Dodaj do ulubionych

spider`s web-a my w niej...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.06, 18:44
Życie to sen wariata ,śniony nieprzytomnie...,w którym trudno rozpoznać
kontury,kolory-gdzie dobro,a gdzie zło.
Karuzela zdarzeń,marzeń,wyobrażeń...
A my na tej karuzeli- zakręceni,sami w siebie zapatrzeni,sami w sobie
zakochani...Tak pragnący wierzyć w swą szlachetność,wyjątkowość,no i
rację.Zawsze w tę cholerną ŚWIĘTĄ RACJĘ...

"Because the line between
wrong and right
is the width of a thread
from a spider`s web
the piano keys are black and white
but they sound like a million colours in your mind..."

(K.Melua)
Obserwuj wątek
    • wergili Re: spider`s web-a my w niej... 17.04.06, 21:13
      Witaj ruda :)

      Cóż mogę dodać do tego co napisałaś... czyż można się z tym nie zgodzić...

      Życie tym różni się od snu, że tutaj mamy możliwość wyboru, podejmowania decyzji. Nie jest tak, że nic nie jest od nas zależne. Z drugiej strony czasem możemy mieć wrażenie, że jestesmy pyłkiem na wietrze...
      Ja uważam, iż moim obowiązkiem jest wybierać - wybierać świadomie, i do czegoś dążyć (mając świadomosc, że wybór którego dokonuję, może się w przyszłości okazać nietrafiony).

      Myśle, iż granicę pomiędzy dobrem a złem, każdy ma w jakiejs mierze wytyczoną. Ale czasem może ona być rozmazana (bądź się taką wydawać). Np. gdy nasze odczucie tego co dobre, kontrastuje z tym co myślą inni..., bądź gdy mamy świadomość, iż coś jest złe, ale nie potrafimy się temu oprzeć...

      Alez trafilas z tym wątkiem... właśnie teraz... gdy ja musiałem sobie odpowiadać na pytanie o tą "świętą rację"... Trudno jest się przyznać do błędu. Trudno zawrócić z drogi, którą się szło będąc świecie przekonanym, iż to dobry kierunek... A ileż łatwiej, przyjemniej i pozyteczniej byłoby, gdyby z łatwością przychodziło przyznanie przed innymi (i przed samym sobą) iż się nie miało racji...

      Pozdrawiam serdecznie


      Gość portalu: jedna taka ruda napisał(a):

      > Życie to sen wariata ,śniony nieprzytomnie...,w którym trudno rozpoznać
      > kontury,kolory-gdzie dobro,a gdzie zło.
      > Karuzela zdarzeń,marzeń,wyobrażeń...
      > A my na tej karuzeli- zakręceni,sami w siebie zapatrzeni,sami w sobie
      > zakochani...Tak pragnący wierzyć w swą szlachetność,wyjątkowość,no i
      > rację.Zawsze w tę cholerną ŚWIĘTĄ RACJĘ...
      >
      > "Because the line between
      > wrong and right
      > is the width of a thread
      > from a spider`s web
      > the piano keys are black and white
      > but they sound like a million colours in your mind..."
      >
      > (K.Melua)
      • Gość: jedna taka ruda Re: spider`s web-a my w niej... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.06, 21:50
        Witaj Wergili:)

        Przyznam,że ostatnio myślałam o Tobie,tzn.zastanawiałam się jak tam Twoje sprawy
        (chciałoby się dodać:"za lasem:)")
        Mam nadzieję,że uśmiechasz się często...
        Czy życie różni się od snu?Nie wiem tego na pewno-nie wiem też czy wolę
        śnić,czy żyć???
        Pełno wątpliwości,w które wpadamy jak w pajęczą sieć...

        Podoba mi się sposób wyjaśniania wątpliwości przez J.Koftę,którego słowa Ci
        dedykuję:
        "....
        Małe jasne-to jest piwo
        Duże jasne -to jest słońce
        Mała czarna-to jest kawa
        Duża czarna-to jest noc
        Noc nadchodzi,słońce wschodzi
        Chyba nam go nie ubyło
        Mała miłość-to nic nie jest
        Duża miłość-to jest miłość

        Latwo się zgubić
        Wielki świat
        I tyle rzeczy na nim
        I nie jest wszystko jedno co
        Mówią do siebie zakochani
        Co jest coś warte,a
        Co kłamie
        Bez tego miłość
        Bywa krucha
        Więc proszę,naucz się na pamięć
        To takie proste
        Słuchaj:

        Małe jasne-to jest piwo...
        Duże jasne-to jest słońce
        Mała czarna-to jest kawa
        Duża czarna-to jest noc
        Noc odchodzi,słońce wschodzi
        Chyba nam go nie ubyło
        Mała miłość-to nic nie jest
        Duża miłość-to jest miłość"
        • wergili Re: spider`s web-a my w niej... 17.04.06, 22:47
          Moje sprawy... wiem na czym stoję!... i uśmiecham się często - prawie tak jak kiedyś (choć tak jak kiedyś juz nigdy nie będzie).
          To jest właśnie troche nawiazanie do snu. Patrząc na to co było kiedys mam wrażenie że moje zycie było snem. Ale może tak jest gdy się spoglada na przeszłość... może za dzień, tydzień, rok bądź dziesięć, spoglądając na dzisiejszy dzień będę myślał: "to był sen"...

          A co Ty rozumiesz przez "sen"?

          Dziękuje Ci serdecznie za dedykację :) Piękny tekst!
          • Gość: jedna taka ruda Re: spider`s web-a my w niej... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.06, 23:01
            Wergili ,sen to coś co daje nam złudzenie rzeczywistości,złudzenie ,że mamy na
            to wpływ,a tak naprawdę to projekcja filmu,który już ma wcześniej napisany
            scenariusz...Życie też łudzi nas,że to my jesteśmy autorami scenariusza i
            reżyserujemy je sobie wg.własnego pomysłu.
            Jak jest naprawdę?
            Nawet bardzo silne osobowości nie mają na to wpływu w 100%-zawsze coś zdecyduje
            za nas-przypadek???głupi błąd???pech???szczęście???spóźniony pociąg???czyjś
            uśmiech???zawahanie na rozdrożu???
            Patrząc na to co było kiedyś ważne,widzę jak czas ograbia nas z emocji i nie
            mogę czasem wyjść z podziwu ,pytając siebie:"czy to naprawdę byłam
            ja?".Zwłaszcza,wracając do historii miłosnej w moim życiu,ciągle kręcę z
            niedowierzaniem głową i pytam,czy to nie śniło mi się przypadkiem...
            • wergili Re: spider`s web-a my w niej... 17.04.06, 23:23
              Jasne że na sprawy najważniejsze nikt nie ma wpływu w 100%.
              I że wiele zależy od przypadku, od kogoś, od jednej decyzji. Mógłbym wskazać szereg takich momentów, które sprawiły iż jestem tu gdzie jestem, a nie gdzie indziej. Które w ograniczonym stopniu ode mnie zależały. To zależy też co masz na myśli - czy np. kwestię uczuć, kwestię relacji z innymi; czy tez np. własne życie zawodowe...

              Każdy juz jakiś się rodzi (nie jest tabula rasą). Mamy mniej lub bardziej wygórowane oczekiwania, pragnienia. Róznimy się stopniem "dostosowywalności" do otoczenia które zastajamy. Nie wiem czy bardziej już jest określone z góry, czy też zależne od nas, czy chcemy i potrafimy w jakimś stopniu płynąć w tym kierunku w którym płynie rzeka (nie chodzi mi o konformizm, o wykorzystywanie wszystkiego aby osiągnąć cel!), czy też mamy naturę że zawsze chcemy płynąć pod prąd, że jest tylko jedna nasza słuszna droga i jeśli nie ma możliwosci nią podążać, to będziemy odludkami. Chodzi mi tu o coś jak zdolność do adaptacji do otoczenia - ale podkreślam - nie mam na myśli konformizmu.

              Czy uważasz że naprawdę nie masz wpływu na scenariusz własnego życia? Co to oznacza tak naprawdę że to jest złudzenie? I co masz na myśli w tej historii miłosnej - że coś wydawało się jakimś, i w pewnym momencie przestało takim być?
              • Gość: jedna taka ruda Re: spider`s web-a my w niej... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.06, 18:35
                Drogi Wergili:)jakież by życie było nudne,gdybśmy nie snuli w nim planów:)Samo
                planowanie może być niezłą zabawą,a nawet przyjemnością(plany=marzenia),ale
                wiesz,że plan,to coś co w rzeczywistości wygląda zupełnie inaczej:)

                No i dobrze,że tak jest,ponieważ tak tylko nam się zdaje,że (jw.)mamy tę
                rację,którą zwiemy świętą,a ona taka święta nie jest...
                Czasem nam się wydaje,że wiemy co byłoby dla nas najlepsze,co by nas
                uszczęśliwiło,a często może być to fatalne w skutkach,gdy marzenia się
                spełnią...Powiadają mądrale:"uważaj o czym marzysz..."

                Czasem los się do nas uśmiechnie i wybierze za
                nas...trafniej,mądrzej,przezorniej...Oczywiście,jeśli nas lubi:)
                Konformizm?Niedobrze jest się do niego przyznawać,ale jeszcze gorzej kompletnie
                nie stosować;)

                Moja historia miłosna???:)Jedna...i wystarczy.Wszystko wydawało się inne i
                wszystko przestało takim być jak mogło się wydawać.I wierz mi,że i Ty po jakimś
                czasie inaczej spojrzysz na wiele spraw,chociaż dziś w to nie chcesz
                wierzyć...Nie mów,że nigdy już nie będzie tak jak było.Może nie tak,ponieważ
                będzie jeszcze piękniej:)
                • wergili Re: spider`s web-a my w niej... 19.04.06, 00:26
                  :)
                  Wiem, że plan i wykonanie planu to dwie historie, choć podobno niektórzy co zaplanują to tak mają (mówię to na podstawie jednostkowego przypadku osoby której nie znam osobiście - koleżanki mojej mamy;)

                  Hmmmm... coś w tym jest co piszesz o spełnianiu się marzeń... ja mam właśnie chwile takiej... reflekcji... czy zawahania, gdy skaładam komuś życzenia i chcę mu powiedzieć spełnia najskrytszych marzeń. Czyż marzenia nie są trochę po to by były marzeniami. Ale niektóre marzenia musza się spełnić byśmy byli szczęsliwi. Inaczej zostajemy szczęsliwi tylko w snach, i w chwili gdy oddajemy się marzeniom. Lepiej sprawdzić, jeśli jest taka możliwość czy się miało rację, niż żałować, nie wiedząc, co by było gdyby...

                  Czasem trudno też oddzielić co jest dziełem losu, a co naszym:)

                  Pisząc, iż nigdy nie będzie juz tak jak było, nie miałem na myśli iż nie będzie pięknie(j). Wlasnie doswiadczenie pozwala inaczej spojrzec na pewne sprawy, dostrzec błędy, możliwość ich poprawy, i wierzę, że może byc piękniej. A czy będzie - czas pokaże.
                  I Tobie życzę optymizmu Ruda :)
                  Pozdrawiam Cię serdecznie:)
                  • Gość: jedna taka ruda... Plany a rzeczywistość... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.06, 09:09
                    Witaj Wergili:)
                    Wprawdzie nie dostrzegam Twojego imienia na forum,ale może się pojawisz w
                    wolnej chwili?

                    Ostatnio mówiliśmy o planach i widzisz jak to jest?Miał być piękny majowy
                    weekend,miałam taaakie plany,a tu pogoda wszystkie zniweczyła:(Ale wierzę-
                    podobnie jak Ty-że będzie jeszcze pięknie(j).
                    Za to Wrocław w wiosennej szacie jest naprawdę piękny.I tu się chyba ze mną
                    zgodzisz?(Wiem to z innych wątków ,że to miasto jest Ci bliskie)


                    Pozdrawiam serdecznie jak zwykle:)
                    • wergili Re: Plany a rzeczywistość... 30.04.06, 17:21
                      Witaj Ruda :-)
                      Faktycznie ostatnimi dniami zaglądałem tu na kilka sekund zaledwie, ale dziś jestem, i oto co widzę... Ciebie;)))
                      (pisuję pod dwoma nickami;) ...miałem zrezygnować z drugiego (tj.rycerz.krola.artura;) i wrócić do tego nicka który znasz- pierwszego, ale jakoś fajnie mi się dmowa posługuje ;)

                      Co do planów to ja je mam ale dopiero na 5-10 maja, i mam nadzieję że wszystko pójdzie zgodnie z nimi. Przykro mi, że Twoje się nie zrealizowały... Cieszę się jednak że mimo wszystko też wierzysz, iż będzie jeszcze piękniej:)

                      Tak, zgadzam się, że Wrocław jest wiosną piękny:))) Ale ciekawi mnie skąd to wiesz? ;)

                      Pozdrawiam Cię Ruda serdecznie:)
                      • Gość: jedna taka ruda Też bywam we "Lwowie" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.06, 18:44
                        To,że Wrocław jest piękny wiem ,bo czasem w nim bywam:)Wiosennej obserwacji
                        miasta dokonałam niedawno,więc powtarzam z przekonaniem,że z
                        seledynową ,wczesną zielenią Wrocław jest szczególnie ładny:)

                        Co do moich planów niespełnionych,to nie przejmuję się zbytnio,ponieważ tak się
                        składa,że deszcz też lubię ,zwłaszcza,gdy puka romantycznie w moje okno:)))
                        Kiedy spływa po szybie ,łączy się kropla z kroplą...
                        Poza tym nie mam co narzekać,gdyż ostatnio wiedzie mi się wspaniale:)Mam dobrą
                        passę i poważnie zastanawiam się czy nie powinnam jej wykorzystać,wypełniając
                        kuponu toto-lotka:)???

                        Twój nick-Rycerz Króla Artura bardzo mi się podoba.Życzę Ci również aby Twoje
                        majowe plany spełniły się w 100%-tylko nie dziękuj,aby nie zapeszyć:)
                        • wergili "Lwów" :-) 30.04.06, 20:53
                          Nie zwróciłem w pierwszej chwili uwagi na cudzysłów, i się zdziwiłem skąd Ty wiesz, że ja jeździłem do Lwowa... :))) No ale wszystko już rozumiem;)

                          Cieszę się, że Ci się Wrocław podoba. Wygląda na to, że nie tylko na gwiazdy patrzymy czasem razem w jednym kierunku... ;) i mi też każda aura odpowiada:)

                          Bardzo mnie ucieszyła wiadomość, że wiedzie Ci się wspaniale:))) Życzę Ci aby dobra passa trwała jak najdłuzej:)))

                          A co do moich planów... bilety już kupione, noclegi zarezerwowane .. :) więc już tylko czekam:)
                          • Gość: jedna taka ruda I ja wyruszę kiedyś w drogę:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.06, 21:52
                            Bilet...Jakie to magiczne słowo:),a co dopiero mieć bilet...Jak ja lubię mieć
                            bilety w różne świata strony:)
                            Ale jeszcze nie teraz,jeszcze trochę trzeba poczekać lecz już wkrótce i ja
                            pojadę znowu w świat.
                            Oj,chciałabym powiedzieć ,że Ci zazdroszczę,ale to byłoby nieładnie:),więc cóż
                            mi pozostaje ,pomacham Ci na pożegnanie białą chusteczką:).

                            Twoje słowa wzbudziły we mnie tęsknotę włóczęgi,którym niewątpliwie jestem:
                            ((,póki co popatrzę sobie na mapę:):(

                            Życzę miłych i niezapomnianych wrażeń.
                            Ruda (która nie jest wcale ruda):))))
                            • wergili Re: I ja wyruszę kiedyś w drogę:) 01.05.06, 01:03
                              masz naturę włóczęgi... a możesz napisać coś więcej o tym? ...bo ja też mógłbym o sobie tak powiedzieć, choć z drugiej strony... łącze w sobie przeciwną naturę (a może to po prostu już chęć zbudowania sobie domku;) a właściwie to wciąż się uczę siebie, poznaje siebie. Możesz zazdrościć - akurat tą chęć (pasję) podróżowania, poznawania rozumiem:) Ja sobie powiedziałem, że nie ma na co czekać... tyle pięknych miejsc jest chociażby w Europie których jeszcze nie widziałem - uwielbiam np. Rzym... a teraz zobaczę drugie wielkie miasto Europy i wiem że w nim też się zauroczę:) Historyczne miejsca, monumentalne budowle - to coś co jest moją pasją:)))

                              Dziękuję Ci za wszystko:)
                              (To ciekawa historia, że Ty - Ruda, wcale nie jesteś ruda;)))
                              • Gość: jedna taka ruda Re: I ja wyruszę kiedyś w drogę:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.06, 00:06
                                Włóczęgą jestem,bo ciągnie mnie tam ,gdzie nie byłam.I nie zawsze chodzi o
                                budowle(o nie też,ale nie przede wszystkim), lubię po prostu b.y.ć -oddychać
                                innym powietrzem,przyglądać się innym ludziom,obserwować ich
                                zwyczaje,życie...Przede wszystkim to jednak ludzie mnie najbardziej
                                fascynują,no i przyroda...Miasta-owszem,ale te z duszą...
                                Szczególnie stare miasta ,takie jak Rzym(wspomniany przez Ciebie)wzbudzają we
                                mnie bałwochwalczy podziw.Uwielbiam historię,a one są dla mmnie namacalnym
                                świadkiem wielkości historii i kruchości ludzkiego życia,szybkiego
                                przemijania...

                                Co do koloru moich włosów,to rzeczywiście nie są ani trochę rude:),ale akurat
                                rudzielcy mi się podobają:)

                                • wergili Ta podróż życie się nazywa:) 13.05.06, 13:27
                                  Witaj Ruda:)

                                  Wróciłem z miasta z historią - Paryża. Niesamowite miasto, budowle, ale właśnie
                                  wydaje mi się że brak mu trochę duszy... takiej jaką ma Rzym. Teraz to
                                  dostrzegam. Zakochałem się w Rzymie odkąd go zobaczyłem pierwszy raz. Myślałem
                                  że to przez te wszystkie monumentalne stare budowle. Jednak Paryż ma ich
                                  więcej... więc to nie to, a ta "dusza Rzymu" tak mnie pociąga.
                                  Wrocław ma też duszę;)))

                                  Też lubię BYĆ. Ale niekoniecznie w innym miejscu... lubię wracać do miejsc,
                                  które darzę sentymentem, uwielbiam być na świeżym powietrzu, gdzie nie ma
                                  zgiełku ulicznego, samochodów, hałasu. A w mieście... lubie patrzeć na ludzi
                                  idących ulicą, na zwyczajne codzienne czynności przez nich wykonywane... po
                                  prostu siedzieć i przyglądać się... Mieć świadomość że to wszystko się
                                  powolutko układa w jedną całość, że jestem tylko niewidocznym punkcikiem na
                                  mapie światam, ale JESTEM:)

                                  Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie:)
    • exman Re: spider`s web-a my w niej... 13.05.06, 13:40
      Napiszę Wam, tak...ślicznie piszecie, aż chce się czekać na kolejny odcinek.
      • Gość: jedna taka ruda Le ciel bleu sur nous peut s`effondrer...-E.Piaf IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.06, 00:23
        Wergili jak miło Cię widzieć,chociaż masz na stopach kurz wędrowca,którego Ci
        zazdroszczę:)

        Więc byłeś pod niebem Paryża...Zapewne spojrzałeś w nieodgadnione oczy Mony
        Lisy i bezwiednie odwzajemniłeś jej zagadkowy uśmiech.Mimo,że oddziela ją
        szyba,czar działa...
        Usłyszałeś swoje kroki na posadzce Katedry Notre Dame ,a ich echo zaprowadziło
        Cię w przeszłość???Czy nie przeraziły liczne chimery?

        Jak pięknie być w Paryżu,gdzie przy cafe` crème w pamięci brzmią słowa
        piosenki o klęsce miłości- J.Brela:

        Ne me quitte pas
        Il faut oublier
        Tout peut s`oublier
        Qui s`enfuit deja
        Oublier le temps
        Des malentendus
        Et le temps perdu
        A savoir comment
        Oublier ces heures
        Qui tuaient parfois
        A coupde pourquoi
        Le coeur du bonheur
        Ne me quitte pas
        Ne me quitte pas...
        lub
        Nie opuszczaj mnie
        Nie opuszczaj mnie(jak równie pięknie i pruszająco śpiewa M.Bajor...)

        Paryż to miasto miłości,więc trzeba tam o niej myśleć...Albo zakochać się:)?

        Twoje słowa świadczą,że wróciłeś pełen wrażeń,ale nie zkochałeś się w
        Paryżu.Może to za mało czasu?Na każdą miłość trzeba czasu,nawet tę do miast:)

        Pozdrawiam Cię jak zwykle serdecznie,a nawet niezwykle:)
        • wergili ...Dieu réunit ceux qui s'aiment-E.P 15.05.06, 23:45
          Witaj Ruda:)

          Niebo nad Paryżem było dla mnie łaskawe - co prawda pochmurne, lecz płakało tylko gdy ja odpoczywałem by nabrać sił na kolejny dzień... dzień w którym miałem na nowo odkryć to co miliony par oczu odkryło przede mną w tym mieście...
          Spojrzałem w oczy Mony Lisy...
          Usłyszałem swe kroki na posadzce Katedry Notre Dame...

          tak... to faktycznie te same słowa... nie wiedziałem, że J.Brel jest ich autorem... znam tylko wykonanie Bajora... znam bardzo dobrze;)

          Tak, jadąc tam... sam - wiedziałem że jadę do miasta miłości. Może to przez to że czuję że mi czegoś brakowało w tym mieście... a raczej kogoś...
          A może jest tak jak mówisz - za mało miałem czasu (dwa dni) by się w nim zakochać - w Rzymie zakochiwałem się kilkanaście tygodni:)

          Pozdrawiam Cię baaaardzo serdecznie:)
          • Gość: jedna taka ruda Prawdziwe poznanie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.06, 00:10
            Wergili...

            Witaj Wergili:)

            Kilkanaście tygodni w Rzymie?To cudowne,to godne pozazdroszczenia.Właśnie o to
            chodzi,by z miastem się zżyć,a nie przebiegać z zadyszką od zabytku do zabytku
            z wywieszonym językiem ,goniąc uciekającego przewodnika:)
            Musi być ta chwila samotności-tylko dusza miasta i moja dusza...
            Teraz jednak mam zupełnie inne marzenie.Wiesz,najbardziej chciałabym znaleźć
            się na Sycylii.Powolutku,bez pośpiechu,na osiołku Kłapouchu,jechać piaszczystą
            drogą pod błękitnym niebem...
            Tak sobie jechać-nie spieszyć się,nie myśleć o sukcesach,porażkach,o miłości-o
            jej braku czy nadmiarze...
            Przed światem można uciec,ale czy można uciec przed sobą?Może...

            Pozdrawiam Cię błękitnie jak niebo Sycylii:)
            Ruda
            • wergili Przed sobą uciec się nie da 24.05.06, 14:27
              Witaj Ruda:)

              Tak, aby poznać miasto potrzebny jest czas. Ja nie lubię zwiedzać z uciekającym
              przewodnikem - wolę sam sobie wybierać, co i kiedy zobaczę:)

              Chciałabyś znaleźć się na Sycylii... ja nie... Sycylia kojarzy mi się z Etną,
              Etna z kawałkiem lawy z niej pochodzącym, który mam, a ten kawałek... kojarzy
              mi się z osobą, od której go dostałem...

              Ja nie wiem gdzie chciałbym się znaleźć teraz. Chciałbym po prostu iść... aby
              nikt mnie nie powstrzymywał i nie zatrzymywał, iść pod górę albo z górki, polną
              ścieżką, pośród szumiących drzew... godzinami...

              Myśle, że przed sobą nie można uciec... po prostu nie da się...

              Serdecznie Cię pozdrawiam:)

              PS Zycze Ci tej Sycylii, osiołka, piaszczystej drogi i błękitnego nieba, i tego
              uczucia, że jest pięknie, że nie brakuje niczego:)
              • Gość: jedna taka ruda Niech będzie pochwalony czas ,który mija... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.06, 22:38
                Wergili

                Witaj i wybacz,że moje marzenie związane z Sycylią przywołało
                wspomnienie...Wiedzieć nie mogłam,a przecież nie chciałam...Za każdym
                razem ,kiedy piszę,mam nadzieję,że u Ciebie zaczyna sie "nowy czas" i teraz też
                mam nadzieję,że zaczynasz żyć...Cóż Ci powiem?Powiem Ci tak:daj prześnić się
                snom,pozwól wypłakać się łzom i rozmów z myślami do końca...
                Nie balsamuj bólu,nie idealizuj marzeń niespełnionych,aby nie zamknęły Ci
                świata.Wpatrując się w przeszłość,możesz nie zauważyć tego co ważne w
                teraźniejszości,a tym samym gotujesz sobie pustkę w przyszłości...
                Wiem jak powtarza sie słowa:"Nie opuszczaj mnie..."i wiem,że "jest taka granica
                cierpienia,za którą się uśmiech zaczyna..."
                Życzę Ci tego uśmiechu,wiosennego zauroczenia i jak zwykle wszystkiego co
                najlepsze...
                Pozdrawiam.Ruda:)
                • wergili ...i który przyjdzie:) 27.05.06, 12:09
                  Droga Ruda:)

                  Ależ nic się nie stało:) Wiem, że gdybyś wiedziała, to nie napisałabyś:) Ale ja nie mam nic przeciwko temu, abyś pisała o swoich marzeniach:) Samo to że o nich piszesz i jak o tym piszesz, sprawia że się uśmiecham:) ...a wspomnienia - mogą przyjść w każdej chwili (przed sobą samym nie da się uciec:)

                  Już nie balsamuję bólu:) Dźwięk słów "Nie opuszczaj mnie..." już nie brzmi w moim sercu. Myśle, że "nowy czas" się już zaczął. Ale przez to wszystko zyskałem coś niesamowitego, coś czego nie da się opisać słowami. Zresztą immanentną cechą tego o czym mówię, jest niechęć do uzewnętrzniania tego...

                  Cieszę się znowu życiem:) Cieszę wiosną:) ... a pamiętam jak pisałem, że ona pierwszy raz nie sprawia mi przyjemności...:) Wierzę niezachwianie w ludzi, wierzę w przyszłość, ale co chyba najważniejsze - wierzę jak nigdy w miłość:)

                  Dziękuję Ci Ruda bardzo, bardzo za Twoją sympatię:)
                  Wiesz, że ja Tobie też życzę wszystkiego co najlepsze:)
                  Pozdrawiam Cię z uśmiechem na buzi:)))
                  Darek
                  • Gość: jedna taka ruda.. "Czas płynie i zbija rany..." IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.06, 18:38
                    Darku:)
                    Nie przypuszczasz jak ucieszył mnie Twój wpis:)Nareszcie prawdziwy optymizm i
                    wiara,która jest optymizmu nieodłączną towarzyszką.
                    Bez wątpienia to moja sympatia wobec Ciebie, każe mi się cieszyć,że w Twoim
                    życiu znów "ruszyły noce i dni...":)))
                    Cieszę się,że zmieniłeś również pogląd na urodę tej wiosny;)Często mówimy różne
                    rzeczy,pewni,że inaczej być nie może,a czas figlarz śmieje się z nas,że
                    jesteśmy jak dzieci i nic o życiu nie wiemy...Ciągle nam to udowadnia.

                    Ja też pamiętam jak jeszcze niedawno myślałam,że wiosenne zauroczenia chadzają
                    innymi drogami niż ja...Że moje serce zasnęło jak rycerze w Giewoncie:)Na
                    amen,na kamień,na wieczność...
                    Nie ,nie jestem zakochana,ale...tej wiosny serce zmartwychwstało,daje oznaki
                    życia:)Więcej-wyprawia takie harce,że wsłuchuję się w nie w osłupieniu...
                    Och,wiem,że to przejdzie,ale nie ukrywam,że szybciej krąży krew i każdy dzień
                    ma sens.
                    Tobie życzę prawdziwej miłości,ponieważ w nią wierzysz i jestes gotowy na jej
                    spotkanie:)
                    Pozdrawiam Cię jak zwykle z wielką sympatią i uśmiechem od ucha do ucha:)
                    Ruda
                    • rycerz.krola.artura tnie obłoki rydwan księżyca zaprzężony w smoki ;) 11.06.06, 01:19
                      Witaj Ruda :)))))

                      Ta piosenka z temtu wątku -Spider's web - bardzo ją polubiłem i słucham często:)
                      Coś jest na rzeczy z tą siecią:)

                      Ładnie napisałaś o tym czasie-figlarzu śmiejacym sie z nas i udowadniającym nam, że nic nie wiemy o życiu... No cóż ma to swoje pozytywne i negatywne strony;)
                      I miło słyszeć, że Twoje serce daje oznaki życia:))) I harcuje;))

                      Ja się cieszę i mam nadzieję, że wreszcie będzie cieło - nie tylko w dzień, ale i w nocy. Wreszcie miło było ostatniej nocy pospacerować nocą po Wrocławiu. A i po południu się wybrałem na spacerek... ech jak ja lubię to miasto:))) mimo tego całego szumu samochodów i hałasu:))

                      Niedługo wakacje... w zasadzie nie planuję nawet odpoczynku, bo też nie czuję się zmęczony pracą, ale chciałbym by mi się wszystko w miarę poukładało... ostatni rok zmienił mnie bardzo... takie mam uczucie, ale nadal wielką radość sprawia mi czyjś uśmiech, więc tym bardziej dziękuję za Twój:))) Odwzajemniam się tym samym;)))

                      I powiem Ci jeszcze, że mam fajną lekturę na wakacje - dostałem od mojej przyjaciółki tomik wierszy ks. Jana Twardowskiego - cieszę się bardzo:)))

                      Pozdrawiam Cię sympatycznie, optymistycznie i radośnie:)))
                      • wergili tnie obłoki rydwan księżyca zaprzężony w smoki ;) 11.06.06, 01:22
                        no i się zapomniałem... gdyż tego nicka-wergili używam już tylko dla Ciebie:)))
                        • Gość: jedna taka ruda Re: tnie obłoki rydwan księżyca zaprzężony w smok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.06, 01:03
                          "Tnie obłoki rydwan zaprzężony w smoki..."
                          To niezwykle przemawia do mojej wyobraźni...Dzień czerwcowy spełzł i rydwany
                          zaprzężone w smoki już gotowe do drogi.Tylko kto nimi powozi???To chyba jednak
                          sprawa niebios:)A my tu na ziemi cieszymy się iskrami,które na niebie pojawiają
                          się za sprawą owych smoków.Czy stąd bierze się ta niezwykła uroda czerwcowych
                          nocy,jak ta dzisiejsza???
                          Spacer po Wrocławiu nocą...Musiał być piękny:)Może dziś też spacerujesz?Jest
                          tak ciepło,że noc zaprasza do marzeń...
                          Ja też już zyję marzeniami o falującym z gorąca powietrzu,o palmach,o leniwych
                          chwilach,które wprawiają mnie w stan nieważkości,kiedy zapominam kim jestem,po
                          co żyję i jak mam na imię...Jeszcze tylko chwila i...właśnie zapomnę:)

                          Piszesz,że te wakacje spędzisz z poezją ks.Twardowskiego:)To cudowne
                          towarzystwo-uwielbiam Jego wiersze.Proste przemyślenia,niezwykła pogoda,wielka
                          wiara...której tak często mi brak.Ale Tobie nie-tak myślę:)Mam wrażenie,że
                          rzeczywiście zaszła w Tobie niezwykła przemiana od czasu,kiedy spotkaliśmy się
                          na forum pierwszy raz:)Wszystko zmierza ku lepszemu:)I z tego się cieszę,to
                          sprawia,że się uśmiecham:)
                          Życzę Ci abyś nie stracił nic ze swego optymizmu,byś był jakim jesteś:)
                          Na dobranoc(a może dzień dobry?) dedykuję Ci wiersz Jana
                          Twardowskiego "Nienazwane"

                          Jak się nazywa-to nienazwane
                          jak się nazywa to-co zabolało
                          ten smutek co nie łączy a rozdziela
                          ta przyjaźń lub inaczej miłość niemożliwa
                          to co biegło naprzeciw a było rozstaniem
                          to wciąż najważniejsze co przechodzi mimo
                          ta przykrość byle jaka jak chłodny skurcz w piersi
                          ta straszna pustka co graniczy z Bogiem

                          to-że jeśli nie wiesz dokąd iść
                          sama cię droga poprowadzi

                          Jak zawsze serdecznie Cię pozdrawiam:)
                          Ruda
                          • wergili czerwcową nocą... 28.06.06, 00:49
                            Witaj Ruda:)
                            No i przyszło lato i upały:) W takie upalne dni, ochotę mam głównie na lody:)
                            Noc dopiero przynosi trochę przyjemności - ta czerwcowa gwiaździsta noc:) No i może jeszcze te wspaniałe, nieprzewidywalne burze:)
                            Twoje marzenia o falującym z gorąca powietrzu się chyba spełniają:) Mi marzy się z kolei koniec upałów;) Ciekawi mnie czy byłas na Sycylii?

                            Ucieszyłem się, że lubisz poezję ks. Twardowskiego:))) Ja też zawsze lubiłem jego wiersze, ale znałem ich stosunkowo niewiele. Np. tego, który przytoczyłaś nie znałem, a jest śliczny. I wiedziałaś który wybrać:) Dziekuję!

                            Piszesz, że masz wrażenie, że zaszła we mnie jakaś przemiana. Wiem, że tak:) A co z tego wyjdzie zobaczymy:)

                            Ale mam pytanie, jak Ty się masz? Pamiętam doskonale nasze spotkanie pierwsze na forum... to co pisałaś o samotności, o wymykaniu się i patrzeniu na gwiazdy... (te gwiazdy gdzieś powracają w naszych postach). W zasadzie to ten tutaj, powyżej Twój tytułowy post był dla mnie trochę kontynuacją tamtego. I pamiętam wiersz, który przytoczyłem, o którym powiedziałaś, że jest o Tobie.
                            Tyle osób, które piszą na tym forum, jest samotnych, wszystkim im tak niewiele-wiele potrzeba do... szczęścia. A Ty jesteś na pewno, jedną z tych osób, którym tego życzę całym sercem, i której los nie jest mi objętny. Cieszę się, że mogę tu z Tobą wymieniać się myślami, i dziękuję Ci za to:)))

                            Pozdrawiam bardzo mocno:)
                            Darek
                            • Gość: jedna taka ruda Lipcowe szaleństwa:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.06, 18:57
                              Witaj Darku:)
                              Rzeczywiście przyszło lato a wraz znim sycylijskie upały w Polsce...Mogę je
                              znosić,ale pod warunkiem,że od rana do wieczora mam sjestę:)Niestety...nie w
                              Polsce.
                              Co do moich planów, to zapewne pamiętasz jak kiedyś pisałam, iż plan ,to coś co
                              w rzeczywistości wygląda zupełnie inaczej.Wybierasz się do Rzymu,lądujesz na
                              Krymie:)Ale...przecież oba przypadki są świetną podróżą.
                              Przyszła mi do głowy Sycylia i nawet jakby trochę się o nią starałam,jednak
                              ostatecznie pojutrze polecę "kawałek" dalej...Nie zobaczę Etny,ale już mi się
                              dusza śmieje na myśl innych cudów ,które przede mną:))))
                              Jestem marnym fotografem,ale obiecuję,że pilnie będę obserwować krajobraz i
                              sfotografuję go dla Ciebie,po powrocie Ci prześlę kilka"arcydzieł":)(jeśli
                              pozwolisz).
                              Oczywiście odczuwam niepokój przed wyprawą,ale jest to uczucie,za którym
                              tęsknię w szare jesienne popołudnia,więc nie ma co narzekać:)))
                              Pozdrawiam serdecznie,serdecznie,serdecznie:)
                              Ruda

                              Ps.
                              w hotelu obiecują internet:)))
                              • wergili Ależ ten czas ucieka... 14.07.06, 21:39
                                Witaj Ruda:)
                                Dziś pierwszy dzień, gdy nie ma upałów:) Jest super:) ...jak dla mnie;)
                                Dopiero był początek lipca, a tu już półmetek... tak to umyka czas w upalne dni na wypatrywaniu końca upałów;)

                                To Ty już jesteś kilka ładnych dni gdzieś - "kawałek" dalej za Sycylią:))) Ech pewnie masz tam sjestę od rana do wieczora i słodkie leniuchowanie:) A może nie masz czasu leniuchować, bo Twój wzrok przykuwają wspomniane przez Ciebie cuda:) Ale najpewniej jakoś godzisz obie te przyjemne formy spędzania czasu:) A na gwiazdy nocą zdarza Ci się spoglądać?:) Będę Ci niezmiernie wdzięczny za jakiekolwiek strzępy krajobrazów z kądkolwiek:) Mam bzika na punkcie wszystkiego co stworzyła natura, jak i rzeczy zadziwiających, które stworzył homo sapiens:)

                                Ja tym roku planów specjalnych nie mam na wakacje. Improwizuję:) Dopiero sierpień będę miał totalnie wolny, a tymczasem to mam takie dni gdy mogę sobie pozwolić na nicnierobienie, i takie gdy na to sobie nie mogę pozwolić - przykład ten weekend:)

                                Doszedłem do wniosku, że w lecie, najfajniejsze i najładniejsze są... noce:) Jest przyjemnie, widać gwiazdy, słychać koniki polne, a o świcie ptaki za oknem:) Czasem tylko pojawiają się Culicidae, i zakłócają radość cieszenia się z nocy;)))

                                Pozdrawiam baaardzo, baaaaardzo, baaaaaaaardzo serdecznie:)
                                Darek
                                • Gość: jedna taka ruda Dnie i noce-istny cud.... IP: *.Red-88-15-18.dynamicIP.rima-tde.net 17.07.06, 01:32
                                  Darku:)
                                  Tak to juz minal tydzien od kiedy plawie sie w slodkim lenistwie,od kiedy czas
                                  wyznaczaja jedynie wschody i zachody slonca,od kiedy sprawy istotne nie
                                  istnieja...
                                  Rzeczywiscie w kwestii lenistwa grzesze nieumiarkowaniem:),ale jakos nie drecza
                                  mnie z tego powodu niepotrzebne wyrzuty sumienia...Widocznie i sumienie ma
                                  wakacje:)Jedyna praca jaka tu wykonuje,to jest to praca spolecznie szkodliwa-
                                  zwlaszcza dla polawiaczy malz,bowiem ja tez je wyszukuje i...wrzucam z powrotem
                                  w glebiny...niech sobie zyja:)Poza tym ,...no coz...duzo by opowiadac np. dzis
                                  po dniu spedzonym nad brzegiem oceanu,po wieczerzy znow powrot na plaze,by
                                  tam ,przy blasku wiernych jak zawsze gwiazd, wypic czerwone wino.Potem
                                  przejazdzka szalona karuzela (uwielbiam Wesole Miasteczka),by na koniec
                                  wieczoru zatanczyc flamenco:)))I to wlasnie mialam na mysli piszac ostatnio
                                  o "lipcowych szalenstwach"...
                                  Oczywiscie czasem wybieram sie na dalsze lub blizsze wyprawy,by "posmakowac"
                                  tego swiata,ktory mnie zachwyca i zadziwia spektakularnie lub w
                                  szczegolach...Ale o tym innym razem,bo to temat rzeka.
                                  Pytasz o gwiazdy.Zawsze na nie patrze,nieodmiennie mnie zachwycaja i zawsze
                                  powierzam im moje mysli,sa jedynymi,ktore znaja kazdy moj sekret.Nigdy nie
                                  stana mi sie obojetne...
                                  A Tobie Darku zycze pieknych nocy ,zwlaszcza tych sierpniowych,kiedy spadajace
                                  gwiazdy spelniaja zyczenia.Obys zobaczyl ich w tym roku caly deszcz,a kazde
                                  zyczenie sie spelnilo:)
                                  Pozdrawiam Cie serdecznie,serdeczniej,najserdeczniej:))))
                                  Ruda
                                  • rycerz.krola.artura Błogosławieni Ci, którzy dostrzegają cuda:-) 17.07.06, 21:56
                                    oj oj oj ale fajny wakacyjny post:)))

                                    witaj Ruda:)

                                    Powiem tak: a leniuchuj ile się da:)))
                                    W tej chwili dostrzegam to co jest piękne w okresie letnio-wakacyjnym- możliwość oderwania się od codzienności, leniuchowania, odpoczynku:)
                                    Gdy sie nie ma "standardowej pracy" od piątku do niedzieli, z wyznaczonymi urlopami, to chyba się tak tego nie dostrzega, ale ja właśnie to dostrzegłem:)
                                    I się bardzo ucieszyłem gdyż już wkrótce mnie to właśnie czeka:)

                                    Ech... chwali Ci się, że darujesz życie niewinnym małżom:) A swoją droga to nawet nie wiem gdzie one spędzają swój żywot:) Wpisałem Twoją końcówke adresu w jakaś wyszukiwarkę ip, i nie zgadniesz jaki kraj się pokazał:P

                                    Ożesz Ty! Ocean, plaża, gwiazdy, czerwone wino, karuzela, flamenco:) Gdzie Ty jesteś - w niebie? ;)

                                    Ja w wolne dni mam zamiar zobaczyc w tym roku tereny nasze nadmorskie:) I opowiem Ci, jeśli pozwolisz, o swoich wrażeniach:)) I powiem Ci, że to dzięki osobie z tego forum mam plany takie właśnie na sierpień:)

                                    Bardzo Ci dziękuję za życzenia:) Zbyt dużo szczęścia by mnie spotkało gdyby się spełniło to wszystko czego mi życzysz. Jestem Tobie niezmiernie wdzięczny, życząc Ci tego samego - spełnienia wszystkich Twych życzeń - mniej lub bardziej skrywanych:)

                                    Noc już zapada za oknem - dedykuję Tobie wiersz ks. Twardowskiego z mojego tomiku "Wiersze największej nadziei"

                                    DOBRANOC
                                    Noc od dnia ważniejsza
                                    choćby się zdawało
                                    że właśnie jest inaczej
                                    kolejne złudzenie
                                    a przecież nocą można odłożyć swe ciało
                                    i sprawdzać czy Bóg jest
                                    skoro jest milczenie
                                    to modlitwa jest wtedy gdy mówiąc nie sposób
                                    noc ma uszy zamknięte i w kółko zdziwione
                                    jak dwa orzeszki klonu zrośnięte na zawsze
                                    stale przypomina
                                    nocą człowiek człowieka z miłości poczyna
                                    dzień krzykliwy zagłusza
                                    gdy czas mknie jak zając
                                    noc wciąż czarna bo jasna
                                    kochajmy. Dobranoc

                                    :)
                                    i jeszcze jeden:)

                                    PODZIĘKOWANIE
                                    Dziękuję Ci, że nie jest wszystko tylko białe albo czarne
                                    za to że są krowy łaciate
                                    bladożółta psia trawka
                                    kijanki od spodu oliwkowozielone
                                    dzięcioły pstre z czerwoną plamką pod ogonem
                                    pstrągi szaroniebieskie
                                    brunatnofioletowa wilcza jagoda
                                    złoto co się godzi z każdym kolorem i nie przyjmuje cienia
                                    policzki piegowate
                                    dzioby nie tylko krótkie albo długie
                                    przecież gile mają grube a dudki krzywe
                                    za to
                                    że niestałość spełnia swe zadanie
                                    i ci co tak kochają że bronią błędów
                                    tylko my chcemy być wciąż albo albo
                                    i jesteśmy na złość stale w kratkę

                                    a od siebie mógłbym dopisać:
                                    i za Rudą, która nie jest ruda
                                    i za tą chwilke gdy ją tu spotkałem:)

                                    Pozdrawiam Cię z wielkim uśmiechem na buzi:)))))))
                                    Darek
                                    • Gość: jedna taka ruda Re: Błogosławieni Ci, którzy dostrzegają cuda:-) IP: *.Red-88-15-18.dynamicIP.rima-tde.net 17.07.06, 22:26
                                      Darku:)
                                      Jak milo jest przeczytac Twoje slowa zawsze cieple,zawsze sprawiajace
                                      przyjemnosc...Dziekuje za post i za dwa piekne wiersze,ktore w nim zawarles...
                                      Nie wiem jaki kraj Ci wyszedl w wyszukiwarce,ale zeby bylo to prostsze, to
                                      powiem Ci,ze jestem na wybrzezu Costa de la Luz,czyli hiszpanskim wybrzezu
                                      swiatla...Jest to tak blisko Portugalii,ze w zasadzie nie ma znaczenia gdzie
                                      ostatecznie jestem,poniewaz ,kiedy tylko przyjdzie mi na to ochota ,moge jechac
                                      do Portugalii wlasnie:)
                                      W srode pilam kawe w barze L.Figo i chociaz nie jestem jakas szczegolna fanka
                                      pilki noznej,to nie ukrywam,ze byla to dla mnie atrakcja:)))
                                      Poza tym jest po prostu pieknie.Obawialam sie ,ze wody oceanu moga byc zbyt
                                      chlodne,ale na szczescie obawy nie potwierdzily sie,woda jest wspaniala.Tak
                                      wspaniala,ze musze dbac o to aby malze mogly sobie w niej mieszkac,bo chyba tam
                                      im jest lepiej ,niz na talerzach:))))
                                      Dzis tytan Okeanos sprawil nam mila niespodzianke w postaci niemalych fal,wiec
                                      szalenstwo bylo nie lada:)))
                                      W czwartek wybieram sie do Sewilli.Obiecuje ,ze napisze jak bylo:)o ile
                                      przezyje te straszne upaly ,jakie wlasnie nawiedzily Hiszpanie...
                                      Teraz pozdrawiam Cie jak zwykle najserdeczniej jak potrafie i to na pewno wiesz
                                      jak serdecznie sie przy tym do Ciebie usmiecham:)))
                                      Ruda
                                      • wergili widzę, że Okeanosa żarty się trzymają:) 17.07.06, 23:08
                                        :)))
                                        Wyszukiwarka mi pokazała: USA, hehehe, ale ponieważ napisałaś tu kilka postów już z wakacji, to trochę mi nie pasował czas ich napisania z czasem w Stanach;)))

                                        Spojrzałem na mape. Nie dziwię się, że masz tam straszne upały- to już dosyć daleko na południe - mniej więcej ten sam równoleżnik co Sycylia;)

                                        A dobra była kawa w barze L.Figo?:) Mrożona? Ja w ubiegłym tygodniu we Wrocq kupiłem przepyszną kawę mrożoną - do tej pory nie mogę o niej zapomnieć;)

                                        Odpozdrawiam równie serdecznie- najserdeczniej, nie przestając się uśmiechać:)))
                                        Darek
                                        • kamea5 Re: widzę, że Okeanosa żarty się trzymają:) 17.07.06, 23:13
                                          wakacje to czas szalenstwa;)
                                          Darku,proponuje lot do Lizbony,dalej wynajety samochodzik i wycieczka do
                                          Algavre,moze Ruda da sie zaprosic ma mrozona kawe;D
                                          • wergili Re: widzę, że Okeanosa żarty się trzymają:) 17.07.06, 23:25
                                            Przeceniasz moje możliwości Kamea:)))
                                            nawet nie mam prawa jazdy;)))
                                            a jazda bez niego, to by było istne szaleństwo:PPP

                                            kamea5 napisała:

                                            > wakacje to czas szalenstwa;)
                                            > Darku,proponuje lot do Lizbony,dalej wynajety samochodzik i wycieczka do
                                            > Algavre,moze Ruda da sie zaprosic ma mrozona kawe;D
                                            • kamea5 Re: widzę, że Okeanosa żarty się trzymają:) 18.07.06, 23:35
                                              zawsze,mozesz samochod z kierowca wynajac;D
                                        • Gość: jedna taka ruda W barze u Figo... IP: *.Red-88-15-18.dynamicIP.rima-tde.net 18.07.06, 22:44
                                          Moze rzeczywiscie zaczniemy od kawy...Nie byla mrozona lecz calkiem
                                          zwyczajna,ale naprawde pyszna.Portugalczycy pija kawe mocniejsza od
                                          Hiszpanow,ale jak widac nie az tak mocna,by miala byc ostatnia:)))
                                          Co do propozycji Kamei,to rzeczywiscie ma racje- Algrave jest warte zobaczenia
                                          (Wybrzeze Portugalii),ktore swa nazwe zawdziecza Arabom,a oznacza Ziemie
                                          Zachodu.Mysle jednak,ze zdecydowanie lepszym pomyslem jest wyladowanie w Faro i
                                          wlasnie juz jestes w Algarve.Pieknej okolicy,gdzie maja swoje domy gwiazdy
                                          takie jak np.Madonna:P
                                          Pieknym miejscem jest Albufeira,do ktorej tez zdazylam dotrzec:)

                                          Bardzo rozsmieszyla mnie Twoja wyszukiwarka-figlarka:)))Czy ona ma pojecie co
                                          zmysla?:)
                                          Co do czasu,to wyobraz sobie,ze jest tu taki jak w Polsce,chociaz wlasciwie
                                          slonce zachodzi 2 godz. pozniej!Dopiero w Portugalii(tzn.za miedza)jest juz
                                          inna strefa czasowa.Ale tak jak napisalam wczesniej,kto by sie tym czasem w
                                          ogole przejmowal???:)))Slonce wschodzi,to wypada wstac,robi sie
                                          ciemno,bardzo,bardzo ciemno, no to mozna isc spac,poniewaz to wlasnie sa
                                          wakacje...
                                          Mam nadzieje,ze Twoje nad naszym morzem tez uplyna w blogiej beztrosce,ze
                                          pogoda dopisze,a te gwiazdy od spelniania zyczen beda spadaly tylko dla Ciebie:)
                                          Pozdrawiam od siebie i mojej rudej(tym razem naprawde rudej)kolezanki,ktora
                                          zaglada mi przez ramie i juz Cie zdazyla polubic:)
                                          Usmiechy najcieplejsze :)))
                                          Ruda
                                          • wergili lody czekoladowe :))) 24.07.06, 00:53
                                            Droga Ruda:)

                                            Miło, że jesteś tam (jeśli jeszcze jesteście tam;) z koleżanką. Pozdrawiam koleżankę serdecznie, zapewniając, iż też już ją zdążyłem polubić:) Nawiasem mówiąc, rudy mi się nigdy fajnie nie kojarzył; moze za sprawą rudej dziewczyny z podstawówki, która nie była za miła. Teraz jednakze kojarzy mi się zgoła inaczej;)))

                                            Może kiedyś udam się w tamte rejony świata o których piszesz, ale raczej nie chciałbym w takie upały:) Mi wystarczy to co mam na codzień tutaj. Dzień służy czekaniu na noc:), popijaniu wszystkiego co chłodne, i delektowaniu się lodami.

                                            Co do kawki, to ja się bez niej spokojnie obchodzę, nie jestem jej koneserem. Ale mrożona kawka w takie upały to coś pięknego. A i popijanie kawki w miłym towrzystwie jest jak najbardziej przyjemną formą spędzania czasu:)

                                            Jak to fajnie jest, gdy nie trzeba przejmować się czasem, gdy kalendarz dnia wyznacza położenie słońca na niebie:))) Ja spędziłem teraz 2 dni w Trójmieście i właśnie zasmakowałem odrobinkę tej przyjemności:) A przy okazji zobaczyłem, że jest miasto, do którego muszę wrócić, by je bliżej poznać: Gdańsk:)))
                                            Niestety już wróciłem, i trzeba się znowu przyzwyczaić do normalności, tęskniąc za miłymi chwilami;)

                                            Duuuuuży uśmiech ślę:))) Pozdrawiam umiarkowanie ciepło, cobyś się nie przegrzała:D (ale NA PEWNO nie ozięble;)
                                            Darek

                                            aha! Nie chcę by gwiazdy od spełniania życzeń spadały tylko dla mnie:) Niech spadają też dla Ciebie, i dla wszystkich którzy życzenia pozytywne mają:)
                                            • Gość: jedna taka ruda Piękne jest to co się kocha... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.06, 20:35
                                              Darku:)

                                              Dwa tygodnie w ciepłym, rozedrganym powietrzu minęły jak sen.Sen co się śni,a
                                              śniący się uśmiecha i nie chce się zbyt szybko obudzić...
                                              Powiem Ci jednak,że -mimo iż świat nieodmiennie mnie ciekawi-to zawsze myślę,że
                                              nie chciałabym mieszkać nigdzie indziej ,jak tylko tu:)I cyprysy i palmy
                                              zachwycają mnie i cieszą moje oczy,ale zawsze z rozrzewnieniem spoglądam na tę
                                              smutną,skromną wierzbinę,bo...kocham to co polskie.
                                              Napisałeś ,że zachwycił Cię Gdańsk.Myślę,że to naturalne,ponieważ chyba
                                              istnieje podobieństwo w dostojności i urodzie między Gdańskiem i Wrocławiem.

                                              Wspominałam Ci,że wybieram się do Sevilli,o której mówi się,że jest
                                              najpiękniejszym miastem Hiszpanii...Nie wiem czy to prawda,ponieważ nie byłam
                                              przecież we wszystkich,ale prawdą jest,że łatwo się nią zachwycić.Mimo
                                              piekielnego upału jaki tam panował ,jestem szczęśliwa,że mogłam zobaczyć ten
                                              cud,który jest dziełem wieków,wielu kultur,zmienności dziejów...
                                              Patrząc na to miasto i szaleństwa wyobraźni architektów hiszpańskich ,doszłam
                                              do wniosku,że potrafią być nieobliczalni:).Przypomniałam sobie jakie wrażenie
                                              niegdyś w Barcelonie wywarły na mnie budowle Gaudiego.Pomyślałam,że jego
                                              fantazja była nieokiełznana,nie liczyła się z resztą świata,z pojęciem o
                                              budowaniu żadnego innego architekta przed Gaudim.Sevilla tylko utrwaliła moje
                                              przekonanie,że Hiszpanie są genialnymi szaleńcami,kiedy budują:)

                                              Oczywiście nie mogę powiedzieć,że poznałam miasto,ale jednak coś widziałam w
                                              ciągu tego jednego dnia i to mnie cieszy:)))Może kiedyś tam wrócę?...

                                              Teraz,podobnie jak Ty,przyzwyczajam się do normalności,co nie oznacza,że nie
                                              spoglądam na mapę pożądliwym wzrokiem i nie kombinuję"gdzie by tu jeszcze";)

                                              W odpowiedzi na Twoje pozdrowienia(lekko schłodzone;)) odpozdrawiam Ciebie i
                                              przy okazji Osobę z forum ,dzięki której w sierpniu będziesz liczył gwiazdy
                                              odbite w Bałtyku:))),oby były ich całe gromady...

                                              Pozdrowienia dla rudej Koleżanki przekazane i odpozdrawiam również od Niej:)))
                                              W tygodniu prześlę kilka widoczków.

                                              Ode mnie pozdrowienia jak zwykle serdeczne(z powodu upałów lekko schłodzone z
                                              dodatkiem oliwki:))
                                              Ruda
                                              • wergili Piękne jest też to, co się "rodzi do życia" 25.07.06, 00:30
                                                witaj Ruda:-)

                                                Jedno w takim razie nas łączy na pewno: ja też nie chciałbym mieszkać nigdzie indziej poza Polską. Fajnie jest wyjechać zagranicę, zwiedzać, ba! nawet pracować za większe pieniążki – ale na krótką metę. Zawsze się cieszę wracając DO DOMU. W dzisiejszych czasach to chyba śmiesznie brzmi, gdy mówisz, że kochasz to, co polskie. Ale ja też tak mam. Też kocham to, co polskie, i jestem dumny z tego, że jestem Polakiem. Ale powiem Ci, że też cieszę się z tego, że jestem obywatelem UE (bo jest coś takiego jak obywatelstwo UE;). I nic nie jest w stanie tego zmienić, ani wyjeżdżający i zachwycający się życiem na Zachodzie moi znajomi, ani – przysparzający większego dyskomfortu psychicznego – głupi politycy, których muszę oglądam codziennie w tv.
                                                No ale to trochę inne klimaty niż chociażby Twój 'dwutygodniowy sen';)

                                                Gdańsk mnie zauroczył, lecz jest dla mnie inny niż Wrocek. Wrocław nie jest dla mnie właśnie takim dostojnym miastem – jak to określiłaś. Jest taki... fajny, nowoczesny, ładny, zielony, bliski. A Gdańsk ujął mnie swoją urodą, historią, którą w nim się oddycha, kamieniczkami. Uwielbiam taką właśnie atmosferę wąskich uliczek – starych kamieniczek – we Wrocławiu jest ich mniej. Np. we Włoszech to jest coś pięknego; ooo! i w Paryżu też coś takiego spotkałem. Wąskie uliczki ze sklepikami i restauracyjkami:)))
                                                Ileż to jeszcze miast jest do zobaczenia:) Np. Sewilla i Barcelona :D

                                                Przeczytałem wątek Twój z Grey’em. Po pierwsze, zwrócił moją uwagę Twój wakacyjny optymizm:)
                                                Po drugie, to, że sprzeciwiłaś się szufladkowaniu:) Obie te skłonności popieram:) Ale mam pytanie do Ciebie: kiedyś pisałaś o własnych projektach, że oddajesz się im. Czy masz w zanadrzu coś takiego? Pytam z czystej ciekawości, bo jest coś niesamowitego w... tworzeniu:) W dawaniu czemuś (już nie mówię o kimś, hehehe:) "życia":)

                                                A Osoba z forum..:) Nie miałem planów na spędzenie wakacyjnych dni, o Ona właśnie podsunęła mi fajny sposób spędzenia kilku dni na terenach, na których nigdy nie byłem, i zobaczenia wielu ciekawych miejsc:) Pozdrowienia przekażę:)

                                                Dziękuję za pozdrowienia z oliwką - są tak przyjemnie, jak przyjemny jest chłód lekkiej letniej bryzy:)))
                                                Odpozdrawiam najserdeczniej jak się da:)))
                                                Darek

                                                PS
                                                Pamiętasz wiersz Artura O'Shaughnessy?
                                                Oto inny jego wiersz z dedykacją dla Ciebie:)

                                                "To z nas rodzi się muzyka,
                                                Nam marzą się marzenia,
                                                W samotnej fali, która w dal umyka,
                                                W odległej ciszy wartkiego strumienia.
                                                Straceńcy świata i świata zbawiciele,
                                                Na których księżyc blady rzuca cień,
                                                Lecz my napędem, lecz my ruszeniem
                                                Świata, tak będzie po ostatni dzień.
                                                Piękną pieśnią nieśmiertelną
                                                Budujemy wielkość miast.
                                                A baśniową przypowieścią
                                                Mocarstwom damy chwały kształt.
                                                Jeden człowiek z marzeniami,
                                                Pójdzie naprzód, by koronę brać.
                                                Trzech, pieśni nowy dając takt,
                                                Imperium może zwalić gmach.
                                                W wiekach czasu pogrążeni,
                                                W pogrzebanej minioności ziemi,
                                                Szeptem zbudowaliśmy Niniwę,
                                                Wieżę Babel-radości okrzykiem.
                                                I zburzyliśmy je proroctwami
                                                O dawności świata, który nowy.
                                                Każdy wiek swój martwy sen posiada,
                                                Każdy wiek ma sen, co jeszcze się
                                                narodzi."
                                                • Gość: jedna taka ruda Dwa światy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.06, 19:29
                                                  Drogi Darku:)

                                                  Dziękuję za przemiły post,za wiersz i- jak zwykle- za serdeczne
                                                  życzenia.Wszystko to -jak zwykle-sprawiło,że się uśmiechnęłam:)
                                                  Poruszyłeś sporo tematów ,na które chciałabym Ci wyczerpująco odpowiedzieć,ale
                                                  upał sprawia,że czuję się jak zwiędła stokrotka,którą na dodatek ktoś
                                                  rozdeptał:)...
                                                  Może zacznę od tematu tytułowego.Piszesz,że niesamowite jest poczucie,że coś
                                                  możemy stworzyć...Moje przemyślenia prowadzą do tego,że człowiek jest wspaniale
                                                  skonstruowaną istotą,bowiem w bogactwie możliwości zawsze może znaleźć dla
                                                  siebie ten "kawałek świata",tę dziedzinę,która pozwoli mu przeżyć właśnie tę
                                                  chwilę upojenia,kiedy popatrzy na swoje dzieło i powie:"ja to
                                                  stworzyłem".Cokolwiek by to nie było:tort,haftowany obrus,piękna
                                                  kreacja,niezwykła fryzura,obraz,budowla,muzyka,przedstawienie
                                                  teatralne,baletowe,wiersz...Po prostu wszystkie oceany świata możliwości...
                                                  Jeśli znajdzie się tę swoją dziedzinę,wówczas tworzy się swój odrębny świat,w
                                                  którym jest tylko to co Cię pasjonuje,tylko Ty i Twoja myśl,wyobraźnia,obrazy
                                                  przyszłego tworu:)-niematerialnego jeszcze,a już zywego...
                                                  Owszem mam taki świat i uwielbiam w nim przebywać.Nie,nie zamykam się w nim na
                                                  stałe,ale czasem muszę tam być,bo on czyni mnie naprawdę szczęśliwą osobą.A
                                                  kiedy już coś w nim powstanie,wówczas chcę podzielić się tym z innymi.Czasem
                                                  myślę,że to koniec,że już niczego nie wymyślę,że wyobraźnia jest na
                                                  wyczerpaniu,ale...to kwestia czasu.Znów wracam,znów zamykam się w sobie,znów w
                                                  realu bywam obecna jedynie ciałem i trzeba mi pomachać przed nosem ręką,bo ja
                                                  odpływam:)...Ale na pewno wrócę,zawsze w końcu wracam:)Ale bez tamtego świata
                                                  już nie potrafiłabym żyć.

                                                  Co do mojego optymizmu wakacyjnego,to powiem Ci,że rzeczywiście mam dość
                                                  refleksyjną naturę,tyle,że zmienną,ponieważ na swój sposób jestem optymistką,a
                                                  czasem bywam nawet nieźle postrzelona.Tyle tylko,że mam wrażenie,że czasem na
                                                  swoje życie spoglądam jakby z boku...Nie chcę więcej niż mam,lubię być sobą,ale
                                                  w bajki to ja już nie wierzę...Pytasz czy pamiętam wiersz o księżycowych
                                                  tułaczach?Powiem Ci,że mam go na stałe przy komputerze.Trafiłeś nim wówczas w
                                                  samo sedno,dziś znam go na pamięć:)
                                                  Za ostatni też dziękuję,tylko nie wiem jakich słów użyć,by powiedzieć jak...
                                                  I pozdrawiam Cię też właśnie tak:)))
                                                  Ruda
                                                  • wergili Re: Dwa światy... 30.07.06, 22:00
                                                    witaj Ruda:)

                                                    Przy pobieżnym zerknięciu na nasze posty, można by odnieść wrażenie, że sobie bardzo słodzimy:) Ale my wiemy, że to nie tak:)
                                                    Ja naprawdę się uśmiecham, naprawdę jestem Ci wdzięczny i naprawdę myśle o Tobie z wielką życzliwością i serdecznoscią, gdy czytam Twoje słowa do mnie skierowane:)
                                                    Dziękuję:)
                                                    Nawiasem mówiąc, napisala do mnie jakiś czas temu na priva 'kobieta' - tak się przedstawiła - która odnosząc sie do tego wątku napisała, że z przyjemnością podczytuje nasze rozmowy:) i że "Calkiem egoistycznie sie ciesze, ze ta wymiana zdan toczy sie publicznie a nie prywatnie :)". Kto by pomyślał? :)

                                                    "tworzyć"
                                                    Napisałaś, że "człowiek jest wspaniale skonstruowaną istotą,bowiem w bogactwie możliwości zawsze może znaleźć dla siebie ten "kawałek świata", (...) kiedy popatrzy na swoje dzieło i powie:"ja to stworzyłem". Cokolwiek by to nie było:tort,haftowany obrus,piękna kreacja,niezwykła fryzura,obraz,budowla,muzyka,przedstawienie teatralne,baletowe,wiersz..."
                                                    Dla mnie, to nie jest takie jednoznaczne. Kazdy z nas może oddać się "tworzeniu" czegoś, lecz różne mogą być tego pobudki, i różne efekty. Moje wątpliwości budzi kwestia trwałości "stworu" i potrzeby docenienia tego, że coś się zrobiło przez innych.
                                                    Muzyka, obraz, przedstawienie, budynek i inne wymienione przez Ciebie - mogą być przedmiotem zachwytu milionów ludzi. Ktoś może tworzyć te działa sztuki, gdyż ma ku temu talent i takie wybrał zajęcie życiowe. I w tym przypadku - zgodzę się - ten ktoś odnalazł swój "kawałek świata".
                                                    Ale inny przypadek - częstszy jak mi się zdaje- kiedy ktoś nie tworzy "rzeczy wielkich". Kiedy wybrał taki zawód życiowy jaki wybrał, choć moze pragnął robić coś innego, a nie miał ku temu warunków. Kiedy ktoś nie odnalazł jeszcze tego swojego "kawałka świata" i nie odnajdzie. kiedy ma uczucie, że jego życie jest niewiele warte, że jest nikim... Owszem wtedy też "coś" się tworzy, może to być też tort, haftowany obrus, ale to są chwile. A "normalnie" można mieć uczucie, że życie" przecieka Ci między palacami. Jasne, że zawsze można powiedzieć, że każdy jest panem swojego losu i gdyby chciał, to by miał... To prawda, że są oceany świata możliwosci. Ale ile osób je odkrywa? Może większośc chciałaby mieć po prostu święty spokój...

                                                    Wracajac do Ciebie - Ty mówisz o sobie:) To o czym piszesz jest cudwne:) Nawet nie wiesz, w jaki niebywały stan wprowadzają mnie i zachwycają cudowne obrazy, budowle, utwory muzyczne, przedstawienia, ale też o wiele mniejszej skali owoce ludzkiego tworzenia. A mnie samego wlasnie też - proces "tworzenia", gdy ja coś robię:)
                                                    Napisalas też, że tamten świat czyni Cię szczęśliwą. Ale wiem że jest inna strona tego medalu - ta o której pisalas gdy rozmawialismy tu pierwszy raz - ze to samotny świat, że nikt oprócz Ciebie nie "patrzy w tym samym kierunku", nikt nie wchodzi do tego drugiego świata gdy tworzysz.

                                                    Hmmm... masz refleksyjną naturę... ja chyba też;) Dostrzegłem też trochę inną Ciebie w wątku z Grey'em;) Tą mniej refleksyjną Ciebie - tak mi się wydaje:) Cieszę się, że jesteś na swój sposób optymistką. Ja uważam optymizm za swój obowiązek. Ale ten optymizm ewoluuje wraz z tym jak ja się zmieniam.

                                                    Koncze w ten piękny ostatni lipcowy niedzielny wieczór, pozdrawiając Cię drugi już dziś raz, bardzo, bardzo serdecznie:)))
                                                    Darek
                                                  • Gość: jedna taka ruda Re: Dwa światy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.06, 00:06
                                                    Witaj Darku:)

                                                    Może przy pobieżnym zerknięciu na nasze posty mogłoby komuś przyjść do głowy,że
                                                    przesadzamy z serdecznością,ale ja nie mam takiego odczucia-po
                                                    prostu ,serdeczność jest proporcjonalna do sympatii wobec osoby,do której się
                                                    zwracam....Jak i w życiu ,tak i w necie...

                                                    Kiedyś,jakże to dawno się wydaje,napisałam:"samotność,cóż po
                                                    ludziach...".Powiem Ci,że w tamtym momencie byłam niezwykle zmęczona tempem
                                                    życia,terminami,obowiązkami,oczekiwaniami wobec mnie.
                                                    Potem napisałam,że wiedzie mi się wspaniale,ponieważ zbierałam żniwo swojego
                                                    wcześniejszego wysiłku.Czasem myślę ,że rzeczywistość mnie przerasta,jednak -na
                                                    szczęście -jakoś udaje mi się nie tylko przetrwać ,ale jeszcze cieszyć się z
                                                    różnych zwycięstw nad tą rzeczywistością:)
                                                    Co do samotności-ona jest...Wpisana w życie,wpisana w osobowość,w radość i w
                                                    smutek.
                                                    Można pić szampana,głośno się śmiać,ale zawsze przychodzi ta chwila tęsknoty,by
                                                    (tak jak wcześniej pisałam)wymknąć się z balu...Poczuć chłód wiatru na
                                                    policzkach,wyzwolić się z sieci zależności,udawania,klaunowania...
                                                    Znasz to uczucie,kiedy sam spacerujesz po nocnym mieście...
                                                    Wiesz,teraz chciałabym być właśnie nad morzem,słuchać jego nocnych szeptów-
                                                    przypływów i odpływów.
                                                    Ale to chyba raczej przytrafi się Tobie:)
                                                    Życzę Ci pięknych sierpniowych nocy.Wyciszenia i harmonii w istnieniu ze
                                                    światem jaki napotkasz.
                                                    Pozdrawiam Cię jak zwykle serdecznie i ciepło :)
                                                    Ruda
                                                  • wergili Ja nie chcę spać, ja nie chcę umierać 09.08.06, 01:06
                                                    Witaj Ruda:)))

                                                    Na początku Ci się do czegoś przyznam. Są wakacje, tj. powinienem jakiś czas wypoczywać=nic_nie_robić. Ale chyba się od tego odzwyczaiłem, i teraz gdy nic nie robię tak dzień, dwa dni, to myśle, że to nie dobrze:) I mam wyrzuty sumienia z powodu nicnierobienia... Ale to chyba ma miejsce tylko w domu, gdyż jak gdzieś wyjadę – np. nad morze;), to tam już nie mam wyrzutów sumienia:)))

                                                    Zwycięstwa nad rzeczywistością cieszą. Mnie wciąż absorbuje pytanie, jak daleko możemy walczyć z rzeczywistością próbując ją zmienić. Bo że możemy to wiem:) Nieraz sam byłem zaskoczony jak łatwo przychodzą takie zwycięstwa, jak cieszą, choć wcześniej wydawać by się mogło, że były nieosiągalne. Nic jednak nie przychodzi bez wysiłku, a nawet jeśli przychodzi bez wysiłku, to nie smakuje tak samo:) Tym niemniej są rzeczy, zjawiska, które mnie przerastają, czasem załamują i sprawiają że ręce opadają, ale ponieważ akurat w tej chwili mam na myśli nasze "elity" polityczne, wiec nad tym wątkiem nie będę się dalej rozwodził;)

                                                    aha:) i jeszcze jedno – zwycięstwa smakują słodko tylko wtedy kiedy nie są okupione rezygnacją "z siebie" - nie warto rezygnować z ideałów:)

                                                    Dziękuję za miłe życzenia:) Dotychczasowe noce sierpniowe choć deszczowe są piękne:) Nie ma to jak iść w letnim deszczu, czuć krople deszczu na twarzy i czuć że wszystko na Tobie jest mokre - czuć, że się żyje:) Za to kocham dzień, noc, deszcz, słońce (może nie tak upalne;), wiatr, ptaki, drzewa, i wszystko co wokół mnie:) Słowem - trwam w harmonii:)))
                                                    Może tylko z wyciszeniem mi ostatnio gorzej idzie:)

                                                    Takiej harmonii również Tobie życzę, harmonii z tym co Ci wychodzi naprzeciw:)
                                                    I jak największej liczby przynoszących radość zwycięstw nad rzeczywistościa:)
                                                    Pozdrawiam Cię baaaaardzo serdecznie i cieplutko:)


                                                    Wiersz A.Osieckiej z tematu, kończy się tak:
                                                    (...)
                                                    chcę tylko wędrować po pastwiskach nieba,
                                                    białozielone obłoki zbierać,
                                                    nie chcę nic więcej, nie chcę nic mniej.

                                                    Są jeszcze brzegi na których nie byłam,
                                                    są jeszcze śniegi, których nie wyśniłam.
                                                    Są pocałunki na które czekam,
                                                    listy z daleka, drogi pod wiatr.

                                                    Ja nie chcę spać, ja nie chcę umierać,
                                                    chcę tylko wędrować po pastwiskach nieba,
                                                    białozielone obłoki zbierać,
                                                    niczego więcej mi nie potrzeba.

                                                    Bo chociaż nie ma tam brzegu mojego,
                                                    śniegów i nieba, nieba zielonego,
                                                    noc mnie nie nuży, dzień się nie dłuży,
                                                    być wciąż w podróży, w drodze pod wiatr.
                                                  • Gość: jedna taka ruda This Magic Moment... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.06, 18:22
                                                    Witaj Darku:)
                                                    Minęło trochę czasu.Powiem Ci,że ten czas to zdrajca,przemija cichaczem jak
                                                    najszybciej potrafi,ale kiedy przyglądasz mu się uważnie,to udaje ,że się
                                                    dłuży...
                                                    Jeszcze trochę lata,ale to już ostatki,już po polach snuje się smętna mgła i
                                                    liście w lasach zbyt wcześnie tracą życie...A mój nastrój ostatnimi dniami jest
                                                    bez sensu,bez iskry,bez błysku.Nie lubię tak trwać.
                                                    Na początku-i trochę później-sierpnia byłam dwa razy w Tatrach naszych
                                                    pięknych ,najpiękniejszych.
                                                    Wyjazdy trwały po kilka dni,ale czasem trzeba odetchnąć w "centrum
                                                    polszczyzny",posłuchać muzyki góralskiej i popatrzeć na góry ,by zrozumieć sens
                                                    słowa "wielkość" i pojęcia "spokój niewzruszony".
                                                    Magiczny moment,to chwia,kiedy spojrzałam na świat ze szczytu Kasprowego-świat
                                                    u stóp,a niebo tuż...Czy tak czuł się Leo di Caprio na rufie Titanica,kiedy
                                                    krzyczał :"Jestem królem świata"?
                                                    Czy o tym myślał poeta pisząć:
                                                    "...Tatry:bez dna

                                                    Bez wieka.
                                                    Ptakiem ,obłokiem,wiatrem,
                                                    oszczepem zielistym smreka,
                                                    turnią co drzewo liże,
                                                    i niebem,które jest bliżej,
                                                    wylatuje w bezmiar człowieka.
                                                    Tatry.Bez wieka."
                                                    ????????????????????????????????

                                                    Teraz jestem w domu i tęsknię,zbyt mocno oddaliłam się od chmur i pewnie stąd
                                                    takie w sercu nie wiadomo co:)
                                                    Ciebie jednak pozdrawiam nieodmiennie serdecznie i ciepło:)))
                                                    Wieczorem wyślę Ci widoczek,teraz zmykam na rower:)))
                                                    Ruda
                                                  • Gość: jedna taka ruda Per aspera ad astra:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.06, 18:40
                                                    Wergili
                                                    Nareszcie chwila,kiedy bez pośpiechu mogę odnieść się do słow Twojego
                                                    ostatniego postu.Pytasz w nim:"Jak daleko możemy walczyć z
                                                    rzeczywistością,próbując ją zmienić"Myślę ,że naprawdę daleko,ale nie zgadzam
                                                    się na słowo "walczyć".Oczywiście walczyć też można,ale przekonałam się,że to
                                                    nie jest dobra metoda.Czasem w walce dochodzi do chaosu,a wtedy istnieje
                                                    niebezpieczeństwo,że nie usłyszymy naszego wewnętrznego głosu,który nazywamy
                                                    intuicją...Czasem trzeba się w nią wsłuchać bardzo uważnie,pielęgnować ją ,bo
                                                    ona jest najuczciwsza,jest częścią nas samych,tyle tylko,że jest od nas
                                                    mądrzejsza.
                                                    W pierwszym poście tego wątku pisałam,że zdaje nam się,iż zawsze mamy rację ,że
                                                    wiemy,że...no nie wiadomo co...I w tym zarozumialstwie potrafimy działać nawet
                                                    wbrew sobie i tym właśnie wyrządzić sobie krzywdę.
                                                    Wybierając kierunek studiów,posłuchałam własnego wnętrza tak"na pół
                                                    gwizdka",nie byłam do końca szczera sama ze sobą.Nie wybrałam tego co mogło być
                                                    moją największą pasją,nawet miłością...Może stchórzyłam?W tym temacie brak
                                                    szczerości;)...
                                                    I można by było powiedzieć,że właściwie przepadło-droga życiowa obrana...Ale
                                                    nie przepadło,ponieważ słuchając siebie,dowiedziałam się czego naprawdę
                                                    pragnę.Nie odmówiłam sobie,nie zastanawiałam się czy warto,czy potrafię-po
                                                    prostu zaczęłam realizować swoje marzenia.Nie walczyłam,nie było strat,nikt nie
                                                    poległ,a jednak...czuję się zwycięzcą:)Nie poruszam problemu włożonej pracy,ona
                                                    jest celem sama w sobie.Patetyczne wyznanie brzmi-ja ją kocham.

                                                    Pewnie,że nie jestem wierna tak jak bym chciała,ponieważ zdarza mi się
                                                    zapomnieć o niej,kiedy oddalam się w nazbyt przyjemne miejsca-ale to chyba tak
                                                    jak i Ty?:)Ale czy można się o to na nas gniewać???

                                                    Mam nadzieję ,że jeszcze trochę wypoczywasz,że czasem wyjeżdżasz z pięknego
                                                    Wrocławia i zapominasz o pracy zupełnie.
                                                    Właśnie chwil totalnego zapominania (się?)jeszcze tego lata życzę Ci
                                                    najserdeczniej.
                                                    Ruda
                                                  • wergili ...ad astra :-D 21.08.06, 01:02
                                                    Witaj Ruda:))))
                                                    Miło Cię widzieć na forum:)
                                                    Fajna metafora z tym czasem-zdrajcą;)

                                                    Ja nie pamiętam kiedy byłem ostatnim razem w górach, Tatrach. Widocznie czas najwyższy je odwiedzić. Wtedy będę mógł się pokusić o odpowiedź na Twoje pytania o "króla świata" i wiersz poety.

                                                    Piszesz, że masz ostatnio nijaki nastrój. Hmmm... a ja nie wiem jak mógłbym określić swój – to taka mieszanka radości, ciepła, tęsknoty, zamyślenia... ale nie trwania. Czynię to, na co mam ochotę w danej chwili i cieszę się z wolnego czasu.

                                                    Wróciłem jakis czas temu. Postanowiłem iść dziś zobaczyć zachód słońca:) Tj. wyjść z miasta:) Na marginesie- nie mieszkam we Wrocławiu tylko w pomniejszym miasteczku opodal. Wrocek kocham, ale tam chyba nie byłoby tak łatwo jak tu wyjść zupełnie poza miasto;) No więc postanowiłem zobaczyć zachód słońca. Na punkt obserwacyjny wybrałem nowo-wybudowany wiadukt na nieotartej jeszcze autostradzie. Było super - zachodzące słonko na horyzoncie:) Potem skoro już byłem na autostradzie, a niecodzień się zdarza aby mieć całą autostradę tylko dla siebie:), postanowiłem się nią przejść- do pierwszego zjazdu w kierunku mojego miasteczka. Wiec spacerowałem sobie po puściutkiej autostradzie – cudownie :) Gdy już doszedłem do pierwszego zejścia (myślalem, że bedzie bliżej;), było ciemno, i przy okazji po drodze zwiedziłem jeszcze dwie jakieś wioski. Pierwszy raz zapuściłem się w te okolice, ale moje miasteczko ma takie charakterystyczne wieżyczki, które były dla mnie tym, czym latarnia morska jest dla stateczków na pełnym morzu:)
                                                    A jutro... znowu zobaczę Wrocław:)))

                                                    W drugim poście napisałaś, że nie zgadzasz się na słowo "walczyć" ("walczyć" z rzeczywistością). Coś w tym jest co piszesz. Ale wprowadziłbym tu mały podział rzeczywistości – na tą zewnętrzną wobec mnie – to wszystko co mnie otacza (ludzie, wydarzenia) i wewnętrzną.
                                                    Ja miałem na myśli tą pierwszą – walkę, czy też jakkolwiek inaczej nazwane dążenie do czegoś co jest według nas ważne. Na przekór często otoczeniu. Ale jednocześnie właśnie trzeba być wiernym sobie, wlasnej intuicji jak mówisz.
                                                    Ja Twój pierwszy post tak właśnie odebieram – że w tej "walce" z tym co nas otacza, często zagalopowujemy się za daleko, i możemy w tym zacietrzewieniu postąpić źle, zdając sobie z tego sprawę, ale na zasadzie "zastaw się, a nie daj się". Nie każdy potrafi w dyskusji z kimś przyznać oponentowi rację, choćby argumenty były przekonujące.
                                                    To jest dla mnie ważne, i to jest źródłem radości – że robię to co lubię, co mi sprawia przyjemność. Ja wybierając kierunek studiów nie wiedziałem co chcę robić, ale już po dwóch miesiącach studiowania wiedziałem, że z tego kierunku i wydziału rezygnuję. I nic to, że dobra płaca, jest praca po tym praca itd. Zrezygnowałem dla stosunków międzynarodowych, ale nie zdałem egzaminu. Trochę przypadkiem, ale trafiłem na wydzial który okazalł się strzałem w dziesiątkę. Gdyby to nadal nie był ten kierunek, to zdawałbym na SM do skutku:) I tak, jeśli mi się zachce to tam wrócę kiedyś:) Wiem, że tam, podobnie jak tu gdzie trafiłem, kupowałbym książki i czytał z przyjemności:)

                                                    W ubiegłym tygodniu (odchodzącym własnie do krainy wspomnień) oglądałem program Wojewódzkiego. Gościem był Tomasz Raczek i bardzo mi się spodobało co mowił i jakie słowa Kałużyńskiego przytaczali. "nie bój się marzyć i realizuj własne marzenia" – to Raczek [coś o czym Ty napisałaś:)], "wolność nie zna wyjątków" – to Kałużynski. Tak mi się spodobało, że nastepnego dnia pobiegłem i kupiłem książkę Kałużyńskiego "Pamiętnik Orchidei". Dochodzę właśnie do połowy i jestem pod wrażeniem. Różne rozważania i pytania: od tego, skąd jestem tu i teraz, poprzez wspomnienia wojenne, myśli o religii, czy roli pieniądza... I to takie poglądy, które ja uważam za normalne. To budujące, że są, czy też byli na świecie ludzie tak myślący.

                                                    Dziękuję za życzenia. Na pewno jeszcze tego lata będę miał chwile totalnego zapomnienia. Zresztą tak, jak w tej chwili :)
                                                    Ja Tobie życzę, by Twój nastrój nabrał sensu, blasku, by na niebie znowu uśmiechała się do Ciebie gwiazdka:)
                                                    Pozdrawiam optymistycznie i arcyserdecznie:)))
                                                    Darek
                                                  • jednatakaruda W szklanym chłodzie dnia.... 29.08.06, 17:42
                                                    Witaj Darku:)

                                                    Za oknem szklana szarość przypomina o nieuchronnym schyłku lata i Pani
                                                    Jesieni,która już jest tuż,tuż...Mam nadzieję,że nie zechce być pochmurnym i
                                                    niemiłym gościem,tylko się rozpogodzi ,uśmiechnie i obdarzy
                                                    złotoliściem...Wiesz bardzo,bardzo lubię jesień.Wierzę,że wszystko się odmieni
                                                    i będzie jeszcze pięknie(:)).

                                                    Wbrew pogodzie,mój nastrój się poprawił:)Przecież nie można przesadzać z
                                                    melancholią- gdyż smutna i nudna jest okrutnie...
                                                    Cieszę się,że Twoje samopoczucie jest takie słoneczne.Czytając Twój
                                                    post,zaraziłam się nieco tym optymizmem.

                                                    Wyobraziłam sobie Twoją samotną wędrówkę przez autostradę.Myślę,że właśnie
                                                    wtedy mogłeś powiedzieć:"Jestem królem świata":)Kiedy ta
                                                    autostrada "ożyje",nikomu już nie przytrafi się na niej taki romantyczny zachód
                                                    słońca...A Ty to wspomnienie zatrzymasz dla siebie na zawsze.

                                                    Wracając do wątku dotyczącego naszej walki o wytyczone cele,to rzeczywiście
                                                    czasem nie można się bez niej obejść.Ale...Nawet nie chce mi się myśleć o
                                                    tym,że są czasem tacy ludzie ,którzy chcą decydować o Twoim życiu,że z powodu
                                                    zazdrości rzucają przysłowiowe kłody pod nogi.Zawsze staram się takich ludzi
                                                    omijać szerokim łukiem.Nigdy się nie spieram z zajadłym oponentem-ostatecznie
                                                    mogę powiedzieć :"masz prawo mieć własne zdanie",a i tak zawsze zrobię tak jak
                                                    uważam:)))
                                                    Kiedyś myślałam ,iż muszę koniecznie udowodnić,że mam rację,a teraz po prostu
                                                    mi się nie chce:)Kiedyś strasznie mi zależało,by być lubianą ,akceptowaną-a
                                                    teraz...mi nie zależy:)
                                                    Jakkolwiek fatalnie to brzmi,to tak właśnie jest w istocie.Z tego powodu też
                                                    nienawidzę polityki i nie angażuję się w spory natury politycznej czyli
                                                    idiotyczno-metafizycznej.
                                                    Uwielbiam prostych ludzi i mądrych ,a tak jakoś się składa przedziwnie,że
                                                    często te dwie cnoty chadzają parami.
                                                    Zachęciłeś mnie do przeczytania książki Kałużyńskiego,który zawsze zachwycał
                                                    mnie swym oryginalnym poczuciem humoru i pasją jaką żył.Dziękuję za
                                                    podpowiedź,na pewno przeczytam.

                                                    W nadziei,że jeszcze totalne zapomnienie nad Tobą panuje,pozdrawiam Cię
                                                    serdecznie i życzę jak najpóźniejszego powrotu do rzeczywistości.
                                                    Ruda
                                                  • wergili wróciły ciepłe noce:) 05.09.06, 01:26
                                                    witaj Ruda:)
                                                    Czy doświadczyłaś ciepła ostatnich nocy? Wróciło ciepło - przekonałem się w piątek spędzając noc pod gołym niebem we Wrocq:)

                                                    Piszesz, że bardzo lubisz jesień. Ja gdybym już miał uporządkować pory roku na skali lubienia, to jesień znalazłaby się chyba na końcu. Uwielbiam za to zimę:) Za płatki śniegu, za skrzypiacy śnieg pod butami, za lód, i za zaskoczonych drogowców co roku;))

                                                    Tak - sam na pustej autostradzie czułem się królem świata:) Ale ja się nim czuje cały czas:) Królem świata jest każdy: ja, Ty i wszyscy, każdy człowiek:) Choć nie! Ty jesteś Królową;)

                                                    Nie spierasz się z zajadłym oponentem. A ja lubię konfrontację z kimś kto ma własne zdanie. Bo dużo mi daje. Lubię krytykę, bo przez nią się uczę. I lubie słuchać właśnie mądrych ludzi. Męczy mnie natomiast głupota i nieszczerzy ludzie. O pochlebcach to już nie wspomnę.

                                                    To chyba przychodzi z wiekiem, że zaczyna się "nie chcieć" pewnych rzeczy robić:) I że zdanie innych zaczyna nas mało obchodzić:)
                                                    Mi przez ostatni rok zmieniły się priorytety. Albo może inaczej - przestało mi zależeć na niektórych rzeczach, np. na tym, aby skończyć doktorat. Wiem jedno - wszystko co robię i co bedę robił - będę robił tak jak JA uważam za słuszne. Nie mam zamiaru postępować wbrew sobie.

                                                    Być może juz w tym tygodniu pójdę w Twoje ślady i zobaczę co też tam widać z tego Kasprowego, i jakie to uczucie, jak się jest na szczycie:))

                                                    Pozdrawiam Cię baaaardzo serdecznie:)
                                                    Darek
                                                  • Gość: jedna taka ruda Kiedy dotyka się nieba... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.06, 23:04
                                                    Darku

                                                    Ostatnie noce są przede wszystkim srebrne i jasne, a nawet zbyt srebrne i zbyt
                                                    jasne,a wszystko to za sprawą pełni księżyca...
                                                    Wyobrażasz sobie jakie to byłoby niesamowite przeżycie znaleźć się właśnie na
                                                    Kasprowym w tak wściekle księżycową noc? Tak blisko księżyca i z góry spoglądać
                                                    na stawy, w których ten próżniak przepiękny podziwia swoje oblicze?
                                                    Marzenia...Och, gdybym tam mogła być sama, na pewno byłabym tą rzeczoną królową
                                                    świata i nawet zaświatów:)

                                                    Mom nadzieję, że ostatnie dni były piękne i...spełniłeś daną mi obietnicę:)

                                                    Twój ostatni post trochę mnie jednak zasmucił.Chyba nie o to chodzi aby
                                                    rezygnować ze swoich planów i ambicji.
                                                    Nie spierać się z głupcami to jedno, ale nie rezygnować z życia to drugie...
                                                    Priorytety trzeba dobrze ustawić i nie tracić z oczu przede wszystkim...siebie.

                                                    Cokolwiek w życiu nas spotyka,trzeba pamiętać, że po dziś jest jeszcze jutro...
                                                    Wiesz,kiedyś uwielbiałam teksty Leszka Długosza i właśnie dziś pragnę Ci
                                                    zdedykować jeden z nich.

                                                    "Kocham jutro"

                                                    Kolejny dzień zamyka bramy
                                                    I słońce w głębi mórz się skryło
                                                    Oto czas przeszły dokonany
                                                    To już historia, to już było

                                                    Niczego zmienić tym nie mogę,
                                                    Lecz przez zakręty życia mego
                                                    Mogę wyruszyć w dalszą drogę
                                                    Z nadzieją nową i dlatego

                                                    Kocham jutro
                                                    Z jego każdą obietnicą
                                                    Z jego wielką tajemnicą
                                                    Kocham jutro

                                                    Kocham jutro
                                                    Co porwane myśli sklei
                                                    Które bratem jest nadziei
                                                    Kocham jutro

                                                    Kocham jutro
                                                    Co mi każe mylnie sądzić
                                                    Głupio pytać, ciężko błądzić
                                                    Kocham jutro

                                                    Kocham jutro
                                                    Co objawi mi ład życia
                                                    W zadziwieniu i w zachwycie
                                                    Kocham jutro...

                                                    Jutro ciekawi mnie ogromnie
                                                    Jest szansą , która wszystko zmienia,
                                                    Dlatego nie spisuję wspomnień,
                                                    Ale notuję swe marznia

                                                    Marzenia kształt szalony mają
                                                    Są rozpalone do białości
                                                    I chociaż rzadko się spełniają
                                                    To nie umniejsza mej miłości

                                                    Kocham jutro
                                                    Kocham świt w Ardeńskim Lesie
                                                    Co odmianę mi przyniesie
                                                    Kocham jutro

                                                    Nie patrz smutno
                                                    Odgoń z czoła chmurę ciemną
                                                    Dłoń mi podaj i wraz ze mną
                                                    Kochaj jutro...

                                                    Szczególnie chciałabym powtórzyć tę ostatnią strofę...Kochaj jutro...
                                                    Już to ustaliliśmy, że pięknie to dopiero będzie:)
                                                    Pozdrawiam Cię jak zawsze.
                                                    Ruda.



                                                  • wergili widziałem śpiącego Rycerza w całej okazałości:) 12.09.06, 21:01
                                                    Witaj Ruda:)

                                                    Ostatnio dwa razy się złapałem na tym, że widziałem wieczorem na horyzoncie dużą świecącą kulę, i była tak wielka, że nie poznawałem książyca:)

                                                    Nie wchodziłem w ubiegłą środę na Kasprowy gdyż nie chciałem schodzić po ciemku, ale włąśnie! Może w taką księżycową noc nie byłoby tak źle;) Swoją drogą robi niesamowite wrażenie perspektywa bycia na szczycie Kasprowego w taką księżycową noc:)

                                                    Nie smuć się proszę Ruda z mojego powodu. Ja nie rezygnuję z swoich ambicji, tym bardziej z życia. A plany - czasem mogą ulec zmianie:)
                                                    Znam ten tekst z wykonania M.Bajora. Chcesz bym kochał jutro. Ale ja nie potrafiłbym kochać jutra, nie kochając dzisiaj i wczoraj. Dla mnie to jest całość, wszystko się łączy. Tylko 'kochać jutro' to znaczyłoby uciekać. A ja nie będę uciekał.

                                                    Tobie, jak i WSZYSTKIM, któzy to czytają dedykuję tekst Dezyderaty (wystarczy wpisać w google 'Dezyderata'). Ja dostałem ten tekst (i wykonanie Piwnicy pod Baranami) od osoby która była, jest i będzie dla mnie wyjątkowa i któej dużo zawdzęczam. Czasem do niego wracam.

                                                    Pozdrawiam Cię (i tutaj) niezwykle serdecznie;))))))
                                                    Darek

                                                    PS tego śpiącego Rycerza z Zakopanego nie dostrzegłem tak od razu, ale od drugiej strony nie miałem już wątpliwości - jest wspaniały i... wielki:)
                                                  • jednatakaruda Re: widziałem śpiącego Rycerza w całej okazałości 17.09.06, 12:26
                                                    Witaj Darku:)

                                                    Przede wszystkim chcę się odnieść do tekstu Dezyderaty- nieprawdopodobne jak
                                                    czasem ludzie i ich myśli ulatują ponad epoki , w których żyją...Są
                                                    nieśmiertelne.
                                                    Właśnie ten tekst jest dowodem, że nieśmiertelność istnieje...

                                                    Każda z zawartych myśli jest złota, ale gdybym mogła wybrać tylko jedną, to
                                                    wybrałabym tę:
                                                    "O ile to możliwe bez wyrzekania się siebie bądź na dobrej stopie ze
                                                    wszystkimi".

                                                    Dziękuję Ci Darku za wskazanie tekstu.

                                                    Powracając do Twojego wyjazdu, to cieszę się , że tak wspaniale się udał.Pewnie
                                                    z każdym dniem widoki zmieniają się i góry powoli przybierają jesienną
                                                    szatę.Bardzo, bardzo chciałabym tam być dzisiaj...
                                                    Niestety, trochę to niemożliwe:)
                                                    Życie znów się trochę nakręciło i powoli zaczyna przybierać kształt coraz
                                                    szybciej mknącej karuzeli.Muszę uważać żeby nie zakręciło mi się w głowie, ale
                                                    jakoś jeszcze nadążam:)))

                                                    I zgodzę się z Tobą, że może rzeczywiście miłość jutra zaczyna się dziś, a może
                                                    nawet zaczęła się wczoraj...
                                                    Nie tylko my jesteśmy sumą naszej przeszłości, ale nawet nasza miłość świata
                                                    jest sumą wszystkich wczorajszych i dzisiejszych zachwytów...Dlatego życzę
                                                    Tobie i sobie , i wszystkim, którzy potrafią dostrzec niezwykłość rzeczy
                                                    zwyczajnych, aby ta miłość wypełniła każdy dzień:)

                                                    Pozdrawiam Cię jak zawsze- najcieplej, najpromienniej jak tylko można:)))
                                                    Ruda
                                                  • wergili uffff ciepło;-) 26.09.06, 14:31
                                                    Droga Ruda:)

                                                    No i nastała Twoja ulubiona pora roku, choć zmian jakichś większych nie
                                                    dostrzegam. Powiedziałbym nawet, że jest wciąż lato:)
                                                    Wraz z nową porą roku wracają wariacje dnia codziennego. O właśnie! - ta
                                                    karuzela, o której napisałaś. W sumie się cieszę:)Wracam "do ludzi", i to jest
                                                    największym źródłem radości:) Ostatnio tak się zastanawialem, jakie to
                                                    wspaniałe osoby poznałem wybierając (trochę zrządzeniem losu;) tą drogę, a nie
                                                    inną, kilka lat temu. Każda z tych osób na swój sposób jest wielka, wspaniała,
                                                    niepowtarzalna. Cieszę się, że mam takich znajomych:)))
                                                    Wciąż nie przestaję się zachwycać jak wspaniałą istotą jest każda osoba. Ta
                                                    różnorodność, sprzeczności, radości a jednocześnie ten indywidualny w każdym
                                                    przypadku "ból życia" (nawet wędrując po górach usłyszałem na ten temat
                                                    dyskusję). Kurcze... czyż to nie wspaniałe?! :) I ile można się nauczyć
                                                    obserwując innych; a ile można się nauczyć o samym sobie z tych wzajemnych
                                                    korelacji z innymi;)

                                                    Pozdrawiam Cię super serdecznie i tak promiennie, jak te promienie słońca,
                                                    które otulają ten pokoik, z którego piszę, odkąd do niego wszedłem:)
                                                  • Gość: jedna taka ruda Kto jest odmianą orchidei? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.06, 17:16
                                                    Darku
                                                    Najwspanialsze w Twoim ostatnim poście jest to, że nie sposób nie zauważyć
                                                    bijącego z niego optymizmu:)Żródłem radości w naszym życiu mogą być sprawy
                                                    istotne i na pozór nieistotne w ogóle...Ale to, ile z tego żródła
                                                    zaczerpniemy,zależy jedynie od naszej gotowości, otwartości na tę radość
                                                    życia.A teraz już to wiem, że Ty jesteś otwarty na to słońce, które uśmiechem
                                                    się nazywa:)))
                                                    Wszyscy czasem jesteśmy odmianą orchidei, mimo, że na "zewnątrz zima trzyma"
                                                    zakwitamy lub więdniemy całkiem bez powodu, nieoczekiwanie ,zaskakując nawet
                                                    samych siebie:)
                                                    Ale teraz -mimo jesteni- nie zauważajmy deszczy i łez na szybie.Cieszmy się
                                                    pięknem, przeświecających przez złote liście, jesiennych promieni.Chłońmy
                                                    zachłannie ten zapach, który umknie z babim latem, odnajdźmy przyjemność we
                                                    wsłuchiwaniu się w szelest liści pod stopami.Tyle piękna jest w jesieni, a
                                                    drugiej takiej samej już nigdy nie będzie...

                                                    Przeczytałam "Pamiętnik Orchidei", przy okazji kupiłam także "Perły kina"-
                                                    uczta:)Kino i Kałużyńskiego uwielbiam, więc tym bardziej dziękuję za
                                                    natchnienie tą Orchideą:)
                                                    A powracając do naszych wspolnych zachwytów górami i łącząc je z jesienną
                                                    refleksją, która skłania do pytań zadawanych sobie, przytoczę Ci fragment mojej
                                                    ulubionej opowieści "O zaśpionych rycerzach"

                                                    "O zaśpionyk rycerzak opowiadajom, że majom być kajsi zaśpioni w Giewoncie.
                                                    [...]
                                                    Jo se nieroz myślem i myślem se: Może to i być. Mozom być zaśpioni rycerze w
                                                    Giewoncie, bo sytko w Boskiej mocy.Ale se i to myślem kieniekie, ze wto wie,
                                                    jako to? Cy som nie jest w naskik hłopskik piersiak zaśpioni śpiący rycerze i
                                                    cy to pote ta skała, kany śpiom, to nie my?..."

                                                    Pozdrawiam:))))))
                                                  • wergili Nigdy nie wiesz kiedy zakwitniesz... ponownie:)))) 14.10.06, 23:29
                                                    jupi jupi zakwitać=uśmiechać się :))))
                                                    Witaj Ruda:)

                                                    No i stało się. Mogę w każdej chwili wyjść sobie i pójść na spacerek po Wrocławiu:) Uwielbiam to miasto:)

                                                    W pełni się zgadzam z Tobą, że trzeba być otwartym na radość, by móc z niej czerpać. Ale czy zakwiatmy i więdniemy bez powodu? Powód zazwyczaj, może nieoczekiwanie, ale sie chyba jakiś znajdzie. Ale jak ten świat jest paradoksalnie skonstruowany! Coś co dla jednej osoby jest ważne, dla drugiej może być bez znaczenia; coś co dla jednej osoby jest źródłem radości, dla drugiej osoby może być powodem do smutku; nie chcąc wyrządzić komuś krzywdy, możesz to czynić raz za razem.
                                                    Czy to co napisałem ma wymiar optymistyczny? Może pomyślisz, że zgłupiałem, ale dla mnie tak:) Ja wierzę że wszystko ma swój jakiś tam sens i że dużo zależy od nas, a właściwie to ode mnie, od Ciebie, od każdej indywidualnej osoby. Dużo, ale nie wszystko, niestety.
                                                    Piszesz by nie zauważać deszczy i łez na szybie...a ja właśnie chcę je zauważać:) Tak samo jak te promienie, tak samo jak spadające liście:) Lubię deszcz tak samo jak słońce. I lubię szelest liści pod stopami, ale jeszcze bardziej lubię skrzypienie śniegu... i płatki śniegu:)))

                                                    Hehehe... świetny cytat o rycerzach:)))) Myśle, że niesie w sobie ciekawą, prawdziwą refleksję.

                                                    Pozdrowionka największe:))))))
                                                  • Gość: jedna taka ruda Re: Nigdy nie wiesz kiedy zakwitniesz... ponownie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.06, 23:10
                                                    Darku
                                                    I już po złotych liściach, jesień posmutniała,zapatrzyła się w poszarzałe
                                                    stawy...Wie, że wkrótce przyjdzie zima.
                                                    Kwiaty umrą już całkiem do końca i wiatr każdego dnia gorzej traktuje słabe
                                                    liście na drzewach...
                                                    I deszcz, i chłód, i zimne dłonie, i chyba serce...

                                                    Taka pora, a jednak...kwitną orchidee, i miłość też wygląda przez okna mokre od
                                                    deszczu. Ktoś ogrzewa czyjąś dłoń i roztapia uśmiechem chłodne serce.
                                                    I Ty wsłuchujesz się z radością w liście pod stopami i idziesz przez miasto,
                                                    które kochasz.
                                                    Szczeście nie mieszka w pogodzie, ono mieszka w nas...Dobrze wiedzieć, że tam
                                                    jest.Prawda???:)))

                                                    Wiesz jak Cię pozdrawiam:)?
                                                    Jak zawsze:)
                                                    Ruda
                                                  • wergili Śniegu przybywaj! ;-) 04.11.06, 15:47
                                                    Droga Ruda:)

                                                    I przyszła zima:) To co zwróciło moją uwagę, gdy zobaczyłem po przebudzeniu się w czwartek, pierwszy tej zimy (jesieni?) śnieg, to, że otulił drzewa-orzechy w moim ogrodzie, na których było jeszcze sporo liści:) Jakoś mi to się kłóci ze sobą, bo pamiętam że zazwyczaj liści już nie było na drzewach... i śniegu też jeszcze nie było;)
                                                    Dziś spoglądam przez okno... pada deszcz, wczesniej troszkę przeplatany ze śniegiem. Czekam na mróz, kiedy nie bedzie chlapy, a wszystko pokryje biała kołderka. Tak - taka pora. Jest chłodno, ale... co się zmieniło? Samochody jak ciągnęły sznurem po długiej ulicy tak ciągną, tylko mają te swoje świecące ślipia zapalone;) Osób mniej na chodnikach, ale krzątają się, ba! nawet w taką pogodę panie nie rezygnują z biegania:) Prace na budowie trwają dalej:) Wszyscy są jakoś tak... opatuleni - fajnie wyglądają:) W ogóle fajnie tak poprzyglądać się wszystkiemu z góry. Tak - szczęście mieszka w nas:)))

                                                    We wtorek przed wyjazdem widziałem, że założyłaś wątek o przemijaniu. Chciałem coś napisać, bo miałem nastrój, ale nie zdążyłem. Dziś nastrój mam troszkę inny, po wczorajszym przemiłym wieczorze;) Cóż mógłbym dodać do tego co napisałaś? Niewiele. Mi przychodzą na myśl w tym momencie te banalne słowa piosenki
                                                    "Czasami pytasz mnie: "Dlaczego tak tu jest?"
                                                    Chcesz, żebym odpowiedział
                                                    Dlaczego tyle zła i dokąd zmierza świat?
                                                    Kto wiarę naszą sprzedał?

                                                    Bo tutaj jest jak jest... po prostu...
                                                    I Ty dobrze o tym wiesz"

                                                    i te - już mniej banalne:
                                                    "Wierzę w to, że przyjdzie czas
                                                    Wierzę w to, że zmieni sie
                                                    Wierzę w to, że Ty i ja
                                                    Obudzimy nowy dzień"

                                                    Wiesz co jest najwspanialsze dla mnie w tej epopei przemijania? Że możesz dać Komuś życie i je pielęgnować:))))
                                                    A gdy wszystko będzie już "za"... hmmm... coś jednak będzie "przed";)

                                                    Pozdrowienia śle najserdeczniejsze z serdecznych:))))))
                                                    Darek

                                                    PS jest taki wiersz "Śnieg" Lieberta

                                                    "Słuchaj... Słuchaj... Padają białe płatki
                                                    Nieba, czy kwiatów, czy pocałunków matki.

                                                    Tak mi się myśl splątała w zawierusze...
                                                    Padają płatki na usta, na serce, na duszę,

                                                    I słowa padają gorące, ale to wszystko niejasne -
                                                    Słuchaj... Słuchaj... A może to tylko jest piasek?"

                                                    To nie jest tylko piasek:)))
                                                  • Gość: jedna taka ruda A śnieg zrejterował... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.06, 15:54
                                                    Darku:)

                                                    Pora taka, że aura jest zupełnie nieobliczalna.Nie trzyma się żadnych reguł i
                                                    nie liczy się z naszymi życzeniami.Cóż, trzeba się pogodzić z faktem, że pogoda
                                                    to niezwykle kapryśne zjawisko, które czasem potrafi tak nas omotać, że nasze
                                                    uczucia wahają się wraz z nią i wraz z nią posępnieją lub wraz z nią
                                                    promienieją...
                                                    Czasem zamyślamy się i wzrok podąża za tą kroplą na szybie.
                                                    Czasem mgła jakaś dziwna omota duszę i nie widać w niej światełka nadziei...
                                                    Czasem chłód przenika do serca i straszy, że lato minęło na zawsze...

                                                    Ale czasem...:)!

                                                    Niespodziewanie stajemy się wybrykiem natury, tak jak o tym pisaliśmy powyżej:)
                                                    Zakwita orchidea!Wbrew deszczom, chłodom i mgłom, wszystko w nas śpiewa:)
                                                    I tu mam na myśli tę cudowną przemianę Twojego refleksyjnego nastroju, w
                                                    zupełnie inny:)Jak to napisałeś pod wpływem "przemilego wieczoru":)
                                                    Cokolwiek to znaczy, to chcialabym, aby znaczyło właśnie, to zwiośnienie u
                                                    progu zimy:)

                                                    A wracając do epopei przmijania...to rzeczywiście natura wyposażyła wszystkie
                                                    gatunki w nadzieję, że:" non omnis moriar", kiedy przetrwa w następnym
                                                    pokoleniu...
                                                    Specjalnie nie napisałam, że natura wyposażyła w tę nadzieję człowieka, ale
                                                    gatunki...
                                                    Wczoraj oglądałam wspaniały film "Marsz Pingwinów", który gorąco Ci polecam.Nie
                                                    można oprzeć się uczuciu wielkiego wzruszenia i podziwu dla tych
                                                    przesympatycznych istot, jak cenne jest dla nich życie i jak potrafią chronić
                                                    swoje potomstwo.Niezwykłe...To tylko pingwiny, a jednak przychodzi niewesoła
                                                    refleksja:Gdyby tak i ludzie potrafili...

                                                    Pozdrawiam Cię jak zawsze, a na wypadek ,gdyby jednak spadł ten śnieg, dedykuję
                                                    Ci wiersz Julka Tuwima, który bardzo lubię,a który powraca do mnie od lat,
                                                    kiedy śnieg zabieli ziemię...

                                                    Powiedzieć Ci nie mogę...

                                                    Powiedzieć Ci nie mogę, jaki to żal bezbrzeżny:
                                                    Dzień dzisiaj taki biały i taki bardzo śnieżny...

                                                    Powiedzieć Ci nie mogę, jak mi ogromnie smutno:
                                                    Ale Ty pewno nie wiesz, co znaczy słowo " smutno " .

                                                    Ach, pewno nie wiesz także, co znaczy " żal bezbrzeżny" ,
                                                    To nic...to nic nie znaczy...Dzień taki cichy, śnieżny.

                                                    To takie moje słowa, co Ciebie mi zabrały...
                                                    A może i przyniosły...Dzień cichy dzisiaj, biały.


                                                    Ruda
                                                  • wergili z krainy wspomnień:) 24.11.06, 21:15
                                                    Witaj Ruda:)

                                                    Pamiętam łąkę, pamiętem las który jest bardzo blisko, zapach skoszonej trawy, i zapach siana w słoneczne dni, które zgrabiałem w stogi. Blisko jest rzeczka. Prawie jak w bajce:) A gdy orałem pole pamiętam jak towarzyszyły mi prawie zawsze bociany spacerując tuż obok i szukając myszy:)
                                                    Pamiętam spacery kilometrami po polnych drogach, po lesie, tęczę po burzy na niebie też pamiętam:)
                                                    To są dwa światy - jeden wiejski, drugi miejski:) Oba piękne, oba jakże różne. Na wsi pogoda ma ogromne znaczenie, wyznacza rytm pracy, a tu - w mieście - nie:) Tu pogoda nie ma dla mnie znaczenia:) Dlaczego o tym piszę? Dla mnie to nie pogoda jest wyznacznikiem wahań uczuć, bo ją zawsze akceptuję i podziwiam. Właściwie to nie wiem co powoduje, że czasem mam taki nostalgiczny nastrój... a może wiem... w każdym bądź razie dla mnie światełko nadziei nigdy nie gaśnie i zawsze je widać. Zawsze! :)

                                                    Chciałbym abyś i Ty widziała tą iskierkę nadziei zawsze. W Twoich słowach kryje się nutka smutku... czy mogę coś na to poradzić? Hmmm... Jeśli może Ci pomóc moja sympatia i pragnienie, abyś kiedyś mogła powiedzieć o... radości bezbrzeżnej, to chyba mogę:)

                                                    "Marsz Pingwinów" :) - hehe pamiętam, pamiętam; trochę przez przypadek na niego poszedłem do kina już ponad rok temu, ale było warto:) Bardzo ładny film, nie jakaś bajka!
                                                    A skoro przy białym kolorze jestem - śnieg. No trudno. Każe na siebie czekać, ale ja jestem cierpliwy:)))

                                                    Jestem ciekaw, który z rozdziałów "Pamiętnika Orchidei" zapadł Ci najbardziej w pamieci? Bo ja mam taki jeden, a który, to napiszę następnym razem;)

                                                    Pozdrawiam Cię zgadnij jak? :)
                                                    Darek
                                                  • Gość: jednatakaruda Re: z krainy wspomnień:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.06, 18:52
                                                    I ja pamiętam podobne obrazy...Każdy-chyba- ma taką krainę wspomnień,
                                                    taki "kraj lat dziecinnych", co "zawsze zostanie piękny i czysty jak pierwsze
                                                    kochanie"...:)
                                                    Gdzie bielinek -kapustnik niefrasobliwie lata nad pachnącym groszkiem
                                                    przytulonym do płotu...
                                                    Gdzie niedojrzałe owoce smakowały jak jabłka Hesperyd.
                                                    I mnie czasem dopada ta nostalgia, beznadziejnie smutna.
                                                    A smutna szczególnie, ponieważ nie wiem jak wielkie byłoby moje pragnienie
                                                    powrotu do tamtego świata,to zawsze pozostanie ono niespełnione ...

                                                    Wracając do refleksji po lekturze "Pamiętnika Orchidei", to przede wszystkim
                                                    muszę powiedzieć, że podążanie za Mistrzem Kałużyńskim po zawiłościach
                                                    minionego wieku, to fascynująca przygoda.Jego spojrzenie na wiele spraw , jest
                                                    nie tylko poparte imponującą znajomością tematu, ale także oryginalnością
                                                    przekazu.
                                                    Który rozdział podobał mi się najbardziej?Może nie tak.
                                                    W każdym coś mnie zaciekawiło, w każdym coś zaskoczyło, oburzyło lub
                                                    rozśmieszyło...
                                                    Bardzo podobał mi się portret Jezusa i rzeczywiście musialam przyznać, że to
                                                    zaiste dziwne, że ten Jezus, który był Synem Człowieczym kompletnym, nie śmieje
                                                    się na żadnym obrazie w historii sztuki.
                                                    Nie wiedziałam, że tak jest w istocie, ponieważ sama niejednokrotnie
                                                    dochodziłam do wniosku, że Jezus "to niezły numer"z inteligentnym poczuciem
                                                    humoru- niezwykle asertywny, obdarzony ogromną wyobraźnią.Zawsze śmieszył mnie
                                                    Jego stosunek do zakutych głow, jakimi byli faryzeusze:)

                                                    Dlaczego więc nikt nie uwiecznił na jakimś obrazie(np.) śmiejącego się Jezusa?
                                                    Poważne niedopatrzenie, albo nieludzkie podejście do sprawy:)))

                                                    Jednak naprawdę szczególne wrażenie wywarł na mnie rozdział "Fatalny rok 1914"

                                                    Rzeczywiście niewielkie wyobrażenie o tamtych czasach pozostawia nam
                                                    literatura, przytłoczona wydarzeniami następnej wojny. Naprawdę jest tak, że
                                                    jedynie "Na Zachodzie bez zmian" pozowala spojrzeć na front pierwszej wojny.
                                                    Przyznam jednak, że to zawsze mi wystarczało, by czuć coś w rodzaju mdłości nad
                                                    barbarzyństwem ludzi, którzy rozpętują takie piekło, którzy każą ginąć innym,
                                                    którzy nie dostrzegają ogromnej dysproporcji między "rozmiarami ofiar a
                                                    ważnością celów".
                                                    Barbarzyństwo wojny, która "jest ostatecznym, patologicznym i skatologicznym
                                                    zwyrodnieniem cywilizacji" polega na tym, że nie tylko odbiera ona ludziom
                                                    życie, ale także , że odbiera człowieczeństwo...Przede wszystkim
                                                    człowieczeństwo.

                                                    Pytanie Gide`a wzburzyło mój wewnętrzny spokój, bo rzeczywiście, gdzie jest to
                                                    zapisane, czy istnieje ustawa: Obywatel, na wezwanie rządu, ma obowiązek dać
                                                    się zamordować?
                                                    Nie ma takiej ustawy, a jednak obywatele muszą dać się zamordować, albo zostaną
                                                    uznani za dezerterów i ukarani śmiercią...

                                                    Powiem Ci, że ja rzeczywiście świata nie rozumiem i jak mam być ofiarą, to już
                                                    wolę być ofiarą pornografii , jak Kałużyński..:)))

                                                    O książce można długo jeszcze- jest niesamowita. Jeszcze raz dziękuję za tę
                                                    cenną podpowiedź:)

                                                    Pozdrawiam Cię serdecznie i ciepło -wiosenną zimą:)

                                                    Ruda
                                                  • wergili już czuję zapach choinki:) 20.12.06, 02:39
                                                    dzień dobry, cześć i czołem:)

                                                    witaj Ruda:)))))

                                                    o wspomnieniach ostatnio mówiliśmy. No i proszę. Oto nastał czas gdy wspomnienia ożywają "z siłą wodospadu":) Te wspomnienia mają jednak inny odźwięk i inną barwę... Święta są niezwykłym czasem... czasem w którym możemy - jeśli chcemy - poczuć bliskość drugiej bliskiej osoby, smak życzliwości osoby przypadkowo spotkanej na ulicy czy w sklepie, smak niezwykłej atomsfery nocy wigilijnej... ale też esencję samotności.
                                                    Cieszę się, że idą Święta, cieszę się, że będę ubierał choinkę, cieszę się na wspólną kolację wigilijną i na pasterkę i na kolędy, i na historię Scrooge'a z Opwieści Wigilijnej...
                                                    I że będę mógł życzyć wszystkim tym, których kocham, i na których mi zależy "Wesołych Świąt". Wszystkim, poza jedną osobą.

                                                    Może to dziwne, ale zwróciliśmy uwagę na te same fragmenty z ksiązki Kałużyńskiego. Mi najbardziej podoba się fragment o Jezusie i Biblii:) Te fragmenty wskazane z Biblii są fantastyczne. Mój Bóg ma poczucie humoru i to nie byle jakie:) Dla mnie właśnie za dużo w wierze naszej polskiej jest smutku, odświętności, przesadnej powagi, a za mało uśmiechu, codzienności:)
                                                    No i drugi fragment, bardzo przemawiający obrazem, to własnie obraz wojny, frontu. Za to cenię starsze osoby i lubię ich słuchać - za mądrość, za to, że potrafią przypomnieć, że wiedzą to, czego ja nie wiem, to z czego sobie nie zdaję sprawy.

                                                    Ponieważ czas świąteczny już czuć troszkę, wobec tego pozdrawiam Cię jak na ten czas przystało - niezwykle serdecznie, serdecznie:))) ale to nie jest jeszcze moje ostatnie słowo do Ciebie przed Świętami:)))
                                                    Darek
                                                  • Gość: jednatakaruda Choinka wciąż roztacza swój urok... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.07, 21:10
                                                    Darku:)

                                                    Dziękuję za Twoje świąteczne pozdrowienia i za nastrój jaki stworzyłeś w
                                                    ostatnim poście.Miło się go czyta:)
                                                    Jest coś czarodziejskiego w tych świętach, że nawet ludzie podobni do Scrooge`a
                                                    potrafią się zmienić za sprawą blasku Wigilijnej Gwiazdki...
                                                    Moglibyśmy narzekać, że ta serdeczność, ten uśmiech mija wraz ze świętami, ale
                                                    po co narzekać??? Czy nie lepiej cieszyć się, że jest taki dzień, kiedy"
                                                    wszyscy, wszystkim ślą życzenia..."?
                                                    Kiedy dorośli stają się dziećmi,jak dzieci szczęśliwi?

                                                    Ach jaka szkoda, że nie skrzypiał nam śnieg pod stopami, gdy w nocy szliśmy na
                                                    Pasterkę.Byłoby już absolutnie pięknie...
                                                    Ale i tak było, a już to przecież ustaliliśmy, że będzie jeszcze pięknie(j), a
                                                    nawet przepięknie...:)
                                                    Teraz pozostaje nam tylko wierzyć, że wkrótce jednak spadnie śnieg i chociaż
                                                    święta już minęły, to przecież zawsze jeszcze można ulepić bałwanka i nie
                                                    przejmować się tymi , którzy myślą, że zapomnieliśmy dorosnąć:)

                                                    Pozdrawiam Cię, wplatając w te pozdrowienia srebrne promyki dzisiejszej nocy:)
                                                    Ruda
                                                  • wergili piszę, gdy za oknem śnieg:) 28.01.07, 20:27
                                                    witaj Ruda:)))

                                                    Po atmosferze świątecznej nie ma już śladu, choć jeszcze tegotygodniowa kolęda może troche przypomniała o niej... Nie ma śladu, ale już tylko na niecały rok:) No ale ale, czyż mogę narzekać? Przecież przyszła wreszcie wyczekiwana przeze mnie i przez Ciebie chyba też, pani Zima:))) Cudowna:) Teraz niech się już dzieje co chce - świeży obraz wszystkiego pokrytego białą kołderką mam już w pamięci przynajmniej na rok:) choć oczywiście liczę że jeszcze nas nie opuści ta pani Zima;)

                                                    Zima zimą a ja tu mam drugi temat - jakże bliski temu forum - miłość
                                                    A tak naprawdę to mam bajkę dla Ciebie
                                                    tytuł bajki "opowieść o wielkim wstydzie"...
                                                    autor L. Kołakowski

                                                    Zanim zostawię Cię z lekturą chciałbym Cię pozdrowić:))) ale nie tak jak dotąd serdecznie... oj nie nie;) ostatni raz pisałem tuta daaawno temu, jeszcze w tamtym roku, no i wyobraź sobie, że od tamtego czasu moje pokłady serdeczności się skumulowały i pragnę je teraz wszystkie przelać za pośrednictwem łaczy, kabelków, światłowodów i Bóg wie czego tam jeszcze dla Ciebie:)))))))) Mam tylko nadzieję, że wytrzymają ten przesył;) Tak więc adin, dwa, tri, i śle..........
                                                    :)))))))))))))


                                                    ----------------------------------------------

                                                    Muria była córką rybaka ze wsi Kleo. Była prześliczna i mnóstwo młodych, a także starych mężczyzn zabiegało o nią. Muria miała nieco skośne oczy, włosy kasztanowe z miedzianym odcieniem, rzęsy długie i czarne. Rio kochał Murię i wiedział o tym, że jest ona naprawdę najpiękniejsza na świecie.
                                                    Muria lubiła trochę Rio, ale go nie kochała. I nie martwiła się bardzo, kiedy Rio wyjechał. Rio natomiast był zrozpaczony. Musiał opuścić wioskę, ponieważ wezwano go do służby wojskowej. Służba w wojsku jest ciężka i wyczerpująca. Przełożeni Rio nie byli okrutni, ale byli surowi — jak to w wojsku. Rio był zajęty od świtu ciężką służbą, która kończyła się dopiero o zmierzchu. Myślał o Murii bez przerwy i przez to zaniedbywał się w obowiązkach, ściągając na siebie gniew zwierzchników i kary. Najlepiej było w nocy, bo Muria przychodziła do niego czasem we śnie, a we śnie kochała go i była dla niego lepsza niż naprawdę. Dlatego Rio wolał na ogół sny od życia.

                                                    W wojsku żołnierze lubią opowiadać sobie o dziewczętach. Jeden z kolegów imieniem Pau zapytał raz Rio: "Powiedz mi, jak wygląda twoja dziewczyna?"
                                                    Rio zawahał się. Pomyślał, że, ściśle biorąc, Muria nie jest jego dziewczyną. Ale przyszło mu do głowy, że Pau nie określił dokładnie, czy chodzi mu o dziewczynę ze snu czy z życia. Otóż Muria ze snu była jego dziewczyną. Dlatego Rio powiedział: "Jest bardzo piękna".
                                                    — A jaki ma kolor oczu? - pytał dalej Pau.
                                                    Teraz Rio chciał odpowiedzieć i przywołał w pamięci obraz Murii, aby przypomnieć sobie kolor jej oczu. I nagle ogarnęło go przerażenie. Uświadomił sobie, że nie wie, jaki jest kolor oczu Murri. Na próżno wytężał pamięć, na próżno się skupiał — nie wiedział. Mógł, oczywiście, odpowiedzieć byle co, ale wyobraził sobie, że byłoby to nieładne wobec Murii, gdyby powiedział o niej coś nieprawdziwego. Dlatego myślał długą chwilę, a Pau czekał na odpowiedź. Wreszcie, czerwony ze wstydu, Rio szepnął: "Zapomniałem".
                                                    Pau wybuchnął śmiechem. Nie był on może chłopcem złym, ale był niemądry, a to przeważnie na jedno wychodzi. Dlatego natychmiast zaczął opowiadać głośno wszystkim kolegom, że Rio zapomniał koloru oczu swojej dziewczyny. Wszyscy śmiali się z Rio i powtarzali sobie tę wiadomość, a w końcu zaczęli układać różne wierszyki o Rio i Murii. Mieli z tego mnóstwo uciechy, a Rio nieśmiały i smutny, nie umiał odpowiadać na ich docinki i coraz bardziej się gnębił. Bez przerwy myślał o tym, jaki jest kolor oczu Murii i w żaden sposób nie mógł sobie przypomnieć. Męczył się okropnie, wstydził i rozpaczał, bo mu się wydawało, że skoro kocha Murię, to powinien o takich rzeczach pamiętać. Po pewnym czasie usiadł i napisał taki list.
                                                    "Moja miła Murio Kocham cię bardzo, tak samo jak zawsze. I bardzo się wstydzę, okropnie się wstydzę, bo zapomniałem, jaki masz kolor oczu. Jest mi bardzo smutno, bo może sobie pomyślisz, Że cię zapomniałem, albo że cię nie kocham naprawdę. Ale ja cię kocham naprawdę i pamiętam doskonale, jak wyglądasz, tylko nie wiem, jaki masz kolor oczu. Bardzo cię proszę, Murio, Murio, napisz mi, jaki masz kolor oczu, bo nie mogę wytrzymać ze zmartwienia."
                                                    Napisał ten list i chciał go wysłać, ale w ostatniej chwili pomyślał sobie, że jednak byłby to za wielki wstyd - przyznać się Murii, że nie pamięta jej oczu. Podarł więc list i wyrzucił. Potem męczył się znowu i, co gorsze, ilekroć Muria przychodziła do niego we śnie, zapominał przyjrzeć się dokładnie jej oczom, a potem rano już nie pamiętał. Kupił sobie farby i chciał namalować z pamięci portret Murii, myśląc, że wtedy uda mu się przypomnieć sobie jej oczy. Miał trzysta barw w swoich farbach i wszystkie po kolei oglądał, ale doszedł do przekonania, że żaden z tych kolorów nie jest kolorem oczu Murii. Portret żaden mu się nie udał, mimo wielu prób, bo Rio nie umiał malować. Trapił się coraz więcej i przez to coraz gorzej pełnił swoją służbę, a przełożeni coraz surowiej go karali. Rio mało zwracał na to uwagi, bo wszystkie inne rzeczy, poza kolorem oczu Murii, przestały go obchodzić.

                                                    Dowiedział się, że w miasteczku, gdzie przebywał jego garnizon, mieszka wróżka, która za pieniądze potrafi pokazywać każdemu obraz ukochanych osób. Rio wybrał się do wróżki i powiedział, że nie ma wcale pieniędzy, ale bardzo ją prosi, żeby wywołała dla niego obraz ukochanej dziewczyny, powiedział, że zrobi wszystko co możliwe, aby wynagrodzić wróżkę za jej pracę.
                                                    Wróżka zapytała z niechęcią: "A kiedy ta twoja dziewczyna umarła?"
                                                    — Ależ ona wcale nie umarła! - krzyknął Rio. - Żyje w naszej wiosce.
                                                    — Głupi chłopcze - powiedziała wróżka zniecierpliwiona. —
                                                    Czy ci nie powiedziano, że ja wywołuję tylko obrazy umarłych?
                                                    — Nie — szepnął Rio przerażony. - Nikt mi nie powiedział. Ale dlaczego? Przecież łatwiej pokazać żywego niż umarłego.
                                                    — Jesteś głupi jak but - syknęła wróżka. - Wróżki mają władzę nad umarłymi, ale nie nad żywymi. Żywi pokazują się sami, kiedy chcą, a kiedy nie chcą, nie pokazują się. Umarli ani chcą czego, ani nie chcą, dlatego my, wróżki, możemy nimi kierować.
                                                    — I na to nie ma rady?
                                                    — Na to nie ma rady.
                                                    — Więc co mam zrobić, ażeby sobie przypomnieć kolor oczu Murii?
                                                    — Jak to, ty durniu, nie pamiętasz, jak wygląda twoja ukochana?
                                                    — Ależ, pamiętam doskonale - wołał Rio - nie pamiętam tylko koloru jej oczu.
                                                    — A jaki ma kolor włosów?
                                                    Rio stanął osłupiały. Usiłował sobie przypomnieć kolor włosów Murii i nie mógł. Znowu daremnie natężał pamięć - nic nie wychodziło.
                                                    Wróżka śmiała się szyderczo. "Ładnie ją kochasz, nie wiesz nawet jaki ma kolor włosów. To powiedz, jaki ma kształt nosa?"
                                                    Teraz okazało się, że Rio i tego nie wiedział. Nie wiedział także, w jakich sukniach Muria chodzi, czy nosi kolczyki w uszach, jakie ma dłonie... W ogóle nic nie wiedział. Wróżka śmiała się coraz głośniej, a Rio kurczył się i malał ze wstydu i robił się coraz mniejszy. Zapewniał, że doskonale pamięta, jak Muria wygląda i rzeczywiście z największą łatwością przywoływał jej wyraźny obraz w pamięci, a mimo to nie mógł sobie przypomnieć żadnego szczegółu. Wreszcie krzyknął rozpaczliwie: "Kocham Murię, kocham Murię!" - i wybiegł od wróżki. Okazało się jednak, że wstyd go tak skurczył, iż miał teraz wielkość zaledwie palca dorosłego człowieka. Z początku więc biegł ulicą nie dostrzegany, ale po jakimś czasie ktoś spostrzegł maleńkiego człowieka i cały tłum zaczął go oglądać i dziwować się nad jego wzrostem.

                                                    Jeszcze nikt nie najadł się tyle wstydu naraz - i to tylko za to, że przedtem się tak zawstydził. Rio z trudem wydostał się wreszcie spośród tłumu gapiów i wpadł do koszar, gdzie cała kompania zaczęła się pokładać ze śmiechu na widok takiej przemiany. Przybiegł oficer i zobaczywszy, co się dzieje, kazał zamknąć Rio do aresztu. Bo
                                                  • wergili hmmm... bajka się nie zmieściła - wobec tego c.d. 28.01.07, 20:31
                                                    ...
                                                    Jeszcze nikt nie najadł się tyle wstydu naraz - i to tylko za to, że przedtem się tak zawstydził. Rio z trudem wydostał się wreszcie spośród tłumu gapiów i wpadł do koszar, gdzie cała kompania zaczęła się pokładać ze śmiechu na widok takiej przemiany. Przybiegł oficer i zobaczywszy, co się dzieje, kazał zamknąć Rio do aresztu. Bojąc się, żeby nie uciekł ze zwykłego aresztu przez szparę w drzwiach, zrobiono mu specjalny areszt w pudełku po konserwach owocowych. Było tam okropnie lepko i brudno, ale Rio był tak nieszczęśliwy, że nie zwrócił na to uwagi. Wydobyli go następnego dnia i postawili przed sądem, złożonym z dwudziestu oficerów. Rio stał sam jeden, maleńki jak palec przed dwudziestoma oficerami, a oficerowie byli do tego bardzo wysocy, stosownie do swojej rangi. Pokazywali sobie palcami małego więźnia, kpili z niego i mierzyli linijką. Potem zaczęli go sądzić.
                                                    — Dlaczego jesteś taki mały? — zapytał go surowo sędzia.
                                                    — Jestem mały, bo zmalałem — powiedział Rio. — Przedtem byłem duży.
                                                    — A dlaczego zmalałeś?
                                                    — Zmalałem ze wstydu — powiedział Rio.
                                                    — Dlaczego się wstydziłeś?
                                                    — Wstydziłem się, bo nie wiedziałem, jaki kolor oczu ma Muria.
                                                    — No to co? — powiedział sędzia. — Ja też nie wiem, jaki Muria ma kolor oczu, a wcale się nie wstydzę.
                                                    — Ale pan sędzia nie kocha Murii, a ja kocham — powiedział Rio.
                                                    — A czy znasz regulamin wojskowy? Czy wiesz o tym, że w paragrafie dwunastym regulaminu powiedziane jest, że żołnierzowi nie wolno się wstydzić, bo może wtedy się zmniejszyć i tym samym osłabić swoją zdolność bojową?
                                                    — Tak — przyznał Rio ze skruchą — wiem o tym. Rio wiedział, bo rzeczywiście był taki paragraf w regulaminie i nauczono go tego w wojsku.
                                                    — Więc w tej chwili przestań się wstydzić!
                                                    — Nie mogę — powiedział Rio - bo teraz już coraz bardziej się wstydzę.
                                                    — Czego się teraz wstydzisz?
                                                    — Teraz się wstydzę, że jestem taki mały, a wstydząc się, robię się coraz mniejszy. I tak bez końca.
                                                    Sędziowie popatrzyli na niego. Rio rzeczywiście w ciągu tego przesłuchania zmniejszył się jeszcze bardziej i teraz był prawie niewidoczny. Sędziowie odbyli krótką naradę i uroczyście ogłosili wyrok:
                                                    — Żołnierz Rio jest skazany na zanik przez zawstydzenie!
                                                    Wyrok nie podlega apelacji.
                                                    Rio, kiedy usłyszał ten wyrok, zawstydził się tak bardzo, że zaczął maleć w przyśpieszonym tempie i po kilku minutach znikł z oczu sędziom. Ktoś szybko wyciągnął lupę i zaczęli go szukać na stole, ale nie znaleźli. Przynieśli mikroskop i dalej szukali, ale też bez wyniku. W końcu dali spokój. Rio zmalał do końca.

                                                    Dziwna historia Rio rozniosła się szybko po kraju i niebawem trafiła do rodzinnej wioski Rio. Przyjaciele i koledzy powtarzali sobie wiadomość. Wkrótce dowiedziała się i Muria. Przyjaciółka powiedziała jej, że Rio zupełnie zmalał ze wstydu i nikt go już nigdy nie zobaczy. Muria bardzo się zdziwiła i podniosła oczy na przyjaciółkę. Miała duże oczy niebieskiego koloru.
                                                  • wergili PS 28.01.07, 23:07
                                                    właśnie wróciłem z Kościoła:)
                                                    okazuje się, że tam jeszcze stoją choinki przypominające o tym, że były święta:)
                                                    a przy okazji, skoro już o miłości wspomniałem przed wyjściem do Kościoła - dziś były odcztane słowa:

                                                    Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
                                                    a miłości bym nie miał,
                                                    stałbym się jak miedź brzęcząca
                                                    albo cymbał brzmiący.
                                                    Gdybym też miał dar prorokowania
                                                    i znał wszystkie tajemnice,
                                                    i posiadał wszelką wiedzę,
                                                    i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
                                                    a miłości bym nie miał,
                                                    byłbym niczym.
                                                    I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
                                                    a ciało wystawił na spalenie,
                                                    lecz miłości bym nie miał,
                                                    nic bym nie zyskał.
                                                    Miłość cierpliwa jest,
                                                    łaskawa jest.
                                                    Miłość nie zazdrości,
                                                    nie szuka poklasku,
                                                    nie unosi się pychą;
                                                    nie dopuszcza się bezwstydu,
                                                    nie szuka swego,
                                                    nie unosi się gniewem,
                                                    nie pamięta złego;
                                                    nie cieszy się z niesprawiedliwości,
                                                    lecz współweseli się z prawdą.
                                                    Wszystko znosi,
                                                    wszystkiemu wierzy,
                                                    we wszystkim pokłada nadzieję,
                                                    wszystko przetrzyma.
                                                    Miłość nigdy nie ustaje,
                                                    [nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
                                                    albo jak dar języków, który zniknie,
                                                    lub jak wiedza, której zabraknie.
                                                    Po części bowiem tylko poznajemy,
                                                    po części prorokujemy.
                                                    Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
                                                    zniknie to, co jest tylko częściowe.
                                                    Gdy byłem dzieckiem,
                                                    mówiłem jak dziecko,
                                                    czułem jak dziecko,
                                                    myślałem jak dziecko.
                                                    Kiedy zaś stałem się mężem,
                                                    wyzbyłem się tego, co dziecięce.
                                                    Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
                                                    wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
                                                    Teraz poznaję po części,
                                                    wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany*.
                                                    Tak* więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy:
                                                    z nich zaś największa jest miłość.

                                                    Mój ulubiony cytat z Biblii:)
                                                  • jednatakaruda O życiu, o bajkach i o miłości.... 26.02.07, 21:24
                                                    Witaj Darku:)))

                                                    W Twoim ostatnim wpisie czytam:"...przyszła wreszcie wyczekiwana przeze mnie i
                                                    przez Ciebie [...] pani Zima".

                                                    Jednak ona wcale nie przyszła, wprawdzie pozwoliła nam uwierzyć, że jest, ale
                                                    tak naprawdę to był tylko jej żart, kaprys i odeszła,nawet nie spojrzała za
                                                    siebie...:)
                                                    A my ulegliśmy złudzeniu, bo często tak bywa, że kiedy tak na coś czekamy, że
                                                    cali jesteśmy tylko czekaniem, wówczas łatwo ulegamy złudzeniom, tak łatwo nas
                                                    oszukać i wywołać entuzjazm i uśmiech, który potem musi zgasnąć na ustach,
                                                    kiedy marzenie zbyt szybko zamienia się w błoto...jak ten śnieg...
                                                    I nie chodzi w tym wszystkim tylko o zimę, a może o zimę tu chodzi najmniej.
                                                    Tak może być także z miłością, o której wspominałeś ostatnio i o której
                                                    napisałeś tę dziwną bajkę.
                                                    Piszę dziwną, ponieważ naprawdę zaskoczyło mnie jej zakończenie.

                                                    Czy bajki o miłosci nie powinny kończyć się inaczej???
                                                    To wcale nie jest bajką, że nasze serce nas czasem zaskakuje tak okropnie, że
                                                    nasza pamięć o najbliższych potrafi tak okrutnie nas zawieść, że pali nas
                                                    wstyd, kiedy tak łatwo i niespodziewanie zapominamy i nie potrafimy przywołać
                                                    koloru oczu, brzmienia głosu, dotku rąk kogoś, kto wypełniał nasze sny, kto był
                                                    bardziej nami , niż my sami jesteśmy....

                                                    Nie nie mogę się zgodzić na takie zakończenie w bajce.
                                                    Bajka przecież musi być inna od życia, by mogła być od niego ucieczką w jakiś
                                                    inny, piękniejszy świat...

                                                    O moich pozdrowieniach wszystko już wiesz, a zapewniam Cię, że nic się w nich
                                                    nie zmieniło:))))

                                                    Ruda;)
                                                  • wergili Wesołych Świąt :-) 06.04.07, 14:53
                                                    witaj Ruda :)))

                                                    była zima, jest wiosna i są Święta:)

                                                    Świąt Wielkiej Nocy życzę Tobie ciepłych, spokojnych i radosnych
                                                    takich, dzięki którym mamy siły na zmaganie się z trudami dnia codziennego, dzięki odkrywaniu tajemnicy Zmartwychwstania Pańskiego:)
                                                    wesołych kolorowych kurczaczków
                                                    smacznego 'święconego'
                                                    świętego spokoju;)
                                                    ach no i Śmigusa-Dyngusa słonecznego i ciepłego, ale mokrego:)


                                                    "Droga, wierzbą sadzona wśród zielonej łąki,
                                                    Na której pierwsze jaskry żółcieją i mlecze.
                                                    Pośród wierzb po kamieniach wąska struga ciecze,
                                                    A pod niebem wysoko śpiewają skowronki.
                                                    Wśród tej łąki wilgotnej od porannej rosy,
                                                    Drogą, którą co święto szli ludzie ze śpiewką,
                                                    Idzie sobie Pan Jezus wpółnagi i bosy
                                                    Z wielkanocną w przebitej dłoni chorągiewką.
                                                    Naprzeciw idzie chłopka. Ma kosy złociste,
                                                    Łowicka jej spódniczka i piękna zapaska.
                                                    Poznała Zbawiciela z świętego obrazka,
                                                    Upadła na kolana i krzyknęła: "Chryste!"
                                                    Bije głową o ziemię z serdeczną rozpaczą,
                                                    A Chrystus się pochylił nad klęczącym ciałem
                                                    I rzeknie: "Powiedz ludziom, niech więcej nie płaczą,
                                                    Dwa dni leżałem w grobie. I dziś zmartwychwstałem"." J.L.


                                                    z najserdeczniejszymi z najsredeczniejszych pod słońcem a nawet i nad nim pozdrowieniami! :)
                                                    Darek
                                                  • Gość: jedna taka ruda Re: Wesołych Świąt :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.07, 23:10
                                                    Darku

                                                    Dziękuję za życzenia- wszystkie:)i kosmiczne pozdrowienia:)))

                                                    Prawda, że to niesamowite jak jeszcze niedawno nie było wiosny, a teraz jest
                                                    wszędzie gdzie tylko się spojrzy-w żółtych , różowych i przede wszystkim białych
                                                    płatkach kwiatów na drzewach...
                                                    Szkoda tylko, że to piękno minie po pierwszym ulewnym deszczu i większym
                                                    wietrze- przerażająco krótko kwitną drzewa, za krótko, by móc się nimi nacieszyć.
                                                    Zawsze na wiosnę odczuwam przede wszystkim zdziwienie, że to już jest tak
                                                    pięknie i irracjonalny smutek, że to już to piękno minęło...
                                                    Taka czerń i biel nastrojów- poplątanie emocji jak w wiosennej aurze:)

                                                    Ale co tam...przed nami jeszcze tyle dni i nocy, w których kolory i zapachy
                                                    oszołomią zmysły:)))
                                                    Myślę o tych nadchodzących dniach z wielką radością!
                                                    Ciesze się na zapach maciejki i siana ,i blask nocy rozgwieżdżonych:)))
                                                    To chyba działa już czar świątecznego nastroju, który oddalił mnie od
                                                    rzeczywistości:)

                                                    A o wiośnie to trochę tak:

                                                    "Znów jak co roku
                                                    zaskoczyły mnie
                                                    Przydrożne kaczeńce

                                                    I trudno się dziwić
                                                    że przyspiesza kroku
                                                    Moje zdziwione serce"

                                                    Jeszcze raz życzę Ci Darku Wesołych Świąt i nie tylko świąt ,ale całej wiosny w
                                                    zachwycie!
                                                    Pozdrawiam Cię serdecznie jak stąd do Księżyca:)
                                                    Ruda

                                    • wiarusik Re: Błogosławieni Ci, którzy dostrzegają cuda:-) 17.07.06, 22:27
                                      Ja tak niezabardzo w temacie.
                                      Fajne masz imię rycerzu [ciekawe jaki herb?;)].
                                      Darek,Dariusz,Dareczek,Daruniu,Daruś,Daręty,Darosław.
                                      Takie perskie(powiedziałbym nawet,że irańskie ale za późno na odwiedziny
                                      gromowców.Dziś już gości nie przyjmuję).Król perski Dariusz I Wielki zrobił ze
                                      swojego kraju potęgę,Dariusz III dostał po pupci od Alexandra Wielkiego.
                                      Po angielsku Darius(zdrobnienie ponoć Dari),po niemiecku tak samo,a
                                      po włosku chyba Dario.
                                      Jednym słowem Darki to fajne chłopaki i do rany przyłóż.
                                      Fajnie,że należę do tego samego ELITArnego CLUBU["Ął"i"Ęł" a co?;].
                                      Pozdrawiam.
                                      • wergili Re: Błogosławieni Ci, którzy dostrzegają cuda:-) 17.07.06, 23:13
                                        hehehe
                                        W życiu się nad tym nie zastanawiałem, o Darętym i Dariusie to pierwszy raz słyszę:)
                                        Pozdrawiam
          • Gość: RS :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.06, 14:55
            www.youtube.com/watch?v=alAc3ODJOqk
            Opuscilam sie, wiem... wkrotce nadrobie zaleglosci.
            I nie zapomnialam o Twoim pytaniu.

            Pa, pa, piękne lato mamy tej jesieni:)
            • wergili Re: :) 14.10.06, 23:34
              :))))
              Ledwie Cię rozpoznałem;) Na szczęście link dużo mówi:)
              dziękuję:) W między czasie nie próżnowalem i sobie co nieco pościągałem;)
    • Gość: ;) Re: spider`s web-a my w niej... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.07, 02:21
      .
    • smutnapatrycja Re: spider`s web-a my w niej... 26.02.07, 22:40
      Yes. Mackerel sky;-) bede sobie liczyla...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka