betelka
10.08.06, 19:55
Co roku kilkadziesiąt tysięcy ludzi w Polsce cierpi przez pomyłki medyków.
Nie ma tygodnia, by po złej diagnozie ktoś nie umarł
- Błędy lekarskie to plaga. Jak nowotwór. Ale w odróżnieniu od chorób wpadki
służby zdrowia są tuszowane kosztem poszkodowanych - tak mocnych słów używa
dr Adam Sandauer ze stowarzyszenia Primum Non Nocere, które pomaga osobom
poszkodowanym przez lekarzy.
Ma podstawy. Sprawdziliśmy, że w czterech oddziałach stowarzyszenia zalega
kilkaset segregatorów z opisami pomyłek lekarskich, często z finałem w
postaci trwałego kalectwa pacjentów. Z tych skarg wynika, że nie ma tygodnia,
aby w Polsce nie zmarła osoba, której lekarz źle postawił diagnozę! Mało
tego, każdego roku do PNN zgłasza się aż 30 tys. poszkodowanych przez białą
służbę. Proszą o pomoc, chcą dochodzić swoich praw. Najwięcej błędów dotyczy
zignorowania objawów choroby, pozostawienia przyrządów lekarskich wewnątrz
ciała po operacji, zaniedbań podczas porodu, zakażeń podczas zabiegów.
Błędy przez zmęczenie
Przykłady porażają. Iwona Król z Łomianek kilka razy prosiła lekarzy o
badania EKG u jej chorego na serce męża. Nie doczekała się,
usłyszała: "Pacjent wygląda na okaz zdrowia". Po kilku dniach mężczyzna
zmarł. - Bo nikt nie odkrył zawału - opisuje w skardze do stowarzyszenia.
Podobna sytuacja miała miejsce w Łodzi. Pogotowie odmówiło zabrania 66-
letniej kobiety do szpitala. Lekarz uznał, że nie widzi potrzeby. - Niech
pacjentka zdrowieje w domu - uznał. Dwie godziny później stan kobiety
pogorszył się. Chora następnego dnia zmarła.
To najbardziej dramatyczne przypadki. Większości pacjentów udaje się przeżyć,
ale zostają kalekami na całe życie. Jak Izabela Wiśniewska z Piaseczna pod
Warszawą, która dwa lata temu złamała nogę. Lekarze zaproponowali jej
koronarografię (polega na wprowadzeniu do tętnicy w udzie wziernika). - W
trakcie wykonywania zabiegu lekarze przebili mi tętnicę - mówi zrozpaczona
kobieta. - Kilkanaście minut później zaszyli ranę i uznali, że wszystko jest
w porządku. A ja miałam krwotok. Kiedyś byłam zdrową kobietą. Dziś jestem
kaleką.
Co na to sami lekarze? Zdaniem dr Krzysztofa Bukiela, przewodniczącego
ogólnopolskiego związku zawodowego lekarzy, szpitalne pomyłki biorą się z
trzech powodów: - Z natury, bo lekarz jest tylko człowiekiem, a
przeprowadzenie operacji to nie jest tylko włączenie komputera. Ze zmęczenia.
Nawet Trybunał Konstytucyjny uznał, że nasz lekarz może pracować bez przerwy
aż 55 godzin! To czemu tu się dziwić? I niestety - z braku staranności,
nonszalancji, a w wielu przypadkach niedouczenia lekarzy - wylicza. - Takich
błędów nie da się uniknąć, ale warto powalczyć, aby było ich znacznie mniej -
przyznaje.
A jak walczyć? Wczoraj zapytaliśmy o to w resorcie zdrowia. Wiceminister
Bolesław Piecha mówi ostro: - Jeśli lekarz jest za słaby, to powinien albo
zaprzestać wykonywania zawodu, albo ponownie zdawać egzamin. Ale zaraz
dodaje: - Ministerstwo ma w takich wypadkach związane ręce. Ci, którzy
popełniają błędy, powinni być dokładnie oceniani i karani przez sąd lekarski.
Chyba że popełni przestępstwo, to wówczas zajmie się nim prokurator. Nie ma w
Polsce żadnych rankingów ani ocen lekarzy. Być może to dobre rozwiązanie.
Lekarz nie doniesie
W przypadku Izabeli Wiśniewskiej lekarz, który ją przyjmował, przyznał się
przed pacjentką do błędu i osobiście przeprosił. Ale to wyjątek. Zazwyczaj
medycy wypierają się wszystkiego przed komisją lekarską. I dlatego tylko 10
proc. okaleczonych w szpitalach skarży się na błędy do okręgowych izb
lekarskich. Nie wierzą, aby jeden lekarz wystąpił przeciwko drugiemu. I mają
rację. Dziewięciu na dziesięciu poszkodowanych, którzy dochodzą swoich praw,
przegrywa w sądzie. Nieliczni po wielu latach procesów dostają odszkodowanie.
Czy jest szansa, że to się zmieni? Osoby, które zajmują się śledzeniem
lekarskich wpadek, już teraz pomagają przygotować dobre dokumenty, które
ułatwiają ofierze służby zdrowia walkę przed sądem. Do tego trwa
przygotowywanie specjalnej ustawy, która ma wprowadzić odpowiedzialność
szpitala np. za kalectwo pacjenta, wymusić na placówce pokrycie kosztów
dalszego leczenia i wypłatę odszkodowania choremu. Dziś to prawie niemożliwe.
serwisy.gazeta.pl/metro/1,50145,3539776.html