Dodaj do ulubionych

Mój szalony wyczyn

18.09.06, 09:55
A było to zaledwie parę lat temu.Jechałam z córką tramwajem.Miała wtedy 23
lata.
Mijaliśmy wesołe miasteczko.Córka coś napomknęła,że chciała by się przejechac
rolerem.Ja niewiele myśląc mówię do niej no to wysiadamy.
Pora była przedpołudniowa,a więc nie było chętnych.Tylko my dwie.
Wystraszyłam się jak zobaczylam ,że nie ma przywiązania tylko trzeba się
mocno trzymac.Mało tego zamiast usiąś na tylnym siedzeniu,usadowiłyśmy się z
przodu.Trzymałam się lewą ręką,a prawą obejmowałam córkę w obawie,że
wypadnie.No i ruszyliśmy.Najgorsz to było zjeżdżanie w dół z zawrotną
szybkością.Prawie głowami w dół.Wrzeszczałyśmy niesamowicie.Nie wiem jak to
przeżyłam,Ale będę wspominac do końca życia.
Wiem,że było to głupie,bo mam nadciśnienie i chorobę lokomocyjną.
To był taki protest z mojej strony przed starzeniem.
Obserwuj wątek
    • ira.mak Re: Mój szalony wyczyn 18.09.06, 18:21
      No wiesz,na to bym ne wsiadła- ale namówiłam męża na zjechanie rurą w
      AQUAPARKU.Było fajne plum!!!! tylko on sie zapierał,hamował i mało brakowało
      żebym mu skoczyła na kark.
      • grenka1 Re: Mój szalony wyczyn 18.09.06, 18:38
        Kiedyś dawno, dawno temu w (był to rok chyba 1965)wysłano mnie do Białegostoku
        na kurs kierowników transportu..
        Ja byłam w tym towarzystwie najmłodsza i najweselsza, to zawsze koło mnie
        kręciło się dużo uczestników tego kursu i całą paką chodziliśmy wieczorami na
        piwko, kawkę, do kina,itp.
        Pewnego razu przyjechał cyrk. Namówili mnie i znów całą paczką poszliśmy. Nawet
        mi zafundowali bilet w loży.
        Oczywiście najpierw zaliczyliśmy po dwa piwka.
        W trakcie występu konferansjer poprosił kogoś, aby wziął udział w numerze.
        No i oczywiście koledzy zaczęli wołać, że jest tutaj chętna no i mnie biedną
        nieszczęśliwą istotę przesadzili przez rampę i znalazłam się na arenie.
        Numer polegał na tym, że dano mi papierosa do ust i facet za pomocą długiego
        bicza wytrącił mi tego papierosa. Nie poruszyłam się, bo bym miała ślad na buzi.
        Potem miałam już przerąbane w Białymstoku, gdzie tylko się pojawiłam to
        słyszałam:
        - O popatrz, idzie ta z tego cyrku.
        • kamize5 Re: Mój szalony wyczyn 18.09.06, 19:53
          Dziadkowie mieszkali na wsi ...stajnia, w niej para koni tzw pociagowych:
          siwy i gniada....obok podwórka głeboki staw, a w nim pływały piekne białe kaczki.
          Dziadek uwalniał z wozu konie , a mnie mała dziewczynkę sadzał na konia/
          trzymałam sie grzywy/ i odprowadzał do stajni.Pewnego razu spragniony wody kon
          pognał galopem do stawu, a ja na koniu, pusciłam grzywę i wyladowałam / na
          szczescie./ na zywopłocie. Kiedy byłam starsza juz w szkole podstawowej, to
          czesto babcia prosiła abym wieczorem na koniu weszła do stawu i spędziła
          kaczki do zagrody.
          W tym stawie była tzw "końska dziura"- głębina. Do dzis pamietam jak koń
          zaczynał w niej pływać, a ja siedziałam na nim i trzymałam się tzw uzdy.
          Po latach mysle , ze konie wprawdzie dla dzieci były bezpieczne , ale wszelkie
          akcje z tymi koniami były ryzykowne.. przeciez nie umiałam pływać.
        • 52ania Re: Mój szalony wyczyn 18.09.06, 20:16
          Dobre jesteście. Ja zawsze byłam i jestem taką szarą myszką.Chyba nie miałam
          jakiegoś szalonego wyskoku.Was za to podziwiam.
          • grenka1 Re: Mój szalony wyczyn - aniu 18.09.06, 20:48
            Wszystko przed Tobą. Trzeba tylko chcieć.
            A teraz nie masz ochoty czasami rzucić to wszystko w diabły i wyskoczyć nawet
            na jeden dzień, tak w ciemno np. do Paryża.
            Powłóczyć się po Montmart, zajrzeć do jakiejś winiarni, wypić kieliszek wina,
            pouśmiechać się do francuzów i wrócić do domu.
            Gdy byłam młodsza, to gdy zaczynała się wiosna mnie nosiło po prostu.
            Wiosną potrafiłam wyjechać wieczorem do Zgorzelca, przekroczyć granicę pieszo i
            posiedzieć w Goerlitz w parku podziwiając kwitnące magnolie.
            A przy okazji robiłam też zakupy, bo ileż można siedzieć w parku.
            Wieczorem tego samego dnia wsiadałam w pociąg i rano byłam w domu.
            • jaga_22 Re: Mój szalony wyczyn - aniu 19.09.06, 10:01
              Było to na polu.Miałam chyba 12 lat.Koń galopował po polu a wszyscy próbowali
              go złapać.Ja oczywiście też.Zwierzę pewnie dojrzało najsłabszy punkt oporu i
              ruszył (ogier) w moim kierunku.Ja zamiast uskoczyć rozpostarłam do góry rece
              próbując go pochwycić.Koń przeskoczył mnie obalając.Musnął lekko głowę.No i
              wyszło ,że jestem lekko kopnięta.
              Nie bałam się ,bo koń był nasz.Jak nikt nie widział to wchodziłam do stajni i
              go głaskałam i przytulałam.A ponieważ był luzem nadepnął mi kiedyś na nogę.Nie
              wiedziałam co zrobić i tak stałam,aż sam ustąpił.
              • ira.mak Re: Mój szalony wyczyn - aniu 19.09.06, 23:15
                Skoro wy tak o koniach to i ja-jeszcze trzy lata temu mieliśmy klaczkę pod
                siodło[zachcianka mojego męża,tłumaczył,że to dla mnie żebym sobie leczyła
                kręgosłup]Sęk w tym że nie umieliśmy jeżdzić,były dopiero plany....Trzeba ją
                było lonżować żeby nie zapomniała,więc brałam ją na wybieg na lonży i ona
                chodziła na komendę:stęp lub kłus.A że była już rozpuszczona jak dziadowski bicz
                i szybko jej się nudziło to już nie kłusem a galopem pędziła w moją
                stronę.Trzeba było widzieć jak ja darlam wtedy!!!!!!!To był prawdziwy bieg przez
                płotki!!!!!!
                • jaga_22 Re: Mój szalony wyczyn 20.09.06, 10:31
                  Przypomniało mi się,jak zabawiałam się ze żrebakiem,takim trochę już
                  wyrośniętym.Ja uciekałam,a on mnie gonił.Na szczęście podwórko nie było duże i
                  ja zawsze zdążyłam wskoczyć na wysoki płot.
                  • ira.mak Re: Mój szalony wyczyn 20.09.06, 16:50
                    Na plenerowej imprezie ,lekko na rauszu,załozyłam sie że wejdę na rozłożysty
                    kasztan rosnacy obok.[byłam już po 40]Weszlam! gorzej było w dół,ale jakoś się
                    udało.I nic sie nie stało-cała i zdrowa wracałam do domu.Jak wysiadaliśmy z
                    autobusu[a miałam fajne buty na koturnie]noga mi się wykręciła i tak paskudnie
                    sobie ją zwichnęłam że miesiąc miałam gips.
                    • grenka1 Iluzjonista 05.10.06, 19:40
                      Byłam kiedyś w sanatorium w Inowrocławiu. Przyjechał iluzjonista no i całą
                      paczką poszliśmy na jego występ. Ja ubrałam się w białą bluzkę, czerwoną
                      spódniczkę i czarną marynarkę.
                      Iluzjonista zaczął szukać asystentki. Przeleciał całą salę, obejrzał babki,
                      złapał mnie za rękę i zaciągnął na scenę.
                      Przedstawiłam się i obiecał, że jak wszystko dobrze pójdzie zabierze mnie w
                      tournee. Ja się na to zgodziłam, ale pod warunkiem, że zamienimy się jedną
                      częścią ubrania tzn. on mi da swoje spodnie.
                      On był ubrany w białą koszulę, czerwoną marynarkę i czarne spodnie.
                      Nic jednak nie wyszło z tego tournee, chyba się bał, że będzie musiał
                      występować w czewonej marynarce i czerwonej spódniczce !!!
                      • 52ania Re: Iluzjonista 05.10.06, 21:07
                        No proszę, kiedyś asystentka teraz statystka.To chyba przeznaczenie.
                        • grenka1 Re: Iluzjonista 05.10.06, 22:56
                          O cyrku zapomniałaś.
    • ewa553 Re: Mój szalony wyczyn 06.10.06, 09:07
      z niejaka zazdroscia czytalam o Waszych przygodach. Jestem i bylam zawsze
      zwariowana, ale niczego takiego sobie nie przypominamsad(((
      Moze tylko nasze zabawy z kuzynami-synami lesniczego? Jezdzilismy tam czesto i
      zabawa polegala na tym, ze wdrapywalo sie na dosc cienkie drzewo, aby je mozna
      bylo rozhustac. Po rozhustaniu nalezalo zlapac sasiednie drzewo i na wysokosci
      prawie-czubka przejsc na to kolejne drzewo. Wygrywal ten, kto zaliczyl
      najwiecej drzew. TZo bylo cudne, ale w najmniejszym stopniu nie konkuruje z
      Waszymi przygodami....
      • jaga_22 Re: Mój szalony wyczyn 06.10.06, 10:13
        Ewo i Ty uważasz, że to nie był szalony wyczyn? Tak skaczą małpy tylko,że
        z liany na lianę.Dużo ryzykowałaś.

        Przypomniałaś mi taką zabawę.Mieszkaliśmy wtedy na ziemiach odzyskanych.
        Pełno było ogrodów sadowniczych niczyich.Bawiliśmy się oczywiście w wojnę.
        Ja byłam lotnikiem,oczywiście byłam na drzewie,no i mnie zestrzelono.
        Więc puściłam się gałęzi i ...spadając zaczepiłam ubraniem o drugą gałąż i
        zawisłam.Musieli mi pomagać zejść.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka