Dodaj do ulubionych

Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska

06.09.06, 20:49
Z 'Zielonego Ślaska', z Cieszyńskiego, pochodził. Z Górnego Śląska ongi
Albert Kazimierz Wattin, syn Augusta III i Marii Józefy Austriackiej, książe
cieszyński i generał austriacki, a zięć Marii Teresy - kilkanaście rodzin
sprowadził i na Podbeskidziu osadził. I odtąd siedzieli Lancowie w
Kostkowicach.
Obserwuj wątek
    • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 06.09.06, 20:50
      "Jesteśmy pod Piasutnem, na tak zwanym 'wybudowaniu' na Łęgu. Łęg - to te domy
      rozrzucone w promieniu pół kilometra, obwarowane ze wszystkich stron lasami.
      To tutaj przed dwoma laty odbyła się cicha tragedia, jedna z najbardziej
      wstrząsajacych tragedyj w historii walk o tę ziemię.
      Od 1878 r, nie mialy Mazury Pruskie polskiej szkoły. Nie miały i nie mają. Te
      trochę polskich szkółczyn to ziemia malborska, ktora na 20 000 Polaków. Te
      tereny polskich szkółczyn to Warmia, w ktorej zamieszkuje 40 000 Polaków.
      Ale Mazury - kraj obszerny, ale Mazury, w których teraz jeszcze, teraz , pomimo
      wszystko, po polsku mówi z górą 350 000 ludności - nie miały ani jednej szkoły
      polskiej. I nie mają."
      • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 06.09.06, 20:52
        "Tu, w Piastunie postanowiono przepuścić przed trzema laty szturm. Na Łęgu nie
        było szkoły niemieckiej. Cały zaś Łęg mówił po polsku.
        Kiedy śp. Lanc, a był to koniec lutego 1931 r. przyjechał do Polski, jeszcze
        nie było wiadome miejsce jego przyszłego męczeństwa. Z nauczycielem Boenigkiem
        z Warmii pojechali szukać wsi odpowiedniej na założenie szkoły. W Jerutce ,
        zwaliła się na nich zgraja wyrostków. Wstrzymali konie, poczeli rzucać bryłami
        lodu, ziać wyzwiskami, jakie tylko potrafi spłodzić obłęd nienawiści.
        Młody , trzydziestodwuletni Lanc, wysportowany, buchający energią i wesołością
        człowiek, nie stropił się tym przywitaniem. Znał już tę muzykę niemiecką."
        • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 06.09.06, 20:53
          Z 'Zielonego Ślaska', z Cieszyńskiego, pochodził. Z Górnego Śląska ongi Albert
          Kazimierz Wattin, syn Augusta III i Marii Józefy Austriackiej, książe
          cieszyński i generał austriacki, a zięć Marii Teresy - kilkanaście rodzin
          sprowadził i na Podbeskidziu osadził. I odtąd siedzieli Lancowie w Kostkowicach.
          Ojciec Lanca był ekonomem. Miał ośmiu synów i cztery córki. Lanc był szóstym z
          kolei.
          W rodzinie żyło się biednie, ale bogobojnie, tymi najlepszymi tradycjami
          ewangeilickimi. W niedzielę nieletnie skrzaty musiały śpiewać pieśni religijne,
          a starsze rodzeństwo akompaniowało na skrzypcach. Biednie było w rodzinie, a
          przecież wykrztałcenie otrzymali wszyscy. Trzeba było się bardzo wyciągać. Z
          osełką masła lub kopą jaj nieraz posyłano małego Jurka na targ. Wstyd mu było,
          że to niemęska rzecz. Ale nie dał nigdy znać tego po sobie, bo mógł tym pomóc
          matce. 'Mamusia' pozostała najsłodszym wspomnieniem dla niego na zawsze."

          Tak Wańkowicz pisze. Bardzo się rozciągnął w temacie , ale najwyraźniej daje
          nam do zrozumienia, że śp Lanc był wielkim , wielkim czlowiekiem.
          • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 06.09.06, 20:54
            Kto zna Śląsk Cieszyński, jego świątków na rynkach starych miasteczek, lud
            łagodny i dobry, ten zrozumie, jak kształtowała się dusza Lanca - w ziemi
            przeoranej pracą Stalmacha, Michejdów, Londzina, Świeżego i innych.
            Po skończeniu seminarium otrzymuje posadę w Rudzie na Śląsku Cieszyńskim, po
            czym, po rocznej pracy, dają mu kierownictwo szkoły w Szklarce Śląskiej, w pow.
            odolanowskim (woj.poznańskie).
            Ludność zgermanizowana, zbrutalizowana panowaniem przemocy i pieniądza, ludność
            polskiego Wild Westu, przyjęła młodziutkiego nauczyciela niesłychanie wrogo. Do
            tego stopnia, ze przez pierwsze cztery tygodnie nie mógł za pieniądze otrzymać
            kęsa strawy i stołował się w innej wsi, odległej o cztery kilometry. Nocami
            podkradali się jacyś ludzie pod okna, wyli i kołysali gałęziami bzu, które
            nieznoścnie drapały po szybach. Gdy rano przychodził do szkoły, ostrożnie
            musiał ujmować klamkę, bo w nocy zwykle ją smarowano czymś cuchnącym. A na
            drzwiach codziennie była wypisana nowa porcja jednoznacznych epitetów.
            • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 06.09.06, 20:55
              Starzy gospodarze, spotykając go na ulicy, nie krępowali się bynajmniej,
              wyzywając go: "taki głupi, zielony chlopak". Dzieciaki, podburzone przez
              rodziców, nie chciały mówić po polsku i wołały dummer polnischer Lehrer.
              Szare oczy Lanca uśmiechały sie beztrosko.
              - Zobaczycie jeszcze - mowił do kolegów-nauczycieli.
              Rozglądam sie w terenie. Znalazłem ślady jego obserwacji w kronice szkoły w
              Szklarkach.
              "Deprawacja społeczeństwa tutejszego przez Niemców - pisał młody nauczyciel -
              doszła do tego stopnia, że młodsze pokolenie gardzi swymi żyjącymi dziadkami i
              rodzicami, ktorzy zatrzymali swą mowę ojczystą i nie znają języka niemieckiego".
              (...)
              "...Sama ludność nie twierdzi , że jest niemiecka, ale kościół wmówił w nich,
              że religia ewangielicka pochodzi z Niemiec, więc ewangielik nie może być
              Polakiem"
              • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 06.09.06, 20:56
                Lanc próbuje zorganizować kurs języka polskiego. Na razie zgłosiło się dwunastu
                uczestników, lecz cofnęli sie pod wpływem agitacji niemieckiej i kurs nie
                doszedł do skutku.
                Ale Lanc ponawia wysiłki. W drugim roku jego pracy odbyło się pierwsze
                amatorskie przedstawienie. Publicznośc dobrze się bawi, a 'zielony chlopak' (ma
                wówczas 21 lat) promienieje, bo czuje, ze pierwsze lody zostały przełamane.
                Teraz już udają się nie tylko kursy języka polskiego, ale i inne zebrania.
                • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 06.09.06, 20:57
                  "Byłam również jedną z uczestniczących na lekcje śpiewu - pisze do mnie wdowa
                  po nim. - Tu nauczył mnie mowy w słowie i w piśmie. Tu nauczył mnie mowy
                  ojczystej, bo chociaż pochodzę z polskiej rodziny, nie nauczono mnie jej za
                  czasów pruskich; tu nauczył mnie mój przyszły mąż kochać ojczyznę, tu została
                  wzbudzona ma pierwsza miłość. On stał się źródłem mego największego szczęścia,
                  a obecnie źródłem największego bólu..."
                  • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 06.09.06, 20:58
                    Niebawem Szklarki mają założone przez Lanca:
                    1. Kołko Rolnicze
                    2. Klub Sportowy
                    3. Odział Przysposobienia Wojs. i Wych. Fizycznego
                    4. Spółkę Rolną
                    We wszystkich tych organizacjach jest prezesem lub sekretarzem.
                    Niemczyzna próbuje się odegrać. W roku 1925 zbierane są podpisy pod petycję o
                    szkołę niemiecką. Ale Lanc już wówczas ma wieś w reku. Chociaż mężnieje z
                    każdym rokiem w ogniu prac i obowiązków, przecież zostaje w nim jeszcze
                    sporo 'zielonego chłopaka'. Wszakci to on do spółki z innym kolegą,
                    Mularczykiem, urządza "gwiazdkę polską", chodzi od chałupy do chałupy z
                    gwiazdą, przebrany za kolędnika, sypie jak z rękawa dykteryjki i pioseneczkami
                    i zbiera 189 zł 43 gr, za ktore urządza gwiazdkę, aż w niebie grzmiało."
                    • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 06.09.06, 20:59
                      Tyle na dziś. Ja sie wczuwam w waszą sytuację, jak się zastanawiacie , po co
                      ona tyle pisze ? -Wystarczy napisać - Lanc zginął i już !. A ja tak myślę, że
                      skoro Wańkowicz poświęcił cały rozdział Lancowi to nie może być , by i Warmija
                      tego dokładnie nie poznała. Sytuacja była tak złożona i skąplikowana, ze nie
                      idzie tego tak krotko napisać. I kóntek dla Lanca musi się znależ na Warniji i
                      Mazurach, szczegolnie na Mazurach.
                      cdnj
    • tralala33 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 06.09.06, 20:58
      Jerzy Lanc ma swoją uliczkę w Olsztynie, co prawda w samym śródmieściu
      (dochodzi do ul. Partyzantów!) ale małą i niestety miejscami bardzo zaniedbaną,
      co widać na tym jednym zdjęciu ze strony Suda - widok na ul. Lanca z bramy ZUS-
      u.
      www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=2&ido=304&idz=8048
      • gajowy555 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 07.09.06, 09:59
        No jó, fejn Rita co ło Lancu psiszesz. Mus znać jygo życie i męczeńską śmnierć.
        Jo sobzie tak myśla, co mało ludziów na Warmniji zno historia tygo meczennika.
        Tlo niechtorzy ziedzó, co we Łolstynie je łulica jygo jimnienia, a co dalyj ?
        Dobrze co noma Tralala jó pokozała. A do noju coraz ziency przychodzi, to mogó
        sobzie ło tam wszystkam poczytoć...
        • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 07.09.06, 20:46
          Łoj , jó pamnientam tó ulice - to przecznica Partyzantów. I nic mi ta nazwa nie
          móziła , az do tyj chwili. Tero jiśc tó ulicó to można pomysleć o Lancu jako o
          czlozieku , a nie tlo ulicy.
          Gajowy , a tero przeczytoj , co tygo Lanca czkało na Mazurach. To dopsiero bulo
          poświęcenie. Łobaczta.
          • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 07.09.06, 20:50
            "Jak w pracy był zawzięty i nieustępliwy, tak w życiu prywatnym był najlepszym
            kolegą, jakiego znałem - pisze do mnie jego kolega, nauczyciel Witkowski. -
            Zawsze pełen werby i humoru, odznaczał się rzadko dzisiaj spotykaną
            gościnnością. Byl z tego znany i za to kochany. Umiał zawsze znaleź skuteczny i
            dowcipny sposób wybrnięcia z bardzo nieraz trudnej sytuacji."
            Już na trzeci rok przacy przyszedł do niego ten gospodarz, spotkany w te tu dni
            pierwsze - przeprosić za to ongi wyzwania od 'zielonego chłopaka'. A teraz
            żadne świniobicie nie odbywa się bez Lanca. Na imieniny jedo dzieci suto zdobią
            klasę kwiatami."
            • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 07.09.06, 20:52
              No, więc Lanca wysłano w lutym 1931r do Prus Wschodnich i to właśnie Lanc śmiał
              się, kiedy go obrzucono na przyjęcie bryłami lodu w Jerutce. Wiedział, na co
              szedł. Na tej ziemi "Opatrzność nie pokazała swej władzy, wstrzymując w
              ostatecznym momencie dzieło zniszczenia dusz".
              Z tym zniszczeniem szedł walczyć on, Lanc. Miał trzydzieści lat. Miał
              dziewięcioletnie doświadczenie w ujmowaniu sobie dusz ludzkich, w budzeniu
              szlachetnych ludzkich instynktów. Miał za sobą poczucie dziejowe swojej
              ojczyzny, przed sobą lud polski.
              Dlatego myślał, że wyprawa jego zmontowana jest i wyekwipiowana
              pierwszorzędnie, i smiał się, gdy bryły lodu warczały mu koło twarzy."
              • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 07.09.06, 20:53
                Do mającej powstać szkoły zgłoszono szesnaścioro dzieci. 31 marca odbyło się
                uroczyste jej otwarcie. Przyjechali przedstawiciele Związku Polskich Towarzystw
                Szkolnych z Berlina, organizacji polskich na Warmii, ale dziecko nie przyszło
                ani jedno....
                • rita100 Re: .....ale dziecko nie przyszło ani jedno.... 07.09.06, 20:54
                  .....ale dziecko nie przyszło ani jedno....
                  Tajemnica wyjaśniła się szybko. Oto poprzednich dni na Łęg spadli
                  sekwestratorzy. Urzędy skarbowe przypomniały sobie naraz jakieś zaległosci czy
                  niedokładności podatkowe. Banki niemieckie powypowiadały kredyty. Żandarmi
                  obeszli śmiałków, przeprowadzając śledztwo i dokonywając jakiś notatek i
                  protokołów, a na zakończenie udzielali życzliwych rad, iż lepiej zaniechać ...
                  Taki był początek."
                  • rita100 Re: .....ale dziecko nie przyszło ani jedno.... 07.09.06, 20:55
                    "Po kilku dniach znalazł się śmiałek. Był nim niejaki Maciej, ojciec dwojga
                    dzieci w wieku szkolnym. Przysłał je Lancowi. Ale wtedy władze szkolne
                    przypomniały sobie jego podanie sprzed kilku miesięcy o przeterminowe
                    zwolnienie syna od obowiązku szkolnego. Po kilku miesiącach lekceważącego
                    milczenia z nagłym pośpiechem załatwiono prośbę przychylnie. Lancowi pozostała
                    tylko dziewczyna.
                    Na domiar złego był to typ niedorozwinięty. Lanc , świetny nauczyciel, prezes
                    wielu instytucji w Szklarce, staje się prywatnym nauczycielem jakiejś
                    półkretynki, jak przedrwia prasa niemiecka.
                    Tak mija rok."
                    • rita100 Re: .....ale dziecko nie przyszło ani jedno.... 07.09.06, 20:57
                      "Przez rok codziennie duka Lanc ze swoją uczenicą lekcje. I trwa. Choćby tam
                      nie wiem co. Jest jednak szkoła na Mazurach Pruskich !
                      Szkoła !... Pokoj w chacie Lumowej, w którym trawi godziny i dnie, i miesiące w
                      wbijaniu wiedzy w glowę jednej półnormalnej dziewczyny."
                      --
                      Przyznacie, że wstrząsająca relacja szkolnictwa na Mazurach Pruskich. Takie
                      było wtenczas szkolnictwo.
                      Lanc, wybitny, zdolny nauczyciel uparcie trzymał szkołę polską w miejscu gdzie
                      nie mogła zaistnieć polska szkoła, w miejscu gdzie polska mowa parzyła Niemców.
                      • rita100 Re: Jerzy Lanc 07.09.06, 20:59
                        schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=94&pos=93
                        A to jygo fotka z ksiójżki
                        cdnj
          • tralala33 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 07.09.06, 21:19
            Uliczka niewielka, ale dzięki niej Jerzy Lanc znalazł się w książce 'Patroni
            olsztyńskich ulic', a tam taki fragment (dopowiedzenie tego, co nam Rita z
            Wańkowiczem napisali).
            lanc zanotował z swoich zapiskach: "Ludność zastraszona, boi się nawet na
            zebrania przyjść, wszyscy okazują gotowość przysłania dzieci, ale boją się
            policji, która będzie ich podawać za karę. Darlehnskasse w Świętajnie
            wypowidziała wszystkim już pożyczki: Lumowej, ozygusowi, Petrkowi, Jaroszowi i
            innym."
            • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 07.09.06, 21:39
              Przyznasz , jaka walka wrzała o szkolnictwo i o dusze ludzkie. Nie miałam
              pojęcia o takim az pogromie. Sucha wiedza z podręczników to malutki pikuś wobec
              tego co naprawdę było.
              • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 08.09.06, 21:51
                A właśnie , że szkoła, bo czemuż to coraz większy niepokój, coraz większe
                zniecierpliwienie ogrania Miemców ? Kamienie furkoczą za Lancem. Raz uratował
                się przed ciosami noża ucieczką przez okno. Raz pocięli na nim palto. Na noc,
                zgasiwszy światło, przeciąga łóżko w coraz to inne miejsce.
                • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 08.09.06, 21:51
                  "Jeśli zginę - mówił do zony przy ostatnim jej widzeniu - naucz syna dobrze, za
                  co zginąłem."
                  Przez Piasutno idą umocnienia niemieckie. Daje to asumpt do nagonki
                  na "polskiego szpiega"
                  Na Lanca sypie się grad dochodzeń. Dnia 14 października 1931 roku tłumaczy się
                  w piśmie An den Herrn Landrat Ortelsburg, że ani do szkoły, ani do kursów
                  wakacyjnych w Polsce mieszkańców nie namawiał, chodzić zaś do domów tych
                  mieszkańców musi, bo kupuje u nich żywność.
                  Ale te tłumaczenia nie pomagają. Ma wytyczane sprawy sądowe. "Moze po tych
                  rozprawach wysiedlą mnie poza kordon - pisze do swego brata. - Dałby Bóg, zeby
                  tylko zdrowego. Wierzaj mi, to kraj zbirów i hien, pragnących krwi polskiej"
              • tralala33 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 08.09.06, 21:51
                Nie zaglądam na razie do Wańkowicza, czekam tu, żeby dowiedzieć się co dalej z
                Lancem. Doczytałam za to, że w lecie 1931 roku Jerzego Lanca odwiedził w
                Piastunie na Mazurach profesor Kazimierz Nitsch, prowadzący badania nad mową
                mazurską. To zaledwie kilka tygodni przed śmiercią Lanca. czy my coś wiemy o
                kazimierzu Nitschu i jego badaniach?
                • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 08.09.06, 21:53
                  tralala33 napisała:

                  > Nie zaglądam na razie do Wańkowicza, czekam tu, żeby dowiedzieć się co dalej
                  z
                  > Lancem. Doczytałam za to, że w lecie 1931 roku Jerzego Lanca odwiedził w
                  > Piastunie na Mazurach profesor Kazimierz Nitsch, prowadzący badania nad mową
                  > mazurską. To zaledwie kilka tygodni przed śmiercią Lanca. czy my coś wiemy o
                  > kazimierzu Nitschu i jego badaniach?

                  Nie nic nie wiemy, a często wspomina o nim Wańkowicz, zresztą też chyba z
                  bibliografi cis słyszałam ,ale nic konkretnego.
                  Założysz wątek ło nim ? Bedziem ziedzieli.
                  • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 08.09.06, 21:54
                    Czyż może być samotność większa niż samotność Lanca ?
                    Po szkole wychodzi na długie wycieczki, w te lasy czarne, lasy północne, mnie
                    bliskie, jemu może tak upiorne jak Wichertowi, jak innym ludziom zachodu, że
                    zdają im się trupiarnią, z której nie ma wyjścia. Czyż w te długie wycieczki
                    nie myśli o swej ziemi cieszyńskiej, która 'przypomina uśmiech młodej
                    dziewczyny', mówiąc słowami jej barda, Morcinka. O ziemi, ktora powstała 'w
                    chwili, gdy Pan Bog swymi dobrotliwymi oczami się zapatrzył i czegoś się
                    uśmiechnął'. I o swojej żonie, ktorą 'ku miłości do Polski przywiódł', a która
                    wtedy właśnie pod sercem nosiła przyszłego pogrobowca.
                    • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 08.09.06, 21:54
                      "Módl się - pisze do niej - żebym otrzymał dzieci. Nie pisz o powrocie, kiedym
                      tu jeszcze nic nie zdziałał. Nie mogę pozwolić, żeby ta pierwsza szkoła polska
                      ewangielicka zakończyła swój żywot. Tu jest lud polski - musi też być i szkoła
                      polska."
                      • rita100 Re: 13-y nauczyciel, 13-a szkoła 08.09.06, 21:55
                        Dnia 28 lutego 1932r był Lanc u miejscowych Polaków, Dendów, w gościnie razem z
                        administratorem domu polskiego w Szczytnie, Habandtem, i dyrektorem Banku
                        Polskiego w Olsztynie, Malewskim. Dzień był iskrzący się, mrożny. Saneczkowano
                        zawzięcie, przy czym Lanc , wyzwolony z puszczy i samotności, czując koło
                        siebie ludzi życzliwych, rozdokazywał się jak uczniak.
                        A ponieważ nad glową jego zbierały się coraz czarniejsze chmury, ponieważ przed
                        paru dniami ledwo umknął goniącej za nim bojówce niemieckiej, wskakując już w
                        biegu do ruszającego pociągu, ponieważ we wtorek miał być znowuż przesłuchiwany
                        przez władze w Szczytnie, więc towarzysze tego mazurskiego 'tobboganu' dziwili
                        się, że mu się konserwuje tak piękny humor.
                        Lanc parsknął śmiechem: "Dodajcie jeszcze, że przyszedłem do Prus Wschodnich
                        jako trzynasty nauczyciel i że moja szkoła jest trzynasta..."
                        • rita100 Re: Jerzy Lenc 09.09.06, 20:44
                          "Wrócił wówczas późno. Z dworca szedł pieszo o g.24, przebywając do Łęgu 10km.
                          Co mu tam !
                          Nazajutrz był poniedziałek. Miał lekcje jak zwykle z Maciejówną. Potem
                          wieczorem do dziesiątej siedzieli u niego gospodarze, słuchając radia. Pytałem
                          ich, jak się czuł Lanc. Mowili, że był zdrów i wesoły.
                          Nazajutrz do Związku Polaków w Szczytnie przyjechał chlopak Lumowej,
                          zaaferowany, ze kiedy gospodyni chciała obudzić nauczyciela, na jej pukanie nie
                          odpowiada nikt."
                          • rita100 Re: Jerzy Lanc 09.09.06, 20:45
                            "Do Szczytna z Łegu jest 18 km. Gospodyni nie mogąc dobudzić się lokatora, nie
                            posyła po miejscowego ślusarza lub nawet policjanta, ale posyła marnym konikiem
                            kopną drogą chłopaka o osiemnaście kilometrów. Bała sie czegoś. Widać czuła, że
                            jej lokatorowi jest pisana śmierć, i wolała być jak najdalej od tego
                            wszystkiego.
                            Przybyli ze Szczytna Boenigk i Habandt i zastali przed domem grupkę ludzi,
                            którzy jednak nie decydowali się wejśc do środka. Ot, stali tu, gdzie ja teraz
                            stoję, przed tym domem samotnym na leśnej polanie, w ktorym pełnilo się coś
                            niedobrego."
                            • rita100 Re: Jerzy Lanc 09.09.06, 20:45
                              "Boenigk obiegł dom; nic nie mógł przez okno dojrzeć, bo było zawieszone. Na
                              okrzyki 'Jerzy' nie odpowiedział nikt. Wówczas Boenigk wybił szybę i wszedł
                              oknem.
                              Na łózku, stojącym tym razem przy ścianie na prawo, leżał Lanc. U ust jego
                              wisiała piana wielkości kurzego jaja. Był zimny.
                              Przyleciał żandarm miejscowy z gotową hipotezą: niewątpliwie polski nauczyciel
                              zmarł na zapalenie płuc."
                              cdn
                              • rita100 Re: Jerzy Lanc 11.09.06, 21:34
                                "Odkryłem go, by stwierdzić, czy nie ma śladów gwałtu - pisze w liscie do wdowy
                                p. Boenigk - nic nie znalazłem, tylko na dolnej części ciała były plamy. Przy
                                łóżku stało krzesło, na nim lampa, szklanka z małą zawartością herbaty i
                                podręcznik do nauki religii. W lampie była jeszcze nafta, co jest wyrazem, że
                                ją sam zgasił."

                                Habandt jedzie do Świętajn załatwić formalności, związane ze śmiercią. Przed
                                urzędem, z którego wychodzi, czeka go wzgurzony tłum. Alle Polen musste man
                                wergiften (wszystkich Polaków należałoby wytruć) - krzyczą wzburzeni.
                                Wytruć ?... Kto rzucił to slowo ? Przecież nie dr Pork, nie żandarm. Skąd
                                wzieła się nagle wsród tego tłumu diagnoza śmierci ?
                                Napisano: Przydzyna śmierci niewyjaśniona, prawdopodobnie płuca.
                                • rita100 Re: Jerzy Lanc 11.09.06, 21:35
                                  W sobotę, piątego marca, odprawiono nabożeństwo na Łęgu, po czym cialo
                                  wyniesiono do samochodu. Ubrali go na tę ostatnią drogę, obyczajem mazurskim, w
                                  długą białą koszulę. Na polach leżał jeszcze śnieg, żalobny kondukt przechodził.
                                  Śpiewali mi stary ewangielicki psalm: "Chcę już iść..."
                                  I tak spoważniały nagle i wywyższony, wracał 'zielony chłopak' do Polski.
                                  • rita100 Re: Jerzy Lanc 11.09.06, 21:35
                                    W Poznaniu zrobiono sekcję na uniwesytecie. Dr Łaguna stwierdził zatrucie
                                    tlenkiem węgla. A więc zaczadzenie ?
                                    Ale Boenigk udawadnie że to nie może być prawdą (strona 206)
                                    A teraz, kiedy na miejscu sam wypytywałem Lumową, gospodynię, u której mieszkał
                                    Lanc (pojechałem do niej rzekomo szukać letniska) - powiedziała mi, że Lanc
                                    nigdy nie palił w swoim pokoju, bo się hartował, że palił sam tylko w
                                    przyległej izbie szkolnej, że więc i tego dnia od popołudnia było nie palone.
                                    Zbadałem dom. W podłodze znalazłem klapy do piwnicy. Wyszedłem na zewnątrz -
                                    przez okienko do piwnicy mógł wślizgnąć się szczupły człowiek.
                                    • rita100 Re: Jerzy Lanc 11.09.06, 21:36
                                      W Ojczyźnie witała go ziemia polska i dusze ludzkie, które dla polskości
                                      pozyskał.
                                      Na peronie kolejowym w Sośni, dekorowanym jedliną w stęgami narodowymi,
                                      rozbłysły wieńce od konsulaty Rzeczypospolitej w Olsztynie, od Zwiąku Polskich
                                      Towarzystw Szkolnych w Berlinie, od Koła Nauczycieli w Olsztynie, Klubu
                                      Polskiego w Olsztynie, Ludności Polskiej z Mazur, Towarzystwa Szkolnego w
                                      Olsztynie.
                                      Te wieńce to były goście z ziemi dalekiej. Przed dworcem czekały już inne i
                                      tłum dwutysięczny, nauczyciele z trzech powiatów, młodzież szkolna z Ostrowa i
                                      seminarium w Ostrzeszowie, z orkiestrami, dzieci szkolne z okolicznych
                                      miejscowości, ks. pastorzy z Łodzi, z Sośni, z Ostrzeszowa, władze -
                                      kuratorium, wojewodztwo, starostwo, wojskowość z gen Dziewanowskim na czele.
                                      Nieśli go tak z dworca cztery kilometry do kościoła ewangielickiego w Sośni,
                                      nieśli go tak z Śośni do Szklarki sześć kilometrów w zadymkę śnieżną, aż już
                                      zaczął sięzasnówać zmrok i straże ogniowe otoczyły trumnę wieńcem palących
                                      pochodni.
                                      I na końcu żegnano go przemówieniem w gwarze śląskiej. Jak mówiła matka w
                                      Kostkowicach. W tej samej."
                                      • rita100 Re: Jerzy Lanc 11.09.06, 21:37
                                        Pisze tak dokładnie, byście zobaczyli jak została potraktowana wdowa po Lancu.
                                        Pogrzeb pompa i koniec. Pokazówka i koniec tylko gdzie opieka nad wdową i
                                        dziećmi , to już nikogo nie obchodziło. Zrobił swoje i koniec.

                                        "A RÓWNOCZEŚNIE W DALEKIEJ ZIEMI CZARNEGO KRZYŻA NAUCZYCIEL BOENIGK MACZAŁ
                                        PIÓRO W ATRAMENCIE I PSAŁ DO WDOWY:...... to już jutro....
                                        • tralala33 Re: Jerzy Lanc 11.09.06, 21:47
                                          No to bandziewam czekać.
                                          • rita100 Re: Jerzy Lanc 11.09.06, 21:50
                                            Jutro już skończe, ale długi ten rozdział ło Lancu. Ło Lince też wspomina.
            • tralala33 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 12.09.06, 20:36
              Krótką wzmiankę o Jerzym Lancu znalazłam w biogramie ewangelickiego księdza
              Eryka Cimały:
              Eryk Cimała nie otrzymał nawet zezwolenia na zdanie końcowych egzaminów
              teologicznych., na skutek politycznej akcji hitlerowców, którzy już tam mieli
              duże wpływy, a którzy wiedzieli, iż odwiedzał on znanych działaczy mazurskich z
              Kajką na czele, oraz "upartego" nauczyciela Jerzego Lanca we wsi Piastuno, koło
              Swiętajna, którego za wszelką cenę chcieli się pozbyć* (I niedługo potem
              uśmiercili - patrz dzieje śp. Jerzego Lanca pt.: "Cichy Bohater" Jana Brody
              w "Kalendarzu Ewangelickim" 1961, wyd. "Strażnica Ewangeliczna", Warszawa).
              www.luteranie.pl/www/biblioteka/dkosciol/obczyzna/eryk-cimala.htm
              Z tego wynika, że o Jerzym Lancu pamiętano jeszcze długie lata po jego śmierci -
              szkoda tylko, że ten tekst dziś jest pewnie trudny do odnalezienia.
              • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 12.09.06, 20:51
                Chyba będziemy tymi co najwięcej wiedzą o Lancu smile
                Dzisiaj kóńczymy temat.

                "A równocześnie z dalekiej ziemi Czarnego Krzyża nauczyciel Boenigk maczał
                pioro w atramencie i pisał do wdowy: "Przesyłam lampę, prymus, drobne sprzety
                kuchenne i trochę ksiązek. Łóżko metalowe uważamy sprzedać następcy, który w
                następnych dniach ma przybyć, i pieniądze za to przesłać Pani".
                Minął czas. Otrzymała Ernestyna Lancowa pieniądze za łózko żelazne. Potem jej
                się narodził syn, na pamiatkę ojca nazwała Jerzym. Aż wreszcie złożyła swój
                bilet kondolecyjny Najjaśniejsza Rzeczpospolita i przyznała wdowie po Lancu
                emeryturę.... czterdzieści złotych !
                (Miło nam donieść, że p. Lancowa otrzymała po latach pełną emeryturę)
                Aby sie stało jak śpiewał Jan z Czarnolasu:
                .... nie widziałem, żeby sprawiedliwy
                Był opuszczony, albo było trzeba
                Potomstwu jego żebrać kiedy chleba."
                • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 12.09.06, 20:52
                  Kiedy przyjeżdzam na Łeg, jest cichy lipcowy dzień.
                  Stoi samotny dom na leśnej polanie , drzwi nikt nie otwieta choć dym równo się
                  unosi z komina.
                  Idę dalej szukać owej rodziny Macieja, czyli ojca córki , ktorą uczył Lanc.
                  "Boenigt zatrzymał łóżko dla następcy, który niezwłoczie miał przybyć. Ale nie
                  wiedział, co się stało w przeddzień śmierci Lanca. Nazajutrz po niedzieli,
                  kiedy to Lanc wrócił od Dendów z zabawy, w poniedziałek, w ostatni dzień życia,
                  otrzymał list podpisany przez Macieja, w którym tenże powiadamia , że wycofuję
                  córkę ze szkoły.
                  List był pisany... na maszynie. Potem poznano krój pisma maszyny Machta,
                  renegata.
                  • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 12.09.06, 20:56
                    "Macieja zastaję, jak narządza wóz. Mrukliwy chłop kręci kozią bródką i nie ma
                    ochoty do dyskursu. Widzę , że żadnymi obchodami do nieczego nie dojdę. Tedy
                    walę wprost:
                    - A wyście odebrali córkę przed śmiercią Lanca ze szkoły. Czy źle uczynił ?
                    - Ni. Dyć dobze.
                    - To Macht wam napisał list ?
                    - A toć.
                    - Nie mogliście to trzymać dalej córki w szkole ?
                    - A bo me Macht wiency doł.
                    Zwierze.
                    - Zawołajcie córkę.
                    Jest. Tam za studnią. Wychodzi do nas dziewczyna lat szesnastu czy siedemnastu.
                    Śmiech kretynki. Na wszelkie pytania odpowiada tym śmiechem.
                    • rita100 Re: Jerzy Lanc - męczennik z Górnego Śląska 12.09.06, 20:57
                      "I kiedy wracam ku domostwu Lumowej, myslę, że tej oto kretynce i interesom
                      tego zboja poświęcił życie 'zielony chłopak', i że trwał, nim go nie zabrała
                      śmierć. I widać to trwanie nie było takie beznadziejne ani bez sensu, bo po
                      Mazurach szeroko wieść szła, ze na Łęgu już jest jedna szkoła polska."

                      I to już koniec tej tragicznej histori szkoły polskiej na Mazurach. Poświęcił
                      się czlowiek , poświęcił życie..... niech chociaz pamieć o nim będzie
                      pielęgnowana. Niech ulica w Olsztynie nazwana jego nazwiskiem rozbłyśnie w
                      blasku. Idąc tą ulicą , przechodząc, biegnąc nią w tym dzisiejszym życiu, niech
                      przeleci z nami myśl 'zielony chłopak', ktory walczył o polskość na tych
                      ziemiach. I niech pamięta o tym wydarzeniu przewodnik po olsztyńskich ulicach.
                      Napewno nikt nie przewidział w tamtych czasach II wojny światowej i takiego
                      obrotu sprawy w histori tymbardziej im , tym walczącym było cięzko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka