Gość: Slav4
IP: *.zicom.pl / *.zicom.pl
21.08.05, 11:11
Późno w nocy wróciliśmy z Tour de Beskid Sądecki & Slovakia i w całej pełni
potwierdziły się moje wcześniejsze przekonania: żona która podziela rowerowe
zainteresowania to PRAWDZIWY SKARB !!!
Weekendy i urlopy spędzane razem na realizacji wspólnych pasji –
REWELACJA !!!. Waży niecałe 55 kilo, ale jedzie twardo, trzyma kółko, daje
zmiany, nie narzeka…. (no o tym za chwilę)
Podziwiam mojego Lemura za:
- wjazd w lejącym deszczu na Obručne na trasie Bardejov – Leluchów
- wyjazd własnym tempem na Kurovske Sedlo i Przełęcz Tylicką. Po drodze
śmignęła nas grupa młodych Słowaków – wycinaków z krótkim „Ahoj”. No
to „Ahoj” i pojechali dalej. Po dalszych dwóch kilometrach podjazdu
zobaczyliśmy ich z wywieszonymi jęzorami zgiętych wpół pod barierką. No to
jeszcze raz: „Ahoj chlapcy” i ze złośliwym uśmieszkiem pojechaliśmy dalej do
granicy
- wyjazd przez Kosarzyska, Suchą Dolinę prawie do samego schroniska.
Przyznaję - bez bicia – jak zobaczyliśmy ostatni odcinek (te serpentynki), to
popatrzyliśmy na siebie i….. końcówkę niestety z buta. Dla nas nie do
ukręcenia. Ale spróbujemy się z tą górką za rok. Tym większy respect dla
Starszego Pana który bez (?) wysiłku podjechał pod te serpentynki na jakimś
treku i to chyba na średniej tarczy. Nie wiem dokładnie, bo w tym czasie w
ramach odpoczynku głaskaliśmy górskiego kota ze schroniska który się
napatoczył i wyżerał mój serek topiony. Powerade’a jakoś nie chciał :o)
W sumie przez 3 dni – grubo ponad 300 km teren i asfalt Pogórze
Sądeckie/Słowacja. Szkoda że się skończyło….
A Lemur to wszystko zrobił na ciężkim jak nieszczęście trekkingowym „Beście”.
I za to kocham moją żonę !
(a co do narzekania – to utkwiła mi w pamięci środa. Deszcz leje, w nogach
ponad 80 km zaciśnięte zęby Lemura i tekst: „No gdzież jest ta p&%&%….lona
Krynica”).
Znalazła się po 10 km :o)))
Pzdr/Slav
PS. A Lemur jeszcze nie ma dość i znowu gdzieś pojechał…..