Dodaj do ulubionych

KUBA spod Gietrzwałdu gada

09.04.06, 12:12
Moji Drodzy!
Chtoś mondry poziedoł kiedaj, że podróże kształcą. Myślołem ło tym, kiedym
łostatni róż do Łoistyna jechoł. Toć to z naszego Bziesala tło skok, a
jenosz, co tam w cugu człoziek się nasłucho, nowości dozie, jęk by długo,
ciekawe ksiojszka przecy-toł. Ale nie ło ksiojszkach chce dziś godać, jeno ło
kinie. Zidzita mój i kocham, z tego, co kilkoro młodych profejdoków mniędzy
sobó pozieduwali, zmiarkowałem, że pokazujó w mnieście siorczyście psienkny
film. Tom też poszed. Na przekór Agatce, bo łona zawdy praziuła, że „prandzy
koza na mniesionc skoczę, niż ty Kubo do kintopu pódziesz". Wenowejta! To jo
sprow-dy taki dziwoląg? Poszedem tedy. Grali Gdyby wszyscy ludzie dobrej
woli. Moji złoci, toć mi słów brakuje, by Woma poziedać, jęk mi się ten film
łudoł. Jeko głęboko treść! Mózia Woma, jęk tyło jeszcze róż bando go grali,
jidźta wszyscy, młodzi i starzy! Gdyby wszyscy
Obserwuj wątek
    • gietpe Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 09.04.06, 12:13
      ludzie dobrej woli... mój Boże, toćby chyba raj buł na ziemni!
      Tak wracając tedy z kina w cugu myślołem ło tym, co się teroz w tam naszam
      Gietrzwołdzie dzieje i u-wziełem się napsisać ło tam w liście do woju
      wszystkich, może znojdzie się chućko rada i porządek z tam naszam Geesam! Jół,
      bo ło nich tu chodzi. Słuchojta!
      Jest w Gietrzwołdzie dom murowany, przy moście, nad samo strużko. Właścicielką
      domu jest panna Gąsiorowska. Chto downi na łodpusty chodziuł, pa-mnięto, łu
      Gąsiorowskiego buła loda ze sztofami, po dzisiejszemu — tekstyliami.
      Gąsiorowski to mój dobry stary kolega. Spokojny buł to chłop, a mondry, nikomu
      krzywdy nie łuczyniuł, a jęk czasem przy niedzieli psi-wko wypsilim, zagaduwoł —
      „no jęk myślisz Kubo, do-czekowa?"...
      Nieboraczek nie doczekoł, zginół we froncie. Jego żona też łumerła, łostała
      tyło Marychna. Jęk buła dzieckiem, tom jó czasam na kolanach woziuł i „tak pon
      jedzie na paradzie" śpsiewoł. A dziś przychodzi do j mnie z płaczem, by
      ji pomóc te Geesy z ji domu wydostać. Toć skaranie Boskie co oni z tego domu
      zro-bzili! Łurządzili w niam sklep artykułów domowych, ! zielgo jizba
      pełno żelastwa, tinków, garców, kubłów. Mało tego, w dalszych jizbach
      łurządzili magazyny,
    • gietpe Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 09.04.06, 12:14
      w nich całe tony soli, śrutu, beczki ze śledziami, z kapustą.
      Dom stoji na wysokich fundamentach, dicht nad rzeko. Fundamenty pękaj ó,
      łopuszczo sia podłoga w kro-mnicy, jidzie już mocno z górki. Toć przez to
      zniszczó cały dom i gdyby łon nie buł tak mocno budowany — mózi nasz majster
      Hinz — downo by sia pod tymi ciaj-żarami rozwaluł. I tan sia rozwali, jęk
      jeszcze długo Gminno Spółdzielnio w nim będzie! Gąsiorowska już robzi co może,
      by jich wydostać; łumowy nigdy nie podpsisywała, komornego nie bzierze, do sądu
      już sprawę podała! A te siedzą, jęk te wszy w parchu! Niby już l maja
      łobziecali się wyprowadzić do wyremontowanej karczmy po Guskim, ale nie
      poziedali, w chtó-ram roku!
      Gdyby tak wszyscy ludzie dobrej woli! Boć tyło trochę ty dobry woli buło. Tyle
      lot tan duży, psienkny gmach po Guskich buł wolny. Kilkanaście jizbów sia
      zmarnowało. Naprzeciwko też dużo puste karczma po Perku. Czy tu nie buło
      mniejsca no Gminny Spółdzielni? Czamu to pakować się tam, gdzie was nie chcó,
      gdzie rujnujecie własność bezbronny ko-bziecie, chtóra zie, że ji dom nadaje
      się tylko na mnie-szkania, nie na magazyny i sklepy z żelastwem! Czemu jęk na
      urągowisko chcecie udowodnić, że
    • gietpe Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 09.04.06, 12:15
      — Warmianka nie ma prawa do swoji własności, że Gminna Spółdzielnia kpsi sobzie
      z protestu właścicielki domu w Gietrzwołdzie? Tyle lot Spółdzielnio pro-
      wadziuła dobry interes, zarobziuła dobrze i zawdy buło wciórko ponad plan jęk
      sia zawdy chwolili — to chyba stać j ó wreszcie na wybudowanie własnego sklepu
      i magazynu — jęk już nie chciała tych karczm ów ponie-mnieckich, a jęk tyle nie
      zarobziuła, no to prosto rzecz — ni mo racji bytu i niech zwij o manatki.
      Były downi dwa lody w Gietrzwołdzie z żelastwem — łu Waleszkowskiego i łu
      Fiutaka. Magazyny mocne, betonowe jęk pod żelastwo przystoji. Dziś łu
      Waleszkowskich jest sklep tekstylny, łu Fiutaków
      — nic. Czamu to tak łopacznie?
      Jest jeszcze jenszo rzecz, co no j u w Gietrzwołdzie mocno łoburzo, to niemrawe
      załatwienie wyjazdu Anny Osowskiej. Lód 12 lat ta kobzieta z córko czeko na
      połączenie się z jej ślubnam chłopam, córka chce do łojca. Ło tam napsisza woma
      w następnam liście. Na dziś dość.
      Gdyby wszyscy ludzie dobrej woli!... — pamnian-tajta ło tam.
      Pozdrozio woju serdecznie
      Wasz Kuba spod Gietrzwałdu
      1957r
        • tralala33 Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 09.04.06, 22:45
          He he - ale tamten to spod Wartemborka psisał, czyli Seweryn Pieniężny. Widać
          Kuba to było popularne imię wśród Warmiaków - może od św. Jakuba, patrona
          Olsztyna? A Kuba spod Gietrzwałdu to chyba dopiero po wojnie się pojawił, to
          wtedy Gazet Olsztyńskiej nie było. Był tylko Głos Olsztyński 'organ PZPR-u'.
          Dopiero w latach sześćdziesiątych przejął nazwę Gazety Olsztyńskiej. ja do tej
          pory mam mieszane uczucia - co dzisiejsza Gazeta Olsztyńska ma wspólnego z tą
          zakładaną przez Warmiaka Jana Liszewskiego i poznańczyka Seweryna Pieniężnego?
          Dobrze, że choć teraz dba o ten Dom Gazety Olsztyńskiej.
          • rita100 Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 09.04.06, 22:51
            Tralala, przecież wiesz, że gazety są w prywatnych rękach i nie ma już gazet
            polskich - jedynie jest 'Wprost", a tak to wszysko w obcych rękach. smile

            No to mam namieszane w głowie z Kubą
            To tak jak pije Kuba do Jakuba .... wink
        • tralala33 Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 10.04.06, 21:36
          Ale przecież te gadki dużo wcześniej pisane, w 1957 roku, to ciekawe, gdzie mu
          wtedy pozwolili to drukować. Bo odwilż odwilżą, ale żeby tak otwarcie mówić o
          krzywdach Warmiaków - może tam jest jakiś wstęp w tym wydaniu z 1972?
          • gietpe Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 10.04.06, 22:07
            20—21 grudnia 1952
            Moi złoci!
            Wy, starsze Warmijoki, pamniętota pewnikiem Kubę spod Wartemborka, jęk on od
            1920 roku aż do wojny psięknie godoł i jęk mi wszyscy się na to gadanie
            doczekać ni mogli. Co się z tym Kubą stało, Bóg jedyny zie. Może go Mniemcy w
            tej wojnie gdzie zatłukli — nie dziwowołbym się wcale, bo jim gwołt nadokuczoł
            swojem godaniem.
            Jekby tak buło, to zol mi go mocno! (i Woma też chyba), bo buł dobry, mądry i
            wesoły chłop, co noju broniuł przed Mniemcami, dobrze redziuł i każdego
            rozweselić potrasił...
            Z tego, że Kuby ni ma, spod na moją, już niemłodą głowę, zielgi kłopot.
            Będzieta się może dziwowali, że jo tak psiszę, ale tak jest doprowdy, bo jo
            muszę teroz robzić jego robotę, to jest psisać godanie w Słowie na Warmii i
            Mazurach. A jak się to stało, zaroz Woma poziem. Uwożojta jeno dobrze przy
            czytaniu, bo to
            27
          • gietpe Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 10.04.06, 22:08
            woźno rzecz, którą każdy Warmijok pozinien dokumentnie zrozumieć i spamniętać.
            A teroz słucha jta, już zaczynom. Buło tak:
            Nie pamniętom już dokładnie, ale zidzi mi się, buło to na ziosnę, przynieś mi
            listkorz listek od rządu z Warszawy. W tym listku buło napsisane, że mom jechać
            do Warszawy, na noradę o Warmii i Mazurach. Muszę się Woma szczerze przyznoć,
            żem się tym tro-szka przestraszuł. Nie dziwujta się wcale, tociem czło-ziek już
            niemłody, rejzować nie lubzię, a do tego jeszcze tak daleko. Wole siedzieć
            spokojnie w chałupsie i psilnować mojej gospodarki. Ale teroz nie buło się co
            namyślać, nojwyższo władzo prosiuła, to jo, jeko posłuszny obywatel, musze
            słuchać. A oprócz tego (jek-by mnie znali), tą prośbą trasili mi prosto do
            serca, bo j o bez całe życie, od nojmłodszych lot bułem zawdy razem z tymi, co
            refowali naszą ukochaną polską War-mije, w każdej potrzebzie. To i teroz musze
            tam być, kiedy znów o nią chodzi: może udo mi się jeko dobrą redą jej pomóc,
            chocem jeno prosty i nieuczony chłop. A oprócz tego chętka mnie brała oboczyć
            naszą drogą Warszawę, jak daleko się już odbudowała z gruzów.
            Po takich medytacjach zaczołem się szykować do tej dalekiej podróży. Noprzód
            pojechołem do Olsztyna
            28
          • gietpe Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 10.04.06, 22:10
            październiku przyjechało aż czterech panów od Słowa Powszechnego z Warszawy i
            zwołali zebranie do Olsztyna, na chtóre zaprosili kupę Wamijoków i niechtórych
            księży. Redaktor Słowa Powszechnego, pon Kętrzyński, ogłosiuł, że wnetki naszo
            gazeta wyjdzie. Redaktorami gazety będą same Wamijoki, bo oni nojlepsiej
            ziedzą, jęk trzeba psisać.
            Ale teroz przyszed noziększy kłopot, bo wszyscy mózili, że w tej gazecie musi
            być koniecznie godanie Kuby, bo gazeta dio Wamijoków bez Kuby, to jęk go-
            spodorz bez krowy. Jęk mi się tak o tego Kubę tropsili, wstoł pon redaktor i
            pyto: ,,A może jest tu chto, co się nazywo Kuba?". Wtedy ci, co mnie znali,
            zaczęli wołać:
            „Jest, jest, ale spod Gietrzwałdu" i pokazywali palcami na mnie. Jo się
            wymoziom jęk mogę, że nie potrasie psisoć godania Kuby, bom za stary i za
            głupszy, a oni na to: „Akurat żeś stary, to potrasisz, boś wszystkie godki Kuby
            przeczytoł, to mniołeś dość czasu się nauczyć, a oprócz tego psisołeś nieroz do
            gazet, a co naj-wożniejsze, żeś też stary kawaler — jęk dawniejszy Kuba — i
            zaczęli wołać: ,,Niech żyje Kuba spod Gietrzwałdu!". Bułem mocno wzruszony, że
            mom takie zaufanie u mój ech braci — i zgodziułem się.
            Tak jest! Polska mnie znów woło do roboty. I mózie Woma, że tak jęk szedem
            zawdy za jej głosem od naj-
            młodszych lot, tak i teroz idę za nim, by i na starość pracować dio niej do
            końca życio.

            A teroz ostońta z Bogiem i czekojta cierplizie na moje drugie godanie.
            Wszystkiego dobrego życzy Woma Wasz

            Kuba spod Gietrzwałdu
          • gietpe Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 10.04.06, 22:18
            Tralala jest wstęp Tadeusza Stępowskiego na 20 stron a okładkęi stronę tytułową
            projektował Andrzej Samulowski(wnuk),niektóre gawędy są napisane na potrrzeby
            tamtych czasów (podchodzą pod zakazy nietykiety szerzenie ....)
            • tralala33 Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 10.04.06, 22:30
              20 stron - to trudno prosić Cie o streszczenie tego wstępu, ale czekamy na
              kolejne gawędy. A zauważyliście, że każdy trochę inaczej pisze - inaczej Kuba
              spod Wartemborka, inaczej Kuba spod Gietrzwałdu, jeszcze inaczej Edward Cyfus.
              No i te baśnie i legendy warmińskie też inne. Dobrze, że mamy taką
              różnorodność.
            • rita100 Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 10.04.06, 22:31
              Przepraszam , to jednak Tralala Alojz Śliwa to jest ten Kuba i był tylko jeden
              Kuba, czy było ich dwóch ? Jednak nie mogę się rozeznać.
              Jeden taki Kuba był na Warniji ?
              Kuba z Gietrzwaldu
              Kuba spod Wartemborka
              Jak to jest, wyjaśnijcie mi i innym laikom .

              • tralala33 Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 10.04.06, 22:35
                No tak, zaKUBIliśmy się kompletnie. Było dwóch Kubów - jeden spod Wartemborka,
                czyli Seweryn Pieniężny junior, który pisywał felietony do swojej Gazety
                Olsztyńskiej w okresie międzywojennym. Drugi - to Alojzy Śliwa, który stał się
                Kubą spod Gietrzwałdu w latach pięćdziesiątych (o czym nie wiedziałam, ale
                dzięki Gietpe się dowiedziałam - i powoli już ich rozróżniam).
                • rita100 Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 10.04.06, 22:42
                  Powiem Ci , że to wspaniała wiadomośc, mamy wreszcie rozwiązaną zagadkę Kub
                  Warmińskich. I bardzo dobrze się stało , że jeden jest międzywojenny , a drugi
                  jest powojenny. Jest ciągłość gadek, które kontynułuje Cyfus.
                  Teraz zaczynam wszystkich rozpoznawać . Dzięki Giepe poznajemy Kubę z
                  Getrzwałdu, Cyfusa gadki juz mamy , a nie mamy gawęd Kuby z Wartemborga.
                  • gajowy555 Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 11.04.06, 10:56
                    rita100 napisała:

                    > Powiem Ci , że to wspaniała wiadomośc, mamy wreszcie rozwiązaną zagadkę Kub
                    > Warmińskich. I bardzo dobrze się stało , że jeden jest międzywojenny , a drugi
                    > jest powojenny. Jest ciągłość gadek, które kontynułuje Cyfus.
                    > Teraz zaczynam wszystkich rozpoznawać . Dzięki Giepe poznajemy Kubę z
                    > Getrzwałdu, Cyfusa gadki juz mamy , a nie mamy gawęd Kuby z Wartemborga.

                    Pije Kuba do Jakuba
                    Jakub do Michała
                    Pijesz Ty
                    Piję ja
                    kompanija cała
                    A kto nie wypije
                    Tego we dwa kije
                    Łupu cupu, łupu cupu ...
                    • rita100 Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 11.04.06, 19:51
                      Gajowy , teraz rozumię i tą piosenke to tet taki ciąg Kub z pokolenia na
                      pokolenie i no i my nie możemy być gorsi, więc pije Kuba do Jakuba, pijemy bo
                      taka nasza jest wiejska sielska dola. Nie po to powstawały na Warniji Karczmy
                      by siedzieć po turecku. Tam wszystko załatwiano , każdy interesik i przepijano.
                      Inaczej ineresik nie był ubity wink))

                      Kuba o tym wie wink))
                      A Kuba poziedzioł .....tak tero możemy zaczynać godki wink
    • gietpe Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 14.04.06, 11:40
      Moi Kocham!
      Tak się złożuło, że Zielgonoc przy-podo latoś akurat na psierszego, bez co
      mocno trapsią się łurzędniki i wszystkie jensze pracownik!, co pobzie-rają
      psieniądze w f ostatni cfzm miesiąca.
      I mają recht! Bo jekże tu się nie tropsić, kiedy trzeba wyprazić święta, a tu
      dają mu psieniądze dopsiero w psiątek, jenoczy móziąc w zilije, kiedy święconki
      ze wszystkimi dodatkami i przyprawami, nie wykluczając kuchów i malowanych
      jojków, pozinne już paradować na stole.
      Kłopot to nie lada! I naprowdę nie ziem, kogo tu zięcy żałować, ojców sbo matki-
      gospodyni, łoboje ra- f żem, czy też każde z łosobna. Ale zidzi mi się, że
      ojców, bo to łoni — niech się dzieje co chce— skądsiś wybębnić muszą forsę no
      babów na święta. I jekby tło na to, ale na domniar złego po ziększy części
      jeszcze ^ i no zieczną łondulację, chtórą wszystkie niemal bzioł
      ki — akurat na Zielgonoc — nie ziem dioczego — mnieć muszą.
      Co do ty Zielgónocy, to bez te łostre i długie mrozy wszystko jidzie na łopak.
      Jest bzieda z węglem, ko-koszy kiepsko się niosą bez co jojka są drogie, nawet
      zitki brzozowe do smagania, co jich aż sztery niedziele trzymołem w ciepły
      kuchni, mamie się rozzinęły.
      Bo i j o smagać będę, choć tło moją gospodynię A-gatkę i ji członków rodziny, a
      jekby mnie jekiś gość, a nawet som pon redachtor nadziedziuł, to też bum mu nie
      darowoł, bo to nasz stary warmiński zwyczoj, chtó-ry musi być łutrzymany.
      Kiedy godom o smaganiu, przyboczuło mi się o nim jedno zdarzenie z moji
      młodości. Posłuchojta: Zielgonoc przypadła wtedy późno, toteż buło ciepło i
      zielono, nawet brzózki łustroiły się już w listki, bez co nie buło kłopotu z
      trzymaniem w kuchni zitków do sma-ganio. Wszystkie dzieci i cało młodzież moji
      zioski rodzinny czekali niecierplizie drugiego święta, by się wzajemnie
      wysmagać. Zieczorem w psiersze święto po-łożułem kiele łóżka porządne gałąź
      kadyku i poszedem spać, z mocnym postanozieniem, że nie dom się zaskoczyć w
      łóżku bez dziewczoki. Ale że to duch łochoczy, a ciało słabe, łobudziłem się
      dopsiero wtedy, jęk poczułem na nogach łostre szastanie kolącym kadykiem.Buło
      jich aż psięć, a każdo szastnoła mnie porę razy
      — za mało tedy nie dostołem. Bułem bezbronny i zawstydzony żem się dół tak
      złapać, a najgorsze buło to, żem łoberwał od jedny nawet mojem kadykiem, com go
      na nich przyszykował. A łone — chcichy, chcichy
      — śniały się z mojego poniżenio, a jo do nich: — Za-czekojta, już jo się woma
      jutro łodpłacę!
      Jęk się te kozy już dość nałucieszały ze mnie zaczęły ż radości spsiewać i
      podskakuwać. Wtem — nie ziem jęk się to stało, może chtóro zawadziuła nogą —
      spod ławy wyskoczuła łokropnie rozczapsierono kluka (kwoka), co siedziała na
      gnioździe, a za nią na dyle wykulnęło się porę jojków. Dziewczoki zidząc, co na-
      broiły, nogle się łusterowały. Jedne zbzierały potłuczone jojka, a drugie
      puściły się w pogoń za kluką, co derła się w niebogłosy i lotała po jizbie jęk
      szalono. Skoczuła na stół, porozrzucała malowane jojka, sko-czuła na łokno,
      zwaluła bluntop z pelargonią, aż wreszcie jęk skoczuła na moje łóżko, poziodło
      mi się złapać ją za łogon.
      Wtem — na tą jojtę — wpadła do jizby moja matka i... aż ręce załomała na takie
      ślady smaganie. — Dziewczoki — cośta wy nabroiły. Tak to łodwdzięczota się za
      to, żem woju wpuściuła? — Łodezwała się zięcy z zolu, niż z gniewu.— Nie
      jadówcie się — proszą dziewczoki jedna bez drugą, my Woma wciórko wynagrodziwa.
      Matka, już łudobruchano, nic nie mózi, jeno z dziewczokami chuć-ko
      łuprząto „pole bzitwy". Potem częstuje wszystkich kawą, kuchą i malowanym
      jojkiem — no i rozweselone dziewczyny — w nojlepsi zgodzie z matką i ze mną — j
      idą do domu...
      Ziele, ziele już lot łuleciało łod tego zdarzenie i choć dziś głowa moja świeci
      siwym włosem, to zaw-dy mnile wspomninom, bo takie wesołe sigle przypo-mninają
      mi szczęśliwą, a jekże już downo minioną młodość.
      Kończąc, życzę Woma wszystkim moi kochani z całego serca: Zdrowych szczęśliwych
      świąt i wesołego Alleluja. Radujta się w Panu, bo „Wesoły nam dzień dziś
      nastał".

      Wasz Kuba spod Gietrzwałdu




    • gietpe Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 24.04.06, 11:56
      Nie dziwujta sia toć dziś niektóre Warnijaki majo Lany Poniedziałek to jo
      znalaz tako gadke Kuby

      Wielkanoc 1968
      — Byle do ziosny! — wzdychalim
      jeszcze przed poroma niedzielami. No, i doczekaiłm j i
      niespodziewanie prędzy, niż w jenszy lata: a zazitała
      do noju, jęk by na łumozienie, razem z kalendarzową
      ziosną. Żeby tło późni nie zrobziuła noma sigla — we-
      dle przysłozio „Maj, bydłu dój, a som za psiec łucie-
      koj".
      Ziosną! Słówko to króciutkie, ale siułasz w nim
      tchsi psiękna i radości, tego no j zdolniejsze psióro ło-
      psisać nie potrasi ani żoden człoziek nie jest w sztan-
      dzie (zdolny) tego gruntownie przeżyć i łodczuć. Bo
      ta cała przyroda, z wciórkimi swojemi czarami, to noj-
      mądrzejszo i nojpsiękniejszo księga mądrości, chtórą
      dobry Bóg — ku radości tego, tak często przygnębzio-
      nego rozmajtymi kłopotami człozieka — napsisoł. I kie-
      by człoziek tło chcioł i potrasiuł w łony księdze cytać,
      na pewno lżejsze bułoby jego mozolne, codzienne
      życie...
      322
      Jidę do likuskiego lasu. Prz
      psiersze stokrotki; szemrze cii
      coś pląso, myślę, że to żaby, a
      trzu furo już nasz kochany b
      szeń — dobrze — mom w ni
      moje, bo Warnijoki mózią, że
      bociona, a mo się przy sobzie
      jich mniało bez cały rok. Z go
      trele skowronka, a skądziś gło
      ka. W lesie już rączo ziercą się
      zite pszczółki, chtóre wyfurnęł
      psierszy łoblot. Zitają mnie ji
      przyloszczki. Nogle słuchom:
      łoglądom się dokoła — aha, 1
      chodzi blisko do mnie, i patrz
      nymi loczkami na mnie, łod te
      trzywa łoboje na ziebzie, a po
      długo — łodchodzę i łona te;
      niałe już pączki, a żółciutkie t
      mnienią się w złotych promnie
      łe, lisie łogonki. Łurywom z
      ziększymi pąkami, chtóre pot'
      w domu, w ciepłym mniejscu
      da na śwenta w wazonikach n
      sze, służyć mi będą na Zieli
      warnijskiego smaganio — naprzód mój i drogi Agatki,
      wciórkich domowników, szojsiadów i drogich mi
      gości.
      Wrocom do chałupy i jestem tak łupojony psierszy-
      mi czarami ziosny, że mi się ani psisać nie chce — |
      i myślę sobzie: Boży śwecie, jekiś ty już tero psiękny, <
      a co dopsieru późni będzie. I przyboczo mi się ksioj-
      żka Marii Rodziewiczówny Lato leśnych ludzi, w chtó-
      ry łona tak po mnistrzowsku łopsisuje łuroki lata
      i przeżycie ludzi mniłujących przyrodę. Redzę Woma ,
      — moje mniłe cytelniki — tę łuroczą ksiojżkę przecy-
      tać, a będzieta na pewno nią się tak zachwycali, jęk jo.
      Na śwenta Zielkanocne nojwożniejszym żerciem łu
      noju (wyboczta mi to troszkę grubzijańskie słówko, '
      tak mi się wysmikło), to jojka malowane, szynki i wo-
      rzty (kiełbasa). Handelek łoistyński łobziecuje, że la-
      toś będzie tego żercio tyle, że każdy będzie móg —
      jęk to się po naszemu mózi — napchać się do dzioba.
      Ale łon to łobziecuje co roku, a potem nie zawdy się
      to sprowdzo — toć zieta samni, jęk ludzi wtedy mo-
      cno jojtują. r
      Jół! na brok nieroz tych świńskich przysmaczków
      ludzie rócą, ale jeszcze nigdy nie słuchołem, by chtoś
      jojtowoł, że ni móg na Zielkanoc dostać gorzoły. Bo
      choćby mnięsa i chleba nie buło, ale sznaps jest zawdy. \
      Kończę słowami psieśni — Wesoły nam dziś dzień
      nastał.
      Z serdecznym pozdrozieniem Wasz Kuba spod Gietrzwałdu
    • gietpe Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 24.04.06, 22:02
      16—17 lipca 1960

      Choć król Jagiełło lubziuł spokój
      i chcioł ze swojemi szojsiadami żyć w zgodzie, to jenak
      Krzyżoki tak mu dożerli, że przebrała się jego mniorka
      cierzpliwości. Toteż na naradzie ze swojemi wojokami
      tak się rozjadoziuł na Krzyżoków, że grzmotnoł swoją
      zielką psięścią w stół tak mocno, co aż kubki z mnio-
      dem się powywrocały i tak się łodezwoł:
      — Chyba bułbym królem malowanym, jekbym
      mnioł jeszcze dłuży dać sobzie grać na nosie łod tych
      psubratów — i począł się szykować do wojny z zako-
      nem krzyżackim.
      W dniu 26 czerwca 1410 roku wymaszerowoł Ja-
      giełło ze swojem wojskiem z Wolborza, połączuł się
      l i 2 lipca w Czerwińsku z wojskami litewskimi Wi-
      tolda i książąt mazowieckich i 15 lipca, to jest zaled-
      wno po dwudziestu dniach, stanoł już na polach Grun-
      waldu — co wykonoł, jęk na tamte czasy, kiedy jesz-
      156
      cze kolei i dobrych dróg nie buło — z podziwu godną
      prędkością.
      Tak tedy, dnia 15 lipca 1410 roku, stanęły naprze-
      ciw sobzie łoba wojska, krzyżackie i litewsko-polskie
      do bzitwy. Jagiełło jęk się doziedzioł, że wojsko krzy-
      żackie już blisko — że to wciórko z Bogiem rozpoczy-
      noł — wysłuchoł noprzód w kaplicy polowy dwóch
      mszy, prosząc Boga ło prędkie zwycięstwo nad nie-
      przyjocielem.
      A co robziuł w tym czasie mistrz krzyżacki Uiryk
      von Jungingen? Czy może też się modluł? Prowdę mó-
      ziąc należało się tego spodziewać, bo to mistrz krzy-
      żackiego zakonu, co nawracoł poganów na ziarę chrze-
      ścijańską. Ale gdzie tam! Jęk łoboczuł tę łogromną gro-
      madę strasznie łuzbrojonych i łuszykowanych do bzitwy
      żołnierzy polskich, to zaboczuł ło Bogu i dostoł zielkiego
      stracha, że już przyszła na niego łostatnia godzina;
      wpod w rozpacz i skruł się i zaczął płakać jęk baba,
      z czego jego komturozie srodze się zgorszyli. Dopsieru
      po długim szukaniu łodnaloz go komtur elbląski Wer-
      ner Thettingen i łupomnioł go, by buł chłopem, a nie
      babą i dół rycerzom znak do bzitwy i przykłod łodwa-
      gi, a nie tchórzostwa.
      Jęk król Jagiełło skończuł modlitwy, wciągnął na
      siebzie rynsztunek, wsiod na tęgiego wałacha maści


      cisawy, łobjeżdżoł szeregi i zagrzewał swojich do walki.
      Wtem łod krzyżocki strony przyszło dwóch posłań-
      ców. Stanęli przed królem; łosierowali mu na podusz-
      kach dwa mniecze i tak się łodezwali:
      — Zielki mistrz zakonu krzyżackiego Uiryk von
      Jungingen łosieruje Tobzie, królu Władysłazie i Two-
      jemu bratu Zitoldozi, te dwa mniecze, abyś mnioł się
      czym bronić, a nie kruł się po lasach, jęk mniedźwiedź,
      tło nimi walczuł, a jęk mosz za mało mniejsca, to Ci
      trochę łustąpsim.
      Król zaniemnioł na te szyderstwo, a potem wznios
      łoczy ku niebu i zawołoł:
      — Boże wszechmocny, łukorz tę pychę, bądź ło-
      brońcą i mścicielem dobry sprawy, a przelano krew
      niech spadnie na tych, co wojnę wywołali.
      Potem łobróciuł się do posłów z takimi słowami:
      — Aczci mnieczów mowa dostatek, to i te weź-
      niem, bo noma się przydać mogą na waszego mistrza.
      Po łodejściu posłów krzyżackich, wojska j ich cof-
      nęły się trochę i huknęły po róż psierszy armaty, do
      telo w bzitwach nie łużywane. Potem chsilowo cisza
      zaległa dwa łobozy... Naroz ze stutysięczny psiersi Ja-
      giełłowego wojska zabrzmiała psieśń starożytne: „Bo-
      gurodzica dziewica. Bogiem sławiona Maryja...
      Łoba wojska łuderzyły na siebzie z zielką zowzię-
      tością. Krzyżoki łokuci w żelazne zbroje, że jich zranić
      buło trudno, łuderzyli na Litsinów. Litsini, skórami
      łodziani, ni mogą wytrzymać strasznego cięcio krzy-
      żackich mnieczów. Próżno się bronią, zesłoniają, podo
      jich gwołt jęk trawa skoszono. Mnieszają się, zaczy-
      nają łuciekać i byliby wciórcy zginęli, ale Poloki przy-
      szli na pomoc i łodegnali Krzyżoków. Na boku stoji Ja-
      giełło, łotoczony 60 rycerzami. Nie dają mu mnięszac
      się do bzitwy, bo jekby zginoł, chtoż by z Litwą zje-
      dnoczuł Polskę? Wtem łogromny Krzyżok, Dypold
      z Kiekierzyc, wpodo na króla i włócznią grozi w pierś
      jego. Ale Zbigniew Oleśnicki zwolo Krzyżoka na zie-
      mnię.
      Świszczą strzały, szczękają mniecze, pękają zbroje
      pod łuderzeniami mnieczów, toporów i młotów. Polskie
      mniecze druzgocą hełmy, bucho krew z rozciętych
      głów i psiersi, setkami walą się na ziemnię pyszne na-
      pastnik! — pogrom Krzyżoków łokrutny.
      Zielki mistrz krzyżacki, zidząc zgubę, z szesnasto-
      ma łostatnemi chorągziami pędzi na Poloków, myśli,
      że może jeszcze bzitwę łuretuje. Straszny wrzask wy-
      dobywo się z psiersi Krzyżoków. Jekby się wciórko
      przeciw nim zaprzysięgło, bo nawet lud prosty z po-
      bliskich ziosków, co nienazidziuł Krzyżoków — cepami
      i zidłami dopomóg jich dobzijać. Giną wciórcy, podo
      i zielki mistrz jęk dąb pod rąbnięciem siekiery, ginie
      cało starszyzna. Zaledwie dwa tysiące niedobzitków
      łuchodzi, cały łobóz zdobyty, wciórkie 51 chorągzi do-
      staje się w ręce Potoków. W łobozie znajdują zwycięz-
      cy gwołt bryk naładowanych kaj donami, chtórymi
      Krzyżoki chcieli ziązać Poloków. Tero łoni jich ziążą!
      Podo król na kolana i dziękuje Bogu za zwycięstwo.
      Zdobyte chorągzie zaziesio późni Jagiełło w katedral-
      nym kościele krakowskim łosierując jich Bogu.
      Dziś łobchodzim 550 rocznicę zwycięstwa pod Grun-
      waldem. Na ten łobchód zjechało się ziele tysięcy Po-
      loków z wciórkich stron świata. Wciórcy tak pragną
      pokoju i tak walczą dziś ło niego, jęk kiedaj Jagiełło.
      Ale że na Zachodzie tero jeszcze są nowoczesne Krzy-
      żoki, chtóre łostrzą swoje ząbki na nasze ziemnie, to
      chcewa jich łostrzec, by dali noma śwenty spokój, że-
      by po trzech Grunwaldach — w 1410, 1918 i 1945 —
      nie spotkoł jich z naszy strony czwarty — i to może
      jeszcze ziększy Grunwald, niż ten, chtórego 550 rocz-
      nicę dziś łobchodziwa...

      Bądźta zdrozi i serdeczne pozdrozienia łod
      Waszego Kuby spod Gietrzwałdu
    • gietpe Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 30.04.06, 23:18
      l—2 maja 1954
      Moi Drodzy!
      Lokol redakcji Słowa Powszechnego
      w Olsztynie buł zawdy tak ponury i ciemny, że niemal
      przez cały dzień musiała się w nim polic lampa. Toteż
      aż drgnąłem z podziwu jęk niedawno tam wszedem
      z godaniem i zastołem nigdy niebywałą jasność, choć
      nie paluło się światło. Bułem niezmiernie ciekawy do-
      ziedzieć się co zaszło, ale że wszystkie pracowniki re-
      dakcji psilnie łobrobziali swoje papsiery, nie chciołem
      pytaniem mojem przeszkodzać jim w robocie, tło wyj-
      rzołem na podwórze i łod razu wyjaśniuło mi się w
      głozie.
      Z kupy gruzów po wysokim rozwalonym murze,
      robotnik! wybzierali łostatnie cegły. Mur zniknął, a
      światło, niczym już nie powstrzymywane, zalało
      podwórze i rozjaśniuło biuro. I jeszcze jedna wygoda
      powstała stąd dla pracowników redakcji. Bo przez ło-
      kno zidać teroz ratuszowy zeger — co nie ziadomo
      czemu j idzie zawdy porę minut prędzy od radia —
      bez co ci, co zegarka ni mają, nie brukują się naprzy-
      krzoć pytaniem o godzinę. Powstoł tedy aż czworaki
      pożytek z rozebranie muru: rozjaśniuło się biuro, ło-
      szczędność w wydatku za światło, wygoda z zegarem,
      no i łuzbzierało poręset cegłów do budowy.
      A to wszystko z tego, że pracownicy w czynie
      psierszomajowym zoboziązali się rozebrać ten brzydki
      mur. Przyznać tedy trzeba, że wykonanie zoboziąza-
      nio, to doprowdy pożyteczne rzecz.
      Diotego pragnąć noleży, by za tym przykładem po-
      szli wszyscy pracownicy Olsztyna, żeby nareszcie zni-
      knęły te brzydkie gruzy, a w jich mniejscu powstały
      nowe domy mnieszkalne, chtórych zielgi brok tak stra-
      sznie dokuczo ludziom. A na to poważnie się zanosi,.
      bo Zarząd mniasta Olsztyna postanoziuł, że w tym ro-
      ku zginąć muszą wszystkie gruzy. Diotego wszyscy
      mnieszkańcy mniasta pozinni go w tym gorąco poprzeć.
      Tedy i jo, nie zważając na moje lata, tym hardzi
      żem na wczasach pokrzepsiuł mocno moje siły, zgło-
      szom się na łochotnika do łodgruzowanio i przyrze-
      kom do ty roboty namózić nawet moją gospodynię,
      a nad j i bachorami j o będę w tym czasie czuwoł.
      Mniło patrzeć jęk Olsztyn po przerzie zimowy za-
      biero się znowu pędem do łodbudowy. Na rozmajtych
      mniejscach mniasta jedne domy już wykończają, a dru-
      gie rozpoczynają budować. Noziększy ruch, jak zawdy,
      2idać na Starym Mnieście, gdzie przy łulicy Juliana
      Marchlewskiego łogradzają już zielgi plac, na chtórym
      jeszcze w tym roku zaroji się łod nowych budynków.
      Tak budują wszędzie, w Polsce cały. Łobjechołem
      łońskiego roku szmat Polski. Zziedziułem Gdańsk, 0-
      liwę, Sopot, Gdynię. Na zielgi wycieczce Słowa łoglą-
      dołem Warszawę, Kraków, Zakopane, Nową Hutę, 0-
      •święcim, Stalinogród (Katozice) i Częstochowę. We
      wszystkich tych mniastach tysiące rąk ludzkich pra-
      cują galopem nad łusuwaniem gruzów, budową no-
      wych domów mnieszkalnych, zakładów pracy i fabryk
      rozmajtego kalibru, a co parę tygodni zaczynają dy-
      mnic nowe komniny i rozpolać kotły fabryczno-prze-
      mysłowe.
      Przyglądając się ty gorączkowy, pokojowy pracy
      cały Polski, co na gruzach tworzy nowe życie, z jedny
      strony radość łogarnio każdego Poloka, a z drugi stro-
      ny łoburzenie na różnych macherów, co swojemi zwa-
      riowanemi planami wojennemi chcą noma w ty poko-
      jowy robocie przeszkodzić. Ale niedoczekanie jich! bo
      siły bojowników pokoju są już tak mocne, że potrasią
      te jich diobelskie pomysły w niwecz łobrócić.
      Zresztą z Adenauerem jest coroz gorzy, toć nawet
      jego ludzie zaczynają się łod niego łodwrócać. Bo jęk
      niedawno w Bonn pokozały się cygary „Kanclerz Ade-
      nauer", to nicht nie chcioł towaru tego kupować, gdyż
      ludzie mózili, że czuć go zanadto prochem.
      Każdy rozumny człoziek przyzno, że praco pokojo-
      wo jest noziększym dobrodziejstwem człozieka, diote-
      go że daje mu łutrzymanie oroz z ty przyczyny, że
      każdo rzecz, co wyszła z rąk jego, przynosi mu wewnę-
      trzne zadowolenie i służy dobru ludzkości. Toteż nie
      dziw — i pochwolić jeno wypado — że kraje prawdzi-
      zie demokratyczne tak wysoko łoceniały pracę, że łu-
      stanoziły dio ni aż łosobne śwęto, Swęto Pracy w dniu
      l maja.
      W dniu tym łuczczony będzie kożdy człoziek pracy
      tak w Polsce, jęk i we wszystkich krajach całego swa-
      ta, czy mo skórę czorną, bziołą, abo żółtą. Dnia tego
      robotnik! kożdego mniasta maszerują w pochodach ze
      sztandarami po łulicach, pokazują dorobek swoji pra-
      cy i swoją jedność i siłę.
      Co do mnie, to mocno się cieszę i wdzięczny jes-
      tem Polsce Ludowej, że tak szanuje pracę prostego ro-
      botnika. Toteż, nie bocząc na moje lata, pomaszeruję
      w Dniu Swęta Pracy z młodemi przez łulice Olsztyna
      i zakrzyknę ze wszystkimi tak głośno, że aż po całym
      mnieście się rozlegnie: „Niech żyje l Maja", „Precz z
      wojną!", „Niech żyje Pokój!".
      A zieta czemu latoś jeszcze głośni niż łońskiego ro-
      ku tak wołać trzeba? To diotego, by ten głos milionów
      ludzi procy i pokoju dolecioł aż do Genewy, gdzie aku-
      rot łodbywać się będzie konferencyjo pokojowo, żeby
      panozie ministrozie tam zebrani przestali się wadzić
      i zrobzili noreszcie pokój, chtórego cały swat tak go-
      rąco pragnie.
      Toteż pragnę mocno — jęk i wy wszyscy — by
      się tak stało.
      Tymczasem pozdrozio Waju serdecznie

      Wasz Kuba spod Gietrzwałdu
      • tralala33 Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 01.05.06, 20:52
        A to noma Gietpe łutrasił z to gadko na psierszego maja smile Buł i czyn
        psierszomajowy, i pochód bez łulice Łolstyna, i pokojowy apel. A pomnicie taki
        wic:
        Pytajo jasnowzidza:
        - Poziedzie noma - bandzie trzecia wojna światowa?
        - Łustyrujta sia ludzie - nie bandzie. Tlo bandzie tako walko ło pokój co
        kamnień na kamnieniu nie łostanie sia!
          • rita100 Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 01.05.06, 21:12
            Tak budują wszędzie, w Polsce cały. Łobjechołem
            łońskiego roku szmat Polski. Zziedziułem Gdańsk, 0-
            liwę, Sopot, Gdynię. Na zielgi wycieczce Słowa łoglą-
            dołem Warszawę, Kraków, Zakopane, Nową Hutę, 0-
            •święcim, Stalinogród (Katozice) i Częstochowę. We
            wszystkich tych mniastach tysiące rąk ludzkich pra-
            cują galopem nad łusuwaniem gruzów, budową no-
            wych domów mnieszkalnych, zakładów pracy i fabryk
            rozmajtego kalibru, a co parę tygodni zaczynają dy-
            mnic nowe komniny i rozpolać kotły fabryczno-prze-
            mysłowe.
            --------
            Tak, wtenczas po takich prcach odgruzowywania należał się Szczególny Dzień
            Pracy . Za te niedzielne czyny spoleczne, za budowanie Polski, ktora teraz jest
            sprzedawana, a zakłady zamykane. Teraz już ten 1- maj nie jest potrzebny, bo
            komu ? Tym co wyjechalin za granicę czy tym na bezrobociu. Kuba z Gietrzwałdu
            nawet nie wyobrażał sobie pewnie przyszłej Polski smile
    • gietpe Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 13.05.06, 22:36
      9—10 maja 1959

      Kieby mnie chtoś zapytoł, chto jest
      mojim nojlepszym przyjocielem, łodpoziedoł bych bez
      zająknięcio, że dobro ksiojszka. Co prowda lubzię so-
      bzie niuchnąć tubaczki, zakurzyć cygarkę, wypsić zej-
      delek psiwa, ale bez tych przyjemności nietrudno mi
      się łobyć — ale nigdy bez ksiojszki. I kiebym na stare
      lata mnioł łoślepnąć — co nie dój Boże — abo musiał
      gdzieś dłuższy czas łobywać się bez ksiojszki, czułbym
      się strasznie nieszczęśliwy, może jeszcze hardzi niż ten,
      chtóremu drapnie jego ślubno.
      Zbzirom tedy cięgiem te moje skarby i łukłodom
      jich w szafsie, jęk gospodorz snopki zbożo w stodole,
      a że szafa już dycht pełno, to kładę jich po wciórkich
      kątach, gdzie się tło do, aż Agatka już czasem na mnie
      róci, że ji całą jizbę nimi zawolom, a nieroz to się ze
      mnie śnieje i mózi:
      zetów dom ci łuszyć łoblekę, a do trumny włożę ci
      kupę ksiojszków, bo bez nich to nawet w niebzie czuł-
      byś się niedobrze.
      Niech tam bobsko szczerzy zęby ze mnie, j o się za
      to wcale na nią nie jadozię, tło spokojnie broję swoje
      dali, bo ziem, że ksiojszka to doprowdy mój najlepszy
      przy j ociel, chtóremu j o, człoziek prosty i niełuczony,
      ziele zawdzięczom.
      Toteż chwolę tych wciórkich, co psiszą dobre ksioj-
      szki, chwolę nasz rząd, co kozę drukować jich w tylu
      rnilijonach, chwolę tych, co rokrocznie łurządzają Dni
      Oświaty, Książki i Prasy i robzią takie psiękne wysta-
      wy jak i tych wciórkich, co te wystawy zawdy chętnie
      zziedzają, a już pod niebziosa wychwolom tych, co te
      ksiojszki kupają i cytają. Ale są i tacy, chtórych chwo-
      lić ni mogę. A są nimi ci — aż dziw bzierze, że jeszcze
      mowa takich dziwolągów — co mało, abo nawet wcale
      do ksiojszki nie zajrzą, tło żyją jęk tubaka w rogu. Są
      takie dziwoki mniędzy tymi, co z jenszych stron Pol-
      ski do noju przywędrowali, jęk i mniędzy Warnijoka-
      mi i Mazurami. Mom tu na myśli ludzi zioskowych, bo
      w mniastach lepsi to wyglądo.
      W psierszych latach po wojnie w zielu domach pol-
      skich na Warni j i i Mazurach zidziało się tło mniemnie-
      ckie ksiojszki. Zrobziuła to długoletnie germanizacyjo.

      Ale i dziś jeszcze — po niemal 15 latach Polski — zi-
      dzieć można tam i to często nawet gwołt ty pruski
      spuścizny, chtórną nie tło młodzi ale i starzy chętnie
      cytają. I to też chwolę, bo każdo ksiojszka, w jekim-
      kolziek psisano języku, wzbogoco rozum człozieka i da-
      je mu mniłą rozrywkę, ale..., co za „ale" — pozieta
      może — toć dobrze, że ludziska cytają i co ten Kuba
      jeszcze zięcy chce. Powoli, moji ludkozie, pozwółta mi
      się nojprzód spokojnie wygodać, a potem sądźta mnie.
      Toć prowda, że dobrze, co te ludzie tak chętnie
      choć te cudze ksiojszki cytają, ale niedobrze, kiedy
      polskich wcale nie wezno do ręki. To już chyba nie
      dziwujeta się z mojego „ale". Czemu jeszcze tero tak
      się dzieje? Kiedy starsi, abo już dycht starzy wymo-
      ziają się tym, że polskich ksiojszków nie cytają, bo za
      słabo abo wcale tego nie potrasią, a tuczyć na stare
      lata już jim się nie chce, można to jeszcze wyrozu-
      mnieć, ale kiedy młodzi tak robzią, co psięknie po pol-
      sku nie tło cytać, ale i psisać potrasią, tego jo już pojąć
      ni mogę. A może zinien tu zły przykłod starszych?
      A może jeszcze coś gorszego7
      Tak czy łowak, ale jeno jest pewne, że jedni i dru-
      dzy błądzą i bez to szkodzą nie tło sobzie, ale i Polsce,
      bo nie znając j i dziejów, sądzą ją potem niespraziedli-
      zie i często łodnoszą się do ni i do braci naszych nietu-


      tejszych z niechęcią, no i stąd powstają rozmajte nie-
      porozumnienia i niezgody. A już nogorzy jest w tych
      zioskach, gdzie i tamci nie starali się poznać historii
      naszych ziemni. Czas doprowdy nojwyższy, by jedni
      i drudzy, a przede wszystkim młodzi, zapoznoli się do-
      brze z tym wciórkiem, w czym no j lepsi pomoże j im
      ksiojszka. Lepszego lekarstwa na tą chorobę ni ma.
      I jeszcze jeno Woma poziem. Toć noju, przed pru-
      ską germanizacyją, tło polsko ksiojszka i gazeta łure-
      towała. Łone to nauczyły noju poznać Polskę i poko-
      chać. Diotego mi zielce się radujem, że ta ksiojszka,
      co tu kiedaj przed prześladowaniem kryć się musiała,
      w dzisiejszej Polsce doznaje taki publiczny chwały.
      Budujemy wciórcy tysiąc szkołów na łuczczenie ty-
      sięczny rocznicy narodzin i chrztu Polski. Brawo!
      Strasznie mi się to łudało! Bo bez to na pewno przy-
      blizim czas, kiedy wciórkie nasze dzieci łuczyć się bę-
      dą w wygodnych, jasnych i zdrowych szkołach. Niech
      tedy nicht nie poskąpsi dać porę złotych na budowę
      tych szkół, żeby w nich wnetki rozlegać się mogły we-
      sołe głosy naszych kochanych dzieci.
      Niech żyje ksiojszka, apostoł oświaty! Jeden z poe-
      tów naszych w takich słowach do oświaty nawołuje:
      Dalej naprzód, tam do słońca,
      Ciemność to nasz wieczny wróg! -

      Tam gdzie gwiazda jaśniejąca,
      Tam jest prawda, tam jest Bóg!

      Bądźta zdrozi! Serdecznie łodzituje się z Wami

      Wasz Kuba spod Gietrzwałdu
      • rita100 Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 13.05.06, 22:50
        Czyli Kuba napisal gawęde o pochwale ksiązki. To prawda, że ksiązka największy
        przyjaciel i zgadzam się z teoria , że ksiązki to największy bałagan w domu.
        Gdzie ja ich nie mam. Nie uwierzycie ale na zapleczu pracy to stos ksiązek
        poukładnych tak , z ekot skacząc rozwala mi je. W domu na podlodze , na każdym
        stole leżą ksiązki. Walczę z tym bałaganem , ale ksiązki się nie dają , ciagle
        przybywają. Tak ksiojżka to najlepsze spędzanie czasu i gdy pomyslę sobie , że
        kiedyś oczy mogą się zepsuć ..... to teraz rozumię , ż eoczy to największy
        skarb.
        Czyli z Kubą dochodzimy do wniosku że:
        Ksiązka największy przyjaciel
        ale oczy to największy skarb.

        Gietpe , kolejne fajne łopoziadanie.
    • gietpe Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 21.05.06, 10:24
      22—23 maja 1965
      Przyszła kreska na Matyska! Bo to
      wejta kiedy to telo Zjazd Psisarzy Ziem Zachodnich
      i Północnych co roku łodbywoł się w jekimś jenszym
      mnieście wojewódzkim, to latoś takiego honoru do-
      stąpsiuł nasz Łoistyn. Jest to łósmy Zjazd w dwudzie-
      stoleciu Polski Ludowy — poza tym w październiku
      1960 roku łodbuł się w Łoistynie Zjazd Przyjaciół
      Warmii i Mazur.
      Latosi Zjazd łodbędzie się łod 21 do 23 maja. Tak
      się skłodo, że akurat dwa mniesiące późni, bo 21 lipca,
      przypodo dziesiąte rocznica założenie łoistyńśkiego
      Oddziału Literatów Polskich. Rocznica ta przyboczo
      mi jedno zielce radosne i nigdy niezapomniane prze-
      życie. Rzecz mniała się tak:
      Buła sobota 13 grudnia 1952 roku. Wróciułem aku-
      rat do Likus z roboty w Zakładzie Mleczarsko-Jajczar-
      skim w Łoistynie i, jęk każdy soboty, zabrołem się do
      golenio. Nie zdążułem się jeszcze namydlić, a już rozle-
      gło się głośne kołatanie w dźwerze. Pędzę grendo z na-
      mydloną gębą, by tego niespodziewanego gościa wpuś-
      cić do chałupy, no i kiedy łotworzułem dźwerze, aż
      drgnąłem z podziwu, jęk łoboczułem pana drą Włady-
      sława Gębika. Proszę do j izby, ale łon mózi, co nimo
      czasu, tło zaro w sieni godo:
      — Zabzieroj się, Kubo, chućko i przyjeżdżoj zaro
      do Łoistyna, skąd samochodem pojedziewa do Ełku.
      Zaskoczuło mnie to niezmniemie i zaczynom się
      wymozioć, że nie jestem przyszykowany, że nie zdążę
      itd. A łon na to krótko, że muszę jechać, bo to mocno
      woźne, że tego nie pożałuję — a co mnie tamój czeko,
      ło tym ani słówka. Woźne to chyba jest — pomy sio-
      łem sobzie — chyba już z tego, kiedy pon Gębik aż
      som wybroł się do mnie i w dodatku przy śniegu
      i mrozie szed psiechotą łod Jeziora Długiego do Likus
      — bo autobus wtedy tam jeszcze nie jeździuł. Ten do-
      bry łuczynek Jego mocno mnie wzruszył i póki żyję
      z wdzięcznością wspominać go będę, bo buł to znowuj
      dowód, jęk pon Gębik no j rży Wami j oków i Mazurów.
      Niech mu dobry Bóg za to do zdrozie.
      Wnet po tym, w towarzystwie pani Marii Zienta-
      ry-Malewski, Mnichała Lengowskiego, Teofila Ruczyń-
      skiego i naszego łopsiekuna — odjechołem do Ełku.
      W drodze nasz „Anioł Stróż" zdradziuł noma też tło
      tyle, że jedziem na łuroczystości Kajkowskie.
      14 grudnia, po łodsłonięciu nagrobka na smentorzu
      w Ogródku, gdzie spoczywo Kajka — łodbuła się
      w Ełku łuroczysto akademia, na chtóry wygłoszali
      swoje ziersze poeci: Mieczysław Jastrun, Aleksander
      Rymkiewicz, Maria Zientara-Malewska, Mnichoł Len-
      gowski, Teofsil Ruczyński, Alojzy Śliwa. A potem?...
      przemóziuł Marian Brandys w te słowa:
      — Za zasługi w walce o polskość tej ziemi, za pod-
      trzymywanie ducha polskiego w narodzie mazurskim
      i warmińskim, ludowi poeci tej ziemi: Maria Zientara-
      Malewska, Michał Lengowski, Teofil Ruczyński, Aloj-
      zy Śliwa zostają przyjęci w poczet członków Związku
      Literatów Polskich.
      Zagrzniała burza łoklasków, bo ta niespodzianka
      łuderzuła w zebranych jęk bomba, ale nie tako, co za-
      bzijo i wycisko z łoczów łzy bólu, tło łzy wzruszenie
      — chtóre też rozbłysły w łoczach zielu łobecnych na
      sali Mazurów i Wamijoków. A jęk my — ta zwano
      „Żełazno Czwórka" — się czulim, tego już moje psió-
      ro nie potrasi łopsisać. Poziem tło tyle, że dio mnie
      buło to jedno z nojpsiękniejszych przeżyć w mojem

      długim życiu. I pomyśleć, że na to musielim czekać,
      aż przyszła znowuj do noju naszo kochano Polska
      Ludowo.
      Kiedy już po wciórkim zastanoziułem się nad postę-
      powaniem naszego „Anioła Stróża", przeszło mi bez
      makówkę, to Się nazywo trzymać język za zębami, bo
      taki, choćby go torturowali — jęk w łobozie w Oświę-
      cimniu — tajemnicy nie zdradzi.
      A tero gorąco zitom wciórkich psisarzy, co przy j o-
      dą do Łoistyna na Zjazd, a nojbardzi tych, co przy-
      służyli się noma przez napsisanie ksiojżki ło naszy
      ziemni. Niechby ten Zjazd — poprzez spotkania z lud-
      nością, natchnął zięcy psisarzy do tego naśladownic-
      twa, jęk i tych, co w krainie „tysiąca jezior" rokrocz-
      nie spędzają swoje łurlopy, by tam nie zachwycali się
      tło psięknem przyrody, jeziorami, lasami, rybami, pto-
      szkami, ale chcieli też zidzieć i poznać człozieka —
      Mazura i Warni j oka, jego życie dzisiejsze i kiedajszą
      walkę ło polskość.
      Kiedy każdy psisorz wczasowicz i turysta tak po-
      stąpsi, poszerzy się znajomość historyji Warniji i Ma-
      zur, chtóry do telo — w cały Polsce — jest jeszcze
      gwołt za mało.
      Zjazdozi życzę łowocnych łobrad, a wciórkich gości
      Zjazdu serdecznie pozdroziom słowoma: Zitojta łu
      no j u!
      Łodzituję się z Woma aż do następnego godanio

      Wasz Kuba spod Gietrzwałdu
      • tralala33 Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 21.05.06, 14:36
        Świetne są te Kubowe godania. Kedajszy Łolstyn tu je "szed psiechotą łod
        Jeziora Długiego do Likus — bo autobus wtedy tam jeszcze nie jeździuł", siuła
        znanych ludzi "Mieczysław Jastrun, Aleksander Rymkiewicz, Maria Zientara-
        Malewska, Mnichoł Lengowski, Teofsil Ruczyński, Alojzy Śliwa, Marian Brandys',
        i ta kruszyna PRL "naszo kochano Polska Ludowo" wink
        Apel Kuby do pisarzy warto powtórzyć:
        "Coby zięcy psisarzy do tego naśladownictwa (natchnąć), jęk i tych, co w
        krainie „tysiąca jezior" rokrocznie spędzają swoje łurlopy, by tam nie
        zachwycali się tło psięknem przyrody, jeziorami, lasami, rybami, ptoszkami, ale
        chcieli też zidzieć i poznać człozieka - Mazura i Warnijoka" - nawet tego
        współczesnego.
        • rita100 Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 21.05.06, 22:07
          Oj, Tralala, dobrze, ze piszę po Tobie , bo identycznie bym napisała i na to
          samo zwróciłam uwagę.
          Kuba z Gietrzwałdu , bardzo fajnie łopisuje , bardzo ciekawie, a w tym
          łopowiadaniu pokazał nam , że była pewna grupa dbająca o tradycje tej ziemi i
          propagowanie jej, aby nie poszła w zapomnienie.
          Ten Zjazd połączył ludzi i byli na nim wtenczas ciche a teraz dla nas wielkie
          osobistości, ludzie dzięki którym dzis możemy mówić o Warmii i Mazurach.
          I te słowa : nie tylko jeziora, ptaszki, lasy i powietrze ale najważniejszy
          jest czlowiek .

          Mam pytanie czy Aleksander Rymkiewicz to ojciec Marka Rymkiewicza, który tez
          wspaniale potrafi opisać krainę tysiąca jezior ?
    • gietpe Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 19.06.06, 20:18
      18—19 czerwca 1966

      Maj, bydłu dój, a som za psiec łu-
      ciekoj! — mózi warnijskie przysłozie. Jo, choć bydeł-
      ku dawać nie brukuję, bo go ni mom, to jenak prze-
      konołem się ło tym na własny skórze, na IX Zjeździe
      Psisarzy Ziem Zachodnich i Północnych w Bydgoszczy,
      gdzie morzłem, jęk nie przy mnierza jąć Dadajowy
      rek (Dadaj, to zielkie jezioro w powiecie łoistyńskim,
      znane z tego, że żyje w nim gwołt reków). Marzli tam
      nie tło takie stare gnoty, jęk jo, ale i młodsze jęk na
      przykłod nasz pon redachtor major Wernic ze stolicy.
      W sobotę 28 maja bylim na manifestacyji młodzieży
      bydgoskiej i społeczeństwa na Starym Rynku. Zionek
      (wieniec) na płycie pomordowanych bydgoszczan-pa-
      triotów złożyli: Maria Zientara-Malewska, Władysław
      Ogrodziński z Łoistyna i Dunarowski z Bydgoszczy.
      Noju, psisarzy, wprowadzili na trybunę, skąd moglim
      wciórko zidzieć i słuchać, ale za to wygodę aż drżelim
      łod zimniska. Jo, by się nie przeziębzić, krułem się za
      plecy mojego przy j ocielą, psisarza Kuntera Bruyn,
      z Berlina (NRD), ale to tyle mi pomogło co zającozi
      dzwonek, bo choć to chłopsisko zielkie jęk drąg tele-
      grasiczny, to za to cienkie jęk tyczka. A jenak buło
      mi troszkę raźni, jęk łonemu zającozi, co podczas łu-
      lewy skruł się pod stojące na polu grabzie i móziuł:
      „Zawszeć co pod dachem, to pod dachem".
      Spotykom panią Maryję (tak nazywowa naszą mni-
      łą koleżankę Zientarę-Malewską). — Ale zmarzłam
      jęk sęk! — wzdycho nieboraczka. — Jęk to dobrze, że
      łoblekłam gruby płaszcz.
      — A jo tero żałuję, żem go też nie wzioł, jęk mi
      redziuła Agatka, z czego zidać, że i bziołki trzeba cza-
      sem słuchać.
      Po manifestacyji my, psisarze łoistyńscy, zziedza-
      lim fabrykę rowerów w Bydgoszczy. Fabryka produ-
      kuje rocznie 700 tysięcy rowerów zwykłych, 70 tysię-
      cy motorowców. Zatrudnić 2400 ludzi, w tym gwołf
      kobziet, chtóre przeważnie same łobsługują zielgach-
      ne, strasznie trzaskające maszyny. Słuchając jich
      grzmotów, już po kilku mninutach zaczoło mi się krę-
      cić w głozie i wtedy pomyślołem, że te bziołki muszą
      mnieć nie byle nerwy, kiedy cięgiem w ty maszyno-
      293
      wy Zieży Babel pracować mogą. No, ale równoupraw-
      nienie jest.
      Na serdecznym przyjęciu przez dyrektora fabryki,
      przy chrupaniu ciastków i psiciu kawy — chtórą tak
      lubzię — godoł naprzód dyrektor, potem my, a jęk
      się pracownik! fabryki doziedzieli, że jestem Kuba
      spod Gietrzwałdu, to musiołem trzymoć godkę po
      warnijsku, a że godołem na wesoło, to jim się to mo-
      cno łudało, za to podziękowali mi grzmiącymi łoklas-
      kami. Po tej wciórkiej gadaninie spotkała noju mniła
      niespodzianka. I tu muszę pochwolić pana dyrektora,
      że jęk to się mózi, znoł się na rzeczy, bo każdy z nos
      dostoł w łupomninku psiękną, zieloną jęk ziosenno
      trowka teczkę ze sztucznego tworzywa. Z tego poda-
      runku mocno się łuradowołem, ale przyznom się, że
      bułem troszkę niezadowolony, bo łobzdurzułem sobzie,
      że może skapnie mi rowerek, ale dobrze mi tak, bo
      nie trzeba nigdy mnieć zielkich nodzieji. No, ale i to
      dobre — bo darowanemu koniozi w zęby się nie patrzy.
      Na spotkanie autorskie posłali mnie do Torunie.
      I tu spotkała mnie też mniło niespodzianka, bo poko-
      zało się, że w grodzie Kopernika ziedzą ło mnie zięcy,
      niż w niejedny mniej scowości na Warni j i i Mazurach.
      Z tym samym spotkali się wciórcy psisarze łoistyńscy
      na swój ech spotkaniach. Słuchaczami mojemi — nie-
      mai w całości — buł zespół recytatorski młodzieży, ze
      swój em instruktorem, przy Wydziale Kultury. Moje
      ziersze, a głównie te gwarowe, tak jim się spodobały,
      że postanozili jich deklamować na swój ech występach.
      No i bez to psiękno gwaro naszo brzhieć będzie i na
      ziemi pomorski.
      W Toruniu zziedziułem Okręgowe Muzeum. Z bro-
      ku mniejsca wymnienię tło to, co nojciekawsze. A bu-
      ła to sala konferencyjno, gdzie kiedaj rodzili rajcy mnia-
      sta, gdzie łodbywały się rozmajte łuroczystości i za-
      bawy, a chtórą rządziuł ojciec Mnikołaja Kopernika,
      chtóry tam przy ojcu jeko chłopsiec często się zaba-
      zioł. Tam też zidzielim zielki łobroz, przedstaziający
      podpsisanie pokoju toruńskiego przez króla Kazimie-
      rza Jagiellończyka i mnistrza krzyżackiego Ehriichhau-
      sena. Nojciekawsze w tym jest to, że łobaj nie potra-
      sili psisać. Przewodnikiem naszym buł som dyrektor
      Muzeum.
      Buła sobota i poszedem do golibrody w Bydgosz-
      czy, by dać się łoskrobać. Łobdrapoł mnie, pokropsiuł
      gębę wodą kolońską i czymś posmarował. Koniec — my-
      ślę. A łon, jęk tu nie zacznie łobjeżdżać po moji psiękny
      gębzie, niby traktor po polu jekąś łokrągłą, łokropnie
      warczącą kulą, że mnie aż we łbzie derło. Co to może
      być? — myślę.
      295
      — Ile płacę? — pytom. — 11 złotych 60 groszy
      — łodpozieduje golibroda. — W Łoistynie za golenie
      tło 5 złotych — mózię. — Ba, ale masaż też coś kosz-
      tuje — łon na to. Tero dopsiero doziedziołem się, co to
      buło. Ale nie żałuję, bo tero wciórcy — razem z Agat-
      ką — się dziwują, że mom tak gładką, łodmłodzoną
      gębę. Redzę i Woma spróbować. Bądźta zdrozi!

      Serdecznie pozdroziom —

      Wasz łodmłodzony Kuba spod Gietrzwałdu
      • rita100 Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 21.06.06, 21:16
        Gietpe, wspaniałe só lopoziadania Kuby z Gietczałdu. Jyziero Dadaj , znane nam
        z pięknego wiersza i piosenek folkrorystyczny. To jedno z najpiękniejszych
        wyśpiewanych jezior.
        Nie mogę sia łodczytać łod tych lopowiadań, kożde zdanie to łuczta .
    • gietpe Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 19.06.06, 20:30
      11—12 grudnia 1965
      Spadła na mnie zielko żałoba, choć
      2 mojech nojbliższych, Bogu dzięki, nicht nie łumer.
      — Co za głupoty ten Kuba plecie! — pozieto może.
      A jo Woma mózię, kochane ludzie, łuszanujta moją
      żałobę i nie posądzojta mnie ło takie rzeczy, kiedy nie
      zieta, co się stało.
      Bo to wejta, w sobotę 21 listopada latosiego roku,
      tramwaje łoistyńskie — móziąc po naszemu elektry-
      szki — poszły na „emeryturę", a jich mniejsce zajęły
      autobusy i trolejbusy — no i stąd moja żałoba. Łos-
      tało po nich tło wspomnienie i te stare szyny, na do-
      bzitkę zasypane śniegiem.
      Ludzie — jęk to ludzie — choć zo życio na nie
      często za bumelanckie jeżdżenie jojtowali, to tero ,,nie-
      boszczyków" żałują i mózią: „co tramwaj, to tramwaj,
      to nie autobus". Ale tak już bywo, że każdo nowość
      wzbudzo nieufność, a to skutkiem tego, że łono nowe nie
      zawdy jest lepsze łod starego. Jęk z tą nowością tu na-
      prowdę będzie, pokoże czas.
      Jest taki zwyczoj, że kożdemu nieboszczykowi po-
      śwenco się jekieś wspomnienie. Toteż i j o postanoziu-
      łem dzisioj kila słów wspomnień z historyji tramwa-
      jów łoistyńskich napsisać.
      Psiersze tramwaje ruszyły 14 grudnia 1907 roku.
      Boczę to dobrze, bo buło to akurat w dwa mniesiące
      po moji służbzie wojskowy w Łoistynie. Jęk już mó-
      ziułem, każdo nowość wywołuje nieufność, a nieroz
      nawet strach. Som zidziołem, jęk niechtóre stare ziej-
      sk:'e bobska, co może psierszy róż zidziały Łoistyn (bo
      takie kiedaj się trosiały), kiedy łoboczyły te bezkonne
      wozy, żegnały się ze strachu i jedna do drugi krzycza-
      ły: „łuciekojwa, bo straszno bona jedzie" (straszno
      bona łod Strassenbahn).
      Tramwaje początkowo jeździuły tło łod Dworca
      Głównego do mostu św. Jana; potem łod 19 ksietnia
      H 1908 roku łod tegoż mostu do Remontmarkt (dziś
      pl. Roosvelta). Trasę te jenak łojcozie mniasta późni
      zn;eśli, bo jim się zidziało, że trzeba elekt ryszkę puś-
      cić do Dworca Zachodniego i leżących kiele niego ka-
      sarów. Trasa ta poszła w ruch 9 grudnia 1909 roku.
      Łoistyńskie wozy jeździuły początkowo bez kon-
      duktorów i bez to już wtedy wyprzedziuły Warszawę,
      Poznań, Łódź i jensze mniasta. Psieniądze za jazdę —
      15 fenigów — wrzucało się do szklanej skrzynki na
      przednim pomoście, tuż za motorniczym, chtóry zara-
      zem kontrolowoł, by każdy gość swoje fenigi do kaset-
      ki wrzuciuł. Musiała to jednak być kiepska kontrola,
      bo w kasie tramwajowy łobok psieniędzy znalazły się
      stare knafle (guziki), gwoździki, blaszki i jensze małe
      klarnety, wrzucane bez łoistyńskie psotliwe szurki.
      Radość j ich z łonych sigli jenak długo nie trwała, bo
      już w roku 1910 skrzynki zastąpsiono konduktorami,
      a to głównie ze względu na.zielki ruch, wywołany wy-
      stawą przemysłową, chtóro w tym roku — kosztem
      75 tysięcy marków — w Łoistynie się łodbywała.
      Latem, chtóregoś roku po I wojnie śwatowej (daty
      już nie boczę), wydarzuła się w Łoistynie tragiczno
      katastrofa tramwajowe. Jeden z wozów, jadący dzi-
      siejszą łulicą Grunwaldzką, zaczoł się nogle chućko
      stoczoć w dół, na zakręcie wypod z szynów, w dalszym
      rozpędzie przełomoł barierę mostu i zwaluł się do Ły-
      ny. Przez łuderzenie wozu ło dno strugi zatrzosnęły
      się dźwerze, no i ludzie znaleźli się w potrzasku — aż
      do przybycie ślusorzów, chtórzy jich z pułapki łuwol-
      nili. Na szczęście ziększość łonych nieszczęśników do-
      znała tło lżejszych łobrażeń, łoprócz jeny bziołki,
      chtóro tak pokaleczuło, że zmerła w spsitolu. Poza
      tem katastrofa pozbaziuła życio dziewczynkę — El-
      żbzietkę — wnuczkę znany w Łoistynie stary straga-
      niorki, Gertrudy Hoppe, co w roku 1963 zmerła w Li-
      kusach.
      Po łonym wypodku Mniemcy most przebudowali,
      ale już z drewnianą poręczą i tak już do dziś łostało.
      No i stąd pochodzi, że most ni mo jednolity poręczy.
      Po krótki przerzie — wywołany II wojną śwato-
      wą — tramwaje łoistyńskie zaczęły znowuj jeździć
      i jeździuły już bez przerwy aż do telo, kiedy to czas, ta
      siła, chtóry nic się nie łoprze — zmniotła jich z łulic
      stolicy Warniji i Mazur.
      Cześć jich pamnięci! —
      Bo jekie łone były to były,
      To jenosz noma ziernie służyły!

      Bądźta zdrozi! Serdecznie pozdrozio Woju wciór-
      kich
      Wasz Kuba spod Gietrzwałdu
      • tralala33 Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 20.06.06, 16:33
        'Tym razem, jak nas poinformowano, nieodwołalnie zostanie zlikwidowana ostatnia
        linia tramwajowa w Olsztynie. Od niedzieli w miejsce tramwaju nr 1 kursować
        będą autobusy. Nowa linia przebiegać będzie ulicami Bałtycką, Grunwaldzką,
        Mochnackiego, Szrajbera, Pieniężnego, Dąbrowszczaków i Partyzantów do dworca
        Głównego". - pisał "Głos Olsztyński' w piątek 19 listopada 1965 roku. W ten
        chłodny i urzędowy sposób Olsztyn pożegnał trawmaje, które służyły mu od 1907
        roku.
        Kuba spod Gietrzwałdu pożegnał je ze szczerego serca.
        • rita100 Re: KUBA spod Gietrzwałdu gada 21.06.06, 23:00
          Kuba spod Gietrzwałdu pożegnał je ze szczerego serca

          Tak ciekawe są Kuby opowiadania , że o tramwaju czytam już drugi roz. Napsisał
          to ło czam psisoł Piechocki i nowet zdjęcie z tyj katastrofy zamieściół.
          Dziwne to zdjecie jest, bo wyobraźcie sobie co stoi wielki Nepomuk na
          postumencie a za jego plecami taki wypadek tramwajowy, a Łón ten św.Nepomuk
          stoi jek z kamnienia , poważnie. Robi to zdjecie wrażenie.
          1965 r - pożegnanie tramwajów Olsztynie , skromnie - a jak tak z tych tramwajów
          byłam dumna - zawsze porównywałam je z tramwajami warszawskimi , krakowskimi.
          Kto by pomyślał , z etaki błąd zrobią rajcy miasta. Kuba dobrze mówił, że to
          stypa najbliższa , bo pogrzebano historię matki ziemi - uznając za szybko, że
          tramwaje to przeżytek. Mnie już w Olsztynie nie bylo w tym czasie. Wyjechałam ,
          kiedy tramwaje jeszcze były.
            • rita100 Re: A i wyborgować by nie buło źle... 10.07.07, 22:06
              Urodził się w Skajbotach koło Olsztyna. Z zawodu był krawcem. W trakcie nauki
              zawodu w Olsztynie nawiązał kontakty z redakcją „Gazety Olsztyńskiej”. W 1903
              roku zdał egzamin czeladniczy z krawiectwa i rozpoczął pracę. Po odbyciu w
              latach 1905 – 1907 służby wojskowej zatrudnił się w Berlinie. Tam włączył się
              do pracy organizacji polonijnych oraz towarzystw śpiewaczych i stowarzyszeń
              ludowych. Utrzymywał też kontakty z „Gazetą Olsztyńską”, przysyłając krótkie
              korespondencje. W 1919 roku ukończył w Warszawie kurs dla działaczy
              plebiscytowych. Z ramienia Mazurskiego Komitetu Plebiscytowego został
              kierownikiem okręgu w Dźwierzutach w powiecie szczycieńskim. Po przegranym
              plebiscycie wyjechał do Poznania.

              Po zakończeniu wojny Alojzy Śliwa powrócił na Warmię. 17 maja 1945 roku
              mianowano go wójtem Gutkowa. Swoje wiersze i artykuły wspomnieniowe drukował
              w „Wiadomościach Mazurskich” i „Życiu Olsztyńskim”. W 1952 roku został przyjęty
              do Związku Literatów Polskich. Związał się ze „Słowem na Warmii i Mazurach”,
              gdzie zamieszczał swoje felietony ”Kuba spod Gietrzwałdu gada”, pisane gwarą
              warmińską. Jego wiersze znalazły się w antologii wydrukowanej w 1953 roku.
              Pierwszy zbiór wierszy Alojzego Śliwy ukazał się w 1965 roku. Dwa lata później
              wydano „Spacerki po Olsztynie”. Jego literacko opracowane bajki ukazały się
              w „Kiermaszu bajek”. Zmarł w Olsztynie.
              --------------
              Ciykawe dzie lyży, na chtóram smentarzu ?
              • rita100 Re: "Winczara" (1) 10.07.07, 22:08
                "Winczara" (1)

                - Słuchajta bziołki - mózi Ktaryna,
                Poziem woma ciekawó nozina. -
                - Z cóż takego noma poziecie,
                Bo wy machlować ciasem lubziecie. -
                - Do machlowanio, to łuż za staro,
                Ale poziem: przyjechoł Winczara,
                Ten co łod wsi do wsi wendruje
                Ji wszandzie klaty stare skupuje. -

                Jek jeno baby to łusłuchały,
                Zaroz do swoich chat poleciały
                Ji dali zbzierać klaciska stare,
                By za nie kupsić co łu Winczary.
                Nie łupłunuło może godziny,
                A łuż sia waló - bziołki, dziewczyny,
                Każdó w 'penconku' niesie klaciska,
                Za nimi z rykiem pandzó dzieciska.
                cdn

                -------------------
                hehe, a zieta jek ten Winczara ryczoł ?
                - Trululu, matulu-matulu, mateczki, przynoścta klateczki
                smile)))))
                Przbańczam woma, co klata, klateczki to só 'szmaty'. Kedajś tacy jyździli w
                kónie i furmankami łod dóma do dóma i zbzierali wciórke pachrajstwa (starocie),
                no ale dalyj ni bande psisać bo łobaczycie co dalyj bandzie ......

                A pomóżta ma zgadnóć co to só te 'penconku' ?
                Każdó w 'penconku' niesie klaciska
                Co to może być ten penconek ? Moze plecione koszyki ?
                • rita100 Re: "Winczara" (2) 11.07.07, 23:08
                  Czos łuż nojwyższy - Winczara czekó,
                  Łuż jygo gzizdkę (gwizdek) słuchać z dalyka,
                  Gzizdo ji gzizdo, by zioska cało,
                  Że łón przyjechoł, sia doziedzioła:
                  - Trulu, matulu-matulu, mateczki,
                  Przynośta klateczki,
                  A choć só łuwolane, bandó wypłókane. -
                  Przestoł nareszcie, gzizdkę łodłożuł,
                  Tubaki zażuł, skrzynie łotworzuł
                  Ji z ni towary swoje wykłodo,
                  Bo łuż sia zbliżo ludzi gromada.
                  Teroz Winczarę wszyscy zitajó,
                  - Jek sia mocie, co słuchać łu woju ?
                  Wy tak jeździcie zawdy po szwecie,
                  Toteż gwołt nozin noma poziecie. -
                  - Poziem woma, poziem, jeno trocha póżni,
                  Kedy sia moja skrzynia łopróżni.
                  Bym prandzej łukończuł swojó robote.
                  cdn
                  • rita100 Re: "Winczara" (3) 12.07.07, 21:26
                    Mom na kożdego coś w moji skrzyni,
                    No starych, młodych, no gospodyni;
                    Knafle, mniedzionki, knepki ji mnici.
                    Kożdy dostanie, co sobzie życzy.
                    Noporstki, jigły, psieprz ji kubeba,
                    Drożdże szweże do kuchy ji chleba,
                    Mom też ji mydło, mniski, talerze,
                    Starczy no wszystkich - mózia to szczyrze.
                    Jest tyż tubaka no zożywaków,
                    Łod 'Wojtja' w Łolstynie, funt po gudoku.
                    Dziziukom dom grefle ji ksiójżki z bojkami
                    Ji ksiójżki polskie mom z modlitwami,
                    Byśta po polsku Boga chwolili
                    Ji mowy polski nie zaboczyli. -
                    Musioł łuż przestoć - nie długo trwoło,
                    A w jygo skrzyni nic nie łostało.....
                    cdn
                    • rita100 Re: "Winczara" (4) 13.07.07, 22:18
                      Potam łod chaty do chaty łażuł
                      Ji ludziom różne noziny praziuł,
                      Leczuł świnie, konie ji krowy,
                      Bo buł człek móndry, ni głupszy głowy,
                      A cziasam kropnół sobzie kornusa,
                      Bo buł kawaler, wesołó dusza.
                      Z dziewczokami sia rod przekomorzoł
                      Ji różne sigle z niami wyprozioł,
                      A łóne mózio: - Wuju, narajcie,
                      Dobrych chłopków nom poszukojcie;
                      My na wesele zaprosim woju,
                      Potańcujecie trocha ło noju. -
                      - Naraję woma, moje dziewczoki,
                      Jo ziam, gszie só stateczne chłopoki.
                      Ani gordziele, ni trócykije,
                      Taki rychtycznie bziołki nie zbzije,
                      Só gospodarni, ło Bogu dbajó,
                      Rodziców swoich szczyrze kochajó,
                      To bandó z woju szykowne pory. -
                      Tak jim łobziecoł Winczara story.
                      A jek dziewczyny to łusłuchoły,
                      To aż z radości podskakiwały
                      Ji za to doły mu dobry łobziod.
                      A jek Winczara podpsiuł ji podjod
                      Ji szczyrze łodzitoł sia ze wszystkimi,
                      Wtedy łuż chućko zaprzóngł kónika
                      Ji z budó swojó dali łumykoł....
                      cdn
                      • rita100 Re: "Winczara" (5) kóniec 14.07.07, 21:46
                        "Winczara" (5)
                        Zmnieniuły sia cziasy, dziś ni ma Winczary,
                        Zaginoł warnijski łobyczoj stary,
                        Jo, co Winczarów warnijskich znołem,
                        No potomności to łopsisołem,
                        By noju brocio, co tu przybuli,
                        Sia doziedzieli, jek mym ti żuli.
                        Że Warnija noszó jek jinne kraje
                        Tyż mnioła swoje warnijskie zwyczaje.
                        Łóne to w cziasie niewoli nocy
                        Nie doły nom ulec łobcy przemocy !!!!

                        Likuzy, styczeń 1949
                        Alojzy Śliwa
                        • rita100 Re: "Gody na Warmii" 04.09.07, 21:56
                          Fragment "Gody na Warmii" - je to fragment, może nojdziewam dzieś całość. Ziersz
                          tan drukowany buł w "Gazecie Olsztynskiej" z 24.XII.1938 roku.

                          Jutro Gody, dziś zilijo:
                          Gospodyni sia łuzijo,
                          Bo mo dzisioj grołt roboty,
                          Toteż nie brok ji łochoty.
                          Ledwo szwit, łuż dzisioj wstała,
                          Pobożnie sia przeżegnała
                          Ji pocierze łodmóziuła,
                          Boga ło pomoc prosiuła.
                          Teroz dali! Do roboti!
                          Że sia z ni loć bandó poty.
                          Znoci mónka i kopońki,
                          Brzanczó mniski, garki, szklonki.
                          Kuchy dzisioj łupsiec trzeba
                          Bzioły jek to słónko z nieba,
                          Żeby wszystkam sia łudała
                          Ji każdamu smakowała....
                          cdn
                          • rita100 Re: "Gody na Warmii" 05.09.07, 21:10
                            ... Kuchy só wnet łupsieczóne,
                            Mniły zapóch łod nich leci,
                            Aż sia łoblizujó dzieci.
                            Gosposia pełnó radości,
                            Bańdzie czam łuroczycz gości.
                            Ale łóna już zmanczóno.
                            A robota nie skończono.
                            Teroz dzieci chućko myje,
                            Gamby, rance, plecy, szyje.

                            Józul pytó roz ji drugi:
                            - Matulku, czy przydó sługi ? -
                            - Przdó, przydó, ty psotniku,
                            Jeno nie rób zaroz krzyku ! -
                            Bo Józul sia mocno boi,
                            Że mu sługa skóra złoi,
                            Bo gwołt psociuł przez rok długi,
                            A psotników bzijó sługi....
                            • rita100 Re: "Gody na Warmii" 06.09.07, 21:00
                              Nadszedł zieczór łupragniony.
                              Łuż radośnie bzijó zwóny,
                              Mózió, że w ten zieczór cichy
                              Do Betleem szopki lichy
                              Zstómpsiuł Bóg z nieba na ziemnia,
                              Żeby zbazić ludzkie plamnia....
                              Dzieci cicho nadsłuchujó,
                              Przyjśció sługów łociekujó.
                              Wtem słychać psa łujodanie,
                              Zwonków głośne pobrzónkanie,
                              Szurki wrzeszczó, łuciekajó
                              Ji pod łóżka sia chowajó.
                              Sługi w siani łuż godajó
                              Ji z kożuchów śnieg strzójsajó,
                              Teroz wchodzó i łod proga
                              Pochwalojó Pana Boga;
                              Wsziszcy jam łodpoziedujó.
                              Sługi w jizbzie dokazujó,
                              "Szemel" zbytny, skocze żwawo,
                              Kanczuk migo w liwo, w prawo,
                              Niedźwiydź garki łobwónchuje
                              Ji ze złośció pomrukuje,
                              Bocion kranci długó szyjó
                              Ji po jizbzie sia wyzijo,
                              A chto prandko nie łucieknie,
                              Tego dziobam w bary sieknie.
                              Sługi sia wnet domyślili,
                              Że szurki sia gdzieś pokryli,
                              Łuż po kóntach jech szukajó
                              Ji spod łożów wycióngajó
                              - Dali, dzieci, łuklankojta
                              Ji pacierze łodmożojta! -
                              Tak jam sługi rozkazujó
                              Ji kanczukam wymachujó.
                              Szurki z stracham łuklankajó
                              Ji pobożnie sia żegnajó
                              Ji łodmoziajó pocierze,
                              Łojcze nasz, Zdrowaś i Zierzę.
                              Kedy paciyrz łodmózili,
                              Sługi do nich tak mózili:
                              cdn
                              • rita100 Re: "Gody na Warmii" 08.09.07, 20:20
                                - Za ten pocierz, co możeta,
                                W skóra dziś nie dostanieta,
                                Tlo rodziców wciojż słuchojta,
                                Ji nigdy jech nie gniewojta,
                                Żyjta w zgodzie, jek Bóg koże,
                                Bo Łón niezgodników korze.
                                Polskó mowa w domu wszandzie
                                Niech wom zawdy drogó bandzie,
                                Kochojta jó duszó całó
                                Ji mówta nió zawdy śniało,
                                Choćbyśta za to cierzpsieli,
                                Pamnientojta każdy sili,
                                Żeśta w Polsce sia rodzili.
                                Bo Warnijo polskim krajem
                                Ziaró, mowó ji zwyczajem.
                                Mowa warnijsko to rzecz szwantó,
                                Niech kożdy ło tam pamniento.
                                cdn
                                • rita100 Re: "Gody na Warmii" 09.09.07, 09:23
                                  Sługi tak psianknie mózili,
                                  Że sia aż wszyscy wzruszyli,
                                  Gospodyni, ze łzó w łoku,
                                  Dała sługom po gudoku,
                                  Szpaku z połcia łukrajała,
                                  Ji duży kawoł jim dała.
                                  Łóni jij podziankowali
                                  Ji wesoło poszli dali.
                                  Szurki jech łodprowadzili,
                                  Niemal kloce pogubzili....

                                  Czas tak leci, łuż dziesióntó,
                                  Gospodyni sia znów krzónto.
                                  Wnet za stołam wszyscy siedzó
                                  Ji ziecierzó postnó jedzó:
                                  Bez mlyka ji bez tłustości,
                                  Bo Warnijok szczyrze pości.
                                  Jek skónczyli łuż ziecierza,
                                  Dzieci stoziajó talerza.
                                  "Pon Bog na talyrze włoży",
                                  Kedy łoczy śpsik jam zmorzy....
                                  Poszły dzieci łuż spać w łoże,
                                  Acz łusnóńć żodne ni może,
                                  Kożde jeno ło tam marzy,
                                  Czam go Pon Bóg dzisioj łobdarzy.
                                  Czyż to nie cud nad cudami,
                                  Że Bóg przydzie z podarkami ?
                                  Myśló, marzó ji godwajó,
                                  Wreszcie cicho łusypsiajó...
                                  cdn
                                  • rita100 Re: "Gody na Warmii" 10.09.07, 22:03
                                    Ale dziś nie spały długo,
                                    Eszcze 'wóz' na niebzie mrugo,
                                    A łuż ze spsiku sia zbudzili
                                    Ji z szlómbanka wyskóknyli,
                                    Talyrz swój ze stołu wziali
                                    Ji znowój w szlómbank polecieli.
                                    Tero dary łoglóndajó -
                                    Ji z talyrzy wykładajó -
                                    Bygle, cukry ji psierniki,
                                    Marcypony ji kóniki.
                                    Anulka panna dostała
                                    Z radości sia popłokała,
                                    Józul koniam sia raduje
                                    Ji wesoło wykrzikuje....
                                    Tak zabaziajó sia dzieci,
                                    W łoczach radość jim sia szweci,
                                    Jizba pełno jest łuciachy,
                                    Brznió wesołe krzyki, śniechy.
                                    cdn
                                    • rita100 Re: "Gody na Warmii" 11.09.07, 20:59
                                      Starsi łuż sia łobudzili
                                      Ji jeglijka zapolili.
                                      Dzieci skoczó ji dziankujó,
                                      Rance rodzicom całujó,
                                      Potam kolendy spsiewajó,
                                      Jezuskoziu cześć łoddajó,
                                      Co ty nocy sia narodzuł
                                      Ji coły szwat łoswobodziuł.
                                      Brzni kolanda po kolandzie,
                                      Na Warniji całi wszandzie,
                                      Brznió kolandów polskie tony,
                                      Taj jek w Polsce łodrodzóny !

                                      Poznań, grudzień 1938
                                        • rita100 Re:"Przóndki" 13.09.07, 21:45
                                          Gdy przyszła zimowa pora,
                                          Przandły stale, co zieczora,
                                          Kożda przóndka tedy reda
                                          Bziegnie z kółkam do sójsiada.
                                          Łobracajó sia kółecka,
                                          Palce snujó włókienecka,
                                          Nić łowija sia na szpule,
                                          Bandzie płótno na koszule....
                                          Przóndki przandó i śpsiewajó,
                                          Cłopoki do nich mrugajó,
                                          Cziasem przóndka, jena , drugo
                                          Tyż łoczkiAm do chłopczaków mrugo,
                                          Wszistko sia lejduje, weseli,
                                          Wesoło je przi kóndzieli.
                                          Nowet storzi gospodorze,
                                          Tyż mowajó wesołe tworze....
                                          Kółka wórczu, a cias leci,
                                          Łuż do śpsiku lygnó dzieci.
                                          cdn
                                          • rita100 Re:"Przóndki" 14.09.07, 20:27
                                            Dzywczoki śpsiewać przestajó
                                            I w kóntek jizby spoglóndajó,
                                            Bo tam w środku długi ławy,
                                            Siydzi stari Jan kulawy
                                            I Kubzie cosik łopoziada,
                                            Gdyż to gawandziorz nilada.
                                            Łón wciójż łosiery prowadzi,
                                            Toteż wsziści só mu radzi.....
                                            Przóndki Jana dobrze znajó,
                                            Zawdy chantnie jygo słuchajó,
                                            Proszó tedy: - Wuju Janie,
                                            Nocznijcie łopoziadanie,
                                            Mym sia za to łodwdzianczywam,
                                            Funt tabaki woma kupsiwam,
                                            Bo ziywam, ze ji lubzicie
                                            A bez niyj woma ciajżkie żucie. -
                                            Jan tak psianknie poproszony
                                            I tabakó zachancony,
                                            Sypnół noprzód w nos tabaki,
                                            Bo mnioł zawdy zwyczoj taki,
                                            Że przed kożdó swojó robotó,
                                            Niuchoł tabaki z łochotó.
                                            Potam noczoł łopoziadać,
                                            Ciekawostki różniste godać,
                                            Łopoziodał baśnie różne,
                                            Wesołe, smutne i groźne,
                                            Prawiuł ło strachach i duchach,
                                            Czarojach, zbójoch i kłobukach,
                                            Głosiuł Polski dziaje dawne,
                                            Jij dni chwoły, zielgie, sławne,
                                            Twierdziuł śniało, niezachwianie,
                                            Że Polska tu znowój powstanie,
                                            Jeżli kożdy, zawdy, wszandzie,
                                            Polskość w syrcu chować bandzie....
                                            Psianka buła Jan mowa,
                                            Przóndki słysząc jygo słowa,
                                            Tak sia niam lejdowałi
                                            Że ze wzruszenia płakałi.
                                            Jan zidzónc swyj mowy skutek,
                                            Chcónc z jych twarzy spandzić smutek,
                                            Snuł wesoły wóntek mowy
                                            I śniały sia białogłowy.
                                            cdn
                                            • rita100 Re:"Przóndki" 15.09.07, 20:28
                                              Wreszcie skónczuł Jan swe godki,
                                              Lecz nie bułi to łostatki
                                              (Gdyż móg eszcze długo prazić
                                              I wszistkich wesoło zabazić).
                                              A przóndki łuż przójść przestałi,
                                              Gdyż lnu łuż ziancej nie mniołi.
                                              Kółka poszłi w kónt pod ściany
                                              I rozpoczełi sia tany.
                                              Kuba znony we wsi cołej
                                              Jeko grajek doskonałi,
                                              Wyciójgnół swó harmonije
                                              I rznół skocznie melodije,
                                              August zaś z swygo grzebzienia,
                                              Wydobywoł dziwne psienia.
                                              I kapela łuż w komplecie,
                                              Lepszi nigdy nie nojdziecie.
                                              Zianc tańcziła młodzież żwawo,
                                              Że aże starzi bzili brawo
                                              I zdowało sia co sile,
                                              Że łod skoków panknó dyle...
                                              Lecz że z tańcam sia spóźnili,
                                              Długo sia z niam nie cieszili,
                                              Gdyż wnetka pu noc sia zbliżiła
                                              I zabazia sia skóńcziła....
                                              cdn
                                              • rita100 Re:"Przóndki" 16.09.07, 20:37
                                                To co woma tu łopisołem,
                                                Som z przóndkami przeżuwałem.
                                                W kożdej ziosce, zielgiej małej,
                                                Warnijaczki przójść musiałi,
                                                A z taj przandzy potam tkałi,
                                                Mocne płótna - samodziałi,
                                                A z nich znowój klejdziki szułi
                                                I dumó sia w nia stroiłi.
                                                Łokriwały te tkaniny
                                                Stołi, łoża i psierziny.
                                                Posiodałi gospodynie
                                                Tych wyrobów pełne skrzinie,
                                                A gdy młode Warnijaczki,
                                                Brałi sia łuż do żeniaczki,
                                                Tedy psiankne te tkaniny
                                                Szłi na wziano no dzewcziny
                                                I Warnijaczki dumne bułi,
                                                Że swó pracó je zdobułi...
                                                Dzizioj tan zwyczoj łuż zaginół,
                                                Co na Warniji kedajś słynół,
                                                Prziszła na niygo zagłada,
                                                I wskrzeszić jygo trudna rada.
                                                Tymciasem - no potomności
                                                Wydobylim jygo z przeszłosci !
                                                Jo - Alojzy Śliwa
                                                i Rita - warnijska dziewa.

                                                Likuzy, april 1949
                                                • rita100 Re: Rocznica śnierci 26.11.07, 21:10
                                                  Dzisioj
                                                  1969- Zmarł Alojzy Śliwa, działacz plebiscytowy, poeta ludowy, redaktor, z
                                                  zawodu krawiec. Współzałożyciel „Słowa na Warmii i Mazurach”, autor felietonów
                                                  „Kuba spod Gietrzwałdu gada” i książki „Spacerkiem po Olsztynie”. Patronuje
                                                  jednej z ważniejszych olsztyńskich ulic (ur. 16.02.1885).
                                                  • rita100 Re: Rocznica urodzin 20.02.08, 21:55
                                                    16 febłara 1885- W Skajbotach koło Olsztyna urodził się Alojzy Śliwa, działacz
                                                    plebiscytowy, po wojnie związany ze stowarzyszeniem PAX, współzałożyciel „Słowa
                                                    na Warmii i Mazurach” – dodatku do gazety „Słowo Powszechne”, wydawanej przez to
                                                    stowarzyszenie, autor felietonów „Kuba spod Gietrzwałdu gada” i książki
                                                    „Spacerkiem po Olsztynie” (zm. 24.11.1969).

                                                    Tylo je w kalyndarzu
                                                  • rita100 Re: Kuba z Gietrzwałdu... 24.11.08, 20:20
                                                    1969- Zmarł Alojzy Śliwa, działacz plebiscytowy, poeta ludowy, redaktor, z
                                                    zawodu krawiec. Współzałożyciel „Słowa na Warmii i Mazurach”, autor felietonów
                                                    „Kuba spod Gietrzwałdu gada” i książki „Spacerkiem po Olsztynie”. Patronuje
                                                    jednej z ważniejszych olsztyńskich ulic (ur. 16.02.1885).

                                                    Nie zaboczuł Gajowy smile,a jo przybaczam kóntek
                                                  • warnija Re: Rocznica urodzin Alojzego Śliwy 16.02.16, 10:32
                                                    Kóntecek noma nie zaniknie, póki bandziewa boczyli ło naszam Kubie spod Gietrzwołdu

                                                    16 lutego 1885r. - W Skajbotach koło Olsztyna urodził się Alojzy Śliwa, działacz plebiscytowy, po wojnie związany ze stowarzyszeniem PAX, współzałożyciel „Słowa na Warmii i Mazurach” – dodatku do gazety „Słowo Powszechne”, wydawanej przez to stowarzyszenie, autor felietonów „Kuba spod Gietrzwałdu gada” i książki „Spacerkiem po Olsztynie” (zm. 24.11.1969).

                                                    ......................................................................

                                                    ALOJZY ŚLIWA

                                                    w Leksykonie Kultury Warmii i Mazur
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka