Dodaj do ulubionych

Opowiadanko Borasci!

15.10.05, 12:58
Na zyczenie Rity wstawiam opopwiadanko Bory.
Pisac to ona potrafi;;;;;)
"• moje leczenie lęku wysokosci w okoliach Toronto:)
borasca0107 10.10.05, 07:49 + odpowiedz


hmmmm... od czego by tu zaczac:)

Otoz w sobote wybralam sie z kolezanka poza Toronto do szkolki
spadochroniarskiej:) Przeszlysmy calodzienne szkolenie, po ktorym przyszla
kolej na skok!

taaaa... latwo powiedziec!

Gdyby glupota miala skrzydla to nie potrzebowalabym spadochronu,
aby sobie polatac. Cale szczescie, ze przynajmniej serce mam jak dzwon - to
chyba w ramach rekompensaty za brak rozumu:)

No wiec - pierwszy skok to byl skok w niebieski kombinezon, potem bialy
orzeszek na glowe, zaklejanie tasma moich butow traperskich, aby przypadkiem
linki spadochronu cudem nie zahaczyly o te haczyki sznurowkowe. Inspekcja
instruktora czy wszystko dziala - wlacznie z radiem przyczepionym, o
zgrozo!!,
do paska ramiaczka, zamiast w srodku kasku (!!) - no i poszly owieczki jak na
sciecie, to znaczy do malego samolociku.

a w kilka minut od startu padla komenda 'ready? GO!' no i zaczely sie klopoty
bo ja moze i jestem czasami wyszczekana, ale tylko jak stoje nogami na
ziemii,
ale jak mam ta ziemie trzy tysiace stop ponizej to jest to juz zupelnie inna
spiewka. Cudem wystawilam nogi z samolotu, chwycilam sie kadluba, dostalam
szczekosciku i ani fte ani wefte:)))) - a tu durny instruktor jeszcze kaze
patrzec w kamere na skrzydle i sie usmiechac do zdjecia!!! GRRRR Tych
komend 'ready-go'lnych padlo chyba z szesc. Samolot za daleko odlecial, wiec
ze
mna prawie wiszaca na wylocie musial zakrecic!!! Po czym instruktor
delikatnie
mowiac, sprawdzil czy jestem jeszcze przytomna i po prostu wypchnal mnie z
samolotu:)))))

No i sie zaczelo!!
Kazali liczyc do szesciu i spojrzec do gory. Nie doliczylam nawet do jednego,
a
juz mna szarpnelo:) Patrze w gore i co widze? Zawiniete linki!!! Ze strachu,
w
mig calodzienne szkolenie poszlo w siano! Czarna plama!! Nic nie pamietam, a
ziemia coraz blizej! Bez spadochronu to na ziemie spada sie w 21 sekund. A ze
spadochronem ale zawninietymi linkami bez sterow "hamulcow" to uderza sie w
ziemie bardzo artystycznie - podobno:) Zaczelam wiec machac nogami i szarpac
sie na boki aby cholerstwo sie odkrecilo. Zajelo mi to duzo czasu, ale udalo
sie! Pora na sprawdzanie sterow (chyba tak to sie po polsku nazywa?? ang.
toggles). Ciagne linki, ale nie moge ich wyciagnac na dlugosc rozprostowanych
w
dol rak!!! Udalo sie tylko dociagnac je do okolicy klatki piersiowej!
Czyli 'hamulce/ster' nie dzialaja!! Anieli panscy, zachcialo mi sie wrazen -
normalnie niagara to maly pikus w porownaniu z moja produkcja adrenaliny!
Za dlugo odkrecalam sie na linkach i juz bylo za pozno aby odczepic ten
felerny
spadochron i otworzyc zapasowy!! Przez chwile wydawalo mi sie, ze to chyba
juz
koniec:) bo na treningu nam tlumaczyli, ze po otwarciu spadochronu mamy
sprawdzic ster od razu, bo jesli nie wyciagniemy linek az do wyprostowania
rak
w dol to spadochron nie nadaje sie do ladowania bo nie wyhamuje!!

No wiec za pozno na odczepienie tego badziewia, wiec lece dalej!!! Nie wiem
gdzie jest lotnisko bo i tak ciagle patrzylam w spadochron, a nie w dol i nie
wiedzialam, w ktora strone tak na dobra sprawe lece... radia przymocowanego
do
paska w ogole nie slyszalam bo mi wiatr w uszach swiszczal - wiec na wyczucie
jak uslyszalam jak mi mowili, ze mam ciagnac prawy ster to ciagnelam go
lekko -
bo tylko tak troche wychodzil - nie patrzylam gdzie lece tylko wykonywalam to
co udalo mi sie uslyszec... po calych stu latach od momentu wypchniecia z
samolotu jakos trafilam na lotnisko, i z calym impetem, praktycznie runelam
na
ziemie bez wyhamowania!!!! czyli dalam nura, ze az sie chyba ziemia zatrzesla
i
najciekawsze jest to ze uderzylam w glebe, przekoziolkowalam artystycznie ale
nic sobie nie zrobilam!!Potluklam tylko nos - cholera taki dlugi??!! Szybko
wstalam, czym predzej zebralam ten poplatany namiot, zanioslam go z powrotem
do
spadochronowego skladacza, walnelam mu to wszystko pod nos i z wielka ulga
nareszcie moglam odetchnac. Poczekalam na kolezanke... po wyladowaniu
samolociku od razu pojawil sie przy nas fotograf, oferujac fotki robione ze
skrzydla samolotu. Pokazal nam na komputerze co wyszlo - wszystko niewyrazne -

wiec zaczal sie tlumaczyc, ze to przez to, ze slonce juz zachodzilo, inne
swiatlo itp. i ze nastepnym razem jak bedziemy skakac w srodku dnia w trakcie
slonecznej pogody to beda juz napewno ok. CO?!! NASTEPNYM RAZEM??? Chyba na
glowe upadl skaczac z samolotu bez spadochronu!! Nastepnym razem to to chyba
po
moim trupie!!:)

Dzisiaj dopiero zaczely sie pojawiac na mnie siniole wielkosci patelni.
Czuje kazdziutenka kostke w swoim ciele - cud, ze nic nie polamalam:)

To nie jest dobry sposob na lecznie leku wysokosci!!!!! GRRRRRRRRRRRRR :))

Jesli ktos z Was chce sprobowac takiej watpliwej przyjemnosci (moze zaczne
inaczej pisac jak sie zagoje calkowicie:) to polecam jednak:)
Caly dzien szkolenia ze skokiem kosztuje $200, za kazdy
nastepny skok placi sie potem chyba $66 - detale mozna znalezc tutaj:
www.parachuteschool.com - jesli ktos z Was odwazy sie na taki skok to czekam
tutaj na fotki tego 'popelnionego' czynu!!:) "

Tu link do tego czynu zdjecuia sa na koncu watku!
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=91&w=20399160&v=2&s=0
Obserwuj wątek
    • szwager_z_laband Re: Opowiadanko Borasci! 15.10.05, 13:03
      podziwiom kozdego za odwaga kto piyrszy roz skoko ze spadochronym, no bo bez to
      juz je gupota :)

      ps

      jo na spadochronie leciou roz we Bougarii nad morzym, bouo to jakes 15 minut i
      sztartowouch ale z ziymi i leciouech ciongniny na linie bez motorowka :)))

      ale leciuech przeca !!!

      :))
      • ballest Re: Opowiadanko Borasci! 15.10.05, 13:04
        a jou leciou duzo razy w jadrach papy!;)
        • szwager_z_laband Re: Opowiadanko Borasci! 15.10.05, 13:14
          :))

          niywiym elich Ci godou ale fater od mojyj mamy bou pilotym.
          • ballest Re: Opowiadanko Borasci! 15.10.05, 13:26
            oj, a kaj?
            Napisz wiyncy na tyn tymat!!!!!!!!!
            • szwager_z_laband Re: Opowiadanko Borasci! 15.10.05, 13:32
              no jak kaj?

              niyznom nazwy jednostki, bo on umar jeszcze w czasie wojny, na choroba kero
              boua typowo u lotnikow kere lotali na wielkich wysokosciach.
              • ballest Re: Opowiadanko Borasci! 15.10.05, 13:38
                No to dziynki!!!
                • szwager_z_laband Re: Opowiadanko Borasci! 15.10.05, 13:39
                  spomniouch o tym bo mozno kedys i twojego fatra miou na pokuadzie :))
                  • ballest Re: Opowiadanko Borasci! 15.10.05, 13:45
                    moze, nalezou do jednostki, kerou do kotuow wciepowali;)

                    To bouy 4 regimenty z I Dywizji spadochroniarskej !

                    No to se po slonku pogodali!
                    • rita100 Re: Opowiadanko Borasci! 15.10.05, 14:39
                      Czyli pierwszy skok zaliczony !;)
                      A w/g spadochroniarzy to który skok jest najgorszy ?
                      • rita100 Re: Opowiadanko Borasci! 16.10.05, 20:09
                        rita100 napisała:

                        > Czyli pierwszy skok zaliczony !;)
                        > A w/g spadochroniarzy to który skok jest najgorszy ?

                        Pewnie nie zrozumieliście pytania - chodzilo mi o to, który z kolei skok jest
                        najcięzszy, której numeracji się boicie ? Czy sa jakieś przesądy numeryczne ?
                        Ale pewnie Was numeracja nie interesuje ;)
                        • ballest Re: Opowiadanko Borasci! 16.10.05, 20:12
                          RITA, zawsze piyrwszy najgorszy je, jak lek przezwyciezysz to niy ma problemu!
                          • szwager_z_laband Re: Opowiadanko Borasci! 16.10.05, 20:43
                            a mie zawsze zastanowiauo kto skuodo te spadochrony, no ale muszom to chyba
                            same se te co skokajom robic, abo?

                            kery z wos juz skuodou taki spadachron, je to cos skomplikowanego?
                            • borasca0107 Re: Opowiadanko Borasci! 17.10.05, 15:57
                              szwager_z_laband napisał:

                              > a mie zawsze zastanowiauo kto skuodo te spadochrony, no ale muszom to chyba
                              > same se te co skokajom robic, abo?

                              eehh.. z tego co w 'mojej' szkolce spadochronowej nam powiedzieli - to
                              spadochrony tam sa skladane tylko przez dwie osoby, ktore maja specjalne
                              licencje do skladania:)
                              • szwager_z_laband Re: Opowiadanko Borasci! 17.10.05, 21:08
                                czyli som ekstra kursy na skuodanie sadochronow
                                • borasca0107 Re: Opowiadanko Borasci! 18.10.05, 02:25
                                  szwager_z_laband napisał:

                                  > czyli som ekstra kursy na skuodanie sadochronow

                                  Chyba sa, i nawet bardzo rygorystyczne - ale cos mi sie wydaje,
                                  ze juz nie bede miala okazji sie zapytac:) Ostatnio mam alergie nawet na
                                  okolice lotniska, a tego spadochronowego w szczegolnosci;)

                                  Pozdrowionka.
                      • borasca0107 Re: Opowiadanko Borasci! 17.10.05, 15:55
                        a co to za nowa moda na opowiadanka? hmmm :)))))))))

                        rita100 napisała:

                        > A w/g spadochroniarzy to który skok jest najgorszy ?

                        definitywnie ten ostatni - mam na mysli na wieki wiekow ostatni;)))))
                        • ballest Re: Opowiadanko Borasci! 17.10.05, 16:07
                          Bory, bydziesz jeszcze skokaua, abo Ci sie juz uodechciauo ?
                          • borasca0107 Re: Opowiadanko Borasci! 17.10.05, 16:46
                            ballest napisała:

                            > Bory, bydziesz jeszcze skokaua, abo Ci sie juz uodechciauo ?

                            narazie odechcialo mi sie:)))))))
                            • ballest Re: Opowiadanko Borasci! 17.10.05, 16:50
                              A kedy napiszesz jakos ksionszka uo Twoich przygodach!
                              Bora w takim stylu jak Ty piszesz, jeszcze nigdy zem zodnego autora nie czytou,
                              mosz zagwarantowany SUKCES!
                              • borasca0107 Re: Opowiadanko Borasci! 17.10.05, 16:57
                                ballest napisała:

                                > A kedy napiszesz jakos ksionszka uo Twoich przygodach!
                                > Bora w takim stylu jak Ty piszesz, jeszcze nigdy zem
                                > zodnego autora nie czytou,
                                > mosz zagwarantowany SUKCES!

                                :)))))

                                qrcze, Ballest - Ty to sie potrafisz podlizywac:)))))
                                Jeszcze sobie wezme Twoje pisanko do serca i wtedy
                                dopiero bedzie - np. ksiazka pt. "Masz Babo Placek" :))))
    • borasca0107 Re: Opowiadanko Borasci! 17.10.05, 16:53
      hmmmm... jak juz sie tutaj rokrecil temat opowiadanek
      to niech strace - zalacze jeszcze jedno:)))

      Re: "You are in Bear Country"
      Autor: borasca0107
      Data: 19.10.04, 05:12 + odpowiedz cytując + odpowiedz

      --------------------------------------------------------------------------------
      hmmm... strach jest gorszym zlem niz sam niedzwiedz :o)

      Poprzedniego lata bardzo chcialam zobaczyc Gory Skaliste. Chetnych do biwaku w
      gorach niet ze wzgledu na niedzwiedzie, brak urlopu, checi, pieniedzy itp.
      Zdenerwowalam sie i pojechalam sama. Na rowerze. Nigdy w zyciu nie balam sie
      tak panicznie jak wlasnie w Albercie:) Bardzo mobilizujaco na moje pedaly
      dzialaly napisy ostrzegawcze, gdzie zalecano pozostawanie w swoich pojazdach na
      wypadek spotkania z bestia. Sama mysl, ze moglabym napotkac samotnie
      niedzwiedzia dodawala mi skrzydel:) Ma rowerze - wiadomo, raczej nie zakreci
      sie szyb i nie nacisnie na gaz. Chociaz z tym gazem roznie bywalo -
      wystarczylo, ze cos podejrzanie zaszelescilo w lesie, a wowczas grzalam pedaly
      nie zauwazajac nawet wjazdu na przelecze:) Pierwsze dwie noce w namiocie
      rozstawionym na dziko przespalam z o twartymi oczami:) Potem stwierdzilam, ze
      sie wykoncze, bo przeciez nie wytrzymam przez trzy tygodnie bez snu, wiec
      zaczelam ubierac sie w nocy "kapturowo" - kaptur na glowe - z kamizelki, bluzy,
      kurtki i spiwora - zaciskalam spiwor tak, ze tylko nos mi wystawal i z
      desperacka zacietoscia zasypialam, z mysla ze gdy mnie jakis niedzwiedz zacznie
      nadgryzac to sie obudze napewno:) Po kilku takich zestresowanych dniach i
      nocach bedac w okolicach Pyramid Mountain niedaleko Jasper - zmeczona do tego
      stopnia, ze zapomnialam o jakimkolwiek strachu, niewyspana, jednak ciagle
      podziwiajaca widoki - niedaleko sciezki (ok. 5m ode mnie) zauwazylam wielkie
      czarne futro stojace sobie spokojnie i ogryzajace cos z zacietoscia. Zmeczona
      do granic, zobojetnialam na niedzwiedzie zupelnie, wiec przeszlam sobie przy
      nim powolutku bez zadnych emocji. Obojetne mi bylo czy rzuci sie na mnie czy
      nie. Niedzwiedz okazal sie w ogole nie byc zainteresowanym moja osoba -
      popchalam rower dalej pod gore, a ten nawet wzroku nie raczyl na mnie podniesc.
      Teraz zastanawiam sie czy powinnam z tego powodu cieszyc sie czy raczej wpasc w
      depresje? :)
      W ciagu trzech tygodni mojej samotnej rowerowej wloczegi po gorach to byl
      jedyny niedzwiedz na ktorego napatoczylam sie w tak bliskiej odleglosci.
      Dopiero rano nastepnego dnia ogarnela mnie panika, ale wtedy po niedzwiedziu
      nie bylo juz sladu.

      Chyba wiec jednak podtrzymam swoja teze, ze sam strach jest gorszy od
      niedzwiedzia:)

      Bear Country nie jest chyba takie straszne jak to ogolnie sie nam przedstawia:)

      ---------------------------------------------------

      a tu rozwiniecie tematu:)
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23005&w=15318433&a=16893988
      a tu fotki z tej wloczegi:)
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=91&w=20398977&a=20568964
      eehh.. musze juz uciekac:((
      Zycze Wam milego dzionka:)
      • ballest Re: Opowiadanko Borasci! 17.10.05, 17:07
        Bora, a czymu zdjyncia mu nie zrobiouas, przecy uon by ci pozowou!
        Wyobraz sobie, ze uon by cie "zezar" zodyn by nie wiedziou co se z Tobom stauo!
        Wciepni sam juzas cos , przeca bouas juz w N.Zelandii, Peru, Ekwaduorze, w
        Boliwii, Meksyku i 100 innych landach, to ciepni sam cos.
        Fajnie se Ciebie czytou, a juz mosz zapenionou klientela, jak wydosz ksionszka.
        • rita100 Re: Opowiadanko Borasci! 17.10.05, 19:55
          Bora , sama jedna byłaś z niedźwiedziem ? O rany, to chyba nie do przeżycia
          było ? Serce musiało Ci bić jak dzwon .
          • borasca0107 Re: Opowiadanko Borasci! 18.10.05, 02:23
            rita100 napisała:

            > Bora , sama jedna byłaś z niedźwiedziem ?
            > O rany, to chyba nie do przeżycia
            > było ? Serce musiało Ci bić jak dzwon .

            :))))

            Tego napotkanego czarnego miska dopiero wystraszylam sie rano po przebudzeniu
            na drugi dzien:))) - natomiast przez cale trzy tygodnie wyobraznia podsuwala mi
            bardzo obrazowo spotkanie oko w oko z niedzwiedziem grizzly - na sama mysl o
            tym wlosy jak popcorn wyskakiwaly mi z glowy;)
            Serce jak serce - jakies dwa metry przede mna pedzilo;)
            a i pedaly bily wszelkie rekordy:) A strach? Owszem - gorszy od skokow
            spadochronem - bo skaczac ze spadochronem jeszcze byla pociecha w tym, ze jak
            sie nie otworzy to nawet nie poczuje przejscia na druga strone rzeki;) - a z
            niedzwiedziem? Jesli trafilabym na takiego troche objedzonego, ktory lubi sie
            delektowac swoim obiadem, a nie daj boze reszte zostawic na pozniej???
            Yikes!!! :)))

            Pozdrowionka.
            • rita100 Re: Opowiadanko Borasci! 18.10.05, 09:06
              haha, najważniejsze przy spotkani z niedźwiedziem to chyba jest to , żeby nie
              mieć przy sobie miodu ;)
        • borasca0107 Re: Opowiadanko Borasci! 18.10.05, 02:11
          ballest napisała:

          > Wyobraz sobie, ze uon by cie "zezar"
          > zodyn by nie wiedziou co se z Tobom stauo

          a wyobraz sobie ile radosci mieliby co niektorzy
          moi np. forumowi 'ulubiency' z powodu znikniecia:))

          > Wciepni sam juzas cos ,

          hmmm... niech pomysle - w takim razie dodam jeszcze to:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=91&w=20059955&v=2&s=0
          To tak na wszelki wypadek gdyby ktos pomyslal,
          ze ja sie tylko kloce na forum - czasami zdarza
          mi sie cos napisac cywilizowanym jezykiem;)))

          > przeca bouas juz w N.Zelandii, Peru, Ekwaduorze, w
          > Boliwii, Meksyku i 100 innych landach,

          hehehe... i 100 innych landach? Ale Cie ponioslo!!:)
          ale owszem - palcem po mapie to nawet wiecej niz sto
          landow zwiedzilam;)))

          > to ciepni sam cos.

          juz ciepnelam;)

          > Fajnie se Ciebie czytou, a juz mosz zapenionou
          > klientela, jak wydosz ksionszka.

          :)))

          Bardzo sie ciesze, szczegolnie z tej zapewnionej klienteli!!;))

          Pozdrowionka.
      • sloneczko1 Re: Opowiadanko Borasci! 18.10.05, 07:23
        borasca0107 napisała:

        > hmmmm... jak juz sie tutaj rokrecil temat opowiadanek
        > to niech strace - zalacze jeszcze jedno:)))
        >
        > Re: "You are in Bear Country"
        > Autor: borasca0107
        > Data: 19.10.04, 05:12 + odpowiedz cytując + odpowiedz
        >
        > -------------------------------------------------------------------------------
        > -
        > hmmm... strach jest gorszym zlem niz sam niedzwiedz :o)
        >
        > Poprzedniego lata bardzo chcialam zobaczyc Gory Skaliste. Chetnych do biwaku w
        > gorach niet ze wzgledu na niedzwiedzie, brak urlopu, checi, pieniedzy itp.
        jak to kiedys czytałam ,to byłam pełna podziwu dla Ciebie--krucha
        kobieta i nie boi sie sama wyruszyć w takie dzikie tereny
        • ballest Re: Opowiadanko Borasci! 18.10.05, 08:58
          To Bora jou to wciepnam:
          "Hej! Tez tam byles?

          Dziwne miejsce, prawda?
          Szczegolnie po wizycie w Tuli, nie wspomne juz nadzwyczajnego
          Teotihuacan czy Xochicalco tutaj porazil mnie nielad i pierwszy kontakt
          z wilgotna dzungla. Mozna by pomyslec, ze miejsce to bylo budowane bez
          jakiegokolwiek sensu, przypadkowo - zupelnie niedorownujace poprzednim
          miastom. Zdawaloby sie, ze ta wspolczesnie wygladajaca wieza znalazla sie w
          srodku ruin palacu przypadkiem - innymi slowy miejsce tajemnicze...i to wlasnie
          tu odkryto grobowiec Pacala z ta przedziwna plaskorzezba, ktora wyglada jakby
          rzeczywiscie jakis mezczyzna siedzial w statku kosmicznym i szykowal sie do
          startu:) (wiem wiem - za duzo Danikena przeczytalam:)

          To wlasnie Palenque przypisuje sie Kodeks Drezdenski - zagadkowy trzy i pol
          metrowej dlugosci zabytek pismiennictwa Majow cudem ocalony przed
          zniszczeniem. To pismidlo przypisuje sie Palenque ze wzgledu na kilka rysunkow
          tam zawartych, ktore sa identyczne z rysunkami odkrytymi na scianach budowli
          Palenque... wedlug ostroznych ocen fachowcow twierdzi sie, ze Palenque ma okolo
          2000 lat. Z tego tez (miedzy innymi) powodu zakladaja, ze kodeks drezdenski tez
          ma minimum dwa tysiace lat. Ok... Kopernik 'wstrzymal slonce ruszyl ziemie'
          duuuuuuuuuuuuzo pozniej... a tu rozszyfrowano szczatki pisma, polowicznie i to
          co zaczelo sie laczyc w jakas sensowna calosc, odbieglo zupelnie od
          rzeczywistosci tamtych czasow!!! - mianowicie .. to polowicznie rozszyfrowane
          pismo zawiera niesamowite tabele astronomiczne z informacjami o zacmieniach
          planet, ktore juz sie zdarzyly w przeszlosci i zdaza sie w przyszlosci!! - dane
          o orbicie Ksiezyca, Venus, Marsa, Jowisza i jego ksiezycach, Merkurego,
          Saturna - znajduja sie tam tez komety, Gwiazda Polarna, gwiazdozbiory Oriona,
          Blizniat i Plejad. Te tablice ukazuje nie tylko orbity planet, ale takze
          dokladne punkty odniesienia wzgledem siebie, lecz rowniez ich kazdorazowa
          pozycje wzgledem Ziemii!! Majowie znali na przyklad okres obiegu Ziemii
          dookola Slonca z dokladnoscia do czwartego miejsca po przecinku - 365,2421
          dni!! Kalendarz Gregorianski przyjmowal 365,2424 dni, a dopiero w dzisiejszych
          czasach przy uzyciu komputerow wyliczono dlugosc obiegu ziemii dookola slonca
          na 365,2422 dni! itp itd.. takie sobie skromne pismidlo prawdopodobnie
          pochodzace z tego dziwnego miasta Majow... a pozniej czyta sie wypowiedzi
          naukowcow, archeologow i wszelkim przemadrzalskich i smiech ogarnia gdy
          twierdza, ze Majowie, lud epoki kamiennej, nie znal metalu, nie znal kola, w
          ogole byl nierozgarnietym slabowitym ludem, a tu naraz okazuje sie, ze
          np. "tabele zacmien sporzadzono tak genialnie, ze na setki lat naprzod mozna
          okreslic i odczytac z dokladnoscia co do dnia nie tylko kazde zacmienie
          widoczne na tym obszarze, lecz rowniez zacmienia, ktorych akurat tam
          zaobserwowac sie nie da" - jakim cudem? Tak bez zadnych przyrzadow na dodatek w
          zachmurzonej dzungli wilgotnej na sto diablow?

          Dlatego zadziwiaja mnie te kontrasty - z jednej strony takie astronomiczne
          rewelacje, a z drugiej chodze po ruinach np. palacu i zastanawiam sie dlaczego
          tam jakos tak wszystko nielogicznie upchniete w jednym miejscu, potem patrze na
          makiete (zdjecie nr. 1:) i zastanawiam sie jakim cudem narod tak skrupulatnie
          operujacy przegromnymi liczbami, tak pedantycznie wyliczajacy ruchy cial
          niebieskich, buduje sobie palac w ktorym ma sie wrazenie jakby przez przypadek
          sa wcisniete klockowate budowle - jakby to troche ktos potracil, nierowno
          poprzesuwal lekko - jednym slowem balagan, taki zupelny odlot skrupulatnych
          Majow...

          Pozniej przechodzac jednym z tuneli palacu (zdjecie nr. 2) widze cos takiego
          (zdjecie nr. 3) i zaczyna mi sie to kojarzyc z bunkrami:))))) i od razu do
          glowy przychodzi mysl, ze przeciez w tym kodeksie rowniez odczytano opisy wojen
          pomiedzy planetami - czyzby wiec te niektore bunkropodobne korytarze budowane
          byly z mysla o wojnach kosmicznych:), bo przeciez nie przed dzikimi Indianami
          biegajacymi z 'ciupazkami' po dzungli:) - czy to mozliwe, ze opisy walk
          miedzyplanetarnych opisuja rzeczywistosc? Bo z jakiej racji akurat w tym
          przypadku mamy twierdzic, ze pomiedzy tymi dokladnymi wyliczeniami
          astronomicznymi raptem zebralo im sie na pisanie bajek? :))

          Gdy sie jeszcze zacznie 'doczytywac' tu i tam, ze krol Pacal, inkaski bog
          slonca Wirakocza i Jezus maja ze soba bardzo duzo wspolnego ....

          .... to przechadzajac sie po pozostalosciach starozytnego, zarosnietego miasta
          dzungli nabiera sie szacunku dla tych starych kamieni, czesto porozrzucanych
          bezladnie........

          Koncze to bazgranie, bo mi
          juz zupelna mamalyga wychodzi :)))

          Jednym slowem Majowie ze swoim Palenque
          baaaaaaaardzo mnie fascynuja!! :)"

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=91&w=20059955&v=2&s=0
          a tak na uboczu, to gliwiczanie by Cie chcieli na forum miec, ale my Cie juz
          nie wypuscimy!
          ;)
          • rita100 Re: Opowiadanko Borasci! 18.10.05, 09:12
            jak dla mnie , to to jest coś niewyobrażalnego, kultura nie do pijęcia :)
            Dobrze mówią , że podróże kształcą :)
            • szwager_z_laband Re: Opowiadanko Borasci! 18.10.05, 12:51
              przeczytouech z ciekawosciom i musza pedziec ize faktycznie cza bydzie zaczonc
              szporowac geld na Majow :)))

              ale narazie sie myncza czi pojechac do wisuy czi do Zuberca - bou sam ktos juz
              w zubercu, moge podac pora typow na urlop zimom w tyj miejscowosci?
              • ballest Re: Opowiadanko Borasci! 18.10.05, 13:54
                Laband Rita, tu tez cos ?

                • Re: Meksyk...cd..Xochicalco
                " s.wawelski 26.02.05, 20:37 + odpowiedz


                Borasca, jeszcze nikt na tym forum nie pochwalil sie dotarciem w tak malo znane
                miejsce jak Xochicalco. Ciekaw jestem czy trafilas tam bez trudu. My
                nadrobilismy chyba z 50 km zeby tam trafic 5 razy pytajac o droge. To miejsce
                zrobilo na mnie duze wrazenie. O ile pamietam sa tam 2 stadiony pilkarskie i
                chyba oboje mamy na naszych zdjeciach ten sam..."

                A TU ODPOWIEDZ BORY

                "Hej - zastanawiam sie jak trafiliscie do Xochicalco???
                Wypozyczyliscie samochod czy wybraliscie sie tam taksowka?
                W Mexico City bylam tylko 3 dni. Jak sie okazalo, nikt
                nie organizuje w to miejsce wycieczek autokarowych, co mnie bardzo
                dziwi!! Autobus tez odpadal bo za daleko, a i ja zero hiszpanskiego, aby
                pozniej o droge pytac. Nie wiem nawet czy tam w ogole cos dojezdza. Nie mialam
                czasu pytac, wiec wsiadlam w hotelowa taksowke i zazyczylam sobie runde do
                Xochicalco. Kierowca troche sie zdziwil, wiec pytam go czy w ogole wie co to
                jest i jak tam dojechac. On na to, ze owszem wie tylko chce sie upewnic, czy
                mam na mysli Xochicalco czy Xochimilco. Zbil mnie tym z tropu:) Z pamieci
                podalam nazwe, wiec nie bylam juz pewna. Dopiero gdy mu powiedzialam, ze chce
                zobaczyc podziemne obserwatorium astronomiczne ruszyl:)
                W sumie jechalam tam, aby zobaczyc na wlasne oczy te 'dziury' w glebie:) a
                skonczylo sie na tym, ze podziemnego obserwatorium nie widzialam bo tam nie
                wpuszczali - zagrozenie, ze sie zawali? - nie dociekalam... ale urzeczona bylam
                piramidami i w ogole calym otoczeniem!!! No i przede wszystkim teren odludny,
                nie 'zaturyszczony' wiec to byla istna dzika przyjemnosc polazic tam z aparatem
                fotograficznym. Moj kierowca/przewodnik stwierdzil po drodze, ze w okresie
                prawie 30 lat jego pracy jako taksowkarz jestem druga osoba, ktora tu
                przywiozl. Opowiedzial mi historie malzenstwa, ktore poprosilo go o
                podwiezienie do Xochimilco - gdy dojechali do lodzi, ludzie ci troche nerwowo
                zaczeli sie rozgladac i pytac o ruiny. Po krotkim dociekaniu okazalo sie, ze
                po prostu przejezyczyli sie - ale przy okazji obejrzeli meksykanskie kolorowe
                lodzie! Mowil mi tez, ze mial problem z trafieniem do Xochicalco za pierwszym
                razem!!! Tak sie zastanawiam - wiem, ze to niemozliwe, ale dlatego pytam czy Wy
                tam jechaliscie wypozyczonym samochodem czy bladziliscie taksowka... :))))

                Ponizej fotki z Xochicalco,
                jedyne, ktore udalo mi sie zmniejszyc do 64kb
                (tylko tyle!:( - mam wredny computer grrr :)

                1. Kwiat kaktusa:)
                2. Acropolis
                3. Ciekawostka - w muzeum zbudowanym w poblizu Xochicalco
                znajduja sie tylko eksponaty wykopane w tych runiach - co tu w takim razie robi
                ta figurka do zludzenia przypominajaca posagi Wysp Wielkanocnych?

                Pozdrawiam serdecznie! "
                • szwager_z_laband Re: Opowiadanko Borasci! 18.10.05, 14:02
                  ino pozazdroscic!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka