Gość: Lifter
IP: *.ps.com.pl
20.07.12, 15:37
Dawno temu, jeszcze w czasach PRL, na wroclawskiej polibudzie studiowal jakis Chinczyk i jak to Azjata - podszedl do jezyka polskiego bardzo ambicjonalnie, zakuwal slownictwo, gramatyke itd. I jesli z wymowa mial problemy, to gramatyke opanowal doskonale. I kiedys poszedl sobie do sklepu spozywczego i sie pyta:
- Ci jest mąka ziemniaciana?
Sprzedawczyni zas odpowiedziala powoli, zeby zrozumial.
- Nie - ma - mąka.
Na twarzy Chinczyka odbilo sie zaklopotanie, cos tam sobie w glowie przetwarzal, po czym powiedzial:
- Nie lozumiem...
- NIE-MA-MĄKA - powtorzyla bardzo powoli i wyraznie sprzedawczyni.
- Ja psieprasiam - kontynuowal Chinczyk - ale ja nie lozumiem. Dlaciego pani uzila w zapziecieniu mianownika zamiast dopelniacia?
***
Tez ponoc autentyk, gdy jakis Arab sie irytowal na kursie jezykowym.
- Ja nie rozumiem. Woda ścieka, rozumiem - ale czemu pieś też ścieka?