hanys_hans
15.06.12, 21:42
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,11937426,Zbrodnia_sprzed_lat__Bili_kosami_i_motykami__Zydowki.html
Zbrodnia sprzed lat. Bili kosami i motykami. Żydówki się nie broniły
Agnieszka Domanowska
14.06.2012 , aktualizacja: 15.06.2012 09:50
A A A Drukuj
Okolice Szczuczyna. Lata 50. Okolice Szczuczyna. Lata 50.
Żydówki w bestialski sposób zabite w Bzurach, to niejedyne kobiety z getta w Szczuczynie, które zginęły w sierpniu 1941 roku. W trakcie śledztwa, które po 71 latach od zbrodni rozpoczął białostocki IPN, na jaw wyszła kolejna zbrodnia, sprawcy są prawdopodobnie ci sami
Gospodarstwo w Bzurach, gdzie pracowały kobiety z getta w Szczuczynie
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Gospodarstwo w Bzurach, gdzie pracowały kobiety z getta w Szczuczynie
ZOBACZ TAKŻE
Nie powiem, bo zrobicie z nas Jedwabne
Tym razem tragedia rozegrała się w gospodarstwie pod Szczuczynem u gospodyni D. (prokuratorzy IPN-u znają jej nazwisko, ale proszą, aby go nie ujawniać).
Okoliczności prawie takie same jak w Bzurach. Żydówki, wypożyczone z getta w Szczuczynie do prac polowych zostały zabrane z gospodarstwa i... zatłuczone na śmierć - kosami, motykami, pałkami. Potem zakopane na polu. Kto bił? Polacy, mieszkańcy Szczuczyna i okolic. Już wiadomo, że co najmniej trzech z sześciu to ci sami, którzy mają na sumieniu dwadzieścia kobiet z gospodarstwa w Bzurach. To: Dominik Gaszewski, Kazimierz Danowski, Jan Marczkowski. Wszyscy nie żyją. W aktach prokuratury Sądu Okręgowego w Ełku z 1948 roku można przeczytać: "Dwadzieścia kobiet pochodzenia żydowskiego zabitych w okolicy Szczuczyna, zabranych z pola gospodyni D. Umorzono postępowanie, bo część sprawców została osądzona, część zmarła, a co do pozostałych było brak dowodów winy".
Radosław Ignatiew, prokurator z białostockiego IPN-u, który przez długi czas prowadził śledztwo w sprawie mordu w Jedwabnem - teraz zajął się gettem w Szczuczynie. Ma podejrzenia, że nie tylko w Bzurach i pod Szczuczynem doszło do mordu Żydówek.
Sprawa rozrasta się z każdym dniem. Ignatiew pokazuje dwa grube tomy akt. Jest tam protokół z przesłuchania gospodyni spod Szczuczyna, u której pracowały Żydówki. Z lipca 1948 r:
"Podczas niemieckiej okupacji dostawałam Żydów, z getta. Pracowali na moim polu.
Ile razy pracowali Żydzi na waszym polu? - pytał funkcjonariusz
- Często, ale ile, to już nie pamiętam.
Kto pilnował Żydów w getcie?
- Żydzi i Polacy. Do pracy wydawał mi zawsze żandarm.
Czy wszyscy Żydzi wrócili do getta?
- Żydzi z pola wracali wszyscy. Tylko jednego razu nie wrócili. Żydówki w liczbie 11 kobiet, gdyż zostali na polu zamordowane.
Kto brał udział w tym morderstwie, gdzie zostały one zakopane?
- Nie widziałam. Zeznam tylko to, że było to w porę obiadową. Ja wybierałam się z kobietami do domu. Nagle przyjechali jacyś ludzie na rowerach i siedli w rowie. Nie znam ich. Wiem, że był wśród nich Danowski, imienia nie znam. Jeden mnie zapytał: czy to wszystkie Żydówki? Powiedziałam, że dwie są jeszcze w domu. Zażądał, abym je przyprowadziła. Jednak ludzie ci pijani byli. Ja zaczęłam płakać i prosić, żeby nie zabierali tych Żydówek. Na co jeden się wyraził: Kurwa twoja mać. Szkodujesz Żydów? To pierwszą cię wrzucimy w dół. Oni poszli po te dwie Żydówki do domu i przyprowadzili na pole, więc ja popędziłam po krowy i spotkałam trzech z oprawców. One nie wróciły. Tam zostały zgładzone. Jeden opowiadał do ludzi, że to on zakopywał te Żydówki."
Ile ich było?
"Wypożyczanie" Żydów z getta do pracy to była wówczas powszechna praktyka.
- Rolnik wpłacał Niemcom pewną kwotę za wynajęcie osób z getta do pomocy w gospodarstwie. Korzyść mieli z tego wszyscy - i Niemcy, którzy otrzymywali pieniądze, i Polacy, bo mieli tanią siłę roboczą. Także Żydzi byli zadowoleni, bo mogli zdobyć żywność poza gettem - mówi Ignatiew. Dotarł do Księgi Pamięci Szczuczyna. W niej jest list Hayki Sojki Golding z 22 lipca 1947. Pisała do swego kuzyna i informowała go o tym, co się wydarzyło w Szczuczynie w sierpniu 1941 roku.
"Wtorek. Zarządcy gospodarstw rolnych zażądali kobiet do pracy w polach przy żęciu zboża, ogrodach. Wybrali ponad 80 kobiet. Gutka Rozental była razem z nimi wybrana. Inne poszły dobrowolnie z nadzieją, że przyniosą może koszyk ziemniaków. Odeszły i nigdy nie wróciły. Zostały zabite, niektóre kosami na polach ze zbożem i inne motykami, jeszcze inne w ogrodach".
- Wygląda na to, że zbrodnia w Bzurach nie była jedyną tego rodzaju. Natrafiłem na akta kolejnego postępowania. Też kobiety, jedenaście pokrzywdzonych pochodzenia żydowskiego. Zostały zabite na polu w pobliżu Szczuczyna, gdzie były zatrudnione. Między zabójcami wskazywano trzech sprawców z Bzur. Ta sprawa została umorzona w marcu 1950 r., bowiem część sprawców zmarła, co do innych nie zdobyto dowodów. Okoliczności zabójstw w Bzurach zdają się wskazywać, że sprawcy działali z nienawiści rasowej. Chodziło także o rabunek odzieży ofiar, którą podzielili się po dokonaniu zabójstw - mówi prokurator Ignatiew.
Ile kobiet nie wróciło do getta? Być może 80. To znaczy, że trzeba szukać kolejnych zbrodni.
Zostało do przejrzenia kilka akt ze spraw sądowych. W jednym z archiwów państwowych jest jeszcze kilka spraw ze Szczuczyna. Ale to należy uznać za cud. Kiedy w latach 60. był przykaz czyszczenia zasobów archiwalnych, padło na dekrety sierpniowe.