Dodaj do ulubionych

Coś co spotkało was od obcych ludzi

    • Gość: Karolajn Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.07, 15:27
      1. Kiedyś, w czasach wielkiej fascynacji Musierowicz (lata 90.) urządziłyśmy
      sobie na mieście ESD - czyli Eksperymentalny Sygnał Dobra :)chodziłyśmy po całym
      rynku w Rybniku i uśmiechałyśmy się z koleżanką do przechodniów. Nagle jeden
      pan, który szedł obładowany zakupami z targu, uśmiechnął się do nas bardzo
      szczerze i dał nam pół arbuza.
      2. Mikołajki tego roku - czekałam na kumpelę w pubie - pub ten jest zrobiony w
      piwnicy i ma wiele zakamarków, więc postanowiłam usiąść przy barze, tak żeby
      mnie koleżanka zauważyła. Pan który siedział obok, po jakiś 15 minutach zapytał
      mnie, czy dostałam już prezent mikołajkowy, ja że nie, a on na to, co lubię pić
      z alkoholi. Po chwili stał przede mną kieliszek martini :)
      3. Kilka lat temu pojechałam do Londynu z mamą do jej dawnej znajomej, która
      wyszła za mąż za Anglika. Któregoś dnia wybrałam się na samotne zwiedzanie
      Londynu. Wyszłam z domu tej znajomej i poszłam na przystanek. Nie wiedziałam
      wtedy, że w Anglii w mniejszych dzilnicach na autobus czeka się w kolejce.
      Starsza pani stojąca na jej początku, gdzie i ja się ustawiłam, owrzeszczała
      mnie i zdzierżyła mnie parasolką po głowie, choć ja miałam 180 cm wzrostu a ona
      jakieś 160 :) wsiadłam do autobusu i zaczęliśmy jechać. Zaczęliśmy dojeżdżać do
      Londynu, a ja rozglądałam się jak małe dziecko. Zapomniałam się i nagle
      szepnęłam sobie pod nosem "piękne". Starsza pani od parasolki skinęła na mnie
      ręką. Okazało się że jest Polką. Wyjechała do Anglii po wojnie, bo straciła całą
      rodzinę. Wyszła za mąż, urodziła dzieci. Zaprosiła mnie do siebie na herbatkę.
      Do dziś ze sobą korespondujemy.
      • Gość: Zdano Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.07, 14:24
        Jechałam do kolezanki. Najpierw pociąg, potem przesiadka w autobus,
        a ze byl to podmiejski potrzebowalam na przejazd dwoch biletów.
        Godzina 21:30, okolice dworca, zadnego kiosku, sklepu gdzie mozna
        kupic bilet, no nic. Stwierdzilam ze pojde wzdluz ulicy, moze cos
        znajde. Patrze idzie Pan Student(cieniutkie okularki, zarościk,
        sandały a w nich bose stopy)i je sobie chipsy. Więc pytam:
        -przepraszam, czy nie orientuje sie pan czy tam dalej jest jakis
        skleb z biletami?
        -mmmm tam jest monopolowy, wiec nie bardzo. A jaki potrzeba?
        -studencki
        Pan Student zaczyna grzebac w obszernym plecaku wyjmuje jakis
        pomięte papieruszki.
        ja- ojej ma Pan. Ja zaplace...a jakby dalo rade dwa, bo to
        podmiejski..
        PS- o, mam
        Zaplacilam 2,50. Pan Student na to:
        -fajnie, bedę miał na jedzenie. I zrobił minę zadowolonego krecika.
        Strasznie to było sympatyczne zdarzenie:)
    • fave Re: Wspaniali Chorwaci 10.12.07, 18:45
      Wybraliśmy się w samochodową podróż na wakacje do Supetaru: czworo
      dorosłych, trójka dzieci - najstarsze miało 9 lat. Mieszkamy na
      południu Polski i nie była to nasza pierwsza podróż w tę stronę,
      dlatego zakładaliśmy, ze jeszcze tego samego dnia załapiemy się na
      ostatni prom w Splicie.
      Niestety, okazało się, że roboty drogowe tuż przed Splitem, o
      których nie mieliśmy pojęcia, bo skąd mieliśmy mieć, spowolniły
      naszą podróż. Dosłownie prom uciekł nam przed nosem. Ze złością i
      łzami w oczach patrzyliśmy na oddalające się światła statku. Było po
      dziesiątej wieczór, a my zastanawialiśmy się, czy ruszyć w niepewną
      wędrówkę po ulicach w poszukiwaniu noclegu, czy odpuścić sobie i
      przedrzemać na siedząco w samochodzie do pierwszego rannego kursu.
      Po całym dniu podróży byliśmy wykończeni, spoceni, zakurzeni i
      odwodnieni, dzieci coraz bardziej się denerwowały więc wizja
      nadchodzącej nocy naprawdę nas załamywała, zwłaszcza że nadbrzeże
      było puste i nie było nawet kogo zapytać o nocleg...Zrezygnowani
      podeszliśmy do kasy. Kobieta w okienku widząc naszą załamaną grupkę
      zapytała, czy spóźniliśmy się na prom, po czym zwyczajnie
      zaproponowała nam, że zadzwoni po szwagra a on przyjedzie po nas i
      przenocuje nas do jutra. Podejrzewaliśmy, że w ten sposób pracownicy
      portu pewnie dorabiają sobie na takich jak my frajerach, ale było
      nam już wszystko jedno, gdzie i jak będziemy spać, byle nie na ulicy.
      Jakież było nasze zdziwienie, gdy szwagier tej pani zaeskortował nas
      do wielkiego, pięknego domu położonego w najlepszej dzielnicy
      Splitu, przy wybrzeżu z promenadą, pełnym otwartych knajpek i
      nocnych spacerowiczów. Przyniesiono nam owoce, napoje a nawet środki
      czystości, choć mieliśmy swoje. Wykąpaliśmy się i byliśmy tak
      szczęśliwi, że zachciało nam się nawet wyjść pozwiedzać okolicę.
      Dostaliśmy do dyspozycji cały parter, dwie łazienki, kuchnię,
      wygodne łoża z pachnącą pościelą. Mimo to cały czas wietrzyliśmy
      podstęp! Siostra pani kasjerki, która tak bogato wyszła za mąż, rano
      obudziła nas śniadaniem. W świetle dnia zobaczyliśmy, że sypialnie
      nasze wychodzą wprost na piękny ogród, po którym oprowadziła nas
      pani domu. Postanowiliśmy, że nie będziemy kręcić nosem na każdą
      cenę za tak królewskie przyjęcie. Jednak Chorwaci nie chcieli od nas
      ani grosza mimo, że zarwaliśmy im pół nocy by mogli przyjąć nas i
      tak ugościć. Na dokładkę przed wyjazdem każde z dzieci dostało małą
      zabawkę! Był to dla mnie przejaw największej szczodrości i
      bezinteresowności, jakiego doświadczyłam w swoim dotychczasowym
      życiu i w dodatku w... Chorwacji :)
      • Gość: tamtam Re: Wspaniali Chorwaci IP: *.strefa.com 16.12.07, 15:55
        1. Może to nie obca osoba, ale jednak...Raz jak byliśmy mali wróciliśmy z mamą późnym wieczorem od ciotki. Nie mieliśmy kluczy, bo w domu miał być ojciec. Niestety na dzwonienie i dobijanie się do drzwi zareagował tylko nasz sąsiad, pijaczek:) Zaoferował swoją pomoc. Wtarggnął do sąsiadów, którzy sąsiadowali z nami balkonem i przeszedł po tych balkonach na nasz. Co najciekawsze, sąsiad był pijany, a my mieszkamy na 10 piętrze:D Otworzył nam drzwi od wewnątrz, a jak sie później okazało ojciec był w domu, tyle że również sobie wypił i spał jak zabity:]

        2. Nasz młody kot pewnego razu zniknąl wieczorem, myślelismy ze moze wlazł gdzies za meble i zasnął. Następnego dnia koło południa wracając ze szkoły (miałem moze 10 lat)tuż przed wejściem do klatki usłyszałem miauczenie. Szok - kotek spadł z 10 piętra na dach klatki. Ja mały gnojek, mama w pracy, brat starszy w szkole, nie wiedzialem co robic. Na szczęscie znaleźli sie mili ludzie, którzy bez niczyjej prośby wdrapali się na dach i pomogli wydostać kota. Inna nieznana mi pani z sąsiedniej klatki przyniosła pudełko i powiedziala ze zawiezie go do weterynarza. Całe szczęscie kotek był tylko w szoku i nic mu sie nie stało.

        3. W czasie remontu łazienki zupełnie obcy pan hydraulik bezinteresownie i bez wczesniejszych próśb, widząc ze w domu brakuje faceta, zabrał mame na zakupy potrzebnych akcesoriów, przywiózł wszystko swoim rozlatującym sie autem, łącznie z wanną na dachu i cegłami w bagażniku. Nie chciał pieniążków, ale dostał i tak napiwek:)

        4. Wiele razy spotkałemm sie z uprzejmością kierowców autobusów, którzy często uważani są za chamskich i niewychowanych. Mianowicie, kiedy kierowca widzi, że osoby wysiadające z jego pojazdu biegną do autobusu przed nim i nie uda im się zdążyć, to czeka az spowrotem wsiądą, a następnie daje po gazie i wyprzedza goniony autobus:)
    • Gość: Klaus Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.07, 23:37
      Moja kumpela założyła forum pomocy dla ludzi szukających pomysłu na
      prezent.
      Dla osób bez wybujałej wyobraźni i czasu - zwłaszcza przed świętami -
      bezcenne:)
      Zapraszam: www.gieldaprezentow.pl !!!
      Polecajcie - odradzajcie, odwiedzajcie i piszcie :)
    • Gość: Melisa Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.aster.pl 17.12.07, 01:37
      10 lat temu albo i więcej wybrałam się na wernisaż obrazów mojego
      znajomego.Pomyliłam godzinę i byłam za wcześnie.Aby wytracić czas poszłam do
      kawiarni i zamówiłam mały kieliszek Malibu.Byłam i jestem rencistką o haniebnym
      świadczeniu.Nagle podchodzi mężczyzna i mówi:kobieto dlaczego pijesz napój dla
      kobiet w ciąży.Odpowiadam,że to było najtańsze i tylko na to mnie stać.A na co
      pani ma ochotę - zamówiłam co chciałam.Zaczęliśmy rozmawiać i ten mężczyzna jak
      dowiedział się jakiej wysokości mam rentę wyjął wszystkie pieniądze z portfela i
      mi je dał.Było to mniej więcej pół mojej renty.Twarz tego człowieka wydała mi
      się znajoma - był to już niestety śp.mecenas Edward Wende.Dał mi swoją wizytówkę
      i prosił abym zgłosiła się do Unii Wolności (on wtedy tam działał)to może
      poprawi się moja sytuacja finansowa.Ponieważ nie lubiłam Unii to nie poszłam,ale
      poszłam na pogrzeb pana Wendego i dałam mu piękny bukiet czerwonych róż.
      • emmarose Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 18.12.07, 14:47
        a ja kiedys szlam sobie z kolezanka chodnikiem gdy nagle tuz przy
        nas zatrzymal sie samochod i kierowca - mloda dziewczyna nas wola.
        Podeszlysmy blizej - bylysmy pewne, ze chce zapytac o droge, a ona
        zaproponowala nam seks - przy czym podkreslila, ze dobrze zaplaci.
        Oczywiscie sie nie zgodzilysmy, wiec usmiechnela sie milo i zyczyla
        milego dnia....potem strasznie zalowalysmy,ze nie spytalysmy ile
        bylaby w stanie nam zaplacic.

    • Gość: M Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.07, 11:05
      Pewnego dnia zadzwoniła do mojej firmy Pani, która kupiła jakieś urządzenie (nie
      u nas) i powiedziała, że prosi o przysłanie instrukcji obsługi bo zgubiła.
      Ponieważ mieliśmy takie instrukcje - to wysłałam jej pocztą. Po tygodniu
      przyszła pocztą do nas kartka, na której było napisane: Bardzo dziękuję miłej
      Pani, która odbiera telefon za szybką interwencję. Było mi bardzo miło.
      Pozdrawiam,
    • klymenystra Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 19.12.07, 20:05
      Dobrzy ludzie podwozili stopem i jeszcze czekolade dawali- bardzo
      czesto.
      W Bakczysaraju z moim bylym zgublismy sie, a ze jak ostatnie lajzy,
      nie zapisalismy adresu kwatery, to moglisy tylko krazyc. Najpierw
      poszlismy a piwo ( anuz cos sie wymysli) i tam spotkamismy
      przeuroczego faceta, ktory nie odsc, ze dal nam wino, to jeszcze
      podarowal cala siatke warzyw :)))) a potem, kiedy znow szukalismy
      drogi, w przyplywie rozpaczy weszlam do jakiegos sklepu z pytaniem o
      mape. map nie bylo i juz mialam wizje nocy spedzonej w ciemnym i
      mrocznym centrum, kiedy dwoch facetow wsadzilo nas do auta i
      cierpliwie jezdzili z nami po calym miescie i szukali naszej
      kwatery!!!! znalezlismy,a oni nie chceli nic, nawet wina, nie mowiac
      o kase. poplakalam sie wtedy z radosci.
      kiedys w gorach zabladzilam z tym samym bylym. o 22 jakis facet
      wsadzil nas w auto i podwiozl pod samo schronisko- a na drugi dzien
      musial wstac o 4 rano. bardzo mu dziekuje, bylo ciemno i burza sie
      zblizala, brrrrr.
      ludzie generalnie sa dobrzy :)))
      • Gość: blue Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.4.28.78.cable.dyn.petrus.com.pl 05.02.08, 20:05
        Up :)
    • Gość: Nic Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.mynow.co.uk 05.02.08, 22:17
      W angli w autobusie kierowca pobiera oplate za przejazd. Sobota rano, chcemy
      jechac na dworzec kolejowy, wsiadamy w cztery osoby ale nie mamy drobnych a
      kierowca (starszy siwy pan ) nie ma wydac z Ł20. Machnął reka i mowi wsiadajcie.
      Jak wysiadalismy dostał od nas polskiego batonika i tak ładnie sie
      usmiechał.Niby nic, ale On prawdopodobnie ryzykował prace (przepisy).
      Na pociag zdażylismy i wycieczka po londynie była super.
      Dziekujemy panu.
    • ragnatela Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 06.02.08, 10:34
      Dobre i złe. Dobrego więcej:-)
      • Gość: sabaku.no.gaara Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: 195.20.110.* 06.02.08, 12:28
        Jak bylem w Liceum, to kolo budynku szkoly znajdowal sie Park. Tam
        zawsze przesiadywalo troche zuli. Tam tez czesto przesiadywalismy na
        okienkach. Raz siedzielismy w tym parku i staralismy sie zrobic
        zadania z fizyki przed mega sprawdzianem. Nikomu nie wychodzilo,.
        Zadanie bylo naprawde skomplikoawne - takei z wyzszej polki. W tym
        czasie podszedl do nas jeden z zulikow izapytal o fajke. dalismy mu
        (nawet kazdy z nas po jednej). On zobaczyl, ze sie borykamy z
        zadaniem, porozwiazywal nam cala liste i poszedl. Dzieki niemu
        dostalem 4 :)Od tego momentu korki z matmy czy fizyki mielismy w
        parku. Mozna powiedziec, ze koles przygotowal nas do matury z tych
        przedmiotow.

        Po zdanej maturze zrobilismy mu impreze w parku i popijalismy razem
        tanie winka :)
        • Gość: black heart Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.ericsson.net 14.02.08, 12:42
          Gość portalu: sabaku.no.gaara napisał(a):

          > Jak bylem w Liceum, to kolo budynku szkoly znajdowal sie Park. Tam
          > zawsze przesiadywalo troche zuli. Tam tez czesto przesiadywalismy na
          > okienkach. Raz siedzielismy w tym parku i staralismy sie zrobic
          > zadania z fizyki przed mega sprawdzianem. Nikomu nie wychodzilo,.
          > Zadanie bylo naprawde skomplikoawne - takei z wyzszej polki. W tym
          > czasie podszedl do nas jeden z zulikow izapytal o fajke. dalismy mu
          .....

          to jest jedna z najbardziej wypasionych historii w tym watku
          poprawila mu humor na caly dzien
          big THX
    • nie.mam.tipsow Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 06.02.08, 12:04
      Kiedyś (miałam jakieś 23 lata)stojąc w zatłoczonym kościele (święta)
      poczułam,ze zemdleję. Zdązyłam jednak wyjść na zewnątrz zanim
      zupełnie straciłam przytomność. Słaniając się na nogach, opierając o
      barierkę schodów prowadzących do kościoła, próbowałam dojść do
      siebie. Musiałam faktycznie źle wyglądać, bo dwaj, na oko 17-letni
      chłopcy podbiegli,podtrzymali mnie, żebym nie upadła, po czym jeden
      położył na schodach czapkę (zima była), na której pomógł mi usiąść,a
      drugi natychmiast wyciągnął telefon i zadzwonił pod mój nr domowy,
      który mu podałam, i powiadomił mojego brata (akurat on odebrał
      tel),że nieciekawie wyglądam(braciszek przyszedł po mnie:-)).To była
      świetnie przeprowadzona akcja ratownicza:-)Niestety byłam na tyle
      nie kumata,że chyba im nie podziękowałam...:-( Zatem: DZIĘKUJĘ
      CHŁOPAKI!!:-)

      Jakieś 2 lata temu pracowałam w sklepie obuwniczym i jeden pan, na
      drugi dzień po tym, jak sprzedałam mu buty, przyszedł do sklepu i
      przyniósł mi pluszowego żółwika w podziękowaniu za miłą obsługę:-))
      Nie musiał tego przecież robić, bo wykonywałam swoja pracę.Bardzo
      miło wspominam tego pana:-)

      • jasiek111 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 07.02.08, 11:41
        Świetny wątek, przeczytałem cały :-)

        Sytuacja, którą tylko obserwowałem: jadę 510 z Tarchomina, rano,
        dzień powszedni. Koło 9-10 rano, także 2 przystanki przed pętlą na
        Centralnym kilka osób w autobusie. Lato, kierowca ma uchylone drzwi.
        Ikarus - za kieowca starsza pani z laską, obok na podwójnym matka z
        córką, na oko 3-4 letnią. Dzieciaczek co chwilę : mamo, zobacz to
        mamo zobacz tamto, mam ogląda, rozmawiają. Po cichu, ja siedząc
        kilka siedzeń dalej widzę tylko ich ruchy rąk i urywane słowa jak
        autobus stawał. Nagle babcia na cały głos, że ona zapłaciła za bilet
        i nie życzy sobie wrzasków bachorów w autobusie tylko ciszy i
        spokoju. Widzę , że kierowca spojrzał w lusterko i lustruje autobus,
        ale nie zobaczył źródła, bo babcia siedziała za kabiną. Minęło
        kilkanaście sekund , a babcia wstała , wytyka dziewczynkę palcami i
        drze się na nią. Młoda mama nie wie co zrobić, dziecko w płacz -
        chyba ze strachu. ja miałem wtedy jakieś 16 lat. Chciałem wstać i
        interweniować jak autobus stanie. Stanął na czerwonym na rondzie
        ONZ. Ja wstaję. Wtsaje kierowca. Wyjrzał z kabiny - na babcię, na
        mamę i córkę ze łzami w oczach - i do babci: won mi z autobusu - i
        drzwi otwiera. Ja już usiadłem i patrzę. Babcia z morda do
        kierowcy, że ma bilet i jedzie ile jej sie podoba. Kierowca : taaak?
        pani pokaże bilet. Babcia pokazała , kierowca wziął, podarł i po
        bilecie. Kilku pasażerów patrzy, część z mściwym uśmieszkiem.
        Kierowca - no , gdzie ten bilet? Nie ma - to won z autobusu! Babcia -
        nie. To keirowca drzwi otworzył wszystkie i mówi - jak pani nie
        wysiądzie - nie jadę i zaraz wzywam policję. I poszła . A klęła,
        darła się. Widać było ulgę na twarzy mamy...

        Druga sytuacja , już moja.

        Kupiłem dodatek do gry, mniejsza z tynm jakiej. Dodatek działał
        tylko z podstawą. Podstawę miałem, ale dodatek nie działa. Obok mnie
        na Stegnach była siedziba firmy która tą grę wydawała. Poszedłem z
        dodatkiem i mówię co i jak. Wysłali mnie do serwisu, siedzi koleś w
        słuchawkach, zasuwa w jakąś gierkę. Mówię mu co i jak. Zainstalował
        podstawe, dodatek - działa. Pyta się, czy mam orginał. Mówię, że
        tak. Potem skojarzyłem, że dostałem to od kogoś i tak naprawdę nie
        wiem czy to orginał... To koleś daje mi płytkę z podstawą i mówi -
        zainstaluj u siebie to, dodatek i zobacz czy działa i oddaj. I swoją
        podstawę przynieś. Podstawa kosztowała ponad 100 PLN, kwota wtedy
        dla mnie nieosiągalna. Zainstalowałem, działa. Spakowałe w podzięce
        8 puszeczek piwa do torby, dwie płyty i idę do niego. Wchodzę, a
        koleś mówi , że myslał, że nie wrócę do niego :-) . Wziął moją
        płyte, jak się okazało pirata, zostawił mi orginał, za piwo
        podziękował. Było to z 10 lat temu, a zawsze jak widzę tą płytę, to
        gościa wspomniam :-)

        Dzięki :-)


        pozdrawiam - jasiek
        • Gość: sowa Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.adsl.inetia.pl 08.02.08, 00:38
          Jeszcze nigdy nie czytałam tak wspaniałego wątku :)
          Sama nie przypominam sobie tak spektakularnych wydarzeń jak
          niektórzy z Was, ale podzielę się tymi drobnymi, które i tak
          zostawiają ciepło w sercu :)
          Kiedyś pracowałam w Anglii, w fabryce kanapek, na nocną zmianę.
          Niestety, moj dom znajdował się na drugim końcu miasteczka,
          samochodem nie dysponowałam, a autobusy nie jeździły nocą, więc
          codziennie pokonywalam pieszo ok. 13 km (6,5 km w jedną stronę).
          Kiedy dowiedział się o tym pracujący ze mną Turek, obiecał, że
          zawiezie mnie do domu. Ja kompletnie zapomniałam o jego obietnicy i
          kiedy skonczylam pracę, normalnie ruszyłam w drogę ze znajomymi.
          Idziemy sobie, zmęczeni, marzący o gorącej kąpieli, kanapce i
          ciepłej pościeli i nagle ktoś na nas trąbi. Patrzę, a to znajomy
          Turek szukał mnie po drodze do mojeo domu, mimo że sam mieszkał w
          zupełnie innej dzielnicy :) innym razem też obiecał, że mnie
          odwiezie, a tak się zdarzyło, że on skończył pracę wcześniej i
          czekał na mnie 1,5 godz pod fabryką :) robi mi się ciepło na sercu,
          jak to sobie przypominam, zwłaszcza że ten sympatyczny człowiek
          powtarzał mi, jak bardzo zazdrości mojemu chłopakowi :)
          Innym razem, w dniu premiery "Języka Trolli" Małgorzaty Musierowicz,
          pobiegłam do księgarni za pozno i okazało sie, ze wszystkie
          egzemplarze są już wykupione! Miła pani z księgarni sprzedała mi
          jednak ksiązkę, która odłożyła dla siebie :) Bardzo jej dziękuję za
          to :)
    • Gość: jollala Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 08.02.08, 02:56
      Takie historie:
      Czerwiec '89, w Sali Kongresowej ma być pierwszy wielki koncert z
      "solidarnościowymi" piosenkami. Stoimy z koleżanką w kolejce do kasy i
      zastanawiamy się, komu jeszcze kupić bilet. Przy okienku okazuje się, że
      zabrakło nam kasy na wszystkie. I nagle gdzieś z boku miły pan dorzuca brakującą
      resztę, bagatelizuje sprawę i na nasze głośne podziękowania mówi:"Zobaczymy się
      na koncercie". Miałyśmy przygotowane te pieniądze do oddania, ale pana
      oczywiście w tym tłumie nie znalazłyśmy.
      Jechałam kiedyś w góry, okradli mnie w pociągu. Zaryczana wysiadłam bladym
      świtem na jakiejś stacji, skąd miałam dalej dojechać autobusem. Bez pieniędzy,
      telefonu, dokumentów. Oprócz mnie wysiadła jeszcze jakaś para, poza nimi żywego
      ducha, miasteczko śpi. Zdesperowana podchodzę do nich i proszę o pożyczkę.
      Dziewczyna patrzy na mnie nieufnie, ale chłopak w końcu wyciąga 20 zł. Odesłałam
      mu, jak tylko wróciłam do domu. Przysłał mi kartkę, w której życzył "Milszych
      wyjazdów w góry". Miał na imię Piotr i był z Gdańska i do dziś to pamiętam.
      I jeszcze taka historia z drugiej strony, ale pokazuje, że czasami warto się
      postarać.
      Lecimy na wakacje. Stoimy na Okęciu, młody chłopak pyta, czy to okienko na Maltę
      itp. My, że też na Maltę i wyjaśniliśmy, które okienko i jak potem, bo chłopak
      był z Litwy i leciał tam na kurs angielskiego i na naszym lotnisku był zagubiony
      trochę. Już dalej, za tymi bramkami gdzie sprawdzają bagaż podręczny, znowu
      widzimy tego chłopaka, bardzo smutny siedzi. Pytamy, co się stało, a on, że miał
      w plecaku podręcznym szwajcarski scyzoryk, który dostał od dziadka, nie
      wiedział, że nie można przewozić takich rzeczy na pokładzie i kazali mu
      wyrzucić. Żal mi się go zrobiło i mówię, żeby może poszedł, spróbował, on na to,
      że już prosił, ale nie oddali. Normalnie (w swoich sprawach) nie jestem wyrywna
      w takich sytuacjach. Pewnie bym to zostawiła i się wściekała. Ale ten młody
      chłopak jakoś tak mnie poruszył, że przemogłam się i (wbrew radom męża, który
      nie wierzył, że coś da sie zrobić, bo to było po zamachach i zaostrzone
      przepisy) poszłam do tych panów, którzy kontrolują i mówię, o co chodzi. Oni na
      to, że scyzoryk absolutnie, że przepisy itd. Ja na to, że młody chłopak, że z
      Litwy, smutny siedzi, scyzoryk od dziadka itp. Oni, że nic sie nie da zrobić.
      Zrezygnowana wracam do chłopaka i mówię, że nic się nie da zrobić. Za kilka
      minut podchodzi jeden z tych kontrolerów ze scyzorykiem i mówi, że mogą to
      załatwić tak, żeby chłopak włożył go do plecaka, a plecak nadał na bagaż, a nie
      zabierał go na pokład. Dostałam za to od chłopaka takiego ptaszka z liści i
      słomy, na patyku. Mam go do dziś.
      Ale spodobało mi się, że to moje marudzenie jakoś obudziło tych facetów od
      kontroli i też chciało im się postarać, poszukać rozwiązania i pomóc.
      Dzięki.
    • gazamate Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 08.02.08, 12:00
      Było to w latach 90-tych na początku wakacji - ze znajomymi
      wybraliśmy się na Kaszuby i czekała nas niezła podróż by dołączyć do
      znajomych biwakujących nad jeziorem. Najpierw jechało się z naszej
      miejscowości PKP, potem PKSem no i jeszcze trzeba było z lacza
      przejść ze 25 km trochę szosą a większą część przez las.
      Wyjechaliśmy około południa i jakoś ta nie za bardzo zaopatrzyliśmy
      się w chleb a obiadu nie było gdzie zjeść bo od stacji PKP przez
      miejscowości które mijał PKS to były same wioski a potem las. Idąc
      juz na niezłym głodzie z ciężkimi plecakami natrafiliśmy na
      leśniczówkę w której chcieliśmy kupić choć pół chleba by nie wcinać
      samej mielonki czy paprykarzu. Pani leśniczyna dała nam duży okrągły
      chyba ze 3-4 kg jeszcze ciepły bochen chleba z własnego wypieku i
      masło własnej roboty. Nie chciała za to żadnej kasy. W 4 osoby
      wciągnęliśmy cały wielki bochen i był to chyba najlepszy chleb z
      masłem jaki jadłem w swoim życiu. Nikomu nawet na myśl nie przyszło
      by smak tego chleba z masłem zepsuć paprykarzem czy mielonką.
      to by było to co najprzyjemniejsze mnie spotkało od obcych ludzi

      a teraz najmniej przyjemna rzecz sprzed kilku lat która spotkała
      mnie od obcych ludzi:
      po około 2-3 miesiącach znajomości z nową dziewczyną a zarazem
      świeżo upieczoną studentką poprosiła mnie byśmy razem poszli na
      imprezę podsumowującą otrzęsiny ich roku organizowane w klubie
      studenckim (żeby była jasność kończyłem wtedy studia a na imprezę
      pierwszoroczniacy zapraszali też swoich chłopaków i dziewczyny) .
      Jakaś dziewczyna z roku wyżej po około pół godzinie od naszego
      przyjścia, podeszła do mojej laski i dyskretnie zakomunikowała jej
      że jej koledzy chcą mi spuścić łomot i żeby uważać. Myślałem że
      studenci lingwistyki stosowanej i anglistyki to ludzie na poziomie a
      właściwie duża część z nich to była zwykła hołota. Jakoś do dzisiaj
      nie przywykłem do zwyczajów ze jak się w klubie ktoś komuś nie
      podoba z twarzy to się chce mu dać przed klubem po mordzie.
      Wpieprz wtedy nie dostałem ale chwilę później odpuściliśmy festyn bo
      impreza jakoś przestała nas bawić
    • sakada Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 08.02.08, 18:31
      Ja pamiętam taką sytuację - byłam kiedyś w noc sylwestrową z
      przyjaciółką i kumplem na mieście. Chcieliśmy pokręcić się trochę po
      knajpach i wrócić przed 00.00 do domu, w którym czekał na mnie mój
      chłopak z szampanem i reszta gości. Traf chciał, że wylądowaliśmy we
      3 na przystanku autobusowym za o 23.45... Autobus najbliższy był
      23.55 a droga do domu zajmowała około 20 minut więc byliśmy
      cholernie wściekli, że Nowy Rok spędzimy w przepełnionym autobusie.
      W pewnej chwili wpadłyśmy z przyjaciółką na pomysł, żeby złapać
      stopa. Nie miałyśmy nadziei, że ktoś się zatrzyma (3 osoby w tym
      facet i godzina 23.45 :/), ale też nic do stracenia. Pamiętam nawet,
      że jakaś laska stojąca na przystanku pukała się w czoło i głupio
      uśmiechała. No i chwilę później na przystanku zatrzymał się jakiś
      wypasiony samochód. Okazało się, że facet jedzie do Sopotu (tylko
      kawałek w tym samym kierunku co my), ale zdecydował się odwieźć nas
      na miejśce :) Gdy nas przed samym domem wysadzał była 23.55 ^^
      Zaprosiłam go, żeby wszedł napić się z nami szampana, ale nie chciał
      i odjechał. Bardzo mu dziękuję za tamto bezinteresowne poświęcenie :)
    • a_belka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 08.02.08, 19:07
      To i ja cos opowiem. Dzialo sie to jeszcze w stanie wojennym i byla wigilia.
      Wracalem z pracy do domu samochodem a zblizal sie wieczor, kiedy zatrzymal mnie
      na lebka jakis przechodzien. W sumie sie az tak nie spieszylem wiec sie
      zatrzymalem aby go wspomoc, ale chcial abym go odwiozl az kawal za miastem. Moze
      sie troche zawahalem, ale mysle sobie jest wigilia, czas dobroci. Kiedy w koncu
      dojechalismy do jego domu ow pan wreczyl mi zaplate za droge.
      Byla to rownowartosc moich trzech pensji!
      • a_belka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 08.02.08, 20:25
        Czytam troche ten watek i widac jak niektorzy sie rozkromalaja jak im np ktos
        odda zgubiona rzecz.

        Nie wiem, moze ja zyje w innym swiecie, ale na ogol zawsze oddaje znalezione
        rzeczy i wielu innych ludzi robi tak samo.
        Zupelnie nie ma sie nad czym tu rozczulac, bo dla mnie oddac cos co nie twoje
        jest naturalne.

        Zatrzymuje drobne znalezione rzeczy, kiedy odszukanie wlasciciela moze byc
        niewspolmiernie drogie w stosunku do wartosci rzeczy czyli drobne pieniadze,
        plastikowe drobiazgi. Znajduje tego calkiem sporo jak sie zastanowic.

        Duzo rzeczy, ktore sam zgubilem zostalo mi oddanych, co tez uwazam za normalne i
        nigdy bym tego tu nie opisywal jak jakis cud nad Wisla.
        • carmelaxxx Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 09.02.08, 20:57
          wracalam kiedys z wakacji wraz z synkiem malym. a ze wracalam od dziadkow to
          bylam obladowana wiadomo od dziadkow nie ma szans wyjechania na pusto. No i
          mialam ze soba 3 szt bagazu w tym jeden z 20 kilo waliza, no i marudzacego
          zmeczonego podroza syna. no i wychodzac z dworca musialam sie wspiac po stronych
          schodach ktorych bylo niemalo z tym calym rabanem moim. Przeszlo wiele osob bez
          niczego w rekach nikt nie zwrocil uwagi. Jedynie wschodniojezyczny fchlopak
          ktory targal swoja walizke chwycil ta moja wielgasna i wtargal na gore. To bylo
          w Szczecinie. Dziekuje mily czlowieku !
          • izabella1991 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 09.02.08, 22:40
            Boze,jakie piekne historie!
            Od bardzo niedawna jestem w Londynie(niecale dwa tygodnie) a juz
            doznalam tu tyle dobrego,ze az sie sama sobie dziwie!
            Trafilam zrazu (pracuje jako niania)do fatalnej pod wieloma
            wzgledami rodziny(kto ciekaw,niech przeczyta moj post na forum dla
            aupair.Stalo sie tak,ze nie mialam gdzie sie podziac i przenocowalam
            u znajomego na Chelsea!Jego wspolpracownicy z knajpki uzadzili mi
            super=-rzyjecie,nakarmili i napoili,jak ksiezna-pania ,rano dostalam
            super-sniadanie i za to wszystko nie chcieli ani grosika(choc
            chcialam zaplacic chociaz za sniadanie).Jeszcze teraz,kiedy o nich
            mysle,mam lezki w oczach(choc placzek nie jestem)
            Podrozujac z jednego kranca Londynu na drugi czasem pytalam sie
            pasazerow o np. wlasciwy przystanek i tu musze przyznac ,ze
            Londynczycy bywaja przemili,zagadaja,pomoga...moze to ja mam takie
            szczescie?
            Historie tu opisane to cod,miod i orzeszki-oby wiecej!Iza
            • Gość: Basia Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.08, 01:58
              przepiękny wątek! jeszcze nie skończyłam czytać, ale lektura iście
              pasjonująca i podnosząca na duchu ;D
              i kilka historyjek ode mnie:
              będzie muzycznie, bo często chadzam na różne koncerty ;)
              -we wrześniu w studiu radiowej Trójki miał odbyć się koncert dwóch
              młodych zespołów, ktore bardzo lubię, ale zwykle na takie

              koncerty ciężko jest dostać bilet, bo trójkowa linia przeważnie
              zajęcia; na 'majspejsie' jednego z tych zespołów napisałam

              jakiś czas wcześniej, że bardzo fajnie grają, etc. i że mam
              nadzieję, że uda mi się być na ich koncercie w Trójce. ot, wpis

              jakich wiele. kilka dni przed koncertem dostałam wiadomość od
              wokalisty tegoż zespołu czy mam już bilet, bo w razie czego oni

              mają pulę wejściówek dla znajomych i w razie czego chętnie wpiszą
              mnie na listę zaproszonych :)
              -dwa razy zdarzyło się, że przez przypadek mnie było mnie na liście
              zaproszonych na koncerty w Trójce, choć wygrałam bilety.

              a pani wpuszczajaca na koncerty nie robiła mi żadnych problemów z
              wejściem :)
              -jakieś 5 lat temu pojechałam ze znajomą na koncert plenerowy; przed
              koncertem zauważyłysmy, że za sceną kilka osób robi

              sobie zdjecia z zespołem; jako że nie miałysmy aparatów, zapytałyśmy
              się jakichś dziewczyn, czy zgodziłyby się nam zrobić

              zdjęcie i potem przesłać je pocztą; zgodizły się, podałysmy im adres
              i po jakimś czasie dostałyśmy zdjęcia :)
              -dokładnie 5 lat temu, 11 lutego 2003 roku, pojechałam z dwoma
              koleżankami na koncert Wilków do Krakowa, nagrywany dla tvp;

              nie zdążyłyśmy zająć sobie dobrych miejsc, a że dwie z nas są
              niskiego wzrostu, był to jednak pewien problem ;) na szczęście

              dwóch nieznajomych chłopaków udostępniło nam miejsca naprzeciwko
              sceny :) do dziś jesteśmy im za to wdzięczne :D
              -2 lata temu na koncercie Placebo na Open'erze chciałam z koleżanką
              podejść bliżej sceny, żeby cokolwiek widzieć, niestety

              tłum był taki, że ciężko było się ruszyć. ze śmiechem powiedziałam
              do niej coś w rodzaju: 'nie jest źle, jak stanę na

              palcach, to widzę kawałek sceny'. wtedy stojący przede mną pan
              odwrócił się i przepuścił nas do przodu :) potem, już w czasie

              koncertu, zaczęły się jakieś wędrówki ludów- do sceny, spod sceny...
              stałam spokojnie, ale jestem drobna i ciężko było mi

              ustać na nogach w takich warunkach. bałam się, że zostanę wręcz
              stratowana. wtedy jakiś pan stojący obok, osłonił mnie swoim

              ramieniem, żeby tłum mnie nie porwał :)
              -1,5 roku temu, wracałam ze spotkania z koleżanakmi po ostatnim
              pisemnym egzaminie maturalnym; biała bluzka, czarna spódnica

              i uśmiech ulgi na twarzy :) gdy już zbliżałam się do domu, z bocznej
              uliczki wyszeł jakiś starszy pan, kłaniając się i mówiąc

              mi 'dzień dobry'; odpowiedziałam, neico zakłopotana, bo wcale tego
              człowieka nie znałam, nawet z widzenia, chociaż mieszkam w

              małym miasteczku, a on powiedział mi jeszcze 'bardzo ładnie pani
              wygląda' i odszedł; zdążyłam się jeszcze uśmiechnąć i

              podziękować :)
              -rok temu zrobiło mi się słabo w autobusie (Warszawa linia E-2, brak
              przystanków od kina Femina do ul. Ciołka), siedzę zlana potem i
              zielona na twarzy, nie miałam nawet siły wstać, gdy w końcu autobus
              zatrzymał się na moim przystanku; na szczęście jakaś dziewczyna w
              porę zorientowała się co się dzieje i wyprowadziła mnie z autobusu;
              ludzie na przystanku zrobili mi miejsce, żebym mogła położyć się na
              ławce, jakaś pani znalazła dała mi nospę, jakiś chłopak napój, inna
              pani zadzwoniła po pogotowie... sanitariusze też byli bardzo mili i
              mimo iż nic się nie stało, bo nawet nie straciłam przytomności,
              oferowali podwiezienie do domu; odmowilam, bo miałam naprawdę bardzo
              blisko, zresztą okazało się, że czekają na mnie dwie nieznajome
              dziewczyny (w tym też ta, która pomogła mi wyjść z autobusu),
              odprowadziły mnie do mieszkania, dały na wszelki wypadek numery
              telefonów, gdybym znów źle się poczuła (bo moich współlokatorek
              akurat nie było), jedna została jeszcze chwlę na herbatce :) byłam
              tym wszystkim ludziom niezmiernie wdzięczna :)
              -historia sprzed paru tygodni-pojechałam do radia, w którym mam
              audycję, na miejscu okazało się, że studio jest zamknięte, więc
              poszłam poprosić portiera o klucz; odpowiedział, że da mi go pod
              warunekiem, że będę puszczała jakąś fajną muzykę; wtedy akurat były
              to fragmenty soundtracku z 'Across the Universe' :) pan portier
              bardzo się ucieszył, że lubię The Beatles, porozmawialiśmy chwilę o
              filmie, a kiedy już wracałam po audycji zaczepił mnie jeszce i pytał
              jak poszło, polecał inne zespoły z lat 60., chciał mi nawet przegrać
              płyty :) okazało się, że też słucha Trójki (akurat w ramach dekad
              były lata 60.), opowiadał jak 41 lat temu chciał iść na koncert The
              Rolling Stones, ale nie dostał biletu, itp., itd.
              -kilka lat temu, wieczorem, szłam gdzieś z koleżanką i nagle upadłam
              na oblodzonym chodniku; idąca nieopodal grupka chłopaków wybuchła
              śmiechem, ja wstałam i poszłyśmy dalej; nagle słyszę, żebym
              zaczekała, bo coś mi wypadło-jeden z tych chłopaków podszedł i oddał
              mi szminkę, która wypadła mi z kieszeni płaszcza :)

              oj, dużo tego, dużo...:)
              • Gość: katarina Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: 82.160.239.* 11.02.08, 04:18
                Pracuję w kawiarence internetowej w Katowicach. Pod koniec grudnia 2006,
                przyszedł pewien pan i daje mi kartkę, na której jest zdjęcie jego nastoletniego
                syna i opisane jak wygląda, pan mówi, że syn uciekł z domu kilka miesięcy temu i
                go szukają, czy może widziałam tu takiego chłopca, bo on jest maniakiem
                komputerowym i możliwe, że przychodzi do kawiarenki, zostawił swój nr telefonu
                i pojechał. Ostatniego dnia grudnia siedzę sobie w pracy, wchodzi młody chłopak,
                wykupuje godzinę i siada, zaczęłam mu sie przyglądać i tak sobie pomyślałam, że
                to może być on, ale nie byłam pewna, bo na zdjęciu wyglądał trochę inaczej, to
                ja łap za telefon i dzwonię do tego pana, mówię mu że siedzi w kafejce chłopak,
                który jest podobny do tego ze zdjęcia, zaczynam mu go opisywać, w co jest
                ubrany, pan przez telefon opisuje trochę inaczej w co był ubrany, ale mówi, cóż,
                nawet jakby nie miałby być to on, to ja jadę, proszę czekać (pan miał przyjechać
                z B. Białej). Czas leci, ja się modlę, żeby to był ten chłopak i żeby pan
                zdążył, kończy się godzina, którą wykupił chłopak, no to ja mu dorzucam kolejną,
                mówiąc, że z okazji sylwka godzina gratis, chłopak sie ucieszył. Denerwuję się,
                czy to on, żeby pan nie jechał na darmo. w pewnym momencie ojciec staje w
                drzwiach, pokazuję mu gdzie siedzi chłopak, on patrzy i... pokiwał, że to jego
                syn, usiadł obok niego, coś tam sobie powiedzieli, pan podziękował i wyszli.
                Może nic takiego nie zrobiłam, ale cieszyłam sie, że pomogłam rodzicom odnaleźć
                syna i ze chociaż spokojnie nowy rok spędzą razem.
                • Gość: Izabella1991 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: 78.151.157.* 11.02.08, 23:27
                  Jestes przefantastyczna-Katarina-wszystkiego ,co najlepsze+wygranej w totolotka
                  Ci zycze!Serio-moje zyczenia sie sprawdzaja,pisze to bez zadnej zawisci!Iza
                  • morula1 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 12.02.08, 01:25
                    miałam może z 10 lat.. było to w Kołobrzegu na wakacjach.
                    plaża, morze.. kąpałam się w morzu, reszta rodzinki była na brzegu.
                    zanim się zorientowałam jak daleko od brzegu odeszłam, zaczęłam się
                    topić. Krzyczałam, machałam rękami, rozglądałam się na boki i nic.
                    nagle poczułam że ktoś mnie mocno ścisnął w ramionach i bez słowa
                    zaczęła zbliżać się powoli do brzegu. kiedy woda sięgała mi do
                    kolan, tajemnicze rączki mnie puściły. Odwróciłam się, był to pan ..
                    tak na oko 40 lat opalony, uśmiechnął się tylko i spowrotem wskoczył
                    do wody. Nie zdążyłam nawet powiedzieć dziękuję.
                    kiedy dobiegłam do mamy i opowiedziałam tą historię, nikt nie
                    uwierzył, nikt nic nie zauważył..
                    do dziś mnie to dziwi.. przecież plaża była pełna, ratowników też
                    nie brakowało, a mimo to.. gdyby nie ten Pan, nie było by mnie dziś.
                    SERDECZNIE PANU DZIĘKUJĘ! :*
        • Gość: Jojo Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.acn.waw.pl 16.02.08, 23:06
          > Zupelnie nie ma sie nad czym tu rozczulac

          Poprawiłeś sobie samopoczucie. Świetnie. A teraz pozwól nam dalej
          pisać o tym, co dobrego nas w życiu spotkało od drugiego człowieka.
          OK?
    • Gość: !K Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.hr.hr.cox.net 13.02.08, 15:39
      Stuknelam babce samochod dosc powaznie na parkingu i nawialam.
      Myslalam ze nikt nie widzial. Babka odnalazla mnie, zadzwonila
      wieczorem. Wystawilam do negocjacji ojca. Po kilku stresujacych
      godzinach kochany tatus doradzil mi bym zadzwonila osobiscie do
      babki i przeprosila. tak i zrobilam. i babka machnela reka na cala
      sprawe. niesamowite. nauczka na cale zycie.
      • kichigai_ushi Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 16.02.08, 01:39
        wrafajac kiedys dawno temu- w bialymstoku z inwazji mocy, wracalam
        z kolezanka, i dwoma chlopakiami ktorzy uratowali nas z tlumu- jakis
        idiota gazem pryskal i zaczelismy sie dusic, w kazdym razie idziemy
        tak wesola grupka w 4 osoby- bylo ciemno, bo jakos na skruty wszyscy
        przez pole wracali :) i w nasza strone zmierza 3 chlopakow-
        pomyslalam ze zaraz jakies klopoty bedziemy mieli- bo wszyscy ida do
        wyjscia a tylko ich troje :) w naszym kierunku. wiec zatrzymalam
        sie bo i oni sie zatrzymali- chwila ciszy i konsternacji- co sie
        dzieje... i sie ich pytam glupio - co tam? a koles podchodzi do
        mnie, namietnie mnie caluje i poszli dalej w swoja strone. moii
        towarzysze sie pytaja- znasz ich.. a ja na to skadze- nawet nie
        widzialam jak wygladal :)
    • Gość: Grażyna Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.08, 22:14
      W maju ubiegłego roku schodząc z Morskiego Oka wysiadła mi łękotka w
      kolanie, ból był straszliwy.

      Dwie Panie, nauczycielki ze Ślaska wlokły mnie do parkingu, znlazły
      srodki przeciwbólowe, wspierały i pocieszały.

      Nie chciały podać swego imienia,nie mogły zostać na wspólny posiłek
      na parkingu bo zaraz odjechałby im kursowy bus.

      Jeszcze raz im serdecznie dziękuję za ten bezinteresowny gest, tak
      potrzebny na szlaku.

      Życzę Wam, Kochane zdrowia


      Grażyna z czerwonym plecakiem

      • Gość: cocainca Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.08, 17:23
        pamiętam jak mialam około 10 lat, byłam nad jeziorem z bracmi,
        mialam takie wielkie koło-opone i niestety porawało mi ją, brat
        probowal gonic, ale nie wyszlo, z drugiej strony jeziora głęboko,
        zarośla, moglam sie juz pożegnać :(:( a ty jakis chlopak zaczął po
        nie płynąc całe jezioroo i to nie małe, głębokie, dosłownie
        ryzykując życie :D i mi je przytargał spowrotem zmęczony ale z
        uśmiechem :D:D
        • lawendowata Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 18.02.08, 01:07
          Kiedyś wracałyśmy z koleżanką znad jeziora, łapałyśmy stopa, nie miałyśmy raczej
          za dużo kasy i mimo że widząc turystycznego busa opuściłyśmy łapki, kierowca
          podjechał i kazał nam wsiadać. Mówimy: ale my nie mamy pieniędzy, na co kierowca
          bardziej zdecydowanie kazał nam wsiadać i dowiózł nas gratis do samego celu
          podróży, pasażerowie też nawet przyjaźnie na nas zerkali :)

          raz wiosną w Lublinie szłam Krakowskim Przedmieściem z bukietem chyba 21
          tulipanów, na 21sze urodziny koleżanki i zaczepił mnie pan o wyglądzie za
          przeproszeniem menelika i poprosił o jeden kwiatek. Trochę się ociągałam, bo
          chciałam mieć komplet i zrobić wrażenie ;) ale pan powiedział że zobaczył te
          kwiaty i chciałby jeden żeby zanieść zakonnicom, bo właśnie idzie do kościoła,
          one mu tam szykują jakiś prowiant. Wręczyłam więc panu tulipana (w sumie sam
          sobie wybrał jakiś frymuśny postrzępiony z kolorowego pęczka), cmoknął mnie w
          rękę i bardzo wylewnie i głośno dziękował. I popędził z kwiatkiem do kościoła,
          aż mi się miło zrobiło ;)

          O ile mnie mgliste wspomnienia z dzieciństwa nie mylą, to też kiedyś od
          nieznajomego kwiatka dostałam, naście albo dwadzieścia lat temu - pan w
          autobusie siedział z bukietem glorioz (takie czerwone pazurzaste kwiatki) a ja
          się tak wpatrywałam w te gloriozy namiętnie że aż pan mi dał jedną :)
      • wteklocki Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 17:36
        Gość portalu: Grażyna napisał(a):

        schodząc z Morskiego Oka wysiadła mi łękotka
        ;-DDD
        • slotna Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 23.02.08, 23:59
          No co, lekotka nie moze chodzi po gorach? :D Ludzie maja monopol?

          --
          Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
    • pawel1940 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 10:53
      A ja powiem tylko tyle, ze badzcie pogodnie nastawieni do zycia i rozdawajcie
      usmiechy, a beda Wam sie co chwile zdarzac takie sympatyczne sytuacje :-).
      • kitek_maly Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 10:59

        Co Ty masz z tymi uśmiechami? :-))
        • i.nes Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 11:17
          Kitek, to taki tick nerwowy ;P
          • kitek_maly Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 11:26

            Że niby mój? :-)
            • i.nes Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 12:43
              naszego Kondzia :)
    • zoofka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 11:57
      niecały rok temu w Warszawie, przy Grubej Kaśce podszedł do mnie żulinek, pijany
      ale bardzo kulturalny. Od razu mnie przeprosił, że zaczepił, i poprosił o
      chwilkę rozmowy. Okazało się, że do złudzenia przypominam mu jego zmarłą żonę,
      która w wieku 26 lat zginęła prowadząc samochód. Żona była w ciąży. Od tego
      zdarzenia ponoć minęło już 25 lat, i od tego czasu ten człowiek nie przestał pić.

      Opowiedział mi swoją historię, podziękował za wysłuchanie i odszedł.
      Nie moge o nim zapomnieć do dziś.
    • funny_game Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 12:02
      Jechałam kiedyś na stopa z Bieszczad w Pieniny, sama. Nie szło rewelacyjnie, bo
      plątałam się po jakichś bezdrożach i zastała mnie ciemność. Pomyślałam, że
      lepiej po ciemaku ;) stopa nie łapać, tylko sobie gdzieś przeczekać na
      przystanku. Ale zanim do niego doszłam zatrzymał się samochód, kierowca mnie
      opierdzielił, że się sama po nocy włóczę i czy ty dziecko wyobraźni nie masz?!,
      podwiózł mnie do najbliższej stacji PKP, kupił bilet do Nowego Targu i wcisnął
      kasę na jakieś żarcie, choć nie chciałam i miałam własną.
      I odjechał :)


      Ten wątek jest przepiękny i puszczam go na inne fora :)
    • znowuwzyciuminiewyszlo Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 12:10
      to i ja sie dorzuce :-)

      1. Zdarzenie mialo miejsce okolo 3 lata temu. Wracam ze sklepu do akademika (w
      Irladnii Pln.) i czuje, ze w brzuchu szykuje siepowazna plynna katastrofa i
      wiem, ze nie zdaze dojsc do domu gdzie w spokoju moglabym zasiasc w miejscu
      ustronnym. Spanikowana rozgladam sie, a tu zadnego krzaczka nawet nie ma,
      skrawka gdzie mozna by sie z ta hanbiaca czynnoscia ukryc - wkolo same domy.
      Zdesperowana mysle: mam 2 mozliwosci - kupa w majty i triumfalny przemarsz do
      akademika lub zapukac do kogos do domu. Z dwojga zlego wybralam opcje nr 2.
      Zapukalam, otworzyla mi pani ktorz akurat wycierala dzieciaki po kapieli.
      Powiedzialam, ze czuje sie chora i czy moge skorzystac z toalety. Wpuscila mnie
      od razu, a jak wyszlam dopytywala czy dobrze sie czuje i nie potrzebuje pomocy.
      Czuje sie jakby mi zycie wtedy uratowala :-)
      2. Pan z knajpy w Mostarze (Bosnia i Hercegowina) - wpadalismy do niego
      codziennie na tzw burki, az pewnego razu zaczal nam serwowac te burki za darmo,
      dawac gratisy na sprobowanie, a jak wychodzilismy wrzucac mojemu chlopakowi piwa
      do plecaka - zloty facet poprostu!

      Wszystkim aniolom z tego miejsca bardzo dziekuje :-)
      • Gość: Izabella1991 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: 86.158.0.* 20.02.08, 20:21
        Dopisze jeszcze i ja:
        -kiedys namietnie podrozowalam autobusami/pociagami na trasie
        Lidzbark Warm-Warszawa!Razu jednego wysiadlam w Lidzbarku na dworcu
        (autobus jechal dalej)sama,samiutenka,a za mna zaczal biec jakis
        nieznany mi jegomosc...ja w dluga....A tymczasem moj ex-autobus
        zatrzymal sie i kierowca sam z wlasnej,nieprzymuszonej woli podwiozl
        mnie prawie pod dom ,bo przeciez cyt.,,mogl mnie ten wariat zabic i
        lepiej,zebym cala i zdrowa dotarla do domu".Oby temu Panu-kierowcy
        kiedys sie gruba wygrana w totka przydarzyla:-)))
        Nie zlicze zyczliwych kierowcow zabierajacych mnie nad jezioro,czy
        chociazby droznikow gdzies ze srodkowej Polski,ktorzy nas
        nakarmili,napoili i do pociagu wsadzili,poniewaz nasz poprzedni
        pociag raczyl sie wykoleic(bylo to w 1986 roku,jechalismy z
        Czestochowy).Oby im sie w zyciu zawsze wiodlo!!!
        Ja sama zawsze staram sie pomoc osobom rannym,poszkodowanym,bo
        wiem,czym to pachnie.
        Jest przyslowie:,,Grosz dany w potrzebie zlotem wroci do Ciebie"
        Tego sie trzymam-Iza
        • jedynataka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 21.02.08, 23:42
          może nie tak efektownie, ale dla mnie bardzo ważne:

          byłysmy kiedyś z koleżankami nad morzem i w przecenie kupiłysmy takiego
          dmuchanego delfina. Natychmiast popędziłyśmy go wypróbować w wodzie. Zabawa była
          super, tylko w pewnym momencie wiatr zniósł go nam daleko, coraz dalej. Żadna z
          nas nie mogła go już dogonić.
          I wtedy z widzimy, że Ratownicy ze strzeżonej plaży wyruszają nam na pomoc,
          łódką za głupim delfinem, zabawką trzech dorosłych dziewuch.
          Złapali go i oddali nam.
          Bardzo dziękuję za to

          Po pracy codziennie wracam busem do domu, razu pewnego pogoda była koszmarna,
          lało i ziąb przejmujący, w ostatniej chwili dobiegłam do busa, a on pełniuteńki.
          Nastepny za półtorej godziny, no to ja uderzam w rzewny ton (choć już żadnej
          nadziei nie miałam), że jak to tak można taki mały bus o tej porze i w taką
          pogodę... Kierowca zrobił bezradną minę. No i wzruszyłam pasażerów, bo się
          przesunęli jeszcze kawałek i wiem, że przeze mnie cierpieli jeszcze większe
          niewygody, nie dość, że 1,5h stali, to jeszcze w wielkim ścisku. Bardzo im za to
          dziękuję.

          bardzo fajny wątek, dzięki :)
    • Gość: rowerzystka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.toya.net.pl 24.02.08, 23:05
      Ekstra wątek, miałam takiego doła ale teraz, po przeczytaniu
      wszystkich postów już się niczym nie martwię:)

      Kilka lat temu podczas wakacyjnych saksów w Anglii jechałam na
      rowerze i wpadłam z własnej winy pod rozpędzony autobus. Na
      szczęście byłam przytomna ale miałam porządnie rozbitą głowę i jak
      to w takich wypadkach bywa całe pocharatane ciało. Jacyś ludzie
      natychmiast się mną zajęli, wezwali karetkę i zabawiali rozmową do
      jej przyjazdu. Dookoła zebrał się niezły tłum gapiów. Byłam w
      wielkim szoku, bo nie dość że to obcy kraj a mój angielski do
      zaawansowanych nie należał ubzdurałam sobie coś i nie chciałam
      jechać do szpitala bo się martwiłam, że jak wsiądę do karetki to nie
      będę miała co zrobić z moim rowerem, który wciąż leżał na środku
      ulicy. Bałam się że on tam gdzieś na ulicy zostanie i pójdzie na
      straty. Cały czas myślałam tylko o tym, że wydałam na ten rower
      mnóstwo kasy i nie martwiłam się o swoje zdrowie tylko o ten rower.
      Ciągle próbowałam wstać i go do siebie przyciągnąć. Jakiś facet-
      Arab, który był jedym z gapiów w tym całym powypadkowym zbiegowisku
      wypytał mnie o mój adres i powiedział, żebym nie martwiła się o
      rower tylko pozwoliła zabrać się do szpitala karetką bo on mi ten
      rower zawiezie do domu. Zgodziłam się choć wcale mu nie wierzyłam,
      że będzie mu się chciało jechać przez pół miasta z moim rowerem.
      Ostatni widok jaki pamiętam z tego zdarzenia to jak mnie wnosili do
      karetki i tego Araba ładującego mój rower do jakiejś taksówki.
      Okazało się, że Arab był taksówkarzem, zawiózł mój rower pod
      wskazany adres i poinformował mojego chłopaka, który otworzył mu
      drzwi, o moim wypadku (mój chłopak nie miał telefonu i inaczej by
      się o moich problemach wcale nie dowiedział).
      Po kilku dniach od wypadku ten sam Arab przyjechał do mnie do domu
      sprawdzić jak się czuję.
      I pomyśleć, że wcześniej byłam uprzedzona do ludzi jego
      pochodzenia...


    • margotka69 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 26.02.08, 00:04
      W czasach studenckich wybraliśmy się latem do TAIZE. Niestety we
      Francji zepsuł nam się autokar. Kierowca wyrzucił nas w szczerym
      polu i pojechał szukać warsztatu. Rozbiliśmy namioty i czekaliśmy.
      Nie było go... 3 dni. Byliśmy brudni i potwornie głodni. Okolica
      była odludna, ale po drugiej stronie drogi stał domek. Jaka była
      nasza radość, gdy jego właściciele, domyślając się naszej trudnej
      sytuacji przynieśli nam wodę pitną, na której mogliśmy ugotować
      jeden, wspólny gar zupy (kilkoro z nas miało zupki w proszku).
      Zaproponowali nam również korzystanie z prysznica, i umożliwili
      kontakt z TAIZE, skąd braciszkowie przysłali po nas inny autokar.

      Ale to jeszcze nie koniec przygód i miłych zaskoczeń :)

      W TAIZE spędziliśmy cudowny tydzień, po czym, zgodnie z planem,
      zamierzaliśmy wrócić do Polski. Niestety, autokaru nie udało się
      naprawić (szczerze mówiąc był to stary, rozlatujący się rzęch). W
      Szwajcarii nagle coś z tyłu zaczęło dymić i nasz środek lokomocji
      rozkraczył się :( WYsiedliśmy wszyscy na jakimś pustkowiu,
      ściemniało się. Jakie było nasze zdziwienie, gdy zatrzymał się
      przejeżdżający akurat samochód osobowy i po krótkiej wymianie zdań
      kierowca zaproponował, że podcholuje nas (autokar!) do najbliższego
      warsztatu. Dodam, że byliśmy już spłukani z pieniędzy i nie mieliśmy
      dostatecznych zapasów żywności. W małym warsztacie w niewielkiej
      miejscowości ludzie za darmo doprowadzili autokar do takiego stanu,
      abyśmy mogli spokojnie dotrzeć do domu, udostępnili nam prysznice, a
      na końcu córka właścicieli wsiadła w samochód, a za pół godziny
      wróciła z bagażnikiem załadowanym żywnością (dla około 30 osób!!!).
      Wszystko to zupełnie bezinteresownie i ze szczerego serca :))) Gdy
      zapytaliśmy, w jaki sposób moglibyśmy się odwdzięczyć, poprosiła
      jedynie, aby każde z nas wysłało do nich kartkę, po tym jak
      szczęśliwie dotrzemy do domu. Nigdy tego nie zapomnę - to była
      pielgrzymka cudów :)))

      I jeszcze jedna sytuacja, która spotkała nas niedawno. Mąż z synkiem
      (3 lata) przechodząc, wstąpił na chwilę do kościoła na krótką
      modlitwę. Gdy wychodził, podeszła do niego wzruszona starsza pani i
      wcisnęła 10 zł. z prośbą, aby kupić coś synkowi. Mąż zaniemówił i
      zanim zdążył coś powiedzieć, pani pospiesznie się oddaliła...

      Pozdrawiam wszystkich ludzi-aniołów dzięki którym życie staje się
      piękniejsze :)
      • janznaj Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 26.02.08, 01:47
        Jesienia 2006, pare tygodni po rozpoczeciu studiow w Wawie, wracalem do Szczecina pociagiem. Niestety w zwiazku z jakimis opoznieniami w dziekanacie nie mialem jeszcze legitymacji, a jechalem za ostatnie pieniadze liczac na to, ze konduktor po rzuceniu okiem na indeks stwierdzi, ze ulga przysluguje. Oczywiscie tak sie nie stalo. Mialem do wyboru doplacic do pelnego albo przyjac kare. Opcja pierwsza z powodu braku kasy odpadala. Na moje szczescie poratowala mnie pewna pani z mojego przedzialu. Ilez ja sie jej nadziekowalem!
        • Gość: lidka-ateny Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.dsl.hol.gr 29.02.08, 22:55
          jakies 3 tygodnie temu szefowa wyslala mnie po kawe do marketu jak
          wracalam ogladalam wystawe sklepowa byly tam roznosci
          piersionki,kolczyki i takie tam spodobala mi sie
          branzoletka ,weszlam do sklepu i spytalam ile kosztuje, starsza
          pani odpowiedziala ze 30 euro ale da mi ja za 25 ok wiec wezme 2 i
          podalalam banknot 50 euro, pani sie usmiechnela i wydala mi 20 euro
          reszty, powidziala taki prezezent ,wiec podziekowalam i chcialam isc
          a ona mowi poczekaj zapakuje ci w czerwone pudeleczko ,mowie nie
          spiesze sie a ona poczekaj chociaz woreczek na branozletki mowie nie
          musze isc ale ona poczekaj chwile dziewcznko pobiega na zaplecze i
          do kasy i podeaje mi czerwony woreczek a w srodku 5 euro to na
          szczescie na 2008 rok !!!
          rany ale sie poczulam normalnie az cieplo zrobilo mi sie na sercu

          wczoraj ogladalm spodnie na wystawie i podchodzi do mnie starsza
          pani i mowi ze nie ma na lekarstwa i bardzo prosi zebym kupila
          jakies chusteczki higieniczne i cos tam... nawet nie bardzo
          sluchalam wyciaglam portwel i dalam jej 20 euro kobieta wywalila
          oczy podziekowala i szybko zwiala

          pamietam jeszcze jedna zecz jak bylam mala i mieszkalismy w krakowie
          byla zima snieg po pas zimno jak nie wiem, noc wracalismy od babci
          (mieszkalismy wtedy w teatrze ) przed teatrem stalo duze auto na
          niemieckich rejestreacjach a w srodku 2 zmarznietych facetow
          ojciec podszedl do nich zapukal w okno i cos tam na migi tlumaczyl
          potem poszedl do domu zrobil 2 gorace herbaty i zaniusl im ,potem
          naradzali sie z mama i otworzyli teart (poczeklanie) i pozwolili im
          wejsc i zagrzac sie, potem jednak zmienili zdanie i zaprosili ich do
          nas do mieszkania dali jesc i pic ja spalam wtedy z mldszym bratem a
          im oddalismy nasze luzko nigdy nie zapomne jacy byli wtedy
          szczesliwi.






          • Gość: fly Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.chello.pl 09.03.08, 00:26
            1. Zgubiłam kiedyś futeralik z legitymacją i wszystkimi innymi
            dokumentami, biletem miesięcznym itd. w tramwaju. Po prostu spadł mi
            na podłogę. Parę dni później do domu przychodzi kobieta i mówi, że
            jej mama znalazła w tramwaju - a że adres był, to odniosła. Płakać
            mi się chciało ze szczęścia - nie tyle z odnalezionych dokumentów,
            co z takiej życzliwości. Że też tej pani się chciało - odnowiła się
            we mnie wiara w człowieka.
            2. Innym razem, moja koleżanka zostawiła portfel w KFC. Zorientowała
            się dopiero po wyjściu i przejściu jakiś 300 metrów. Wróciłysmy tam,
            a pani w kasie nam mówi, że znalazł się i nawet zadzwonili do mamy
            tej dziewczyny - widać numer był w portfelu. To było świetne,
            przecież portfel każdy mógł zabrać ze stolika.
            3. Jeszcze innym razem wracałam ze szkoły i zbierałam w parku liście
            mlecza i inną trawę dla mojej świnki morskiej. Szła wtedy jakaś pani
            z małą dziewczynką i zagadała mnie; pytała czy mam króliczka, bo one
            mają i też chodzą zielsko zbierać:) Ale mi było miło po tej rozmowie.
            4. Jak byłam po Komunii i wracałam do domu przez park, szła rodzina
            z dzieckiem, ja idę w albie, z wianuszkiem itd. i mówią do
            dzieciaczka: 'Patrz, aniołek idzie'. :))))))
            5. Kiedyś w parku kupiłam sobie balonika z helem. Jakieś dziecko,
            młodsze ode mnie patrzyło się na niego wielkimi oczami. Dałam mu je,
            ale było szczęśliwe.
            Gdy tylko spotyka mnie coś miłego, bezinteresownie, robi mi się
            bardzo ciepło i miło. Tak samo jak ja zrobię coś miłego i spotkam
            się z wdzięcznością.
            • Gość: kasiapil Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.aster.pl 09.03.08, 14:33
              Wczoraj kupowalam w carrefourze pakiet mini-pączkow. Stoje w kolejce
              do kasy, juz mam placic, gdy z nienacka do ucha syczy mi grobowy
              glos: "Słodka rozpusta... w wielki post!"
              Obajrzalam sie to starowinkaze zgroza patrzy sie to na mnie, to na
              pączki. Baz slowa ulotnilam sie szybko przerazona tym zajsciem.
              Gdy opowiedzialam o tym kolezance ta mi podpowiedziala, ze trzeba
              bylo powiedziec "ja wierze w Allacha!".
            • Gość: uj Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.08, 23:27
              "dałam mu je" tzn dałas dziecko balonikowi?
    • Gość: marrrczyk Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.08, 14:39
      W lutym jechalam po wynik egzaminu z matematyki-pewna ze nie zdalam,
      byl diablenie trudny.Siedzialam smutna na tyle autobusu, wszedl Pan,
      ktory kulal.Ustapilam mu miejsca, a on podal bilet do skasowania
      innemu starszemu czlowiekowi,ktory wygladal jak typowy szlachcic.
      Wywiazala sie miedzy nimi rozmowa na temat zyczliwosci, ze ciezko w
      dzisiejszych czasach o nia, o pilusudzkim, o wiedniu-ogolnie bardzo
      ciekawa rozmowa,ktorej milo sie sluchalo.Gdy Pan, ktoremu ustapilam
      miejsca zbieral sie do wyjscia usmiechnal sie do mnie i powiedzial:
      ten dzien bedzie dla Pani mily . Gosc od matmy powiedzial, ze
      obnizyl progi punktowe bo by nikt nie zdal- dostalam "trzy z
      dwoma"..Bylam chyba wtedy najszczesliwsza osoba w calyym krakowie!:)
      Pozdrawiam wszystkich zyczliwych ludzi:)
      • marmusia Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 09.03.08, 22:40
        Uczę w szkole matematyki. Kilka lat temu zagadałam się na jakimś czacie z chłopakiem, który następnego dnia miał mieć egzamin z analizy matematycznej, a zupełnie nie rozumiał wymaganego materiału. Przez cała noc rozwiazywałam i tłumaczyłam mu zadania, a nie było to łatwe z powodu nagromadzenia matematycznych symboli (nie miałam wtedy skanera ani odpowiednich programów komputerowych).Chlopak egzamin zdał, a po egzaminie przysłał mi e-mailem kartkę z ogromnym bukietem róż i podpisem, że "kiedyś zamieni je na prawdziwe". Nie potraktowałam tego poważnie, bo chlopak mieszkał za granicą, wiele kilometrów ode mnie. Bardzo sie zdziwiłam, gdy kilka tygodni później zadzwonił, mówiąc, że jest w mojej miejscowości (to mała dziura) i przywiózł obiecane róże. Było ich 100, nigdy nie dostałam tak pięknego bukietu. To było niesamowite i bardzo, bardzo miłe :). Pozdrawiam :).
        • mtv_fan Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 10.03.08, 22:53
          Tak czytalam te posty i sobie myslalam ze mnie nic dobrego mnie nie
          spotkalo... A jednak :)

          *To akurat mojego brata... Kiedy mnie jeszcze nie bylo na swiecie,
          moj brat byl w przedszkolu, wszystkie dzieci juz poszly a moja mama
          myslala ze tata go odbierze i odwrotnie ;) A mila przedszkolanka bez
          gadania wziela go do domu, nakarmila zupa, poczytala ksiazke az
          rodzice przyjechali :)

          *Dwa tygodnie temu zbieralam pieniadze dla mojego klubu plywania
          synchronicznego, pakujac siatki w supermarkecie. No i tak skonczylam
          pakowac dla faceta i powiedzial ze nie ma reszty i czy mam mu
          rozmienic 10 funtow. Nie mialam wiec podziekowal za pomoc i wrzucil
          mi ta 10 do kubelka :D To naprawde bylo cos bo niektorzy dawali po
          funta, dwa, niektorzy nic a potrzebne nam bylo 730 funtow :)

          *Szlam do supermarketu i usmiechnelam sie do pewnej pani. Ona sie
          wykrzywila na moj widok, moze miala zly dzien ale mi to popsulo
          humor do reszty zakupow. Kiedy wracalam jakis starszy pan sie do
          mnie usmiechnal i az mnie zatkalo bo zazwyczaj pierwsza sie
          usmiecham :) I znowu mialam dobry humor :D
    • renatulka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 24.03.08, 04:20
      jakieś 3 lata temu
      szczecin.
      plac zwycięstwa. przejście dla pieszych przed 'medicusem'
      /tory tramwajowe, a pozniej zebra na jezdni/
      idę sobie rano do pracy, czekamy z grupką ludzi aż przejedzie
      tramwaj, żeby przejsc przez tory; tramwaj przejechal, wiec dziarsko
      wkraczam na tory. nagle w ułamkach sekundy; widzę, ze z drugiej
      strony nadjezdza drugi tramwaj, ktorego nie zauwazylam i ktos bierze
      mnie za fraki i odciąga z torów, tym samym ratując mnie przed
      wejsciem pod tramwaj... z tego szoku nawet nie podziękowałam...

      a mojej siostrze za czasow podstawowki, ze 3 czy 4 razy ktos odnosil
      do domu sieciówkę, ktorą kiedys notorycznie gubiła.


      • renatulka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 24.03.08, 04:23
        i jeszcze mi się przypomniało - babcia mnie kiedys zapomniała z
        zerówki odebrać. wiec moja wychowawczyni wzięła mnie za rękę i
        odprowadziła do domu ;]
        okazało się ze babci pomylily sie godziny
        • Gość: p Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.08, 12:50
          Florencja, późny piątkowy wieczór, zmęczeni i zdezorientowani
          krążymy po ulicach wyładowanym po brzegi samochodem (5 osób z
          namiotami, śpiworami, palnikiem, żarciem itp, jednym słowem
          wyposazeniem na tygodniową tułaczkę po północnych Włoszech).
          Oczywiście nie znamy miasta, nie mamy mapy, jezdzimy trójpasmówką
          bez pasów ;) w nadziei ze znajdziemy jakiś kierunkowskaz na
          camping... Nagle rodzi sie mysl ze pojedziemy na dworzec i zapytamy
          w informacji. Okazuje sie ze nie jest to takie łatwe, pomimo znaków
          cięzko trafić gdziekolwiek. Jeżdzimy tam i z powrotem, nagle na
          światłach ktoś daje nam jakieś znaki... Myślimy ze chodzi o zderzak,
          który oberwaliśmy pare godzin wcześniej w Bolonii i który teraz
          trzyma się na drucie. Otwieramy okno i okazuje się ze dziewczyna z
          auta obok mówi czystą polszczyzną:
          "Hej, zgubiliście się? Pomóc wam?"
          Wyjasniliśmy ze szukamy noclegu... raczej taniego ;) a ona na to:
          "Jedźcie za nami, zaprowadzimy was"
          I zaprowadzili, a na miejscu zapytali w recepcji czy są wolne
          miejsca. Full Service :)
          naszymi wybawcami okazali się Włoch (jakiś general manager), Polka,
          i Chińczycy, którzy jechali na imprezę (wyglądali jakby już byli po
          starterze ;). dostaliśmy wizytówkę i kazali dzwonić jakby coś sie
          działo.

          Mam miłe wspomnienia z Florencji :)
    • mik-mik Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 05.05.08, 18:40
      Genialny watek^^
      • the_mariska Piękny ten wątek, aż ciepło robi na duchu... 07.05.08, 01:26
        Ja też dorzucę coś od siebie :)


        Któregoś razu, gdy byłam jeszcze w liceum, wybrałam się na koncert juwenaliowy
        na lubelskim Felinie. Deszcz, błoto, tłumy ludzi, Felin to praktycznie koniec
        świata, jakoś w drodze powrotnej zorientowałam się, że przepadł mi portfel, a z
        nim pieniądze, dokumenty, bilet miesięczny... Parę dni później gdy siedziałam na
        lekcji, wchodzi wicedyrektor (kochany człowiek swoją drogą ;)) i zaprasza mnie
        do gabinetu. Ja już zaczęłam się poważnie zastanawiać, co takiego naskrobałam,
        wchodzę, a w gabinecie czeka na mnie zupełnie obcy pan w starszym wieku, z moim
        zabłoconym portfelem w ręku. Mógł go wysłać pocztą, mógł w ogóle olać sprawę, a
        on pofatygował się osobiście na dokładnie drugi koniec miasta do mojej szkoły.
        Trudno było mi w to uwierzyć.


        Czekałam kiedyś na pociąg na peronie Dworca Centralnego, kiedy nagle jakiś,
        chyba pijany człowiek, wpadł z rozpędu na tory. Do tego upadł jakoś niefortunnie
        i skręcił sobie kostkę tak, że nie mógł się nawet podnieść. Do przyjazdu pociągu
        było chyba 5 minut. Zanim zdążyłam się zorientować w sytuacji, jakiś
        anioł-nie-mężczyzna wskoczył na torowisko, podniósł pijaczka, skrzyknął ludzi z
        peronu żeby pomogli mu wciągnąć go na górę (nawet nie zdawałam sobie sprawy jak
        głęboko wykopane są te tory), potem zajął się nogą poszkodowanego. Po przybyciu
        policji i objaśnieniu im sytuacji dyskretnie się ulotnił, zanim zdążyłam
        powiedzieć mu, że jest dla mnie superbohaterem...



        A najwięcej ludzkiej życzliwości można spotkać, gdy się pójdzie na pielgrzymkę.
        Byłam jak do tej pory trzy razy i za każdym razem nie mogę się nadziwić ile
        dobra kryje się gdzieś w ludzkich sercach. Ludzie, którzy nocują nas w swoich
        łóżkach sami przenosząc się całą rodziną do jednego pokoju, ludzie, którzy z
        ostatnich rzeczy w lodówce robią pielgrzymom kolację, którzy pomimo suszy
        pompują wodę ze studni, żebyśmy mieli się gdzie umyć przed Jasną Górą, ludzie
        którzy czekają przy drodze na pielgrzymów, żeby poczęstować ich ciastkiem czy
        herbatą, albo ci, którzy zgarniają do swoich mieszkań po 20-30 obcych osób na
        obiad... Bez oczekiwania czegokolwiek wzamian. Tego się nie da opisać, to trzeba
        po prostu przeżyć. Zupełnie zmienia patrzenie na świat ;)
        • mandryk Re: Piękny ten wątek, aż ciepło robi na duchu... 07.05.08, 15:35
          W wojsku wybraliśmy się z kolegą do rodzinnego miasta okazją-nagła
          przepustka na 48 godzin. Pociąg nam uciekł, więc wymyśliliśmy, że
          trzeba dostać się do Żychlina i złapać autobus. Jeden kierowca
          podwiózł nas do jednej miejscowości, drugi do następnej. Trzeci
          jechał do Żychlina, ale dotarliśmy na miejsce pół godziny po
          odjeździe PKS-u. Kierowca w środku nocy zadeklarował, że dogoni
          autobus. Mógł iść do domu na kolację i spać, ale ścigał ten autobus
          ponad godzinę - aż dogonił! Rozklekotaną nyską zresztą.

          Drugi przypadek - w Rosji. Byłem opiekunem grupy dzieci na tzw.
          obozie przyjaźni. Obóz pionierski, las 500 km za Moskwą. Drugiego
          dnia skończyły mi się papierosy. Kupić nie ma gdzie. Poprosiłem
          Rosjanina, żeby odsprzedał mi paczkę. Oburzył się - jak
          to „sprzedać”? Dostałem fajki za darmo. W ciągu godziny odwiedziło
          mnie 12 (słownie: dwanaście osób płci obojga. Każda przyniosła w
          prezencie paczkę papierosów... Słowiańska dusza, czy co?
    • agafka88 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 10.05.08, 17:34
      1. Kiedyś zgubiłam w autobusie, który jechał do Warszawy legitymację. W drodze powrotnej kierowca zobaczył, że jakaś dziewczyna kupuje bilet do tej samej miejscowości do ja i poprosił ją, żeby mi tą legitymację odniosła. Dziękuję i kierowcy i dziewczynie.

      2. Siedziałam sobie na lawce, a tu nagle podchodzi do mnie starsza babka i mówi:
      -co ty tu robisz?
      -siedzę.
      -to masz (i dała mi 8zł :D)

      Byłam w takim szoku, że nie zdążyłam jej oddać zanim zniknęła.

      3. Pielgrzymka. Obcy ludzie zaprosili mnie (i jakąś 1/3 grupy) na mecz Wisła-Real, a sami dysktretnie się ulotnili.

      4. Pielgrzymka. Sympatyczna dziewczyna o imieniu Renata zaprasza nas do siebie, po czym daje klucze do domu, zostawia pod naszą opieką 4 letniego synka i na godzinę wychodzi. Potem przegadałyśmy z nią całą noc :)

      5. Anglia. Szłam sobie w biały dzień ulicą, a tu nagle zaczepił mnie jakiś koleś i nie chciał w ogole puścić, a w międzyczasie składał mi propozycje matrymonialne i nie tylko. Byłam już nieźle spanikowana, bo nie mogłam mu się w ogóle wyrwać, ale nagle ocalił mnie przemiły Anglik, przepłoszył intruza i jeszcze mnie do domu odprowadził.

      6. Anglia. Jesteśmy z koleżanką na zakupach, nagle spodobał mi się śliczny półmetrowy miś. Mówię koleżance, że szkoda, że nie mam tyle kasy, żeby go kupić. A tu nagle sympatyczne małżeństwo, które sprzedawało mówi, że miś jest specjalnie dla mnie za 1ego funta :) Misia mam do dzisiaj.

      • Gość: Bezia Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.chello.pl 11.05.08, 20:26
        Ta Renata to troche tak jakby mało odpowiedzialna, co nie?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka