szwager_z_laband
13.10.06, 12:14
Rosja chce z Niemiec uczynić swoje gazowe przedstawicielstwo
Andrzej Kublik2006-10-11, ostatnia aktualizacja 2006-10-11 20:56
- Specjalizowałem się w szpiegostwie przemysłowym, w zbieraniu i ocenie
informacji przemysłowych z Niemiec Zachodnich - do służby w wywiadzie Stasi,
tajnej policji NRD przyznał się Matthias Warnig, szef rosyjsko-niemieckiej
spółki Nord Stream, która ma budować gazociąg przez Bałtyk.
Wczoraj w czasie oficjalnej wizyty Władimira Putina w Rosji na niecodzienne
wyznanie zdobył się Matthias Warnig, szef rosyjsko-niemieckiej spółki Nord
Stream, która ma budować gazociąg przez Bałtyk: - Do końca 1989 r. byłem
pracownikiem głównego zarządu wywiadu NRD. Kiedy miałem 18 lat, wstąpiłem do
partii komunistycznej. To był mój własny, świadomy wybór i byłem przekonany,
że wybrałem słuszną drogę. Praca w wywiadzie stanowiła logiczną kontynuację
tej drogi. O swojej pracy w Stasi Warnig opowiedział w rozmowie z
dziennikarką rosyjskich "Wiedomosti".
Warnig, który odszedł ze Stasi w randze majora po upadku muru berlińskiego,
zaraz potem zrobił błyskotliwą karierę w zjednoczonych Niemczech. W 1990 r.
zaangażował go Dresdner Bank. Musiał się cieszyć dużym zaufaniem, bo
opowiada, że w kwietniu 1991 r. znalazł się w grupie sześciu ekspertów
Deutsche Bank i Dresdner Bank oddelegowanych przez rząd Niemiec do pomocy
władzom ZSRR w audycie zagranicznego zadłużenia.
Spekulowano, że poznał obecnego prezydenta Rosji Władimira Putina, kiedy ten
w latach 80. służył w szpiegowskiej stacji KGB w Dreźnie. Warnig mówi jednak,
że poznali się w październiku 1991 r., kiedy Putin kierował komitetem
wydającym zezwolenia dla zagranicznych firm na otwieranie przedstawicielstw w
Sankt Petersburgu. Pierwsze zezwolenie tego komitetu z podpisem Putina dostał
Warnig dla Dresdner Banku. Potem przez 15 lat kierował działalnością tego
banku w Rosji.
Związki Warniga z tajną policją NRD prasa sugerowała już pod koniec zeszłego
roku, kiedy został prezesem kontrolowanej przez Gazprom spółki, która ma
ułożyć przez Bałtyk gazociąg do Niemiec. Jego wyznania publikowane właśnie
teraz mogą być ambarasujące dla kanclerz Angeli Merkel. Widmo Stasi pokazało
się zaraz po rozmowach, jakie Merkel i Putin prowadzili w Dreźnie, gdzie od
szpiegowskiej roboty zaczęła się kariera obecnego prezydenta Rosji. Na
spotkanie z kanclerz Niemiec Putin przyjechał tam z zaskakującą ofertą
rozszerzenia rosyjsko-niemieckiej współpracy energetycznej i zmiany reguł gry
tej współpracy.
Prezydent Rosji zaproponował, aby Niemcy "z prostego konsumenta rosyjskiego
gazu i ropy przekształciły się w wielki ośrodek dystrybucji tych produktów w
Europie". Według rosyjskiego dziennika "Izwiestia", który należy do Gazpromu,
w wyniku propozycji Putina Niemcy "mogą wzmocnić dźwignię swojego wpływu na
bliższych i dalszych sąsiadów".
Oferta może kusić niemieckie koncerny wizją wielkich zysków. Politycznie
stanowi jednak trudny orzech do zgryzienia dla Niemiec, które obejmą
prezydencję w UE od przyszłego roku, w kluczowym okresie negocjacji nowej
umowy o współpracy UE z Rosją. Przyjęcie oferty Putina mogłoby doprowadzić do
zadrażnień między Niemcami a innymi państwami UE, i to na większą skalę niż
przy budowie gazociągu bałtyckiego. Wtedy Polska i inne państwa UE w Europie
Środkowej miały pretensje do Berlina, że wbrew zasadzie solidarności
zdecydował się na transakcję z Rosjanami niezgodną z interesami nowych
członków UE. Teraz Moskwa kusi Niemców rolą głównego dilera rosyjskiego gazu
w całej Europie.
Propozycje Putina idą jeszcze dalej. W przeddzień jego wizyty w Niemczech
Gazprom ogłosił, że bez udziału zagranicznych partnerów będzie eksploatować
gigantyczne złoża gazu w Arktyce, a wydobywany tam surowiec w pierwszym
rzędzie skieruje do Europy gazociągiem przez Bałtyk. Dotychczas arktyczne
złoża Gazpromu miały służyć głównie jako źródło dostaw skroplonego gazu do
USA. Zapowiedzi Gazpromu wywołały konsternację. Zwiększenie dostaw do Europy
kosztem USA to jak otwarcie puszki Pandory we wspólnocie euroatlantyckiej. Po
ostatniej fali ataków władz w Moskwie na nieliczne zachodnie koncerny, które
mają prawo do eksploatacji złóż w Rosji, te zapowiedzi wzmagają też obawy, że
Rosja jako orientalne imperium chce mieć monopol na swoje zasoby, a
jednocześnie domaga się swobodnego dostępu do rynków swoich partnerów
zgodnego z duchem zachodniej demokracji i gospodarki rynkowej.
Kanclerz Merkel jest w trudnej sytuacji. Polityczne konsekwencje propozycji
Putina są raczej trudne do przyjęcia dla Berlina. Z drugiej strony niełatwo
odrzucić profity ze współpracy z Moskwą. Nawet wtedy, kiedy symbolem tej
kooperacji jest firma kierowana przez byłego szpiega totalitarnego państwa.