alpepe
11.06.08, 12:38
Ręce mi opadają. Nie po raz pierwszy zresztą. Młoda była w piątek na
rehablitacji w szpitalu, w nocy gorączka, złe samopoczucie.Sobota, niedziela i
tak dalej do dziś. Gorączka wysoka, ok. 39 stopni, spadająca po podaniu
nurofenu, średni przezroczysty katar. Młodej wychodzą zęby, w niedzielę wyszły
na raz dwa, dziś chyba się pchają kolejne trzy. Wczoraj byłam u lekarki, katar
średniolekki, osłuchowo miodzio, lekko rozpulchnione gardło, żadnych nalotów,
zero kaszlu. Dostała skierowanie na badanie moczu, bo wczoraj zaznaczyłam, że
nie chcę antybiotyków. Dziś rano nawet próbowałam zrobić jej krew na CRP, ale
laborantka u nas nie potrafiła się wkłuć młodej w chudziutką rączkę, a
niestety postęp do nas nie dotarł i CRP robi się z krwi żylnej. Mocz czysty
(zrobili mi to na cito), więc CRP dałoby info, czy to bakterie, czy nie.
Poszłam znów do lekarki, mówię, że są takie testy, że można je sprowadzić, co
parę kropel z opuszka wystarczy, nawet bym kupiła, ale to musi lekarz
sprowadzić, a ta nic. Normalnie ignorancja w twarzy.
Stan młodej stabilny, mówię, że nowe zęby idą, a ta mi: nie ma co dalej
czekać, dam antybiotyk.
I dała. Lekarka więc jest zabezpieczona, a ja...
A ja jestem zadufana w sobie i wiem, że to inf. wirusowa co najwyżej, a
najprawdopodobniej to zęby. Gdybym miała znajomego lekarza, co by mi to
zamówił, to bym kupiła ten test, całą paczkę za 200zł, by być pewna, że
antybiotyk jest potrzebny.
A potem dzieci nie mają odporności i łapią alergię za alergią.
Wrrr, no, to sobie ulżyłam.