Zaczęło sie od opiekunki, bo w piątek przyszła okrutnie zakatzrzona, a ja nie
mogłam jej odesłać do domu, bo akurat wyjeżdżałam na cały dzień na szkolenie
( razem z mężem), w niedziele zakatarzył się Bartek i nadal go trzyma, a
dzisiaj rozłożyło mnie. A mam tyle pracy, buuu... Ledwo człapię. Bartek niby
ten katar ma mniejszy, ale strasznie marudzi, nie daje sobie noska oczyscić,
dobrze, że chociaż syropy ładnie pije ( daję mu Rutinaceę i wapno w syropku),
ale już o wpuszczeniu czegokolwiek do nosa mowy nie ma

Michała tez na wszelki wypadek szprycuję Rutinoscorbinem i wapnem.
Ja mam jeszcze dodatkowo całe gardło zawalone....