Gość: Belbo
IP: *.acn.waw.pl
31.08.03, 22:05
Wchodzę sobie do takiego właśnie sklepu ..a tam pijak awanturuje się z
jakimiś młodymi ludźmi.. Awantura na całego.. ja spięty stoję cicho w kąciku
i maże tylko o małym tyskim.. I wreszcie młodzi ludzie wychodzą a pijak
kupuje alpagę za 5,50 i tak sobie życzy: " żebym się tak tym upił żeby mnie
na izbę wytrzeźwień zabrali.. tak żebym się tym upił".. i pomyślałem ja w
swej naiwności ..ze w sumie ma facet racje.. kupił to by się upić więc
najlepiej by było żeby to upicie się jego było maksymalne.. Drożymy przecież
nieświadomie do maksymalizacji przyjemności.
Ale jak mocno trzeba się upić żeby na izbę wytrzeźwień trafić?..
Zaskoczyło mnie to pytanie.. izba wytszeźwień jako miernik upicia się..
No cóż...a życie toczy się dalej.