brelio
02.12.05, 19:15
Jako lebek targajac deski w gore marzylem o bezkresach alpejskich nartostrad,
o kolejkach linowych wynoszacych mnie do gory w kilka minut i wspaniale
spreparowanych nartostradach.
Sen spelnil sie i pozostalo rozczarowanie. Wiekszosc tras narciarskich w
Alpach (nie mowiac o Polsce) to jarmark, tandentne wesole miasteczka z
kielbaskami i kretynska muzyka (zwlaszcza w Austrii i Poludniowym Tyrolu).
Konsumujcie, konsumujcie, konsumujcie - i wydalajcie.
Jazda po perfekcyjnie spreparowanych nartostradach jest tak samo nudna jak
jazda autem po autostradzie - w lewo, w prawo, w lewo, w prawo.
Bedac na wysokosci prawie 4000 metrow czuje sie czesto o wiele mniej "w
gorach" niz jesienia w jakiejs beskidzkiej wsi. Caly ten cyrk, latwizna, kicz
i ludzie konsumujacy i "zaliczajacy" odbieraja jakikolwiek respekt przed natura.
Jedyne w miare dobre momenty jakie przezylem to tzw. "zla pogoda", sniezyca,
mgla, ostry wiatr.... Wtedy trasy momentalnie pustoszeja i mozna choc przez
chwile czuc sie rzeczywiscie jak w gorach, w naturze a nie w wesolym miasteczku.