nalegam i mam prawo

06.09.11, 13:43
proszę Was i małą pomoc, przede mną rozmowa telefoniczna z urzędem i prosiła bym o przetłumaczenie tego że: [b]"mam prawo"[b] i tu konkretnie chodzi mam prawo do tłumacza jak również, że [b]"zdecydowanie nalegam"[b] na tłumacza w razie gdyby próbowano mnie spławić, że tłumacz akurat nie jest dostępny bo i takie miałam zagrania. Słowniki nie dają mi jasnej odpowiedzi niestety a chciała bym ubrać to ładnie w słowa. Mój angielski jest na tyle dobry, że rozumiem rozmówcę ale jednocześnie na tyle słaby, że rozmawiający ze mną urzędnik to słyszy i czasem próbuje mi wcisnąć jakieś bzdury. Dziękuję serdecznie za pomoc bo sprawa jest dla mnie bardzo ważna.
    • asica74 Re: nalegam i mam prawo 06.09.11, 13:54
      I am entitled to = mam prawo
      I do insist = zdecydowanie nalegam
      • anulla_m Re: nalegam i mam prawo 06.09.11, 14:02
        asica74 napisała:

        > I am entitled to = mam prawo
        dziękuję asica bo właśnie to pierwsze słownik podaje jako prawo do czegoś i miałam wątpliwości bo tłumacz to raczej ktoś a nie coś ale jeszcze raz serdecznie dziękuję
    • aniaheasley Re: nalegam i mam prawo 06.09.11, 16:00
      Masz prawo do tlumacza oczywiscie, bo tak rzad brytyjski ustanowil, wiec z tym polemizowac nie bede. Ale radzilabym troche wiecej zrozumienia i, ach jakie staroswieckie slowo, uprzejmosci, w rozmowie z urzednikami, to naprawde wiele w zyciu ulatwia. Bywaja sytuacje, kiedy naprawde nie ma dostepnego tlumacza przez telefon, bo na przyklad nie ma wystarczajacej liczby zalogowanych do pracy tlumaczy, a infolinie chb, ctc, wtc, cis, se, i wszelkie inne wariacje na temat hmrc sa oblegane przez tabuny klientow. Czy myslisz, ze urzednik nie wolalby Cie polaczyc z tlumaczem zamiast meczenia sie z klientem slabo co kumajacym po angielsku?

      A te formulke klientki znajacej swoje prawa to np mozna wyrazic : I have the right to an interpreter, I know my rights and I insist on you respecting them (a co mi tu bedzie urzedas bzdety wciskal, a co!)
      • anulla_m Re: nalegam i mam prawo 06.09.11, 16:41
        Aniu, naprawdę nie wiesz jak bardzo miła byłam przez ostatni miesiąc a 6 tydzień próbując załatwić sprawę na którą oni mają ustawo do 10 dni roboczych więc są już dawno po czasie a moja cierpliwość jest już na wyczerpaniu a "spychowisko" , które jest stosowane też z całą pewnością jest Ci znane bo mieszkasz tu już długo.
        Bardzo dziękuję też za Twoją wersję jak sformułować ładnie zdanie, nie byłam pewna czy ta wersja może mieć zastosowanie w tym przypadku. Dzisiaj, pani urzędniczka nie dała mi dojść do głosu i rzuciła słuchawką nie mówiąc nawet do widzenia, to tak odnośnie tego kto jest miły...
    • judyta76 Re: nalegam i mam prawo 06.09.11, 16:38
      Ja mysle, ze slowa grzecznosciowe uzyte w rozmowie z urzednikiem wiecej zdzialaja niz domaganie sie w pierwszym zdaniu swoich praw..
      ja bym powiedziala: I would like to ask you for polish interpreter, please.
      jesli to nie zadziala: I know that I have right to ask for one. jesli to nie dziala: I insist on ..
      jesli to nie dziala kulturalnie sie wylaczam i dzwonie ponownie coz..powodzenia :))))
      • aniaheasley Re: nalegam i mam prawo 06.09.11, 16:48
        Dziewczyny, ale urzednicy naprawde nie *odmawiaja* polaczenia z tlumaczem, tylko czesto najzwyczajniej nie ma dostepnego tlumacza w danym jezyku. Tlumacze telefoniczni pracuja na zasadzie dobrowolnego im pasujacego logowania sie do pracy. Urzednicy nie maja jakichs stale dyzurujacych tlumaczy zawsze w wystarczajacych ilosciach, zawsze dostepnych.

        Anulla, co do tych urzedowych 10 dni to nie przywiazywalabym sie do nich zbyt mocno :))) bo jak juz zapewne zdazylas sie przekonac to jest tylko termin orientacyjny, dlatego oni zawsze mowia cos typu it should take about 10 working days, you should hear from us within, we should contact you within, itp, itd, nic na pewno, no i 10 working days, czyli 2 tygodnie, co tez na pewno juz Ci powiedziano.
        • fifka01 Re: nalegam i mam prawo 06.09.11, 19:12
          Aniu z tymi tlumaczami to jednak różnie jest. Ja dzwonię do HMRC czasem, i zawsze mam to samo. Podaję numer ubezpieczenia, odpowiadam na pytania kontrolne i to idzie mi płynnie oczywiście. Potem jak już mnei zweryfikuja i pytają: "How can I help you today?:" toja prosze o tłumacza. I zawsze wtedy mi odmawiaja słowami, że wszyscy tłumacze sa w tej chwili zajęci i nie ma absolutnie takiej potrzeby, bo przeciez ja mówię płynnie. Ja zawsze mówię, że po kilku latach w UK owszem płynnie się rpzedstawiam i podaje adres, ale w rozmowie o szczegółach bede sie lepiej czuła z tłumaczem i bardzo poszę i moge poczekac na lini. I wiesz co? Tłumacz znajduje się w 30 sekund bez problemu :)

          I inna sprawa, ze oni potem zawsze sie irytują, i ten pracownik i ten tłumacz, bo ja potem jak mi zadaja pytanie to zazwyczaj odpowiadam od razu po angielsku i ostatecznie konwersacja rpzebiega bez udziału, tłumacza, czasem tylko odzywam się po polsku do tlumacza jak jakiegoś zwortu czy slowa nie zaalpię. Z ich punktu widzenia maja racje, ale nie rozumieja, ze ja sie bez tego tłumacza czuję niepewnie, ze stresu potrafie sie zaciąć i nie wydusic z siebie słowa... Obecnosć tłumacza jest że tak powiem zbędna, kiedy on jest, a kiedy go nie ma, jest niezbędny. Taki paradoks. Tak to z drugiej strony wygląda.
    • ta_ruda Re: nalegam i mam prawo 06.09.11, 16:58
      rozumiem ze prawnie sie tlumacz 'nalezy', ale podziwiam wszystkie osoby ktore odwazyly sie przyjechac tutaj bez znajomosci jezyka na poziomie komunikatywnym. Prawo prawem, podziwiam urzednikow brytyjskich ktorzy musza pracowac z imigrantami ktorzy bardzo slabo znaja angielski - to jest bardzo ciezkie, bardzo meczace, no bo jak mozesz komus cos wytlumaczyc (chocbys nie wiem jak mily byl) jesli ta druga osoba rozumie moze 40% z tego co im wytlumaczylas?

      Anulla - moze przed taka rozmowa wypisz sobie wszystkie pytania ktore chcesz zadac, popros pania aby mowila wolno, albo np idz do urzedu i zalatw sprawe osobiscie, spisuj pytania ktore ci zadaja, i ze slownikiem sie przygotuj do takich rozmow.
      • kaplin Re: nalegam i mam prawo 06.09.11, 19:10
        Zgadzam się w 100%
    • judyta76 Re: nalegam i mam prawo 06.09.11, 17:27
      z wlasnej obserwacji wiem, ze osoby slabiej mowiace po angielsku sa brzydko mowiac ''splawiane''. Mam kolezanke, ktora slabo zna angielski i czasto jak jej dziecko jest chore prosi mnie, abym zarezerwowala jej wizyte u GP bo ona jest poprpstu splawiana. Tylko tez sie zastanawiam nad tym czy to jest jej slaby charakter czy slaba znajomosc jezyka?
      Zyjac w kraju gdzie jezykiem urzedowym jest angielski warto by bylo poznac jego podstawy, aby moc sie porozumiewac w sprawach zycia codzienniego. bardzo ulatwia to zycie stawia rozmowce w innym swietle.
      pozdrawiam
      • illegal.alien znajomosc jezyka to jedno.... 06.09.11, 17:33
        ... a drugie to znajomosc pewnych zwrotow powiedzmy 'prawno-administracyjnych'.
        Moj W mowi po angielsku (to jeden z jezykow urzedowych jego kraju), a jak staral sie o azyl, to wzial tlumacza, zeby miec czas sie 'namyslic' i zeby sie nie stresowac.
        • ta_ruda Re: znajomosc jezyka to jedno.... 06.09.11, 17:41
          a moge zapytac nad czym sie mial namyslac? jesli o azyl sie stara legalnie i ze tak powiem sprawa jest jak najbardziej wiarygodna, sa do tego podstwy, to nad czym trzeba sie na takiej rozmowie namyslac?



          illegal.alien napisała:

          zeby miec czas sie 'namyslic' i zeby sie nie s
          > tresowac.
          • illegal.alien Re: znajomosc jezyka to jedno.... 06.09.11, 17:54
            ta_ruda, to bylo 11 lat temu, W byl rzucony z jednej rzeczywistosci w zupelnie inna - wolal miec ten komfort, ze w razie czego ktos tam bedzie - w kazdym razie dalo mu to jakies poczucie komfortu. Dodajac, ze sprawa byla jak najbardziej legalna, to wolal o pewnych sprawach jednak opowiadac w swoim jezyku.
            Glowny przekaz mojego postu mial byc taki, ze mimo dobrej znajomosci jezyka, czasami ktos moze chciec tlumacza z innych powodow.
      • ta_ruda Re: nalegam i mam prawo 06.09.11, 17:38
        'splawianie' moze miec miejsce poniewaz porozumienie sie z klientem ktory nie mowi po angielsku lub tez bardzo malo rozumie jest poprostu bardzo BARDZO trudne (powiedzialabym prawie ze niemozliwe).
        Czemu kolezanka nie napisze sobie na kartce formulki 'Chcialabym zarejestrowac dziecko na wizyte poniewaz ma nastepujace objawy' i pojdzie z tym do GP? no w sumie mozna, ale pielegniarka moze zapytac kiedy kolezance odpowiadalaby wizyta, jakie godziny jej pasuja, no i wtedy jak kolezanka nie rozumie co do niej mowia, rozmowa sie konczy (czyli jest splawiona);
        wspolczuje, bo ja po kilkudniowym pobycie w kraju ktorego jezyk znam tylko na bardzo bardzo podstawowym poziomie, bylam wykonczona bo zrobienie czegokolwiek (nawet zamowienie dania w restaurcji) bylo bardzo duzym wyzwaniem.


        judyta76 napisała:

        > z wlasnej obserwacji wiem, ze osoby slabiej mowiace po angielsku sa brzydko mow
        > iac ''splawiane''. Mam kolezanke, ktora slabo zna angielski i czasto jak jej dz
        > iecko jest chore prosi mnie, abym zarezerwowala jej wizyte u GP bo ona jest pop
        > rpstu splawiana. Tylko tez sie zastanawiam nad tym czy to jest jej slaby charak
        > ter czy slaba znajomosc jezyka?
        > Zyjac w kraju gdzie jezykiem urzedowym jest angielski warto by bylo poznac jego
        > podstawy, aby moc sie porozumiewac w sprawach zycia codzienniego. bardzo ulatw
        > ia to zycie stawia rozmowce w innym swietle.
        > pozdrawiam
    • kaplin Re: nalegam i mam prawo 06.09.11, 19:11
      O rany. To państwo jest za dobre.
      • steph13 Re: nalegam i mam prawo 06.09.11, 19:35
        Czy ten watek jest na powaznie czy ktos sobie kpiny robi?
        Kretynski system dostarcza tlumaczy za darmo, ludziom ktorzy nie znajac zupelnie jezyka, nie powinni byc tutaj w charakterze innym niz turysci, a ci jeszcze sie rzucaja, ze czekac musza, ze ktos ich olewa czy nie traktuje powaznie. Jak do mnie dzwoni jakis palant, z jakiegos call centre gdzies w Azji, przedstawia sie jako James/William/Harry i probuje cos dukac po niby-angielsku to tez rzucam sluchawke, w najlepszym wypadku.
        Stad wyobrazam sobie jak czuja sie Anglicy zatrudnieni we wszelkich tutaj urzedach gdzie musza miec do czynienia z niegramotna lecz wymagaja swoich praw klientela swiata. Krew sie gotuje!
        • anulla_m Re: nalegam i mam prawo 06.09.11, 20:59
          Wątek jest jak najbardziej na poważnie, czasem czuję się dokładnie jak opisała to fifka i prawie dokładnie tak to wygląda. Mimo załatwiania sprawy od 6 tyg i dzwonieniu średnio 2x w tyg o tłumacza prosiłam jeden jedyny raz więc proszę mnie tu nie krzyżować. Sprawa jest na podobnej zasadzie jak niedawno tu opisywana o housing benefit, teoretycznie wszystko jest ok a sprawa jest nie załatwiona i czuję się jak w domu wariatów. Chodzę do kina średnio raz w tygodniu oglądam telewizję i nie polską bo takiej nawet nie mamy, staram się czytać gazety by mój język był coraz lepszy. Mój angielski jest na poziomie zaliczonych egzaminów ESOL L2 więc pozostawiam do oceny jak by sobie ktoś życzył bo sama siebie oceniać nie będę tylko proszę o nie wyzywanie od "turystek" bo sobie na to nie zasłużyłam...
          • turmalinka Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 10:43
            Chodzę do kina średnio raz w tygodniu oglądam
            > telewizję i nie polską bo takiej nawet nie mamy, staram się czytać gazety by mó
            > j język był coraz lepszy. Mój angielski jest na poziomie zaliczonych egzaminów
            > ESOL L2

            Wierzyc mi sie nie chce ze osoba z zaliczonym esol l2 ma problem z zalatwieniem sprawy przez telefon i potrzebuje tlumacza...
        • havana28 Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 06:11
          A ten kretyński system to kto wymyślił? Nie sami Brytyjczycy?

          Swoją agresje kierujesz pod niewłaściwym adresem
          • pelagia_pela Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 10:08
            Panstwo jest za dobre. Wyobrazacie sobie sytuacje gdzie do urzedu w Polsce dzwoni cudzoziemiec i wola ze on zada tlumacza :). chcialabym zobaczym miny urzednikow w Polsce wtedy...
            • almamag Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 10:37
              jezeli ktos mieszka w Polsce to w sprawach urzedowych tez mu tlumacz przysluguje wiec nie jest to zaden luksus fundowany wylacznie przez brytyjskich podatnikow

              urzednicy sa rozni, i zakladanie, ze wszyscy beda tak samo uprzejmi jest rownie bledne jak zakladnie ich nieuprzejmosci na starcie, czasami trezba byc nie tyle niegrzecznym, co bardzo mocno wyrazajacym swoje zdanie

              do rudej i steph, wasza pogarda dla innych ludzi sa powalajaca,
              ten kraj jest wielokulturowy i wielojezykowy i przez to jest jaki jest, wam tez nikt nie kaze na sile tutaj mieszkac skoro to wam sie nie podoba

              nie pryszlo zadnej z was do glowy, ze ktos mogl przyjechac do tego kraju zeby sie nauczyc jezyka?
              jak trzeba byc ograniczonym, zeby nie rozumiec, ze nawet swietna znajmosc angielskiegi wyniesiona ze szkoly/stydiow w PL nie zawsze wystarczy zeby dobrze zrozumiec urzednika w nowym, obcym systemie, ktory sie dopiero poznaje?

              zdecydowanie lepiej miec tlumacza obok siebie i zalatwic sprawe za pierwszym podejsciem niz, chocby z powodu stresu, nie zrozumiec jakiegos waznego zwrotu i potem przez kolejne tygodnie/miesiace odkrecac sprawe (na to tez pojda godziny pracy urzednikow, a wiec i pieniadze podatnikow)

              • havana28 Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 10:55
                almamag napisała:

                > jezeli ktos mieszka w Polsce to w sprawach urzedowych tez mu tlumacz przysluguj
                > e wiec nie jest to zaden luksus fundowany wylacznie przez brytyjskich podatniko
                > w

                Poważnie? Byłam przykonana, że sądy(ale nie sprawy z powództwa cywilnego), policja -tak otrzmuje się darmowa pomoc tłumacza, ale w urzędach, przychdniach, szpitalach każdy radzi sobie sam przyprowadzajac własnego tłumacza.
                • almamag Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 11:21
                  jezlei lezysz w szpitalu to przysluguje Ci tlumacz (tak bylo w przypadku pacjentow, z ktorymi pracowalam), to samo w urzedzie skarbowym
                • monika_i Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 15:48
                  W sadach w sprawach cywilnych trzeba samamu zapewnic tlumacza. Kilka lat temu bralam w Polsce slub i musielismy i zezwolenie na slub miec wydawane sadnownie z prywatnym tlumaczem, no i oczywiscie w USC tak samo , tlumacz przysiegly musial byc.

              • ta_ruda Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 11:18
                przepraszam co? pogarda dla ludzi? a gdzie ja wyrazilam w swoich wypowiedziach pogarde w tym watku? prosze zacytuj.
                napisalam ze podziwiam ludzi ktorzy przyjezdzaja do kraju bez znajomosci jezyka, bo ja po kilku dniach w Portugali z bardzo podstawowym portugalskim jestem wykonczona - zamowienie dania w restauracji, niemoznosc zapytania o droge, itd itp. Koszmar.

                almamag napisała:


                > do rudej i steph, wasza pogarda dla innych ludzi sa powalajaca,
                > ten kraj jest wielokulturowy i wielojezykowy i przez to jest jaki jest, wam tez
                > nikt nie kaze na sile tutaj mieszkac skoro to wam sie nie podoba
                >
                > nie pryszlo zadnej z was do glowy, ze ktos mogl przyjechac do tego kraju zeby s
                > ie nauczyc jezyka?
                > jak trzeba byc ograniczonym, zeby nie rozumiec, ze nawet swietna znajmosc angie
                > lskiegi wyniesiona ze szkoly/stydiow w PL nie zawsze wystarczy zeby dobrze zroz
                > umiec urzednika w nowym, obcym systemie, ktory sie dopiero poznaje?
                >
                > zdecydowanie lepiej miec tlumacza obok siebie i zalatwic sprawe za pierwszym po
                > dejsciem niz, chocby z powodu stresu, nie zrozumiec jakiegos waznego zwrotu i p
                > otem przez kolejne tygodnie/miesiace odkrecac sprawe (na to tez pojda godziny p
                > racy urzednikow, a wiec i pieniadze podatnikow)
                >
                • almamag Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 11:25
                  chocby tutaj:

                  'splawianie' moze miec miejsce poniewaz porozumienie sie z klientem ktory nie mowi po angielsku lub tez bardzo malo rozumie jest poprostu bardzo BARDZO trudne (powiedzialabym prawie ze niemozliwe).
                  Czemu kolezanka nie napisze sobie na kartce formulki 'Chcialabym zarejestrowac dziecko na wizyte poniewaz ma nastepujace objawy' i pojdzie z tym do GP? no w sumie mozna, ale pielegniarka moze zapytac kiedy kolezance odpowiadalaby wizyta, jakie godziny jej pasuja, no i wtedy jak kolezanka nie rozumie co do niej mowia, rozmowa sie konczy (czyli jest splawiona);

                  jezeli zle zroumialam przepraszam
                  no i rzeczywiscie przepraszam za wrzucenie cie do jednego worka ze steph, jej by sie zadna partia narodowcow nie powstydzila

                  • ta_ruda Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 12:05
                    serio, to jest wyrazenie pogardy? to co autorce watku wydaje sie 'splawianiem' (sma to tak nazwala) moze byc najzywczajniej niemoznoscia porozumienia sie z nia ze wzgledu na bardzo slaby angielski - nie dlatego ze urzednik jest 'niemily'. Znam to z wlasnego doswiadczenia - w pracy czesto musze rozmawiac z osobami ktorych angielski jest tak slaby ze dogadanie sie z nimi jest bardzo trudne.
                    a to pisanie pytan, zdan na kartce - to jest swietny sposob ktorego sama uzywalam 10 lat temu jak bylam w nowym kraju i wiele spraw mialam zalatwiac - zawsze to robilam face to face bo mialam swiadomosc ze w ten sposob ktos moze mi napisac to mowi, co jest potrzebne i ja wtedy moge sobie to przetlumaczyc za slownikiem.

                    z wlasnego doswiadczenia, wiem ze zycie bez znajmosci jezyka to KOSZMAR. ale nie w sensie pogardy dla kogos, tlko wiem jak to wyglada i ze strony klienta i ze strony osoby pracujacej z kims kto jezyka nie zna.



                    almamag napisała:

                    > chocby tutaj:
                    >
                    > 'splawianie' moze miec miejsce poniewaz porozumienie sie z klientem ktory nie m
                    > owi po angielsku lub tez bardzo malo rozumie jest poprostu bardzo BARDZO trudne
                    > (powiedzialabym prawie ze niemozliwe).
                    > Czemu kolezanka nie napisze sobie na kartce formulki 'Chcialabym zarejestrowac
                    > dziecko na wizyte poniewaz ma nastepujace objawy' i pojdzie z tym do GP? no w s
                    > umie mozna, ale pielegniarka moze zapytac kiedy kolezance odpowiadalaby wizyta,
                    > jakie godziny jej pasuja, no i wtedy jak kolezanka nie rozumie co do niej mowi
                    > a, rozmowa sie konczy (czyli jest splawiona);
                    >
                    > jezeli zle zroumialam przepraszam
                    > no i rzeczywiscie przepraszam za wrzucenie cie do jednego worka ze steph, jej
                    > by sie zadna partia narodowcow nie powstydzila
                    >
                    • almamag Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 12:09
                      ok teraz jasne, podejrzewam ze Twojego posta odebralam w kontekscie posta steph

                      z tym face-to-face nie zawsze jest mozliwe, a nawet jesli czesto wymaga dlugiego oczekiwania na spotkanie i czasu na podroz, dodatkowo w wielu miejscach zeby poprosic o spotkanie osobiste trzeba to zrobic w czasie rozmowy telefonicznej i tu kolo sie zamyka, dlatego tlumacz w czasie rozmowy telefonicznej bywa najlepszym wyjsciem

                • magda_rn Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 12:32
                  Wiesz co ta_ruda, ja to podziwiam ludzi, którzy znali angielski od pieluchy i nigdy w życiu o nic nikogo nic poprosili, to są tffardziele..., zazdroszczę Ci. Z całym szacunkiem, oczywiści,e dla Ciebie i bez obrazy.
        • mama-123 Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 11:24
          Steph, ten palant to zapewne tez czlowiek, ktory ciezko pracuje i zapewne zyje o wiele skromniej niz niejedna osoba w UK. Call centres sa w Indiachdajmy na to, bo tam ludzie nie maja wyjscia i pracuja za psie pieniadze, ale im sie nalezy szacunek jak kazdemu z nas.
          • glasscraft Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 13:09
            A ja rozumiem doskonale o co steph chodzi. I zeby nie bylo, ze jestem taka swietsza od papieza z moim nauczonym angielskim, to moi znajomi tez narzekaja, ze nie maja pojecia o co tym "John'om" dzwoniacych z Indii chodzi, bo nie sa w stanie ich zrozumiec. I ze im - jako klientowi tez nalezy sie szacunek - w tym przypadku taki, zeby rozmowa nie zamieniala sie we denerwujace powtarzanie tego samego po kilka/nascie razy. I o ile rozumiem, ze to nie jest wina tej osoby po drugiej stronie sluchawki, tylko pazernych firm, ktore organizuja call centres zagranica, zeby bylo taniej, to niestety - najczesciej musze powiedziec, ze nie rozumiem i odlozyc sluchawke.

            Poza tym - to na temat tego, co steph powiedziala o ludziach zyjacych w danym kraju i nie mowiacych w jezyku tego kraju. Mysle, ze po prostu powiedziala to, co wiele osob mysli - ja tez nie rozumiem kogos (i nie mam tu na mysli zalozycielki watku), kto wybiera na pobyt dany kraj (a jezeli nawet nie wybiera, to wie, ze bedzie na ten pobyt bedzie dluzszy niz dwutygodniowe wakacje) i nie ma checi nauczenia sie jezyka na tyle, zeby w tym kraju normalnie funkcjonowac, i nie mowie o konwersacji z chirurgiem na temat najnowszych osiagniec w zakresie kardiologii... :-) tylko o wypadzie do sklepu, lekarza, banku i rozmowie o d...pie maryny i pogodzie..
            • espionka Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 13:14
              właśnie dlatego wymienili załogę z Indii (po prostu pozwalniali ludzi) swego czasu w banku HSBC zatrudniając Anglików za wyższe stawki (!) bo klienci się skarżyli że we własnym banku nie mogą się dogadać
            • almamag Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 15:08
              "ja tez nie rozumiem kogoskto wybiera na pobyt dany kraj (a jezeli nawet nie wybiera, to wie, ze bedzie na ten pobyt bedzie dluzszy niz dwutygodniowe wakacje) i nie ma checi nauczenia sie jezyka na tyle, zeby w tym kraju normalnie funkcjonowac, i nie mowie o konwersacji z chirurgiem na temat najnowszych osiagniec w zakresie kardiologii... :-) tylko o wypadzie do sklepu, lekarza, banku i rozmowie o d...pie maryny i pogodzie."

              glasscraft a zakladasz mozliwosc, ze ktos moze byc wlasnie w trakcie uczenia sie jezyka?
              niestety sprawy urzedowe trzeba zalatwiac i w okresie nauki

              a tak na marginesie czasami latwiej dogadac sie z chirurgiem jesli to akurat Twoja dziedzina niz z pania w sklepie, ktora mowi z akcentem, ktory slyszysz pierwszy raz
              • glasscraft Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 15:35
                Wiesz, nie chodzilo mi o kogos, kto wlasnie przyjechal i zaczyna nauke (chociaz niech tam - bede stara marudna baba i powiem, ze w idealnym swiecie byloby tak, ze ten ktos zaczalby nauke przed przyjazdem :-P); raczej o tych, ktorzy siedza na 4 literach (z polskiego podworka chociaz jestem pewna, ze ta przypadlosc jest ponadnarodowosciowa - ogladamy polska telewizje, czytamy polska prase i ksiazki, nie mamy i nie chcemy miec zadnych innych znajomych niz Polakow) i ochote na nauke maja na poziome zerowym, natomiast wymagania - na zdecydowanie wyzszym.
                • almamag Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 15:47
                  ja tlumacze glownie medyczne sprawy, i czesto ludzie, ktorzy sa tu po 5-6 lat na spotkaniu z lekarzem specjalista potrafia sie zgubic, mimo, ze ich komunikatywny angielski jest dosc dobry

                  poza tym, zadna nauka w szkole czy na kursie ogolnym nie przygotuje cie do telefonicznej rozmowy z urzednikiem na tematy prawno-podatkowe, a dodaj jeszcze cala mase akcentow na ktore mozesz sie natknac
                  • glasscraft Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 15:51
                    almamag napisała:

                    > ....a dodaj jeszcze cala mase akcentow na ktore mozesz sie natknac

                    Oj to prawda - ja w mojej pracy musze sie z US kontaktowac czesto. Pracuje w Londynie, nasz urzad skarbowy w Glasgow - nic dodac, nic ujac. Dopoki sie nie przyzwyczailam bylo smiesznie :-)
                    • moccabristol Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 17:35
                      almamag
                      Twoje spostrzeżenia są bardzo trafne. Szczególnie teraz w sytuacji otwarcia granic i przy wolnym przepływie pracowników na który to przepływ rząd brytyjski swego czasu zezwolił w majestacie własnego prawa i za zgoda własnych obywateli.
                      Pracodawcy bardzo często zatrudniają fachowców z podstawowym angielskim za to znających się doskonale na fachu którą wykonują. I żeby nie było, nie tylko o hydraulików chodzi. Że dodatkowo nie wspomnę o tych w ogóle nie znających języka ,a jednak bardzo pomocnych przy wykonywaniu prac do których rdzenni mieszkańcy się najczęściej nie zniżają ( dla przykładu cała ekipa sprzątająca w moim biurze jest obcego pochodzenia )
                      A tenże właśnie pracownik ,tez musi czasami, i zanim jego język dojdzie do perfekcji, załatwić banalną sprawę z osobą, której wymowa zazwyczaj jest daleka od wymowy dziennikarzy BBC.
                    • steph13 Re: nalegam i mam prawo 07.09.11, 19:45
                      glasscraft napisała:

                      > almamag napisała:
                      >
                      > > ....a dodaj jeszcze cala mase akcentow na ktore mozesz sie natknac
                      >
                      > Oj to prawda - ja w mojej pracy musze sie z US kontaktowac czesto. Pracuje w Lo
                      > ndynie, nasz urzad skarbowy w Glasgow - nic dodac, nic ujac. Dopoki sie nie prz
                      > yzwyczailam bylo smiesznie :-)

                      Tez mialam przypadki, kiedy wydzwanialam w imieniu corek do Student Loan Company, wtedy przynajmniej w Glasgow, i mocno musialam sie wysilac aby zrozumiec co do mnie mowili. Ale nie rzucalam sie na nich, nie zadalam tlumaczy, nie skarzylam sie dookola, bo przyjmowalam, ze to jest jednak ich kraj, ich jezyk i problem jest po mojej stronie. To pojecie 'ja wymagam, wiem co mi sie nalezy, mam prawo etc' wsrod Polakow na wyspach jest naprawde po-unijnym zjawiskiem i mocno razi. Istnieje rowniez prawo do nauki jezyka, z ktorego nalezaloby rzetelnie skorzystac rozpatrujac plany emigracyjne.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja