IP: *.icpnet.pl 17.02.09, 16:09
Czy jest na sali matematyk?
Proszę o recenzję serialu. ;)
Obserwuj wątek
    • drzejms-buond Re: "Wzór" 17.02.09, 16:19
      2 PI er kwadrat, czy cos koło tego
      • Gość: Inka Re: "Wzór" IP: *.icpnet.pl 17.02.09, 16:34
        To kto jest zabójcą? ;)
        • drzejms-buond Re: "Wzór" 17.02.09, 16:45
          matematyk!
        • Gość: 3,14-Roman Re: "Wzór" IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 17.02.09, 17:53
          Pewnie to ja jestem mordercą. Bo i "pi" i "er". Ale niczego nie
          pamiętam. Myślicie, że mam amnezję?
          • Gość: Inka Re: "Wzór" IP: *.icpnet.pl 17.02.09, 19:48
            Myślimy, że potrzebny jest wzór, który potrafi określić ile ofiar jest w zasięgu
            Twojej amnezji.
            • Gość: 3,14-Roman Re: "Wzór" IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 17.02.09, 23:27
              Ilość ofiar = [(W+A)/ln(pi*H + RC)]+1,
              gdzie:

              W = aktualna waga 3,14-Romana w kilogramach
              A = aktualny wiek 3,14-Romana w latach
              H= wzrost 3,14-Romana w metrach
              RC= stała Romana, równa 6.66
              • drzejms-buond Re: "Wzór" 18.02.09, 09:51
                masz jakąś STAŁĄ? gratulujemy!

                myslę jednak,ze to nie amnezja a pomrocznosć jasna
                • Gość: 3,14-Roman Re: "Wzór" IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 18.02.09, 13:25
                  Raczej nie pomroczność jasna, a tak zwana: "choroba filipińska".
                  • drzejms-buond Re: "Wzór" 19.02.09, 14:09
                    raczej nie "choroba filipińska" a "zasłabnięcie w trakcie obrad"
                    (biorąc pod uwagę wczorajsze doniesienia z Łodzi)
                    • Gość: dioti Re: "Wzór" IP: *.chello.pl 20.02.09, 23:16
                      a może po prostu infekcja? ta sama, co to dotknęła niedawno
                      japońskiego ministra spraw zagranicznych?
    • Gość: 3,14-Roman Napiszmy swój własny odcinek IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 20.02.09, 18:11
      Może napiszemy swój własny odcinek? Proponuję
      połączyć "Wzór", "CSI", "Kości" i inne podobne w jedno wielkie
      dzieło...


      -Hände hoch!- zawołał wysoki blondyn w mundurze- Du Arschloch!
      Uraczony tym "komplementem" człowiek skulił się na fotelu,
      bezskutecznie próbując powstrzymać drżenie rąk. To tylko
      rozzuchwaliło blondyna, który wielką łapą ściągnął go z fotela.
      -Ratujcie mnie! Biją mnie Niemcy! - rozległy się słabe jęki.
      Na próżno. Wszyscy obecni, jak na komendę, odwrócili głowy i
      wpatrywali się w brudne szyby, jakby przed chwilą ukazała się na
      nich Matka Boska Siedmiu Boleści. Blondyn uśmiechnął się pod nosem.
      -Schneller, schneller!- warknął na nieszczęśnika, prowadząc go
      między siedzeniami.
      -Ratujcie mnie!- zaryzykował jeszcze nieszczęsny, ale skończyło się
      to tylko mocnym ciosem w potylicę.
      Blondyn zaciągnął swoją ofiarę aż do drzwi, z uśmiechem je otworzył
      i wypchnął wciąż jeszcze żywego mężczyznę z samolotu. Z poczuciem
      dobrze spełnionego obowiązku zamknął drzwi...

      Cztery godziny później, w siedzibie FBI, młody policjant, Fergus
      McKowalski, załamywał ręce. Jak mógł się spodziewać, rozmowy ze
      świadkami nic nie dały. Co prawda, z około setki pasażerów, aż 43
      zapamiętało incydent, ale... 23 osoby twierdziły, że morderca był
      mężczyzną, 12 kobietą, a reszta nie miała zdania. Według przed
      chwilą przesłuchiwanej przez Fergusa pasażerki, piętnastoletniej
      cheerleaderki Sally Anny Lincoln, morderca był młody, wysoki, "very
      hot" i podobny do najstarszego członka zespołu "Jonas Brothers", co
      wyraźnie kłóciło się z opisem podawanym przez przesłuchiwaną obecnie
      przez Fergusa Karen McTaylor, 65letnią gospodynię domową z Południa,
      która przysięgała na własne oczy, że morderca był sobowtórem Chucka
      Norrisa. "Nawet kopał z półobrotu!"

      Fergus westchnął żałośnie, przerywając tym tyradę pani McTaylor
      o "spisku masonów" i "rosnących cenach karmy dla kotów".
      -Dziękuję- odparł mechanicznie- Bardzo pani nam pomogła!
      Kiedy starsza pani opuściła jego gabinet, Fergus podszedł do biurka,
      którego idealny porządek zakłócał owinięty w folię kapelusz denata.
      I nagle:

      -EUREKA!- zakrzyknął Fergus- Zauważył bowiem coś interesującego. Na
      rondzie kapelusza widniał bowiem ciąg liczb.
      -Yes!- pomyślał McKowalski i bez wahania chwycił za słuchawkę...
      • Gość: dioti Re: Napiszmy swój własny odcinek IP: *.chello.pl 20.02.09, 23:44
        no to pozwolę sobie przyłączyć się do literackiej zabawy:)

        ... 669-666-777 - szybko wybierał numer telefonu zapisany na rondzie
        kapelusza.
        - Dzień dobry. - odezwał się kobiecy głos - niski i seksowny. - tu
        doktor Annabel Lecter, specjalista psychiatrii. Czym mogę służyć?
        - Dzień dobry. - odpowiedział policjant. - potrzebowałbym pani
        pomocy...
        - Ależ oczywiście! - wciął się kobiecy głos - na tym polega moja
        praca. Jaki ma pan problem?
        - Mam problem... z ustaleniem tożsamości...
        - Spokojnie, taki problem ma wielu ludzi, to się daje skutecznie
        leczyć, proszę się tylko szybko zgłosić do mojego gabinetu, który
        znajduje się przy ...
        McKowalskiemu tajemnicza rzekoma lekarka wydała się nieco dziwna.
        Postanowił więc porozmawiać z nią osobiście.
        - Czy mógłbym przyjść do pani jeszcze dzisiaj? To, jakby to
        powiedzieć, śmiertelnie poważna sprawa...
        - Ależ oczywiście, skoro to takie pilne! Może być 18.30? powtórzyć
        adres?
        - Dziękuję, już zapisałem.

        ***

        O 18.20 Fergus McKowalski siedział już w niewielkiej poczekalni
        gabinetu psychiatrycznego przy Wisteria Lane. Różowo-czerwone
        nieokreślonego kształtu desenie na tapecie oraz obrazki
        przedstawiające postacie z komedii dell'arte nadawały temu wnętrzu
        cokolwiek niesamowity charakter. Widniejąca na drzwiach gabinetu
        tabliczka z wypisanym czarną, gotycką czcionką napisem
        "A. Lecter, MD" także nie sprzyjała uspokojeniu skołatanych nerwów.
        W poczekalni nie było nikogo innego. "Widocznie pani doktor nie
        narzeka na nadmiar pacjentów" - pomyślał McKowalski. - "Lecter,
        Lecter... skądś znam to nazwisko..." Rozmyślania detektywa zostały
        nagle przerwane przez donośne skrzypienie drzwi. Niewysoki mężczyzna
        o aparycji Woody'ego Allena pospiesznie opuszczał gabinet,
        burknąwszy ledwie słyszalne "Dowidzenia" stojącej za nim kobiecie w
        niedbale narzuconym białym fartuchu. Najbardziej intrygującej i
        seksownej kobiecie, jaką McKowalski w życiu widział...


        [ ciąg dalszy, jeżeli chcecie, być może nastąpi ;) ]
      • nessie-jp Re: Napiszmy swój własny odcinek 21.02.09, 00:10
        Ja przepraszam, ale całkowicie pominięto w tej narracji charakter urazów
        przedśmiertnych denata. A przecież cios w potylicę pozostawił z pewnością na
        twardówce krwiak odpowiadający kształtem dłoni mordercy! Nie mówiąc już o
        śladach w postaci pudru sypkiego w odcieniu brzoskwiniowym, które odkryto na
        kołnierzyku ofiary tuż pod linią włosów. Co mniej zaprawionym intelektualnie
        śledczym mogłoby pozwolić mniemać, że rację mieli ci z pasażerów, którzy
        twierdzili, iż postawny, brutalny morderca była kobietą
        • Gość: dioti Re: Napiszmy swój własny odcinek IP: *.chello.pl 21.02.09, 13:31
          ... gdyż najwyraźniej coś ją z tym mordercą łączyło. Z całą
          pewnością nie była to relacja czysto służbowa... Dywagacje na temat,
          czy był to związek o charakterze erotycznym, czy politycznym, czy
          może raczej jedno i drugie, zostawmy na później. Wróćmy do detektywa
          McKowalskiego, którego zostawiliśmy niedawno sam na sam z tajemniczą
          panią doktor...

          McKowalski wpatrywał się w dr Lecter jak sroka w gnat. A zaiste było
          na co popatrzeć... Długie, idealnie proste i idealnie czarne włosy
          okalały niezwykle atrakcyjną twarz pokrytą starannym makijażem. Pani
          doktor miała na sobie suknię z odważnym dekoltem, której soczyście
          czerwona barwa idealnie podkreślała jej południowy typ urody. Suknia
          kończyła się nieco powyżej kolan, ukazując oczom naszego dzielnego
          policjanta piekielnie zgrabne łydki odziane w cieniutkie, lekko
          połyskujące pończochy. Całości dopełniały eleganckie, czarne,
          niebotycznie wysokie szpilki.
          - Dlaczego pan mi się tak przygląda? - zapytała.
          - Yyyyy... bardzo ładna sukienka, piękny kolor... naprawdę
          piękny... - nic mniej kompromitującego najwyraźniej nie chciało
          przyjść mu w tym momence do głowy.
          - To Golce&Zadbana, wschodząca designerska gwiazda, z jakiegoś kraju
          na wschodzie Europy, nie pamiętam dokładnie... - odparła pani
          doktor, rozsiewając wokół siebie dyskretną woń Channel No 5. - Ale
          przejdźmy do rzeczy, zdaje się, że miał pan jakiś problem z
          tożsamością?
          - Tak - odparł McKowalski, dyskretnie rozglądając się po ścianach
          gabinetu, obwieszonych mnóstwem dyplomów i certyfikatów. - Ale nie
          moją. Myślę, że pora już zakończyć te podchody. Jestem z FBI, oto
          moja legitymacja - powiedział, podając jednocześnie lekarce
          dokument. - Dziś rano na lotnisku znaleziono zwłoki mężczyzny.
          Brutalnie pobitego ze skutkiem śmiertelnym. Na rondzie kapelusza
          miał zapisany numer pani telefonu. Tutaj mam jego zdjęcia. -
          kontynuował McKowalski, wyjmując jednocześnie z teczki żółtobrązową
          kopertę. - Ostrzegam jednak, to są zdjęcia zwłok, mogą wyglądać dość
          drastycznie...
          - Nie ma sprawy, my lekarze już na pierwszym roku studiów oswajamy
          się z takimi widokami... Ale doceniam pańską troskę - odpowiedziała
          uśmiechając się uwodzicielsko, bo doskonale dostrzegała, jakie
          wrażenie robi na młodym śledczym. - Proszę pokazać mi te zdjęcia.
          Dr Lecter dłuższą chwilę wpatrywała się w fotografie, mocno
          zmarszczywszy swoje idealnie wyprofilowane, czarne brwi.
          - Taak, chyba poznaję tego człowieka. - powiedziała powoli,
          najwyraźniej ważąc każde słowo. - To jeden z moich pacjentów. On się
          tak jakoś dziwnie nazywał... Jakoś tak mi się to nazwisko z diabłem
          kojarzy... I imiona też miał dziwne, jakieś takie nie do końca
          męskie... Wiem!
          Piotr Anna Boruta! To na pewno on! Przyjeżdżał do mnie się leczyć aż
          z tego dalekiego kraju na wschodzie Europy, z którego pochodził.
          - Tak więc leczyła go pani? - McKowalski starał się wydobyć z
          lekarki jak najwięcej informacji - Czy denat miał jakieś problemy
          natury psychicznej?
          - O tak, w dodatku niezwykle złożone i skomplikowane... -
          odpowiedziała dr Lecter. - Był jednym z moich najtrudniejszych
          pacjentów w ostatnim czasie. Miał wielkie problemy z odnalezieniem
          się w otaczającej rzeczywistości. Rozbudowany system urojeń
          wielkościowych i prześladowczych. Kiepsko reagował na intensywną
          psychoterapię. Rozważałam już nawet wkroczenie z leczeniem
          farmakologicznym, ale nie zdążyłam... Sytuację dodatkowo
          komplikowały relacje z żoną, Niemką, jak mi się zdaje...
          - Czy mogłaby pani udostępnić mi jego dokumentację medyczną? -
          zapytał McKowalski. - Oczywiście dostarczę pani stosowny nakaz w
          terminie późniejszym.
          - Ależ oczywiście. - odpowiedziała dr Lecter z nieco nienaturalną
          gorliwością. - Tylko że... widzi pan, zapomniałam dzisiaj klucza do
          pokoju, w którym przechowuję kartoteki pacjentów... Czy mógłby pan
          przyjść po nią jutro? - mówiąc to spojrzała na niego swoimi wielkimi
          zielonymi oczami w taki sposób, że nawet kamienny posąg straciłby
          głowę.
          - Dobrze. Chętnie przyjdę do pani jutro. Po dokumentację...
          oczywiście... - to spojrzenie najwyraźniej odniosło zamierzony
          skutek...

          ***

          - Co za kobieta! - pomyślał Fergus McKowalski kierując się w stronę
          swojego samochodu.
          - Co za pech! - pomyślała dr Lecter, obserwując wsiadającego do
          samochodu policjanta zza żaluzji w oknie swojego gabinetu. - Że też
          ten idiota musiał sobie zapisać mój numer na kapeluszu! Teraz będę
          miała na głowie tego wścibskiego glinę!
          • Gość: 3,14-Roman Re: Napiszmy swój własny odcinek IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 22.02.09, 20:07
            W tym samym czasie w zasnutym mgłą polskim miasteczku Zadupie Wielkie
            Zdzisław Małorolny (lat 53), grabarz, obserwował już od godziny
            tajemniczą grupkę ludzi, która przechadzała się po lokalnym
            cmentarzu.

            (posępny głos narratora)
            Zdzisław nie był człowiekiem, którego łatwo zadziwić. Podczas ponad
            trzydziestu lat na stanowisku grabarza (albo, jak kto woli, Managera
            ds. Jednostronnego Transportu Wertykalnego) widział już wiele rzeczy.
            Widywał złodziei, bez żenady kradnących w biały dzień znicze i
            wiązanki z grobowców. Kątem oka obserwował cotygodniowe czarne msze
            organizowane przez dwudziestoletnich członków Zrzeszenia Satanistów
            Ziemi Górnośląskiej. Widywał miejscowego zboczeńca, pana Hipolita,
            który ukryty za wielkim grobowcem rodziny von Kloc, czekał na
            przechodzące staruszki. Ale ci ludzie byli inni...
            • Gość: 3,14-Roman Re: Napiszmy swój własny odcinek IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 22.02.09, 20:29
              Przewodniczący lokalnego oddziału Loży Nowomasońskiej Joachim von
              Blumental Konditorei Kopenrath und Wiese odwrócił się niespokojnie.
              -Ten człowiek na nas patrzy, Nemezis!- zwrócił się do swojej
              asystentki, pokazując upierścienionym paluchem znanego już nam
              Zdzisława.
              -Nie powinieneś wkładać rytualnej szaty, o Mistrzu!- zauważyła
              Nemezis- Teraz motłoch się na nas patrzy!

              Joachim westchnął żałośnie. No cóż,brak doświadczenia robi swoje-
              pomyślał. Von Blumental był Mistrzem dopiero od dwóch tygodni, kiedy
              to zbuntowani Masoni postanowili utworzyć swoją własną, nową Lożę,
              Lożę Nowomasońską. I nie miał wielu ludzi do dyspozycji, nie miał
              nawet osobistego kierowcy, co dopiero mówić o stylistach, czy spin-
              doktorach.

              -Zocha, kiedy będzie Halloween?- kilkuletnie dziecko o ryżej
              czuprynie,zapytało głośno starszą siostrę, pokazując brudnym
              paluchem szatę Joachima(Armani, najnowsza kolekcja Masons Deluxe).

              Von Blumental Konditorei Kopenrath und Wiese uśmiechnął się pod
              nosem.
              -Jeszcze nie teraz, kochanie!- odparł- Ale jak chcesz, dostaniecie
              teraz po paczce cukierków (siedziący na ławce pan Hipolit chrząknął
              z oburzeniem). Poproście tylko tego grabarza, aby za kwadrans
              godziny stawił się przed grobem Luizy księżnej von Smallhousen.
    • bransoletkaa Re: "Wzór" 22.02.09, 19:37
      A matematyczka może być?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka