aaaa... padam ze zmeczenia...
wstałam k**** o 6:10... zmarzłam na przystanku, w autobusie stałam juz z nosem na przedniej szybie, bo był mały ścisk... nogawki mam przemoczone od błota pośniegowego... mózg mi sie lasuje od bzdetów jakie musiałam przyswoić, jestem zmeczona i ogólnie bym sobie setke strzeliła...
pozytywy dzisiejszego dnia:
- odebrałam zdjęcia od fotografa i nawet sa niezłe
- w końcu siedzę w domku (odpoczywam) z herbatka przed nosem
wrrrr... nie zbliżać się, bo gryzę... chyba że ktoś umie dobry masaż zrobić