Kompletnie zapomniałam o mojej przygodzie na Milos.
Tego dnia plażowaliśmy na plaży Firiplaka.
Leżeliśmy leniwie przy naprawdę dobrej muzyce dobiegającej z barowego szałasu.
Po kolejnej kąpieli, sącząc uzo (było już po 13.00

wygrzewałam się w cieniu.
Mój wzrok nie wiedzieć, czemu skierowany był w stronę boskich ciał grających w
piłkę.
Byłam przekonana, że takiego stanu ducha, jaki mnie ogarnął nic nie będzie w
stanie zakłócić.
Niestety ogarnął mnie również duch paparazzi. Zerwałam się z leżaka, złapałam
aparat.
Dotarłam do skały w morzu i z przejęciem robiłam zdjęcia…
…aż tu nagle czuje ukłucie w stopę i straszny ból!
Zerknęłam pod nogi i kątem oka zobaczyłam jak coś na dnie znika w piasku.
Na dnie nie leżało nic, co mogłoby mnie skaleczyć.
Pięknie! A więc zginę, ile czasu mi zostało? Jad jest w prawej nodze to do
serca ma jeszcze kawałek, co robić?
Pognałam do baru, dostałam tam reklamówkę z lodem, paskiem przewiązałam udo.
Ruszyliśmy do szpitala w miasteczku Plaka. Ból był okropny!!
Mój mąż, co chwilę pytał, jak się czuję z taką miną, jakby sam potrzebował
pomocy.
To mi nie pomagało

, aby dodać sobie animuszu i odwrócić uwagę od samej siebie

,
w kółko śpiewałam hymn polski i kolędy na przemian.
Bardzo śmieszne?
…Może trochę? Powinno się umierać z godnością!
Ale to nie koniec!, najgorsze jeszcze przede mną.
Po drodze do szpitala minęliśmy uroczy cmentarz i już miałam powiedzieć
mężowi, że gdybym jednak dokonała żywota na tej wyspie to proszę mnie TU!
pochować. Że mi wystarczy jak będzie tylko raz w roku odwiedzał mój grób
spędzając wakacje z nową żoną i…

… nagle z za rogu wyłonił się szpital. Czysty, pusty, chłodny, dziwny, jakiś
niewyposażony szpital! Ale słońce świeciło

Po złożeniu zeznań lekarce dyżurnej, czystej, chłodnej, dziwnej jakiejś…

wylądowałam w sali operacyjnej!
A tam, oblana potem z przerażenia, zobaczyłam stół operacyjny sprzed wieku,
aparaturę reanimacyjną pozostawioną przez aliantów i zakrwawiony parawanik.
Nagle wchodzi pielęgniarka niosąca kubeł z wrzątkiem, dopiero teraz sprzątać
będą!?
Lekarka wskazała mi o dziwo krzesło a nie stół a pielęgniarka podsunęła mi
KUBEŁ Z WRZĄTKIEM!!
Włóż nóżkę kochana, usłyszałam.
Tę nóżkę?, wskazałam na zapakowaną w torbę z LODEM kończynę dolną.
Miałam do wyboru jeszcze jedną opcje dokonania żywota.
Potwory w kitlach zerwały mi siłą torbę z lodem i zanurzyły moją nogę w
ukropie, co skończyło się ponownym odśpiewaniem hymnu i kolęd.
W trakcie tego zabiegu zostałam poinformowana, że ryba, która mnie ukuła
nazywa się dragonisa, robi się z niej pyszną zupę rybną a następstwa ukąszenia
są tylko bolesne a nie śmiertelne.
Podobno w tym dniu byłam już czwartym przypadkiem z tej plaży.
Wracaliśmy z plaki, zachód słońca pomalował krajobraz,
… minęliśmy uroczy cmentarzyk
Happy end.