Dodaj do ulubionych

Codzienność PRL

IP: *.zgora.dialog.net.pl 23.11.06, 11:30
1. Do dziś pamiętam jak ktoś nie miał u siebie telefonu w domu, to jezeli
chciał ktoś DO NAS zadzwonić, to najpierw przychodziła baba z poczty i mówiła
ze o tej i o tej godzinie, będzie do Pani/Pana telefon w tej a tej kabinie.
Trzeba było podpisać że baba z poczty była. Iść na drugi koniec miasta na
pocztę. Albo tramwajem. Tam w niezbyt pachnącej kabinie poczekac az przełacza
cie, z centarli i tak dalej i tak dalej. A dziś sa komórki i jak ciotka ze
wsi chce do mnie zadzwonić to dzwoni z komówrki.
Dziś nie chciało bym mi się latać specjalnie na pocztę.

2 albo głupie stanie w kolejce po szynke na święta. Cała noc prawie stałam
kiedyś.
3. strzykawki szklane, ta cała procedura gotowania, sterylizowania. Od samego
procesu bałam się. A może dlatego że byłam dzieckiem
4. Moda wśród dziewczyn na robienie sobie swetrów własnoręcznie. Lepiej
samemu coś zrobić niż czekać pół roku na ciuch, który i tak obfituje w
szarzyznę
5 i tu najlepsze. Na jednym bazarku w jednym mieście( nie powiem jakim) jest
kibel na końcu. Tam babcia klozetowa za drobną opłata udostępniała kabinę
numer 3. Co mieściło się w kan=binie numer 3 czego nie było w innych
kabinach? Gazety z modą. Burdy i inne. Podpatrzyło się, przerysowało i można
było sobie szyć ciuchy na styl zachodni

Nie żałuje że minęło PRL. Czekać 3 godziny na teleg=fon. Straszne
Obserwuj wątek
    • Gość: grubasek Re: Codzienność PRL IP: *.zakoniczyn.net 23.11.06, 12:21
      w latach 80-tych bylam kilkuletnia dziewczynka, ale pamietam:
      - stanie w kolejce (cala rodzina) po papier toaletowy, kawe(w ziarnach, taka w
      zielono-srebrnym opakowaniu, dziadek sam ja mielil) i inne produkty(te 2
      utkwily mi najbardziej w pamieci)
      -zdobyty papier toaletowy lezacy na bojlerze w lazience u babci i dziadka:-)))
      i rozdawany gdy nasze zapasy sie wyczerpaly
      -z czasow podstawowki(mniej wiecej polowa/koniec lat 80-tych)wyprawa z
      rodzicami po przybory szkolne(wybieranie zeszytow, okladek, gumek - obowiazkowo
      chinskich i pachnacych)
      -rowniez podstawowka:obowiazkowe zbieranie makulatury(!!!), bo byl konkurs
      ktora klasa najwiecej zbierze(z tego co pamietam to i tak konczylo sie tylko na
      pochwale).jezeli ktos nie przyniosl tej przekletej makulatury wcale:minus albo
      dwoja(!!!)
      -wybieranie pod koniec roku uzywanych podrecznikow(kto chcial oczywiscie
      oddawal swoje i na drugi rok nie kupowalo sie nowych), do dzis pamietam
      podrecznik do historii pieknie"ozdobiony" fiutkami przez jakiegos dowcipnisia
      - pamietam tez jak moja mama dostala dodatkowy przydzial masla(poza kartkami)na
      brata i moja ksiazeczke zdrowia
      -przypomnialo mi sie tez jak w sklepie miesnym pani ekspedientka szybko i
      sprawnie wycinala wielkimi nozyczkami odpowoednia czesc kartki, ech...lza sie w
      oku kreci ;-)

      i to chyba tyle.nie wiem czy o to chodzilo, ale takie rzeczy mi sie przypomnialy
      -w podstawowce kazda klasa co jakis czas musiala sprzatac teren przy szkole -
      my mielismy kawalek pod oknami ze strony korytarza:do dzis pamietam te ogryzki,
      niedojedzone kanapki itp. "kwiatki"
      -no i moj najwiekszy koszmar z dziecinstwa:obowiazkowe uczestnictwo w pochodzie
      pierwszomajowym!pamietam opowiesci mamy, ze musiala na nie chodzic w liceum,
      moj tata chodzil...z tego co pamietam bylam na takim pochodzie chyba z raz,
      sama nie wiem skad te obawy ;-))) bo na szczescie wczesniej wiadomy ustroj padl
      hihihi



      - ktoras Wigilie, gdy pod choinka znalazlam wymarzony chinski piornik(jakas
      dziewczynka byla narysowana, zapinany na taki magnes)
      -dume z roweru Wigry 3 otrzymanego na komunie ;-))
      -jak juz gdzies wspomnialam: solone maslo z darow i kilka razy wielki sloj z
      miodem(dostawal moj brat i ja)ktory to sloj byl oprozniony niemal do polowy
      zanim doszlismy do domu ;-))
      -
      • iwciad Re: Codzienność PRL 23.11.06, 14:39
        Wiecie jak wyglądały podpaski?Wata w siateczce.Współczuję kobietom takiej
        ochrony.
        • strongwaz Re: Codzienność PRL 24.11.06, 15:37
          Ja pamiętam jak mój stary wymienił proszek do prania (pół przyczepki, skąd to
          miał??:))) na jakiś telewizor...
        • Gość: agula Re: Codzienność PRL IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.06, 14:28
          będąc dzieckiem z pierwszej klasy podstawówki potrzebna mi byla wata bo jakies
          zabawki robilismy. No i ja nieświadoma niczego chciałam wziąć do szkoły
          podpaskę mamy no bo to przecierz wata. Dobrze ze mama się zorientowała co
          wyciągam z szafki.
    • markus.kembi Re: Codzienność PRL 23.11.06, 14:51
      Gdy chodziłem do szkoły, największym koszmarem były różnego rodzaju akademie i
      występy recytatorskie - musieliśmy (siedmio-, ośmiolatkowie) uczyć się na pamięć
      jakiś okropnych wierszy i grafomańskich opowiadań o wojnie, okupacji,
      martyrologii dzieci polskich, przyjaźni polsko-radzieckiej itp. Gdy pierwszy raz
      poszedłem do szkoły, 1 września, na rozpoczęcie roku szkolnego, zafundowano nam
      zogranizowaną przez starszych kolegów i koleżanki z klas II-III apeloakademię z
      okazji rodznicy wybuchu II wojny światowej. Ciężko było wysiedzieć, a trwało to
      chyba ze 2 godziny, dopiero później zaprowadzono nas do klasy i przedstawiła nam
      się wychowawczyni.
      • Gość: adams Re: Codzienność PRL IP: *.acn.waw.pl 23.11.06, 15:02
        Hm
        Pamiętam z opowiadań mojej mamy jak kiedyś w latach pięćdziesiątych mój
        dziadek -rolnik musiał w maju ściąć całe zboże ( niedojrzałe było i jeszcze
        zielone ) tylko dlatego, że szosą, przy której było pole miał pzejeżdżać jakiś
        radziecki dygnitarz. Miała to być pokazówka jakoby w Polsce jesteśmy tacy
        zajebiści że nawet żniwa zaczynamy już w maju. Dziadek zboża ściąć nie chciał,
        więc przyjechało MO i.. wrócił po tygodniu. A czy ten rusek tamtędy
        przejeżdżał, nikt nie wie.
      • Gość: grubasek Re: Codzienność PRL IP: *.zakoniczyn.net 23.11.06, 15:29
        u mnie w podstawowce tez byly te apele, makabra!
      • feminasapiens Re: Codzienność PRL 25.11.06, 12:26
        markus.kembi napisał:

        > Gdy chodziłem do szkoły, największym koszmarem były różnego rodzaju akademie i
        > występy recytatorskie - musieliśmy (siedmio-, ośmiolatkowie) uczyć się na
        pamię
        > ć
        > jakiś okropnych wierszy i grafomańskich opowiadań o wojnie, okupacji,
        > martyrologii dzieci polskich, przyjaźni polsko-radzieckiej itp


        Jako że nasza wychowawczyni była rusycystką - co roku w listopadzie "robiliśmy"
        akademię ku czci rewolucji październikowej.
        Pamiętam wiersz, który dostałam "z przydziału" od wychowawczyni, bo byłam dobrą
        recytatorką.
        Czerwona na gębie musiałam wyrecytować na apelu:

        "Już z Aurory wystrzał padł,
        Odegrzmiał pokoleniom,
        Na całą Rosję, cały świat:
        Zwycięstwo, wolność, Lenin!

        Słowo "Lenin" nie mogło mi przejść przez gardło, więc wymówiłam je bardzo
        cicho, co zostało przez gawiedź szkolną odebrane (i słusznie) jako bunt
        przeciwko Systemowi.

        Dziś to nie do uwierzenia, co nie?
        • Gość: nams Re: Codzienność PRL IP: *.it-net.pl 25.11.06, 12:32
          Ileż to lat miałaś wtedy, ze tak swiadomie nie mogłaś wymówić słowa Lenin ?
          Wydaje mi się, że niektórzy na siłę chcą się czuć indpktrynowanymi.Akademie ku
          czci były wówczas w każdej szkole. A terz jest inaczej? Tylko bohaterowie się
          zmnieniają.
          • ania.silenter Re: Codzienność PRL 26.11.06, 09:19
            Gość portalu: nams napisał(a):

            > Ileż to lat miałaś wtedy, ze tak swiadomie nie mogłaś wymówić słowa Lenin ?
            > Wydaje mi się, że niektórzy na siłę chcą się czuć indpktrynowanymi.

            A ja wierzę, pamiętam do dziś jak miałam 8 lat (rok 1981) nie chciałam nieść
            ruskiej (czerwonej z sierpem i młotem) szturmówki na 1 maja. Biało-czerwoną to
            co innego. Nauczyciele machnęli ręką bo prawie wszyscy nosili już wtedy takie
            znaczki "Solidarności".


            Akademie ku
            > czci były wówczas w każdej szkole. A terz jest inaczej? Tylko bohaterowie się
            > zmnieniają.

            Trudno chyba porównywać Powstańców Warszawskich albo Obrońców Wybrzeża
            z "bohaterami" rewolucji październikowej
            pozdrawiam
          • feminasapiens Re: Codzienność PRL 27.11.06, 09:00
            Gość portalu: nams napisał(a):

            > Ileż to lat miałaś wtedy, ze tak swiadomie nie mogłaś wymówić słowa Lenin ?
            > Wydaje mi się, że niektórzy na siłę chcą się czuć indpktrynowanymi.Akademie
            ku
            > czci były wówczas w każdej szkole. A terz jest inaczej? Tylko bohaterowie się
            > zmnieniają.

            Było to w późnej podstawówce, więc mogłam mieć wtedy ok. 13-15 lat.

            Młody jesteś to nie wiesz jak wtedy było - początek lat 80-tych, wszyscy mieli
            już dość tej komuny i wciskania nam "ruskich" na siłę, nawet wczesna młodzież
            jaką wtedy byłam.

            Czerwone krawaty i słowa Lenin, rewolucja itp. były wtedy takim obciachem, jak
            teraz mniej-więcej spodnie w kancik (wtedy zresztą też spodnie w kancik były
            obciachem ;-)
    • Gość: braat1 Re: Codzienność PRL IP: *.centertel.pl 23.11.06, 14:58
      Ja pamietam:
      - jak wujek dostał cynk, ze w takim jednym sklepie beda pralki (a moze lodowki,
      a moze meble, nie jestem pewny) i stanal pod tym sklepem juz kolo polnocy i
      czekal. Rano stala za nim juz pokazna kolejka, chociaz nikt poza wujkiem nie
      wiedzial co bedzie sprzedawane :) Jako ze to byla jesien/zima wujke zakup tej
      pralki okupil zapaleniem pluc.

      - moja mama dostala prace w masarni i co jakis czas dostawala wyplate w
      naturze: szyneczki i rozne inne rarytasy, pamietam jak kazda kanapka
      byla "ucztą".

      Nie wiem na jakiej podstawie ludzie twierdza ze za komuny bylo lepiej...
      • mallard Re: Codzienność PRL 23.11.06, 15:13
        Gość portalu: braat1 napisał(a):

        > Nie wiem na jakiej podstawie ludzie twierdza ze za komuny bylo lepiej...

        Na przykład na takiej, że wtedy każdy d..ek mógł przebierać w ofertach pracy i
        łaskę robił, że pracował, bo przecież starczy, że codziennie rano przychodzi!
        Tacy teraz płaczą.
      • Gość: leming Re: Codzienność PRL IP: *.aster.pl 28.11.06, 11:11
        > stanal pod tym sklepem juz kolo polnocy

        Teraz jest podobnie, wystarczy, ze NieDlaIdiotow zrobi promocje :-)))
    • Gość: martka Re: Codzienność PRL IP: *.icm.edu.pl 23.11.06, 15:23
      Moja mama chciała kupić tapetę. Poszła do sklepu po jakąkolwiek. Okazało się ,
      że żeby kupić tapetę, to trzeba pokazać ekspedientce kwit, że się zdało ileśtam
      kilogramów makulatury. Więc mama poszła do skupu. Facet w skupie powiedział, że
      wyda kwit jak da mu kartki na wódkę. Ponieważ takowych już nie miała, poszła do
      koleżanki( wielce pobożnej) i uproisła ją, żeby dała jej kartkę na wódkę - to
      dostanie 2 kartki na wyroby czekoladopodobne. Więc po "załatwieniu" tapety była
      wniebowzięta i uważała, że spotkało ją wielkie szczęście i tak szybko stała się
      posiadaczką tapety w kolorze gołębim:D
    • Gość: fanta Re: Codzienność PRL IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.06, 15:29
      Co TY piszesz?

      Na telefon moi rodzice czekali 6 lat!
      • Gość: kromak Re: Codzienność PRL IP: 84.40.173.* 23.11.06, 15:45
        ale ja piszę że jak jeszcze go nie mieliśmy...to cała procedura odebrania
        telefonu byłą niezwykle wieloczynnościowa i dlatego ją opisałam
      • Gość: kromak Re: Codzienność PRL IP: 84.40.173.* 23.11.06, 15:45
        ale ja piszę że jak jeszcze go nie mieliśmy...to cała procedura odebrania
        telefonu byłą niezwykle wieloczynnościowa i dlatego ją opisałam
      • Gość: kromak Re: Codzienność PRL IP: 84.40.173.* 23.11.06, 15:45
        ale ja piszę że jak jeszcze go nie mieliśmy...to cała procedura odebrania
        telefonu byłą niezwykle wieloczynnościowa i dlatego ją opisałam
        • mallard Kromak, przestań klonować!!! ;););) n/t 23.11.06, 16:59

    • Gość: fanta Re: Codzienność PRL IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.06, 15:42
      A tutaj jest wszystko:

      kultowa.korbatz.com/
      polecam

      kilka godzin zabawy murowane!!!
      • Gość: martka Re: Codzienność PRL IP: *.icm.edu.pl 23.11.06, 15:48
        ciekway ten link!

        Przypomniało mi się:
        mój mąż ma wbite w książeczce zdrowia dziecka , ze dostał 1 parę
        rajstop "ponadprzydziałowo"
    • Gość: rocco Re: Codzienność PRL IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.06, 19:01
      jak dla mnie to takie okreslenia jak przodownik pracy, ponad planowe wykonanie

      ale to co najbardziej zapamietałem to przeprowadzke zaraz po zmianie ustroju z
      zacisz na osiedle nowo wybudowanych bloków, i dla mnie najfajniejsze była wanna
      z biezącą wodą i kibel w domu no i winda
      • Gość: basia Re: Codzienność PRL IP: 193.17.14.* 23.11.06, 19:29
        Pamiętam, jak nam kazano chodzić na pochody 1-majowe. Zwlaszcza ten w 1986r.
        dzień czy dwa po wybuchu w Czarnobylu... Moi rodzice zabronili mi wtedy
        wychodzić z domu. To teraz naprawdę trudne do uwierzenia, ale na drugi dzień po
        1-maja polonistka, wredna partyjniaczka, grozila tym, którzy nie byli
        obniżeniem oceny ze sprawowania. Mam nadzieję, że teraz smaży się w piekle.
        Pamiętam też stan wojenny (mialam wtedy 9 lat).
        Kurcze, nie bylo śmiesznie. Te wspomnienia chyba nie na to forum.
        • Gość: grubasek Re: Codzienność PRL IP: *.zakoniczyn.net 23.11.06, 20:15
          ja z tego okresu pamietam czolg przejezdzajacy niedaleko mojego bloku
          (tzw.falowiec w Gdasku) przejezdzal czolg. wiecej raczej nie pamietam
          • Gość: croyance Re: Codzienność PRL IP: *.server.ntli.net 24.11.06, 20:28
            Hey :-D

            To zabawne, bo ja mieszkalam na Zaspie :-D A potem przenioslam sie na
            Zakoniczyn, tak jak Ty :-D
            A teraz jestem w UK, ale tu juz Ciebie nie ma :-))))
            • Gość: grubasek do croyance IP: *.limes.com.pl 24.11.06, 21:09
              :-))) ale ten swiat maly! mieszkalam w falowcu zaraz przy petli tramwajowej,
              czolg przejezdzal al.Rzeczpospolitej(wtedy Rokossowskiego).no i teraz
              Zakoniczyn i wyglada, ze zostane w naszej porabanej ojczyznie ;-))
              • Gość: croyance Re: do croyance IP: *.server.ntli.net 24.11.06, 21:25
                :-DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
                To na pewno wiesz, gdzie ja mieszkalam: Startowa 23, dlugi falowiec naprzeciwko
                tejze petli (teraz zdaje sie pomalowany na kolor majtkowy :-DDDD
                Pamietam spacerujacych zomowcow :-DD

                • Gość: grubasek Re: do croyance IP: *.limes.com.pl 24.11.06, 21:28
                  :-))))) czy tez chodzilas do podstawowki nr92? ja co prawda tylko w zerowce,
                  ale zawsze. no i bylam na zawodach miedzyszkolnych, chyba odbywaly sie w tej
                  szkole.musialam brac udzial w jakis durnych wyscigach, a sportowiec ze mnie
                  taki, ze hoho, prawie jak (reklama zywca, hihihi)
                  • Gość: croyance Re: do croyance IP: *.server.ntli.net 24.11.06, 21:43
                    No pewnie! :-DDD
                    Kazali nam biegac na 600 m po biezni miedzy 92 a bodajze 90 (gdzie zreszta
                    potem przez rok chodzilam do liceum nr XV) :-DDD
                    • Gość: grubasek Re: do croyance IP: *.limes.com.pl 24.11.06, 22:02
                      no tak myslalam, ze 92 :-)) mnie po zerowce przeniesli do 80 na Opolskiej
                      (mialam rzut beretem do szkoly).

                      a w tej 80-ce nie dosc, ze musielismy nosic te paskudne granatowe fartuchy to
                      jeszcze kazda grupa wiekowa musiala miec inny haft kaszubski na kolnierzyku. na
                      apele dodatkiem do stroju galowego byl paskudny, szeroki krawat na gumke,
                      granatowy w biale grochy!do dzis pamietam wyrywki hymnu szkolnego:patronem byli
                      budowniczowie portu polnocnego, hahahaha

                      pozdrowienia!
                      • Gość: croyance Re: do croyance IP: *.server.ntli.net 24.11.06, 23:00
                        A w 92 hymnem szkoly bylo:

                        Chociaż każdy z nas jest młody,
                        lecz go starym wilkiem zwą.
                        My, strażnicy polskiej wody,
                        marynarze polscy to.
                        Morze, nasze morze,
                        wiernie ciebie będziem strzec.
                        Mamy rozkaz cię utrzymać,
                        albo na dnie, na dnie twoim lec,
                        albo na dnie z honorem lec, z honorem lec.
                        Żadna siła, żadna burza,
                        nie odbierze Gdańska nam.
                        Nasza flota, choć nieduża,
                        strzeże czujnie portu bram.
                        Morze, nasze morze,
                        wiernie ciebie będziem strzec.
                        Mamy rozkaz cię utrzymać,
                        albo na dnie, na dnie twoim lec,
                        albo na dnie z honorem lec, z honorem lec.

                        :-DDDDD
                        • Gość: grubasek Re: do croyance IP: *.limes.com.pl 24.11.06, 23:31
                          ja sobie teraz nie przypomne naszego hymnu :-(
                          a to co podalas znam - to jakas piosenka znana czy hymn napisany specjalnie dla
                          szkoly? bo ja to znam!!!! mam totalne zacmienie, pewnie to znany kawalek i
                          glupka z siebie wlasnie robie ;-) hahaha
                          • Gość: croyance Re: do croyance IP: *.server.ntli.net 26.11.06, 13:52
                            To jest stara piosenka wojskowa podobno :-D
                            Pamietam, jak spiewalismy, hihi:
                            zadna sila zadna burza, nie odbierze Gdanska nam
                            (i straszny ryk: GDANSKA NAM!!!!)
    • nessie-jp Re: Codzienność PRL 23.11.06, 19:25
      - rodzice dostali mieszkanie "dla młodych małżeństw" (byli już 5 lat po ślubie);
      poprzednio mieszkaliśmy w kawalerce bez wanny czy brodziku, tylko z umywalką.
      Pierwszą rzeczą w nowym mieszkaniu miała więc być kąpiel w wannie. Leje się
      woda, leje, prysznic działa, ciepła, zimna, wszystko pięknie, tylko... wanna nie
      była podłączona do odpływu!!! W ogóle nie wykonano odpływów w mieszkaniu...

      - gdy wracało się z pracy czy szkoły i zobaczyło gdziekolwiek samochód dostawczy
      marki "Zuk", to stawało się natychmiast w kolejce pod sklepem, gdzie ów Zuk
      stał. Nie wnikając w to, co "rzucili". Kupowało się, co było, żeby to potem
      wymienić na co innego. Rajstopy cienkie - uuu, rarytas! Papier toaletowy na
      worki (w wieku 10 lat upolowałam taki worek i ledwo dotargałam go do domu, bo
      był większy ode mnie!). Szampon dla psów! Sensacja. Panie kupowały żyletki i
      płyn po goleniu, panowie pędzili przez miasto z ramionami pełnymi waty i podpasek.

      - kiedyś, już w późnych latach 80-tych, gdy cukier był bez kartek, ale go nie
      było, cała moja klasa łącznie z nauczycielką stała przez 1,5 godziny
      (lekcyjnej!) w kolejce do samochodu, z którego sprzedawali cukier po 2kg na
      głowę...

      - w ciągu roku szkolnego nie można było kupić zeszytu w kratkę - takie rarytasy
      bywały tylko na początku września!
      • meme84 Przecież GW ma osobne forum nt 23.11.06, 19:58
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16256
    • Gość: stary Re: Codzienność PRL IP: *.smstv.pl 23.11.06, 20:11
      Czyny, pochody, wszędobylskie portrety całuśnych sekretarzy... W huk tego.

      Wpiszcie w YouTube "PRL" to trochę oglądu zyskacie. Tam też trochę łykniecie:

      polskaludowa.com/
    • Gość: braat1 Re: Codzienność PRL IP: *.centertel.pl 24.11.06, 09:26
      Przypomnialo mi sie o telefonach :).
      Pamietacie cos takiego jak "telefon grzecznosciowy". U mnie w domu byl taki, bo
      tato pracowal w telekomunikacji. Pamietam jak musialem chodzic do sasiadek, bo
      ktos do nich dzwonil. Byly tez smieszne pomylki bo moja mama i sasiadka mialy
      to samo imie i nigdy nie wiedzielam czy kots chce rozmawiac z mama czy sasiadka.

      A wspominajac telefony: numer byl jeszcze pieciocyfrowy. Pamietam ze rozmowy
      lokalne byly nielimitowane tzn, nie placilo sie za czas rozmowy tylko "za
      sztuke". Jakosc miedzymiastowych byla taka, ze chyba lepiej ludzie by sie
      slyszeli krzyczac bez telefonu :) Co do miedzynarodowych to chyba trzebabylo
      zamawiac przez centrale.
      I zawsze mnie zastanawialo dlaczego na dolaczenie telefony trzebabylo tyle
      czekac? Przeciez jesli sasiad mial telefon to chyba zalozenie w calym bloku nie
      bylo jakos mocno skomplikowane technicznie?? Chyba ze byly limity numerow na
      centralach...
    • ewus73 Re: Codzienność PRL 24.11.06, 10:44
      Miałam 8 lat jak wprowadzili stan wojenny. Pamiętam, że strasznie płakałam bo
      myslałam, że wybuchła wojna. Dzieci w tamtych czasach były skazane na oglądanie
      radzieckich filmów wojennych, zabierali nas ze szkoły na taki film, a potem
      kilka lat śnił mi się często koszmar, że niemcy mnie gonią i chcą zabić, albo że
      umieram przejechana przez czołg :-0
      Jak bawiałam się koło sklepu, to jakaś babcia mnie złapała za rękę i kazała stać
      w kolejce, dostała dzięki temu dwa kilo cukru zamiast jednego.
      Jechałam z mamą na wycieczkę z zakładu pracy do stolicy; zatrzymaliśmy się przy
      sklepie, żeby kupić coś do jedzenia, to na półkach był tylko ocet i musztarda.
      Żeby kupić odkurzacz czy pralkę trzeba było się zapisać w sklepie i czekać
      cierpliwie kilka tygodni albo i dłużej.
      Telefon w domu? Przywilej dla nielicznych.
      Szare zeszyty, chińskie piórniki, kolorowe gumki do mazania, guma donald z
      historyjką obrazkową, apele i akademie w szkole, solone masło, czekolada
      czekoladopodobna, ciągły niedostatek bajek w tv - pamiętam kiedyś w sylwestera
      puścili dwie godziny bajek disneya, byłam w siódmym niebie. Czytało się "Świat
      młodych", na ostatniej stronie były komiksy, kajko i kokosz albo kleks.
      Kupowałam "Zarzewie" bo tam były plakaty z zespołami, potem przyszła pora na "Na
      przełaj".W liceum nie zapisałam się do ZSMP to za karę miałam obniżone
      zachowanie. Brr, więcej nie wspominam.
    • Gość: croyance Re: Codzienność PRL IP: 194.74.144.* 24.11.06, 12:36
      Juz kiedys o tym pisalam, ale powtorze:

      - moi rodzice czekali 15 lat na telefon; chodzilismy do sasiadow na II pietro i
      po skonczonej rozmowie zostawialismy monety przy aparacie;
      - wypad calodzienny z matka do Wejherowa (ponad godzina pociagiem), bo PODOBNO
      w tamtejszych sklepach ktos widzial szklanki! :-D
      - ojciec stal kiedys (na zmiany) trzy dni w kolejce po maszyne do szycia,
      ktorej wcale nie potrzebowalismy, ale RZUCILI! Wiec trzeba bylo kupic - a moze
      da sie na cos wymienic? :-)
      - pani podczas lekcji w szkole wysylala nas, gowniarzy, do sklepu piec ulic
      dalej (teraz by ja chyba w programie "Uwaga!" pokazali, wtedy to byla norma) po
      ciastka - zazwyczaj delikwent zjadal zakupione slodycze w drodze powrotnej
      - roraty o 6 rano - cala gromada dzieciakow z wyklejanymi (hm, jak to sie
      nazywalo? takie witrazowe, z bibuly i swieczka w srodku) zasuwajaca do kosciola
      w kompletnej ciemnosci
      - mrozne zimy (to akurat nie wina PRL-u, he he), smak sniegu (myslalam, ze z
      tymi zimami to przesadzam, ale zeszlego lutego w Anglii, pewnego lodowatego
      dnia, poczulam ten charakterystyczny zapach powietrza i wszystko mi stanelo
      przed oczami - nawet nie to, ze bylo zimniej, ale jakis inny mroz to byl)
      - pamietam, jak wylaczano prad, czasem w calej klatce czy bloku - raz zdarzylo
      sie to wieczor przed Wigilia i wszyscy histerii dostali, bo byli w srodku
      gotowania :-D
      - apele w szkole (normalne i galowe), granatowe lub biale wstazki wiazane na
      kitkach
      - kulki owsiane zwane przez nas "owsikami" - deser z czasow komuny; kulki z
      platkow owsianych, cukru, czasem kakao (to juz byl luksus!) i masla - ale ta
      nasza mama miala pomysly :-D
      - jako szescioletnie letnie zabrana zostalam do Berlina Zachodniego na kilka
      dni: Kuratorium musialo wyrazic zgode, bym opuscila kilka dni zerowki w okresie
      Wielkanocy, na granicy zostalam obudzona i kazano mi mowic - dwoch panow z
      psami swiecilo mi latarka w oczy i sprawdzalo w tenze sposob, czy nie jestem
      dzieckiem z Niemiec Wschodnich przemycanym sprytnie przez granice
      - juz w Niemczech, biedne dziecko, ryczalam przerazliwie na widok salami
      - mama malo nie zapadla sie pod ziemie, kiedy moj brat - lat ok. 5-6 - podczas
      wizyty u znajomych mieszkajacych w Niemczech, ale przyjezdzajacych czesto do
      Polski, zapytal "CO TO JEST???" na widok banana :-D
      - u tych samych znajomych, powiew wyzszych sfer i lepszego swiata na widok
      bitej smietany w spraju i mandarynek
      - moj ojciec, inzynier, pracujacy podczas wakacji w wypozyczalni rowerow w
      Niemczech
      - opowiesc mojej mamy, jak podczas kolacji w restauracji, na ktora zaproszona
      zostala z ojcem przez niemieckich znajomych (ze rzecz dziala sie w RFN-ie,
      uparli sie zaplacic) zajrzala z ciekawosci przez ramie kelnera na rachunek i
      zobaczyla, ze wynosi wiecej, niz roczna pensja ojca
      - uwagi tychze znajomych: jakie macie oprocentowanie w banku? Dlaczego nie
      zmienicie go na inny?
      - paczki z Niemiec z ciuchami, jedzeniem (bardzo nam ci ludzie pomagali)
      - zbieranie kwiatkow na Boze Cialo i dyskusja "Jak ktos nas zapyta, po co
      zbieramy, to powiemy, ze dla Jaruzelskiego" :-DDDD

    • Gość: ania74 Re: Codzienność PRL IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.11.06, 14:15
      A pamietacie jak na Barborke robilo sie gornicze czapki? Malowalo sie na czarno
      brystol, wycinalo i przyklejalo taki bialy znaczek (kilof chyba z czyms tam) i
      z bibuly robilo pioropusz? :-) Albo kwiaty na kijkach na 1 Maja (tez z bibuly).
      A propos bibuly... tak sie mowilo na ulotki rzucane przez "podziemie" w
      klatkach (chowalismy je w tapczanie albo na szafie :-), u kolezanki lezaly w
      skrytce w rozsuwanym stole ;-)) A a propos telefonow... czesto zdarzalo sie
      podczas rozmowy slyszec inna rozmowe :-) albo wykrecic numer do kolezanki z
      klasy a polaczyc sie zupelnie z kims innym, nie daj Boze z Milicja! Flagi za
      oknami na 1 Maja, drugiego mogly sobie jeszcze powisiec (jak mowil Aniol w
      Alternatywach), ale zyby 3 Maja zadna nie wisiala! ;-) 20 stopien zasilania
      podczas Wieczorynki! Koszmarek! Choc lubilam siedziec w ciemnosciach przy
      ogarku swieczki i rozmawiac o duchach. Rajstopy za surowce wtorne i wiele,
      wiele inych
    • Gość: Monia Re: Codzienność PRL IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.11.06, 14:31
      Tutaj pewnie dużo osób ze stolicy a ja jestem z Mazur więc może coś nowego
      napiszę- moi rodzice za komuny po kolorowy telewizor i magnetofon pojechali do
      Warszawy bo dostali cynk w jakim sklepie i kiedy tam będą.
      • Gość: Monia Re: Codzienność PRL IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.11.06, 14:37
        Aha i jeszcze może coś nowego dla tych spoza Mazur, jak chyba większość wie
        przed wojną mieszkali tam Niemcy więc wielu z byłych mieszkańców mojego miasta
        odwiedzało te tereny (nadal też odwiedzają) i blisko mojej szkoły podstawowej
        był Orbis gdzie na parkingu były czasem autobusy niemieckie,sporo dzieciaków
        biegało do tych Niemców i otzrymywało cukierki, ja tego niw robiłam ale
        niektórzy mówili,że ik zdjęcia robiono jak sięgają po słodycze.
      • Gość: grubasek Re: Codzienność PRL IP: *.zakoniczyn.net 24.11.06, 14:44
        przypomnialo mi sie jeszcze jakie swieto bylo jak przyjezdzala do nas ciocia z
        wujkiem(siostra mojej babci z mezem).mieli taka skorzana walize zapinana na
        zamek a posrodku spinalo sie jeszcze taki pasek(identyczna walizka byla u mnie
        w piwnicy:trzymalismy w niej ozdoby na choinke, teraz nie wiem czy maja ja
        rodzice czy brat z zona?). a swieto bylo dlatego, bo: ciocia przywozila zawsze
        duuuuze drozdzowe ciasto z kruszonka(wlasnej roboty oczywiscie), do tego jakas
        marmolade albo dzem - tak smakowalo najlepiej! pamietam tez moment kiedy
        wyciagala z tej wielkiej walizy opakowanie Delicji - zapakowane w przezroczysta
        folie. to pamietam, bo jak niemal kazde dziecko bylam strasznie lasa na
        slodycze.rodzice mowili, ze poza tymi rarytasami ciocia zawsze przywiozla
        jakies mieso, wedline.i pamietam wielgachne paczki z duuuza iloscia dzemu,
        ktore ciocia smazyla! kto mieszka w Gdansku to pewnie kojarzy ulice Grunwaldzka
        i mala cukiernie, w ktorej sprzedawane byly(i sa nadal) ogromne paczki z duza
        iloscia nadzienia i to nie tylko z dzemem czy dzika roza...pamietam jak
        jezdzilismy tam z rodzicami, to czekanie w sporej kolejce i przecudny zapach
        unoszacy sie ladnych pare metrow od tej cukierni...
        • mallard Re: Codzienność PRL 24.11.06, 15:22
          Gość portalu: grubasek napisał(a):

          kto mieszka w Gdansku to pewnie kojarzy ulice Grunwaldzka
          >
          > i mala cukiernie, w ktorej sprzedawane byly(i sa nadal) ogromne paczki z duza
          > iloscia nadzienia i to nie tylko z dzemem czy dzika roza...pamietam jak
          > jezdzilismy tam z rodzicami, to czekanie w sporej kolejce i przecudny zapach
          > unoszacy sie ladnych pare metrow od tej cukierni...

          No nie kojarzę, a mieszkam w Gdańsku od 45 lat. Co do Grunwaldzkiej - do długa
          ulica, ciągnie się od chińskiego konsulatu aż do granicy z Sopotem.
          • Gość: grubasek do mallard IP: *.zakoniczyn.net 24.11.06, 15:32
            no fakt, podalam malo precyzyjna lokalizacje ;-). mam na mysli ta czesc
            Grunwaldzkiej we Wrzeszczu, gdzie byl kiedyc Dom Centrum(???), jest ta
            restauracja - Crystal zdaje sie. jeju - ale mam dziury w pamieci! i ta cukiernia
            (takie toto malutkie) jest(teraz nie jestem pewna czy jeszcze istnieje)zaraz za
            tym Domem Centrum ciut w strone Gdanska Glownego.

            mallard_ tak mnie zaskoczyles, ze az sie pogubilam.mam nadzieje, ze mniej
            wiecej kojarzysz ktore miejsce mam na mysli.niestety naleze do osob z marniutka
            orientacja w terenie i nie potrafie normalnie, hahaha, wytlumaczyc o jakie
            miejsce mi chodzi.kiedys moj kolega prawie sie posikal ze smiechu jak mu
            zaczelam tlumaczyc gdzie cos tam jest, no ale to nie ma zwiazku z tematem...
            • mallard Ach kojarzę! 24.11.06, 15:40
              Nosz kurza paszcza co za skleroza! starość nie radość! Codziennie dwa razy
              przejeżdżam koło tej cukierni! Tam kiedyś była pizzeria - przyczepa campingowa
              z napisem "pizzy"! (To miała być liczba mnoga od "pizza" :):):))

              Pozdro dla ziomalki! :)
              • Gość: grubasek Re: Ach kojarzę! IP: *.zakoniczyn.net 24.11.06, 15:54
                dzieki! przyznasz mi racje, ze tam paczki byly przepyszne?!?na samo wspomnienie
                slinka mi cieknie...i te kolejki w tlusty czwartek...

                pozdrowienia!
                • nessie-jp Re: Ach kojarzę! 24.11.06, 17:19
                  We Wrzeszczu spędzałam za komuny wakacje, ale tej cukierni nie pamiętam.
                  Pamiętam za to, że we Wrzeszczu były najlepsze lody z automatu na świecie - w
                  waflach "własnego wypieku", wypasione, posypane orzechami i wiórkami
                  czekoladopodobnymi. Mnie, wychowanej w siermiężnej, nieturystycznej Warszawie,
                  wydawało się to jakimś cudem. W Gdańsku-Wrzeszczu jadłam też pierwszą w życiu
                  pizzę. Szczyt rozpusty. :)

                  A pamiętacie znad morza takie wiklinowe kosze, które się wynajmowało, żeby w
                  nich siadać i osłonić się od wiatru? Każdy miał chyba numerek...
                  • Gość: 6UL DV8 Wrzeszcz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.06, 21:50
                    Ja też byłem we Wrzeszczu na wakacjach! Wyskoczyłem z dwoma kolegami autostopem
                    do Trójmiasta i chcieliśmy gdzieś zamieszkać. Jeden z kolegów miał znajomego
                    (nieco starszego niż my) we Wrzeszczu i postanowiliśmy do niego pojechać.
                    Okazało się, że świetnie trafiliśmy: miesiąc wcześniej żona tego znajomego
                    uciekła z kochankiem, więc mogliśmy ulokować się w jednym z pokoi ;) Co prawda
                    ta żona zabrała wszystkie meble i musieliśmy spać na podłodze (nawet bez
                    materaca), ale co tam! Natomiast zaszokowało mnie mieszkanie jako takie: było
                    malutkie, nie wiem, czy w sumie miało 20 metrów, a składało się z dwóch
                    pokoików i przedpokoiku. W przedpokoiku była dwupalnikowa kuchenka, oczywiście
                    bez żadnego piekarnika. I tyle, jeśli chodzi o wyposażenie. Łazienka i ubikacja
                    były wspólne na korytarzu dla mieszkańców całego piętra - a było ono całkiem
                    spore. I ten dom nie był jakąś przedwojenną ruderą, ale w miarę nowym budynkiem
                    postawionym w czasach gomułkowskich. Kiedy to opowiadam różnym ludziom, mało
                    kto chce mi wierzyć... ;)
          • Gość: croyance Re: Codzienność PRL IP: *.server.ntli.net 24.11.06, 20:32
            A ja kojarze, niedaleko Cristalu :-DD Faktycznie, paczki byly super!
        • Gość: kromak Re: Codzienność PRL IP: *.zgora.dialog.net.pl 24.11.06, 15:23
          Przypomniało mi się jak za komuny...na jarmarku jakimś sprzedawał facet takie
          niemieckie dobre cukierki, abtoniki. Czekolada, prawdziwa. Jeden cukierek nie
          pamiętam ile kosztował, ale za jeden cukierek czekoladowy musiałam dać tyle
          samo ile za 10 jajek. Chwila niesamowita...rozpuszczenia się w podniebieniu.

          Chyba w 90` poszłam do sklepu i kupila m sobie 3 paczki tych cukierków. Zjadłam
          wszystkie i zapłaciłam trochę więcej niż za 10 jaj. Uczucie lepsze niż seks.

          Kupiłam też całą skrzynkę pomarańczy. Pamętacie włochate kubańskie?
          • Gość: braat1 Re: Codzienność PRL IP: *.chello.pl 24.11.06, 17:26
            Pamietam jak kiedys w paczce pod choinke od taty z pracy dostalem marsa, jadlem
            go chyba z godzine :) A mentosy starczyly mi na kilka dni, tak sobie ten
            rarytas wydzielalem. Teraz slodycze juz nie maja takiego smaku jak kiedys :)
            • Gość: grubasek Re: Codzienność PRL IP: *.limes.com.pl 24.11.06, 19:05
              a imprezy swiateczne dla dzieci? mam zdjecie z Mikolajem (tak na oko fota z
              poczatku lat 80-tych).matko!jak ten facet byl przebrany! cud, ze dzieciaki nie
              pouciekaly!
      • nessie-jp Re: Codzienność PRL 24.11.06, 15:20
        > Tutaj pewnie dużo osób ze stolicy a ja jestem z Mazur więc może coś nowego
        > napiszę- moi rodzice za komuny po kolorowy telewizor i magnetofon pojechali do
        > Warszawy bo dostali cynk w jakim sklepie i kiedy tam będą.

        Monia, rodzice mojej koleżanki z Warszawy jechali gdzieś na Mazury bo dostali
        cynk, że tam "rzucą" zamrażarki bez talonów! :))) Wieźli ją na dachu trabanta, a
        w środku pełna była ryb kupionych od gospodarza, u którego się zatrzymali. Tak
        że to we wszystkie strony chyba działało, te wyjazdy po łupy :D
        • Gość: p Re: Codzienność PRL IP: *.kopnet.pl 24.11.06, 22:18
          pamietam paczki,które mama dostawała od swojej siostry z drugiego konca Polski -
          pełne papieru śniadaniowego(skad ciotka go tyle brała???)papier był pozniej
          wymieniany na inne ówczesne dobra.I pamietam swietnie szkołe podstawowa,ach,co
          to były za czasy...apele,poranne codzienne picie mleka na stołówce,fartuszki,co
          pół roku obowiazkowe szczotkowanie zebow jakims swinstwem,po ktorym cierpła
          cała buzia.Nasze dzieci maja duzo wieksza swobode,zastanawiam sie nieraz,czy to
          pokolenie tez bedzie potrafiło tak wyraziscie wyłapac ze swojego dziecinstwa
          tyle groteski:)
          • Gość: grubasek Re: Codzienność PRL IP: *.limes.com.pl 24.11.06, 22:29
            tesknie za kubkiem cieplego mleka wypijanym na dlugiej przerwie, do tego
            kanapki, jablko.to byly czasy!
          • Gość: booboo Re: Codzienność PRL IP: *.chello.pl 25.11.06, 22:47
            poranne codzienne picie mleka na stołówce,fartuszki,co
            >
            > pół roku obowiazkowe szczotkowanie zebow jakims swinstwem,po ktorym cierpła
            > cała buzia

            Teraz dzieci też dostaja w szkole mleko (w kartonikach) i fluoryzuja zęby.
    • iwona1959 Re: Codzienność PRL 25.11.06, 00:01
      Pamieta ktos jeszcze kolejki dla uprzywilejowanych? Mozna bylo sie tam ustawic
      od poniedzialku do piatku godz. 15:00.
      Bylam w zaawansowanej ciazy , dokladnie 5 dni do porodu. Piatek, ok. godziny
      17. Mieli "rzucic" maslo. A wiec stanelam w kilometrowej kolejce
      (uprzywilejowanej juz nie bylo) i tak mniej wiecej po godzinie stania zrobilo
      mi sie slabo. Oparlam sie o sciane i powoli zaczelam osuwac sie na ziemie.
      Mezczyzna stojacy za mna glosno zaproponowal, ze moze jednak przejde na
      poczatek kolejki i w tym momencie odwraca sie pani stojaca przede mna, mierzy
      mnie surowym wzrokiem i na caly sklep oznajmia: przeciez jest juz po 15!!
      Ze lzami w oczych wyszlam ze sklepu - masla nie kupilam.
      • Gość: Strzałka--> Re: Codzienność PRL IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.11.06, 01:30
        Wszystko pamiętam...
        -watę na kartki, a te kartki trzeba było podbić u szkolnego lekarza, ktory zaświadczał, że 18latka ich potrzebuje, coś pięknego...
        -dermo-skaj-szajs na kartki, czyli buty. Zawsze popielate lub brązowe. I trzeba było po nie stać
        -stanie po cokolwiek, bo nie wiadomo było co rzucą i czy w ogóle rzucą. Podjeżdżał samochód, poruszenie i dreszcz ciekawości - CO PRZYWIEŹLI?
        -zgodę na wyjazd w stanie wojennym, nawet do niedalekich miejsc
        -godzina milicyjna - moje psy miały zwyczaj wychodzić późno i zostawał im tylko ogród, a one w ogrodzie właśnie nie, bo lubily ulicę...Przemykało się z nimi koło 11tej w poczuciu działam przestępczych i przeciwustrojowych. Zdrada stanu. Sąsiada drapnęli, hihi. Miał nieszczęście mieć kubeł na śmieci od zewnętrznej strony posesji, poza furtka, wyszedł i razem z wiaderkiem (pies szcześliwie został na podwórku) i w kapciach przenocował sobie na komendzie ;)))
        -tzw. kwity. Na wczasy, na węgiel, na wszystko. Piętnaście pieczątek, urzędnicy i urzędniczki przy koszmarnych biurkach i ze słomkową herbatką w szklankach...Poczucie małości, lichości przed obliczem kogoś takiego. Od niego/niej zależało czy będzie można wyremontować dach, zrobić plot, mieć w zimie ciepło i takie tam...
        -kolejki na postojach taksówek (pamięta ktoś?, jazdy zbiorowe (dogadywało się na postoju z kimś, kto jechał w naszą stronę), łaski i niełaski taksiarzy (na Bielany nie jadę...), cudowne lata dla właściciela byle warszawy z lampką "taxi". Oj, wtedy to oni byli paniska! A nie każdy to był ludzki pan...Stałam kiedyś na postoju na końcu świata, wracałam od koleżanki, noc, chciała mnie odprowadzić, ale co? Wracałaby sama? Nie chciałam. Dzielnica fuj, pusto nie było po bramach typy i postój...po półgodzinie - szczęście z niebios - taksówka. Stary pierdziel w czapce w kratkę obwieścił mi, że moze mnie ewentualnie do śródmieścia, bo do mojej dzielnicy to mu się już nie chce...Wsiadłam, bo lepiej w śródmieściu stać niż tam. Wysadził mnie, poza licznikiem skasował, postałam sto lat na innym postoju, kilku prywtnych chcialo mnie podwozić, uprzednio dokladnie obejrzwszy, wolałam nie i i efekcie dotarłam do domu piechotą. Najśmieszniejsze, że miałam do wyłącznej dyspozycji samochód od 16 roku życia, jeździłam, tylko benzyna była na kartki, kartek mało i część miesiąca auto w garażu. Albo oponę trzeba było kupić, albo inną część, a to nie było łatwe...
        -triumfalne wieńce z papieru, obiekt marzeń, też pamiętam...I pokrojone w kawłki gazety...tak, tak...
        -kalmary kupowane dla psa. Były. To zaleta ogromna kalmarów dla psa :)) I te wieczny smród gotowanych kalmarów. Czasem z tzw. taniej jatki mięsko typu głowizna...ble, bleeeeeeee
        -8 marca i paczka w pracy. Rajtuzki, ściereczka, deseczka. Plus goździk. czasem tulipan. trzeba to było pokwitować. Kadrowa za mną dwa dni latała, bo paczkę pokwitowałam, a tulipana nie i miała tylko jeden podpis, a nie dwa.
        -studiowałam na uczelni artystycznej i każde pokazanie legitymacji studenckiej w urzędzie wywoływało komentarze, że przyszły nierób przyszedł...Nie do mnie, oczywiście, tylko teatralnym szeptem do siebie...albo pytania: to czego was tam uczą? Muzyki? Pięć lat? A mój szagier to wcale się nie uczył a pięknie gra na akordeonie...
        -pochodzę z miasta portowego z Wyższą Szkołą Morską, gdzie dużo marynarzy...Było kiedyś coś takiego, gatunek jakby osobny: MARYNARZOWA. Rozpoznawalny na 100metrów. Lisy, ciuchy z komisów (pamiętacie komisy?), włoskie buty, torby z pewexu...I mentalność też często (nie zawsze, rzecz jasna) taka jakaś...komisowa
        -reklamy na budynkach, takie wielkie freski... :))) PDT, CDT, takie tam...
        "Bałtyk- twoje morze, śledź - twoja ryba..." K..wa twoja mać
        -zepsute automaty telefoniczne. Kolejki do tychże, ale czynnych. Rozmienianie na złotówki...A teraz telefon, własny w kieszeni, ciągle mnie to cieszy, jak sobie przypomnę bieganie po wsi do sołtysa (byłam na tzw.koniach), żeby znaleźć jakieś dziwne urządzeni na krobkę i zawiadomić rodzinę, że autobus mi zwiał...

        A jednak było fajnie. dziwne. Może to młodość? A młodość zawsze fajna? Wszystko ma wtedy urok. Chodziło się grupkami na polowania na szampon, stało, gadało, potem szło na deser i colę...Ile radości, jak się coś dostało, np cztery cytryny...A jak to pachniało, nie? te pomarańcze, cytrynki, banany. Kabanos(gdzież ty teraz do tamtych!), myśliwska, szynka! I nie tylko dlatego, ze rarytas, to naprawdę było lepsze! Wybieramy szampony, dziesiątki firm, taki, owaki, a kiedyś jajeczny miał taki zapach i włosy błyszczały, choć nie było odżywek...jak to możliwe?


        Taak...Już więcej nie będę tu pisała, bo za dużo literek... :)
        Tak cesarz powiedział o Mozarcie: za dużo nut. A gdzieś mnie do Mozarta...
        Przepraszam.
        Pzdr
        • Gość: croyance Re: Codzienność PRL IP: *.server.ntli.net 26.11.06, 19:47
          U mnie w klatce mieszkala jeszcze lepsze gwiazda: MARYNARZOWA-WOJSKOWA :-DDDD
      • Gość: prlka Re: Codzienność PRL IP: *.it-net.pl 25.11.06, 12:18
        nie wydaje wam się, ze to wszystko wina ludzi i ich mentalności, a nie akurat
        prlu? przecież te automaty telefoniczne były w budkach, jeno ktoś (?) je psuł,
        wyrywał sznury i wpychał guziki zamiast monety, przecież taksowkarzem mógł
        zostać niemal każdy (wiem, bo kilku moich znajomych w tym czasie robiło i
        otrzymało koncesję), a że już ulapiony taksowkarz nie chciał jechać , gdzie my,
        tylko w swoją stronę, to nie wina ustroju, to prawda, ze sklepy świecily
        pustkami, ale na czarnym rynku można było kupić nemal wszystko, a ekspedientki
        z mięsnego były najważniejsze, pod koniec kartek "zapoznałam" dojścia do
        mięsnego i nikt ode mnie kartek nie żądał- i wiem, że była to normalna
        praktyka,dokładnie tak samo bylo ze słodyczami i podstawową chemią, a
        pamiętacie, jak po tych trudnych czasach ludzie sobie opowiadali o magazynach,
        które "zapobiegliwi " ludzie poczyniki - cukier na dziesięć lat, proszkoi do
        prania podobnie, 5 lodówek, 3 zamrażarki i 15 żelazek - bo rzucili ? kwiatek i
        rjstopy za pokwitowaniem pamiętam , ale teraz od wielu lat nie pamiętam, żeby
        mi ktoś w pracy dał mydełko albo herbatę, a z socjalu, jak się należy, nkt mi
        niczego nie wyplaca, wczasy na kartki, tak, ale było nas na nie stać, i tylko
        wtedy dzieci gremialnie wyjeżdżały na kolonie,

        żyłam w tych czasachi i żyło już moje dziecko, było biednie, skromnie, czasem
        trudno, ale czasami piszecie o rzeczach wydumanych, tak ajk np ta wata za
        potwierdzeniem szkolnej higienistki, bywaliśmy t tych ciężkich latach na
        imieninach naszych bardzom opozycyjnych znajomych - takiej wyżerki jak wtedy i
        nich nikt nie potrafił zorganizować

        facet przed swoim blokiem w kapciach złapany przez czujki ? bzdura - kuzynka
        tydzień po wprowadzeniu stanu wojennego przyjechała do nas przez pół Polski z
        niemal ćwiartką swiniaka na święta, nikt jej nie zaczepił, a ja mieszkając w
        dużym wojewódzkim mieście nigdy nie byłam sprawdzana ani legitymowana- nikt z
        mojej rodziny również
        • Gość: Porzeczka Re: Codzienność PRL IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.11.06, 12:51
          Watę za podbiciem u szkolnego lekarza też pamiętam. I to jak się obie żeśmy śmiały, bo przecież byłam już dorosłą kobietą.

          Co do zgarniania przez MO, to nie znam tego z opowieści, tylko autopsji. Przyjażniłam się z dziewczyną z sąsiedniego domu, łaziłyśmy do siebie, raptem 15 metrów od furtki do furtki. Capnęli mnie jak otwierałam swoją bramkę, do "suki", na komendę, cała afera. Nie spędziłam nocy na komendzie...ale w Izbie Dziecka. Moi rodzice prawie osiwieli, bo zawiadomiono ich dopiero rano, a jak pamiętasz telefony zostały wyłączone.

          Mojemu szkolnemu koledze na ulicznej manifestacji odbili nerki. Kilka lat temu przeszedł z tego powodu przeszczep, dopiero teraz żyje normalnie, bo lata to była męczarnia.

          Nie opowiadaj tu o herbacie z socjalu, kobieto, bo żadna klatka, nawet złota nie jest wolnością. A tamta klatka nie była złota. Dostawałaś mięsko bez kartek, po znajomości i uważasz, że było fajnie? Moja rodzina nie miała znajomości i nie jadła bez kartek...
          Byłaś kiedyś na UB? Ja - tak, po powrocie od brata matki, który miał czelność mieszkać na zachodzie...Miałam 20 lat i byłam przerażona...

          Wspominamy czasy, istotnie mentalność taksiarza to jego sprawa, nie ustroju, ale gdyby nie nonsensy, nie byłoby takich rzeczy...Teraz, w czasach wolnego rynku taksiarze nie robią takich szopek.]

          Na wszystko było stać? Bzdura. To "wszystko" było malutkie, może dlatego tak się wydaje.

          Nie uważam, że masło spod lady to piękny czas...



          • Gość: prlka Re: Codzienność PRL IP: *.it-net.pl 25.11.06, 13:05
            Zamierzałam napisać, dlaczego czasu obecnego również nie uważam za piękny - ale
            to forum humorum, więc nie napiszę.
        • Gość: remek Re: Codzienność PRL IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.11.06, 13:00
          Gość portalu: prlka napisał(a):

          > tylko w swoją stronę, to nie wina ustroju, to prawda, ze sklepy świecily
          > pustkami, ale na czarnym rynku można było kupić nemal wszystko, a ekspedientki
          > z mięsnego były najważniejsze, pod koniec kartek "zapoznałam" dojścia do
          > mięsnego i nikt ode mnie kartek nie żądał- i wiem, że była to normalna
          > praktyka,dokładnie tak samo bylo ze słodyczami i podstawową chemią

          A ja nie zapoznałem. I ode mnie żądali...

          > żyłam w tych czasachi i żyło już moje dziecko, było biednie, skromnie, czasem
          > trudno, ale czasami piszecie o rzeczach wydumanych, tak ajk np ta wata za
          > potwierdzeniem szkolnej higienistki, bywaliśmy t tych ciężkich latach na
          > imieninach naszych bardzom opozycyjnych znajomych - takiej wyżerki jak wtedy i
          > nich nikt nie potrafił zorganizować

          Siostrze podbijała matka - lekarz, więc raczej to nie wydumane, też to pamiętam. Pamiętam też jak stałem za watą dla siostry, rzucili w aptece...Dostałem jedną paczkę i jeszcze ligninę, jak ona się cieszyła...
          Rzeczywiście piękne czasy!

          > facet przed swoim blokiem w kapciach złapany przez czujki ? bzdura - kuzynka
          > tydzień po wprowadzeniu stanu wojennego przyjechała do nas przez pół Polski z
          > niemal ćwiartką swiniaka na święta, nikt jej nie zaczepił, a ja mieszkając w
          > dużym wojewódzkim mieście nigdy nie byłam sprawdzana ani legitymowana- nikt z
          > mojej rodziny również

          Oczywiście, że łapali. Ty nie pamiętasz, ale mięso też miałas spod lady i sądząc po tonie całej wypowiedzi niezłe układy, pewnie kogoś gdzie trzeba...
          Czerwona ta twoja wypowiedź jak piwonia.
          Jesli za "normalną praktykę" uznajesz te rzeczy spod lady, żywność, na Boga, to nieźle cię pokiereszowało. Jesteś produktem tamtego ustroju.
          Fuj.
          • Gość: prlka Re: Codzienność PRL IP: *.it-net.pl 25.11.06, 13:09
            Nie zrozumieliście mojej wypowiedzi. Nie pochwalam, nie byłam z ukladu, ale z
            racji zawodu znalam róznych ludzi.Ludzie zaprzyjaźnieni sobie pomagali, nie
            pamiętacie ?
            Napisalam, że winna była mentalnośc ludzi - to nie partia, tylko ludzie
            ukrywali towary, kombinowali, mieli dla swoich. To ludzie sobie nawzajem
            skakali do gardeł, warczeli na inwalidow i kobiety w ciąży. Myślicie, że teraz
            się zmienilo, bo jest wolność? Wystarczylby jeden dzień pustek w sklepie,
            zobaczylibyście, na ile jesteśmy lepsi i inni.
            • Gość: :/ Re: Codzienność PRL IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.11.06, 14:27
              Gość portalu: prlka napisał(a):

              > Nie zrozumieliście mojej wypowiedzi.

              Głupiec to człowiek, który wyraża się w taki sposób, że inni go nie rozumieją.

              Nie uważasz, że jakoś dużo ludzi nie "zrozumiało" twojej wypowiedzi? Ja też odczytałem to jak pochwałę czasu, kiedy dawali z socjalu herbatę.
              Ludzie sobie pomagali i dlatego ty żarłaś mięsko, a moja rodzina nie? Bo sobie "zapoznałaś", słusznie ktoś tam wyżej napisał.
              Nie partia ukrywała towary? Buahahaha Te gnidy żarły co chciały, miały wszystko, nie piotl, że to nie wina ustroju. Ojca z pracy wywalili, bo chiał uczyć prawdziwej historii i co, winna mentalność ludzi? Nie ustroju?
              Też widzę, że ci dobrze było, nawet nick sobie dobry wybrałaś - prlka.


            • Gość: croyance Re: Codzienność PRL IP: *.server.ntli.net 26.11.06, 20:12
              Bo jakby ludzie byli przyzwoici, to kazdy ustroj by pieknie funkcjonowal!
        • Gość: pkl Re: Codzienność PRL IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.06, 13:10
          To duża naiwność pisać, że ustrój nic nie miał do ludzkich zachowań. To, że
          wszędzie była bylejakość, wszystko trzeba było zdobywać i narażać się na
          poniżanie urzędników, powodowało niejako takie, a nie inne zachowania zwykłych
          ludzi. Kombinowanie, dawanie łapówek,itp. Oczywiście nie wszyscy byli tacy, ale
          taki wspaniały niewolniczy ustrój to wymarzone środowisko dla ludzi o trochę
          bardziej chwiejnym "pionie moralnym". Jak można mówić, że ustrój nie miał tu nic
          do rzeczy...
          t
      • Gość: jolla7 Re: Codzienność PRL IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.06, 18:20
        Iwona doskonale Cię rozumię , gdy byłam w ciąży to najgorsze były emerytki
        rozpychające się łokciami i żadna by nie spojrzała na kobietę w ciąży , nawet
        gdyby zaczęłą rodzić. Czasami jeszcze te uwagi gdy one były w ciąży to nie
        stały z boku w kolejkach .
        • wsiowa.baba Re: Codzienność PRL 25.11.06, 19:27
          Masz racje, niestety te starsze kobiety mialy najmniej zrozumienia.

          Fajne bylo tez wyprawianie wesela za kartki;-) Slub mialam 28 sierpnia, a wiec
          na przelomie dwoch miesiecy. Pozbieralismy kartki z sierpnia i juz z wrzesnia
          od calej rodziny i nawet znajomych, moja Mama podplacila jakas ekspedientke z
          miesnego zeby nie patrzyla na date i w ten sposob kupilismy wymarzone mieso (i
          podroby ;-)) na wesele. W podobny sposob dokupilismy wodke (do tej, ktora juz
          od miesiecy bunkrowalismy).
          Moja ciocia miala ferme kaczek i duzo z nich stracilo w tym czasie dla mnie
          zycie :-(

          Przyznaje, ze do ostatniego dnia ciazy gdy tylko poczulam gdzies zapach
          pieczonej kaczki, robilo mi sie niedobrze... oj, BAAAARDZO niedobrze ;-)

          A teraz sie zastanawiam, czy te wszystkie zabiegi mialy sens?
          MIALY! Mam dwie cudowne corki i ... jestem rozwodka ;-))
          Ale to juz nie jest wina PRL-u ...
        • iwona1959 upssss ... 25.11.06, 19:28
          wyslalam z niewlasciwego profilu ;-))
        • Gość: grubasek Re: jolla7 IP: *.limes.com.pl 27.11.06, 15:32
          teraz akurat niewiele sie zmienilo... gdyby nie uprzejmosc kilku osob(w tym pan
          ekspedientek) przestalabym cala ciaze w kolejkach( bylam zdrowa, moglam stac,
          ale pod koniec nie bylo juz tak wesolo...).to bylo zenujace tak naprawde, to
          udawanie, ze sie takiej kobiety nie widzi - i celowaly w tym starsze osoby,
          ech.
          to tak troche nie na temat :-(
    • feminasapiens Re: Codzienność PRL 25.11.06, 12:44
      A pamiętacie wysyłanie listów (wzorzec po angielsku, który przepisywało się nie
      znając treści) do zachodnich firm po naklejki?

      Po jakimś czasie rzeczywiście przysyłali - jak się człowiek cieszył z tych
      głupich zachodnich naklejek!

      Najszybciej przysyłali z LOOKa (firma od wiązań narciarskich czy coś takiego).

      Ciekawe co oni sobie w tych zachodnich działach marketingu o tych dzieciakach
      ze wschodu myśleli? :-)
      • Gość: Izabella1991 Re: Codzienność PRL IP: *.ipcom.comunitel.net 25.11.06, 14:17
        O rany-pamietam je;-))!!!
        Majac lat 10 stalam w kolejce do papierniczego od godz.3-ej rano:-))))do godz
        bodajrze 15-ej(byly to wakacje,wiec moglam).Wystalam piornik
        chinski,pioro+dlugopis,no i zeszyty!Jak ja sie tym cieszylam,o rany:-))))
        Acha,a kto pamieta gazetki typu Mis,Plomyk, Plomyczek-to juz dla dzieciakow
        troche starszych,no i Swiat Mlodych i komiks na ostatniej stronie z ,,Kajko i
        Kokosz" albo z Kleksem.
        W podstawowce mielismy kolege,ktorego mama byla kierowniczka sklepu
        papierniczego,mial zawsze bajeranckie tornistry(o wlasnie,kto nosil?bo ja a i
        owszem!),piorniki,kreski....jak my wszyscy mu tego zazdroscilismy.
        No i jeszcze moj pierwszy paszport,dostalam go juz u schylku komuny,byl na
        dwa lata i to chyba tylko na kraje tzw.Demokracji Ludowej.
        Co za czasy byly:-)))
        Pozdrawiam-Iza
        • Gość: jaija Re: Codzienność PRL IP: *.elblag.dialog.net.pl 25.11.06, 15:41
          W zasadzie każdy urodzony przed rokiem '90 ma w zanadrzu takie różne historie
          związane z kolejkami, "koralami" z papieru toaletowego, zbieraniem dziwnych
          rzeczy, jak: historyjki z donaldówek, opakowania po czekoladzie, puszki po
          zagranicznych napojach, itp. ;) Zastanawiam się, czy czasem nie mam syndromu
          dziecka komunistycznego, bo zawsze żal mi tyłek ściska, kiedy widzę ładne
          piórniki, zeszyty, długopisy, a za stara jestem, żeby mi się to przydało, więc
          nie kupuję :D
    • Gość: zzz Re: Codzienność PRL IP: *.ztpnet.pl 25.11.06, 19:02
      E, tam
      Jak umarł Bierut, to w radiu była transmisja z pogrzebu, a ja byłem w
      przedszkolu.
      Usadzili nas półkolem przed odbiornikiem i musieliśmy słuchać tej transmisji.
      Jako, że od małego byłem ciekawski, zapytałem Pani Przedszkolanki, kto to był
      ten Bierut. Pani wytłumaczyla mi, że to ktoś ważny, ważniejszy od Ojca.
      Zaniosłem tę wiadomosć do domu.
      Już w domu Ojciec "odręcznie" mi "wytłumaczył" kto jest ważniejszy...
      Do Ojca pretensji nie mam, ale do Bieruta i owszem...
      • Gość: croyance Re: Codzienność PRL IP: *.server.ntli.net 26.11.06, 20:21
        A ja pamietam, jak mojego ojca z kolei szlag trafil, jak bratu kazano
        czytac "Czuka i Heka" (wowczas lektura) - wsciekl sie i krzyczal, ze jego syn
        nie bedzie czytal, jak to biedna kobieta pisze listy do rzadu o pozwolenie na
        odwiedzenie meza pracujacego w bazie naukowej na Syberii (bodajze, nie pamietam
        szczegolow).
        A jak zobaczyl, ze ona jeszcze czekala z pol roku na pozwolenie napisania listu
        do meza, wyrzucil ksiazeczke, i zapowiedzial, ze sobie porozmawia z
        nauczycielka, jakby brat mial w szkole jakies klopoty z powodu
        nieprzygotowania :-DDDD
        he he he
        (Jesli ktos mieszkal w Gdansku na Zaspie, wie, jak ojcowie - zeby ich dzieci
        mogly zostac przyjete do komunii - musieli pracowac przy budowie kosciola;
        niestety, kilku w ten sposob stracilo zycie - do tej pory na mszach zawsze
        powtarzaja intencje "za zmarlych budowniczych naszego kosciola". Pracowali bez
        zapezbieczen, gdzies na dachu, moj ojciec tez musial)
      • Gość: anka Re: Codzienność PRL IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.11.06, 13:38
        do filmu to sie nadaje! ;-)
    • inessta Re: Codzienność PRL 26.11.06, 15:18
      no cóż, wspominamy te czasy czasem z łezką w oku, bo to były czasy naszego
      beztroskiego dzieciństwa.Nie znaliśmy innego świata, więc nie mogliśmy porównać.
      Ja z tych czasów pamiętam niesamowitą zaradność wielu polskich gospodyń.
      Wymyślane potrawy, ciasta, cukierki, a wszystko z tego co akurat uda się dostać.
      Dodatkowo wiecznie hodowane kury, kaczki, indyki, nutrie czy inne zwierzęta.
      Zapach i smak wędlin świeżo przyrządzonych do dziś mi się gdzieś pląta po
      podniebieniu.Ech, wspomnienia....dla wszystkich chcących powspominać stare
      dobranocki polecam www.nostalgia.pl.
      • Gość: EWa Re: Codzienność PRL IP: *.CNet.Gawex.PL 26.11.06, 15:38
        Jak się teraz wspomina różne wystane czy inaczej zdobyte dobra, to teraz prawie
        film przygodowy, ale do dziś pamiętam, jak właśnie przede mną (po odstaniu
        swego w kilometrowej kolejce) zabrakło rzuconego właśnie do sklepu "przydziału:
        kostka żółtego sera+5 jajek. Gdybym miała kałacha, chybabym wtedy strzelała!
      • lenchen Re: Codzienność PRL 26.11.06, 15:39
        A ja pamiętam paczki z Zachodu, które dostawał ksiądz proboszcz i potem
        rozdzielał je na plebanii. W podstawówce miałam religię właśnie na plebanii i
        po lekcjach można było czasami na coś się załapać. Szczególnie w pamięci utkwił
        mi taki batonik z karmelem, ale nie twardy, tylko rzadszy, w takim plastikowym
        pudełeczku :-)
        • Gość: qmbatant Re: Codzienność PRL IP: *.elartnet.pl 26.11.06, 21:24
          a ja pamiętam,jak komunistyczny pocisk zniszczył mi juniorki,oraz to jak mój
          sąsiad zakrztusił się kartkami na mięso tak,że nie pomogło nawet płukanie octem
          ..dopiero jak przepuścili sąsiada kilkakrotnie przez ścieżkę zdrowia to zwrócił
          te kartki głodującym dzieciom...a poza tym było szaro,łomatkobosko jak szaro i
          netu nie było...
          • Gość: kromak Re: Codzienność PRL IP: *.zgora.dialog.net.pl 26.11.06, 23:03
            Najlepsze jednak w kiczu były żony generałów, pułkowników czy sierżantów.
            Pamiętam jak w naszym miasteczku mieszkał podpułkownik. Jego żona, oczywiście
            lisy, kozaki, owe komiksy. Ale najlepsze jest że ludzie zwracali się do niej
            per Pani podpułkownikowa. Albo najlpsze: Dzień dobry Pani Krzysztofowo
            Kowalska. Jakby kobieta nie miała imienia czy wcześniej nazwiska. Była zoną
            tego podpułkownika i koniec innego pola dziedziny życia nie zauważano.
            Do tej pory pamiętam okrzyki bab leceących na bazarek: ,, Dzień dobry Pani
            podpułkownikowa,,
    • heca7 Re: Codzienność PRL 27.11.06, 22:05
      Moi rodzice mieli dwa duże fiaty.Jeden miał numer rejestracyjny parzysty drugi
      nie . Tu chodziło chyba o tankowanie benzyny. Raz mogły te drugi raz inne.
      W szkole pdst.część dzieci miało gazetę brawo z paczek i wycinały one co
      popularniejszych idoli po czym sprzedawały te wycinki w szkole za jakieś
      nieduże pieniądze,plakaty dodawane do gazety były droższe.
      Kiedyś rodzice kupili gdzieś pół świniaka zrobili kiełbasę i wędzili ją za
      garażem bo bali się, że ktoś ich na milicję zakapuje i im ją zabiorą.
      2 dnia stanu woj. do furtki zadzwoniła milicja rodzice mało nie dostali zawału
      a okazało się,że umarł wujek mojego ojca i tylko telegram przywieźli bo poczta
      wtedy nie działała.Jak sobie coś przpomnę to jeszcze napiszę.
      A przed Bożym Nar. były w tetewizji dyskusje czy mandarynki i inne cytrusy
      zdążą do Polski na święta czy nie.
      • speedymika Re: Codzienność PRL 28.11.06, 13:54
        Przede wszystkim, jak juz zauwazyli przedmowcy - przygniatajace poczucie
        beznadziei i szarosci - bylejakosci.
        Ze szczegolow:
        -koszyk spuszczany przez Mame z balkonu ktoregos tam pietra szpitala, gdzie
        byla po urodzeniu mojego brata - i wkladane do niego art, zywnosciowe rozne -
        nie wiem czemu ale nie moglismy tak po prostu pojsc do niej na oddzial o
        zobaczeniu Brata nie wspominajac - Tato przekupil czyms pielegniarki i raz go
        wpuscily - podobno caly oddzial Mamie zazdroscil ze ma takiego zaradnego meza.
        -podpaski - wata w siateczce.
        -zbieranie makulatury w szkole- w pozniejszych klasach zalapalam jaka to okazja
        do zdobycia komiksow, ksiazek a co najwazniejsze - takich
        zeszytow "dziewczynskich" z wrozbami itp (przedmiot pozadania), po prostu
        trzeba bylo wiedziec gdzie ta makulature trzymaja i tam sie dostac.nikogo to
        nie obchodizlo ze sobie tam grzebiemy i wybieramy co nam sie podoba.
        -cuda z zagranicy - wujek byl marynarzem i czasem przywozil cos fajnego. to
        bylo swieto i skarby...
        -swetry i nie tylko robione na drutach - sama w wieku 12-13 lat robilam.moj
        Dziadek umial robic buty, ale tych akurat sie wstydzilam bo byly takie toporne
        dosyc nawet jak na prlowskie standardy - no ale, jak sie nie ma co sie lubi....
        -wykroje z Burdy - przedmiot pozadania mojej Mamy i Cioc z kolei....
        -zdobyczna wata - kiedys sasiadka wylapala mnie z podworka, Mamy jeszcze nei
        bylo z pracy - i stalam chyba z 2 razy w kolejce bo "rzucili". Mama byla
        szczesliwa....innym razem jak bylam na obozo - koloniach w czechoslowacji
        (powoew zachodu, slodycze itp.) przywiozlam Mamie w prezencie wielka pake waty
        (tam stala normalnie w sklepie i nie bylo do niej klebiacej sie kolejki). Mama
        troche speszona byla jak tryumfalnie wywleklam ja z autokaru po przyjezdzie,
        wszyscy rodzice tam byli.....
        -peweksy - przesiadywalysmy tam z kolezankami wpatrujac sie w czekolady (chyba
        milka) i lalki barbiepodobne.
        -filipinka - super gazeta! szczegolnie ta czarna strona "filip" chyba czy cos
        takiego. bomba. (w sumie to taki prekursor forum humorum).
        -stan wojenny - mialam 5 lat. poniewaz bylam nietypowa dziewczynka i bawilam
        sie zolnierzykami to koniecznie chcialam popatrzec z okna na "zolnierzy i
        czolgi". mama dostawala zawalu bo oni potrafili strzelac do okien jak ktos
        patrzyl.
        -parogodzinne wbijanie mi do glowy (jakies 6-7 latek mialam) ze ABSOLUTNIE nie
        nalezy NIKOMU i NIGDZIE powtarzac "Urban to swinia" co nei wiadomo jak
        uslyszalam i sie tym pochwiallam na szczescie w gronie rodzinnym tylko.
        -lekcje rosyjskigo gdzie chociaz niewiele rozumielismy z polityki to
        wiedzielismy ze nalezy je bojkotowac i utrudniac jak sie da zycie rusycystce.
        ciezko z nami miala......
        -oczywiscie pochody 1-majowe. raz bylam zalamana bo pod nogami w trakcie
        przemarszu zobaczylam monete 20-zl i nie bylo jak jej podniesc bo pochod
        szedl... obowiazkowo do polskiej flagi druga - czerwona.
        -kolejki - podobno jako kilkuletnie dziecko bylam swietnie wytresowana w staniu
        (bylo jakos tak ze stawalo sie w kilka osob bo jedna mogla kupic iles tam
        przydzialowo).
        -telewizor rubin (szczyt techniki), magnetofon grundig i nagrywane z radia
        zagraniczne piosenki.
    • Gość: tomeczek Zaznaczajcie o jakiej epoce piszecie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.06, 14:55
      Bo między zaopatrzeniem w latach 60-tych a 70-tych były spore różnice, tak jak i
      w kwestii oczekiwania na telefon.
      A propos telefonu: warszawskie osiedle Bródno: telefon założyli 21 lat od
      złożenia wniosku (złożony w 1971)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka