IP: *.telia.com 14.09.03, 12:30


Mąż i żona ulegli bardzo poważnemu wypadkowi.
Po kilkunastogodzinnnej operacji żony do męża wychodzi lekarz
i mówi:
- Proszę Pana, na poczatek dobra wiadomość, żona operacje przeżyła.
Mąż wyraża radość.
- No tak - mówi lekarz - ale,wie Pan, muszę Pana poinformować o paru
sprawach. Otóż po pierwsze ta operacja nie jest jedyna, żona musi
przejść jeszcze bardzo poważny zabieg w specjalistycznej klinice, tego
nie refunduje Narodowy Fundusz Zdrowia, koszt operacji to okolo 70-80
tysięcy złotych. To nie wszystko, żona wymagać będzie długotrwałej, w
zasadzie dożywotniej rehabilitacji w bardzo specyficznych warunkach, nie
muszę dodawać, że nie refunduje tego NFZ, koszt miesieczny to jakieś 2
000 PLN. No i ponadto żona jako inwalida wymagać będzie
specjalistycznego sprzętu i środków higienicznych, to kosztuje jakieś
1500-2000 PLN miesięcznie, oczywiście NFZ w żaden sposób w kosztach nie
partycypuje.

Zapada cisza. Mąż osłupiały i zrozpaczony.

Wtem lekarz klepie męża w ramie i mówi:
- Eee, tylko żartowałem, żona nie żyje.

________________________________________________


Rozmawiają dwaj koledzy z pracy:
> - Franek, dlaczego szef jest na ciebie zły od tygodnia?
> - Tydzień temu była impreza zakładowa i szef wzniósł toast "Niech żyją
> pracownicy!", a ja zapytałem "Tak? A z czego?"
_____________________________________________
Obserwuj wątek
    • Gość: Kurt Re: Z zycia IP: *.telia.com 14.09.03, 12:31
      Pozbierane z emaili... DOWCIPY NA PIATEK.
      Niektore dobre...
      Niektore nie...
      Niektore w sam raz.
      Czyli... SAMO ZYCIE !!!




      Pewien soltys mówil co drugie slowo "ku***a". Za miesiac mial jechac na
      spotkanie z ministrem rolnictwa i przyswajal sobie przez ten miesiac, ze
      zamiast "kurwa" bedzie mówil "zaba". Wchodzac do gabinetu ministra potknal
      sie o dywan mówiac:
      - O... zaba!
      Minister wstaje zza biurka i mówi:
      - A skad sie ta ku***a tu wziela?

      W wiejskiej chacie rozespany chlop mówi do zony:
      - Maryska, albo zes sie odkryla, albo zes obory nie domkla...

      Wezwal gospodarz weterynarza do chorej krowy. Gdy ten przyjechal, kazal
      chlopu patrzec pod ogon, sam zas zaglada do pyska:
      - Czy pan mnie widzi?
      - Nie.
      - To pewnie bedzie skret kiszek.

      - Jagusia! - krzyczy gospodyni. - Dalas krowom?
      - Nie, oborowemu

      - Kupilem bardzo tanio dwadziescia hektarów ziemi - mówi gospodarz do zony -
      tyle tylko, ze ona caly czas ciagnie sie pod gore...
      - A to teraz rozumiem - zauwaza gospodyni - dlaczego nasz kon powiesil sie w
      stajni.

      - Gosposiu, gdzie jest twój maz?
      - Poszedl karmic swinie.... ale rozpoznacie go latwo, bo jest w kapeluszu.

      - Widzialem zyrafe.
      - A jak ona wyglada?
      - A widziales konia?
      - No!
      - To wyglada jak kon, tylko ma dlugasna szyje.
      - Aha. I co jeszcze?
      - Widzialem hipopotama.
      - A jak on wyglada?
      - A widziales konia?
      - No!
      - To wyglada jak kon, tylko gruby, ma kroki nózki, szeroki pysk i w wodzie
      siedzi.
      - Aha. I co jeszcze?
      - Widzialem weza.
      - A jak on wyglada?
      - A widziales konia?
      - No!
      - No to ten waz ni ch**ja do konia nie podobny.

      Spotykaja sie dwa konie, jeden z nich slepy.
      Pyta ten zdrowy slepego :
      - startujesz jutro w gonitwie ?
      - nie widze przeszkód.

      Do zasluzonego górnika przychodzi pani redaktor z TV:
      - Naczelny zaproponowal mi, abym przeprowadzila z panem, jako chluba naszego
      przemyslu wydobywczego, wywiad w TV. - mówi ona.
      - Och, nie wiem czy podolam... - zaskoczony górnik nie wie co powiedziec.
      - Nie ma problemu, wystarczy ze poprawi pan odpowiednio wypowiedz w momencie
      gdy chrzakne porozumiewawczo. Moze zawyzy poniektóre wskazniki??? - sugeruje
      pani redaktor.
      Ostatecznie górnik zgadza sie. Po paru dniach spotykaja sie w programie.
      - Oto przedstawiam Panstwu najbardziej zasluzonego pracownika wydobycia.
      Przed Panstwem Józef Krympala.
      Rozpoczyna sie wywiad:
      - Panie Józefie, jak tam wygladalo wydobycie w tym miesiacu?
      - O, w tym miesiacu wydobylem okolo 25 ton wegla...
      - Hrrrmmm... - wtraca znaczaco pani redaktor.
      Górnik orientuje i w sytuacji:
      -...oczywiscie dziennie! Sumarycznie wyszlo to w okolicach 700 ton.
      - To doskonale! A jak tam rodzina? Tak doskonale pracujacy czlowiek ma z
      pewnoscia liczna rodzine?
      - Mam jedno dziecko...
      - Hrrrrmmm...
      -... oczywiscie to brata, sam wychowuje pietnascie cudnych malenstw.
      - Jakze wspaniala rodzina! A jakie ma pan hobby?
      - Slucham?
      - No, zainteresowania, konik...
      - Czternascie centymetrów...
      - Hhrrrrmmmmm!!!
      -...oczywiscie w zwisie, bo jak stanie to pol metra...

      (Uwaga : slaski slowniczek: gerdiny - firanki, bryle - okulary)
      Stopko sie Gardo z Trudom:
      Gardo: Rude, Ty es kup nowe gerdiny bo ja wszystko widza co Ty ze swoim
      tarym wyrobisz...
      Rude: A Ty es kup nowe bryle, bo ja nie ze swoim wyrobom ino z Twoim.

      Alojz skonczyl robota, ale nie chcialo mu sie dzwigac lopaty, wiec zostawil
      ja na podszybiu, a na lopacie napisal: "Rancik, wez mi na wierch lopata, bo
      ech jej zapomniol".
      Nastepnego dnia zjezdza na dol., lopata dalej stoi, a obok napis:
      "Alojz, nie gorsz sie, ale jo jej nie widziol".

      Puzdra i Kwiczol pracowali w kopalni. Pewnego dnia Puzdra skonczyl wczesniej
      i zostawil wiadomosc koledze na scianie:
      "Kwiczol jak bedziesz tedy szedl to zabierz moja lopate, bo oj musze juz
      isc".
      Na drugi dzien. Puzdra przychodzi do pracy i czyta napis na scianie:
      "Puzdra nie wziolem twojej lopaty bom tedy nie przechodziol - Kwiczol".

      - Wiecie co dostaje górnik po smierci?
      - 3 dni urlopu, a potem z powrotem pod ziemie...

      Górnik Ciek po raz pierwszy wyjechal ze swoja Truda nad morze. Wchodzi na
      plaze i mówi do zony:
      - Ku***a, Ruda, patrz ile tej wody! Ku***a, Ruda, patrz jakie piekne drzewa!
      Ku***a, Ruda, patrz ile tu ludzi!
      Podchodzi Ostek:
      - Pan jest ze Slaska?
      - Tak, a skad pan poznal?
      - No po tej ku***ie.
      - Widzisz, ku***a, Ruda, na tobie to sie kazdy pozna, nawet taki, ku***a,
      Ostek.

      Pewien facet zostal czlonkiem bardzo eksluzywnego klubu.
      Podczas pierwszej wizyty na postnowil sie troche rozejrzec.
      Rozebral sie i poszedl na spacer. Po drodze zauwazyl rewelecyjna
      blondynke i momentalnie mu stanal. Blondynka to zauwazyla podeszla i pyta:
      "wzywal mnie pan?"
      Facet na to: "nie, o co chodzi??"
      Blondynka usmiechnela sie i mówi " pewnie jest pan tu nowy. Tu jest taka
      zasada ze jak komus stanie to znaczy ze mnie wzywal"
      Nie bawiac sie w dalsze wyjasnienia blondyna zrobila gosciowi loda.
      Facet uchachany idzie dalej mysli sobie ze warto by bylo saune tez zwiedzic.
      Tak wiec wszedl do sauny usiadl sobie i pierdnal. Po chwili pojawil sie
      wielki zarosniety koles i pyta: "wzywal mnie pan?"
      Facet na to: "nie, o co chodzi??"
      Zarosniety koles usmiechnal sie i mówi " pewnie jest pan tu nowy.
      Tu jest taka zasada ze jak ktos pierdnie to znaczy ze mnie wzywal"
      Nastepnie nie bawiac sie w dalsze wyjasnienia koles wyruchal
      nowego czlonka klubu. Obolaly facet idzie do biura klubu gdzie wita go
      usmiechnieta recepcjonistka "czym moge sluzyc?"
      Facet na to "Tu moja karta czlonkowska i klucz do szafki na ubrania.
      Mozecie zatrzymac 500$ wpisowego" recepcjonistka na to:
      "Ale jest pan tu dopiero od kilku godzin nawet nie poznal pan naszych
      wszystkich atrakcji!!!"
      "Sluchaj paniusiu mam 58 lat. Staje mi raz na miesiac, ale pierdze
      przynajmniej trzydziesci razy dziennie..."

      Zatrzymuje policjant studenta, legitymuje go, otwiera dowód i czyta:
      - Widze, ze nie pracujemy.
      - Nie pracujemy - potwierdza student.
      - Opieprzamy sie... - mówi dalej policjant.
      - Ano, opieprzamy sie - potwierdza student.
      - O! Studiujemy... - rzecze policjant.
      - Nieeee, tylko ja studiuje. - odpowiada student.

      Pielegniarka w szpitalu pyta dziadka:
      - Przepraszam, ile tak wlasciwie ma pan lat?
      - 80 - odpowiada dziadek.
      - Ooo, nie dalabym panu.
      - A ja nie smialbym prosic.

      Jechal facet samochodem. Nagle mu sie zachcialo do toalety. Dojechal do
      najblizszej stacji benzynowej i udal sie wiec za potrzeba. Kiedy juz
      siedzial na sedesie, uslyszal jak ktos wchodzi do kabiny obok. Po
      chwili z tejze kabiny dobieglo pytanie:
      - Czesc, co tam u ciebie slychac?
      Facet glupio sie poczul, na ogól nie rozmawial z obcymi i to jeszcze w
      takim miejscu, ale niepewnie odpowiedzial:
      - Nic, wszystko w porzadku.
      - Sluchaj, a powiedz mi co zamierzasz tutaj zrobic?
      - No, nie wiem - facet coraz bardziej czul sie skrepowany.
      - A gdzie jedziesz?
      - Do Gdanska, a potem wracam do Katowic.
      - Wiesz co, zadzwonie do ciebie pózniej. Jakis idiota obok odpowiada na
      wszystkie moje pytania!

      Facet, który przyszedl do fryzjera i zamówil golenie, skarzy
      sie, ze ostatnio na policzkach pozostaly mu kepki zarostu. Fryzjer
      odpowiada, ze ma sposób na dokladniejsze golenie i wyciaga z szuflady
      drewniana kulke. Kaze ja facetowi wlozyc w usta i rzeczywiscie,
      perfekcyjnie goli naprezona w ten sposób skóre policzków. Zadowolony z
      efektu klient placi za usluge i szykujac sie do wyjscia pyta:
      - A co by sie stalo, gdybym przez przypadek polknal te kulke?
      - Nic strasznego - uspokoil go fryzjer. - Przynióslby pan ja jutro,
      wszyscy tak robia.

      Pewien facet przeczytal ksiazke o asertywnosci i postanowil to
      wypróbowac na zonie. Nie wrócil jak zazwyczaj zaraz po pracy do domu,
      tylko poszedl z kumplami na piwo. Ok. 19.00 puka do drzwi, zona mu otwiera
      a on:
      - Sluchaj, skonczylo sie babci sranie! JA jestem w tym domu panem! JA mowie,
      a ty sluchasz, jasne? Zaraz biegusiem podasz mi kapciuszki, obiadek, potem
      zimne schlodzone piwko, i nie obchodzi
      • Gość: Ivan Re: Z zycia--ruskie IP: *.telia.com 14.09.03, 12:33
        Gostek przychodzi do teatru z piwem i rybą. Siada, patrzy, a tu dookoła tyle
        ludzi... Pić jakoś tak niewygodnie i piwa nawet nie ma jak otworzyć. Nagle
        sąsiad z prawej do niego:
        - Pan pierwszy raz w teatrze?
        Gostek:
        - No.
        Sąsiad:
        - Piwo o podłokietnik Pan otworzy.
        Gostek tak i zrobił i pije z uśmiechem, ale potem myśli sobie co by z tą rybą
        zrobić. I tu sąsiad z lewej do niego:
        - Pan pierwszy raz w teatrze?
        Gostek:
        - No.
        Sasiad:
        - Ma Pan program przedstawienia przecie - ryba niech se Pan na im położy i już.
        Gostek siedzi, piwo pije i rybę wpieprza, ale tak coś go pęcherz uwiera a
        wyjść niewygodnie jakoś niby w pierwszym rzędzie... Ale tu sąsiad z tyłu do
        niego:
        - Pan pierwszy raz w teatrze?.
        Gostek:
        - No.
        Sąsiad:
        - Przecież my na balkonie jesteśmy, wiec wstań se Pan i lej na parter.
        Gostek wstał i leje. No ale tam w dole podnosi się łysy na którego głowę się
        odlewał i krzyczy do niego:
        - Pan pierwszy raz w teatrze czy jak?
        Gostek:
        - No.
        Łysy:
        - No to nie lej Pan w jedno miejsce co!!!

      • Gość: Serioza Re: Z zycia-ruskie IP: *.telia.com 14.09.03, 12:34


        Anegdota: Stanisławski i Niemirowicz-Danczenko spacerują po korytarzu Teatru
        Artystycznego. Nagle pojawia się biegnacy bardzo szybko student, zwala ich z
        nóg, po czym zaczyna przepraszać. Na to Niemirowicz-Danczenko:
        - Młody człowieku, co ty sobie wyobrażasz?! Latasz jak szalony po świątyni
        sztuki! Przed tobą jeden z najlepszych na świecie reżyserów i pedagogów. A ja,
        wasz pokorny sługa też niemało zrobiłem dla sztuki. Powinien się Pan zapaść po
        ziemie ze wstydu!!!
        Student czerwieni się, potem blednie, no koniec jakby znikł lub stał się
        niewidzialnym. Wtedy Niemirowicz-Danczenko odwraca się do Stanisławskiego i
        mówi:
        - Konstantin Siergiejewicz, w czym to nam tak bezpardonowo przerwano? Ach, tak:
        wiec, biorę ją rozumiesz, kompletnie pijana.. za dupę..


      • Gość: Alosza Re: Z zycia-ruskie-wojskowe z wyzszych sfer IP: *.telia.com 14.09.03, 12:36

        , oto wasz miecz." Niestety biedny aktorzyna miał na pieńku z suflerem, który
        go bardzo nie lubił i ciągle podpowiadał "Balachujew", dodając za każdym razem
        od siebie: "Skompromitujesz i więcej żadnej roli ci nie dadza!".
        Młodziejaszek chodził więc tylko i powtarzał "Balabujew, Balabujew" i nic
        tylko "Balabujew". W końcu nadeszła podniosła chwila premiery. Aktor na scenie
        zbiera się do wypowiedzenia swej kwestii. Oślepiony promieniami reflektorów
        podaje miecz głównemu bohaterowi, jednocześnie groźnym i dumnym wzrokiem
        patrząc na suflera. Wreszcie zaczyna: "Balabujew (tu uśmiech na twarzy), oto
        wasz ch.j"

        Rosja. Wiek XIX. Pociąg Moskwa - Petersburg. Przedział sypialny. Na dolnej
        półce śpi generał, na górnej - pop, a po przeciwległej stronie żona popa i
        córka. U samej góry śpi jeszcze ordynans generała. I tak, w środku nocy
        ordynans ów zeskakuje z półki i głośno melduje:
        - Panie generale, się odleję.
        Po czym wychodzi. Rozbudzony pop z oburzeniem zwraca się do generała:
        - Panie generale, jak można? Na co on sobie pozwala? Pan przecież jest generał,
        co krew za ojczyznę przelewał, cała piers w medalach, a ten tu do pana - "się
        odleję"?! To ja, sługa boży, łysiny się dorobiłem każdego dnia i każdej nocy
        prosząc Boga o wybaczenie panu wszelkich grzechów, a ten przy mnie - "się
        odleję"?! Tu żona moja, całe życie mi poswieciła, jako młodziutka kobieta
        wyszła za mnie za maż, a ten w jej obecności - "się odleję"?! Córka małoletnia
        jeszcze, dziewica niewinna, duszyczka nieskazitelna, a ten przy niej - "się
        odleję"?!!! Jak można?! Jak on śmie?!!! Niech się pan rozprawi z nim po
        wojskowemu, panie generale!!!
        Wraca ordynans:
        - Panie generale, legnę - się odlałem już.
        - A to ty, ćwoku niemyty, palancie przebrzydły!!! Ja według ciebie to kto? -
        Psi ogon czy generał, co krew za ojczyznę przelewał, pierś cała w medalach... a
        ty tu do mnie - "się odlałem"?! A to kto według ciebie jest? - Koński placek
        czy łysina sługi bożego, co każdego dnia i każdej nocy modli się o wybaczenie
        nam pierdzielonych grzechów... ty przy nim - "się odlałem"?!! No a tu kto, do
        cholery? - Ku.ew przydrożna czy żona wielebnego, co całe życie mu poświeciła i
        jako nastolata za maż za niego wyszła dupy swej nie dajac sasiadowi.. a ty w
        jej obecności - "się odlałem"!!! A to, no kto to jest według ciebie? - Szkapa
        wyje.ana czy córa popa grzechu nie znajaca, co do mordy jeszcze nie brała.. a
        ty przy niej "się odlałem"?!!! Spierd.laj na górę i zakaz odlewania się do
        samego Petersburga !!!!

        • Gość: kaska Do ALOSZY, SIERIOZY I WANIUSZKI IP: *.25.57.203.Dial1.Phoenix1.Level3.net 05.10.03, 07:41
          Pisz cos jeszcze, sa wysmienite, skad masz takie majstersztyki? Pozdrowionka
      • Gość: Waniusza Re: Z zycia IP: *.telia.com 14.09.03, 12:37

        Moskwa, połowa lat 20-tych. Zima. Piździ. Nastoletni chłopiec bawi się
        śnieżkami na podwórku. Nagle słychać dźwięk rozbitego szkła. Wybiega typowy
        rosyjski dozorca z miotłą - srogi, ze
        świńską mordą, ubrany w waciak i uszankę. Zaczyna biec za chłopakiem. A ten
        uciekając tak sobie myśli: "Po co, no po co to wszystko? Po co, skoro ja już
        dawno nie jestem małym chłopcem.
        Po co te śnieżki i ci koledzy z podwórka? Odrobiłem już lekcje, wiec czemu nie
        siedzę w domu i nie czytam książki mojego ulubionego pisarza Ernesta
        Hemingwaya?"
        W tym samym czasie. Hawana. Ernest Hemingway siedzi w swoim gabinecie w
        podmiejskiej willi. Kończy własnie kolejna powieść, rozmyśla: "Po co, no po co
        to wszystko? Jak mi wszystko już obrzydło, ta cała Kuba, te plaże, banany,
        trzcina cukrowa, te upały.. Pije jakiś syf z marynarzami lub staram się nadać
        nutę romantyzmu cuchnącym rybakom. Czemuż nie jestem w Paryżu i nie
        siedzę ze swoim najlepszym przyjacielem Andre Maurois w towarzystwie dwóch
        pięknych kurtyzan, popijając poranny aperitif i debatując o sensie życia?"
        W tym samym czasie. Paryż. Andre Maurois leży w swojej sypialni, spogląda na
        kurtyzanę, myśli: "Po co, no po co to wszystko? Jakże ja ma dosć tego Paryża,
        tych gruboskórnych Francuzów, tej
        wieży Eiffla z której ptaki srają mi na głowę. Upijam się każdego dnia,
        głupieje od tych dziwek i dymu papierosów. Dlaczego nie jestem teraz w Moskwie,
        gdzie chłód i śnieg? Czemu nie siedzę teraz z moim przyjacielem Andriejem
        Płatonowem przy
        stakańciku wódki, rozmawiając o wieczności...?"
        W tym samym czasie. Moskwa. Zima. Piździ. Andriej Płatonow w waciaku i uszance
        goni jakiegoś wyrostka powtarzając sobie w myśli: "Jak go złapię to zaj**ię,
        zaj**ię ja psa!!!`

        Amerykaniec, Żabojad i Ruski opowiadają najpiękniejszy dzień swojego życia.
        Amerykaniec: Siedzę w swojej willi i sączę whiski on the rocks,
        a tu nagle dzwonek do bramy. Otwieram, melduje się kurier:
        - Mr. John Smith?
        - Yea
        - Wygrał pan miliard dolarów na loterii
        Żabojad: Siedzę w moim apartamencie, sączę wino z dobrego rocznika, a tu
        dzwonek do drzwi. Otwieram - stoi przede mną przepiękna, seksowna kobieta:
        - Moinsieur Jean Pitol?
        - Łi
        - Ja do pana z propozycją intymną, natychmiast musimy pójść razem do łóżka
        Ruski: Siedzę w kiblu i sączę mój ulubiony zacier na ogórcach, a tu walenie do
        drzwi wejściowych. Otwieram, stoją jakieś dwa typy w wielkich kapeluszach,
        ciemnych okularach, z postawionymi kołnierzami płaszczy:
        - Iwan Igorowicz Kowaliow?!
        - Niet. Piętro wyżej!

        Rosja. Lata 70-te. Kamienica w Moskwie. Wspólna ubikacja dla całej klatki
        schodowej. Ktoś notorycznie rozsmarowuje fekalia (żeby nie powiedzieć "gówno" )
        po ścianach kibelka. Mieszkańcy w końcu nie wytrzymali i zorganizowali
        zebranie. Jeden z mieszkańców:
        - Nie no, tak dłużej być nie może! Trzeba to skoczyć natychmiast! Czy ktoś ma
        jakiś pomysł, kto może robić te świństwa?
        Głucha cisza... Wszyscy intensywnie myślą. Nagle rękę podnosi głupi Wania i
        mówi:
        - Ja chyba wiem kto to robi. To profesor z pierwszego piętra.
        - A dlaczego tak myślisz Wania?
        - Bo tylko on myje ręce po wyjściu z ubikacji!

    • Gość: Dzidka Re: Z zycia IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 14.09.03, 14:28
      - Jak się macie, pielęgniarki? - zażartował premier Miller.
      - Dobrze - zażartowały pielęgniarki.

      Dz

      Oczywiście w oryginale był to inny gensek i inna branża, co swiadczy niestety o
      ponadczasowości pewnych anegdotek....
      • Gość: Dick Re: Z zycia , stare ,ale ciagle pasuja IP: *.telia.com 17.09.03, 14:27
        > Na srodku oceanu spotykaja siê 3 rekiny.
        > > > 1 rekin mówi:
        > > > - psiakrew, zezarlem jednego Francuza. Byl taki wyperfumowany, ze
        > eppp...
        > > do
        > > > tej pory czkam
        > > > woda koloñska.
        > > > 2 rekin mówi:
        > > > - to nic, ja, cholera, zezar³em jakiegos Rosjanina, chyba to byl
        > general,
        > > do
        > > > tej pory w
        > > > brzuchu mi jakies zelastwo, dzyñ dzyñ... niby te jego medale brzêcza
        i
        > > ryby
        > > > ploszê...
        > > > a trzeci rekin na to:
        > > > - to jest wszystko nic, koledzy! Ja zezarkem tydzieñ temu jakiegos
        > > polskiego
        > > > posla, taki
        > > > mial pusty leb, ze siê zanurzyc do tej pory nie mogê...
        > > >


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka