Gość: Jakaś Alternatywa
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
16.12.10, 15:55
Niedawno sąsiadka z góry miała awarię, której skutkiem był paskudny zaciek u nas w łazience na suficie. Jak się okazało, sąsiadka nawet nie wiedziała, że ma jakiś problem "natury hydraulicznej", bo u niej widocznych skutków nie było. A jako, że mieszkania są jeszcze na gwarancji, sąsiadka miała skontaktować się z deweloperem. My ze swojej strony też poinformowaliśmy dewelopera o zaistniałej sytuacji i uzyskaliśmy zapewnienie, że wkrótce się fachowcy pojawią.
Przez tydzień nic się nie działo, zaciek zaczął wysychać, myśleliśmy więc, że sąsiadka problem rozwiązała. Po jakiś dwóch tygodniach pojawił się nowy zaciek (znacznie większy), więc mój mąż (M) dzwoni do sąsiadki (S). Dialog przedstawiał się następująco:
M: Dzień dobry, nazywam się (tutaj M się przedstawił), jestem pani sąsiadem z dołu. Mam pytanie, czy byli u pani ci artyści od rur? Bo u nas na suficie jest nowy zaciek.
S: (skonsternowana) A pan z Mozambiku?
M: Nie z Poznania.
S: Yyy... ale ja nie wiem o co chodzi.
M: W Poznaniu jest ulica (tutaj nazwa i numer), przy której stoi blok, w którym pani mieszka, a ja mieszkam piętro niżej. U pani jest znów awaria, bo u nas w łazience na suficie pojawił się nowy zaciek. Chciałbym się dowiedzieć, czy byli u pani hydraulicy z (tutaj nazwa dewelopera) i czy coś naprawiali?
S: A... skontaktowałam się z nimi ale jeszcze nie przyszli. To znowu cieknie?
Ja z trudem powstrzymywałam śmiech słysząc tą rozmowę i widząc minę mojego męża, który dopiero, kiedy skończył rozmawiać, uświadomił sobie, że nasza sąsiadka prowadzi kawiarnię "artystyczną" i określenie hydraulików mianem "artystów od rur" mogła zrozumieć opacznie. Całą sytuację mąż podsumował stosownym bareizmem: "Najgorzej jak ktoś niewyraźnie wyszczególnia".
Napiszcie, jeśli Wam też przytrafiły się sytuacje, które mogłyby uchodzić za sceny z komedii Barei oraz jakie bareizmy pamiętacie, np. "Z twarzy podobny zupełnie do nikogo" ("Miś").
Przypomniała mi się jeszcze sytuacja, która przytrafiła się mojemu wujkowi. Kilka lat temu wujek wyjechał po kogoś na dworzec. Pociąg był opóźniony, więc wujek postanowił poczekać w samochodzie. Po kilku minutach wsiada kobieta, zapina pas, rozgląda się i ze zdziwiona miną mówi do równie zdziwionego wujka:
- To nie ...pan?
Na co wujek:
- Nie to ja.
Jak się po chwili okazało pani pomyliła samochody. Miała wsiąść do czerwonego Polo, wsiadła do niebieskiego Punto.