dagmama
21.10.04, 00:40
Pamiętacie jakieś zabawne spalenie dowcipu?
W książce Pratchetta krasnolud, troll i główny bohater nie mają za co kupić
instrumentów, a chcą założyć zespół. Idą do lombardu, troll otwiera usta i
zaczyna wyjmować diamentowe zęby, żeby je zastawić. Właścicielka mówi:
- Nie dotknę czegoś, co ktoś inny miał w ustach.
a troll na to:
- A je pani jajka?
Opowiadam to wszystko znajomemu i kończę triumfalnie:
- A je pani kury?
Dowcip:
Wsiada pijany, starszy facet do windy i widzi punka, młodego chłopaka. Irokez,
włosy ufarbowane na różne kolory. Patrzy, patrzy, wreszcie mówi:
- To by się zgadzało, piętnaście lat temu wyp...łem papugę.
Moja pointa:
- To by się zgadzało, piętnaście lat temu wyp...łem z domu papugę.
Ten, któremu to opowiadałam, stwierdził, że zna ten dowcip{nie przerywał z
uprzejmości} i nie chodzi o to, że pozbył się papugi, tylko uprawiał z nią
seks i ten chłopak jest niby ich synem.
Najśmieszniejsze, że dowcip opowiadał mi i mojemu bratu tata i potem się
okazało, że mój brat zrozumiał tak, jak ja, że ta wyrzucona z domu papuga
później urosła.