Gość: piecyk gazowy
IP: *.visp.energis.pl
20.07.03, 17:39
Dzika dzikość dzikich dzikusów
[ Dariusz Majgier — Cobretti ]
— Heyka — Dziki wierzchowiec mruknął pod nosem, wpadając z rykiem do baru
piwnego.
— Ryk, siadaj obok mnie — Ryk wpadając z wierzchowcem nie zauważył stołu i
wrypał się wprost na niego.
— Jak wpadasz! — ryknął Stołu.
W tym momencie Wpadasz nie wytrzymał. Jak mogli porównać go ze Stołu?
— Jak mogłeś porównać mnie ze Stołu?? — zapytał oburzony.
Do tej pory Oburzony siedział cicho. Ale gdy usłyszał, że o nim mowa, też
przyłączył się do dyskusji.
— No więc się przyłączyłem — powiedział Też.
— Ale bałagan się zrobił — Dziki wierzchowiec wiedział, co mówi.
— No więc zrobiłem się, i co z tego? — Bałagan stanął obok Ryka.
— Kto tu jest kto??? — zapytała Heyka.
— Jak to kto? Ja! — odpowiedział Kto.
— Nie rozumiem! — to znów Heyka.
— Tu jestem — Nierozumiem myślał, że jest wołany.
— Nierozumiem, nie jesteś Wołany! Wołany stoi koło baru — Stołu dodał od
niechcenia.
— Tak, Wołany stoi obok mnie — mruknął Bar.
Mnie spojrzała na Bara i prowokującym spojrzeniem dała mu znać, że nie
żartuje.
— Jak zwykle, żartowałem — Nie się uśmiechnął.
Mu dostał znać, ale nic nie zrozumiał.
— A ty, Nic, jak zwykle nie rozumiesz — Koniu miał już powyżej uszu tej gadki.
— Co ty nie powiesz... — Gadka do tej pory milczący nie wytrzymał.
— Przecież byłeś do tej pory Milczący... — Koniu zaczął przejmować inicjatywę.
Po chwili Inicjatywa została przejęta.
— Jestem Przejęta od tej pory! — darła się Inicjatywa.
W tym samym czasie powyżej uszu Konia zaczynało być Gadki coraz mniej.
— Heyka — do baru wpadł szybki Lopez.
— Co ty chcesz ode mnie? — Heyka się domyślała...
— Ja? — spytał Ty.
— Nie! — odparowała Heyka.
— Co? — odezwał się Nie.
— Wołasz mnie? — zdziwił się Co.
— Zamknąć się! — ryknął Koniu.
W tym momencie wszyscy się zamknęli. I to był błąd Konia, bo zapomniał dodać,
żeby nie na klucz, bo klucza nie było.
— Nie ma Klucza — Błąd Konia ocenił sytuację.
— Nie oceniaj mnie po wyglądzie — stwierdziła Sytuacja.
— Bo co? — Błąd Konia nie dawał za wygraną.
Ale Bo i Co byli zamknięci na klucz, którego nie było. W tym momencie Koniu
nie wytrzymał, wziął piwo i wyszedł.
— Chodź, Piwo, idziemy gdzie indziej, gdzieś, gdzie będzie można spokojnie
porozmawiać, bo tutaj chyba wyobraźnia płata figle.
A Wyobraźnia siedziała i spokojnie płatała figle...