Gość: kaliopee
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
18.09.04, 23:17
Przenoszę cool wątek z forum uroda - tu pasuje jak ulał.
Czytając posty w watku o pierwszych makijazach wpadlam na pomysl zapytania
Was o najzabawniejsza kosmetyczna wpadke, ktora na poczatku wydawala sie
dramatem, a dzis wspominacie ja z wielkim usmiechem. Ja niestety nie podziele
sie tego typu doswiadczeniem, bo go nie mialam, ale slyszalam niejednokrotnie
o czyims wyjsciu np. do pracy z zapomnnianym walkiem we wlosach lub na
grzywce; o farbie, ktora miast byc koloru glebokiej oberzyny, okazala sie
kanarkowa; zreszta - moja najblizsza przyjaciolka przywedrowala kiedys do
szkoly z wlosami w kolorze wiosennej trawki zamiast intensywnej
czekolady.Piszcie dziewczyny, posmiejemy sie nieco. Ja, jesli cosik sobie
przypomne, na pewno dodam. Pozdrowionka.
Kiedyś postanowiłam upiększyc się na Sylwestra. Wyczytałam w jakimś maminym
piśmie kobiecym (miałam wtedy 17 latek :-))) o naturalnej maseczce
upiększającej. Składała się o ile pamiętam z ciepłego ziemniaka, śmietanki,
żółtka. Nałożyłam zgodnie z przepisem na 20 minut. Pamiętam jak leżałam z tą
pacią na twarzy i pomna tekstu w stylu "będzie lekko szczypać, ale nie należy
się przejmować, bo to oznacza, że cera się wygładza i napina" leżałam do
końca
przewidzianego czasu. Po zakończonych 20 minutach zobaczyłam w łazience
obrzmiałą czerwoną jak u upiora twarz z ledwo widocznymi zapuchniętymi
oczami.
Nie muszę dodawać, że dzięki temu uczuleniu spędziłam w domu ponad tydzień
To była moja pierwsza w życiu i ostatnia naturalna maseczka... A minęło już
prawie 20 lat
ja sobie zrobilam maseczke na wlosy z elejku rycynowego i czegos tam jeszcze -
nie pamietam, to bylo wiele lat temu. Umylam glowe i poszlam spac. Rano
wstaje -
a wlosy tluste niesamowicie, wiec szybko umylam jeszcze raz. A ze lubie spac
do ostatniej chwili i w planach nie mialam porannego mycia wlosow, wiec nie
mialam czasu zeby je suszyc - wybieglam do szkoly w mokrych. Niestety nie
wyschly do konca dnia - byly ni to mokre ni to tluste, bleee... :-)))))
ja się ostrzygłam. tzn nie było to moim zamiarem wcale. pewnego razu, w wieku
młodym i zakompleksionym będąc (coś koło lat 14 ;), robiłam sobie fryzurę za
pomocą suszarko-lokówki. włosy mi się wkręciły tak pechowo, że za nic nie
mogłam szczotki z nich wyjąć. wstydziłam się krzyczeć do rodziny po pomoc i
niewiele myśląc ciachnęłam nożyczkami. uhhh ciężko się napracowałam idąc do
szkoły, żeby to cholerstwo przylizać, no cóż... i tak się podnosiło, a na
środku głowy niestety było. najgorszy moment dnia nastąpił, kiedy koleżanka z
niewinną miną zapytała, czy byłam u fryzjera.
w temacie maseczek naturalnych popisała się natomiast moja mama. jechała
pociągiem na kolonie (wiek pewnie też około 14 lat). w tymże pociągu razem z
inną dbającą o urodę dziewczynką rozkwasiły sobie na twarzach truskawki. a że
moja mama od urodzenia alergiczką była... resztę sobie proszę zwizualizować :-
)
więcej grzechów na razie nie pamiętam.
Też musiałam sobie kiedyś wyciąć grzywkę z lokówki:)
Ale nic to w porównaniu z masakrą, którą zafundowała mi fryzjerka. Poszłam
się
obciąć do salonu pod domem, bo nie chciało mi się jechać do centrum.
Poprosiłam
o fryzurkę do ucha z ładnym cieniowaniem z tyłu głowy. Zadowolona wróciłam do
domu (przód wyglądał w porządku). Moja mama zbladła jak mnie zobaczyła, bo z
tyłu głowy byłam do połowy wygolona jak owca, a od połowy zaczynały się
schodki. Skończyło się natychmiastową wizytą u dobrej fryzjerki i niestety
obcięciem na bardzo krótko.
A absolutne mistrzostwo to wpadka mamy mojego narzeczonego. Poszła oglądać
kosmetyki do empiku, zauważyła szminkę w ślicznym kolorze. Ładne opakowanie z
pędzelkiem. Dopiero podczas nakładania zorientowała się, że t lakier do
paznokci:)