Gość: serduszkopoprostu
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
12.05.05, 23:16
Mieszkamy w jednym domu. On na dole, ja piętro wyżej. On muzyk , ja znam
muzyke po amatorsku, czasem grywam - z płyt, albo podśpiewuję... Maj dokoła
maj... takie tam kawałki ze "Starego...", klawisze pianina dotykam zeby parę
dźwięków wydobyć... robie przy tym trochę błędów, przyznaję!
Ale on - wytrawny znawca... codziennie, niezmiennie - jest perfekcyjny we
wszystkim - wirtuoz jakiś!
Z początku doprowadzało mnie to do szału, byłam w dodatku pewna, ze on to
jakiś niespełniony pewnie i upust daje swoim pragnieniom w ten właśnie sposób!
Chciałam go uciszyć, waliłam miotła w podłogę, nawet podnosiłam krzesła coraz
bardziej rozłoszczona. Ale on im bardziej ja krzesłem, tym bardziej
on...klawiszami!
W końcu, w poniedziałek, kiedy znów zaczął grać, nie wytrzymałam!!
Dygocąc ze złości zbiegłam na dół, zawiadomic właściciela domu i poskarżyc mu
się! I o zgrozo, kogo tam spotykam? Wirtuoza!, tego właśnie... ktory zamierza
zrobic dokładnie to samo... naskarżyc na mnie!
Myslałam, ze to stary zrzęda... a zobaczyłam twarz promiejąca usmiechem i
delikatnoscią!
Domyślacie się, co było dalej? Dziś gramy na cztery ręce!
--
trudno,jestem kobieta!
a muzyka łagodzi obyczaje