18_lipcowa1
09.01.10, 11:30
Śpieszę z wyjaśnieniami, bo czuję że nie wyczerpałam tematu, a nie
chcę dopisywać się do wątku głownego, zwłaszcza, że tam rozwinęła
się jakaś nieprzyjemna rozmowa.
Nie jestem drugim wcieleniem red-mychy, więc proszę mnie o to nie
oskarżać ;-)
Chciałabym wyjaśnić kilka spraw, bo mam wrażenie że kilka osób
niechcąco uraziłam, a nie chcę tego bo bardzo lubię to forum. To
jedno z niewielu na których nie ma pyskówek i kłótni.
Niezaprzeczalnie Anglia to świetny kraj do życia. Jest tu miło,
ludzie są mili, wiele spraw załatwia się łatwo, łatwiej niż w
Polsce, jest kolorowo, tolerancyjnie, dużo rzeczy jest za darmo. Ja
przez pierwsze lata pobytu byłam zachwycona, zachłyśnięta tym
krajem. Ba, w Anglii poznałam męża, urodziłam dziecko ( w świetnej
atmosferze i warunkach)
Zmieniło mi się gdy zaszłam w ciążę, poczułam że nie mam swojego
miejsca, swojego miasta, bo przeprowadzałam się za pracą kilka razy,
nie grzejąc nigdzie dłużej miejsca, ale też niewiele mnie trzymało.
Ot kilka znajomości nawiązanych – najczęściej w pracy, no bo gdzie?
Na balety nie chodzimy, dzieci nie miałam – więc żadne playgroups
nie wchodziły w grę itp.
No i nadal tak czuję.
Emigracja była dla mnie, ale do czasu.
Tutaj wynajmujemy mieszkania, mieszkamy w małej mieścinie, nie mamy
tutaj znajomych- pozostali w poprzednim mieście. Prawda jest taka,
że gdyby miał nas odwiedzić ktoś z Polski – to jest to cięzkie
organizacyjnie. Obie strony muszą mieć trochę wolnego z pracy,
trzeba zorganizować transporty na i z lotniska, zarezerwować lot,
itp.
Przy 3 parach rodziców i garstce znajomych to musiałabym mieć z 50
dni urlopu rocznie.
Więc proszę mi nie pisać, że w dobie tanich lotów to się można
widywać dosłownie raz na miesiąc bo nie można.
Kolejna sprawa – kasa. Odkąd mieszkamy z mężem sami, nie odkładamy.
A ja tu przyjechałam odłożyć. A nie odkładam, bo wynajmuje
mieszkanie. W Polsce mamy swoje z bardzo niskim czynszem, blisko
centrum dużego miasta. Sama sprawa Trójmiasta daje jakieś
możliwosci, mąż ma przyjaciół którzy pomogą, mamy rodziców na
miejscu.
Prawda jest taka, że my jedyni jesteśmy tak za powrotem do PL,
reszta poznanych tu ludzi się trzyma Anglii kurczowo ( poza tymi
którzy już wrócili ). Mogę ich podzielić na takie grupy :
- osoby które się związały z Anglikami i wiadomo że tu zostaną
- osoby którym życie dało po tyłku w Polsce, dosłownie, prawie z
głodowaniem i tutaj jest im lepiej
- osoby które są tu i teraz, a jutro mogą być tam, a pojtrze jeszcze
gdzie indziej, czyli pełen luz.
Ja potrzebuję swojego miejsca, rodziny dookoła mnie, bycia u siebie.
Tutaj się nie czuję u siebie. I nie powiem, że mi się nie udało, bo
mi się udało. Czegoś tam się dorobiłam, czegoś się nauczyłam,
poznałam kraj ale nadal nie czuję się u siebie.
Mam wrażenie że zawsze będą na mnie krzywo patrzeć, a przez to i na
moje dziecko, bo jesteśmy Polakami. Może to tylko moje odczucie, ale
tak jest.
Bardzo brakuje mi rodziny, każde swięta i urodziny przezywam że z
nimi nie jestem.
Miałabym pomoc mamy i teściowej przy dziecku, tutaj nie wyjdziemy
sami do 14 rz zycia córki.Chciałabym by córka miała dziadków
częsciej niż raz na rok. Skype tego nie załatwi. Skype to jest tylko
forma kontaktu, ale nie zastąpi kontaku i bycia razem na żywo.
Mogłabym iśc na studia, do pracy ze spokojem wiedząc ,że moje
dziecko jest pod dobrą opieką.
Każdy dzień tutaj wygląda tak samo, nudno, szaro.
Nie ma z kim spędzic świat, urodzin, nie ma gdzie pojsc.
Możliwe, że sama bronie sie przed znajomościami, no ale chyba o
czymś to swiadczy, prawda?
Tak wiec tu jest moje wyjasnienie.
Ci którym tu dobrze- niech żyją, zyczę szczescia i sie nie dziwie ze
Wam pasuje, bo Anglia to fajny kraj do zycia.
Będzie mi jej brakowało ...;-)
Czy teraz to sie bardziej kupy trzyma?