Dodaj do ulubionych

i nas to spotkało

18.03.10, 14:23
tyle w swoim życiu czytałam o tym,żeby uważać na wrzątki,tyle się
u mnie w rodzinie o tym mówiło.poszliśmy do znajomych z naszym 8
miesięcznym synkiem,była sobota.do domu wróciliśmy dopiero po
tygodniu,po drodze zachaczając o szpital.nasz synek był na
kolankach u mojego męża przy wysokim stoliku,a ja siedziałam przy
drugim niskim stoliku.mąż był do mnie odwrócony(tyłem do stołu) i
rozmawialiśmy.ja jadłam karpia jeszcze w
międzyczasie.Koleżanka ,która nas gościła postawiła szklankę z kawą
na wysokim stoliku,blisko brzegu,nic nie mówiąc.i tak moment,mąż
odwrócił się do stolika po chrupkę,Franuś wsadził rączkę do kawy i
wielka tragedia.pogotowie,szpital.no i okropne cierpienie
Franusia.mam nadzieję,że on zapomni,ale ja na pewno nigdy.
Obserwuj wątek
    • broskin Re: i nas to spotkało 20.03.10, 12:32
      Cóż można tylko szczerze współczuć, ale może to oparzenie w przypadku Pani synka
      mimo wszystko nie pozostawi śladu w postaci blizn, oby tak było. Ja nigdy nie
      zapomnę tego co nas spotkało, a szczególnie moją corkę. Ja z mężem zupełnie nie
      mieliśmy na to wpływu. Ja byłam wtedy w pracy, mąż przyszedł z pracy z nocnej
      zmiany i na moją prośbę poprzedniego dnia miał nie spać tylko opiekować się
      córką. Wyszedł na chwilę, żeby napalić w piecu, bo mieszkamy w domu jednorodz.,
      zostawiając córkę w pokoju z moim ojcem. Niestety ojciec jej nie dopilnował,
      poraczkowała do kuchni, a tam moja mama postawiła na stole gorącą kawę! Córkę
      tylko wyjątkowo w tym nieszczęsnym dniu zostawiłam z moimi rodzicami, z racji
      tej, że była i jest wyjątkowo ruchliwym dzieckiem to już odkąd zaczęła
      raczkować, zajmowała się nią teściowa. Pech chciał, że akurat w tym dniu miała
      zabieg w szpitalu i nie mogła się zając córką. Zmierzam do tego, że naprawdę na
      pewne rzeczy nie ma wpływu. Ciągle uczulałam wszystkich dookoła, żeby pilnować
      córkę, bo jest wyjątkowo ruchliwym dzieckiem, ja osobiście należę do b.
      przeczulonych i przewidujących osób, a jednak mnie to spotkało... Inni
      zostawiają dzieci same sobie, nie przejmują się nimi, myślą o sobie, albo, żeby
      się kimś wyręczyć w ich wychowaniu, zupełnie bezmyślnie wożą dzieci bez
      fotelików w samochodach (nawet u mnie w rodzinie znam taki przypadek)!!! To jest
      dopiero bezmyślność, wręcz szczyt głupoty i braku odpowiedzialności, a jednak
      widać jednym niektóre rzeczy są chyba przeznaczone... Teraz jestem na urlopie
      wychow. i mam wręcz obsesję, jak mam zostawić dziecko nawet na chwilę z kimś
      innym, niż ja... U nas jest blizna, ale na szczęście nie tak duża, no i w
      miejscu niezbyt widocznym dla oka... Ale walka z nią nie jest łatwa, ale cały
      czas mam nadzieję, że końcowy wynik leczenia będzie zadawalający. Pozdrawiam
    • agma17 Re:do broskin 22.03.10, 11:31
      Witam,
      Podobnie jak broskin mam nadzieję, że u Pani synka oparzenie nie
      pozostawi sladów. Jest jescze bardzo wcześnie i pewnie można mieć
      nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
      My też przeżyliśmy tę straszną historę. Było to ponad rok temu i
      blizny również zostały. Mam pytanie do broskin o efekty leczenia u
      dr Kuzańskiego. Czy córeczka jest już po zabiegu polegajacycm na
      wycięciu cześci blizny. Pytam, bo taki zabieg czeka niebawem mojego
      synka. Miałaby go wykonywać dr Chrapusta. Bardzo się boje poddać
      synka operacji, a jednocześnie chcialabym zrobić coś, aby blizny
      wygladały lepiej.Bardzo proszę o opinię wszystkich, którzy mają
      podobne doświadczenia. Jakie są efekty zabiegów polegajacych na tzw
      z-plastyce, czy wystarczy jeden zabieg, czy musi to byc cała seria.
      Pozdrawiam
      • anulka.bb1 Re:do broskin 23.03.10, 16:25
        Powolutku zaczynam się godzić z tym przykrym doświadczeniem,którym
        było oparzenie naszego synka.W tym nieszczęściu zaczynam dostrzegać
        plusy,mianowicie,że nie ma poparzonej bużki i szyjki,lecz rączkę i
        nóżkę.Dobrze też się stało,że mąż ma poparzoną całą rękę i niecała
        kawa wylądowała na Franusiu(chociaż i tak była to bardzo duża ilość
        dla takiego malutkiego człowieczka).Byliśmy dzisiaj do kontroli i
        na razie wszystko się goi.Liczę się z tym,że może zostać jakaś
        blizna,na razie również walczymy,no i to dopiero początki.Ale też
        myślę sobie,że jak nasze maluszki dorosną,to na pewno medycyna
        bardzo pójdzie naprzód.Przede wszystkim takie mamy jak my muszą iść
        do przodu,nie możemy się zamartwiać i załamywać,bo to szkodzi nam i
        naszym pociechom.Wiem,wiem,są dni kiedy naprawdę jest
        ciężko.Trzymam za Was kciuki i za Wasze pociechy.Pozdrawiam
        serdecznie.
        • kasinekk Re:do broskin 25.03.10, 08:17
          My już chyba jesteśmy weteranami (prawie 2,5 roku po wypadku), ale nadal
          aktywnie walczącymi. Fakty są takie, a nie inne - stało się. Mamy fajne, mądre,
          ciekawe świata dzieciaczki, małych partnerów do wielkich rozmów. Jednak z
          perspektywy czasu coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, ze wiek 1,5-do
          mniej wiecej 4 lat jest pomimo wszystko...durny, mając na uwadze względy
          bezpieczeństwa. Ja osobiście jestem jak drugi Światowid i gdyby nie to, jeszcze
          inne przykre niespodzianki mogłyby się zdarzyć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka