lelo58
09.10.09, 23:07
Nakazoł łojciec Zygfrydkoziu boczyć na łozieczki coby do sójsiada nie
lozły.Zianc Zygfrydek boczy.Łoraz zidzi co bez pole lizie fejn łobliczony
warszaziok.Skórznie ganc noje,zielóne buksy tyż,pulower zołniany prosto z
lady,rugzak,na łbzie kapelun w pazorach knybel.Lizie i goda:
-Jek tu psianknie,jeka trawa zieluna,jek ptoszki psianknie spsiywajo,
jeka krystaliczno woda.Zwalół rugzak,knykso,jeno ranko sia łoper ło ziamnie a
drugo psije wode z kałuży.
Zygfrydek drze gambe:
-Nie psijta ty wody,tamój skop narznół
-Proszę?mów do mnie po polsku gdyż jestem z Warszawy i nie rozumiem
co do mnię mówisz-odpowiada Warszawiak
-Aha!Mówię,żeby pan nabierał w obie dłonie wtedy się pan więcej
napije-łodpoziedzioł Zygfrydek