dede99
20.12.07, 21:06
A jak nie oszuka i nie zaszkodzi to na pewno nie pomoże - ocenia Dorota. Dorota mieszka na Wyspach od 5 lat i obecnie pracuje jako księgowa w jednej z angielskich firm budowlanych. Kiedy przyjechała do Anglii jej angielski nie był nawet na podstawowym poziomie. Ledwo co dukała i niewiele rozumiała, dlatego ucieszyła się, że w coffeshopie, w którym miała zmywać pracowała jeszcze jedna Polka. - Myślałam, ze mi pomoże. Niestety okazało się, że nie chce ze mną rozmawiać, nie mówiąc o jakichkolwiek wskazówkach dotyczących pracy. Po pierwsze mówiła do mnie wyłącznie po angielsku tłumacząc, że nie chce nikogo urazić używając języka, którego inni nie rozumieją. Za każdym odkreślała też, że nauczyła się wszystkiego sama, więc i ja dam sobie radę. Nauczyłam się wtedy jednego - trzeba być twardym i nie można liczyć na pomoc innych, bo można się przeliczyć - mówi. Od tego momentu Dorota nie zmieniła wyobrażenie o Polakach na emigracji, wszystko co się wydarzyło potem tylko potwierdzało pierwsze spostrzeżenia - Polak Polakowi na emigracji nie życzy dobrze i tylko patrzy jak i komu dokopać.
praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,67738,4776895.html
- Już po kilku dniach pobytu w Irlandii bez problemu mogłem odróżnić rodaków od innych narodowości - mówi Rafał. - Polaka łatwo poznać po zachlapanym farbą ubraniu, a Polkę po dekolcie do pasa - dodaje.
--No ja,poczontki som zawsze trudne;)
LG