staatsverwaltung über.
      Anschließend wurden die Aussiedler in Lager im Stadtgebiet gebracht,
      wo sie auf den Transport in Etappenlager warteten. Erst von hier
      wurden sie in die einzelnen Zonen des besetzten Deutschlands
      gebracht."

      "Am 16. Oktober wurde das Dorf von einer großen Abteilung der Miliz
      überfallen und umzingelt; die deutschen Bewohner wurden gezwungen
      ihr Dorf zu verlassen. Noch vor diesem Überfall hatten Funktionäre
      des Gleiwitzer Sicherheitsdienstes eine Gruppe von Bewohnern, unter
      ihnen Frauen, Mädchen sowie Kaplan Wolf und dessen Schwester
      verhaftet und ins gleiwitzer Gefängnis, in dem noch die blutige Lola
      Potok herrschte, gebracht. Um den Geistlichen unkenntlich zu machen
      hat man ihm den weißen Kragen abgenommen und Zivilkleidung
      aufgezwungen - mit gefesselten Händen ist er abgeführt worden.
      Während der zahlreichen und langen Vernehmungen, wurden Männer, aber
      auch Frauen, bestialisch gefoltert. Die Häftlinge bekamen einmal
      täglich trockenes Brot und Leitungswasser als Verpflegung. Bis 10
      Personen drängten sich in den Zellen. Nach der Haft im Gefängnis
      wurden die Opfer ins Vernichtungslager nach Schwientochlowitz
      (Zgoda) gebracht, wo viele - unter Ihnen Kaplan Edgar Wolf und seine
      Schwester - einen schrecklichen Tod fanden."


      "Zu Missbräuchen bei der Aussiedlungsaktion kam es auch in Gleiwitz.
      Ein gewisser Oberleutnant Banicki siedelte Personen aus und brachte
      sie ins Lager für Deutsche, obwohl diese Personen im
      Auswahlverfahren positiv eingestuft und zu den Polen gezählt wurden.
      Viele von ihnen wurden nach Deutschland gebracht. Oberleutnant
      Banicki selbst flüchtete, als gegen ihn ein Verfahren eingeleitet
      wurde. Auch der Vorsitzende einer Auswahlkommission und gleichzeitig
      Leiter des Wohnungsamtes, ein Dr. Slawowski, hat auf Grund unwahrer
      Beschlüsse Personen ausgesiedelt und in das Gleiwitzer Sammellager
      gebracht, obwohl diese Personen Polen waren, und anschließend mit
      deren Wohnungen spekuliert."

      "Das Lager in Gleiwitz wurde am 12. November 1945 aufgelöst. Zum
      Zeitpunkt der Auflösung waren 70 Prozent der dort Inhaftierten im
      früheren Auswahlverfahren als positiv eingestuft und hätten somit in
      Polen bleiben können. Aber in der Zwischenzeit nahm man ihnen die
      Wohnungen weg. Im Lager befanden sich 300 Kinder, aufgesammelt in
      Häusern bei Abwesenheit der Eltern. Als diese ins Lager kamen und
      ihre Kinder abholen wollten, wurden auch die Eltern ausgesiedelt. Im
      Lager herrschten fatale sanitäre Bedingungen. Es breitete sich die
      Typhusepidemie aus."

      • szwager_z_laband Re: Rusy i Poloki w Glywicach 06.07.10, 13:36
        Przed Sądem Grodzkim w Gliwicach 1 września 1947 roku Marta Scholdra
        zeznawała tak: „26 stycznia 1945 roku żołnierze radzieccy wywlekli
        mojego męża z mieszkania. W mojej obecności został zastrzelony z
        karabinu. Został pochowany na cmentarzu przy ulicy Kozielskiej”.
        Sentencja postanowienia sądu brzmiała: „Zginął w trakcie działań
        wojennych”. Sąd bał się uznać, że „został zastrzelony przez
        żołnierzy sowieckich”.

        29.10.1947 sąd w Gliwicach rozpatrywał wniosek Ewy Badura o
        stwierdzenie zgonu Pawła, jej męża. Zeznania świadków, jakie
        usłyszał sąd pod przewodnictwem Hieronima Konwińskiego, szokują
        nawet po latach:
        „Przed sądem staje Emma D., lat 33 córka Franciszka i Ewy, córka
        wnioskodawczyni i mówi: Paweł Badura był moim ojczymem. W nocy z 6
        na 7 lutego 1945 roku weszli dwaj żołnierze rosyjscy do naszego
        mieszkania i zażądali od nas kwatery. Ulokowali się w izbie, w
        której ja spałam. Potem zapukał ktoś w nocy do mego pokoju i wołał,
        żeby otworzyć. Poznałam głos ojca. Rosjanie z mego pokoju wyszli, i
        po chwili usłyszałam 2 strzały w sieni. Po 10 minutach Rosjanie
        wrócili i powiedzieli mi, że zastrzelili mego ojca. Równocześnie
        zapytali, czy jest mi żal mojego ojca. Chciałam wyjść z pokoju, ale
        nie pozwolili. Wygrażali przy tym rewolwerem. Rano spostrzegłam
        ślady kwi w sieni i 2 łuski po nabojach. Ciała ojca nie mogliśmy
        znaleźć. Przypuszczam, że Rosjanie zabrali je na auto ciężarowe,
        którym rano odjechali. Rosjanie ci więcej się u nas nie pokazali”.
        Paweł Badura został uznany za zmarłego. Jednak sąd uznał, że
        mężczyzna został „zastrzelony przez nieznanych sprawców”.
        Najciekawsze jest jednak to, że między wierszami zeznania Emmy D.
        można przeczytać o dramacie. Otóż Emma była najprawdopodobniej
        gwałcona przez dwóch żołnierzy. Jej krzyki usłyszał ojczym, Paweł
        Badura. Kiedy próbował zapobiec gwałtowi, zginął.

        Janina Scholz występowała o uznanie za zmarłego Waltera Scholz. Tak
        opisywała szczegóły śmierci męża: „W 1945 przed wkroczeniem wojsk
        sowieckich mój mąż został zaaresztowany przez Niemców i przebywał w
        więzieniu w Gliwicach. 22 stycznia 1945 oku wracając z więzienia do
        domu schował się do piwnicy domu położonego przy ul. Zwycięstwa. Tam
        znaleźli go żołnierze sowieccy i zastrzelili”.
        Egzekucję potwierdziła Gertruda Luks, która była świadkiem zabójstwa
        Scholza. - 23 stycznia, kiedy Sowieci wkraczali do Gliwic schroniłam
        się w piwnicy domu przy Zwycięstwa 8. Z rana przyszedł do tej
        piwnicy jakiś mężczyzna lat około 40. Podał on swoje nazwisko
        Scholz, oświadczając że mieszka przy ulicy Chorzowskiej. Siedział z
        nami w piwnicy do 24 stycznia. Na wezwanie żołnierzy sowieckich
        musieliśmy opuścić piwnicę. Z naszej grupy wybrali 6 mężczyzn i
        zastrzelili ich na podwórzu. Osobiście widziałam egzekucję. Wśród
        zastrzelonych był również Scholz – zeznawała. Ją także dotknęła
        tragedia. – Zastrzelono wtedy również mego syna, mimo że w dobrym
        języku polskim prosił o darowanie życia.

        Sąd Grodzki postanowieniem z 4 grudnia 1947 r. uznał Waltera Scholza
        za „zastrzelonego w czasie działań wojennych, kiedy wojska sowieckie
        zajmowały miasto Gliwice”. O gwałtach i morderstwach „wyzwolicieli”
        nie wypadało mówić głośno.
        - To byli całkiem normalni rosyjscy żołnierze, którzy dopuścili się
        tych mordów, byli jednak pochodzenia mongolskiego. Moja matka
        opowiadała mi później, że jej cała rodzina siedziała akurat w domu
        przy śniadaniu, gdy Rosjanie nadeszli ulicą, i na lewo i prawo, nie
        wybierając szczególnie, ostrzeliwali domy. Wybili wszystkie szyby,
        następnie weszli do mieszkania moich rodziców i zabrali przed dom
        mego ojca, męża mojej siostry Otto Kocha i mego kuzyna Oswalda,
        który miał wtedy 16 lat. I wszystkich zastrzelili od razu. Moja
        siostra Maja, żona Otto Kocha widziała to wszystko, i najwyraźniej
        tego nie zniosła. Zmarła cztery tygodnie później w wieku 31 lat.
        Wychowałam ich córkę Hedwig. Miała wtedy 8 lat, i nawet jeszcze
        dzisiaj opowiadająco tym, ma łzy w oczach - zeznaje Margarethe Kuhna
        • szwager_z_laband Re: Rusy i Poloki w Glywicach 06.07.10, 13:37
          Albert Ciupke przed niemieckim policjantem zeznawał w ramach pomocy
          prawnej na potrzeby prowadzonego przez IPN śledztwa. Tak pamięta
          wydarzenia z 27 stycznia 1945 roku z Bojkowa:
          „Jeszcze rano poszliśmy do kościoła. Byłem ministrantem. Wiem, że
          moja siostra Emilia, bracia Peter i Johann rano byli na mszy. Tego
          dnia nie zapomnę do końca życia, wtedy zginęła dwójka mego
          rodzeństwa. Rano, zanim wróciliśmy z mszy Rosjanie już byli u nas w
          domu. Wchodzili do domów i brali to, co chcieli – najczęściej wódkę
          lub kobiety. Widziałem, jak u nas w domu maltretowali i bili ojca. I
          jak jeden po drugim w stodole zastrzelono mego brata, a moją siostrę
          ujęto przy próbie pójścia do babci i potem w stodole została
          zgwałcona i później – zastrzelona… Przez dwa dni ukrywaliśmy się z
          ciotką, mamą i resztą ocalałej rodziny na strychu w stodole.
          Podpalono wszystkie domy. Spośród 120 lub więcej zamordowanych ludzi
          z Bojkowa znałem kilka osobiście. Wieś miała około 500 domów i 5
          tys. ludzi.[..] W jednym domu było 16 osób – dzieci i starcy.
          Wszystkich zapędzono do jednego pomieszczenia, zostali oblani
          benzyną i podpaleni.”

          Guenter Botschek z Bojkowa także był świadkiem dramatów. W styczniu
          1945 roku miał 14 lat. - U nas do wsi wpadli Rosjanie i zabili 200-
          300 osób… Gdzieś w lutym 1945 roku znalazłem siostrę proboszcza,
          Emilię martwą w naszym ogrodzie. Leżała tam naga. W lipcu 1945 roku
          znalazłem się w polskiej niewoli, skąd wyszedłem 1947 r., a mój
          ojciec dwa lata później. Mnie zarzucano, że byłem w Hitlerjugend -
          wspomina. Alicja Sokalska z Bojkowa miała wtedy 17 lat. - Mama mnie
          chowała, bo bała się że zostanę zgwałcona. Od stycznia do maja 1945
          roku ukrywałam się z koleżankami przed Sowietami. Widziałam bardzo
          wiele złych rzeczy – opowiada.
          Gerhard Fabian w czasie „wyzwolenia Gliwic” miał 7 lat. Do 1963 roku
          mieszkał w Gliwicach z rodzicami i siostrą Magdaleną. Potem wyjechał
          do RFN. „Piekarz Schietz został zastrzelony z żoną, bo
          czerwonoarmistom wydawało się, że nie dostarczał chleba zgodnie z
          zamówieniem. Razem z nimi zginęła dwójka świadków ich śmierci.
          Zastrzelono też matkę mego szkolnego kolegi Helenę Linke, bo
          opierała się gwałtowi” – relacjonuje Fabian.
          Helmut Scholtz w czasie wejścia czerwonoarmistów do miasta miał 14
          lat.– Rankiem 26 stycznia mogłem obserwować z ukrycia, jak dwóch
          rosyjskich żołnierzy weszło na klatkę schodowa w domu moich dziadków
          i dwoma strzałami zamordowali ponad 80-letniego głuchego lokatora.
          Nie słyszał, jak mówili do niego, aby się zatrzymał. W mieszkaniu
          dwaj pijani żołnierze podnieśli mego półrocznego brata za nogi i
          demonstrowali, jak SS rzekomo zabijało małe dzieci. Jak zaczęliśmy
          krzyczeć i błagać, to przestali. Inni żołnierze zgwałcili moją 26-
          letnią wtedy ciotkę. Co w ciągu 3-4 miesięcy powtórzyło się jeszcze
          co najmniej 6-8 razy. Zaszła wskutek tego w ciążę, i latem 1945 roku
          zdecydowała się na aborcję – wspomina Scholtz. - Pamiętam jeszcze,
          jak mieszkająca pzy ulicy Hutniczej 7 w Gliwicach 12-letnia
          dziewczynka została wielokrotnie zgwałcona przez Ruskich – dodaje.

          Adelheid Schiffczyk miała w 1945 roku 12 lat. Niektóre obrazy i
          wspomnienia „wyzwolenia” dalej żyją w jej pamięci. – Słyszałam, że
          żołnierze zgwałcili, a następnie zastrzelili zakonnice z klasztoru
          benedyktynek w Gliwicach. Widziałam masakrę mężczyzn w domu przy
          Annabergstrasse 38 w Gliwicach – zeznaje.
          Gliwice nie były jedynym miastem Górnośląskiego Okręgu
          Przemysłowego, gdzie doszło do opisywanych masakr i gwałtów cywilów.
          • szwager_z_laband Re: Rusy i Poloki w Glywicach 06.07.10, 13:42
            ) Wrzesiyn 1945 - Szywaud juz od dugszego czasu je zasiedlony
            Polokami z okolic Lwowa, Krakowa, Tarnopola itd, a pozostauo ino
            trocha niymieckich familii. Po wycofaniu ruskyj komyndantury
            miyszkany miysleli zu se odetchnom, ale stauo sie inaczyj, pomimo
            guodu milicjanty brali ludzi do robot - chopow zbiyrano w domu
            bouego krawca Zapp’a(kery stob sie tera budynkym zarzondu gminy).
            Tak zebrano chopow do rozbiorki pomnika zolnierzy. Dano im
            ajnfachowe narzyndzia i w szyku musieli maszerowac, eskortowane
            przez modych milicjantow, pod pomnik. Kozano im pszitym najpiyrw
            spiywac razym z milicjom “Die Fahne hoch” a ja tego niy robili to
            drwionco nakozano “St Hedwigslied” i sie smioli zu tat na wirchu”w
            niebie_” ich wysuchajom.
            Potym bouo “robic, predko, predko!” Wielko tablica z nazwiskami
            musiaua byc niyuszkodzono tami prymitywnymi narzyndziami
            wymontowano, a potym zu milicjanty jom ekstra same strzaskali.

            Dozynki - kosciou bou swiontecznie pszistrojony i wisiaua polsko
            fand. Po uroczystyj mszy pszemaszerowano z muzykom przez wies az do
            Gillner’a. Polskie dziwczyny niosuy obraz Matki Boskiyj
            Czynstochowskyj, zu nimi szou polski farorz pod baldachimym i potym
            polske urzyndniki..
            Za nimi niysli na kiju polskego orua, wypchanego ptoka(
            prziwionzanego do tego kija) az do miejsca kam wczesniyj bou
            wspomniany sam pomnik i tat miauo byc miejsce do tego orua.

            W sierpniu je rocznica jak miyndzy innymi miyszkancy Szywaudu ginyli
            w polskim lagrze Zgoda w Swietochlowicach a wsrod nich i farorz
            Edgar Wolf torturowany przez milicjantow Juz wczesniyj 200
            miyszkancow Szywaudu , ale to niy wszystko, umiyrali jeszcze ludzie
            z tond w drodze na Sybir i na Sybirze, ja i w czsie wypyndzania w
            pazdzierniku 1945

            ” W maju bou koniec. Potym napadli nos Polki i szuo to dalyj zu
            plundrowaniym. Musieli my ostatnie rzeczy oddac. 5 lipca 1945 Rusy i
            Poloki zorganizowali juzas polowanie na pozostaue dzieci, starcow i
            suabych ….

            Polacy sprzeczali sie z Ruskimi o zrabowane dobra. . Rus chciou woz
            i knie i Polok tysz, i niyroz ryczaua syryna ja sie o to harmocili ….

            27 wrzesnia 1945 wypyndziyli nos z domu ojcowego ja bydou, zle
            obleczonych z jednom taszom w rynce musieli my wszysko opuscic.
            Najpszod na plan zbiorki pod kosciouym, dzieci, starcow i chorych.
            Pod wieczor stolz my we rzyndach pod kosciouym. Dzwoniouy dzwony …

            Potym maszerowali my do gliwickiego lagre pszi hucie. Trzy dni my
            tat guodowali. Potym wciskali nos pro 70 80 osob do wagonow i nocom
            zawsze pro kawauku nos wiyzli dalyj. Zodyn niy wiedziou co majom
            zamiar z nami zrobic. 14 dni tat to sie cionguo. Niykere umiyrali i
            porzucane/pogrzebane byli przi torach. Polsko milicja nos niy
            wypuszczaua i sprawdzali nos dalyj.
    • annak12 Re: Rusy i Poloki w Glywicach 06.07.10, 13:49
      We Brzezince trzech ksiynży zastrzeleli w 1945 roku.
      Tam tysz jest pomnik ku czci radzieckim żołnierzom,kerzy zginyli w 1941-43.To
      byli jyńcy,kerzi byli w obozie we Kozłowie,brano ich do budowy drogi(600osób)
      • szwager_z_laband Re: Rusy i Poloki w Glywicach 06.07.10, 19:17
        sznupouech tera za tym lagrym we Kozuowie, ale musza pedziec ze nic
        niy ma :(

        mosz cos mozno wiyncyj?
        • meg_s Re: Rusy i Poloki w Glywicach 06.07.10, 19:35
          w swoim czasie szukałam po wszelkich źródłach, jedyne co jest, to relacje
          mieszkańców Brzezinki spisane i zamieszczone w "Zeszytach Gliwickich"
          • szwager_z_laband Re: Rusy i Poloki w Glywicach 06.07.10, 19:50
            mosz to kajs na komputerze?
            • meg_s Re: Rusy i Poloki w Glywicach 06.07.10, 20:35
              nie - robiłam tylko notatki, ale tam był zdaje się nawet plan obozu
              • szwager_z_laband Re: Rusy i Poloki w Glywicach 06.07.10, 20:36
                a nyiwiysz w jakim numerze zeszytow to bouo?
              • meg_s Re: Rusy i Poloki w Glywicach 06.07.10, 20:39
                „Zeszyty Gliwickie” nr 4 – 1966

                W odpowiedzi na zapytanie Wydziału PGiUK UM skierowane do Muzeum w Gliwicach – w
                piśmie ZH-060-20/05 z dnia 26 kwietnia 2005 roku zawiadomiono że muzeum nie
                posiada żadnych informacji na temat tego obiektu. Po kwerendzie źródłowej
                przeprowadzonej przez pracowników stwierdzono, że nie ma on związku z
                działaniami wojennymi na terenie miasta oraz ze stacjonowaniem na tym terenie
                Armii Czerwonej po II wojnie światowej. Natomiast daty umieszczone na monumencie
                sugerują, że upamiętnia on los jeńców radzieckich, którzy mogli w tym czasie
                znaleźć się na terenie Gliwic i okolicy. Jednak bez dalszych szczegółowych badań
                jest to jedynie hipoteza.

                Pan Zbigniew Gołasz z Muzeum Miejskiego w Zabrzu interesując się tą sprawą
                prowadził poszukiwania w aktach znajdujących się w Archiwum Państwowym w
                Gliwicach, ale również tam nie natknął się na żadne dokumenty.

                Wiadomości o pochodzeniu obiektu znajdujemy jedynie w artykule pana
                Edmunda Całki „Hitlerowskie obozy w Gliwicach i powiecie” zamieszczonym w
                „Zeszytach Gliwickich” nr 4 z 1966 roku, napisanym na podstawie relacji
                mieszkańców Kozłowa, Brzezinki i Łanów Wielkich. p.zał.)* Nie mając żadnych
                innych informacji należy jako najbardziej prawdopodobne przyjąć dane
                przedstawione w artykule. Wskazana jest jednak pewna doza nieufności, gdyż w tym
                samym opracowaniu znajdujemy również taką informację „...O tym, że śmierć
                zbierała w gliwickich obozach obfite żniwo, świadczą zbiorowe mogiły więźniów.
                Na cmentarzu przy u. Kozielskiej znajduje się aż 8 wielkich masowych grobów....”
                Tymczasem obecnie wiemy, że były to ofiary tzw „marszu śmierci” nierzadko
                ekshumowane i przewiezione do Gliwic z odległych miejscowości.

                * tzn że muszę mieć gdzieś w domu ksero tego artykułu, skoro załączałam do
                projektu, ale "gdzieś" to słowo kluczowe ;)
                • szwager_z_laband Re: Rusy i Poloki w Glywicach 06.07.10, 20:47
                  jak juz suysza tego Calki to mom dos - znom ich(klawisze wiynziynne,
                  poukowniki LWP, i wcielacze polskosci w Glicach, wiyncyj wola niy
                  spominac publicznie ...)



                  ps
                  wiym ze kole Miechowa bou lager we Kozlowie - to bou lagewr do Zydow.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka