Dodaj do ulubionych

Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow

12.07.07, 12:35
Na pomniku obok dzieci powiesili jeszcze kobietę
Piotr Głuchowski 2007-07-11, ostatnia aktualizacja 2007-07-12 09:53:01.0

Nagie piersi powieszonej matki - to główna różnica między starą a nową wersją
monumentu upamiętniającego polskie ofiary ludobójstwa na Kresach Wschodnich.


Nowy projekt autorstwa prof. Mariana Koniecznego stanął wczoraj w siedzibie
stowarzyszenia Polska-Wschód na Marszałkowskiej. Gotowy pomnik ma wyrosnąć na
placu Grzybowskim we wrześniu przyszłego roku - jak to określili
organizatorzy wczorajszej prezentacji - "w 65. rocznicę apogeum rzezi
wołyńskich".

- My tym pomnikiem pokazujemy, że działalność OUN-UPA to nie była walka, jak
oni to teraz próbują przedstawiać, to były czystki etniczne, mordowanie
kobiet i dzieci - mówi Stanisław Michalkiewicz, rzecznik Ogólnopolskiego
Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Ludobójstwa OUN-UPA. - Nie możemy milczeć
szczególnie dziś, gdy odżywa zbrodniczy, postbanderowski nacjonalizm -
dodaje.

W pierwszej wersji - urzędowo aprobowanej jeszcze za prezydenta Warszawy
Lecha Kaczyńskiego - pomnik przedstawiał jedynie czwórkę przybitych do pnia
martwych dzieci - bez matki.

Nowa wersja prezentuje wiszącą na pniu obnażoną kobietę, otoczoną ciałami
martwych dziatek. Drzewu towarzyszą tablice po polsku i ukraińsku: "Czyż mamy
się bać własnej pamięci? Ukrywać pamięć Wołynia i Podola? Zapomnienie o
zbrodniach to prosta droga do nowych zbrodni. Potrzeba pojednania na drodze
rzetelnej wiedzy o zbrodni".

- Dziś jesteśmy świadkami zakłamywania historii w Polsce i na Ukrainie. Nie
możemy milczeć, chcemy, by zbrodniarze byli potępieni, by młode pokolenia
Ukraińców nie były już zatruwane ideologią banderowską - od takich deklaracji
zaczęła się wczorajsza uroczystość, na której pojawiło się około setki
weteranów września i kresowiaków.

Zaprezentowany zebranym 1,5-metrowy model pomnika oparty jest na dostarczonym
przez komitet budowy monumentu zdjęciu przedstawiającym umęczone dzieci.
Miały być ofiarami UPA, zamordowanymi w latach 1943-44 we wsi Kozowa lub
Łozowa, powiat Tarnopol.

Na początku tego roku reporterka "Gazety" Teresa Torańska publicznie
poprosiła Koniecznego, by w imię dobrych stosunków z Ukraińcami nie stawiać
tak drastycznej rzeźby. Wiosną br. historyk PAN prof. Dariusz Stola ogłosił
sensację (pisała o tym "Rzeczpospolita", potem "Gazeta"): to nie są dzieci
zabite przez UPA. To ofiary przedwojennej zbrodni oszalałej matki. Dowód:
zdjęcie rzekomych ofiar wojny opublikowało już w 1928 r. polskie czasopismo
naukowe "Rocznik Psychiatryczny".

- Czy odkrycie prawdziwej historii powieszonych dzieci nie przeszkadza
komitetowi? - zapytaliśmy Michalkiewicza.

- Nawet jeżeli w szczególe jest to nieprawda, to w ogóle - prawda -
odpowiedział. - Tego typu zbrodnie zdarzały się na kresach. Mamy
tu "zmyślenie prawdziwe". Pomnik jest artystyczną wizją służącą wspomnieniu
cierpień bezbronnych Polaków pomordowanych przez OUN-UPA, a nie ilustracją
konkretnego zdarzenia.

Życie i śmierć Cyganki Marjanny Dolińskiej oraz historia, która sprawiła, że
zdjęcie jej dzieci stało się symbolem wołyńskiej rzezi - w poniedziałek w
magazynie "Duży Format"

Po co wiec byly te pomaranczowe wstazki?
Obserwuj wątek
    • ballest Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 12.07.07, 12:42
      Przeczytaliscie dokladnie?
      "to nie są dzieci zabite przez UPA. To ofiary przedwojennej zbrodni oszalałej
      matki. Dowód: zdjęcie rzekomych ofiar wojny opublikowało już w 1928 r. polskie
      czasopismo naukowe "Rocznik Psychiatryczny".

      Wiedza, ze to nieprawda, ale wola klamac, zeby z innych okrutnych mordercow
      zrobic.

      Tak samo bylo i jest z Brombergiem czytaj z Bydgoszcza, nie potrafia sie
      przyznac, ze to oni zaczeli spirale mordow w II Wojnie Swiatowej.

      Ten nacjonalistyczny kraj nie chce z nikim pojednania on zyja tylko
      niemawiscia do swoich sasiadow i rodzi nowych nacjonalistow poprzez takie
      zaklamane pomniki.
      • rispetto Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 12.07.07, 13:26
        ballest napisał:

        > Tak samo bylo i jest z Brombergiem czytaj z Bydgoszcza, nie potrafia sie
        > przyznac, ze to oni zaczeli spirale mordow w II Wojnie Swiatowej.
        >
        Nie przesadzasz trochę? Nikt nie kwestionuje, że zginęli tam cywile niemieccy (z
        rąk polskich żołnierzy), ale co innego rozstrzelanie "dywersantów" (nie chcę
        oceniać co i jak robili, więc nie spierajmy się o tą nazwę) w czasie
        bezpośrednich walk, a co innego systematyczne niszczenie ludności po zakończeniu
        działań wojennych zadekretowane przez państwo.
        • ballest Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 12.07.07, 13:55
          Widzisz Rispetto, byc moze wyglondou na to, ze przesadzom, bo w Polsce Wos
          inaczy historii uczyli, ale niestety, jou nawet za malo i za cicho piszam.
          Jest jeden jedyny historyk, ktory do prawie 1990 roku uwazal, ze Bluttsonntag
          byl rezultatem niemieckich dywersji, ale potym ze grupa swoich studentow
          poprzez 6 lot badal te zajscia i stwierdzil, ze dywersji nie bylo, bo Niemcow w
          wieku militarnym internowano i mordowano w tzw.marszach smierci, miedzy innymi
          do Lowicza a w Brombergu zostaly tylko dzieci, Opy , omy i matki.
          Zreszta poczytej se wypowiedz prof.Jastrzebskiego:
          www.1939.pl/epizody/bydg01.htm
          • rispetto Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 12.07.07, 14:16
            Zapewniam Cię, że jestem daleki od pokazywania historii Polski w stylu kaczorów
            i Giertycha i nie zaprzeczam temu, co się tam stało, ale na podstawie tych
            wypadków nie można moim zdaniem robić takich uogólnień. To, że Niemcy
            rozstrzeliwali partyzantów to jestem w stanie zaakceptować, bo trwała wojna i
            chcieli mieć spokój na tyłach. Podobnie rzecz się miała w Bydgoszczy i to też
            rozumiem. To, że wojna jest okrutna i cierpią na niej najbardziej cywile jest
            truizmem i to chyba nie będziemy się spierać, bo to niestety stało się częścią
            tych okrutnych czasów, ale przyrównywanie tego typu działań do np. Palmir,
            łapanek, nie mówiać już o KL jest wg mnie nieporozumieniem.
            Z pozdrowieniem
            • ballest Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 12.07.07, 16:14
              Rispetto, choc by byla dywersja w Bydgoszczy, to i w tym wypadku nie powinno sie
              dzieci, kobiety i omow mordowac, ale najgorsze jest to, ze IPN zbadou sprawa i w
              miedzyczasie i IPN wie, ze nie ma dowodow na niemieckou dywersja, (uo tym ale
              kazdy pouinteligencik wiedziou, ze jej nie bylo) ale nie chce tego opublikowac,
              zeby nie zbrukac krwiom "biolutenkiej polskiej vesty"
              To jest cos strasznego co se w Polsce dzieje:
              www.express.bydgoski.pl/look/article.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=2&NrIssue=392&NrSection=80&NrArticle=42232&IdTag=417
      • bratjakuba Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 12.07.07, 15:44
        Jak zwykle Ballest zabrakło Ci zwykłej uczciwości w ocenianiu historii
        Twoje parabole w łączeniu odległych faktów historycznych(Bydgoszcz - Wołyń) są
        niekiedy przerażające i swiadczą o infantyliżmie myślowym albo złej woli.
        Zbrodnie ukrainskie są niepodważalne i dotyczą morderstw dokonywanych na
        sąsiadach,z którymi niedawno obchodzono święta czy inne uroczystości.O UPA w tym
        wypadku nie można mówić jako o armii wyzwoleńczej.Z czego niby miała wyzwalać
        okupowaną przez Niemców Ukrainę.Były to raczej oddziały kolaborujące z okupantem
        i działające za jego zgodą albo i zjego pojuszczenia.
        Tak sie składa,że do 7 klasy chodziłem z "hadziajem",który tylko cudem uniknął
        śmierci bo spadł za łózko kiedy ci Twoi bohaterowie wywlekali z niego jego siostrę.
        Zamordowali w tej izbie jego rodziców siekierami i jego troje rodzeństwa w
        sposób,który nie osmielę się tu opisywać.Za co? Nie wiadowo,jego ojciec był
        rusinem (ukraincem).Bandyta nie potrzebuje pretekstu.
        Obraz jakim chce się przypomnieć te zbrodnie nie może i nie musi być fotografią
        konkretnego zdarzenia.Przedstawia raczej t.zw bohatera zbiorowego.
        • ballest Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 12.07.07, 16:22
          Barciejakuba nigdy nie twierdzilem, ze nie bylo morderstw UPA, ale mordy te byly
          po obydwu stronach a zemsta Polski byly straszna (Akcja Wisla)
          Mnie tylko chodzi o to, ze synonimem tych ukrainskich zbrodni mou byc "Oklamany
          pomnik, gdzie niby Ukraincy przybili do pnia czworka dzieci i powiesili ich
          matke, Polke!
          W rzeczywistosci te dzieici zamordowala ich matka cyganka, ktora oglupiala!
          poczytaj dokladnie:
          "Zaprezentowany zebranym 1,5-metrowy model pomnika oparty jest na dostarczonym
          przez komitet budowy monumentu zdjęciu przedstawiającym umęczone dzieci.
          Miały być ofiarami UPA, zamordowanymi w latach 1943-44 we wsi Kozowa lub
          Łozowa, powiat Tarnopol.

          Na początku tego roku reporterka "Gazety" Teresa Torańska publicznie
          poprosiła Koniecznego, by w imię dobrych stosunków z Ukraińcami nie stawiać
          tak drastycznej rzeźby. Wiosną br. historyk PAN prof. Dariusz Stola ogłosił
          sensację (pisała o tym "Rzeczpospolita", potem "Gazeta"): to nie są dzieci
          zabite przez UPA. To ofiary przedwojennej zbrodni oszalałej matki. Dowód:
          zdjęcie rzekomych ofiar wojny opublikowało już w 1928 r. polskie czasopismo
          naukowe "Rocznik Psychiatryczny".

          - Czy odkrycie prawdziwej historii powieszonych dzieci nie przeszkadza
          komitetowi? - zapytaliśmy Michalkiewicza.

          - Nawet jeżeli w szczególe jest to nieprawda, to w ogóle - prawda -
          odpowiedział. - Tego typu zbrodnie zdarzały się na kresach. Mamy
          tu "zmyślenie prawdziwe". Pomnik jest artystyczną wizją służącą wspomnieniu
          cierpień bezbronnych Polaków pomordowanych przez OUN-UPA, a nie ilustracją
          konkretnego zdarzenia. "

          Czy tak sie mozna z historia obchodzic i o pojednaniu pisac!
          • ballest Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 12.07.07, 22:24
            Widze, ze tu niekerych zablokowalo, Bratjakuba, czyli Johann zamilknou!
            No to nastepny atut z mej strony:
            www.express.bydgoski.pl/look/article.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=2&NrIssue=392&NrSection=80&NrArticle=42232&IdTag=417
            Tera to juz nawet Bolek nie podejmie tematu!
            Tak to bywa, jak ftos przegrywa to milczy!
            • bratjakuba Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 13.07.07, 17:27
              ballest napisał:

              > Widze, ze tu niekerych zablokowalo, Bratjakuba, czyli Johann zamilknou!
              > No to nastepny atut z mej strony:
              > <a
              href="www.express.bydgoski.pl/look/article.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=2&NrIssue=392&NrSection=80&NrArticle=42232&IdTag=417"
              target="_blank">www.express.bydgoski.pl/look/article.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=2&NrIssue=392&NrSection=80&NrArticle=42232&IdTag=417</a>
              > Tera to juz nawet Bolek nie podejmie tematu!
              > Tak to bywa, jak ftos przegrywa to milczy!

              Mosz recht.Z podziwu mie zamurowało.Oh! jakiś Ty piykny a jaki mondry,gdy tak
              cytujesz te panią Torańską.
              Teraz to tyn nidorobiony rzeżbiarz na pewno zmiyni zdanie i na pomniku bydom
              amerykańscy policjańci pałujoncy murzinow w Harlemie.
              Powiydz mi yno.Kto to je ta pańi Torańska? I kaj to je tyn Wołyń?
              Bo mie obie te sprawy wiszom,- u sufitu.
              Pozdrowiom,ganz platt z podziwu,Twoj Johann.

              • ballest Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 13.07.07, 20:54
                ucieczka do przodu baracie? - typowe polskie zjawisko ostatnich lat!
            • bolek5 Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 13.07.07, 21:45
              Witam!

              ballest napisał:

              > Tera to juz nawet Bolek nie podejmie tematu!

              Nie wywołuj Bolka z lasu ;) Po pierwsze: nie chce mi się logować na wskazanej
              przez Ciebie stronie, ale to jest bez znaczenia, bo - po drugie - w kwestii
              samej dywersji w Bydgoszczy zawsze raczej uchylałem się od sporu. Przypominałem
              tylko, że są niemieccy historycy, którzy twierdzą, że była. Ja się nie znam i
              poczekam, aż profesjonaliści dojdą w tej sprawie do porozumienia. Natomiast
              zawsze głośno i stanowczo protestowałem przeciwko Twojej tezie, że Bydgoszcz i
              podobne incydenty zapoczątkowały spiralę okrucieństwa wojennego. Nie mogły,
              ponieważ masowe egzekucje Polaków były zaplanowane już wcześniej a listy
              proskrypcyjne przygotowano już w maju w ramach operacji Tannenberg, której
              istnienia nie przyjąłeś do wiadomości. Polski motłoch dostarczył propagandowego
              uzasadnienia, ale nie był przyczyną.
              • ballest Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 13.07.07, 22:24
                Bolek, przestan z Tannenbergiem, bo po wojnie wszystko falszowano, nie tylko
                Monte Cassino, Tannenberg, Wansee konferenz!- albo, ze robiono mydlo z Zydow w
                Oswiecimiu!
                Opierajmy sie tylko na faktach!
                IPN nie znalazl dowodow na dywersje w Bydgoszczy, co swiadczy o tym ze ponad
                1000 Polakow ktorzy zeznawali, ze byla, - klamali!
                Mnie interesuje teraz, nie to, ze ja nie bylo, bo to wie kazdy w Polsce, co
                jedna szara komoreczka posiada!
                Mnie interesuje co innego, dlaczego z premedytacja KLAMALI!??? jak wielka musi
                byc nienawisc do kogos, ktory wpierw morduje a potem obwinia tego co zamordowal
                za ten mord!
                Co za komplexy musi miec ten narod, jak na cos takiego sie zdobyc potrafi?
                • rispetto Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 13.07.07, 22:50
                  spirala mordów mówisz? A kolejarze z Szymankowa? W końcu cywile zamordowani
                  przez Niemców.
                  A reszta to wybacz, ale demagogia. Wszyscy kłamali, więc nie miej pretensji, że
                  akurat ktoś był wyjątkiem. A kto więcej kłamał, a kto mniej jest bez znaczenia,
                  bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i absolutnie nie wiąże się to z
                  kompleksami. Poza tym nie patrz na to z dzisiejszego punktu widzenia, bo to jest
                  bez sensu. W czasie wojny nawet najmniejsze podejrzenie może być przyczyną
                  nieszczęścia, a w toku tak szybko prowadzonej wojny bardzo łatwo było o pomyłkę
                  (nie rozstrzygam, czy tak było w Bydgoszczy). "Wymiar sprawiedliwości" w czasie
                  wojny działa trochę inaczej, a już na bezpośrednim zapleczu frontu może być
                  wyjątkowo drastyczny w swojej formie i nie ma się czemu dziwić.
                  • ballest Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 10:17
                    Rispetto, ja sie z Bolkiem wlasciwie tylko o jedno kloce, kto pierwszy ludnosc
                    cywilna mordowac zaczal, a to niestety wpierw Polacy uczynuli.
                    To ze Nazisci to do swoich celow wykorzystali, to jest calkiem inna sprawa, ale
                    jak piszemy o faktach to to musimy podkreslic, a o tym sie w Polsce z
                    premedytacja zapomina, albo wcale pod uwage nie bierze.
                    • stix Hitlerowska propaganda w Polsce nie przejdzie. 14.07.07, 10:22
                      To pewne.
                    • ballest Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 10:54
                      dodam, ze UPA napewno inne mordy popelnila i nie mniej okrutne i takie mozna
                      pomnikami upamietnic, a nie jakis oszalaly czyn zwariowanej cyganki ma byc
                      synonimem ukrainskich zbrodni na Wolyniu!!!!!!!!!!!!!!!
                      Nie Wstyd Wam POLACY ?
                      Przeciez, o tym bedzie nie tylko prasa zachodnia pisac, ale takze rosyjska i
                      ukrainska, a takimi krokami sie Polska nigdy do Ukrainy nie zblizy a o od Europy
                      znowu sie bardziej oddali.
                    • bolek5 Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 11:17
                      Witam!

                      ballest napisał:

                      > Rispetto, ja sie z Bolkiem wlasciwie tylko o jedno kloce, kto pierwszy ludnosc
                      > cywilna mordowac zaczal, a to niestety wpierw Polacy uczynuli.

                      E tam! A Wieluń? Krótką masz pamięć Ballest.
                      • rispetto Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 11:31
                        we wspomnianym wcześniej Tczewie w trakcie nalotów także zginęli cywile.
                        • ballest Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 11:51
                          Ze cywile gineli w nalotach to wierze, do dzis USA bombarduje cywilne cele a
                          nikt w Polsce nie protestuje?
                          Rispetto, podaj mi link do tego szymankowa, bo tam nie jest napisano, kiedy ich
                          roztrzelano.
                          • rispetto Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 11:59
                            no przecież było, że 01.09.
                            Masz jeszcze tutaj:
                            www.strazgraniczna.pl/straz_graniczna/sg_tradycje/document.2007-03-09.4928533543
                            W Gdańsku także skatowano w tym dniu wielu Polaków w Victoriaschule tylko za to,
                            że byli Polakami - pl.wikipedia.org/wiki/Victoriaschule.

                            Takie wypadki pewnie można by mnożyć, ale nie znam ich szczegółowo, więc nie
                            chcę ich podawać, bo moja wiedza może być niepełna.
                            • ballest Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 12:09
                              Bardzo nacjonalistycznie pisany artykul!
                              a ze tam byly polskie bojowki, mozna czytac miedzy wierszami:
                              "Jednym z nich był mój stryj Ignacy Wasielewski ur. 31.07.1893r. w Morownicy k.
                              Śmigla, /Wielkopolska/ weteran Armii Hallera, Komendant przejścia granicznego
                              Jamno."
                              "W 1947r. odbyła się ekshumacja i ciała pomordowanych przeniesiono na Cmentarz
                              Bohaterów na gdańskiej zaspie. Ten bestialski mord przeżył Alfons Lessnau, który
                              padł po oddaniu do niego strzałów i udał nieżywego – po wojnie był świadkiem na
                              procesie Alberta Forstera.

                              Przeżył też Erwin Karczewski – bohaterski, wówczas 14-letni harcerz, goniec
                              polskich placówek celnych. 01.09.39r. Niemcy Erwina schwytali, oskarżyli go o
                              szpiegostwo i skazali na karę śmieci, nie wymierzono mu jej, skierowano go do
                              obozu Stuthoff, gdzie uległ wypadkowi urwania lewej ręki. Po wojnie Pan Erwin
                              ponownie został skazany na karę śmierci, tym razem przez UB"

                              Tak wiec, to moze cos podobnego jak zeznania 1000 Bydgoszczan, ktorzy dywersje i
                              mordy Niemcow na Polakach widzieli, to tez jest udokumentowane, choc wszystko
                              klamane.
                              • rispetto Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 12:12
                                to wytnij z tego "opinie" i porozmawiajmy o zaprezentowanych tam faktach. To, że
                                ludzie mają do tego stosunek emocjonalny chyba Cię nie dziwi? W końcu Ty też
                                masz i też można go nazwać nacjonalistycznym.
                                • ballest Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 12:14
                                  Juz mam opinie z niemieckiej strony, poczytaj:
                                  "Die Brücken in Dirschau / Tczew

                                  In Dirschau / Tczew befand sich die Hauptstrecke der Ostbahn zwischen Berlin und
                                  Königsberg.
                                  Für diese Strecke wurde die Dirschauer Eisenbahnbrücke gebaut.
                                  Die Brücke hatte ein Gleis, eine Straße und einen Fußweg.
                                  Der erste Zug fuhr am 12 Oktober 1857 über die Brücke. Bauzeit war von 1850 bis
                                  1857. Mit den Eingangsportalen wurde die Brücke 1858 fertig gestellt.

                                  Nachdem die zweite Brücke 1888/ 1890 fertig gestellt worden ist, wurde der
                                  Eisenbahnverkehr über die neu erbaute Brücke geführt und der Straßenverkehr über
                                  die alte Brücke.

                                  Nach dem 1. Weltkrieg kam Dirschau zu Polen. Die Grenze zwischen der Freien
                                  Stadt Danzig und Polen verlief mitten durch die Weichsel. Erst die Nogat bildete
                                  die Grenze zwischen Ostpreussen und der Freien Stadt Danzig.
                                  Die Dirschauer Brücken gehörten aber komplett zum polnischen Hoheitsgebiet.
                                  Damit sollte gewährleistet werden, dass der Zug von Konitz / Chojnice
                                  (Grenzstadt Deutsches Reich – Polen) kommend über Dirschau / Tczew (Grenzstadt
                                  Polen – Freie Stadt Danzig) und weiter nach Marienburg / Malbork (Grenzstadt
                                  Freie Stadt Danzig – Deutsches Reich/Ostpreußen) von einer, mit polnisch
                                  besetzten Zugpersonal, Lokomotive gezogen wurde.
                                  Jeder Transport auf dieser Strecke musste bei der polnischen Eisenbahnverwaltung
                                  angemeldet werden.
                                  In Dirschau / Tczew war die Straßenbrücke auch der Übergang der Reichstraße 1
                                  über die Weichsel. Sie führte weiter nach Marienburg.

                                  Die Brücke wurde zu Beginn des Zweiten Weltkriegs für die Militärs sehr wichtig.
                                  Über diese Brücke lief der Nachschub von und nach Ostpreußen.
                                  Die Eisenbahnbrücke sollte in einem Handstreich eingenommen werden. Der aber
                                  misslang.
                                  Da die Brücke unbeschädigt eingenommen werden sollte wurde folgender Plan
                                  aufgestellt:

                                  Bei der polnischen Eisenbahnverwaltung wurde für den 1. September 1939 um 4:15
                                  Uhr ein leerer Güterzug angemeldet. Dieser Güterzug war aber mit Soldaten
                                  besetzt (bis jetzt konnte ich die Einheit nicht herausfinden).
                                  In Marienburg wurde das ankommende polnische Zugpersonal festgesetzt und durch
                                  deutsche Pioniere ausgetauscht.
                                  Hinter dem Güterzug fuhr in einem Abstand ein Panzerzug. Dieser hatte die
                                  Aufgabe die Brücke zu passieren und die Bauwerke auf der Dirschauer Seite zu
                                  sichern.

                                  Dazu sollten drei Flugzeuge aus Elbing / Elblag den Angriff unterstützen und den
                                  Zündkabel, der von dem polnischen Militär zur Sprengung der beiden Brücken
                                  angebracht worden sind, zerstören.
                                  Die drei JU 87b unter Staffelkapitän Oberleutnant Bruno Dilley griffen um 4:34
                                  die Ziele an.
                                  Der Zündkabel konnten durchtrennt werden.

                                  Der Güterzug setzte von Marienburg nach Dirschau über Simonsdorf / Szymankowo.
                                  In Simonsdorf war ein planmäßiger Zwischenstopp. Die Fahrt klappte bis hierhin.
                                  Bei der versuchten Täuschung des polnischen Personal an diesem Stopp, kam es zum
                                  einem Schusswechsel.

                                  Die Polen alarmierten die Wachsoldaten an der Brücke.
                                  An der Zwischenstation fielen 16 polnische Eisenbahner und Zollbeamte.

                                  Als der Güterzug den Liessauer Brückenkopf erreichte, war der Zugang zur Brücke
                                  versperrt und die Brückentore verschlossen.
                                  Es kam zu Kämpfen um den Liessauer Brückenkopf. Die verteidigende polnische
                                  Einheit war das Pionierbattalion 2.

                                  Währenddessen wurde der Zündkabel am Dirschauer Ufer repariert und die Brücke
                                  konnte gesprengt werden.
                                  Durch den Befehl des ppBk. StanisBaw Janika, Kommanduer des 2
                                  Schützenbattalions, wurden die Brücken gesprengt.
                                  Um 6:10 Uhr wurde zunächst der Liessauer Brückenpfeiler (VI -ter Brückenpfeiler
                                  von insgesamt VIII) gesprengt.
                                  Auf den Photos ist das der Brückenpfeiler zwischen dem Zwischenstück und der
                                  Verlängerung. Am alten Feld sieht man, wo das Feld abriss.
                                  Um 6:40 Uhr wurde dann der I Brückenpfeiler gesprengt. Die ersten beiden Felder
                                  brachen zusammen und stürzten in die Weichsel.
                                  Die beiden gesprengten Felder sind heutzutage die beiden englischen
                                  Kriegsbrückenfelder."

                                  a tym niestety po polskich klamstwach powojennych bardziej wierze.
                                  • rispetto Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 12:22
                                    Historii mostu nie musisz mi przypominać, bo z racji swoich zainteresowań znam
                                    ją doskonale.
                                    Pojedź sobie na cmentarz w Tczewie i zobacz groby zamordowanych rodzin
                                    kolejarskich. Może to Cię przekona, choć zaczynam w to powątpiewać. Dla mnie
                                    źródła niemieckie są tak samo zmanipulowane jak polskie. Poza tym co tam jest
                                    inaczej napisane niż w polskich źródłach?
                                    Victoriaschule w Gdańsku też zaprzeczasz? Znam ludzi, którzy przez nią przeszli.
                                    Cudem, choć wtedy byli dziećmi.
                                    Przykłąd z Wielunia też jest jak najbardziej na miejscu, bo dzisiaj nazwalibyśmy
                                    go terrorystycznym. W mieście nie było żadnych wojsk, ani celów militarnych o
                                    większym znaczeniu, a pomimo tego miasto zbombardowano zabijając wielu cywili. A
                                    co za różnica, czy ktoś zginął od bomby, czy od plutonu egzekucyjnego?
                                    • ballest Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 12:25
                                      Jest tyle napisane, ze Celnicy i kolejarze zgineli w walce, a to sie wyobrazic
                                      potrafie, bo celnicy uzbrojeni sa.
                        • bolek5 Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 18:09
                          Witam!

                          rispetto napisał:

                          > we wspomnianym wcześniej Tczewie w trakcie nalotów także zginęli cywile.

                          No tak, przepraszam. Zdaje mi się, że istnieje spór, gdzie tak naprawdę zaczęłą
                          się wojna, w Wieluniu, czy w Tczewie. Bo na pewno nie na Westerplatte.
                          • ballest Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 21:30
                            Bolek cos mi sie zdaje, ze odchodzymy od tematu!
                            Tu chodzi wlasciwie o to, czy tyn pomnik richtig je, tak jak go zrobic chca?
                            • ballest Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 22.07.07, 11:10
                              www.gazetawyborcza.pl/1,75480,4314383.html
                      • ballest Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 11:53
                        Bolek, przestan z Wieluniem, bo on nie moze tlumaczyc mordow w Bydgoszczy.
                        a jak wytlumaczysz pogromy ludnosci niemieckiej w Nieszawie i w Aleksandrowie
                        Kujawskim po wojnie?
                        • rispetto Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 12:06
                          żartujesz prawda? Co ma piernik do wiatraka?
                        • bolek5 Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 18:07
                          Witam!

                          ballest napisał:

                          > Bolek, przestan z Wieluniem, bo on nie moze tlumaczyc mordow w Bydgoszczy.

                          Dlaczego? Z całą pewnością był elementem kontekstu, w jakim działali
                          bydgoszczanie.

                          > a jak wytlumaczysz pogromy ludnosci niemieckiej w Nieszawie i w Aleksandrowie
                          > Kujawskim po wojnie?

                          Po wojnie? Naprawdę potrzebujesz wytłumaczenia dla antyniemieckiej histerii
                          _po_wojnie_?
                    • rispetto Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 11:29
                      No to właśnei staram się udowodnić Ci, że było inaczej, niż piszesz wspominając
                      o kolejarzach z Szymankowa (Kałdowa).
                      Cytat z www.trojmiasto.pl/wiadomosci/news.phtml?id_news=172

                      Pierwszy pociąg tranzytowy z polskim parowozem i niemiecką obsługą w polskich
                      mundurach, wiozący ukrytych w wagonach żołnierzy, miał znienacka przejechać most
                      na Wiśle i opanować tczewski dworzec. Ten plan się nie udał, gdyż asystent
                      kolejowy Alfons Runowski, ostrzegł tczewskich kolejarzy. - Miejcie się dziś na
                      baczności! - rzucił do słuchawki telefonując do Tczewa. - Więcej nie mogę
                      powiedzieć, gdyż mam tu strażnika niemieckiego. - Zaskoczony tym meldunkiem
                      tczewski dyżurny ruchu po pięciu minutach zadzwonił do Szymankowa, ale nie
                      uzyskał połączenia. Zawiadomił więc swoich zwierzchników oraz oficera
                      łącznikowego na stacji Tczew. Natomiast w Szymankowie zawiadowca stacji, Paweł
                      Szczeciński, zauważył rakietę wystrzeloną przez polskiego inspektora celnego w
                      Kałdowie. Błyskawicznie wyczuł niebezpieczeństwo. Podbiegł do nastawni i
                      przestawił zwrotnicę, kierując pociąg na ślepy tor. Powstało w ten sposób
                      nieprzewidziane dla hitlerowców półgodzinne opóźnienie. Potem pociąg ruszył w
                      stronę Lisewa, lecz tam tczewscy kolejarze zapalili czerwone światło. W odwecie
                      za niepowodzenie akcji grupa Niemców, członków NSDAP, wymordowała 1 września
                      polskich kolejarzy z Szymankowa i ich rodziny. Jedni zginęli w miejscu pracy,
                      inni w mieszkaniach. Zabito też pięciu inspektorów celnych oraz ich rodziny.
                      Wszystkich zamordowanych wrzucono do przydrożnego rowu i postawiono tam tablicę
                      z napisem "Tu spoczywa polska mniejszość narodowa".

                      Wystarczy? Jeśli bardzo tendencyjnie potraktujesz te fakty i napiszesz, że
                      kolejarze robili dywersję (chociaż wg mojej opinii taka ocena to idiotyzm), to
                      czym zaszkodziły ich rodziny? Z tego co pamiętam wydarzenia w Bydgoszczy miały
                      miejsce 3 września, więc później. To, że w Kałdowie także znaczenie wcześniej
                      dochodziło do prowokacji łącznie z ostrzelaniem kolejarzy, a także polskiego
                      komisarza z WMG też jest faktem, a nie wymysłem Giertych, kaczek, IPNu, czy
                      kogokolwiek innego.
                • bolek5 Re: Synonimy polskiej przyjazni do jej sasiadow 14.07.07, 11:15
                  Witam!

                  ballest napisał:

                  > Opierajmy sie tylko na faktach!

                  No właśnie. Operacja Tannenberg to fakt, i żadne Twoje zaklęcia tego nie
                  zmienią.

                  > IPN nie znalazl dowodow na dywersje w Bydgoszczy, co swiadczy o tym ze ponad
                  > 1000 Polakow ktorzy zeznawali, ze byla, - klamali!

                  No pewnie, przecież jesteśmy narodem krętaczy i kłamców. Niedawno na National
                  Geografic oglądałem film o katastrofie lotniczej, która miała miejsce w NY,
                  kilka miesięcy po 11.09. Samolot spadł wtedy na dzielnicę domów jednorodzinnych
                  a przyczyną był błąd pilota. Wszyscy świadkowie zgodnie twierdzili jednak, że
                  krótko przed katastrofą widzieli eksplozję na pokładzie. Z całą pewnością nie
                  można nazwać ich kłamcami. Oni po prostu interpretowali to, co widzieli ze
                  względu na określony kontekst. Tak samo było w Bydgoszczy. W jednym z
                  cytowanych przez Ciebie tekstów byłą nawet hipoteza o tym, że przyczyną wybuchu
                  paniki mógł być silnik czołgu, czy coś takiego.
    • stix Sąsiedzi. 30.07.07, 17:13
      www.gim1klodzko.pl/polski_pliki/wywiad00.htm
      Wojenne losy Kazimierza Bernaczek
      (rozmowa z jego prawnukiem Rafałem Bernaczek)

      Natalia Sawicka: Cześć

      Rafał Bernaczek: Witam

      NS: Chcę porozmawiać o Twoim pradziadku. Kim był Twój pradziadek – Kazimierz
      Bernaczek???

      BR: Mój pradziadek Kazimierz Bernaczek urodził się w 1907 roku na Kresach.
      Skończył szkołę wojskową we Lwowie i był podoficerem. Przed wojną pracował u
      swojego ojca (Von Gustava Bernaczek ) na jego włościach w Pistyniu (okolice
      Stanisławowa, dzisiejszy Iwanofrakowsk). Był zarządzającym warsztatami
      kuśnierskimi, rzeźniami, hodowla owiec. Wszystko to było własnością jego
      rodziców.

      NS: Czy znał on tylko język polski czy również inne???

      RB: Znał doskonale język Niemiecki. Jego babka była Austryjaczką (Von Mueller)
      i często w domu rozmawiał z nią po niemiecku. Uczył się także w szkole
      Francuskiego!! Zresztą w domu była guwernantka, która mówiła tylko po francusku.

      NS: Opowiedz mi o jego losach w trakcie wojny.

      RB: Po kapitulacji - ujrywaałsie i po wymordowaniu przez upa (Banduy Upa) jego
      rodziców oraz rodzeństwa, pradziadkowi cudem udało się uniknąć tej śmierci. W
      tym smutnym dniu pradziadek został ostrzeżony przez księdza, aby natychmiast
      uciekał . Za ten czyn, ksiądz został ukrzyżowany do bramy stodoły i żywcem z
      niego oprawcy zdzierali skórę. Pradziadek uciekł za granicę do Anglii przez
      Rumunie i Węgry. Następnie dostał się do Francji potem do Anglii i tam zaciął
      się do Armii Generała MACZKA. Rodzice Gen Maczka bardzo dobrze znali się z
      rodzicami mojego pradziadka. Zresztą oni również dobrze się znali. Uczyli się
      we Lwowie w tej samej szkole. W Anglii dalej walczył u boku Gen. Maczka.
      Walczył w wojsku Polskim przeciwko Niemcom.

      W sierpniu 1944 roku w bitwie pod Falaise (Francja),
      pradziadek został ciężko ranny w brzuch. Tam czerwony krzyż, który zbierał
      rannych, uznał że pradziadek nie żyje i zostawili go na polu bitwy. Następnie
      Niemcy zbierali rannych i zabitych. Wtedy pradziadek się ocucił i słysząc język
      niemiecki sam odruchowo zaczął prosić o pomoc w tym języku. Jego niemiecki w
      mowie był bardzo dobry, więc Niemcy najprawdopodobniej wzięli go za swego.
      Zabrali go do szpitala i uratowali mu życie – tak parodia losu.

      NS: A co było dalej ?

      RB: Po operacji i wyleczeniu, zamknięto pradziadka w stalagu. Jako że znał się
      na kuśnierstwie, pracował szyjąc skórzane ubrania na front wschodni. Jego
      znajomość niemieckiego spowodowała, że cieszył się specjalnymi względami i
      traktowaniem Niemców. To pozwalało mu organizować pomoc dla polskich i ruskich
      jeńców. W akcjach pomocy pomagała im niemiecka pielęgniarka i jej mąż. („Nie
      wszyscy Niemcy byli źli”). Do worków pakowali co można było tylko zjeść –
      najczęściej obierki od kartofli. W każdy czwartek gdy wracali na noc do obozu,
      przechodząc obok płotu cięższego obozu dla Rosjan i Polaków, przerzucali ten
      worek przez płot. W czwartki służbę wartowniczą miał wspomniany mąż
      pielęgniarki, który przymykał oczy na latające worki. Niestety któregoś dnia
      pradziadek, wraz z kompanami zaliczył wpadkę po niespodziewanej zmianie
      wartownika. Wszystko wyszło na jaw. Pielęgniarka za swoją pomoc została nago
      przykuta do pręgierza obok ratusza, tak aby wszyscy Niemcy mogli zobaczyć
      zdrajcę. Po wpadce pradziadek został wysłany do Dachu w celu likwidacji.
      Esesman na którego trafił pradziadek był wyjątkowym sadystą, który lubił się
      znęcać na więźniami przed ich likwidacją. I tak też robił z pradziadkiem i jego
      kompanami. Po za katowaniem, ów esesman organizował skazańcom coś w
      stylu „Syzyfowej pracy”. Wielki kamień, który trzeba było wtoczyć na pagórek.
      Jeżeli skazańcowi kamień się wymykał lub nie dawał on już rady toczyć go dalej,
      esesman strzelał mu w głowę. Pradziadek był świadkiem jak jego kompani nie
      mogąc wtoczyć kamienia, ginęli jeden po drugi z rąk tego człowieka. Wtedy
      poprzysiągł sobie zemstę, powiedział sobie „wtoczę ten kamień, ale po to aby
      Cię kiedyś dopaść i własnymi rękoma z Ciebie skórę ściągnąć”. I pradziadek
      wymodlił, wtoczył kamień na górę co ocaliło mu w tym dniu życie. Mimo wielu
      innych przeciwności losu (długo by je jeszcze wymieniać), udało się
      pradziadkowi przeżyć. Po zakończeniu działań wojennych wstąpił do armii
      Amerykańskiej - MP (Militer Polizaj) - w celu poszukiwania esesmanów. Na
      jednym zleżało mu szczególnie. Znaleźć go i zlikwidować. Jak tylko dowiedział
      się, że ów esesman jest w obozie dla esesmanów, od razu poprosił o
      przeniesienie do tego obozu. Wieczorami pradziadek przypominał się Esesmanowi
      zamykając go w chłodni razem z skrzynkami od pomarańczy, które tamten musiał
      własnymi rękoma rozbierać na ładne deseczki. Rodzina esesmana wielokrotnie
      próbowała przekupić pradziadka aby ten odstąpił od zemsty i oszczędził go.
      Pradziadka próbowano przekupić między innymi workiem złotych zębów z ciał
      żydowskich więźniów! Gdy pradziadek dowiedział się, że esesman ma być
      przemycony do Argentyny w celu uniknięcia sądu, sam wziął sprawiedliwość w
      swoje ręce. Raz zamknął go w chłodni razem ze skrzynkami od pomarańczy, ale tym
      razem już po niego nie wrócił. Do końca życia, pradziadka z tego powodu
      dręczyły koszmarne sny. Dla niektórych, to co zrobił wydaje się okrutne i
      stawia go na równi z tym esesmanem. Ludzie, którzy tak twierdzą, zapominają, że
      ich wtedy nie było, że nie zamordowano im rodziny w brutalny sposób i nie
      zaznali tyle cierpienia co on.

      NS: A co Twój pradziadek robił po wojnie???

      RB: Po wojnie pradziadek wrócił do Polski 1947 roku, ale zawsze później tego
      kroku żałował.

      NS: A są po nim jakieś pamiątki?

      RB: Mundur mojego pradziadka, wraz z jego medalami (a miał ich sporo) obecnie
      jest wyeksponowany w Muzeum Wojskowym w Witnicy koło Gorzowa Wlpk. Oraz jego
      zdjęcie i pare dokumentów.

      NS: A czy historia o Twoim pradziadku przechodzi z pokolenia na pokolenie ???

      RB: Tak i nie. O całym życiu pradziadka już wkrótce będzie można się dowiedzieć
      z książki którą pisze brat mojego dziadka - Bolesław Bernaczek.

      NS: WIĘC Specjalne podziękowania należą się Bolesławowi Bernaczek, który
      pisząc książkę o swoim ojcu podzielił się ze nami tymi historiami oraz
      oczywiście Tobie Rafale za wywiad jaki mi udzieliłeś J .

      RB: Ja również dziękuję. To był dla mnie zaszczyt opowiedzieć o moim pradziadku.

      • ballest Re: Sąsiedzi. 30.07.07, 19:56
        Taki jest Gorol, Niemcy mu uratowali zycie a uon sie msciou za to na nich!
        zreszata tak jak i inni Polacy z Dywizji Maczka, ktorzy nie potrafili przebolec
        porazki pod Falaise i zamordowali 1500 niemieckich jencow.
        • ballest Re: Sąsiedzi. 04.10.07, 22:31
          "
          "New York Times": Tajny dokument rządu USA sankcjonował tortury
          jas, PAP
          2007-10-04, ostatnia aktualizacja 2007-10-04 20:46
          Po objęciu w 2005 roku kierownictwa Ministerstwa Sprawiedliwości USA przez
          Alberto Gonzalesa resort ten wydał tajną opinię prawną popierającą brutalne
          metody przesłuchań podejrzanych o terroryzm przez CIA, uznawane przez wielu za
          tortury - napisał w czwartek "New York Times".
          Według dziennika, który opiera się na relacjach anonimowych i byłych
          przedstawicieli administracji, tajny dokument sankcjonował m.in. bicie po
          twarzy, przetrzymywanie więźniów nago w zimnych celach, pozbawianie ich snu
          przez kilka nocy z rzędu oraz symulowanie topienia przez przywiązywanie więźniów
          do deski i zanurzanie ich głową w wodzie."

          wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,4548749.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka