Dodaj do ulubionych

Plakalam...

03.12.07, 16:12
kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,4679595.html?as=1&ias=3&startsz=x

I jeszcze kilka dni temu dowiedzialam sie o tragedii we
Wroclawiu,gdzie dzieci wypadly z okna...Jakos tak nie moge sie
pozbierac.Boze,jak zyc gdy umarly nasze dzieci?Jak mozna w ogole
dojsc do rownowagi psychicznej po takim przezyciu?Bardzo,bardzo
wspolczuje tym wszystkimrodzicom(matkom w szczegolnosci),ktorzy
stracili swoje dziecko...
Obserwuj wątek
    • mamaki Re: Plakalam... 03.12.07, 18:40
      Ja też. O sprawie tej kobiety i jej dzieci było w Polsce bardzo głośno wtedy
      kiedy to się wszystko wydarzyło.
    • wikipati Re: Plakalam... 03.12.07, 19:12
      Jaki ten świat jest chwilami straszny... I jakie błahe stają się
      niektóre problemy przy ludzkich tragediach...
      Ponad rok temu stałam się mimowolnym uczestnikiem czyjegoś dramatu.
      Nawet się dobrze nie znałyśmy... Tak wyszło poprostu... Może to Pan
      Bóg tak pokierował tym wszystkim,może dał mi szansę,żeby zrobić
      dobry uczynek. Może moja obecność w tym własnie czasie, w tym
      miejscu była potrzebna tej dziewczynie... Tak się złożyło,że byłam
      blisko bardzo młodej dziewczyny, która starciła swoje maleństwo w
      piątym miesiącu ciązy. Straciła je przez zaniedbanie i rutynę
      lekarzy,przez niefrasobliwe podejście, przez lekceważenie... To było
      jej pierwsze dziecko. Dzieciątko żyło dwie doby, dwie doby bez
      respiratora, bez odpowiedniej pomocy. Wiecie co napisali w karcie
      szpitalnej.... poronienie samoistne sad Tyle tylko,że lakarze
      wywoływali ten poród przez kilka godzin... Ale nie to wszystko było
      najgorsze, najgorsze było to wszystko, co spotkało nas później.
      Odmowa wydania ciała, krzyki, naciski, próby zatuszowania
      wszystkiego. Do dziś dźwięczą mi w uszach słowa pani doktór: "Jak
      już tak bardzo chcecie to proszę "TO" gdzieś zakopać... My nie
      jesteśmy od tego ,żeby się "TYM CZYMS" zajmować..."
      "TO".... czyli dziecko... Nigdy nie zapomnę lodówki w jakimś baraku
      za szpitalem, z której portier(ochroniarz??) wyjął nam małe
      zawiniątko - zwykły, biały papier, trochę plasta. Synek A.był taki
      maleńki,że paczka zmieściła się w jednej mojej dłoni... I to
      przerażliwe zimno. Zimno, które chyba na zawsze zamroziło kawałek
      mojego serca. A potem jeszcze ksiądz - nie może być pogrzebu, nie ma
      aktu urodzenia, nie ma aktu zgonu. NIE MA CZŁOWIEKA. A przecież to
      maleństwo było! Zyło, oddychało! Było! Trzymałam je przecież w
      dłoni... Pamiętam tylko tyle- maleńka biała trumienka, która
      musieliśmy wieżć w bagażniku samochodu, bo inaczej nie było wolno.
      Milczący przemarsz przez cmentarz, milony ciekawskich, wścibskich
      spojrzeń,które przewiercały nas na wskroś. Łopata... Ksiądza nie
      było... Pozwolił nam tylko pochować maleństwo w poświęconej
      ziemii... Musieliśmy sami własnoręcznie rozkopać rodzinny grób...
      I szloch A.... Do dziś słyszę metaliczny szczęk łopaty i jej płacz...
      Kawałek mojego serca umarł w tamtej chwili na zawsze...

      Sory dziewczyny za tak osobiste wynurzenia, ale tak mnie jakoś coś
      ścisnęło jak przeczytałam ten tekst. To wszystko znowu wróciło...
      I chociaż od tamtej chwili minęło już sporo czasu to nie mogę
      zapomnieć...
      • gacusia1 Re: Plakalam... 03.12.07, 23:24
        Przykro mi...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka