Gość: Karolajn Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.07, 15:27 1. Kiedyś, w czasach wielkiej fascynacji Musierowicz (lata 90.) urządziłyśmy sobie na mieście ESD - czyli Eksperymentalny Sygnał Dobra :)chodziłyśmy po całym rynku w Rybniku i uśmiechałyśmy się z koleżanką do przechodniów. Nagle jeden pan, który szedł obładowany zakupami z targu, uśmiechnął się do nas bardzo szczerze i dał nam pół arbuza. 2. Mikołajki tego roku - czekałam na kumpelę w pubie - pub ten jest zrobiony w piwnicy i ma wiele zakamarków, więc postanowiłam usiąść przy barze, tak żeby mnie koleżanka zauważyła. Pan który siedział obok, po jakiś 15 minutach zapytał mnie, czy dostałam już prezent mikołajkowy, ja że nie, a on na to, co lubię pić z alkoholi. Po chwili stał przede mną kieliszek martini :) 3. Kilka lat temu pojechałam do Londynu z mamą do jej dawnej znajomej, która wyszła za mąż za Anglika. Któregoś dnia wybrałam się na samotne zwiedzanie Londynu. Wyszłam z domu tej znajomej i poszłam na przystanek. Nie wiedziałam wtedy, że w Anglii w mniejszych dzilnicach na autobus czeka się w kolejce. Starsza pani stojąca na jej początku, gdzie i ja się ustawiłam, owrzeszczała mnie i zdzierżyła mnie parasolką po głowie, choć ja miałam 180 cm wzrostu a ona jakieś 160 :) wsiadłam do autobusu i zaczęliśmy jechać. Zaczęliśmy dojeżdżać do Londynu, a ja rozglądałam się jak małe dziecko. Zapomniałam się i nagle szepnęłam sobie pod nosem "piękne". Starsza pani od parasolki skinęła na mnie ręką. Okazało się że jest Polką. Wyjechała do Anglii po wojnie, bo straciła całą rodzinę. Wyszła za mąż, urodziła dzieci. Zaprosiła mnie do siebie na herbatkę. Do dziś ze sobą korespondujemy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zdano Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.07, 14:24 Jechałam do kolezanki. Najpierw pociąg, potem przesiadka w autobus, a ze byl to podmiejski potrzebowalam na przejazd dwoch biletów. Godzina 21:30, okolice dworca, zadnego kiosku, sklepu gdzie mozna kupic bilet, no nic. Stwierdzilam ze pojde wzdluz ulicy, moze cos znajde. Patrze idzie Pan Student(cieniutkie okularki, zarościk, sandały a w nich bose stopy)i je sobie chipsy. Więc pytam: -przepraszam, czy nie orientuje sie pan czy tam dalej jest jakis skleb z biletami? -mmmm tam jest monopolowy, wiec nie bardzo. A jaki potrzeba? -studencki Pan Student zaczyna grzebac w obszernym plecaku wyjmuje jakis pomięte papieruszki. ja- ojej ma Pan. Ja zaplace...a jakby dalo rade dwa, bo to podmiejski.. PS- o, mam Zaplacilam 2,50. Pan Student na to: -fajnie, bedę miał na jedzenie. I zrobił minę zadowolonego krecika. Strasznie to było sympatyczne zdarzenie:) Odpowiedz Link Zgłoś
fave Re: Wspaniali Chorwaci 10.12.07, 18:45 Wybraliśmy się w samochodową podróż na wakacje do Supetaru: czworo dorosłych, trójka dzieci - najstarsze miało 9 lat. Mieszkamy na południu Polski i nie była to nasza pierwsza podróż w tę stronę, dlatego zakładaliśmy, ze jeszcze tego samego dnia załapiemy się na ostatni prom w Splicie. Niestety, okazało się, że roboty drogowe tuż przed Splitem, o których nie mieliśmy pojęcia, bo skąd mieliśmy mieć, spowolniły naszą podróż. Dosłownie prom uciekł nam przed nosem. Ze złością i łzami w oczach patrzyliśmy na oddalające się światła statku. Było po dziesiątej wieczór, a my zastanawialiśmy się, czy ruszyć w niepewną wędrówkę po ulicach w poszukiwaniu noclegu, czy odpuścić sobie i przedrzemać na siedząco w samochodzie do pierwszego rannego kursu. Po całym dniu podróży byliśmy wykończeni, spoceni, zakurzeni i odwodnieni, dzieci coraz bardziej się denerwowały więc wizja nadchodzącej nocy naprawdę nas załamywała, zwłaszcza że nadbrzeże było puste i nie było nawet kogo zapytać o nocleg...Zrezygnowani podeszliśmy do kasy. Kobieta w okienku widząc naszą załamaną grupkę zapytała, czy spóźniliśmy się na prom, po czym zwyczajnie zaproponowała nam, że zadzwoni po szwagra a on przyjedzie po nas i przenocuje nas do jutra. Podejrzewaliśmy, że w ten sposób pracownicy portu pewnie dorabiają sobie na takich jak my frajerach, ale było nam już wszystko jedno, gdzie i jak będziemy spać, byle nie na ulicy. Jakież było nasze zdziwienie, gdy szwagier tej pani zaeskortował nas do wielkiego, pięknego domu położonego w najlepszej dzielnicy Splitu, przy wybrzeżu z promenadą, pełnym otwartych knajpek i nocnych spacerowiczów. Przyniesiono nam owoce, napoje a nawet środki czystości, choć mieliśmy swoje. Wykąpaliśmy się i byliśmy tak szczęśliwi, że zachciało nam się nawet wyjść pozwiedzać okolicę. Dostaliśmy do dyspozycji cały parter, dwie łazienki, kuchnię, wygodne łoża z pachnącą pościelą. Mimo to cały czas wietrzyliśmy podstęp! Siostra pani kasjerki, która tak bogato wyszła za mąż, rano obudziła nas śniadaniem. W świetle dnia zobaczyliśmy, że sypialnie nasze wychodzą wprost na piękny ogród, po którym oprowadziła nas pani domu. Postanowiliśmy, że nie będziemy kręcić nosem na każdą cenę za tak królewskie przyjęcie. Jednak Chorwaci nie chcieli od nas ani grosza mimo, że zarwaliśmy im pół nocy by mogli przyjąć nas i tak ugościć. Na dokładkę przed wyjazdem każde z dzieci dostało małą zabawkę! Był to dla mnie przejaw największej szczodrości i bezinteresowności, jakiego doświadczyłam w swoim dotychczasowym życiu i w dodatku w... Chorwacji :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tamtam Re: Wspaniali Chorwaci IP: *.strefa.com 16.12.07, 15:55 1. Może to nie obca osoba, ale jednak...Raz jak byliśmy mali wróciliśmy z mamą późnym wieczorem od ciotki. Nie mieliśmy kluczy, bo w domu miał być ojciec. Niestety na dzwonienie i dobijanie się do drzwi zareagował tylko nasz sąsiad, pijaczek:) Zaoferował swoją pomoc. Wtarggnął do sąsiadów, którzy sąsiadowali z nami balkonem i przeszedł po tych balkonach na nasz. Co najciekawsze, sąsiad był pijany, a my mieszkamy na 10 piętrze:D Otworzył nam drzwi od wewnątrz, a jak sie później okazało ojciec był w domu, tyle że również sobie wypił i spał jak zabity:] 2. Nasz młody kot pewnego razu zniknąl wieczorem, myślelismy ze moze wlazł gdzies za meble i zasnął. Następnego dnia koło południa wracając ze szkoły (miałem moze 10 lat)tuż przed wejściem do klatki usłyszałem miauczenie. Szok - kotek spadł z 10 piętra na dach klatki. Ja mały gnojek, mama w pracy, brat starszy w szkole, nie wiedzialem co robic. Na szczęscie znaleźli sie mili ludzie, którzy bez niczyjej prośby wdrapali się na dach i pomogli wydostać kota. Inna nieznana mi pani z sąsiedniej klatki przyniosła pudełko i powiedziala ze zawiezie go do weterynarza. Całe szczęscie kotek był tylko w szoku i nic mu sie nie stało. 3. W czasie remontu łazienki zupełnie obcy pan hydraulik bezinteresownie i bez wczesniejszych próśb, widząc ze w domu brakuje faceta, zabrał mame na zakupy potrzebnych akcesoriów, przywiózł wszystko swoim rozlatującym sie autem, łącznie z wanną na dachu i cegłami w bagażniku. Nie chciał pieniążków, ale dostał i tak napiwek:) 4. Wiele razy spotkałemm sie z uprzejmością kierowców autobusów, którzy często uważani są za chamskich i niewychowanych. Mianowicie, kiedy kierowca widzi, że osoby wysiadające z jego pojazdu biegną do autobusu przed nim i nie uda im się zdążyć, to czeka az spowrotem wsiądą, a następnie daje po gazie i wyprzedza goniony autobus:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Klaus Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.07, 23:37 Moja kumpela założyła forum pomocy dla ludzi szukających pomysłu na prezent. Dla osób bez wybujałej wyobraźni i czasu - zwłaszcza przed świętami - bezcenne:) Zapraszam: www.gieldaprezentow.pl !!! Polecajcie - odradzajcie, odwiedzajcie i piszcie :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Melisa Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.aster.pl 17.12.07, 01:37 10 lat temu albo i więcej wybrałam się na wernisaż obrazów mojego znajomego.Pomyliłam godzinę i byłam za wcześnie.Aby wytracić czas poszłam do kawiarni i zamówiłam mały kieliszek Malibu.Byłam i jestem rencistką o haniebnym świadczeniu.Nagle podchodzi mężczyzna i mówi:kobieto dlaczego pijesz napój dla kobiet w ciąży.Odpowiadam,że to było najtańsze i tylko na to mnie stać.A na co pani ma ochotę - zamówiłam co chciałam.Zaczęliśmy rozmawiać i ten mężczyzna jak dowiedział się jakiej wysokości mam rentę wyjął wszystkie pieniądze z portfela i mi je dał.Było to mniej więcej pół mojej renty.Twarz tego człowieka wydała mi się znajoma - był to już niestety śp.mecenas Edward Wende.Dał mi swoją wizytówkę i prosił abym zgłosiła się do Unii Wolności (on wtedy tam działał)to może poprawi się moja sytuacja finansowa.Ponieważ nie lubiłam Unii to nie poszłam,ale poszłam na pogrzeb pana Wendego i dałam mu piękny bukiet czerwonych róż. Odpowiedz Link Zgłoś
emmarose Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 18.12.07, 14:47 a ja kiedys szlam sobie z kolezanka chodnikiem gdy nagle tuz przy nas zatrzymal sie samochod i kierowca - mloda dziewczyna nas wola. Podeszlysmy blizej - bylysmy pewne, ze chce zapytac o droge, a ona zaproponowala nam seks - przy czym podkreslila, ze dobrze zaplaci. Oczywiscie sie nie zgodzilysmy, wiec usmiechnela sie milo i zyczyla milego dnia....potem strasznie zalowalysmy,ze nie spytalysmy ile bylaby w stanie nam zaplacic. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: M Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.07, 11:05 Pewnego dnia zadzwoniła do mojej firmy Pani, która kupiła jakieś urządzenie (nie u nas) i powiedziała, że prosi o przysłanie instrukcji obsługi bo zgubiła. Ponieważ mieliśmy takie instrukcje - to wysłałam jej pocztą. Po tygodniu przyszła pocztą do nas kartka, na której było napisane: Bardzo dziękuję miłej Pani, która odbiera telefon za szybką interwencję. Było mi bardzo miło. Pozdrawiam, Odpowiedz Link Zgłoś
klymenystra Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 19.12.07, 20:05 Dobrzy ludzie podwozili stopem i jeszcze czekolade dawali- bardzo czesto. W Bakczysaraju z moim bylym zgublismy sie, a ze jak ostatnie lajzy, nie zapisalismy adresu kwatery, to moglisy tylko krazyc. Najpierw poszlismy a piwo ( anuz cos sie wymysli) i tam spotkamismy przeuroczego faceta, ktory nie odsc, ze dal nam wino, to jeszcze podarowal cala siatke warzyw :)))) a potem, kiedy znow szukalismy drogi, w przyplywie rozpaczy weszlam do jakiegos sklepu z pytaniem o mape. map nie bylo i juz mialam wizje nocy spedzonej w ciemnym i mrocznym centrum, kiedy dwoch facetow wsadzilo nas do auta i cierpliwie jezdzili z nami po calym miescie i szukali naszej kwatery!!!! znalezlismy,a oni nie chceli nic, nawet wina, nie mowiac o kase. poplakalam sie wtedy z radosci. kiedys w gorach zabladzilam z tym samym bylym. o 22 jakis facet wsadzil nas w auto i podwiozl pod samo schronisko- a na drugi dzien musial wstac o 4 rano. bardzo mu dziekuje, bylo ciemno i burza sie zblizala, brrrrr. ludzie generalnie sa dobrzy :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: blue Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.4.28.78.cable.dyn.petrus.com.pl 05.02.08, 20:05 Up :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nic Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.mynow.co.uk 05.02.08, 22:17 W angli w autobusie kierowca pobiera oplate za przejazd. Sobota rano, chcemy jechac na dworzec kolejowy, wsiadamy w cztery osoby ale nie mamy drobnych a kierowca (starszy siwy pan ) nie ma wydac z Ł20. Machnął reka i mowi wsiadajcie. Jak wysiadalismy dostał od nas polskiego batonika i tak ładnie sie usmiechał.Niby nic, ale On prawdopodobnie ryzykował prace (przepisy). Na pociag zdażylismy i wycieczka po londynie była super. Dziekujemy panu. Odpowiedz Link Zgłoś
ragnatela Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 06.02.08, 10:34 Dobre i złe. Dobrego więcej:-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sabaku.no.gaara Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: 195.20.110.* 06.02.08, 12:28 Jak bylem w Liceum, to kolo budynku szkoly znajdowal sie Park. Tam zawsze przesiadywalo troche zuli. Tam tez czesto przesiadywalismy na okienkach. Raz siedzielismy w tym parku i staralismy sie zrobic zadania z fizyki przed mega sprawdzianem. Nikomu nie wychodzilo,. Zadanie bylo naprawde skomplikoawne - takei z wyzszej polki. W tym czasie podszedl do nas jeden z zulikow izapytal o fajke. dalismy mu (nawet kazdy z nas po jednej). On zobaczyl, ze sie borykamy z zadaniem, porozwiazywal nam cala liste i poszedl. Dzieki niemu dostalem 4 :)Od tego momentu korki z matmy czy fizyki mielismy w parku. Mozna powiedziec, ze koles przygotowal nas do matury z tych przedmiotow. Po zdanej maturze zrobilismy mu impreze w parku i popijalismy razem tanie winka :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: black heart Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.ericsson.net 14.02.08, 12:42 Gość portalu: sabaku.no.gaara napisał(a): > Jak bylem w Liceum, to kolo budynku szkoly znajdowal sie Park. Tam > zawsze przesiadywalo troche zuli. Tam tez czesto przesiadywalismy na > okienkach. Raz siedzielismy w tym parku i staralismy sie zrobic > zadania z fizyki przed mega sprawdzianem. Nikomu nie wychodzilo,. > Zadanie bylo naprawde skomplikoawne - takei z wyzszej polki. W tym > czasie podszedl do nas jeden z zulikow izapytal o fajke. dalismy mu ..... to jest jedna z najbardziej wypasionych historii w tym watku poprawila mu humor na caly dzien big THX Odpowiedz Link Zgłoś
nie.mam.tipsow Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 06.02.08, 12:04 Kiedyś (miałam jakieś 23 lata)stojąc w zatłoczonym kościele (święta) poczułam,ze zemdleję. Zdązyłam jednak wyjść na zewnątrz zanim zupełnie straciłam przytomność. Słaniając się na nogach, opierając o barierkę schodów prowadzących do kościoła, próbowałam dojść do siebie. Musiałam faktycznie źle wyglądać, bo dwaj, na oko 17-letni chłopcy podbiegli,podtrzymali mnie, żebym nie upadła, po czym jeden położył na schodach czapkę (zima była), na której pomógł mi usiąść,a drugi natychmiast wyciągnął telefon i zadzwonił pod mój nr domowy, który mu podałam, i powiadomił mojego brata (akurat on odebrał tel),że nieciekawie wyglądam(braciszek przyszedł po mnie:-)).To była świetnie przeprowadzona akcja ratownicza:-)Niestety byłam na tyle nie kumata,że chyba im nie podziękowałam...:-( Zatem: DZIĘKUJĘ CHŁOPAKI!!:-) Jakieś 2 lata temu pracowałam w sklepie obuwniczym i jeden pan, na drugi dzień po tym, jak sprzedałam mu buty, przyszedł do sklepu i przyniósł mi pluszowego żółwika w podziękowaniu za miłą obsługę:-)) Nie musiał tego przecież robić, bo wykonywałam swoja pracę.Bardzo miło wspominam tego pana:-) Odpowiedz Link Zgłoś
jasiek111 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 07.02.08, 11:41 Świetny wątek, przeczytałem cały :-) Sytuacja, którą tylko obserwowałem: jadę 510 z Tarchomina, rano, dzień powszedni. Koło 9-10 rano, także 2 przystanki przed pętlą na Centralnym kilka osób w autobusie. Lato, kierowca ma uchylone drzwi. Ikarus - za kieowca starsza pani z laską, obok na podwójnym matka z córką, na oko 3-4 letnią. Dzieciaczek co chwilę : mamo, zobacz to mamo zobacz tamto, mam ogląda, rozmawiają. Po cichu, ja siedząc kilka siedzeń dalej widzę tylko ich ruchy rąk i urywane słowa jak autobus stawał. Nagle babcia na cały głos, że ona zapłaciła za bilet i nie życzy sobie wrzasków bachorów w autobusie tylko ciszy i spokoju. Widzę , że kierowca spojrzał w lusterko i lustruje autobus, ale nie zobaczył źródła, bo babcia siedziała za kabiną. Minęło kilkanaście sekund , a babcia wstała , wytyka dziewczynkę palcami i drze się na nią. Młoda mama nie wie co zrobić, dziecko w płacz - chyba ze strachu. ja miałem wtedy jakieś 16 lat. Chciałem wstać i interweniować jak autobus stanie. Stanął na czerwonym na rondzie ONZ. Ja wstaję. Wtsaje kierowca. Wyjrzał z kabiny - na babcię, na mamę i córkę ze łzami w oczach - i do babci: won mi z autobusu - i drzwi otwiera. Ja już usiadłem i patrzę. Babcia z morda do kierowcy, że ma bilet i jedzie ile jej sie podoba. Kierowca : taaak? pani pokaże bilet. Babcia pokazała , kierowca wziął, podarł i po bilecie. Kilku pasażerów patrzy, część z mściwym uśmieszkiem. Kierowca - no , gdzie ten bilet? Nie ma - to won z autobusu! Babcia - nie. To keirowca drzwi otworzył wszystkie i mówi - jak pani nie wysiądzie - nie jadę i zaraz wzywam policję. I poszła . A klęła, darła się. Widać było ulgę na twarzy mamy... Druga sytuacja , już moja. Kupiłem dodatek do gry, mniejsza z tynm jakiej. Dodatek działał tylko z podstawą. Podstawę miałem, ale dodatek nie działa. Obok mnie na Stegnach była siedziba firmy która tą grę wydawała. Poszedłem z dodatkiem i mówię co i jak. Wysłali mnie do serwisu, siedzi koleś w słuchawkach, zasuwa w jakąś gierkę. Mówię mu co i jak. Zainstalował podstawe, dodatek - działa. Pyta się, czy mam orginał. Mówię, że tak. Potem skojarzyłem, że dostałem to od kogoś i tak naprawdę nie wiem czy to orginał... To koleś daje mi płytkę z podstawą i mówi - zainstaluj u siebie to, dodatek i zobacz czy działa i oddaj. I swoją podstawę przynieś. Podstawa kosztowała ponad 100 PLN, kwota wtedy dla mnie nieosiągalna. Zainstalowałem, działa. Spakowałe w podzięce 8 puszeczek piwa do torby, dwie płyty i idę do niego. Wchodzę, a koleś mówi , że myslał, że nie wrócę do niego :-) . Wziął moją płyte, jak się okazało pirata, zostawił mi orginał, za piwo podziękował. Było to z 10 lat temu, a zawsze jak widzę tą płytę, to gościa wspomniam :-) Dzięki :-) pozdrawiam - jasiek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sowa Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.adsl.inetia.pl 08.02.08, 00:38 Jeszcze nigdy nie czytałam tak wspaniałego wątku :) Sama nie przypominam sobie tak spektakularnych wydarzeń jak niektórzy z Was, ale podzielę się tymi drobnymi, które i tak zostawiają ciepło w sercu :) Kiedyś pracowałam w Anglii, w fabryce kanapek, na nocną zmianę. Niestety, moj dom znajdował się na drugim końcu miasteczka, samochodem nie dysponowałam, a autobusy nie jeździły nocą, więc codziennie pokonywalam pieszo ok. 13 km (6,5 km w jedną stronę). Kiedy dowiedział się o tym pracujący ze mną Turek, obiecał, że zawiezie mnie do domu. Ja kompletnie zapomniałam o jego obietnicy i kiedy skonczylam pracę, normalnie ruszyłam w drogę ze znajomymi. Idziemy sobie, zmęczeni, marzący o gorącej kąpieli, kanapce i ciepłej pościeli i nagle ktoś na nas trąbi. Patrzę, a to znajomy Turek szukał mnie po drodze do mojeo domu, mimo że sam mieszkał w zupełnie innej dzielnicy :) innym razem też obiecał, że mnie odwiezie, a tak się zdarzyło, że on skończył pracę wcześniej i czekał na mnie 1,5 godz pod fabryką :) robi mi się ciepło na sercu, jak to sobie przypominam, zwłaszcza że ten sympatyczny człowiek powtarzał mi, jak bardzo zazdrości mojemu chłopakowi :) Innym razem, w dniu premiery "Języka Trolli" Małgorzaty Musierowicz, pobiegłam do księgarni za pozno i okazało sie, ze wszystkie egzemplarze są już wykupione! Miła pani z księgarni sprzedała mi jednak ksiązkę, która odłożyła dla siebie :) Bardzo jej dziękuję za to :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jollala Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 08.02.08, 02:56 Takie historie: Czerwiec '89, w Sali Kongresowej ma być pierwszy wielki koncert z "solidarnościowymi" piosenkami. Stoimy z koleżanką w kolejce do kasy i zastanawiamy się, komu jeszcze kupić bilet. Przy okienku okazuje się, że zabrakło nam kasy na wszystkie. I nagle gdzieś z boku miły pan dorzuca brakującą resztę, bagatelizuje sprawę i na nasze głośne podziękowania mówi:"Zobaczymy się na koncercie". Miałyśmy przygotowane te pieniądze do oddania, ale pana oczywiście w tym tłumie nie znalazłyśmy. Jechałam kiedyś w góry, okradli mnie w pociągu. Zaryczana wysiadłam bladym świtem na jakiejś stacji, skąd miałam dalej dojechać autobusem. Bez pieniędzy, telefonu, dokumentów. Oprócz mnie wysiadła jeszcze jakaś para, poza nimi żywego ducha, miasteczko śpi. Zdesperowana podchodzę do nich i proszę o pożyczkę. Dziewczyna patrzy na mnie nieufnie, ale chłopak w końcu wyciąga 20 zł. Odesłałam mu, jak tylko wróciłam do domu. Przysłał mi kartkę, w której życzył "Milszych wyjazdów w góry". Miał na imię Piotr i był z Gdańska i do dziś to pamiętam. I jeszcze taka historia z drugiej strony, ale pokazuje, że czasami warto się postarać. Lecimy na wakacje. Stoimy na Okęciu, młody chłopak pyta, czy to okienko na Maltę itp. My, że też na Maltę i wyjaśniliśmy, które okienko i jak potem, bo chłopak był z Litwy i leciał tam na kurs angielskiego i na naszym lotnisku był zagubiony trochę. Już dalej, za tymi bramkami gdzie sprawdzają bagaż podręczny, znowu widzimy tego chłopaka, bardzo smutny siedzi. Pytamy, co się stało, a on, że miał w plecaku podręcznym szwajcarski scyzoryk, który dostał od dziadka, nie wiedział, że nie można przewozić takich rzeczy na pokładzie i kazali mu wyrzucić. Żal mi się go zrobiło i mówię, żeby może poszedł, spróbował, on na to, że już prosił, ale nie oddali. Normalnie (w swoich sprawach) nie jestem wyrywna w takich sytuacjach. Pewnie bym to zostawiła i się wściekała. Ale ten młody chłopak jakoś tak mnie poruszył, że przemogłam się i (wbrew radom męża, który nie wierzył, że coś da sie zrobić, bo to było po zamachach i zaostrzone przepisy) poszłam do tych panów, którzy kontrolują i mówię, o co chodzi. Oni na to, że scyzoryk absolutnie, że przepisy itd. Ja na to, że młody chłopak, że z Litwy, smutny siedzi, scyzoryk od dziadka itp. Oni, że nic sie nie da zrobić. Zrezygnowana wracam do chłopaka i mówię, że nic się nie da zrobić. Za kilka minut podchodzi jeden z tych kontrolerów ze scyzorykiem i mówi, że mogą to załatwić tak, żeby chłopak włożył go do plecaka, a plecak nadał na bagaż, a nie zabierał go na pokład. Dostałam za to od chłopaka takiego ptaszka z liści i słomy, na patyku. Mam go do dziś. Ale spodobało mi się, że to moje marudzenie jakoś obudziło tych facetów od kontroli i też chciało im się postarać, poszukać rozwiązania i pomóc. Dzięki. Odpowiedz Link Zgłoś
gazamate Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 08.02.08, 12:00 Było to w latach 90-tych na początku wakacji - ze znajomymi wybraliśmy się na Kaszuby i czekała nas niezła podróż by dołączyć do znajomych biwakujących nad jeziorem. Najpierw jechało się z naszej miejscowości PKP, potem PKSem no i jeszcze trzeba było z lacza przejść ze 25 km trochę szosą a większą część przez las. Wyjechaliśmy około południa i jakoś ta nie za bardzo zaopatrzyliśmy się w chleb a obiadu nie było gdzie zjeść bo od stacji PKP przez miejscowości które mijał PKS to były same wioski a potem las. Idąc juz na niezłym głodzie z ciężkimi plecakami natrafiliśmy na leśniczówkę w której chcieliśmy kupić choć pół chleba by nie wcinać samej mielonki czy paprykarzu. Pani leśniczyna dała nam duży okrągły chyba ze 3-4 kg jeszcze ciepły bochen chleba z własnego wypieku i masło własnej roboty. Nie chciała za to żadnej kasy. W 4 osoby wciągnęliśmy cały wielki bochen i był to chyba najlepszy chleb z masłem jaki jadłem w swoim życiu. Nikomu nawet na myśl nie przyszło by smak tego chleba z masłem zepsuć paprykarzem czy mielonką. to by było to co najprzyjemniejsze mnie spotkało od obcych ludzi a teraz najmniej przyjemna rzecz sprzed kilku lat która spotkała mnie od obcych ludzi: po około 2-3 miesiącach znajomości z nową dziewczyną a zarazem świeżo upieczoną studentką poprosiła mnie byśmy razem poszli na imprezę podsumowującą otrzęsiny ich roku organizowane w klubie studenckim (żeby była jasność kończyłem wtedy studia a na imprezę pierwszoroczniacy zapraszali też swoich chłopaków i dziewczyny) . Jakaś dziewczyna z roku wyżej po około pół godzinie od naszego przyjścia, podeszła do mojej laski i dyskretnie zakomunikowała jej że jej koledzy chcą mi spuścić łomot i żeby uważać. Myślałem że studenci lingwistyki stosowanej i anglistyki to ludzie na poziomie a właściwie duża część z nich to była zwykła hołota. Jakoś do dzisiaj nie przywykłem do zwyczajów ze jak się w klubie ktoś komuś nie podoba z twarzy to się chce mu dać przed klubem po mordzie. Wpieprz wtedy nie dostałem ale chwilę później odpuściliśmy festyn bo impreza jakoś przestała nas bawić Odpowiedz Link Zgłoś
sakada Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 08.02.08, 18:31 Ja pamiętam taką sytuację - byłam kiedyś w noc sylwestrową z przyjaciółką i kumplem na mieście. Chcieliśmy pokręcić się trochę po knajpach i wrócić przed 00.00 do domu, w którym czekał na mnie mój chłopak z szampanem i reszta gości. Traf chciał, że wylądowaliśmy we 3 na przystanku autobusowym za o 23.45... Autobus najbliższy był 23.55 a droga do domu zajmowała około 20 minut więc byliśmy cholernie wściekli, że Nowy Rok spędzimy w przepełnionym autobusie. W pewnej chwili wpadłyśmy z przyjaciółką na pomysł, żeby złapać stopa. Nie miałyśmy nadziei, że ktoś się zatrzyma (3 osoby w tym facet i godzina 23.45 :/), ale też nic do stracenia. Pamiętam nawet, że jakaś laska stojąca na przystanku pukała się w czoło i głupio uśmiechała. No i chwilę później na przystanku zatrzymał się jakiś wypasiony samochód. Okazało się, że facet jedzie do Sopotu (tylko kawałek w tym samym kierunku co my), ale zdecydował się odwieźć nas na miejśce :) Gdy nas przed samym domem wysadzał była 23.55 ^^ Zaprosiłam go, żeby wszedł napić się z nami szampana, ale nie chciał i odjechał. Bardzo mu dziękuję za tamto bezinteresowne poświęcenie :) Odpowiedz Link Zgłoś
a_belka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 08.02.08, 19:07 To i ja cos opowiem. Dzialo sie to jeszcze w stanie wojennym i byla wigilia. Wracalem z pracy do domu samochodem a zblizal sie wieczor, kiedy zatrzymal mnie na lebka jakis przechodzien. W sumie sie az tak nie spieszylem wiec sie zatrzymalem aby go wspomoc, ale chcial abym go odwiozl az kawal za miastem. Moze sie troche zawahalem, ale mysle sobie jest wigilia, czas dobroci. Kiedy w koncu dojechalismy do jego domu ow pan wreczyl mi zaplate za droge. Byla to rownowartosc moich trzech pensji! Odpowiedz Link Zgłoś
a_belka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 08.02.08, 20:25 Czytam troche ten watek i widac jak niektorzy sie rozkromalaja jak im np ktos odda zgubiona rzecz. Nie wiem, moze ja zyje w innym swiecie, ale na ogol zawsze oddaje znalezione rzeczy i wielu innych ludzi robi tak samo. Zupelnie nie ma sie nad czym tu rozczulac, bo dla mnie oddac cos co nie twoje jest naturalne. Zatrzymuje drobne znalezione rzeczy, kiedy odszukanie wlasciciela moze byc niewspolmiernie drogie w stosunku do wartosci rzeczy czyli drobne pieniadze, plastikowe drobiazgi. Znajduje tego calkiem sporo jak sie zastanowic. Duzo rzeczy, ktore sam zgubilem zostalo mi oddanych, co tez uwazam za normalne i nigdy bym tego tu nie opisywal jak jakis cud nad Wisla. Odpowiedz Link Zgłoś
carmelaxxx Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 09.02.08, 20:57 wracalam kiedys z wakacji wraz z synkiem malym. a ze wracalam od dziadkow to bylam obladowana wiadomo od dziadkow nie ma szans wyjechania na pusto. No i mialam ze soba 3 szt bagazu w tym jeden z 20 kilo waliza, no i marudzacego zmeczonego podroza syna. no i wychodzac z dworca musialam sie wspiac po stronych schodach ktorych bylo niemalo z tym calym rabanem moim. Przeszlo wiele osob bez niczego w rekach nikt nie zwrocil uwagi. Jedynie wschodniojezyczny fchlopak ktory targal swoja walizke chwycil ta moja wielgasna i wtargal na gore. To bylo w Szczecinie. Dziekuje mily czlowieku ! Odpowiedz Link Zgłoś
izabella1991 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 09.02.08, 22:40 Boze,jakie piekne historie! Od bardzo niedawna jestem w Londynie(niecale dwa tygodnie) a juz doznalam tu tyle dobrego,ze az sie sama sobie dziwie! Trafilam zrazu (pracuje jako niania)do fatalnej pod wieloma wzgledami rodziny(kto ciekaw,niech przeczyta moj post na forum dla aupair.Stalo sie tak,ze nie mialam gdzie sie podziac i przenocowalam u znajomego na Chelsea!Jego wspolpracownicy z knajpki uzadzili mi super=-rzyjecie,nakarmili i napoili,jak ksiezna-pania ,rano dostalam super-sniadanie i za to wszystko nie chcieli ani grosika(choc chcialam zaplacic chociaz za sniadanie).Jeszcze teraz,kiedy o nich mysle,mam lezki w oczach(choc placzek nie jestem) Podrozujac z jednego kranca Londynu na drugi czasem pytalam sie pasazerow o np. wlasciwy przystanek i tu musze przyznac ,ze Londynczycy bywaja przemili,zagadaja,pomoga...moze to ja mam takie szczescie? Historie tu opisane to cod,miod i orzeszki-oby wiecej!Iza Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Basia Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.08, 01:58 przepiękny wątek! jeszcze nie skończyłam czytać, ale lektura iście pasjonująca i podnosząca na duchu ;D i kilka historyjek ode mnie: będzie muzycznie, bo często chadzam na różne koncerty ;) -we wrześniu w studiu radiowej Trójki miał odbyć się koncert dwóch młodych zespołów, ktore bardzo lubię, ale zwykle na takie koncerty ciężko jest dostać bilet, bo trójkowa linia przeważnie zajęcia; na 'majspejsie' jednego z tych zespołów napisałam jakiś czas wcześniej, że bardzo fajnie grają, etc. i że mam nadzieję, że uda mi się być na ich koncercie w Trójce. ot, wpis jakich wiele. kilka dni przed koncertem dostałam wiadomość od wokalisty tegoż zespołu czy mam już bilet, bo w razie czego oni mają pulę wejściówek dla znajomych i w razie czego chętnie wpiszą mnie na listę zaproszonych :) -dwa razy zdarzyło się, że przez przypadek mnie było mnie na liście zaproszonych na koncerty w Trójce, choć wygrałam bilety. a pani wpuszczajaca na koncerty nie robiła mi żadnych problemów z wejściem :) -jakieś 5 lat temu pojechałam ze znajomą na koncert plenerowy; przed koncertem zauważyłysmy, że za sceną kilka osób robi sobie zdjecia z zespołem; jako że nie miałysmy aparatów, zapytałyśmy się jakichś dziewczyn, czy zgodziłyby się nam zrobić zdjęcie i potem przesłać je pocztą; zgodizły się, podałysmy im adres i po jakimś czasie dostałyśmy zdjęcia :) -dokładnie 5 lat temu, 11 lutego 2003 roku, pojechałam z dwoma koleżankami na koncert Wilków do Krakowa, nagrywany dla tvp; nie zdążyłyśmy zająć sobie dobrych miejsc, a że dwie z nas są niskiego wzrostu, był to jednak pewien problem ;) na szczęście dwóch nieznajomych chłopaków udostępniło nam miejsca naprzeciwko sceny :) do dziś jesteśmy im za to wdzięczne :D -2 lata temu na koncercie Placebo na Open'erze chciałam z koleżanką podejść bliżej sceny, żeby cokolwiek widzieć, niestety tłum był taki, że ciężko było się ruszyć. ze śmiechem powiedziałam do niej coś w rodzaju: 'nie jest źle, jak stanę na palcach, to widzę kawałek sceny'. wtedy stojący przede mną pan odwrócił się i przepuścił nas do przodu :) potem, już w czasie koncertu, zaczęły się jakieś wędrówki ludów- do sceny, spod sceny... stałam spokojnie, ale jestem drobna i ciężko było mi ustać na nogach w takich warunkach. bałam się, że zostanę wręcz stratowana. wtedy jakiś pan stojący obok, osłonił mnie swoim ramieniem, żeby tłum mnie nie porwał :) -1,5 roku temu, wracałam ze spotkania z koleżanakmi po ostatnim pisemnym egzaminie maturalnym; biała bluzka, czarna spódnica i uśmiech ulgi na twarzy :) gdy już zbliżałam się do domu, z bocznej uliczki wyszeł jakiś starszy pan, kłaniając się i mówiąc mi 'dzień dobry'; odpowiedziałam, neico zakłopotana, bo wcale tego człowieka nie znałam, nawet z widzenia, chociaż mieszkam w małym miasteczku, a on powiedział mi jeszcze 'bardzo ładnie pani wygląda' i odszedł; zdążyłam się jeszcze uśmiechnąć i podziękować :) -rok temu zrobiło mi się słabo w autobusie (Warszawa linia E-2, brak przystanków od kina Femina do ul. Ciołka), siedzę zlana potem i zielona na twarzy, nie miałam nawet siły wstać, gdy w końcu autobus zatrzymał się na moim przystanku; na szczęście jakaś dziewczyna w porę zorientowała się co się dzieje i wyprowadziła mnie z autobusu; ludzie na przystanku zrobili mi miejsce, żebym mogła położyć się na ławce, jakaś pani znalazła dała mi nospę, jakiś chłopak napój, inna pani zadzwoniła po pogotowie... sanitariusze też byli bardzo mili i mimo iż nic się nie stało, bo nawet nie straciłam przytomności, oferowali podwiezienie do domu; odmowilam, bo miałam naprawdę bardzo blisko, zresztą okazało się, że czekają na mnie dwie nieznajome dziewczyny (w tym też ta, która pomogła mi wyjść z autobusu), odprowadziły mnie do mieszkania, dały na wszelki wypadek numery telefonów, gdybym znów źle się poczuła (bo moich współlokatorek akurat nie było), jedna została jeszcze chwlę na herbatce :) byłam tym wszystkim ludziom niezmiernie wdzięczna :) -historia sprzed paru tygodni-pojechałam do radia, w którym mam audycję, na miejscu okazało się, że studio jest zamknięte, więc poszłam poprosić portiera o klucz; odpowiedział, że da mi go pod warunekiem, że będę puszczała jakąś fajną muzykę; wtedy akurat były to fragmenty soundtracku z 'Across the Universe' :) pan portier bardzo się ucieszył, że lubię The Beatles, porozmawialiśmy chwilę o filmie, a kiedy już wracałam po audycji zaczepił mnie jeszce i pytał jak poszło, polecał inne zespoły z lat 60., chciał mi nawet przegrać płyty :) okazało się, że też słucha Trójki (akurat w ramach dekad były lata 60.), opowiadał jak 41 lat temu chciał iść na koncert The Rolling Stones, ale nie dostał biletu, itp., itd. -kilka lat temu, wieczorem, szłam gdzieś z koleżanką i nagle upadłam na oblodzonym chodniku; idąca nieopodal grupka chłopaków wybuchła śmiechem, ja wstałam i poszłyśmy dalej; nagle słyszę, żebym zaczekała, bo coś mi wypadło-jeden z tych chłopaków podszedł i oddał mi szminkę, która wypadła mi z kieszeni płaszcza :) oj, dużo tego, dużo...:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: katarina Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: 82.160.239.* 11.02.08, 04:18 Pracuję w kawiarence internetowej w Katowicach. Pod koniec grudnia 2006, przyszedł pewien pan i daje mi kartkę, na której jest zdjęcie jego nastoletniego syna i opisane jak wygląda, pan mówi, że syn uciekł z domu kilka miesięcy temu i go szukają, czy może widziałam tu takiego chłopca, bo on jest maniakiem komputerowym i możliwe, że przychodzi do kawiarenki, zostawił swój nr telefonu i pojechał. Ostatniego dnia grudnia siedzę sobie w pracy, wchodzi młody chłopak, wykupuje godzinę i siada, zaczęłam mu sie przyglądać i tak sobie pomyślałam, że to może być on, ale nie byłam pewna, bo na zdjęciu wyglądał trochę inaczej, to ja łap za telefon i dzwonię do tego pana, mówię mu że siedzi w kafejce chłopak, który jest podobny do tego ze zdjęcia, zaczynam mu go opisywać, w co jest ubrany, pan przez telefon opisuje trochę inaczej w co był ubrany, ale mówi, cóż, nawet jakby nie miałby być to on, to ja jadę, proszę czekać (pan miał przyjechać z B. Białej). Czas leci, ja się modlę, żeby to był ten chłopak i żeby pan zdążył, kończy się godzina, którą wykupił chłopak, no to ja mu dorzucam kolejną, mówiąc, że z okazji sylwka godzina gratis, chłopak sie ucieszył. Denerwuję się, czy to on, żeby pan nie jechał na darmo. w pewnym momencie ojciec staje w drzwiach, pokazuję mu gdzie siedzi chłopak, on patrzy i... pokiwał, że to jego syn, usiadł obok niego, coś tam sobie powiedzieli, pan podziękował i wyszli. Może nic takiego nie zrobiłam, ale cieszyłam sie, że pomogłam rodzicom odnaleźć syna i ze chociaż spokojnie nowy rok spędzą razem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Izabella1991 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: 78.151.157.* 11.02.08, 23:27 Jestes przefantastyczna-Katarina-wszystkiego ,co najlepsze+wygranej w totolotka Ci zycze!Serio-moje zyczenia sie sprawdzaja,pisze to bez zadnej zawisci!Iza Odpowiedz Link Zgłoś
morula1 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 12.02.08, 01:25 miałam może z 10 lat.. było to w Kołobrzegu na wakacjach. plaża, morze.. kąpałam się w morzu, reszta rodzinki była na brzegu. zanim się zorientowałam jak daleko od brzegu odeszłam, zaczęłam się topić. Krzyczałam, machałam rękami, rozglądałam się na boki i nic. nagle poczułam że ktoś mnie mocno ścisnął w ramionach i bez słowa zaczęła zbliżać się powoli do brzegu. kiedy woda sięgała mi do kolan, tajemnicze rączki mnie puściły. Odwróciłam się, był to pan .. tak na oko 40 lat opalony, uśmiechnął się tylko i spowrotem wskoczył do wody. Nie zdążyłam nawet powiedzieć dziękuję. kiedy dobiegłam do mamy i opowiedziałam tą historię, nikt nie uwierzył, nikt nic nie zauważył.. do dziś mnie to dziwi.. przecież plaża była pełna, ratowników też nie brakowało, a mimo to.. gdyby nie ten Pan, nie było by mnie dziś. SERDECZNIE PANU DZIĘKUJĘ! :* Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jojo Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.acn.waw.pl 16.02.08, 23:06 > Zupelnie nie ma sie nad czym tu rozczulac Poprawiłeś sobie samopoczucie. Świetnie. A teraz pozwól nam dalej pisać o tym, co dobrego nas w życiu spotkało od drugiego człowieka. OK? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: !K Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.hr.hr.cox.net 13.02.08, 15:39 Stuknelam babce samochod dosc powaznie na parkingu i nawialam. Myslalam ze nikt nie widzial. Babka odnalazla mnie, zadzwonila wieczorem. Wystawilam do negocjacji ojca. Po kilku stresujacych godzinach kochany tatus doradzil mi bym zadzwonila osobiscie do babki i przeprosila. tak i zrobilam. i babka machnela reka na cala sprawe. niesamowite. nauczka na cale zycie. Odpowiedz Link Zgłoś
kichigai_ushi Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 16.02.08, 01:39 wrafajac kiedys dawno temu- w bialymstoku z inwazji mocy, wracalam z kolezanka, i dwoma chlopakiami ktorzy uratowali nas z tlumu- jakis idiota gazem pryskal i zaczelismy sie dusic, w kazdym razie idziemy tak wesola grupka w 4 osoby- bylo ciemno, bo jakos na skruty wszyscy przez pole wracali :) i w nasza strone zmierza 3 chlopakow- pomyslalam ze zaraz jakies klopoty bedziemy mieli- bo wszyscy ida do wyjscia a tylko ich troje :) w naszym kierunku. wiec zatrzymalam sie bo i oni sie zatrzymali- chwila ciszy i konsternacji- co sie dzieje... i sie ich pytam glupio - co tam? a koles podchodzi do mnie, namietnie mnie caluje i poszli dalej w swoja strone. moii towarzysze sie pytaja- znasz ich.. a ja na to skadze- nawet nie widzialam jak wygladal :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Grażyna Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.08, 22:14 W maju ubiegłego roku schodząc z Morskiego Oka wysiadła mi łękotka w kolanie, ból był straszliwy. Dwie Panie, nauczycielki ze Ślaska wlokły mnie do parkingu, znlazły srodki przeciwbólowe, wspierały i pocieszały. Nie chciały podać swego imienia,nie mogły zostać na wspólny posiłek na parkingu bo zaraz odjechałby im kursowy bus. Jeszcze raz im serdecznie dziękuję za ten bezinteresowny gest, tak potrzebny na szlaku. Życzę Wam, Kochane zdrowia Grażyna z czerwonym plecakiem Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cocainca Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.08, 17:23 pamiętam jak mialam około 10 lat, byłam nad jeziorem z bracmi, mialam takie wielkie koło-opone i niestety porawało mi ją, brat probowal gonic, ale nie wyszlo, z drugiej strony jeziora głęboko, zarośla, moglam sie juz pożegnać :(:( a ty jakis chlopak zaczął po nie płynąc całe jezioroo i to nie małe, głębokie, dosłownie ryzykując życie :D i mi je przytargał spowrotem zmęczony ale z uśmiechem :D:D Odpowiedz Link Zgłoś
lawendowata Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 18.02.08, 01:07 Kiedyś wracałyśmy z koleżanką znad jeziora, łapałyśmy stopa, nie miałyśmy raczej za dużo kasy i mimo że widząc turystycznego busa opuściłyśmy łapki, kierowca podjechał i kazał nam wsiadać. Mówimy: ale my nie mamy pieniędzy, na co kierowca bardziej zdecydowanie kazał nam wsiadać i dowiózł nas gratis do samego celu podróży, pasażerowie też nawet przyjaźnie na nas zerkali :) raz wiosną w Lublinie szłam Krakowskim Przedmieściem z bukietem chyba 21 tulipanów, na 21sze urodziny koleżanki i zaczepił mnie pan o wyglądzie za przeproszeniem menelika i poprosił o jeden kwiatek. Trochę się ociągałam, bo chciałam mieć komplet i zrobić wrażenie ;) ale pan powiedział że zobaczył te kwiaty i chciałby jeden żeby zanieść zakonnicom, bo właśnie idzie do kościoła, one mu tam szykują jakiś prowiant. Wręczyłam więc panu tulipana (w sumie sam sobie wybrał jakiś frymuśny postrzępiony z kolorowego pęczka), cmoknął mnie w rękę i bardzo wylewnie i głośno dziękował. I popędził z kwiatkiem do kościoła, aż mi się miło zrobiło ;) O ile mnie mgliste wspomnienia z dzieciństwa nie mylą, to też kiedyś od nieznajomego kwiatka dostałam, naście albo dwadzieścia lat temu - pan w autobusie siedział z bukietem glorioz (takie czerwone pazurzaste kwiatki) a ja się tak wpatrywałam w te gloriozy namiętnie że aż pan mi dał jedną :) Odpowiedz Link Zgłoś
wteklocki Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 17:36 Gość portalu: Grażyna napisał(a): schodząc z Morskiego Oka wysiadła mi łękotka ;-DDD Odpowiedz Link Zgłoś
slotna Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 23.02.08, 23:59 No co, lekotka nie moze chodzi po gorach? :D Ludzie maja monopol? -- Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy. Odpowiedz Link Zgłoś
pawel1940 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 10:53 A ja powiem tylko tyle, ze badzcie pogodnie nastawieni do zycia i rozdawajcie usmiechy, a beda Wam sie co chwile zdarzac takie sympatyczne sytuacje :-). Odpowiedz Link Zgłoś
kitek_maly Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 10:59 Co Ty masz z tymi uśmiechami? :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
i.nes Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 11:17 Kitek, to taki tick nerwowy ;P Odpowiedz Link Zgłoś
kitek_maly Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 11:26 Że niby mój? :-) Odpowiedz Link Zgłoś
i.nes Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 12:43 naszego Kondzia :) Odpowiedz Link Zgłoś
zoofka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 11:57 niecały rok temu w Warszawie, przy Grubej Kaśce podszedł do mnie żulinek, pijany ale bardzo kulturalny. Od razu mnie przeprosił, że zaczepił, i poprosił o chwilkę rozmowy. Okazało się, że do złudzenia przypominam mu jego zmarłą żonę, która w wieku 26 lat zginęła prowadząc samochód. Żona była w ciąży. Od tego zdarzenia ponoć minęło już 25 lat, i od tego czasu ten człowiek nie przestał pić. Opowiedział mi swoją historię, podziękował za wysłuchanie i odszedł. Nie moge o nim zapomnieć do dziś. Odpowiedz Link Zgłoś
funny_game Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 12:02 Jechałam kiedyś na stopa z Bieszczad w Pieniny, sama. Nie szło rewelacyjnie, bo plątałam się po jakichś bezdrożach i zastała mnie ciemność. Pomyślałam, że lepiej po ciemaku ;) stopa nie łapać, tylko sobie gdzieś przeczekać na przystanku. Ale zanim do niego doszłam zatrzymał się samochód, kierowca mnie opierdzielił, że się sama po nocy włóczę i czy ty dziecko wyobraźni nie masz?!, podwiózł mnie do najbliższej stacji PKP, kupił bilet do Nowego Targu i wcisnął kasę na jakieś żarcie, choć nie chciałam i miałam własną. I odjechał :) Ten wątek jest przepiękny i puszczam go na inne fora :) Odpowiedz Link Zgłoś
znowuwzyciuminiewyszlo Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 20.02.08, 12:10 to i ja sie dorzuce :-) 1. Zdarzenie mialo miejsce okolo 3 lata temu. Wracam ze sklepu do akademika (w Irladnii Pln.) i czuje, ze w brzuchu szykuje siepowazna plynna katastrofa i wiem, ze nie zdaze dojsc do domu gdzie w spokoju moglabym zasiasc w miejscu ustronnym. Spanikowana rozgladam sie, a tu zadnego krzaczka nawet nie ma, skrawka gdzie mozna by sie z ta hanbiaca czynnoscia ukryc - wkolo same domy. Zdesperowana mysle: mam 2 mozliwosci - kupa w majty i triumfalny przemarsz do akademika lub zapukac do kogos do domu. Z dwojga zlego wybralam opcje nr 2. Zapukalam, otworzyla mi pani ktorz akurat wycierala dzieciaki po kapieli. Powiedzialam, ze czuje sie chora i czy moge skorzystac z toalety. Wpuscila mnie od razu, a jak wyszlam dopytywala czy dobrze sie czuje i nie potrzebuje pomocy. Czuje sie jakby mi zycie wtedy uratowala :-) 2. Pan z knajpy w Mostarze (Bosnia i Hercegowina) - wpadalismy do niego codziennie na tzw burki, az pewnego razu zaczal nam serwowac te burki za darmo, dawac gratisy na sprobowanie, a jak wychodzilismy wrzucac mojemu chlopakowi piwa do plecaka - zloty facet poprostu! Wszystkim aniolom z tego miejsca bardzo dziekuje :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Izabella1991 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: 86.158.0.* 20.02.08, 20:21 Dopisze jeszcze i ja: -kiedys namietnie podrozowalam autobusami/pociagami na trasie Lidzbark Warm-Warszawa!Razu jednego wysiadlam w Lidzbarku na dworcu (autobus jechal dalej)sama,samiutenka,a za mna zaczal biec jakis nieznany mi jegomosc...ja w dluga....A tymczasem moj ex-autobus zatrzymal sie i kierowca sam z wlasnej,nieprzymuszonej woli podwiozl mnie prawie pod dom ,bo przeciez cyt.,,mogl mnie ten wariat zabic i lepiej,zebym cala i zdrowa dotarla do domu".Oby temu Panu-kierowcy kiedys sie gruba wygrana w totka przydarzyla:-))) Nie zlicze zyczliwych kierowcow zabierajacych mnie nad jezioro,czy chociazby droznikow gdzies ze srodkowej Polski,ktorzy nas nakarmili,napoili i do pociagu wsadzili,poniewaz nasz poprzedni pociag raczyl sie wykoleic(bylo to w 1986 roku,jechalismy z Czestochowy).Oby im sie w zyciu zawsze wiodlo!!! Ja sama zawsze staram sie pomoc osobom rannym,poszkodowanym,bo wiem,czym to pachnie. Jest przyslowie:,,Grosz dany w potrzebie zlotem wroci do Ciebie" Tego sie trzymam-Iza Odpowiedz Link Zgłoś
jedynataka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 21.02.08, 23:42 może nie tak efektownie, ale dla mnie bardzo ważne: byłysmy kiedyś z koleżankami nad morzem i w przecenie kupiłysmy takiego dmuchanego delfina. Natychmiast popędziłyśmy go wypróbować w wodzie. Zabawa była super, tylko w pewnym momencie wiatr zniósł go nam daleko, coraz dalej. Żadna z nas nie mogła go już dogonić. I wtedy z widzimy, że Ratownicy ze strzeżonej plaży wyruszają nam na pomoc, łódką za głupim delfinem, zabawką trzech dorosłych dziewuch. Złapali go i oddali nam. Bardzo dziękuję za to Po pracy codziennie wracam busem do domu, razu pewnego pogoda była koszmarna, lało i ziąb przejmujący, w ostatniej chwili dobiegłam do busa, a on pełniuteńki. Nastepny za półtorej godziny, no to ja uderzam w rzewny ton (choć już żadnej nadziei nie miałam), że jak to tak można taki mały bus o tej porze i w taką pogodę... Kierowca zrobił bezradną minę. No i wzruszyłam pasażerów, bo się przesunęli jeszcze kawałek i wiem, że przeze mnie cierpieli jeszcze większe niewygody, nie dość, że 1,5h stali, to jeszcze w wielkim ścisku. Bardzo im za to dziękuję. bardzo fajny wątek, dzięki :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rowerzystka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.toya.net.pl 24.02.08, 23:05 Ekstra wątek, miałam takiego doła ale teraz, po przeczytaniu wszystkich postów już się niczym nie martwię:) Kilka lat temu podczas wakacyjnych saksów w Anglii jechałam na rowerze i wpadłam z własnej winy pod rozpędzony autobus. Na szczęście byłam przytomna ale miałam porządnie rozbitą głowę i jak to w takich wypadkach bywa całe pocharatane ciało. Jacyś ludzie natychmiast się mną zajęli, wezwali karetkę i zabawiali rozmową do jej przyjazdu. Dookoła zebrał się niezły tłum gapiów. Byłam w wielkim szoku, bo nie dość że to obcy kraj a mój angielski do zaawansowanych nie należał ubzdurałam sobie coś i nie chciałam jechać do szpitala bo się martwiłam, że jak wsiądę do karetki to nie będę miała co zrobić z moim rowerem, który wciąż leżał na środku ulicy. Bałam się że on tam gdzieś na ulicy zostanie i pójdzie na straty. Cały czas myślałam tylko o tym, że wydałam na ten rower mnóstwo kasy i nie martwiłam się o swoje zdrowie tylko o ten rower. Ciągle próbowałam wstać i go do siebie przyciągnąć. Jakiś facet- Arab, który był jedym z gapiów w tym całym powypadkowym zbiegowisku wypytał mnie o mój adres i powiedział, żebym nie martwiła się o rower tylko pozwoliła zabrać się do szpitala karetką bo on mi ten rower zawiezie do domu. Zgodziłam się choć wcale mu nie wierzyłam, że będzie mu się chciało jechać przez pół miasta z moim rowerem. Ostatni widok jaki pamiętam z tego zdarzenia to jak mnie wnosili do karetki i tego Araba ładującego mój rower do jakiejś taksówki. Okazało się, że Arab był taksówkarzem, zawiózł mój rower pod wskazany adres i poinformował mojego chłopaka, który otworzył mu drzwi, o moim wypadku (mój chłopak nie miał telefonu i inaczej by się o moich problemach wcale nie dowiedział). Po kilku dniach od wypadku ten sam Arab przyjechał do mnie do domu sprawdzić jak się czuję. I pomyśleć, że wcześniej byłam uprzedzona do ludzi jego pochodzenia... Odpowiedz Link Zgłoś
margotka69 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 26.02.08, 00:04 W czasach studenckich wybraliśmy się latem do TAIZE. Niestety we Francji zepsuł nam się autokar. Kierowca wyrzucił nas w szczerym polu i pojechał szukać warsztatu. Rozbiliśmy namioty i czekaliśmy. Nie było go... 3 dni. Byliśmy brudni i potwornie głodni. Okolica była odludna, ale po drugiej stronie drogi stał domek. Jaka była nasza radość, gdy jego właściciele, domyślając się naszej trudnej sytuacji przynieśli nam wodę pitną, na której mogliśmy ugotować jeden, wspólny gar zupy (kilkoro z nas miało zupki w proszku). Zaproponowali nam również korzystanie z prysznica, i umożliwili kontakt z TAIZE, skąd braciszkowie przysłali po nas inny autokar. Ale to jeszcze nie koniec przygód i miłych zaskoczeń :) W TAIZE spędziliśmy cudowny tydzień, po czym, zgodnie z planem, zamierzaliśmy wrócić do Polski. Niestety, autokaru nie udało się naprawić (szczerze mówiąc był to stary, rozlatujący się rzęch). W Szwajcarii nagle coś z tyłu zaczęło dymić i nasz środek lokomocji rozkraczył się :( WYsiedliśmy wszyscy na jakimś pustkowiu, ściemniało się. Jakie było nasze zdziwienie, gdy zatrzymał się przejeżdżający akurat samochód osobowy i po krótkiej wymianie zdań kierowca zaproponował, że podcholuje nas (autokar!) do najbliższego warsztatu. Dodam, że byliśmy już spłukani z pieniędzy i nie mieliśmy dostatecznych zapasów żywności. W małym warsztacie w niewielkiej miejscowości ludzie za darmo doprowadzili autokar do takiego stanu, abyśmy mogli spokojnie dotrzeć do domu, udostępnili nam prysznice, a na końcu córka właścicieli wsiadła w samochód, a za pół godziny wróciła z bagażnikiem załadowanym żywnością (dla około 30 osób!!!). Wszystko to zupełnie bezinteresownie i ze szczerego serca :))) Gdy zapytaliśmy, w jaki sposób moglibyśmy się odwdzięczyć, poprosiła jedynie, aby każde z nas wysłało do nich kartkę, po tym jak szczęśliwie dotrzemy do domu. Nigdy tego nie zapomnę - to była pielgrzymka cudów :))) I jeszcze jedna sytuacja, która spotkała nas niedawno. Mąż z synkiem (3 lata) przechodząc, wstąpił na chwilę do kościoła na krótką modlitwę. Gdy wychodził, podeszła do niego wzruszona starsza pani i wcisnęła 10 zł. z prośbą, aby kupić coś synkowi. Mąż zaniemówił i zanim zdążył coś powiedzieć, pani pospiesznie się oddaliła... Pozdrawiam wszystkich ludzi-aniołów dzięki którym życie staje się piękniejsze :) Odpowiedz Link Zgłoś
janznaj Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 26.02.08, 01:47 Jesienia 2006, pare tygodni po rozpoczeciu studiow w Wawie, wracalem do Szczecina pociagiem. Niestety w zwiazku z jakimis opoznieniami w dziekanacie nie mialem jeszcze legitymacji, a jechalem za ostatnie pieniadze liczac na to, ze konduktor po rzuceniu okiem na indeks stwierdzi, ze ulga przysluguje. Oczywiscie tak sie nie stalo. Mialem do wyboru doplacic do pelnego albo przyjac kare. Opcja pierwsza z powodu braku kasy odpadala. Na moje szczescie poratowala mnie pewna pani z mojego przedzialu. Ilez ja sie jej nadziekowalem! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lidka-ateny Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.dsl.hol.gr 29.02.08, 22:55 jakies 3 tygodnie temu szefowa wyslala mnie po kawe do marketu jak wracalam ogladalam wystawe sklepowa byly tam roznosci piersionki,kolczyki i takie tam spodobala mi sie branzoletka ,weszlam do sklepu i spytalam ile kosztuje, starsza pani odpowiedziala ze 30 euro ale da mi ja za 25 ok wiec wezme 2 i podalalam banknot 50 euro, pani sie usmiechnela i wydala mi 20 euro reszty, powidziala taki prezezent ,wiec podziekowalam i chcialam isc a ona mowi poczekaj zapakuje ci w czerwone pudeleczko ,mowie nie spiesze sie a ona poczekaj chociaz woreczek na branozletki mowie nie musze isc ale ona poczekaj chwile dziewcznko pobiega na zaplecze i do kasy i podeaje mi czerwony woreczek a w srodku 5 euro to na szczescie na 2008 rok !!! rany ale sie poczulam normalnie az cieplo zrobilo mi sie na sercu wczoraj ogladalm spodnie na wystawie i podchodzi do mnie starsza pani i mowi ze nie ma na lekarstwa i bardzo prosi zebym kupila jakies chusteczki higieniczne i cos tam... nawet nie bardzo sluchalam wyciaglam portwel i dalam jej 20 euro kobieta wywalila oczy podziekowala i szybko zwiala pamietam jeszcze jedna zecz jak bylam mala i mieszkalismy w krakowie byla zima snieg po pas zimno jak nie wiem, noc wracalismy od babci (mieszkalismy wtedy w teatrze ) przed teatrem stalo duze auto na niemieckich rejestreacjach a w srodku 2 zmarznietych facetow ojciec podszedl do nich zapukal w okno i cos tam na migi tlumaczyl potem poszedl do domu zrobil 2 gorace herbaty i zaniusl im ,potem naradzali sie z mama i otworzyli teart (poczeklanie) i pozwolili im wejsc i zagrzac sie, potem jednak zmienili zdanie i zaprosili ich do nas do mieszkania dali jesc i pic ja spalam wtedy z mldszym bratem a im oddalismy nasze luzko nigdy nie zapomne jacy byli wtedy szczesliwi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fly Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.chello.pl 09.03.08, 00:26 1. Zgubiłam kiedyś futeralik z legitymacją i wszystkimi innymi dokumentami, biletem miesięcznym itd. w tramwaju. Po prostu spadł mi na podłogę. Parę dni później do domu przychodzi kobieta i mówi, że jej mama znalazła w tramwaju - a że adres był, to odniosła. Płakać mi się chciało ze szczęścia - nie tyle z odnalezionych dokumentów, co z takiej życzliwości. Że też tej pani się chciało - odnowiła się we mnie wiara w człowieka. 2. Innym razem, moja koleżanka zostawiła portfel w KFC. Zorientowała się dopiero po wyjściu i przejściu jakiś 300 metrów. Wróciłysmy tam, a pani w kasie nam mówi, że znalazł się i nawet zadzwonili do mamy tej dziewczyny - widać numer był w portfelu. To było świetne, przecież portfel każdy mógł zabrać ze stolika. 3. Jeszcze innym razem wracałam ze szkoły i zbierałam w parku liście mlecza i inną trawę dla mojej świnki morskiej. Szła wtedy jakaś pani z małą dziewczynką i zagadała mnie; pytała czy mam króliczka, bo one mają i też chodzą zielsko zbierać:) Ale mi było miło po tej rozmowie. 4. Jak byłam po Komunii i wracałam do domu przez park, szła rodzina z dzieckiem, ja idę w albie, z wianuszkiem itd. i mówią do dzieciaczka: 'Patrz, aniołek idzie'. :)))))) 5. Kiedyś w parku kupiłam sobie balonika z helem. Jakieś dziecko, młodsze ode mnie patrzyło się na niego wielkimi oczami. Dałam mu je, ale było szczęśliwe. Gdy tylko spotyka mnie coś miłego, bezinteresownie, robi mi się bardzo ciepło i miło. Tak samo jak ja zrobię coś miłego i spotkam się z wdzięcznością. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasiapil Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.aster.pl 09.03.08, 14:33 Wczoraj kupowalam w carrefourze pakiet mini-pączkow. Stoje w kolejce do kasy, juz mam placic, gdy z nienacka do ucha syczy mi grobowy glos: "Słodka rozpusta... w wielki post!" Obajrzalam sie to starowinkaze zgroza patrzy sie to na mnie, to na pączki. Baz slowa ulotnilam sie szybko przerazona tym zajsciem. Gdy opowiedzialam o tym kolezance ta mi podpowiedziala, ze trzeba bylo powiedziec "ja wierze w Allacha!". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: uj Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.08, 23:27 "dałam mu je" tzn dałas dziecko balonikowi? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marrrczyk Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.08, 14:39 W lutym jechalam po wynik egzaminu z matematyki-pewna ze nie zdalam, byl diablenie trudny.Siedzialam smutna na tyle autobusu, wszedl Pan, ktory kulal.Ustapilam mu miejsca, a on podal bilet do skasowania innemu starszemu czlowiekowi,ktory wygladal jak typowy szlachcic. Wywiazala sie miedzy nimi rozmowa na temat zyczliwosci, ze ciezko w dzisiejszych czasach o nia, o pilusudzkim, o wiedniu-ogolnie bardzo ciekawa rozmowa,ktorej milo sie sluchalo.Gdy Pan, ktoremu ustapilam miejsca zbieral sie do wyjscia usmiechnal sie do mnie i powiedzial: ten dzien bedzie dla Pani mily . Gosc od matmy powiedzial, ze obnizyl progi punktowe bo by nikt nie zdal- dostalam "trzy z dwoma"..Bylam chyba wtedy najszczesliwsza osoba w calyym krakowie!:) Pozdrawiam wszystkich zyczliwych ludzi:) Odpowiedz Link Zgłoś
marmusia Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 09.03.08, 22:40 Uczę w szkole matematyki. Kilka lat temu zagadałam się na jakimś czacie z chłopakiem, który następnego dnia miał mieć egzamin z analizy matematycznej, a zupełnie nie rozumiał wymaganego materiału. Przez cała noc rozwiazywałam i tłumaczyłam mu zadania, a nie było to łatwe z powodu nagromadzenia matematycznych symboli (nie miałam wtedy skanera ani odpowiednich programów komputerowych).Chlopak egzamin zdał, a po egzaminie przysłał mi e-mailem kartkę z ogromnym bukietem róż i podpisem, że "kiedyś zamieni je na prawdziwe". Nie potraktowałam tego poważnie, bo chlopak mieszkał za granicą, wiele kilometrów ode mnie. Bardzo sie zdziwiłam, gdy kilka tygodni później zadzwonił, mówiąc, że jest w mojej miejscowości (to mała dziura) i przywiózł obiecane róże. Było ich 100, nigdy nie dostałam tak pięknego bukietu. To było niesamowite i bardzo, bardzo miłe :). Pozdrawiam :). Odpowiedz Link Zgłoś
mtv_fan Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 10.03.08, 22:53 Tak czytalam te posty i sobie myslalam ze mnie nic dobrego mnie nie spotkalo... A jednak :) *To akurat mojego brata... Kiedy mnie jeszcze nie bylo na swiecie, moj brat byl w przedszkolu, wszystkie dzieci juz poszly a moja mama myslala ze tata go odbierze i odwrotnie ;) A mila przedszkolanka bez gadania wziela go do domu, nakarmila zupa, poczytala ksiazke az rodzice przyjechali :) *Dwa tygodnie temu zbieralam pieniadze dla mojego klubu plywania synchronicznego, pakujac siatki w supermarkecie. No i tak skonczylam pakowac dla faceta i powiedzial ze nie ma reszty i czy mam mu rozmienic 10 funtow. Nie mialam wiec podziekowal za pomoc i wrzucil mi ta 10 do kubelka :D To naprawde bylo cos bo niektorzy dawali po funta, dwa, niektorzy nic a potrzebne nam bylo 730 funtow :) *Szlam do supermarketu i usmiechnelam sie do pewnej pani. Ona sie wykrzywila na moj widok, moze miala zly dzien ale mi to popsulo humor do reszty zakupow. Kiedy wracalam jakis starszy pan sie do mnie usmiechnal i az mnie zatkalo bo zazwyczaj pierwsza sie usmiecham :) I znowu mialam dobry humor :D Odpowiedz Link Zgłoś
renatulka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 24.03.08, 04:20 jakieś 3 lata temu szczecin. plac zwycięstwa. przejście dla pieszych przed 'medicusem' /tory tramwajowe, a pozniej zebra na jezdni/ idę sobie rano do pracy, czekamy z grupką ludzi aż przejedzie tramwaj, żeby przejsc przez tory; tramwaj przejechal, wiec dziarsko wkraczam na tory. nagle w ułamkach sekundy; widzę, ze z drugiej strony nadjezdza drugi tramwaj, ktorego nie zauwazylam i ktos bierze mnie za fraki i odciąga z torów, tym samym ratując mnie przed wejsciem pod tramwaj... z tego szoku nawet nie podziękowałam... a mojej siostrze za czasow podstawowki, ze 3 czy 4 razy ktos odnosil do domu sieciówkę, ktorą kiedys notorycznie gubiła. Odpowiedz Link Zgłoś
renatulka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 24.03.08, 04:23 i jeszcze mi się przypomniało - babcia mnie kiedys zapomniała z zerówki odebrać. wiec moja wychowawczyni wzięła mnie za rękę i odprowadziła do domu ;] okazało się ze babci pomylily sie godziny Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.08, 12:50 Florencja, późny piątkowy wieczór, zmęczeni i zdezorientowani krążymy po ulicach wyładowanym po brzegi samochodem (5 osób z namiotami, śpiworami, palnikiem, żarciem itp, jednym słowem wyposazeniem na tygodniową tułaczkę po północnych Włoszech). Oczywiście nie znamy miasta, nie mamy mapy, jezdzimy trójpasmówką bez pasów ;) w nadziei ze znajdziemy jakiś kierunkowskaz na camping... Nagle rodzi sie mysl ze pojedziemy na dworzec i zapytamy w informacji. Okazuje sie ze nie jest to takie łatwe, pomimo znaków cięzko trafić gdziekolwiek. Jeżdzimy tam i z powrotem, nagle na światłach ktoś daje nam jakieś znaki... Myślimy ze chodzi o zderzak, który oberwaliśmy pare godzin wcześniej w Bolonii i który teraz trzyma się na drucie. Otwieramy okno i okazuje się ze dziewczyna z auta obok mówi czystą polszczyzną: "Hej, zgubiliście się? Pomóc wam?" Wyjasniliśmy ze szukamy noclegu... raczej taniego ;) a ona na to: "Jedźcie za nami, zaprowadzimy was" I zaprowadzili, a na miejscu zapytali w recepcji czy są wolne miejsca. Full Service :) naszymi wybawcami okazali się Włoch (jakiś general manager), Polka, i Chińczycy, którzy jechali na imprezę (wyglądali jakby już byli po starterze ;). dostaliśmy wizytówkę i kazali dzwonić jakby coś sie działo. Mam miłe wspomnienia z Florencji :) Odpowiedz Link Zgłoś
mik-mik Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 05.05.08, 18:40 Genialny watek^^ Odpowiedz Link Zgłoś
the_mariska Piękny ten wątek, aż ciepło robi na duchu... 07.05.08, 01:26 Ja też dorzucę coś od siebie :) Któregoś razu, gdy byłam jeszcze w liceum, wybrałam się na koncert juwenaliowy na lubelskim Felinie. Deszcz, błoto, tłumy ludzi, Felin to praktycznie koniec świata, jakoś w drodze powrotnej zorientowałam się, że przepadł mi portfel, a z nim pieniądze, dokumenty, bilet miesięczny... Parę dni później gdy siedziałam na lekcji, wchodzi wicedyrektor (kochany człowiek swoją drogą ;)) i zaprasza mnie do gabinetu. Ja już zaczęłam się poważnie zastanawiać, co takiego naskrobałam, wchodzę, a w gabinecie czeka na mnie zupełnie obcy pan w starszym wieku, z moim zabłoconym portfelem w ręku. Mógł go wysłać pocztą, mógł w ogóle olać sprawę, a on pofatygował się osobiście na dokładnie drugi koniec miasta do mojej szkoły. Trudno było mi w to uwierzyć. Czekałam kiedyś na pociąg na peronie Dworca Centralnego, kiedy nagle jakiś, chyba pijany człowiek, wpadł z rozpędu na tory. Do tego upadł jakoś niefortunnie i skręcił sobie kostkę tak, że nie mógł się nawet podnieść. Do przyjazdu pociągu było chyba 5 minut. Zanim zdążyłam się zorientować w sytuacji, jakiś anioł-nie-mężczyzna wskoczył na torowisko, podniósł pijaczka, skrzyknął ludzi z peronu żeby pomogli mu wciągnąć go na górę (nawet nie zdawałam sobie sprawy jak głęboko wykopane są te tory), potem zajął się nogą poszkodowanego. Po przybyciu policji i objaśnieniu im sytuacji dyskretnie się ulotnił, zanim zdążyłam powiedzieć mu, że jest dla mnie superbohaterem... A najwięcej ludzkiej życzliwości można spotkać, gdy się pójdzie na pielgrzymkę. Byłam jak do tej pory trzy razy i za każdym razem nie mogę się nadziwić ile dobra kryje się gdzieś w ludzkich sercach. Ludzie, którzy nocują nas w swoich łóżkach sami przenosząc się całą rodziną do jednego pokoju, ludzie, którzy z ostatnich rzeczy w lodówce robią pielgrzymom kolację, którzy pomimo suszy pompują wodę ze studni, żebyśmy mieli się gdzie umyć przed Jasną Górą, ludzie którzy czekają przy drodze na pielgrzymów, żeby poczęstować ich ciastkiem czy herbatą, albo ci, którzy zgarniają do swoich mieszkań po 20-30 obcych osób na obiad... Bez oczekiwania czegokolwiek wzamian. Tego się nie da opisać, to trzeba po prostu przeżyć. Zupełnie zmienia patrzenie na świat ;) Odpowiedz Link Zgłoś
mandryk Re: Piękny ten wątek, aż ciepło robi na duchu... 07.05.08, 15:35 W wojsku wybraliśmy się z kolegą do rodzinnego miasta okazją-nagła przepustka na 48 godzin. Pociąg nam uciekł, więc wymyśliliśmy, że trzeba dostać się do Żychlina i złapać autobus. Jeden kierowca podwiózł nas do jednej miejscowości, drugi do następnej. Trzeci jechał do Żychlina, ale dotarliśmy na miejsce pół godziny po odjeździe PKS-u. Kierowca w środku nocy zadeklarował, że dogoni autobus. Mógł iść do domu na kolację i spać, ale ścigał ten autobus ponad godzinę - aż dogonił! Rozklekotaną nyską zresztą. Drugi przypadek - w Rosji. Byłem opiekunem grupy dzieci na tzw. obozie przyjaźni. Obóz pionierski, las 500 km za Moskwą. Drugiego dnia skończyły mi się papierosy. Kupić nie ma gdzie. Poprosiłem Rosjanina, żeby odsprzedał mi paczkę. Oburzył się - jak to „sprzedać”? Dostałem fajki za darmo. W ciągu godziny odwiedziło mnie 12 (słownie: dwanaście osób płci obojga. Każda przyniosła w prezencie paczkę papierosów... Słowiańska dusza, czy co? Odpowiedz Link Zgłoś
agafka88 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 10.05.08, 17:34 1. Kiedyś zgubiłam w autobusie, który jechał do Warszawy legitymację. W drodze powrotnej kierowca zobaczył, że jakaś dziewczyna kupuje bilet do tej samej miejscowości do ja i poprosił ją, żeby mi tą legitymację odniosła. Dziękuję i kierowcy i dziewczynie. 2. Siedziałam sobie na lawce, a tu nagle podchodzi do mnie starsza babka i mówi: -co ty tu robisz? -siedzę. -to masz (i dała mi 8zł :D) Byłam w takim szoku, że nie zdążyłam jej oddać zanim zniknęła. 3. Pielgrzymka. Obcy ludzie zaprosili mnie (i jakąś 1/3 grupy) na mecz Wisła-Real, a sami dysktretnie się ulotnili. 4. Pielgrzymka. Sympatyczna dziewczyna o imieniu Renata zaprasza nas do siebie, po czym daje klucze do domu, zostawia pod naszą opieką 4 letniego synka i na godzinę wychodzi. Potem przegadałyśmy z nią całą noc :) 5. Anglia. Szłam sobie w biały dzień ulicą, a tu nagle zaczepił mnie jakiś koleś i nie chciał w ogole puścić, a w międzyczasie składał mi propozycje matrymonialne i nie tylko. Byłam już nieźle spanikowana, bo nie mogłam mu się w ogóle wyrwać, ale nagle ocalił mnie przemiły Anglik, przepłoszył intruza i jeszcze mnie do domu odprowadził. 6. Anglia. Jesteśmy z koleżanką na zakupach, nagle spodobał mi się śliczny półmetrowy miś. Mówię koleżance, że szkoda, że nie mam tyle kasy, żeby go kupić. A tu nagle sympatyczne małżeństwo, które sprzedawało mówi, że miś jest specjalnie dla mnie za 1ego funta :) Misia mam do dzisiaj. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bezia Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.chello.pl 11.05.08, 20:26 Ta Renata to troche tak jakby mało odpowiedzialna, co nie? Odpowiedz Link Zgłoś