tygrysio_misio
29.04.06, 16:50
Pensjonat w Północnym Minehead. Do pokoju, gdzie siedzą w mundurach Hitler,
Himmler i Ribbentrop, Gospodyni wprowadza państwa Johnsonów. Niemcy udają
angielskich turystów. Na stole leży mapa.
(...)
HITLER : Dzień ładny... dzień dobry.
GOSPODYNI : Szykuje się pan do wycieczki, panie Hilter?
HITLER : Ja! Ja! Przygotowujemy małą... Was ist ruckweise bewegen?
RIBBENTROP : Wyprawka.
HIMMLER : Wędrówka.
HITLER : Przygotowujemy małą wędrówkę do Bideford.
JOHNSON : (pochyla się nad mapą) Najlepiej trasą A-39... Ma pan złą mapę. To
Stalingrad. Lepsza byłaby mapa okolic Barnsaple.
HITLER : Ach, Hein... Reginald, masz złą mapę, ty głupi krykieciarski Angolu.
HIMMLER : Przepraszam, mein Furher... mein Dickie, stary druhu.
GOSPODYNI : Dobrze, że pan Johnson to zauważył. Marny ubaw mielibyście
panowie w Stalingradzie, prawda?
(zapada kamienna cisza)
GOSPODYNI : Powiedziałam, że marny ubaw mielibyście w Stalingradzie, prawda?
HITLER : Marny ubaw, owszem.
GOSPODYNI : Przepraszam, nie przedstawiłam panów. To Ron Vibbentrop.
JOHNSON : (żartem) Chyba nie Von Ribbentrop?
RIBBENTROP : Nein! Nein! To jakiś inny facio. Ja w Somerset się urodził.
Ribbentrop urodził się przy Gotterammerstrasse 46 w Dusseldorfie... Tak mówią.
GOSPODYNI : Ten cichy pan to pan Bimmler. Henrich Bimmler.
HIMMLER : Jak się masz szefie. Nie pochodzę z Minehead. Ja się urodziłem w
Petersborough w Lincolnshire i spędziłem tam całą wojnę, bo miałem paskudne,
ropiejące wrzody i nie mogłem wychodzić, grać w piłkę ani pojechać do
Norymbergi. Jestem emerytowanym czyścicielem okien i pacyfistą, nie
popełniłem żadnych zbrodni wojennych... (Hitler patrzy z aprobatą na Himmlera
i kiwa głową) Cieszę się, że Anglia zdobyła Puchar, jem dużo frytek z rybami
i ciasteczek z Piccadilly. Wiesz, stary, byłem szefem gestapo przez dziesięć
lat!
(Hitler trąca go w bok) Pięć lat! (Hitler trąca go znowu, mocniej) Nein,
nein, ja wcale nie byłem szefem gestapo. Żartowałem.
GOSPODYNI : Jaki pan zabawny, panie Bimmler. (dzwoni telefon) Przepraszam,
muszę odebrać.
JOHNSON : Na jak długo zatrzymał się pan tutaj, panie Hilter? Na dwa tygodnie?
HITLER : (wstaje) Po co pan pyta? Jest pan szpiegiem?! (wyciąga pistolet) Pod
ścianę, brytyjska świnio, zaraz umrzesz!
(Himmler i Ribbentrop uspokajają go.)
HIMMLER : Spokojnie, Dickie, stary druhu.
RIBBENTROP : Proszę mu wybaczyć, jest trochę nerwowy. Nie zmrużył oka od 1945.
GOSPODYNI : Telefon do pana, panie Hilter, dzwoni ten miły pan McGoering.
Podobno wie, gdzie można wynajmować bombowce na godziny.
RIBBENTROP : Wynajmować bombowce na godziny! Lubi żarty, ten Szkot. Stary,
poczciwy Norman.
GOSPODYNI : Całymi dniami wisi na telefonie.
JOHNSON : Prowadzi interes?
HIMMLER : Już wkrótce.
GOSPODYNI : Czwartek to jego wielki dzień. Planowali to od miesięcy.
JOHNSON : Co?
GOSPODYNI : Wybory uzupełniające w Północnym Minehead. Pan Hilter jest
kandydatem Narodowych Szambolistów, ma dla Minehead wspaniałe plany.
JOHNSON : Jakie?
GOSPODYNI : Na początek chce zająć Polskę.
JOHNSON : To konserwatywna partia, jak sadzę?