ballest
15.10.05, 12:58
Na zyczenie Rity wstawiam opopwiadanko Bory.
Pisac to ona potrafi;;;;;)
"• moje leczenie lęku wysokosci w okoliach Toronto:)
borasca0107 10.10.05, 07:49 + odpowiedz
hmmmm... od czego by tu zaczac:)
Otoz w sobote wybralam sie z kolezanka poza Toronto do szkolki
spadochroniarskiej:) Przeszlysmy calodzienne szkolenie, po ktorym przyszla
kolej na skok!
taaaa... latwo powiedziec!
Gdyby glupota miala skrzydla to nie potrzebowalabym spadochronu,
aby sobie polatac. Cale szczescie, ze przynajmniej serce mam jak dzwon - to
chyba w ramach rekompensaty za brak rozumu:)
No wiec - pierwszy skok to byl skok w niebieski kombinezon, potem bialy
orzeszek na glowe, zaklejanie tasma moich butow traperskich, aby przypadkiem
linki spadochronu cudem nie zahaczyly o te haczyki sznurowkowe. Inspekcja
instruktora czy wszystko dziala - wlacznie z radiem przyczepionym, o
zgrozo!!,
do paska ramiaczka, zamiast w srodku kasku (!!) - no i poszly owieczki jak na
sciecie, to znaczy do malego samolociku.
a w kilka minut od startu padla komenda 'ready? GO!' no i zaczely sie klopoty
bo ja moze i jestem czasami wyszczekana, ale tylko jak stoje nogami na
ziemii,
ale jak mam ta ziemie trzy tysiace stop ponizej to jest to juz zupelnie inna
spiewka. Cudem wystawilam nogi z samolotu, chwycilam sie kadluba, dostalam
szczekosciku i ani fte ani wefte:)))) - a tu durny instruktor jeszcze kaze
patrzec w kamere na skrzydle i sie usmiechac do zdjecia!!! GRRRR Tych
komend 'ready-go'lnych padlo chyba z szesc. Samolot za daleko odlecial, wiec
ze
mna prawie wiszaca na wylocie musial zakrecic!!! Po czym instruktor
delikatnie
mowiac, sprawdzil czy jestem jeszcze przytomna i po prostu wypchnal mnie z
samolotu:)))))
No i sie zaczelo!!
Kazali liczyc do szesciu i spojrzec do gory. Nie doliczylam nawet do jednego,
a
juz mna szarpnelo:) Patrze w gore i co widze? Zawiniete linki!!! Ze strachu,
w
mig calodzienne szkolenie poszlo w siano! Czarna plama!! Nic nie pamietam, a
ziemia coraz blizej! Bez spadochronu to na ziemie spada sie w 21 sekund. A ze
spadochronem ale zawninietymi linkami bez sterow "hamulcow" to uderza sie w
ziemie bardzo artystycznie - podobno:) Zaczelam wiec machac nogami i szarpac
sie na boki aby cholerstwo sie odkrecilo. Zajelo mi to duzo czasu, ale udalo
sie! Pora na sprawdzanie sterow (chyba tak to sie po polsku nazywa?? ang.
toggles). Ciagne linki, ale nie moge ich wyciagnac na dlugosc rozprostowanych
w
dol rak!!! Udalo sie tylko dociagnac je do okolicy klatki piersiowej!
Czyli 'hamulce/ster' nie dzialaja!! Anieli panscy, zachcialo mi sie wrazen -
normalnie niagara to maly pikus w porownaniu z moja produkcja adrenaliny!
Za dlugo odkrecalam sie na linkach i juz bylo za pozno aby odczepic ten
felerny
spadochron i otworzyc zapasowy!! Przez chwile wydawalo mi sie, ze to chyba
juz
koniec:) bo na treningu nam tlumaczyli, ze po otwarciu spadochronu mamy
sprawdzic ster od razu, bo jesli nie wyciagniemy linek az do wyprostowania
rak
w dol to spadochron nie nadaje sie do ladowania bo nie wyhamuje!!
No wiec za pozno na odczepienie tego badziewia, wiec lece dalej!!! Nie wiem
gdzie jest lotnisko bo i tak ciagle patrzylam w spadochron, a nie w dol i nie
wiedzialam, w ktora strone tak na dobra sprawe lece... radia przymocowanego
do
paska w ogole nie slyszalam bo mi wiatr w uszach swiszczal - wiec na wyczucie
jak uslyszalam jak mi mowili, ze mam ciagnac prawy ster to ciagnelam go
lekko -
bo tylko tak troche wychodzil - nie patrzylam gdzie lece tylko wykonywalam to
co udalo mi sie uslyszec... po calych stu latach od momentu wypchniecia z
samolotu jakos trafilam na lotnisko, i z calym impetem, praktycznie runelam
na
ziemie bez wyhamowania!!!! czyli dalam nura, ze az sie chyba ziemia zatrzesla
i
najciekawsze jest to ze uderzylam w glebe, przekoziolkowalam artystycznie ale
nic sobie nie zrobilam!!Potluklam tylko nos - cholera taki dlugi??!! Szybko
wstalam, czym predzej zebralam ten poplatany namiot, zanioslam go z powrotem
do
spadochronowego skladacza, walnelam mu to wszystko pod nos i z wielka ulga
nareszcie moglam odetchnac. Poczekalam na kolezanke... po wyladowaniu
samolociku od razu pojawil sie przy nas fotograf, oferujac fotki robione ze
skrzydla samolotu. Pokazal nam na komputerze co wyszlo - wszystko niewyrazne -
wiec zaczal sie tlumaczyc, ze to przez to, ze slonce juz zachodzilo, inne
swiatlo itp. i ze nastepnym razem jak bedziemy skakac w srodku dnia w trakcie
slonecznej pogody to beda juz napewno ok. CO?!! NASTEPNYM RAZEM??? Chyba na
glowe upadl skaczac z samolotu bez spadochronu!! Nastepnym razem to to chyba
po
moim trupie!!:)
Dzisiaj dopiero zaczely sie pojawiac na mnie siniole wielkosci patelni.
Czuje kazdziutenka kostke w swoim ciele - cud, ze nic nie polamalam:)
To nie jest dobry sposob na lecznie leku wysokosci!!!!! GRRRRRRRRRRRRR :))
Jesli ktos z Was chce sprobowac takiej watpliwej przyjemnosci (moze zaczne
inaczej pisac jak sie zagoje calkowicie:) to polecam jednak:)
Caly dzien szkolenia ze skokiem kosztuje $200, za kazdy
nastepny skok placi sie potem chyba $66 - detale mozna znalezc tutaj:
www.parachuteschool.com - jesli ktos z Was odwazy sie na taki skok to czekam
tutaj na fotki tego 'popelnionego' czynu!!:) "
Tu link do tego czynu zdjecuia sa na koncu watku!
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=91&w=20399160&v=2&s=0