Dodaj do ulubionych

niesymetryczność doznań

13.06.06, 19:00
niesymetryczność we współczesnym świecie przybiera rozmiary zatrważające. ona
sama to pikuś, problem z jej nieuświadomioną percepcją. Grzesiek kupił nowy
samochód, Jola była w Nowej Zelandii, Tomek kupił duże i fajne mieszkanie,
Magda kupiła sobie super ciuchy, Konrad awansował.... A Ty? Ty jesteś jeden i
niemożliwe, aby przytrafiły Ci się wszystkie te rzeczy na raz, ale czasem bez
uświadomienia sobie traktujemy całą tę liczną grupę znajomych jako jedną
osobę i wpadamy w smutek, że ja mam mniej... Ale naprawdę mam mniej?
ukłony
ed
Obserwuj wątek
    • zettrzy Re: niesymetryczność doznań 14.06.06, 04:10
      a ja podejrzewam ze sie podkochuje w nowym kierowniku projektu i kto ma gorzej?
    • aga_78 Re: niesymetryczność doznań 14.06.06, 17:32
      > niesymetryczność we współczesnym świecie przybiera rozmiary zatrważające.

      już sama twarz człowieka jest niesymetryczna :)
      a co do sedna twojej wypowiedzi - ludzie często (świadomie lub podświadomie)
      porównują się do innych. mi też się to zdarza. Ale najważniejsze w tym
      porównaniu to logiczne myślenie i chyba przede wszytskim docenianie tego, co
      sie ma i staranie się, aby osiągnąc "więcej" :) Wtedy, w ogólnym rozrachunku
      wychodzi na to, że wcale nie mamy mniej :) Co z tego, że przykładowa Iksińska
      ma jacht, a Ygrekowska odrzutowiec, skoro są np. samotne. Kto wtedy ma więcej,
      a kto mnie? :) One czy pani Zet, która nie może pozwolić sobie na takie
      luksusy, ale za to ma np. kochającą się rodzinę
      • wietka Re: niesymetryczność doznań 14.06.06, 19:54
        wydaje mi się,ze nie mozna porównywac zasobów materialnych z uczuciami,
        emocjami. Jacht i kochający mąz to zupełnie inne sprawy.
        A najlepiej mieć, oczywiści i to, i to :)
        • aga_78 Re: niesymetryczność doznań 14.06.06, 20:51
          a mi się wydaje, że jednak można w jakiś tam dziwny sposób porównać. bo jeśli
          weźmie się pod uwagę jedynie rzeczy materialne, to oczywiście średnio
          zarabiająca osoba (ta od kochającej się rodziny) wypada kiepsko w porównaniu z
          Iksińską, która ma jacht i sto innych cennych przedmiotów. ale która z tych
          osób ma mniej, która ma gorzej? ta osoba z rodziną ciesząca sie tym co ma,
          będąca szczęśliwą, uśmiechniętą osobą, spędzająca wakacje na działce w mieście,
          czy Iksińska - płacząca co noc w poduszkę z samotnosci? tu mniej ma i gorzej
          wypada iksińska (tak mi się wydaje).
          oczywiście pomijam skrajne przypadki - bogacz i bezdomny. tu wątpliwości raczej
          nie mam, że więcej ma krezus, bo bezdomna osoba do szczęsliwych raczej nie
          należy.
          zgadzam się w 1000%-najlepiej mieć i to i to :))

          ale mam przemyślenia przed meczem :))
          • zettrzy Re: niesymetryczność doznań 15.06.06, 16:11
            obawiam sie ze Iksinska z jachtem nie ma szansy na plakanie w poduszke,
            zwlaszcza z samotnosci, bo ludzie dobrze ustawieni materialnie przyciagaja
            tlumy rozmaitych "obwieszaczy"
            fakt ze obwieszacze maja czesto motywy materialne - pokazac sie z kims,
            przeplynac tym jachtem w formie goscia, moze zalatwic cos dla siebie czy
            kochajacej rodziny, ale to nie zmienia sprawy ze Iksinska jest bez przerwy
            otoczona ludzmi i byc moze nawet ma ich dosyc; a kazdego kandydata na meza po
            cichu podejrzewa tez o motywy materialne, wiec woli sie nie wiazac

            casus Grety Garbo - dlaczego wybrala samotnosc, spedziwszy cala mlodosc na
            robieniu majatku? wydaje mi sie ze przeceniamy znaczenie "kochajacej rodziny",
            ktora w koncu jest wielu ludziom po prostu potrzebna aby przetrwac ekonomicznie
            • hedonista.oswiecony ekonomiczna spojnosc rodziny 16.06.06, 12:41
              hej, poruszylas Zettrzy b. wazne zagadnienie, z reguly niedoceniane. Tak to
              jest, ze przeceniamy znaczenie norm i wartosci jesli chodzi o ich wplyw na
              nasze zycie, pewnie jest nam to pomocne w zachowaniu dobrego samopoczucia...
              ale zgadzam sie, ze obecna fala rozwodow, nad ktora tak rece lamia niektorzy to
              wlasnie skutek ekonomicznej niezaleznosci ludzi, to jest ta przyczyna, ze
              ludzie nie muszac sie meczyc wybieraja rozwod i staraja sie ulozyc swoje zycie
              na nowo i ja akurat postrzegam to jako postep i rozwoj, a nie upadek moralny.
              Warunki zycia pomagaja nam zyc blizej wlasnych potrzeb i coraz czesciej to
              czynimy. Czy nie rosnie nam z tego spoleczenstwo egoistow? Moze tak, ale jesli
              jestesmy dzieki temu bardziej zadowoloni, jesli przyrasta ilosc ludzi, ktorzy
              lubia swoje zycie.... nie wiem jak jest, ale smiem twierdzic, ze tak byc moze.
              uklony
              ed
              • wietka Re: ekonomiczna spojnosc rodziny 16.06.06, 18:23
                Mieć czy być?
                oto jest pytanie...
                dla idealistów - mieć, dla realistów - być, a dla zwykłych śmiertelników -
                wszystkiego po trochu...
                Powtarzam: złoty środek najlepszy :)
                • hedonista.oswiecony Re: ekonomiczna spojnosc rodziny 17.06.06, 08:34
                  przychylam się, że trudno być jak się nic nie ma... poza tym tutaj też
                  niesymetryczność na niekorzyść idealistów widzę bo posiadanie wcale nie
                  przeszkadza byciu
                  ukłony
                  ed
                  • zettrzy Re: ekonomiczna spojnosc rodziny 19.06.06, 17:59
                    jakbym sie miala czepiac to bym powiedziala ze rownanie "kochajacej rodziny" z
                    dobrami materialnymi sprowadza owo kochanie do poziomu materialnego... lub
                    nadaje dobrom materialnym range uczuciowa
                    tak czy inaczej, nie sadze ze mozna porownywac uczucia jakie wzbudza w nas
                    wielkosc konta bankowego z uczuciami spowodowanymi obecnoscia tego kogos
                    specjalnego, lub owej obecnosci brakiem... ale fakt pozostaje faktem ze ludzie
                    zasobni materialnie sa bardziej odporni na kleski emocjonalne - jak to pieknie
                    ujela kiedys Magdalena Samozwaniec, sluzaca ktora opuscil kochanek z rozpaczy
                    otwiera kurek z gazem bo stracila jedyna wartosc w zyciu, podczas gdy jej pani
                    w identycznej sytuacji kupuje nowy kapelusz i po 2 godzinach sama sie cieszy ze
                    ten pacan (co ona w nim widziala?) sam sobie poszedl
                    • hedonista.oswiecony a więc jednak 19.06.06, 18:18
                      rozumiem Zet Twoje stanowisko, ale pomimo tego myślę, że ideały, że
                      człowieczeństwo i innne wznisłe idee, które roszczą sobie pretensje do
                      regulowania naszego życia są ważne bo nadają kierunek starań, ale zwięrzę w nas
                      jest dużo silniejsze niż jesteśmy skłonni przyznać... a chyba najmocniej tych
                      wartości jednak trzymają się raczej ci ubożsi... łatwiej im wtedy o sens życia.
                      Ludzie lepiej zarabiający jakby ulegali hedonizmowi... a może tylko różne są
                      tego poziomy?
                      ukłony
                      ed
                      • zettrzy Re: a więc jednak 19.06.06, 22:08
                        a chyba najmocniej tych
                        > wartości jednak trzymają się raczej ci ubożsi... łatwiej im wtedy o sens
                        życia.
                        >

                        to stwierdzenie idzie pod prad wszystkich ocen moralnosci ubogich, od czasow
                        najdawniejszych i we wszystkich kulturach - w Polsce "chamy", zauwaz ze termin
                        poczatkowo oznaczal biedote, na Zachodzie "villains", slowo ktore zrownalo
                        malorolnych ze zloczyncami, w Chinach czy Indiach tez nie bylo inaczej - biedny
                        byl zawsze podejrzany o niskie sklonnosci no bo w koncu jak mozna miec wartosci
                        i co tam jeszcze jak nie ma co jesc?
                        oczywiscie braki moralne sa obecne w tym samym stopniu w populacji zamoznej i
                        niezamoznej, tzn. wydaje mi sie ze procentowo udzial ludzi na poziomie oraz
                        tych do unikania jest w obu grupach mniej wiecej taki sam, ale co innego stan
                        faktyczny a co innego powszechna percepcja
                        osobiscie sadze jednak ze na okreslonym poziomie biedy tylko swiety powstrzyma
                        sie np. przed kradzieza bochenka chleba, z drugiej strony taki poziom biedy nie
                        jest specjalnie powszechny nawet w tzw. biednych krajach
                        natomiast hedonista, przewrotnie, bedzie zachowywal normy chocby tylko po to
                        aby utrzymac przywileje hedonizmu... nic nie jest proste
                        • hedonista.oswiecony Re: a więc jednak 19.06.06, 22:47
                          co do własnej percepcji to skłaniam się do stronnictwa chamów. Miałem ten
                          nieprzyjemność wyrastać w średnio przyjemnym środowisku i w obecnym moim
                          otoczeniu widzę więcej ludzkiej życzliwości, uprzejmości, dbaniu o dobre
                          samopoczucie innych niż wśród tzw ludu. Może to okrutne, ale takie mam
                          doświadczenie... ale w części to także ja sam się na to doświadczenie składam.
                          ukłony
                          ed
                          • zettrzy Re: a więc jednak 20.06.06, 05:54
                            nie okrutne, po prostu szczere
                            jak to poetycko ujal niejaki Karol Marx "byt okresla swiadomosc" i bynajmniej
                            sie nie mylil
    • truten.zenobi Re: niesymetryczność doznań 20.06.06, 07:43
      może to jest troche bardziej skomplikowane...
      oceniamy siebie i swoją sytuację życiową z innymi. im ktos bardziej skupia sie
      na tych porównaniach tym mniejsza ma radość zycia i tymbardziej skupia sie na
      dorównaniu innym a nie na tym co lubi
      ale z drugiej strony bycie lebszym od innych, zwycięstwo, budują dobra
      samoocenę, tyle ze zawsze sie znajdzie kto ś lepszy

      i jeszcze taki drobiazg nawet największe zwycięstwa których sie nie świętuje,
      przestają sprawiać przyjemność!!!
      • zettrzy Re: niesymetryczność doznań 20.06.06, 16:01
        przyjemnosc takich porownan nie zalezy chyba od ich intensywnosci czy
        czestotliwosci tylko wyniku - jak nam wychodzi ze zalegamy to sie zle czujemy;
        a jak wynik mowi ze mogloby byc substancjalnie gorzej to robi sie nam tyle
        lepiej ze mozemy popasc w samozadowolenie i w efekcie pogorszyc wynik
        w sumie, bez takich porownan nie byloby np. sportu, bo przeciez sport to czysty
        wynik i porownywanie kto szybciej biega, wyzej skacze, dalej rzuca oszczepem
        itp.
        • truten.zenobi Re: niesymetryczność doznań 21.06.06, 09:53
          tak tylko czy takie porównania mają sens? zawsze zanjdzie się ktoś szybszy
          silniejszy zlepszą techniką, ..... młodszy bogatszy...

          trzeba się cieszyć tym co się ma. im wiecej porównujemy sie z innymi (a zwykle
          do porównań wybieramy lepszych w danej dziedzinie) tym gorsza nasza samoocena
          • izzzunia Re: niesymetryczność doznań 26.06.06, 23:27
            myślę tak sobie,że chyba nie uciekniemy od porównań we współczesnym świecie, w
            którym żyjemy i tylko powinniśmy sobie pewne rzeczy uświadamiać i jakoś sobie z
            tymi porównaniami radzić. Jest jeszcze jedno - jak patrzymy na innych to nam
            się wydaje, że pracę mają np. lepszą, że ich żona jest fajniejsza, a często się
            zdarza, że nie znamy całej prawdy, bo to co złe, to się ukrywa. Może ona i dużo
            zarabia ale np. ma mobbing w pracy, może i żona na pierwszy rzut oka lepsza,
            ale np. zdradza, alkoholizuje się lub jest straszną bałaganiara, jędzą i tylko
            przy znajomych udaje słodziudką. Jak sobie to uświadomimy, to nie będziemy tak
            pochopnie myśleć, że "inni" mają lepiej tylko się weźmiemy za swoje życie, żeby
            było tak dobrze jak tylko potrafimy i chcemy to zrobić.
            • zapadnia Re: niesymetryczność doznań 12.08.06, 12:19
              Mój 14letni syn właśnie wrócił z miasteczka, dokąd pojechał na rowerze po drobne
              zakupy. Opowiedział mi przed chwilą - w przelocie między łazienką i kuchnią, bo
              zaraz leci pomagać ojcu na budowie i odwieżć złom do skupu - że spotkał kolegę,
              który rok temu wyjechał do Hiszpanii z rodzicami. Chłopak wyrósł i... przesiadł
              się wraz z ojcem z malucha do pięknego, wielkiego, luksusowego samochodu. Mój
              nastolatek nie poznał go, ale zwrócił uwagę na hiszpańską rejestrację auta.

              Oboje uśmiechnęlismy się. To przyjemne, że kolega jest teraz wysokim opalonym
              młodzieńcem i przyjechał z rodzicami do Polski (może odwiedzić babcię?)
              • zettrzy Re: niesymetryczność doznań 12.08.06, 17:14
                no wlasnie... 14-latek i juz...
                male dzieci tez przeciez maja takie doswiadczenia i porownuja juz w przedszkolu,
                tyle ze moze nie samochody ale np. tatusiow i mamusie, kto zbudowal wyzsza wieze
                z klockow i kto glosniej ryczal u dentysty... od tego sie naprawde nie ucieknie,
                chyba ze ktos ma zaklocony system percepcji

                i oczywiscie mozna uzywac tych porownan do stresowania sie, a mozna wprost
                przeciwnie konstruktywnie, ale to juz sprawa odbiorcy i jego spojrzenia na swiat
    • singer1971 Re: niesymetryczność doznań 17.08.06, 15:00
      porównywanie może działać destrukcyjnie, ale jednocześnie potrafi działać
      motywująco... czasem pomaga pokonywać własne ograniczenia... wyznaczać nowe
      cele, zapładniać wyobraźnię... przykłady hipotetyczne aczkolwiek prawdopodobne:
      gdyby mój kolega nie zdecydował się na studia, to i ja bym ich nie rozpoczął...
      gdyby x nie wyjechał do Anglii do pracy, to i ja bym się tam nie znalazł i do
      dziś żyłbym z zasiłków i sezonowego zbieractwa...
      oczywiście mechanizm ten działa na różnych płaszczyzn - nie tylko czysto
      materialnych...
      powinniśmy chyba rozważnie wybierać obiekt, zjawisko z którym się chcemy
      porównywać... jak by nie patrzeć porównanie to integralna (obosieczna) część
      życia.

      inna sprawa że czasem trudno się ustrzec od mimowolnych dołujących porównań -
      zwłaszcza gdy na człowieka przychodzą słabsze dni

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka