ten_azorek
11.10.13, 02:12
Ja z góry przepraszam wszystkie Henryki! Ale muszem...
Żyję już dość długo na tym świecie i mam taką mianowicie obserwację, ze niewiele jest warsztatów samochodowych, w których nie ma pana Henia. Pan Henio warsztat posiada lub w cudzym pracuje. Dobrze mówię?
Dziś Byłam zmuszona skorzystać z warsztatu, zaraz natychmiast, podjechałam do najbliższego. Na podwórku kręcił się jakiś młodzian, pluł sobie słonecznikiem, moja tragedia go nie zainteresowała jakoś specjalnie. Wysłał mnie do szefa do "biura", jak się wyraził o oszkłonej klicie. Jeszcze zakrzyknął "panie Heniu, do pana!". Weszłam do biura, normalka, stary kalendarz z gołą babą na ścianie, jakiś fikuśny kubeczek i tłuściutki pan Henio za biurkiem. Bransoleta jak się patrzy, może nawet i złota, sygnet, zero smaru na rękach, znaczy szefuje, nie grzebie.
Pan Heniu się przejął, ale teraz niestety nie ma miejsca, bo mają na "warstacie" autko (a istotnie mignął mi na kanale jakiś czołg, z tych, co to siedzi się jak w autobusie), ale "już patrzam, już patrzam" i tu studiowanie jakiejś płachty papieru...Zerkam z drugiej strony i co widzę? 14.00 - renuwka. W dalszej części płachty miga mi jeszcze "obrotościomiesz" i "klodzki do volva".
Ale koniec lektury, pan Heniu się ulitował, zdiagnozował ("zacisk trzymie") i znalazł receptę. "Szymek puknie i puści".
I tak się też stało, Szymek pukł i puściło.