sebeqx
16.05.08, 12:59
Witam!
[Jaromir Kamiński, współpracownik działu Europa]
tiny.pl/nnn8
Moda na rowery drażni Londyńczyków
Rowerzyści działają na nerwy
Londyn ogarnęła roweromania. Ekolodzy odtrąbili już rosnącą
popularność jednośladów jako swój sukces. Ale tysiące mieszkańców
brytyjskiej stolicy przeklina nowy trend, bo fani rowerów zanim
przesiądą się na swój nowy środek transportu, masowo korzystają z
metra i pociągów podmiejskich, tworząc w nich niespotykany do tej
pory tłok i zamieszanie - pisze DZIENNIK.
Jak podaje BBC najgorzej jest na linii z podlondyńskiego Sevenoaks
do Charing Cross. Podróż zatłoczonym pociągiem do centrum Londynu
trwa prawie godzinę. "Nie dość, że połowę wagonu zajmują rowery, to
jeszcze drugą okupują ich spoceni właściciele" - żali się w liście
do dziennika "Daily Telegraph" David Pyle dojeżdżający codziennie
pociągiem z dalekich przedmieść Londynu. "Jasne, trzeba chronić
środowisko, ale nie kosztem innych" - dodaje, podkreślając, że ani
metro, ani kolej podmiejska nie są przystosowane do przewozu
jednośladów. "Przejazdy z zaparkowanymi rowerami w godzinach szczytu
powinny być zakazane, pociągi są wówczas wystarczająco zatłoczone" -
narzeka z kolei Nick Hester, pracownik City. Takich ludzi jak Pyle i
Hester jest w Londynie znacznie więcej.
Mody na rower i zdrowy tryb życia nie da się już odwrócić -
odpowiadają fani dwóch kółek i przekonują, że jazda na nich jest
znacznie przyjemniejsza niż stanie w korkach. Podkreślają również,
że dla ludzi spędzających długie godziny w biurze rower to jedyna
szansa na uprawianie sportu. Co więcej, kiedy jest składany, nie
wymaga kosztownego garażu, odpadają opłaty związane z ubezpieczeniem
i tankowaniem.
Rowerowa rewolucja natrafiła jednak na ruch oporu i doczekała się
już kontrrewolucji. Pasażerowie metra mówią wprost: wyrzucimy z
podziemi fanów składaków. Londyńczyków najbardziej drażni egoizm
rowerzystów - np. blokowanie drzwi i bezmyślne zajmowanie kilku
miejsc. Na tym lista grzechów się nie kończy - coraz częściej są oni
uznawani za piratów drogowych. Czarę goryczy przelał sam burmistrz
Londynu Boris Johnson. Kilka dni temu reporterzy przyłapali go, jak
pedałując, sześć razy przejechał na czerwonym świetle i nie
zatrzymywał się przed przejściem dla pieszych.
Z nowej mody jak na razie najbardziej zadowoleni są producenci
składaków, którzy zyski liczą w milionach funtów. "Dziennie
sprzedajemy kilkadziesiąt rowerów i nie jest to kwestia chwilowej
mody. Kupują zarówno imigranci, jak i bogaci maklerzy z City" - mówi
DZIENNIKOWI William Taylor, właściciel sklepu rowerowego w Londynie.
Pokazem triumfu i dowodem na zwycięstwo fanów jednośladów mają być
organizowane 7 czerwca w Londynie wyścigi składaków. Na przekór
wszystkim, którzy się na nie zżymają.