slezan
24.11.05, 21:05
Cztam te niektóry wpisy i dochodzę coraz częściej do wniosku, że jest coś na
rzeczy w tym, co Polacy zarzucają niektórym wielkim Niemcom piszącym na forum.
Zawsze bawiło mnie, kiedy Polacy mówili o "relatywizowaniu" zbrodni, samemu
dokonując faktycznej relatywizacji (utrzymując, że zabójstwo polskiego cywila
to zbrodnia a niemieckiego nie), gdy usiłowali wszystko, co spotakło Niemców
tłumaczyć tym, że oni zaczęli, albo że ich zbrodnie były większe. Takie
argumenty świadczą o braku systemu uniwersalnych wartości.
Okazuje się, że niekórzy koledzy z Rajchu myślą podobnymi kategoriami.
Zamiast zbrodni na jedostkach, widzą zbrodnie na narodach, przy czym uważają,
w swej głupocie lub bezczelności, że zbrodnie na Niemcach były większe niż
te, których dopuszczono się na innych. WYPĘDZENI Niemcy tułali się gdzieś po
Westaflii, podczas gdy PRZESIEDLENI Polacy zajmowali z satysfkacją ich domy.
Trzeba dodać przy tym, że ci Polacy byli antysemitami, a antysemityzmu
nauczyli sie od .... Amerykanów.
Panowie, jedyna perspektywa, która pozwala na współczucie wobec Niemców, to
perspektywa jednostek. Jakikolwiek rachunek zbiorowy pogrąża Was. Wasze próby
licytowania się zakrawają miejscami na rehabilitowanie III Rzeszy.