Dodaj do ulubionych

Wasze szczególne przypadki roztargnienia :)

    • Gość: Aneciorka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 16.12.03, 01:45
      To ja o mojej mamie. Nie wiem czy można uznać to za roztargnienie ale na pewno
      za zabawną pomyłkę. Od ośmiu lat nie mieszkam z rodzicami, mieszkam w innym
      mieście. Od czterech miesięcy jestem mężatką. zanim wyprowadziłam się do męża
      mieszkałam z przyjaciółką Sylwią i jej chłopakiem Pawłem. Brat mojego męża też
      ma na imię Paweł i mieszka z nami. Czekałam na telefon od mamy jedrn dzień,
      drugi, tydzień w końcu zadzwoniłam sama. Mama obrażona, że więcej nie zadzwoni
      bo się z bratem mojego męża dogadac nie może... bo on mówi że ja juz tu nie
      mieszkam. zgadnijcie gdzie zadzwoniła i z jakim Pawłem rozmawiała? Hihi i nie
      dała mu się przkonać, że rzeczywiście, tam już nie mieszkam :)
    • Gość: galare Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.03, 10:01
      Mój czarny kot wychodzi na dwór i czasmi muszę zejść po niego (często wraca
      sam). Któregoś wieczora wychodzę, widzę że kot siedzi pod drzwiami, ucieszona,
      że nie muszę go nawoływać, prosić o powrót do domu, wzięłam go na ręce i
      zaczęłam sztorcować, że gdzieś zapodział obrożę. Otwieram drzwi. W tym samej
      chwili słyszę miałczenie kota u moich nóg. Patrzę w dół: mój kot (miał obrożę),
      patrzę na ręce: no też czarny. Kotom w ciemności świecą się oczy - u obu kotów
      oczy były wielkie i świecące. Rzec by można, że u obu zobaczyłam duże, duże
      zdziwienie (o ile to właściwe określenie dla kotów: miały karpika). Szybko
      zamieniłam koty i wróciłam do domu. Mój kot jeszcze przez parę dni był
      baaaardzo nieufny.
      Na moje usprawieliwienie: byłam zmęczona, a poza tym wszystkie koty w
      ciemnościach są podobno takie same...
    • Gość: Anika Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 195.117.187.* 16.12.03, 14:25
      Dzwonie do domu zeby uprzedzic mame, ze sie spoznie:
      Ja: Czesc mamo, tu Anka.
      Mama: Jaka Anka?
      (Dodam, ze jestem jedynaczka, wiec raczej latwo sie polapac)

      Pewnego dnia wpadlo do mnie kilka osob. Robiac herbate przez pomylke ja
      posolilam. Komentarze byly niewybredne :)

      W przerwie miedzy wykladami wyszlysmy z kolezanka na papierosa. Tak sie
      zagadalysmy, ze przez piec minut "zaciagalam sie" niezapalonym papierosem. Nie
      moglam dojsc co znacza dziwne spojrzenia ludzi :).

      Pewnego razu, jeszcze w liceum, na sprawdzianie z angielskiego (mialam dwa
      jezyki - angielski i niemiecki) przetlumaczylam zdania na niemiecki.

      Siedze na zajeciach i mysle o niebieskich migdalach. Wykladowca zwraca sie do
      mnie z jakims pytaniem.Ja: Dzien Dobry ;).
      • Gość: pm Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.08, 00:06
        robiłem ciasto na drożdżach do pizzy. pokruszyłem drożdże, dodałem ciepłego
        mleka i cukier. czekam kilka minut drożdże nie rosną... czekam jeszcze chwilę
        nic... bez zmian. okazało się, że zamiast cukru dodałem soli :( na
        usprawiedliwienie byłem w obcej kuchni więc pojemniczki pomylić mogłem
        spokojnie, ale żeby nie zauważyć, że to jednak nie ta wielkość ziaren?!
    • Gość: zlota_rybka Roztargnienie grupowe :)) IP: *.laser.com.pl 16.12.03, 16:03
      Rzecz miala miejsce podczas obozu harcerskiego. Dodam tylko, ze nie bylismy juz
      dziecmi, wiec nie powinno nas spotkac cos takiego jak roztargnienie - tym
      bardziej grupowe :)Co dwa dni byl przeprowadzonany poranny apel na ktorym
      trzeba bylo stawic sie w calym umundurowaniu. Apel rozpoczynal sie o nieziemsko
      dla nas wczesnej porze, bo o 7 rano! Po calonocnym "debatowaniu" podbudka przed
      7 byla dla nas czyms niewykonalnym. W efekcie caly zastep notorycznie spoznial
      sie na takowe apele i z tegoz tez powodu biegalismy karnie po lesie przez cala
      nastepna godzinke :))
      Jednak pewnej nocy powstal plan, aby zbuntowac sie przeciwko "nieuzasadnionym"
      karom i postanowilismy pokazac wyzszosc naszego zastepu. Nastepnego ranka
      zerwalismy sie juz o 6 nad ranem i w pelnym rynsztunku, zgodnie i rowno jak
      nalezy wyruszylismy na plac apelowy. Czekamy na pozostalych, pelni dumy i
      wyzszosci! Mija 10 min, nastepne 10 min................a tu nic, nikt nie
      nadciaga. Smiejemy sie wszyscy, ze jednak nie tylko my nie potrafimy wstac na 7
      rano. Nagle na horyzoncie pojawiaja sie pierwsi osobnicy......ale ubrani w
      cywilne ciuszki!!! Osoby te z kolei patrza na nas jak na jakichs
      niedorozwinietych (nie obrazajac ich). Co sie okazalo .....tego dnia nie bylo
      apelu :)))
      P.S. Dodam tylko, ze nastepnego dnia, kiedy mial odbyc sie apel, nasz zastep
      jak zwykle sie spoznil :)))I do konca obozu juz tak pozostalo, ze zastep drugi
      biegal karnie po calym lesie.
      Do dzisiaj nie wiemy jak caly zastep mogl ulec grupowemu roztragnieniu:))
    • Gość: zlota_rybka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.laser.com.pl 16.12.03, 16:19
      A teraz cos bardzo swiezego:))
      Wczoraj wieczorem jak zwykle wyszlam na spacer z moim pieskiem, a ze bylo
      bardzo zimno i wietrznie, nie mialam zamiaru z nim zbyt dlugo spacerowac. A
      pies jak na zlosc chodzi, wacha i sam nie wie czego chce! Ja juz bardzo
      zirytowana jego zachowaniem chcialam go zmusic do zywszej reakcji wiec
      krzyknelam:
      - Jarek rusz sie w koncu!!!
      Dodam tylko, ze takie imie nosi moj chlopak!!! A moj piesek, dokladnie suczka
      wabi sie Kaja. Obejrzalam sie tylko, czy nikt mnie nie slyszal i wybuchnelam
      niekontrolowanym smiechem. Coz, dobrze ze moj luby tego nie slyszal :))
      • dombir Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 02.01.04, 15:05
        Na początek kilka informacji geograficznych: mieszkam w Gliwicach, studiuję w
        Łodzi (fajnie, nie?), a mój kumpel, o którym dalej, mieszka na uboczu Katowic.
        Niedawno byłem na ślubie moich znajomych, gdzie występowałem w roli Nadwornego
        Fotografa. Ponieważ mój sprzęt foto do najlepszych nie należy, a w razie
        jakiejś awarii ciężko byłoby mi namówić znajomych, by zehcieli powtórzyć
        ślub, "bo zdjęcia trochę nie wyszły", więc pożyczyłem od kumpla z Katowic jego
        Minoltę. Następnego dnia, jadąc do Łodzi, miałem raniutko do niego wpaść i
        oddać aparat. Tak więc zwlekłem się z łoża 2 godziny wcześniej, tłukę się PKP
        do tych katowic, potem jeszcze parę przystanków tramwajem, mały spacerek i już
        jestem u niego. Poszło nawet dość szybko, więc mam sporo czasu do następnego
        pociągu. No to co? Robimy sobie jakie śniadanko, gadka itp. Na koniec pomogłem
        mu jeszcze wyrzucić na śmieci jakąś szafę, której chciał się pozbyć i w drogę.
        Znów spacerek, parę przystanków tramwajem i... oczywiście na pociąg spóźniłem
        się jakieś 30 sekund. Na zajęcia nie było już sensu jechać, bo następny pociąg
        za parę godzin dopiero. Zwróciłem zatem bilet w kasie (oczywiście potrącili mi
        te 10%) i siedząc i czekając na pociąg powrotny do domu myślę próbuję
        zanalizować genezę popełnionego przeze mnei błędu. "No fajnie, byłem u Jaca,
        zeżarliśmy sobie jajeczniczkę itd... ale w zasadzie to po cholerę ja tam wogóle
        jechałem?... zaaaaraz..." I tu przypomniało mi się o Minolcie leżącej grzecznie
        w plecaku. Najlepsze jest to, że kumpel nie zorientował się jak debilne było
        całe zajście nawet wówczas, gdy zobaczył mnie pod swoimi drzwiami poraz drugi,
        za jakieś 45 minut. Myślał, że zapomniałem coś zabrać. Koniec końców zostałem u
        niego jeszcze na obiad. :)
        • Gość: ultra75 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 207.159.92.* 04.01.04, 16:22
          Jako osoba posiadajaca wybitnie tragiczna orientacje w terenie i do tego czesto
          bujajca w oblokach przygod komunikacyjnych typu "jazda nie tym
          pociagiem/autobusem/tramwajem" lub "wysiadanie na totalnie nieodpowiednum
          przystanku" mialam cale mnostwo. X razy tez zdarzalo mi sie, ze mialam po pracy
          jechac np. do rodzicow (jest po drodze) albo do jakiegos sklepu, a nagle
          uswiadamialam sobie ze... jestem pod swoim domem - ja wtedy zawsze mowie, ze mi
          sie autopilot wlaczyl :-). Kiedys mialam zawiesc przed pojsciem do pracy jakies
          materialy na zaliczenie na uczelnie i nawet udalo mi sie odpowiednio wczesniej
          wstac, zeby sie nie spoznic, z czego bylam bardzo dumna :-). Nic z tego jednak
          nie wyszlo, bo w polowie "drogi do pracy" zorientowalam sie, ze... jade
          dokladnie w przeciwnym kierunku, czyli do domu! No coz, AUTOPILOT.
          Z moich wczesniejszych wyczynow:
          1. Raz udalo mi sie zamknac wlasnego faceta w domu - zamek typu GERDA.
          Wychodzac razno do pracy (on wstawal pozniej) wyciagnelam po prostu jego klucze
          z zamka od wewnetrznej strony i wlozylam do kieszeni, a drzwi zamknelam swoimi.
          Dopiero szukajac kluczy do biura zorientowalam sie, ze cos mam tych kluczy za
          duzo :-). Dobrze, ze znalazl zapasowy komplet w domu.
          2. Nowiutkie auto zostawilam na caly dzien pod praca z kluczykami w stacyjce...
          Komentarz kolegi: trzeba bylo jeszcze dowod rejestracyjny polozyc na
          siedzeniu :-)
          3. Notorycznie zostawiam rozne rzeczy w autobusach i pociagach - najbardziej
          zalowalam prawie nowego garnituru + koszule + krawaty, ktory pojechal do
          Budapesztu :-(
          Pozdrowienia.
          • maga19 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 07.01.04, 20:14
            Ja opisze przypadki mojego meza (byl jeszcze dzieckiem:)-no nastolatkiem:
            1.Jednego roku byl na koloniach, mial tam kolege, ktory takze jak moj maz
            lubil grac w szachy, znajac rozne szchowe posuniecia(chyba tak to sie nazywa),
            czesto sobie rozmawiali na ten temat. Kiedy maz pojechal w roku nastepnym na
            kolonie (organizowane przez te sama instytucje) od razu w autokarze dosiadl
            sie do tego kolegi, zaczynajac rozmowe od pytania, czy nandal gra w szachy i
            jak nauka posunela sie-gadal tak przez pol godziny. Potem zauwazyl, ze
            rozmowca ma jakas dziwna mine i w ogole sie nie odzywa-nic dziwnego-dosiadl
            sie do chlopaczka, ktorego widzial pierwszy raz w zyciu (ale tamten byl tak
            podobny do tego z roku poprzednaiego). Tez byl miala dziwna mine:)
            2.Maz mial jechac na zakupy z kolega, wzial do kieszeni 2xpo 100zl(na stare),
            ale okazalo sie, ze jego kolega musi cos jeszcze zrobic w domu, wiec maz
            poszedl na hustawke. Wracajac z niej znalazl na ulicy dwa banknoty stuzlotowe
            i ucieszyl sie, ze ma juz cztery stowy, siegnal do kieszeni i okazalo sie, ze
            nie ma tam 200 zl. No i sie domyslil - idac na plac zabaw zgubil te dwie
            stowki, a wracajac znalazl je:)
            pozdr.
          • ollgivanna Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 23.04.05, 14:37
            Mnie się ostatnio włączył autopilot, kiedy miałam się spotkać z Ukochanym w
            kawiarence Czekolada na Brackiej w Krakowie. Wiedziałam, że jest tam kawiarenka
            Czekolada, ale myślałam o tej czekoladzie i myślałam, aż nogi same mnie zaniosły
            do Nowej Prowincji, skąd czekoladę wprost uwielbiam. Weszłam spokojnie,
            zobaczyłam pana Durczoka siedzącego przy stoliku naprzeciwko drzwi, nastąpiło
            błyskawiczne skojarzenie: "znam go, więc trzeba się przywitać", dygnęłam,
            powiedziałam 'dzień dobry' i wyszłam, już prosto do Czekolady :-)
    • Gość: Tobb Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.microchip.ltd.pl 09.01.04, 03:11
      - Postanowiłem wyrzucic śmieci do zsypu. Wyszedlem z mieszkania, zamknąłem
      drzwi na klucz i wyrzucilem go razem ze smieciami. Miałem na sobie leciutką
      kurteczkę, spodnie(na szczęście) i kapcie, a był środek zimy i w perspektywie
      przemarsz przez osiedle do administracji po speca od zsypów. No i
      poszedłem...

      - Wiele lat temu... Mój szwagier przez cały dzień paradował po mieście w mojej
      kurtce. Nie byłoby w tym nic smiesznego gdyby nie to, że jest on odemnie dwa
      razy starszy a na rękawie kurtki naszyta była tarcza mojej szkoły podstawowej.
      Dla usprawiedliwienia szwagra- kurtki były
      identyczne.

      - Przez kilka dni ja wyrzucałem do kosza zepsuty otwieracz do butelek, a moja
      żona wyciagała go i sądzac ze jest dobry odkładała na miejsce... Bardzo byłem
      zdiwiony, że ciagle go
      mamy...

      - I na koniec... Popełnianie gaf bywa też wynikiem roztargnienia. Mam (a
      raczej miałem) koleżankę, która przygotowywała sie do ślubu. Była bardzo
      zaangażowana w jego organizację, a i bardzo szczęśliwa. Wiedziałem kiedy i
      gdzie jest ten ślub. Powody przeróżne zadecydowały jednak, że nie pojawiłem
      sie tam. Pewnej soboty, po poludniu siedzę sobie w pubie i widzę kolezanke w
      towarzystwie swoich znajomych. Podchodze i składam jej serdeczne zyczenia z
      okazji slubu. No i co sie okazuje? To jest właśnie ta sobota, a ślub nie
      doszedl do skutku bo przyszły małzonek był i sie rozmyślił. Jest to jak dotad
      najwieksza gafa jaką z roztargnienia popełniłem. Było to juz jakiś czas temu,
      a wyrzuty sumienia gryzą mnie do dziś...
      • dombir Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 09.01.04, 14:31
        > To jest właśnie ta sobota, a ślub nie
        > doszedl do skutku bo przyszły małzonek był i sie rozmyślił.

        Przepraszam za tą dygresję w tym miejscu, wiem że to NTF, ale po prostu
        nadziwić się nie mogę. Jak to jest rozmyślić się tuż przed ślubem? Co on
        czajnik kupował, czy co? Chyba się starzeję... Pardon jeszcze raz.
        • Gość: ultra75 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 207.159.92.* 09.01.04, 15:45
          Wiesz, to rzeczywiscie jest okropne i co najmniej nieodpowiedzialne, naprawde
          szczerze wspolczuje dziewczynie, ktora to spotkalo. Ale tez tak sobie z drugiej
          strony mysle, ze z dwojga zlego to juz chyba lepiej, ze do slubu w ogole nie
          doszlo, niz gdyby mieli sie po pol roku rozwiesc. Albo trwac w takim chorym
          zwiazku przez dlugie lata, przy czym "maz" by zonie pewnie przy kazdej okazji
          wypominal, ze on sie z nia tak naprawde wcale nie chcial zenic... Przynajmniej
          ja to tak widze.
        • Gość: ;) Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.04, 22:29
          można, miałam taki przypadek w rodzinie, mój krewny nie dotarł na slub bo
          doszedł do wniosku że to jednak jeszcze nie ta-skończyło sie na sprawie sądowej
          o straty moralne
          • Gość: XXL Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.02.05, 23:56
            Prawdopodobne. Onegdaj obrzydzałam kleżance jej narzeczonego; że małolat, że
            nieodpowiedzialny. Ona była jednak zdecydowana, za to pan młody w trakcie
            przygotowań do weseliska się rozmyślił. Rozpacz. Upłynęło 10 lat. Przedstawiłam
            w/w koleżance swego męża, pokochali się i zostałam na lodzie. Chyba popełniłam
            gafę komentując dawno temu jej życie osobiste?!
            • yabol428 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 19.05.05, 16:29
              Może to trochę nie na temat wątku, ale słyszałem o takim przypadku - kolega mi opowiadał, że jego brat (który miał się żenić z tego powodu, że dziecko już było w drodze) przed ołtarzem powiedział "nie". Co ciekawe, po paru miesiącach jednak wziął ślub (tylko cywilny) z tą samą, której powiedział poprzednio "nie".
      • Gość: xx Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.sejm.gov.pl / *.sejm.gov.pl 02.07.04, 17:36
        Ciągle zapominam o tej historii, bo jest to najbardziej nieprawdopodobna
        historia, o jakiej słyszałam. Gdyby nie to, że to ja osobiścia jej
        doświadczyłam, to nigdy, przenigdy bym w nią nie uwierzyła. Co prawda jest to
        raczej historia z serii "najbardziej niesamowity zbieg okoliczności", ale może
        się nada do tego wątku. Zaznaczam, że cała sytuacja miała miejsce za granicą, a
        rozmowa odbyła się w obcym języku, co dodaje temu nieco pikanterii.
        Parę lat temu wyjechałam na wakacje za granicę, do małej dziury nad morzem.
        Poznałam tam dziewczynę z Polski, bardzo jasną blondynkę, która miała na imię
        Ula. Ula była bardzo fajna, wiec natychmiast po pierwszym spotkaniu umówiłam się
        z nią na następny dzień, że przyłączy się do mnie i moich miejscowych znajomych
        i pojedziemy razem na wycieczkę rowerową. Mieliśmy się spotkać o 15 przy plaży.
        Znajomi zjawili się na czas, tylko Uli nie było. Postanowiłam nie wstrzymywać
        wycieczki i wyruszyliśmy. Jedziemy wzdłuż plaży, dookoła pustkowie i ja
        wydzieram się na głos do tych znajomych, że umówiłam się z Ulą o 15, ale nie
        przyszła, że to taka dziewczyna z Polski, bardzo fajna itd. I nagle z krzaków
        wychodzi dziewczyna, bardzo jasna blondynka, podchodzi i mówi "to ja". Patrzę na
        nią, patrzę i nie poznaję. Mówię: "słuchaj, to jakaś pomyłka, ty nie jesteś
        Ula",ale w duchu mam wątpliwości, bo dziewczyna jest bardzo jasną blondynką i
        ogólnie podobna, a Ulę w końcu widziałam tylko raz. Ale konsekwentnie upieram
        się, że to nie ona. A ona się upiera, że właśnie że tak i tłumaczy mi jak
        dziecku, że ma na imię Ula, jest z Polski i umówiła się z kimś o 15 przy plaży w
        sprawie pracy. Dopiero ta praca się nie zgadzała. Wcześniej byłam w szoku, bo
        przecież Ula to nie jest bardzo częste imię, bardzo jasne blondynki też nie są
        częste, a już na pewno nie w dziurach nad morzem na drugim końcu świata i nie
        wtedy, kiedy właśnie o tym opowiadam w obcym języku na totalnym pustkowiu.
        Prawie, prawie uwierzyłam jej, że to ja nie pamiętam jak wyglądała prawdziwa
        Ula. Na szczęście ta praca... Jedyny szczegół, który w tym wszystkim nie
        pasował. Czy komuś przydażyło się kiedykolwiek coś równie nieprawdopodobnego? A
        do tego, nawet jak się już dogadałyśmy i płakałyśmy ze śmiechu z takiego zbiegu
        okoliczności, to nie przeszłyśmy na polski ani na sekundę.
      • maj15 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 18.06.05, 02:40
        idę do pomieszczenia gdzie znajduje się zarówno ksero jak i niszczarka, mam
        zamiar zniszczyć kilka kartek i jedną skserować. Oczywiście najpierw wsadzam do
        niszczarki ten dok. do ksero. Musiałam potem zadzwonić do tej firmy i
        wytłumaczyć kobiecie że przez pomyłkę zniszczyłam go, ale kobieta b. wyrozumiała
        i przysłała mi nowy dok.
        • mama007 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 07.09.06, 10:10
          ostatnio ze smieciami z obiadu wyrzucilam umowe ze szkola o najem sal na
          szkolenie...... kochany szef wystawil nowa... :)
    • gosia.kolczyk Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 12.01.04, 21:05
      Pewnego razu szłam z mamą ulicą, a z naprzeciwka zbliżała się zajoma
      zakonnica. Moja mama chciała się z nią po chrześcijańsku przywitać i
      powiedzieć "Niech będzie pochwalony...". Powiedziała "Alleluja, szczęść Boże i
      wszystkiego co najlepsze" :)))

      Ja już nie raz wychodząc z psem na spacer pojechałam z nim do pracy. A oprócz
      tego drzwi często próbuję otworzyć telefonem, zapalniczką, chusteczką
      higieniczną, długopisem, notesem, a nawet całą torebką...
      • bama7 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 29.04.04, 15:16
        nie mnie, ale mojej mamie przytrafiło się coś podobnego. Widzac księdza na
        ulicy zamiast "niech będzie pochwalony" powiedziała "Na wieki wieków".
    • Gość: lulu Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.04, 01:04
      Zawsze, gdy wyrzucam "łuski" ( czy to sie tak nazywa?)od cebuli, musze sie
      zastanowc, czy nie zbliza sie wielkanoc.
      Gdy duzo czytam, zdarza mi się mówić np. "Prosze, podaj sól - powiedziala
      lulu".
      Zdarza mi sie wykręcić numer na jabłku i ugryźć telefon.
      Często najpierw uderzam w drzwi i dopiero je otwieram.
      Mój tata kiedyś po konferencji ubrał płaszcz obcego faceta i przyjechał w nim
      do domu (40 km). Dopiero mama sie zorientowala. Plaszcz taty byl czarny, a ten
      drugi zielony.
      Kiedyś rozmawialam z mama o homoseksualizmie i o tym, że nie mam nic
      przeciwko itd, a ze zaczelam podejrzewac, ze mnie nie slucha, to powiedzialam,
      że ja tez chyba homo jestem i pytam mamy, co ona na to? a moja roztargniona
      mama: "Niektórzy ludzie myślą, ze jak mają jakiegoś koloru bordy, to nie mogą
      mieć juz takich samych zasłonek w pokoju."

      Pozdrawiam

      Pozdrawiam
      • Gość: baba Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.acn.waw.pl 13.01.04, 11:15

        Przypomniala mi sie historia o mysleniu o czyms innym w czasie rozmowy.
        Razy pewnego troche po 19 odwiedzilam Tesciowa w jakiejs sprawie, ale z
        nadzieja, ze uda mi sie zobaczyc film o 20- z jakiegos powodu bardzo mi na tym
        zalezalo.
        Tesciowa mieszka blisko parku, gdzie kreci sie niekiedy rozne podejrzane
        towarzystwo i dzieja rzeczy bulwersujace. Po przywitaniu zostalam uraczona
        opowiescia o tym, jak to niedawno zgwalcono tam dziewczyne. Przyznaje, ze
        przyzwyczajona do tych sensacji nie sluchalam zbyt uwaznie myslac caly czas o
        filmie.
        W pewnym momencie nie mogaca dojsc do siebie Tesciowa zakrzyknela:
        - I wyobraz sobie, o piatej to bylo, w bialy dzien !
        A ja na to
        - Tak ?, Ojej, to rzeczywiscie okropne, A KTORA GODZINA ?

        • Gość: yas Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.gda-pro.leased.ids.pl 13.01.04, 12:01
          Wybrałemie do dentysty. Gabinet w bloku. Doszedłema miejsce, drzwi były
          otwarte, więc wszedłemo środka, usiadłem przedpokoju i czekam.. Po chwili z
          łazienki wychodzi gość w podkoszulku i zdziwiony pyta: "A Pan tu czego"?
          Okazało się że pmyliłem pietra i przez przypadek wszedłem do prywatnego
          mieszkania. Dentysta przyjmuje pietro wyżej....
        • Gość: lili Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.04, 13:35
          Zdarza mi się:
          Biorę prysznic, namydlam się, myję głowę, spłukuję włosy, (w tym czasie
          intensywnie o czymś myślę) i zaczynam całą czynność od nowa, bo nie jestem
          pewna czy juz sie namydlałam itd..:)
          Ostatnio robiąc kotlety posypałam je cukrem, zamiast solą, akurat mam taką
          grubą, więc sie nie zorientowałam.
    • ireth Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 13.01.04, 21:15
      ja namiętnie wkładam zapalniczkę do ust i próbuję odpalić ją papierosem :)
      • fka1 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 13.01.04, 23:06
        moje roztargnienie jeszcze z zamierzchlych czasow liceum = wybieralismy sie z
        klasa do teatru, wiec jak na teatr przystalo uprzednio przygotowania typu
        sukienka (co sie rzadko zdarza), fryzura itp.; dojezdzam "udekorowana" do
        teatru szukam mojej klasy, szukam w koncu od jakiejs milej pani dowiedzilam
        sie ze przedstawienie bylo dzien wczesniej.....

        i jeszcze jedna z moich ulubionych roztargnieniowych historii - mama mojej
        kolezaki w ferworze przygotowan do pracy wybiegla rano z domu dzierzac w dloni
        czajnik zamiast torebki - zorientowala sie dopiero na przystanku tramwamjowym
        ze cos nie gra.. (pewnie biletu szukala:)))
        • wrednykot Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 18.12.06, 14:13
          czajnik mnie rozbawił :D
        • girl.of.your.nightmares Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 18.04.09, 22:44
          moja koleżanka pomyliła dni swojej matury ustnej - myślała, że ma dzień później.
          Dobrze, że inna koleżanka do niej zadzwoniła i spytała, czemu jej jeszcze nie
          ma, bo wszyscy inni też się dziwili, ale stwierdzili, że pewnie przyjdzie
          później, bo była pod koniec listy (wbiegła dokładnie w chwili, gdy egzaminator
          ją wywołał;))

          w liceum mieliśmy dyżury w szatni. Zawsze na początku dnia panie z szatni
          pilnowały, żebyśmy nie przyjmowali samych kurtek (bo buty trzeba zmieniać, a jak
          się nie zmienia to trzeba przez cały dzień chodzić po szkole z kurtką, a
          nauczyciele się czepiali jak ktoś przyszedł z kurtką na lekcję - jak nie
          pilnowały to braliśmy same kurtki, bo szkoda nam było tych ludzi, zresztą oni
          tez nam często same kurtki przyjmowali). No i przed pierwszą lekcją, wiadomo,
          było dużo ludzi, a te szatniary patrzą nam na ręce, więc jak ktoś dał samą
          kurtkę, pytałyśmy "a buty?!" i tak z milion razy. Przychodzi kolejna osoba, daje
          siatkę z butami, na co moja koleżanka mówi z wielką (chociaż udawaną) pretensją:
          "a kurtka?!"
      • Gość: olek Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.classcom.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.04, 23:24
        1. Codziennie wyjezdzam autem z garazu, zamykam starannie garaz, wsiadam do
        auta, zapinam pas, odpinam, wysiadam, sprawdzam czy drzwi zamkniete (oczywiscie
        zawsze sa zamkniete) i odjezdzam. Pod pracą wysiadam, zamykam starannie auto,
        ide 100 m, wracam pod samochód, sprawdzam, czy jest zamkniety i dopiero wtedy
        moge zacząc dzień.
        2. Kiedys dojechałem gdzies. Dalej miała jechać żona. Wysiedlismy z samochodu,
        kluczyki w srodku, silnik na chodzie, zakaz zatrzymywania - zeby była pełna
        jasność. Pamiętając, ze auta nie mozna zatrzasnąć jezeli kluczyki sa w
        stacyjce, ale trzymając odpowiednio klamke jednak da sie to zrobic oczywiscie
        zatrzaskuje drzwi. Z drugej strony moja zona robi dokladnie to samo.
        3. Pakowalismy namiot na biwaku. Namiot duzy, wieloczesciowy. Musiał byc na
        spodzie bagaznika bo inaczej sie nie miescił. Zapakowalismy wszysciutko wsiadam
        do auta, siegam do kieszeni i kupa. Nie mam kluczyków. Szybko zorientowałem sie
        ze kluczyki zostały powieszone na haczyku w srodku namiotu. Chodziła czapla po
        desce... Pamieta ktos?
        POzdrawiam
    • kamarom Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 14.01.04, 21:02
      nagminnie wychodzę z psem bez psa
      • Gość: camel Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.04, 23:35
        - Ja ostatnio kupiłem b. droga pizzę, gostek przywiózł maluchem, kosztowała coś
        koło 16 zł, ja wyciągam 10zł i 5zł - daje mu do łapy (w drugiej trzymał pizzę)
        i szukam złotówki, później mówię nie, nie będę miał, wyciągam 20 zł i raptem
        znalezione 2 zł z portfela. Wypłacam sobie resztę 5 zł z jego ręki gdzie
        trzymał kasę tylko zapomniałem, że to ja wcześniej położyłem tam 15 zł.Suma 32
        zł :).


        -w akademiku, zawsze najpierw rano myłem zęby, po czym żeby nie zapomnieć
        szczoteczki i pasty na umywalce ładowałem ją do tylniej kieszeni spodni, chyba
        z 10 razy poszedłem tak na wykład z tą wystającą szczoteczką.


        - pomijając to że z reguły przeżegnam się przy kościołach jak jade w trasę, ale
        pare razy przeżegnałem sie przy stacjach benzynowych.
        • Gość: Ren Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.01.04, 20:19
          Miałam kolegę, który przyjechał do nas w odwiedziny do Wrocławia. Musiał być
          następnego dnia u siebie w Krakowie więc zmęczony poszedł o północy na
          dworzec. O godzinie 5.oo rano dzwoni telefon, Kolega:
          -Renia powiedz mojej żonie że się spóźnię, bo ja zapomniałem numeru.
          -Jurek a jaka u was pogoda?
          -W Ostrowie Mazowieckim pada...
          Biedak wsiadł nie do tego pociągubo były ustawione do siebie tyłem na jednym
          torze, a ze był zmeczony to zaraz zasnął i obudził się w Ostrowie!

          *Kiedyś późnym popołudniem, ktoś grzebie w moich drzwiach wejściowych. Nikogo
          się nie spodziewałam więc podchodzę cicho i zaglądam przez judasz. Patrzę a to
          ojciec mojej koleżanki która mieszka bramę obok pod tym samym numerem. Nic nie
          mówię tylko patrzę co się dzieje i widzęjego bardzo zdziwioną minę chyba się
          zorientował, bo szybko odszedł... rozglądając się przestraszony...

          *Kiedyś świeżo po ślubie obudziłam się nagle w nocy i patrzę jakiś facet leży
          w moim łóżku chwilę trwało zanim przypomniałam sobie że ma prawo tu być bo to
          mój mąż.

          *A to historia autentyczna, którą opowiedziała mi koleżanka pielęgniarka
          obecna przy całej sytuacji na sali operacyjnej.
          Facet przyszedł po złamaniu nogi na zdjęcie metalu na kości, niestety do
          szpitala w innym mieście niż mu ją składali.
          Chirurg rozkroił i zaczął przymierzać się do śrub. Nie mógł ruszyć żadnej
          zaznaczę, że facet był świadom całej sytuacji bo miał tylko miejscowe
          znieczulenie.
          Obszukali cały szpital za odpowiednim narzędziem. W końcu przyprowadzili
          hydraulika wyczyścili jego zardzewiałe narzedzia a mineło już dobre dwie
          godziny. Jednak po kilku próbach nie udało się bo nie pasowały narzędzia.
          Zaszyli gościa i kazali mu jechać tam gdzie mu te śruby zakładali...
          Po rozkrojeniu chirurg nie mógł odkręcić śrób
          • Gość: no nieee ;) Ren, to niemożliwe! IP: 217.153.187.* 23.05.05, 15:27
            > Miałam kolegę, który przyjechał do nas w odwiedziny do Wrocławia. Musiał być
            > następnego dnia u siebie w Krakowie więc zmęczony poszedł o północy na
            > dworzec. O godzinie 5.oo rano dzwoni telefon, Kolega:
            > -Renia powiedz mojej żonie że się spóźnię, bo ja zapomniałem numeru.
            > -Jurek a jaka u was pogoda?
            > -W Ostrowie Mazowieckim pada...
            > Biedak wsiadł nie do tego pociągubo były ustawione do siebie tyłem na jednym
            > torze, a ze był zmeczony to zaraz zasnął i obudził się w Ostrowie!

            po pierwsze: ta Ostrów, a po dugie przez Ostrów Mazowiecką kolej nie przejeżdża ;)
        • Gość: Ren Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.01.04, 20:19
          Miałam kolegę, który przyjechał do nas w odwiedziny do Wrocławia. Musiał być
          następnego dnia u siebie w Krakowie więc zmęczony poszedł o północy na
          dworzec. O godzinie 5.oo rano dzwoni telefon, Kolega:
          -Renia powiedz mojej żonie że się spóźnię, bo ja zapomniałem numeru.
          -Jurek a jaka u was pogoda?
          -W Ostrowie Mazowieckim pada...
          Biedak wsiadł nie do tego pociągubo były ustawione do siebie tyłem na jednym
          torze, a ze był zmeczony to zaraz zasnął i obudził się w Ostrowie!

          *Kiedyś późnym popołudniem, ktoś grzebie w moich drzwiach wejściowych. Nikogo
          się nie spodziewałam więc podchodzę cicho i zaglądam przez judasz. Patrzę a to
          ojciec mojej koleżanki która mieszka bramę obok pod tym samym numerem. Nic nie
          mówię tylko patrzę co się dzieje i widzęjego bardzo zdziwioną minę chyba się
          zorientował, bo szybko odszedł... rozglądając się przestraszony...

          *Kiedyś świeżo po ślubie obudziłam się nagle w nocy i patrzę jakiś facet leży
          w moim łóżku chwilę trwało zanim przypomniałam sobie że ma prawo tu być bo to
          mój mąż.

          *A to historia autentyczna, którą opowiedziała mi koleżanka pielęgniarka
          obecna przy całej sytuacji na sali operacyjnej.
          Facet przyszedł po złamaniu nogi na zdjęcie metalu na kości, niestety do
          szpitala w innym mieście niż mu ją składali.
          Chirurg rozkroił i zaczął przymierzać się do śrub. Nie mógł ruszyć żadnej
          zaznaczę, że facet był świadom całej sytuacji bo miał tylko miejscowe
          znieczulenie.
          Obszukali cały szpital za odpowiednim narzędziem. W końcu przyprowadzili
          hydraulika wyczyścili jego zardzewiałe narzedzia a mineło już dobre dwie
          godziny. Jednak po kilku próbach nie udało się bo nie pasowały narzędzia.
          Zaszyli gościa i kazali mu jechać tam gdzie mu te śruby zakładali...
          Po rozkrojeniu chirurg nie mógł odkręcić śrub
        • Gość: kali Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.01.04, 22:05
          a propos 'żegnania się':-)...też mam zakodowany w główce taki nawyk, tylko, że
          ostatnio kilka razy zdarzyło mi się przeżegnać przed...zegarem na moim
          wydziale...hmmm...cieć się śmiał...:-)
          pozdro


        • foxy_lady Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 11.12.06, 14:24
          - pomijając to że z reguły przeżegnam się przy kościołach jak jade w trasę, ale
          >
          > pare razy przeżegnałem sie przy stacjach benzynowych

          nie zgadzam się, żeby ludzie takie rzeczy pisali, udławiłam się herbatą przed
          chwilą!
          • Gość: aniczkamk Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 213.25.4.* 16.01.09, 16:53
            nie wiem czemu ale mój narzeczony często żegna się przejeżdżając
            obok komisów samochodowych....
    • Gość: sIK Kurcze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.04, 00:15
      To stało się naprawdę niedawno
      Moja mama robiła kurczaka w piekarniku. Gdy poczułem dziwny zapach, wstałem,
      poszedłem do mamy i powiedziałem "deszcz pada". Dziwnie na mnie patrzyła, po
      chwili się zorientowałem, że coś jest nie tak i powiedziałem "kurczak Ci się
      przypala" : )))
      (jest zima, wtedy było ostro na minusie i deszcz nie mógł padać, pozatym nie
      wiem dlaczego tak powiedziałem, całą drogę czuję przypalone kurczę, które
      nijako ma się do deszczu)
      • Gość: marq komóry IP: *.goclaw.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 22.01.04, 00:09
        Poniedziałek, zapieprz w pracy, wszyscy latają jak kot z pęcherzem. Miałem od
        tego poniedziałku nowy numer komórki. Mówię o tym koleżance o ona:
        -OK puść głuchego na moją komórkę to sobie zapiszę.
        Tak też zrobiłem
        Popołudnie tegoż samego dnia, w pracy trochę luźniej
        Koleżanka bierze swoją komórkę i widzi że ktoś dzwonił z jakiegoś numeru,
        którego nie zna. Łapie za stacjonarny, który leży 30cm od mojego kompa i dzwoni
        na teże numer. W tym momencie oczywista dzwoni moja komóra. No więc ja siedzę
        przy kompie ze swoją komórą a ona stoi nade mną ze stacjonarnym:
        ja: -tak słucham?
        ona: -dzień dobry, mowi XY, ktoś do mnie dzwonił z tego numeru.
        ja: - tak? to dziwne, a o której godzinie mniej więcej?
        W tym momencie słychać huk. Nasz kolega z pokoju spadł z krzesła ze śmiechu.
        Cóż on zakumał pierwszy...
        • Gość: agulha Re: komóry IP: *.aster.pl / *.acn.pl 30.05.04, 02:11
          Ja niedawno zaliczyłam podobny numer. Sprawdzałam, czy dobrze wyłączyłam dźwięk
          w telefonie i kolega wybrał mój numer ze swojej komórki. W drugiej połowie dnia
          widzę nieznany numer na komórce (nieodebrana rozmowa), dzwonię i mówię "tu A. z
          firmy X z Warszawy", i słyszę dziki śmiech trzy metry za sobą, bo tyle mniej
          więcej jest do biurka Pawła. Z tej Warszawy to on szydzi do tej pory (akurat
          jest napływowy), a mnie to tylko dlatego do głowy wpadło, bo wielu naszych
          kontrahentów jest z innych miast; rozmową międzymiastową to zwykle ludzie
          bardziej się przejmują i np. szukają osoby, do której jest telefon.
    • jsokal Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 22.01.04, 10:49
      Po pierwsze - dawno się tak nie uśmiałam! Przeczytałam wszytskie posty
      na "jeden raz" i mięśnie twarzy mnie bolą..:)
      a teraz przypadki mojej kolezanki
      1. ma 4 miesiecznego synka i kiedyś wstała do niego nad ranem -cały maluch
      mokry, całe łózeczko itp. okazało się że poprzedniego wieczoru była tak
      zmęczona że nie załóżyła mu pod śpiochy pampersa...
      2. ma długie włosy a smyk zaczął je łapać wiec po domu zaczęła chodzić w
      czepku do kąpieli... i raz tak poszła na zakupy.. zorientowała się
      przeglądając się w witrynie sklepowiej:)))
      • wrednykot Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 18.12.06, 14:26
        uśmiałam się z tego czepka:D:D:D
      • zwierze_futerkowe Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 30.04.08, 17:48
        jsokal napisała:

        > Po pierwsze - dawno się tak nie uśmiałam! Przeczytałam wszytskie posty
        > na "jeden raz" i mięśnie twarzy mnie bolą..:)

        Ja odkryłam ten wątek wczoraj, czytam po kawałku i płaczę ze śmiechu, i tak mi
        się co chwilę coś przypomni... Tym razem a propos telefonów:
        Jedna moja koleżanka tak ma, że jak przez godzinę nie dostanie żadnego SMS-a ani
        nikt do niej nie zadzwoni, to zaraz panikuje, że telefon się popsuł, awaria
        nadajnika, inwazja UFO czy co tam jeszcze. Siedzimy kiedyś u niej, w kilka osób,
        minęła "godzina ciszy" i oczywiście panna Uzależniona Od Komórki zaczyna się
        wiercić nerwowo, bawić się telefonem... w końcu pada nieuniknione "Co z tą moją
        komórą?" itd. Mój ówczesny, stosunkowo "świeży" i niezorientowany jeszcze w
        sytuacji, zaproponował, że do niej zadzwoni kontrolnie. Z mojego telefonu, bo
        tam był jej numer. Zadzwonił, tel. koleżanki zaczął dzwonić, więc się rozłączył.
        Ona jednakowoż zdążyła już wysapać gorączkowe "halo?". I teraz jej reakcja:
        "K***a, debil jakiś dzwoni i nie odzywa się!" - rzut oka w historię połączeń -
        "O, Aga dzwoniła! Co ona się nie odezwała?". Aga, czyli ja, metr od niej umiera
        ze śmiechu...
        • Gość: gość Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.acn.waw.pl 25.01.09, 16:46
          czy ta jej komórka była szara? ;)
    • jsokal Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 22.01.04, 10:52
      i jeszcze jedno
      mój mąż miał kiedyś dziewczynę (oczywsicie nie był jeszcze wtedy moim mężem:)
      z innego miasta wiec czesto do siebie dzwonili.. No i zadzwoniła kiedys
      dziewczyna, odebrała mama mojego męza
      - dziewczyna:
      czy moge prosic Adama?
      - mama:
      Adama nie ma, pojechał do swojej dziewczyny do KRakowa?
      - gdzie???? do kogo???? przeciez ja jestem jego dziewczyna!!!
      Okazało się ze to pomyłka:)
      • edeka5 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 23.01.04, 01:15
        Moja koleżanka Kowalska (po mężu) następnego dnia po swoim ślubie odbiera w
        pracy telefon:
        - Czy mogę rozmawiać z panią Kowalską?
        - Nie, tu taka nie pracuje ..... przepraszam, przepraszam, to ja.
    • Gość: fu Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 22:10
      ja bardzo często, kiedyś niemal codziennie, po wyjściu z domu musiałam wracać -
      ze schodów, a czasem z ulicy - bo zawsze czegoś zapominałam.
      kiedyś miałam pilnować biletów na pociąg dla mnie i mojego brata. odprowadzali
      nas rodzice i kilka razy jeszcze przed wyjściem pytali: czy spakowałam bilety?
      czy na pewno je wzięłam? myślałam, że szlag mnie trafi, czy ja jestem taka
      beznadziejna, żeby nie umieć zająć się biletami? ... oczywiście nie zabrałam
      ich...
      • Gość: mo Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 81.15.247.* 24.01.04, 17:49
        1. Gdy studiowałam zaocznie równoczesnie pracowałam w szkole na wsi, oddalonej
        do mojego miasta o 25 km. Studiowałam w Lodzi, pochodze z Mazur. W piątek po
        pracy wsiadałam w pociag, rano biegiem na zajeciah a w ndz. po wykładach do
        pociągu (podróz trwała ok.10 godz.)zeby w poniedziałek o 7:10 być na
        przystanku autobusowym i jechac do pracy. Do wniosku,ze to chyba zbyt męczace
        doszłam gdy wysiadając z autobusu pod szkoła powiedziałam do
        kierowcy "Dobranoc" przy uciesze wszystkich uczniów;))))
        2. Czesto wracam do samochodu,zeby sie upewnic czy zamknęłam drzwi.
        3. Zdarza mi sie podczas prowadzenia zajęć machinalnie odpowiedziec dzieciom
        na zadane pytanie...po czym ze zdumieniem strierdzam,ze nie wiem jakie bylo
        pytanie i co gorsza nie mam pojecia jakiej udzieliłam odpowiedzi.
        4. Nagminnie w czasie zapisywania daty na tablicy mylę dni tygodnia.
        5. Przed lekcjami odbieram dzieci z internatu i prowadze je do szkoły na
        lekcje. Mam ich max.5. Kiedys zapomniałam o jednym uczniu (z internatu do
        szkoły jest ok.2 km).na szczescie starszy uczeń zlitował sie nade mna i
        poszedł po niego;)))
        6. Kolega mojej siostry zadzwonił kiedys do niej i powiedział : "Tu Iza czy
        moge rozmawiac z Sebastianem?"
        Pozdraiwam roztargnionych, a szczególnie tych, ktorzy chowają coś,zeby nie
        zapomnieć;))))
        • Gość: transza Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.acn.pl 24.01.04, 21:02
          wątek rewelacyjny - usmialam się jak norka.
          Teraz ja - choc historia bedzie dłuższa.

          jakieś cztery lata temu - jestem umówiona ze znajomymi, na spotkanie, impreze
          itd - tylko ma to byc o kilkadziesiąt km od wawy a oni jeszcze nie wiedzą, czy
          będzie dla mnie nocleg, czy nie i mają zadzwonic. Mam kilka pociągow, ale z
          biegiem dnia i kolejnymi odjeżdżającymi pociągami tracę nadzieję 0 telefonu nie
          ma, rozpakowałam sie, właczyłam telewizor... telefon - przyjeżdżaj. patrzę na
          zegarek - najbliższy ociąg za 45 min, jestem na Saskiej Kepie, musze się
          spakowac.. pakuje sie natychmiast, ale oczywiście - bo taką mam obsesje - łapię
          jeszcze za śmieci do wyrzucenia, tobra na ramię, smieci do reki, klucze - drzwi
          zamykam, pod blokiem kontener, wyrzucam te smieci, pedze i czuje, że coś mi się
          obija o udo - torba ze śmieciami!!! krótka operacja myślowa- oczywiście w
          kontenerze wylądowaly klucze. wracam - kontener puściutki, klucze leża na
          samymy dnie - ale jest głeboko, nie moge dosięgnąc, przewrocic też nie mogę bo
          za cięzki... a tu minuty uciekają...
          więc biegne do sąsiedniego bloku, naciskam domofon, plotę coś nieskładnie o
          kluczach, kontenerze, pociągu i taborecie, który jest mi w tej chwili
          koniecznie potrzebny - trzask słuchawki.
          próbuję pod innym numerem, plotę cztery razy bardziej bez sensu, wysłychuję
          inwektyw, czuje się poszkodowanan i opuszczona na swiecie - odwracam się -
          jakimś cudem obok kontenera tego bloku stoi krzeslo stare i zdezelowane.
          Porywam je, przystawiam do kontenera, siegam, są klucze. Wrzucam je do torebki
          i biegne na pociąg... w okolicach ronda Waszyngtona orientuje się, że coś mnie
          cholera, cały czas wali o udo...
          ta sama torba ze śmieciami! ani przez moment nie wypuściłam jej z ręki!

          i drugi kawalek:
          mama dośc dalejko garaż, - zatem bywa, że samochód stoi pod niebiem kilka dni,
          jeśli nie składa mi się i nie mam czasu go odprowadzic. I tak było właśnie -
          ale w koncu się zmobilizowalam i odprowadziłam, potem wstąpiłam do sklepu i
          wracając do domu kontrolnie rzuciłam okiem na parking i ...
          o malo nie zeszłam na zawał, bo MOJEGO SAMOCHODU NIE BYŁO!

          troche to trwało, zanim doszlo do mnie, co i jak...
    • mariusz.sanitariusz Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 25.01.04, 19:33
      A ja wróciłem z zakupów w sklepiku osiedlowym z koszykiem.
      • #kasia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 25.01.04, 20:02
        1. moja rodzicielka zamknel akota w lodowce, minelo pol godziny zanim
        zlokalizowala miauczenie a kuchnia wygladala jak pobojowisko

        2. jestem sluchowcem a nie wzrokowcem, fatalna pamiec do twarzy, za to glosy
        szyko identyfikuje.. Kiedys na ulicy minelo mnie 2ch facetow glosno
        rozmawiajac, bylam pewna, ze jeden z nich to moj znajomy.. rozpedzilam sie i
        wskoczylam muna plecy krzyczac: Czesc Stary!!
        to byl zupelnie obcy czlowiek
        do tej pory smieje sie do lez przypominajac sobie jego mine i swoje
        zaklopotanie po identyfikacji

        -----
        "Doroslych trzeba sluchac bo niedlugo umra."
    • alyy Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 26.01.04, 14:34
      Moje sa nastepujace:
      1. po dosc burzliwym spotkaniu z moim ówczesnym facetem opisuję w dość ostrych
      słowach całe spotkanie mojej przyjaciółce w serii smsów. Jako że człowiek
      działa jak pies Pawlowa, esemesy poszły do tego faceta!!! Wtedy po prostu
      najczęściej do niego pisalam.Juz nie jest moim facetem, ale nie wiem, czy
      dlatego...:)
      2. kiedys,jeszcze w LO, wrocilam ze szkolnej toalety ze spodnica zawinieta pod
      rajstopy. NA cale szczescie nikogo nie bylo na korytarzu a moja pupe w
      rajstopach zobaczyla tylko moja klasa
      z innych wydarzen:
      kiedys na polskim, ktory byl pierwsza godz. lekcyjna, spoznionej kolezance na
      srodku klasy wypadly z nogawki majtki - tak szybko sie ubierala, ze nie
      zauwazyla, ze one tam sa...:)))))
      • Gość: ultra75 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 207.159.92.* 26.01.04, 15:54
        UWAGA! TROCHE DLUGIE WYSZLO :-)

        Jeszcze mi sie cos przypomnialo (z serii "srodki komunikacji"):
        Jechalam kiedys z siostra pociagiem do znajomych do Bielska. Oprocz swoich
        malych plecakow mialysmy jeszcze dosyc spory pakunek z ciastem. Przez cala
        droge zartujemy sobie, ze nie mozemy tego ciasta zapomniec itd. :-). Wysiadamy
        zatem spokojnie na dworcu glownym w Bielsku i nagle (po ok. 100 metrach)
        doznaje olsnienia: k... mac, cholerne ciasto OCZYWISCIE zostalo w pociagu!!!
        Pociag na szczescie jeszcze stal na peronie, tzn. niestety dokladnie 2 POCIAGI
        w dodatku identyczne (oba pietrowe)! Wiadomo, ze kazda sekunda sie liczy, bo
        pociag moze w kazdej chwili odjechac, wiec wsiadamy do tego, ktory nam sie
        wydawal nasz i zaczynamy szukac NASZEGO PAKUNKU! Nagle... pociag rusza w
        przeciwna strone! - czyli nie dosc, ze nasze ciasto wlasnie odjezdza w sina
        dal, to w dodatku MY jedziemy w zlym kierunku! W dodatku w jakims kretynskim
        odruchu wysiadamy na 1 pierwszej stacji - tutaj pare slow wyjasnienia dla
        niewtajemniczonych - nastepna stacja zaraz za Bielskiem (w kierunku Katowic) to
        w zasadzie nawet nie jest stacja, tylko tzw. przystanek (chyba kiedys glownie
        dla pracownikow Fiata) - nie ma tam kasy, chyba tez nie wszystkie pociagi sie
        zatrzymuja, a szczerze mowiac nawet nie pamietam, czy mieli jazdy tam byl :-).
        Nagle widze, ze w odpowiednim kierunku zbliza sie... lokomotywa. W akcie
        desperacji zaczynam machac reka, zeby sie zatrzymala - w efekcie sympatyczni
        panowie podwiezli nas do Bielska :-). W ten sposob udalo mi sie po raz pierwszy
        zatrzymac lokomotywe "na stopa"! Ciekawa tylko jestem, kto zjadl nasze
        ciasto... Pozdrowienia.
        • Gość: ultra75 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 207.159.92.* 26.01.04, 16:12
          Jeszcze tylko jedna uwaga dla wyjasnienia, bo widze, ze troche zawile to
          napisalam: wsiadlysmy oczywiscie do ZLEGO pociagu - nie tego, ktorym
          przyjechalysmy, tylko do jadacego w przeciwnym kierunku, ktory akurat mial
          odjezdzac z tego samego peronu. A poniewaz cale zycie mam problem z orientacja
          w terenie, a nie bylo zbyt wiele czasu na rozeznanie prawidlowego pociagu, to
          wiadomo juz jaki byl ciag dalszy :-).
          • Gość: boryska Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.lomianki.sdi.tpnet.pl 27.01.04, 15:57
            Wracaliśmy od znajomych, wsiedliśmy do samochodu, już mamy ruszać a ja
            pokazuję mężowi dziecko za oknem i mówię, żobacz jest ubrany jak nasz Borys.
            A to był nasz 2-letni Borys:)

            A jak Borys był mały byłam z nim w wózeczku na zakupach w supermarkecie i na
            stoisku z warzywami postawiłam go przy wagach a sama pakowałam wszystko do
            koszyka. I o tym, że nie mam wózka z dzieckiem zorientowałam się dopiero w
            kasie:)

            A moje najdziwniejsze roztargnienie, to powieszenie ręcznika po wyjściu z pod
            prysznica w szafie w przedpokoju.
            • zagatka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 30.01.04, 15:00
              moja koleżanka studiowała ubezpieczenia w wyższej szkole ubezpieczeń i
              bankowości. pewnego dnia poszła do PZU zorganizować sobie praktyki. jakież było
              jej zdziwienie (oraz wszystkich na uczelni) kiedy to pierwszego dnia praktyk
              okazało się, że to nie PZU tylko PKO ;)))
              • fasolka_31 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 31.01.04, 00:37
                Ja juz ze smiechu nie mogę, ale musze dopisac swoj kawałeczek :-)
                * Mam 7 lat, dostaje na urodziny wymarzony rower pelikan, eksplozja radości,
                dumna wychodze na podworko. Otacza mnie natychmiast wianuszek dzieciaków, daj
                pojeździc, ja chętnie daję. Kiedy zaczyna sie sciemniac, wracam do domu i
                spokojnie kłade sie spac. Po trzech dniach deszczu znowu mam ochote wyjsc na
                rower ale... roweru w domu nie ma! Szuka cała rodzina, przepadł! Niestety, nie
                udało mi sie przypomniec sobie, kto ostatni sobie na nim pojeździł, za moim
                pozwoleniem z reszta :-( Na następny rower czekałam dość długo...

                * Moja mama ktoregoś upalnego lata w porannym pospiechu wyszła do pracy bez
                majtek, w samej sukience, zorientowała sie juz pod domem (zawiało dziwnie) ale
                nie było czasu, zeby wrocic. Nikt sie oczywiście nie zorientował, ale ona
                przezywała męki..

                * Wyszłam ktoregos zimowego dnia na spacer z moimi coreczkami (wowczas lar 4 i
                2) Starsza lepiła cos ze sniegu odwrocona tyłem, młodsza stała obok mnie. w
                tym momencie mała zobaczyła kotki w ogrodku, wiec przesunełyśmy sie o 2 metry w
                ich strone, zeby sie przyjrzec z bliska. Wowczas starsza odwraca sie, widzi, ze
                nie ma nas w miejscu, gdzie byłysmy jeszcze 5 sekund wczesniej (ale jestesmy o
                2 metry w prawo) i wnioskuje - mama poszła do domu. I tak moja 4 letnia corka
                rusza pedem w strone domu i znika za rogiem bloku. I dopiero jak ona znika - ja
                odwracam głowe i widz, ze nie ma dziecka. Poniewaz szłysmy na gorke, wnoiskuję,
                ze dziecko poszło w tamtym kierunku, i spokojnie ruszam z małą (tymczasem
                starsze poszło w kierunku odwrotnym) Nie musze tłumaczyc, ze te 20 minut, ktore
                zajeło mi znalezienie zabeczanej starszej corki sterczacej pod domem - to było
                najgorrrrrsze 20 minut mojego zycia!

                * A teraz weselej - swego czasu mieszkalismy na parterze bloku, a moj małzonek
                sporo jeździł po Polsce. Pewnego ranka o 5 wyruszył w trase, zamknąwszy
                dokładnie drzwi (zamek Gerda). O 6.30 wstaje ja, 7 budze dzieci, pospiech
                poranny, sukieneczki, rajstopki, ja tez elegancko, 7.30 łapie za klamke -
                zamkniete! Probuje przekrecic zamek - ani drgnie! Oczywiście mąż zrobił kluczem
                o jeden obrót za duzo. A więc - telefon do pracy: spoznie sie na pierwsza
                lekcję, organizujcie zastepstwo, eleganckie spodnie w dół, stary dres w górę,
                dzieci stoją ogłupiałe, mamusia krzyczała szybciej szybciej, a tu sie rozbiera?
                Potem na balkon, skok do ogródka, dzieci na balkonie płaczą "Mamo my chcemy z
                toba", przechodnie przystają, ja szybko otwieram drzwi z drugiej strony,
                ponownie eleganckie spodnie.. Uff! Ta sama historia zdarzyła sie ponownie po 2
                tygodniach, nie wiem czy dyrektorka uwierzyła w to , co mowie. Błogosławiłam
                tylko ten parter!
                • fasolka_31 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 31.01.04, 00:49
                  Jeszcze mi sie przypomniało:
                  Często czytajac dzieciom bajki na dobranoc zaczynam odpływac i wstawiam
                  niestworzone kawałki, na granicy snu i jawy. Budzi mnie nieodmiennie oburzony
                  okrzyk dzieci, ktore oczywiscie słuchały z napieta uwagą. Niektore momenty to
                  dzieciaki mi przypominaja - niestty, ja nie pamietam!

                  I ostatnie juz chyba - tez niby o pociągach, ale chyba czegos takiego jeszcze
                  tu nie było. Działo sie to w połowie lat 80, ja lat ok 12, kuzyn lat 16 i moja
                  mama jedziemy do rodziny. Noc, wagon kuszetek, nam sie spac nie chce, gadamy.
                  Nagle kuzynowi zachciewa sie cosik, wiec rusza do wucetu. Mnie nudno samej
                  (mama spi)wiec ide sobie umyc rece. Wagonowy wucet i umywalka sąsiadują ze
                  soba, przedzielone cienką scianką. Wchodze do umywalki i widze przed sobą...
                  plecy i kawałek zadka kuzyna. Jak siadał na sedes, nie zauwazył, ze jakis
                  wandal wybił w tej sciance wielką dziure, i tak sobie spokojnie siedział,
                  odwrocony do tej dziury plecami, nie słysząc mojego wejscia, bo w pociągu
                  wiadomo, hałas. A ja, nocoz, pierwsze, co mi przyszło do głowy, to wsadzic w te
                  dziure moja lodowato zimna reke i połozyc mu na plecach... Moj Boze, jego
                  wrzask obudził chyba z pół wagonu... Do tej pory lubimy sobie to przypomniec i
                  on sie nieodmiennie denerwuje!
                  • kika781 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 28.01.05, 14:15
                    O matko Boska dobrze że ten kuzyn na zawał przedwcześnie nie zszedł, to prawie
                    jak z horroru. Nieładnie, chciałaś kuzynka wykończyć:o))
                  • wrednykot Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 18.12.06, 14:45
                    oj biedny kuzyn :D:D:D:D:D:D:D:D
      • wrednykot Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 18.12.06, 14:35
        też miałam raz problem z smsami:D

        pisałam równoczesnie ze swoim facetem i koleżanką i oczywiście smsy kierowane
        do koleżanki wysyłałam do chłopaka a smsy do niego do niej:D:D:D

        ale po kilku błędach już się kontrolowałam:D

        s.pozdrowienia dla Doni,która mam nadzieję czyta wszystko:D
    • Gość: as Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.kprm.gov.pl / *.kprm.gov.pl 02.02.04, 20:24
      Super kawałki.Padam ze śmiechu.
      Pracuję w ministerstwie jako sekretarka ministra.Praca czasem daje mi w kość i
      przy stu tysiacach telefonów czasem sama nie wiem kogo z kim lącze. Ostatnio
      zdarzyło mi się łaczyć mojego ministra z jakimś profesorem. Wybrałam numer
      profesora gdy ten się zgłosił palnęłam: Panie ministrze łącze z Profesorem XYZ.
      W telefonie konsternacja.I po chwili ciszy: Ale to ja jestem Prof.XYZ z kim
      chciała mnie pani połączyć?Odzyskałm przytomność,przeprosiłam i zaczęłam łączyć
      z moim ministrem po czym jak mi się zgłosił palnęłam Panie profesorze...(i tu
      nazwisko ministra)łączę z Ministrem... i tu nazwisko profesora.Pan Minister
      zdębiał i zaniemówił. Po czym stwierdził że chyba nikt nigdy tak szybko ze
      stanowiska go nie usunął.
    • orvokki Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 05.02.04, 11:16
      Mój ojciec notorycznie odbierał telefony do mnie, ktoś się przedstawiał, pytał
      czy jestem w domu, na co mój ojciec patrząc na mnie pytał "A Ola jest?", albo
      odpowiadał do słuchawki "nie wiem, sprawdzę".
      Innym razem opowiedział mamie prześmieszną historię, jak to zabrał śmieci i
      przez roztargnienie wsiadł z nimi do tramwaju, że ludzie się na niego dziwnie
      patrzyli etc. i że wyrzucił je dopiero przed swoim zakładem pracy. Tego samego
      dnia moja mama z jakiegoś powodu musiała wziąć taksówkę (a były to czasy, kiedy
      na postojach stała kolejka oczekujących i nie było żadnych luksusów typu
      taksówka na telefon). Udała się zatem na jedyny w okolicy postój, oddalony dość
      znacznie od domu i ku swojemu zdziwieniu ujrzała oparte o słupek nasze własne
      śmieci :-)))) Tatuś się nie przyznał, że rano pojechał taksówką.
      Innym razem miałam gdzieś z ojcem jechać, wychodzimy przed blok i widzę, że
      tatuś startuje do jakiegoś zupełnie obcego malucha i wkłada kluczyk w zamek. Ja
      na to, tato to nie nasz samochód, a mój ojciec z przerażeniem "Ale ja go
      otworzyłem".
      Ostatnia historyjka o obcym facecie, puka kiedyś ktoś do drzwi, otwieram,
      wchodzi jakiś kompletnie obcy facet, ściąga kaszkiecik, kurteczkę, wiesza to na
      wieszaku i dopiero w tym momencie rozgląda się dookoła. Minę miał boską,
      okazało się, że mieszkał w bramie obok.
      • pantercia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 07.02.09, 22:06
        Kiedys odbezpieczyłam pilotem alatrm czerwonego malucha i
        zorientowałam się, że nie był mój po rodzaju bałaganu w środku. Mój
        stał kilkanaście metrów dalej, więc zablokowałam alarm cudzego i
        staranie odbezpieczyłam swojego. Roztargnienie na szczęście objęło
        tylko kolor samochodu.
    • Gość: michu Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 80.51.250.* 06.02.04, 23:01
      mam kilka przypadków
      - 6 rano ide do pracy i do sąsiada mówie dobry wieczór na co on zdziwiony
      dzień dobry
      - innym zaś razem wstałem o trzeciej rano (myślałem, że 7 juz jest)
      - zostawiłem psa pod sklepem i dopiero wychopdząc z drugiego w innej części
      osiedla zorientowałem się o co chodzi
      - niosłem w reklamówce kartonik a w nim telefon komórkowy i kiedy
      przechodziłem obok śmietnika po prostu go wrzuciłem w momencie kiedy wpadał w
      śmierdząca odchłań uświadomiłem sobie co zrobiłem a później nurkowanie
      - przejechałem o 4 rano kilka kilometrów ( ze stołówki polibudy we wrocławiu
      na psie pole ) totalna ciemność bez włączonych świateł
    • maxiona Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 08.02.04, 00:51
      Mam nawet nicka roztargniona w pewnym środowsisku internautów.
      Po wyjściu z autobusów zauważyłam że kuleję. Spoglądam w dół i o zgrozo mam
      dwa różne buty , coprawda obydwa czarne ale nie od pary. Umówiłam się w tedy z
      chłopakiem, była to nasza pierwsza i ostatnia randka.A drugi przypadek sprzed
      dwóch miesięcy. Wychodząc z domu do pracy wzięłam ze sobą w reklamówce
      pampersa mojej córeczki z wiadomą zawartością , żeby śmierdział w śmietniku a
      nie w domu. Po kilku godzinach pracy nikt już nie mógł wysiedzieć , smród był
      tak ogromny. A do mnie dotarło że to śmierdział pampers jak przyniosłam go do
      domu , a moja starsza córka ze zdziwieniem wyjęła go z reklamóweczki. Nie
      obyło się wtedy bez telefonów do administratora budynku w którym pracowałam
      żeby coś z tym zrobił. Zdarza mi się również zaparzyć kawę i cherbatę w jedym
      kubku, czy po wbiciu jajka na patelnię dorzucić jeszcze skorupkę.
      Pozdrawiam
      • Gość: ritchie Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 62.233.213.* 08.02.04, 19:09
        Kiedyś miałem jechać do centrum i wychodząc z domu wziąłem jeszcze śmieci do
        wyrzucenia. Na korytarzu usłyszałem, że jedzie tramwaj i szybko wybiegłem z
        bramy na przystanek. W tramwaju ludzie się dziwnie patrzyli, bo jechałem
        trzymając w ręku kubeł ze śmieciami
        • magda.lena Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 08.02.04, 20:39
          Nie słodzę herbaty ani kawy od siedmiu lat, dziś popijając poranną kawę
          doznałam szoku, była słodka, nie wiem jak to się stało:) robiłam ją
          własnoręcznie i nie było szans, by ktoś mi dosypał cukru... prawdziwa zagadka:)
    • Gość: dorisa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.ozarow.net / *.ozarow.net 12.02.04, 18:32
      dzwoni mój tata do domu a ja odbieram telefon:
      tata: dzień dobry jest tata?
      ja: no a co chcesz?
      tata: ale jest tata?
      ja: no tak co chcesz?
      tata; no to daj go
      ja: tato ale co chesz?
      tata: o k...... zadzwoniłem do domu.
      • Gość: ultra75 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 207.159.92.* 12.02.04, 19:16
        Jeszcze mi sie przypomnialo.
        Firma, w ktorej pracowalam przeprowadzala rekrutacje i do mnie nalezalo miedzy
        innymi umowienie kandydatow na rozmowe. I po jakims czasie zostal mi juz tylko
        jeden osobnik do "zalatwienia", calkiem zreszta milo wygladajacy na zdjeciu,
        wiec zalezalo mi, zeby sie z nim skontaktowac :-). Dzwonilam do niego pare razy
        w ciagu dnia, ale nie odbieral telefonu (nie mial skrzynki glosowej), wiec
        przed koncem pracy postanowilam jeszcze raz sprobowac go zlapac. Poniewaz bylam
        na 100% przekonana, ze ostatnim wybieranym numerem byl wlasnie numer
        tego "kandydata", po prostu wcisnelam REDIAL nie patrzac nawet na wyswietlacz
        telefonu. Bardzo sie ucieszylam, kiedy po drugiej stronie odezwal sie mily
        meski glos :-). I zaczelam nawijac: jak sie nazywam, z jakiej dzwonie firmy i
        czy taki a taki termin spotkania mu odpowiada bla, bla, bla... Przy
        tym "terminie spotkania" moj rozmowca w koncu nie wytrzymal i... zaczal sie
        strasznie smiac. Bo oczywiscie totalnie zapomnialam, ze ostatnia osoba, do
        ktorej tamtego dnia dzwonilam byl moj wlasny facet! :-). Najlepsze jest to, ze
        wcale nie poznalam jego glosu i na poczatku to on byl przekonany, ze sobie z
        niego jaja robie!
        • Gość: sedona Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.dialsprint.net 17.02.04, 03:36
          Znajoma kolezanki, powiedzmy pani Stasia, pracuje w aptece.
          Pozny wieczor, pani Stasia z mezem siedza w domu na wygodnej kanapie ogladajac
          telewizje. Telefon. Odbiera rozkojarzona filmem Stasia:
          - Apteka, slucham.
          - O Boze, Stasiu, tak pozno, a ty jeszcze pracujesz?!-glos kolezanki.

          Czasy liceum. Niedziela. Nazajutrz mialy byc 3 klasowki z "powaznych"
          przedmiotow. Nocuje u Izki w pustym mieszkaniu jej rodzicow (zazwyczaj
          wynajmowanym). Obiecalysmy sobie, ze bedziemy sie przepytywac z historii,
          gegry, no i polskiego. Ale...starych nie ma, hulaj dusza. No wiec byly i filmy,
          karty, pogaduchy do poduchy. Zrobila sie 3 nad ranem,a my oczywiscie nic nie
          umiemy. Postanowilysmy nie isc nazajutrz do szkoly,a le rodzicom ani mru mru o
          wagarach. Izki tata ma nas obudzic telefonem przed 7, cobysmy zdazyly do
          szkoly. 6:30 rano, spimy jak kamienie, telefon "Dziewczynki, wstawajcie, do
          szkoly." "Tak tak tato, juz." I dalej w kime. Tuz przed siodma Izki tata
          telefonuje po raz drugi sprawdzic czy wyszlysmy, Izka rozbudzona, stara sie go
          przechytrzyc, drze sie do telefonu: "Cholera jasna, od drzwi odchodze, ludzi
          budza!"


          • Gość: sedona Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.dialsprint.net 17.02.04, 03:44
            Ulica Chmielna. Na chodniku stoi facet, moja siostra wychodzac ze sklepu
            spojrzawszy na niego, podleciala ku niemu jak oparzona: "Grzesiek, Boze, kope
            lat, co u Ciebie! Pamietasz szkolne lata! Co u Kaski?! Co slychac?!!Odezwijcie
            sie!!" Przestraszony gosc zdolal jedynie wykrztusic: "To nie ja!!!!"
            • Gość: jaaaaaaaaaaaaaaaa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.04, 02:25
              przez was spoznie siejuto na zajecia:PPPPPPPP i jeszcze brzuch mnie boli z
              esmiechu allllll
    • Gość: sigara Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 5.2.* / *.chello.pl 26.02.04, 22:49
      Parę tygodni temu smażyłam naleśniki. Postawiłam patelnię na gazie i zamiast po
      olej sięgnełam po płyn do mycia naczyń, który stał obok i był w takiej samej
      przezroczystej butelce z żółtym płynem. Wylałam owy płyn na patelnie.
      - Ale ten olej gęsty (ja do mamy)
      - coś śmierdzi (mama)
      Dopiero młodsza siostra siedząca przy stole zorientowała się co jest grane.
      Mama się wkurzyła, a ja leżałam na podłodze rycząc ze śmiechu jak głupia.
      • Gość: Hit Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.acn.waw.pl 10.04.04, 12:54
        Ja nigdy nie byłem roztargniony :)


        -----------------------------
        <a href="forum.gazeta.pl" style="color: Red">Forum</a>
        • kaaarolinkaa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 10.04.04, 13:17
          1. Jedziemy nad morze pod namiot samochodem w 3 osoby:Paweł, jego panna Monia i
          ja(moj facet mial dojechac pozniej). Jedziemy jedziemy, a oni co iraz
          przypominaj sobie czego nie wzieli:
          P: Monia, nie wziazlem kapci!
          M:cholera!
          M: och, nie wzielam tej czerwonej bluzki!
          P: Kurde!
          J:Ja tam niczego nie zapomniałam.
          Siedze szczesliwa z tylu, oni tak wyliczaja i wyliczaja, ja co kilka wyliczeń
          wtracam swoje wkurzające i przemadrzałe zdanie:
          J:Bo to najlepiej sobie wszystko zapisac. Ja sobie zapisałam i dokladniutko z
          ta lista posprawdzałam i teraz mam wszystko. Jedziemy, jedziemy i nagle ja:
          J:Kurwa, spiwora zapomniałam!
          • Gość: miśkowska Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 5.2.* / *.chello.pl 10.04.04, 19:12
            Moja mama kiedyś weszła do cukierni i z uporem dopytywała się o cenę pięknego,
            dużego tortu stojącego za sprzedawczynią. Kobieta miała lekko zdezorientowaną
            minę, bo nijak nie mogła zlokalizować tego słodkiego przysmaku. Dopiero moja
            siostra dyskretnie uświadomiła moją mamę, że to nie jest tort. To tylko stołek,
            mamo...

            Moja mama czekała na parterze na windę. Nagle z okolic piwnicy wychodzi
            mężczyzna obładowany torbami. "A co ty tam masz, zwariowałeś?" - zapytała się
            mama. Facet nieśmiało odparł: "Zakupy..." Mama myślała, że to mój tata. A
            potem, gdy się skapowała, patrzyła na ściany, sufit... Podziwiała piękno
            naszej klatki schodowej, a facet pewnie zastanawiał się, dlaczego mu nie wolno
            mieć przy sobie zakupów:)
            • Gość: xx Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.sejm.gov.pl / *.sejm.gov.pl 02.07.04, 18:05
              Moja kochana mami jest kwintesencją klasy, kultury i dobrego smaku i zawsze
              stara się być dla wszystkich bardzo miła. Któregoś dnia siedzimy na przystanku i
              czekamy na autobus. Podchodzi do nas starowinka i pyta o jakąś ulicę. Moja mama,
              przejęta, odpowiada, że to ulica odchodząca od św. Wincentego (w W-wie przy św.
              Wincentego jest cmentarz). Po czym pyta tą panią, czy wie, gdzie jest św.
              Wincentego. Starowinka postanowiła być dowcipna i mówi: "oczywiście, że wiem, ja
              tam niedługo będę leżała". A moja mamusia, która tego nie usłyszła, odparła z
              uśmiechem: "no właśnie".
    • Gość: Janusz zgubiłem samochód :)) IP: *.zabki.net.pl / *.zabki.net.pl 10.04.04, 20:41
      Rano odwiozłem żonę do pracy, wracając zaparkowalem przy sklepie obok osiedla,
      kupiłem gazetkę, male conieco i jak zwykle ze sklepu udałem sie do domu.
      Jakież było moe zdziwienie, gdy po południu wyszedłem z domu by pojechać do
      pracy i stwierdziłem że mojego samochodu nie ma tam gdzie jest zawsze (miejsce
      parkingowe, strzeżone osiedle). Nogi zrobiły mi się miętkie, zimny pot oblał
      czoło. Oczywiście samochód od rana stał sobie pod sklepem. Ot, takie
      roztargnienie.
      • vivyan Re: zgubiłem samochód :)) 10.04.04, 22:08
        Oj ale macie :)
        Mnie sie tez zdarzaja rozne rzeczy, np takie:
        1. Zmieniłam samochod. Zaparkowalam ten inny samochod w nieco innym niz zwykle
        miejscu. Wracajac z pracy zwyczajnie przeszlam obok niego, bo jakos jeszcze nie
        kojarzylam go jako mojej wlasnosci.Kiedy dotarłam na zwykle miejsce i
        zobaczylam ze nie ma MOJEGO samochodu bylam pewna, ze mi go ukradli. Malo
        zawalu nie dostalam. Zorientowalam sie na moment przed nacisnieciem numeru
        policji. :)
        2. Kiedys chcialam zadzwonic do meza do pracy ale odruchowo wybralam numer do
        moich rodzicow. Moja mama nie poznala mojego glosu, bo przybralam b. oficjalny
        ton i poprosiłam z panem D. czyli moim mezem. Mama poinformowala mnie , ze go
        nie ma i odlozyla sluchawke. Chwile potem odebralam w domu histeryczny telefon
        od mojej mamy, ktora myslala ze cos mi sie stalo i teraz policja czy pogotowie
        szuka mojego meza zeby go poinformowac....bosz.
        • vivyan jeszcze mi sie przypomnialo 10.04.04, 22:21
          Kiedys moj maz wrocił z jakiegos meskiego spotkania dosyc pozno i neico
          zaprawiony. Pierwsza rzecza jaka zrobil bylo zdjecie soczewek i umieszczenie
          ich w tym takim pudełeczku ( co zajelo mu sporo czasu i energii). Rano wstal
          spanikowany i rzucil sie do łazienki z okrzykiem "Kontakty!!! bo dostane
          zapalenia!!" Zanim dotarlam do łazienki byl na bardzo dobrej drodze do
          wydłubania sobie oka, bo kontakty oczywiscie od nocy w pudełku były...hyhyhyh.
        • Gość: robin Re: zgubiłem samochód :)) IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 24.09.13, 20:27
          Ha ha z tym samochodem to niezły numer;) Moja żona również "zgubiła" kiedyś samochód i to nie raz. Dlatego kupiłem jej lokalizator gps żeby zawsze mogła za pomocą aplikacji w telefonie go odnaleźć:)
    • Gość: w9 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.04, 15:26
    • Gość: w9 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.04, 15:27
      No wlaśnie, brak tresci postu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka