Cześć wszystkim!
Chcę się Wam przedstawić i napisać o moich przyjaźniach.
Mam 27 lat, od 2 lat mieszkam z chłopakiem w Trzebnicy, od lipca ubiegłego
roku mamy fantastycznego i kochaniutkiego synka. Często jeżdżę do Oleśnicy,
gdzie odwiedzam moja babcię i ojca, do Wrocławia, gdzie spotykam się z
siostrą, spaceruję nad Odrą z synkiem w wózeczku, albo robię zakupy (np:
tanie mango i kiwi w Lidlu

W liceum trafiłam na grupę bardzo fajnych ludzi. Po niezbyt udanej klasie w
podstawówce, gdzie koleżanki odchodziły i przychodziły, w liceum nie mogłam
uwierzyć w swoje szczęście. Było nas cztery, później trzy, a ta czwarta
troszkę się oddaliła. Spędzałyśmy razem masę czasu, ja i one dwie, lub one ze
sobą, albo ja z którąś z nich. Każda różna, ale miałyśmy wiele wspólnego.
Razem spędzałyśmy wakacje, sypiałyśmy u siebie w weekendy, razem podrywałyśmy
chłopaków na dyskotekach, razem uczyłyśmy się fizyki. Razem przeżywałyśmy i
rozkładałyśmy na czynniki pierwsze naszych "chłopaków". Co powiedział, co
myślał, czy zadzwoni...

Ehhh, dorastałyśmy, wygłupiałyśmy się, płakałyśmy
na filmach pod jednym kocem na kanapie, wertowałyśmy Gazetę Praca. Były dla
mnie wielkim oparciem. Wiem, że ja dla nich również. Każda ewoluowała w innym
kierunku. A. jest pracoholiczką, rozgadaną, roześmianą niegroźną kochaną
wariatką, z tysiącem wątków w jednominutowej wypowiedzi. B. jest smutaską,
troche hipohondryczką z nudów, bardzo wrażliwą i otwartą na innych. Obie
mężatki. Tańczyłam na ich weselach. Obie bez potomstwa, B. chciałaby już, A.
jeszcze długo nie.
I teraz finał mojej rozwlekłej bajki.
Moje życie było wielokrotnie wywalone do góry nogami, studiowałam, rzucałam
studia, mieszkałam w Niemczech, pracowałam daleko od domu, w końcu osiadłam
jak ten koral na rafie... A. i B. zawsze przy mnie były: telefonicznie,
mailowo, osobiście, jeśli byłam na miejscu. Po wyjeździe do Trzebnicy
odwiedzałam je kilkanaście razy. Zawsze słyszałam "och, muszę się wreszcie do
Ciebie wybrać, zobaczyć, jak mieszkacie. ale wiesz, jestem taka zmęczona,
studia, praca, dom, mąż" Od obydwu ta sama gadka. OK, poczekam, wiem, że
pracujesz ciężko, ja też pracuję, ale wierzę, że jesteś zmęczona i nie masz
czasu. Ja przyjadę do Ciebie. A później zaszłam w ciążę. Od A.
usłyszałam: "och, jesteś w ciąży. hmm" B. powiedziała "pewnie bardzo
przytyjesz" Było mi przykro jak cholera. Dzwoniłyśmy do siebie jeszcze kilka
razy. Później długo nie dzwoniły, a ja, coraz bardziej obrażona i zła ( coraz
grubsza również

, przestałam dzwonić do nich. Obie znały orientacyjny
termin porodu. Juliusz urodził się dwa tygodnie przed czasem. Trzy dni po
terminie dzwoni A. i jak gdyby nigdy nic zaczyna opowiadać mi o swoim
wyjeździe nad morze. Powiedziałąm jej, że nie chce mi się z nią rozmawiać. Co
miałam powiedziać? Nawet nie spytała, czy już urodziłam, jak się czuję.
Następnego dnia dzwoniła B., ale nie odebrałam. Od mojego ojca dowiedziały
się, że Juliusz już ogląda słoneczko na własne oczy od 2 tygodni i B. wysłała
obrażonego smsa, dlaczego jej nie poinformowałam i że w ten sposób tracę
przyjaciół. Więc zadzwoniłam do niej i nakrzyczałam na nią, że informować to
ja mogę USC, a znaczenia słowa przyjaciółka to ona nie rozumie. Następnego
dnia zadzwoniłam do A. i wykrzyczałam jej cały mój żal i rozczarowanie
głębokie jak Morze Martwe. Nie odwiedziły mnie przez cały okres mojego
mieszkania w nowym mieście, w czasie ciąży, ani po urodzeniu się mojego
dziecka. Nawet nie pamiętały wyznaczonej daty porodu.
Od tamtej pory nie mam od nich znaku życia, opróch smsa od A. o treści "jak
możemy to naprawić"
Nie umiem ukryć żalu, nie chce więcej o nich słyszeć, rozczarowały mnie
totalnie, nie są osobami, z krórymi chciałabym się dzielić moim szczęściem.
Bo poza tą żółcią, którą z siebie właśnie wylałam na forum, jestem bardzo
zadowoloną z życia babką. Mamą cudownego chłopczyka, partnerką fantastycznego
chłopaka, siostrą fajnej siostry, niezłą córką i wnuczką, lubiącą siebie
kobietką...
Mam nadzieję, że czytające to Wrocławianki nie zrażą się do mnie i odpowiedzą
na mój apel wysłany do nich na gazetową pocztę.
Chciałabym poznać żywe babki, nie mam czasu i niespecjalnie lubię pisać na
forach, wolę kontakt rzeczywisty, wspólne ciastko w cukierni, albo pływanie w
Oleśnickim Aquaparku...
Odezwijcie się szukające znajomości Dolnoślązaczki.
Pozdrawiam
Płatki z mlekiem