veeto1
14.02.06, 18:10
Dziś polałam się prawie ze śmiechu. Koleżanka w pracy opowiadała, jak jej
siostra niedawno poszła do swojego gina. A było to tak:
Wysłała dzieci do szkoły, męża do pracy, wzięła prysznic, ubrała się i
wychodzi, ale ponieważ miała przed wizytą jeszcze trochę biegania po mieście,
cofnęła się do łazienki i na wszelki wypadek psiknęła się dezodorantem
intymnym.
Załatwiła wszystko i idzie do gina. Rozebrała się wlazła na fotel i widzi, że
ginio ma baaaaaardzo dziwny wyraz twarzy i głupkowato się uśmiecha.
Jaka pani dziś elegancka - mówi ginio
Zboczony czy co? - pomyślała siostra koleżanki.
Ubiera się po wizycie za parawanem i spostrzega, że jej bielizna jest coś nie
tego. Przygląda się i co widzi? Zamiast dezodorantu int. użyła srebrnego
brokatu. Dobre? Jakby kto chciał to nie wymyśliłby lepsego numeru.
Oczywiście więcej do tego ginia już nie pójdzie, bo ze wstydu by się spaliła.