marta.uparta
28.07.09, 14:37
Pojechaliśmy z młodszą na wypoczynek na kaszubską wieś.
Agroturystyka, jedzenie prosto od krowy i te sprawy. Było bardzo
przyjemnie, pogoda w miarę dopisała, zobaczyliśmy kilka miejsc.
Jedyne co, to sąsiedzi z pokoju obok. Po prostu tragedia. Przez dwa
wieczory wytrzymaliśmy wysłuchując opowieści o liczych chorobach i
urazach jakich doznała cała rodzina w ciągu ostatnich kilku lat oraz
zgłębiliśmy tajniki montowania odkurzaczy centralnych (wraz z
projekcją na dvd). Próby skierowania rozmowy na inne tory spełzły na
niczym. Potem chowaliśmy się w swoim pokoju symulując niedyspozycją
własną bądź dziecka.
Na koniec pani dopadła mnie z karteczką, żebym podała jej swoje
namiary, nazwisko, telefon, adres majlowy. Powpisywałam jakieś
bzdury. A potem jak się żegnaliśmy oni powiedzieli, że byliśmy tacy
fajni, i żebyśmy do nich kiedyś przyjechali z dzieciakami, i w ogóle
oni wszystkim znajomym już powiedzieli, jakich fajnych ludzi
poznali, i że było tak miło.
No i teraz troche jak świnia się czuję.